Psychologia Związek

10 powodów, dlaczego nie mamy ochoty na seks. Sprawdź, który dotyczy ciebie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
21 grudnia 2021
fot. Diamond Dogs/iStock
 

Nieudany seks jest jednym z najbardziej delikatnych tematów. Nawet ci, których mamy za towarzyskich ekstrawertyków, często milkną, gdy przychodzi pora, by szczerze porozmawiać na temat życia intymnego.

A temat jest szczególnie trudny dla par, które ze sobą już nie sypiają. „Nie jestem zdziwiona, gdy pary są zdezorientowane i nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przestały uprawiać ze sobą seks. Bardzo często nie chcą wnikać w ten temat. Boją się zarówno tego, co mogą usłyszeć, jak i/lub tego, czego mogą nie usłyszeć”, twierdzi dr Barbara Greenberg w Psychology Today. Ich lęk jest tak silny, że wolą milczeć, by pozostawać nadal w związku.

Aby pomóc osobom, które boją się poruszyć temat, przygotowaliśmy listę najczęstszych powodów znacznego obniżenia libido. Być może po przejrzeniu tej listy będziesz miał/ a pewne pojęcie o tym, co może się dziać w waszym związku. Barbara Greenberg dodaje: „Zachęcam do rozmowy z partnerem, ponieważ milczenie na temat seksu niestety nie jest złotem!”

1. Lęk, co powie partner

Każdy z nas boi się, że kiedyś może okazać się nieatrakcyjny dla swojego długoletniego partnera. Kiedy namiętność przygasa, boimy się spytać wprost: „Dlaczego od trzech nocy wykręcasz się od seksu? Co się dzieje? Powiedz szczerze?” Boimy się, że usłyszymy słowa raniące do żywego: „Zaniedbałaś się, utyłeś i już mnie nie pociągasz”, albo „Nic na to nie poradzę, ale seks z tobą okropnie mi się znudził”. Lęk, że takie słowa zmiażdżą nasze ego i sprawią, że już nigdy nie będziemy ich w stanie zapomnieć, dosłownie nas paraliżuje. Wolimy więc milczeć niż zmierzyć się z rzeczywistością, która jednak dałaby realną możliwość pójścia o krok dalej i choćby próby rozwiązania kłopotu.

2. Nie tylko antydepresanty i antykoncepcja

Niektóre lekarstwa zdecydowanie obniżają libido. Psychiatrzy twierdzą nawet, że głównym powodem samowolnego odstawiania antydepresantów jest właśnie fakt zmniejszenia popędu płciowego, a u mężczyzn dodatkowo brak lub opóźnienie wytrysku nasienia. Część kobiet (nie wszystkie!) skarżą się także, że gdy przyjmują doustną hormonalną terapię antykoncepcyjną, tracą ochotę na seks, albo przestają intensywnie odczuwać orgazm. W takich sytuacjach warto zgłosić to swojemu lekarzowi i poszukać lekarstw lub innej antykoncepcji, która nie powoduje takich efektów ubocznych.

Jeszcze jedno: trzeba też zwrócić uwagę na leki stosowane w chorobach układu krążenia i obniżające poziom cholesterolu we krwi – one też mogą wpływać na libido.

3. Dyskomfort podczas seksu

Może to dotyczyć każdego, ale najczęściej dotyczy jednak kobiet w dojrzałym wieku, które obawiają się suchości i bólu podczas penetracji. Kiedy śluzówka pochwy lub w jej okolicach pęka, to miejsce staje się bolesne i wcale nie łatwe do zgojenia. Na domiar złego wiele pań obawia się na ten temat porozmawiać ze swoim ginekologiem. Wolą unikać seksu.

