Go to content

Każdy ma swój „niewysłany list”. Nie ma Cię już niemal rok, a ja nie czuję smutku i tęsknoty…

nadzieja
Fot. Unsplash / Sergei Zolkin / CC0 Public Domain

Nie ma Cię już niemal rok, a ja nie czuję smutku i tęsknoty…

Kiedy żyłaś, powtarzałam sobie, że nie mogę tak o Tobie myśleć, że kiedy umrzesz, będę żałować, że może wtedy być za późno, by to wszystko naprawić.

Tych myśli nie potrafiłam przegonić, zmarłaś, a ja jedyne co czuję to ulgę i wolność. Nigdy Ci nie powiedziałam, że byłaś złą matką. Ktoś próbował mi tłumaczyć, że nie byłaś złą, byłaś mamą taką, jaką być potrafiłaś. Na miarę swoich możliwości. Tylko czy ja pozostając do końca Twoim dzieckiem miałam zadowolić się jedynie możliwościami? Nie miałam prawa Cię ocenić, tylko dlatego, że byłaś moją mamą? Czy nawet w tej sytuacji miałam przyjąć rolę tej dojrzałej kobiety, która wszystko wybacza i rozumie i Ciebie wspiera? Nawet tu nie mogłam być po prostu Twoim dzieckiem? Rozkapryszonym, rozczarowanym? Tyle razy chciałam Ci wykrzyczeć, że jestem Twoją córką, a nie kobietą, która musi Ciebie zrozumieć, żeby łatwiej było mi żyć, pogodzić się samej ze sobą.

Nie pamiętam, żebyś mnie przytulała, kiedy byłam mała. Byłaś zawsze z boku. Poprosiłam, żebyś pomogła mi nauczyć się jeździć na rowerze. Zawsze miałaś wymówkę, choćby szykowanie jedzenia dla kolejnych gości. Sama nauczyłam się jeździć, a Ty mogłaś się tym chwalić. Kiedy sprzątałaś, lepiej było  zejść Ci z drogi.  Kiedy do Ciebie mówiłam, czasami przerywałam w pół zdania sprawdzając, czy mnie słuchasz. Nigdy nie zwróciłaś na to uwagi, zawsze przytakiwałaś. Zauważałaś mnie roześmiana w towarzystwie, zawsze na rauszu, kiedy mogłaś się mną pochwalić, moim kolejnym osiągnięciem na koncercie w szkole muzycznej. Tylko nigdy na żaden z tych koncertów nie przyszłaś, bo fryzjer, bo koleżanka, bo ból głowy i zmęczenie