 

Libido - co wzmacnia, a co hamuje popęd seksualny

Fot. iStock/Libido

4. Brak zaufania po romansie

Jeśli któreś z partnerów miało romans, często trudno potem odbudować satysfakcjonujące życie seksualne. Nawet jeśli pogodziliście się i pozornie wybaczyliście sobie skok w bok. Nie wystarczy powiedzieć „przepraszam”, nie wystarczy nawet „zadośćuczynić” i próbować sobie wszystko wyjaśnić, by do sypialni powróciło szczere porządnie. Satysfakcjonujący seks to delikatna materia i większości związków wymaga zaufania i oddania się. By odbudować namiętność, trzeba silnej więzi, cierpliwości i czasu.

5. Złość i gniew

Te słowa mówią już same za siebie. Osoba, która jest za coś zła na swojego partnera, raczej nie będzie chciała angażować się w fizyczną intymność. Oczywiście poza tymi, którzy uwielbiają „godzić” się łóżku. Trudno oddać się w pełni osobie, która powiedziała coś przykrego, która nie dotrzymała słowa, zraniła, dopiekła do żywego. Bardzo ważne, aby pary rozwiązały swoje spory możliwe na bieżąco, bo w przeciwnym razie złość będzie gromadzić się i rozprzestrzeni się na wiele obszarów wspólnego życia.

6. Sprzeczne style rodzicielskie

Gdy jeden partner jest pobłażliwy, a drugi bardziej autorytatywny, rodzina żyje w stresie. Gdy rodzice cały czas kłócą się o to, jak wychowywać wspólne dzieci, to w dzień w ich domu atmosfera jest napięta. A w nocy? Zazwyczaj zmęczeni walką partnerzy nie pozwalają sobie na zachowania, które doprowadziły do „stworzenia” potomstwa. Cóż za okropna ironia losu!

7. Lęk przed ciążą

To zdarza się zazwyczaj u młodych osób. Uwierzcie, nic tak nie potrafi zepsuć przyjemności, jak strach… „bo być może pęknie prezerwatywa”, albo … „bo moja partnerka czasem zapomina o tabletkach antykoncepcyjnych”. By stracić głowę w trakcie seksu, potrzebujemy czuć się bezpiecznie i – uwaga – dotyczy to nie tylko kobiet, ale też mężczyzn!

8. Zmęczenie lub wyczerpanie

Wszyscy wiemy, że nadmiar obowiązków i pracy oraz związany z tym stres wpływa na pożądanie seksualne. Często zdarza się tak, że w natłoku zajęć zapominamy o własnych przyjemnościach. Siłownia, basen, kosmetyczka – te słowa już dawno zostały wykreślone z twojego kalendarza? A seks? Został skreślony jakoś tak razem ze spokojnie wypitą poranną kawą i czytaniem dzieciom bajek na dobranoc! Brzmi znajomo? Cóż, czasem trudno nam angażować się w namiętność, jeśli wieczorem nie mamy w sobie już ani grama energii, a rano po prostu śpieszymy się do pracy.

9. Brak akceptacji swojej fizyczności

Z biegiem lat nasza skóra i sylwetka zmienia się. Rodzimy dzieci, nie mamy czasu na siłownię, tyjemy, starzejemy się… Jednak niezależnie od przyczyny niezadowolenia, nikt z nas nie rozbiera się tak chętnie i na luzie przed partnerem, jeśli nie lubi swojego ciała. A przecież by czuć pożądanie i satysfakcję z seksu, trzeba puścić wszelkie obawy, lęki związane z pulchnymi udami małymi piersiami… Obsesyjna próba maskowania niedoskonałości i stosowanie różnych zabiegów typu: zgaszone światło czy wciąganie brzucha, nie pozwoli nam oddać się w pełni pożądaniu.

10. Dziwna zamiana ról

Kiedy kobieta wyręcza we wszystkim partnera, wyśmiewa go przy znajomych i po prostu nie ceni, pożądanie przygasa. Kiedy mężczyzna traktuje swoją partnerkę jak niezaradną małą dziewczynkę, która nie potrafi podjąć samodzielnie żadnej ważniejszej decyzji, namiętność ulatuje. Mężczyzna nie będzie pragnął kobiety, która go ruga i traktuje tak jak matka. A kobieta nie potrafi z zachwytem myśleć o męskiej potencji, gdy partner opiekuje się nią jak ojciec. Chodzi o to, że fajny seks mogą mieć tylko równoważni partnerzy.

****
Uwaga, powodów braku ochoty na seks jest znacznie więcej niż wspomnianych przez nas dziesięć. I kolejna rzecz: pamiętaj, im mniej seksu uprawiasz, tym bardziej przygasa twoje libido. Dlatego czasem pomaga powrót do dawnej intensywności.

Czasem wystarczy abstynencja i samodzielne rozbudzenie libido. A czasem potrzebna jest pomoc specjalisty – psychologa, seksuologa, psychiatry, lekarza pierwszego kontaktu.

Nie warto czekać, warto działać. Spokojnie i bez wstydu. Przy dzisiejszym zaawansowaniu wiedzy medycznej większość problemów da się rozwiązać.


Psychologia Związek

Jak przetrwać święta z narcyzem lub narcyzką? Porzucić nadzieję, że się zmieni, chronić siebie

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
21 grudnia 2021
Fot. iStock / helenecanada
 

Święta. Dla wielu z nas oznaczają konieczność spędzania czasu z z toksycznymi ludźmi: mężem, żoną, eksem, siostrą, bratem, znienawidzoną ciotką, czy w końcu rodzicami, którzy nie potrafią i nie potrafili kochać nas bezwarunkowo.

Mój ojciec naśmiewa się z mojego związku, gdy zwracam mu uwagę, obraża się albo wszczyna awanturę.

Mąż ze mnie kpi przy stole, gdy zwracam mu uwagę, mówi do dzieci: „Matka to się w ogóle na żartach nie zna”.

Boję się świąt, bo wszystko koncentruje się wokół matki. Albo tego, jak jej dobrze. Albo tego, jak jej źle. Narzeka, że robi wszystko. W zeszłym roku całą noc piekłam ciasta, żeby ją odciążyć, wstała rano i krzyczała, że narobiłam bałaganu i kto to wszystko zje.

To tylko niektóre wypowiedzi ludzi z webinaru Justyny Czekaj: „Jak przetrwać święta z narcyzem?”.

Ktoś, kto buduje zdrowe relacja albo ma już za sobą proces wychodzenia z „bliskości” z narcyzem mówi: „Po co spędzać święta z kimś toksycznym”. „To należy odciąć”. Ale czasem z różnych powodów nie potrafimy zerwać takich związków. Justyna Czekaj mówi: „Nie obwiniajcie się, robicie tyle, ile w danym momencie możecie zrobić”.

To wydało mi się bardzo wyzwalające. W świecie, w którym musimy działać szybko, szybko rozwiązywać problemy, szybko się wzmacniać i budować, zapominamy o procesie. Czasie, którego każdy z nas potrzebuje na zmianę.

A jaki może być ten pierwszy krok?

Zdaniem Justyny Czekaj: odzyskanie kontroli. Nie, nie nad osobą narcystyczną, bo tej nigdy nie będziemy mieć. Kontroli nas sobą. Nad tym, co się z nami dzieje.
I jednocześnie puszczenie tej strasznej odpowiedzialności, która nas gnębi. To nasza wina, że on/ ona reaguje złością. To nasza wina, że jesteśmy ranieni. Jeśli tylko będziemy cicho, spokojnie, jeśli się usuniemy to…

W tym momencie zawsze przypomina mi się historia mojej przyjaciółki, która była bita w dzieciństwie przez ojca. Za każdym razem, gdy on wyciągał z szafy gruby pas, a potem powoli się do niej zbliżał, kazał jej się odwrócić, padała (dosłownie) na kolana i prosiła, żeby jej nie bił.
Czy kiedyś go przekonała?
Nie. Nigdy.

To mniej więcej pokazuje, jaką mamy kontrolę nad narcyzem.
Żadną.

Szczerość wobec siebie

„To najważniejsza rzecz, którą musimy zrobić” mówi Justyna Czekaj. Co to znaczy?
Szczerość ma dwa ważne aspekty. Po pierwsze musimy wiedzieć, że osoba narcystyczna nigdy się nie zmieni. Trzeba porzucić nadzieję, że nadejdzie cud, jeśli tylko szczerze z nią porozmawiamy, że nadejdzie czas, że stanie się empatyczna, pokocha nas, zrozumie swoje błędy, przeprosi i stanie się prawdziwym partnerem w relacji.
Nie, to się nigdy nie zdarzy.
I teraz pytanie: na ile wciąż mamy nadzieję? Cz jesteśmy w stanie spotkać się z tym, co głęboko ukryte? Z tlącym się oczekiwaniem mimo gniewu i żalu? Z nadzieją, że jednak będziemy w stanie narcyza odczarować. „Mamy prawo mieć tą nadzieję szczególnie jeśli osobami narcystycznymi są nasi rodzice. To jest naturalne i ważne zdać sobie z tego sprawę, bo tylko wtedy możemy nad sobą zapłakać, współczuć sobie, a to początek procesu zdrowienia”.

Nauka stawiania granic

Stawianie granic narcyzowi– wyzwanie niczym lot na w kosmos bez przygotowania. Takie to przynajmniej wydaje się na początku, szczególnie, że osoby narcystyczne nie uznają cudzych granic. Chcą, często nawet nieświadome, zająć całą przestrzeń. One muszą być w centrum. Inne osoby wtedy automatycznie się wycofują, przestają mieć pewność, że to, co myślą jest okej, że mają prawo zaznaczać swoje terytorium.

Im szybciej zrozumiemy, że granice są ważne, są naszym wentylem bezpieczeństwa, troską o siebie, tym lepiej.

Justyna Czekaj mówi o metodzie szarego kamienia. Mówimy wprost, jasno, nie tłumaczymy, nie wyjaśniamy, bo żaden dialog z osobą narcystyczną nie ma sensu. Nie dajemy odczuć, że zostaliśmy zranieni. Słowa: „Ranisz mnie”, „Czuję się źle, gdy mi to robisz” nie mają sensu, bo narcyzi nigdy nas nie słuchają i ich nie obchodzą nasze emocje.

Oto kilka przykładów stawiania granic.

„Nie akceptuję tego, że nie kupiłaś mi prezentu, tobie też więc przestaję cokolwiek kupować”.
„Jeśli będziesz mówić przy stole o naszym związku, wychodzę”.
„Jeśli znów pozwolisz, żeby twoja matka mnie atakowała i będziesz się ze mnie śmiać przy kolacji, zamawiam taksówkę i wychodzę”.
„Nie chcę rozmawiać o swoim życiu prywatnym, zmieńmy temat, jeśli tego nie akceptujesz, nie spędzę u was świąt”.
„Jeśli będziesz znów komentować mój wygląd, będę zmuszona wyjść”.
Ważne: jeśli mówimy, co zrobimy jeśli druga strona nie uzna naszych granic, musimy potem dotrzymać słowa, czyli wyjść, naprawdę nigdy więcej nie kupować prezentu, nie robić czegoś dla kogoś, nie czekać aż oficjalna kolacja się skończy.

Przygotowanie na trudne, bolesne reakcje

„Zawsze, gdy mówię coś takiego, matka przestaje się odzywać”. „Ojciec komentuje, że mi odbiło”, „Mąż się ze mnie wyśmiewa” pisali uczestnicy webinaru.

Ważne, żeby pamiętać, że to jest czyjaś reakcja, nie nasza. My możemy na to nie zwracać uwagi, ignorować. Zmienić na siłę temat, zaproponować spacer albo samemu powiedzieć: „Okej, teraz idę się przejść”. Mamy prawo zrobić sobie przerwę, choćby wyjść do łazienki, czy innego pokoju, żeby chwilę odetchnąć.

W relacji z narcyzem ważne jest też przyznanie się przed sobą, co się z nami dzieje podczas jego ataku. Niektórzy pisali o ogromnym lęku, walącym sercu, wstydzie, poczuciu winy.

Justyna Czekaj radzi, by już wcześniej przygotować się na to, co się może pojawić. I pytanie, dlaczego mamy problem z czyimiś emocjami? Powodów może być dużo, jesteśmy z dysfunkcyjnego domu, nie nauczyliśmy się stawać granic albo byliśmy za nie karani.

Pytanie też skąd się bierze nasz wstyd i lęk? Może to nie my, dorośli, się boimy, ale nasze wewnętrzne dziecko. Jak możemy dać mu wsparcie? Co sprawi, że poczujemy kontrolę?

Pomocne może okazać się samo zapanowanie nad reakcją fizyczną. Połóż rękę na klatce piersiowej i trzymaj ją co najmniej dwie minuty, głęboko oddychaj. Skup się na tym, jak bije ci serce, jeśli szybko, spróbuj, żeby zwolniło.

Ćwiczenia z konfrontacji

Jeśli dobrze znamy „swojego narcyza” wiemy też, w co najczęściej uderzy podczas złości, jak będzie atakował. O to też pytała na webinarze Justyna Czekaj. „Jak to było w zeszłym roku…”. Padały odpowiedzi:
Że jestem sama, że nie mam pracy albo nie mam tak dobrej pracy, że może życie jest nic nie warte, że za dużo/ za mało ważę. Że nikt mnie nie lubi i jestem żenująca, że nie udało mi się niczego osiągnąć. Jak widzimy narcyz w furii może uderzyć w każdy nasz kawałek i najczęściej uderza w ten najsłabszy. Dlatego to takie trudne.

Ale jeśli to wiemy, jesteśmy mocniejsi. Możemy „przećwiczyć” spotkanie. Ważne, żeby w żadnym momencie nie wdać się w pyskówkę, nie odwzajemniać tym samym, to nie będzie miało sensu, bo narcyz nigdy nie odpuści. Może sprawdzić się właśnie ignorowanie, zawieszanie rozmowy, zmiana tematu. W ostateczności zawsze zostaje wyjście.

Najważniejsze jest chronienie siebie, choć jak mówi Justyna Czekaj to jest trudne. Nie chodzi o to, żeby wszystko udało się od razu, ale żebyśmy próbowali.


Psychologia Związek

Dlaczego zawodzimy? Dlaczego postępujemy tak lekkomyślnie wobec tych, których kochamy?

Beata Pawłowicz
Beata Pawłowicz
21 grudnia 2021
fot. saiyood/iStock

Trudno, to przyznać, ale czasem trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Nie szukać wytłumaczeń. Powiedzieć wprost: zawodzę bliskich i przyjaciół. Dlaczego? Jak przestać? – odpowiedzi i rozwiązania szuka psychoterapeutka Renata Pająkowska-Rożen.

Dlaczego zawodzimy ważnych, a nawet kochanych przez nas, ludzi?

Myślę, że często zapominamy o tym, że każdy z nas jest inny, że mamy przeróżne potrzeby, oczekiwania, wytrzymałość. Dlatego nawet, gdybyśmy się bardzo starali, nie jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkich oczekiwań, jakie mają wobec nas bliscy. Nie istnieje osoba, która spełniłaby wszystkie pragnienia innych. Możemy bardzo się starać, na przykład o to, aby zaspokoić oczekiwania naszych rodziców. Odnieść sukcesy w wielu dziedzinach i być szczęśliwi w związku, mieć dzieci, ale nasi rodzice i tak będą czuć się rozczarowani – bo mieli inne oczekiwania wobec nas!

Możemy usłyszeć od nich: „zawiodłaś mnie, miałaś mieszkać obok mnie, a ty robisz karierę w Warszawie”. Możemy się starać, ale chceń rodziców, związanych z tym aby łącząca nas z nimi pępowina była nieodcięta, nie powinniśmy spełniać. Mamy prawo wyboru własnej drogi życiowej i zadbania o rodziców zgodnego z naszymi planami i ocenami. Jeśli rezygnujemy z własnych planów, marzeń czy potrzeb aby zaspokoić innych kosztem siebie, wtedy zawodzimy najważniejszą osobę dla nas…. samych siebie!

Można jednak zawieść też wtedy kiedy nie tylko ktoś bliski od nas czegoś oczekuje, czego my nie chcemy, ale kiedy sami zobowiązaliśmy się do czegoś na przykład partnerowi życiowemu?

Zawodzimy, kiedy obiecujemy komuś dla nas ważnemu coś, czego on od nas chce, ale czego my mu nie możemy lub nie potrafimy dać. To ogromna lekcja pokory, kiedy okazuje się, że dotrzymanie obietnicy nie zależy tylko od nas. Ale! Od nas zależy czy obiecamy! Nigdy więc nie obiecujmy rzeczy, które od nas nie zależą. Bądźmy uczciwi, nie czarujmy bliskich dla świętego spokoju, bo w ten sposób sprawimy im ból, mogą poczuć się lekceważeni, ośmieszeni czy wykorzystywani, albo manipulowani. Warto o tym pamiętać, że nasze obietnice
wpływają na innych. I zdarza się, że zawodzimy bliskich, bo nie jesteśmy świadomi, że tak ich krzywdzimy.

Możemy też nie zdawać sobie sprawy z tego, że nie dotrzymujemy słowa, bo mamy zawsze jakieś usprawiedliwienie, jakąś racjonalizację. „No nie przyniosłam mu tej książki od koleżanki, ale co to ma za znaczenie? Pewnie już o tym nie pamięta”. Albo „No tak zapomniałam, ale on w zeszłym roku tez zapomniał o tym że miał wynieść śmieci”. Jeśli okaże się, że zawaliliśmy, wtedy warto przyznać się do tego otwarcie, wyjaśnić przyczynę, nie kombinować.

No ale czasem zawodzimy choć moglibyśmy przy odrobinie wysiłku dotrzymać obietnicy? Dlaczego postępujemy tak lekkomyślnie wobec tych, których kochamy czy lubimy! Przecież oni powinni być na naszej liście VIP?

Myślimy, że u bliskich mamy nieskończony kredyt zaufania, że nas kochają, a więc, że na wszystko możemy sobie pozwolić, bo i tak nam wybaczą. Ale tak nie jest. W końcu nastąpi taki moment, kiedy ta osoba będzie miała dość. Może nie aż tak, żeby się rozstać, ale zacznie się od nas oddalać, zacznie się inaczej zachowywać, może lekceważąco? Ludzie, nawet najbliżsi tracą w końcu cierpliwość, nawet jeśli będziemy im szczerze za każdym razem wyjaśniać dlaczego tak się stało i przepraszać. Raz zawaliłaś, bo uciekł ci pociąg! Drugi bo szef coś ci polecił w ostatniej chwili. Trzeci bo zgubiłaś pieniądze… Zawsze coś?! No przyznaj, można mieć kogoś takiego dość.

Przyjaciele i ci których kochamy nie powinni nas rozumieć?

Tak i pewnie rozumieją. Ale ani przyjaciele ani życiowy partner nie są od tego, żeby ich zawodzić. Dlatego warto zacząć od zdania sobie sprawy z tego: „co ja robię? Dlaczego? Jakie będą tego konsekwencje?”. Nam się wydaje, że nie ponosimy konsekwencji zawalania kolejnych spraw, bo konsekwencje nie od razu są widoczne. Po prostu po jakimś czasie kobieta mówi na przykład do mężczyzny: „raz mogłam ci wybaczyć, drugi też, ale czwarty już nie. Nie chodzi nawet o zaufanie, ale o moją godność”. Ludzie mają różną wytrzymałość. Czasami to będzie jeden raz, czasem cztery. Ale w końcu kredyt zaufania się skończy.

No właśnie! Kiedy zawalamy terminy najfajniejszej szefowej, to sami sobie strzelamy w kolano? Dlaczego tak głupio postępujemy?

Właśnie dlatego zawodzimy tę właśnie szefową, bo wiemy, że jest fajna, że ma klasę i nie będzie krzyczeć i straszyć. Nie zawalimy terminu szefowej, której się boisz, bo jest gwałtowna, właśnie dlatego, żeby nie narażać się, żeby mieć z nią jak najmniej do czynienia.

Czyli zawodzenie to wyraz sympatii?!

W pewnym sensie, bo zdarza się, że coś obiecujemy, choć wiemy, że nie damy rady, ale jak odmówić właśnie tej osobie? To może dotyczyć bliskich, może ważnych dla nas ludzi. Sama na przykład znalazłam się w takiej sytuacji, że trafiło do mnie kilku klientów z polecenia od kolegów psychologów, a nawet od mojego wykładowcy z SWPS. No i jak odmówić!? No ale gdybym tego nie zrobiła, to pracowałabym po 60 godzin w tygodniu i zawiodłabym wszystkich także samą siebie bo zaczęłabym źle pracować.

Może więc się zdarzyć, że coś zawalimy albo kogoś zawiedziemy. Ale co z nami jest nie tak, kiedy robimy to notorycznie, notorycznie nie dotrzymujemy słowa?

Przyczyny mogą być różne. Podstawowe, to schematy wyniesione z dzieciństwa. Czy mogłam ufać moim rodzicom, czy rodzice mnie często zawodzili? „W następną sobotę pojedziemy do kina” – obiecywali, ale to się nie wydarzało. No i tak straciliśmy zaufanie do świata. Tak, do świata, bo kiedy jesteśmy dziećmi rodzice są naszym światem. No i właśnie! Każde dziecko uczy się postępować obserwując rodziców, jeśli więc widzi, że tatuś czy mamusia kłamią, oszukują, obiecują i tego nie robią, myśli: to tak można? I dochodzi do wniosku, że tak, że to normalne! Warto o tym pomyśleć, jak było u nas w domu jeśli często zawodzimy bliskich.

Co więc zrobić, żeby nie zawodzić siebie i innych?

Zacząć od tego, żeby poznać siebie. Wiedzieć, jaką mam wyporność, co mogę zrobić, co dam rade? Co jest dla mnie teraz ważne, w jakim jestem teraz stanie? Jakie mam możliwości działania? Na co mam wpływ a na co nie? I tego się trzymać! Bo inaczej zawiodę siebie i innych. Łatwiej nam będzie, traktować poważnie obietnice kiedy zadamy sobie pytanie: „jak ja bym się poczuła, kiedy ktoś by mi to coś obiecał, a potem tego nie zrobił?”. Warto też jeśli chcemy przestać zawodzić, znaleźć czas na refleksje, na przykład: „dlaczego ja wciąż zawodzę te szefową?”.

Może z… zazdrości?

Może tak być, zawodzenie jako bierna agresja. Jest młoda, ma udane życie zawodowe, szacunek ludzi. No i te klasę! Ups… Na zazdrość jest prosta metoda –spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: jestem zazdrośnicą! I przyznać się do tego, że zazdroszczę tego co dla mnie jest wartością, że też tego co ona ma pragnę. I spróbować to mieć! Nie odejmiemy sobie lat, ale poprawić swoje relacje z ludźmi, podnieść poziom komunikacji, postarać o etat – to się może udać!

Można zawodzić, żeby się… zemścić?

Właśnie, albo chcieć coś wymusić. Może ta miła szefowa jednak nie dała ci podwyżki, albo nie chciała dać etatu? No to usiłujesz jej pokazać, że też czegoś możesz jej nie dać, że nie jesteś bezradna w relacji z nią. Zależy jej na terminach? Będzie po terminie, bo tobie zależy na etacie, a go nie dostałaś. No ale to raczej droga na zatracenie, bo skuteczność tej metody jest żadna. Raczej prowadzi do utraty pracy. No i to jest kolejny dowód na to, że zawodząc innych poniesiemy w końcu konsekwencje.

No ale nas także ludzie zawodzą, a wtedy bywa bardzo trudno.

Okłamują, ranią, nie zachowują się w stosunku do nas w porządku, choć my sami mamy poczucie, że byliśmy wobec nich życzliwi i słowni. Doświadczamy wtedy bólu, rozczarowania. No i poczucia, że nie mamy na ich zachowanie wpływu. Bo nie mamy. To na co mamy realny wpływ, to my sami. A więc warto wtedy zadbać o to abyśmy my sami mieli zaufanie do siebie, a
rozczarowanie traktowali jako naturalną część życia, choć czasami bardzo bolesną.

Jest jakiś sposób na to aby rozczarowanie było mniej bolesne?

Melanie Greenberg, psycholożka, stworzyła strategię pomocną w przeżywaniu trudnych momentów naszego życia, także w radzeniu sobie z rozczarowaniem i poczuciem bycia zawiedzionym przez innych, a nawet przez nas samych.

Polega ona na kilku krokach:

  1. Rozpoznawaj emocje. Zauważaj swoje emocje, nazywaj je a przede wszystkim pozwalaj sobie na ich odczuwanie. A potem zapytaj siebie: czy są adekwatne do sytuacji i dlaczego je przeżywasz?
  2.  Zauważ dlaczego tak często czujesz, że inni cię zawodzą? Może nie dostajesz tego czego naprawdę oczekujesz? A może nie wiesz czego oczekujesz i czego potrzebujesz? Warto o tym pomyśleć.
  3. Zadbaj o siebie. To może być bardzo trudne bo z jednej strony nie zawsze wiemy co to znaczy, a z drugiej nasze zaopiekowanie się sobą może powodować niezadowolenie innych, bliskich, bo – właśnie – oni mogą mieć wobec nas inne oczekiwania.
  4. Zastanów się: co tak naprawdę się wydarzyło? Postaw się w miejscu osoby zawiedzionej tobą: czy coś temu człowiekowi obiecałeś? Czy coś miałeś zrobić? A może nie obiecałeś, ale nie powiedziałeś głośno: nie, tego nie zrobię?
  5. Czy twoje oczekiwania są adekwatne do sytuacji? A może bierzesz wszystko zbyt do siebie, nieświadomie stawiając się w pozycji pępka świata?
  6. Bądź asertywny i dbaj o swoje granice. Jeśli je przesuwasz to wiedz dlaczego.

Te wskazówki, a przede wszystkim wprowadzenie ich w życie, może zmniejszyć ilość sytuacji zawodzenia innych oraz bycia zawiedzionym. Wydają się stosunkowo proste i znane. Kto z nas nie słyszał hasła: zadbaj o siebie, ale co to dokładnie znaczy? Z tym już może być trudniej. Jeśli chcesz być osobą, na której można polegać, popracuj nad dobrym kontaktem z sobą, świadomość siebie i przepracowanie traum z przeszłości. Czasami trzeba pójść na terapię, aby to zrobić. I pamiętaj NOBODY IS PERFECT!


Renata Pająkowska-Rożen

Psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka i kulturoznawczyni. Prowadzi psychoterapię w nurcie integracyjnym. Specjalizuje się w terapii depresji i stanów zaburzeń nastroju, w zaburzeniach lękowych, sytuacjach mobbingu i wypalenia zawodowego. Zajmuje się szerokim spektrum problemów występujących w życiu osobistym oraz zawodowym, zwłaszcza pracowników korporacji. Specjalizuje się w terapii kobiet, szczególnie 50+. Pracuje z osobami LGBT. W pracy terapeutycznej skupia się na oswajaniu procesu zmiany. Jej marka osobista to Psychoterapia Zmiany.

Renata Pająkowska-Rożen


Zobacz także

Sześć sytuacji, w których nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia. Absolutnie i nigdy!

Miłość nie jest iluzją, nie jest nadzieją na to, że będzie lepiej. Czy wiesz, czym jest naprawdę?

11 sygnałów, że jesteś za bardzo zestresowana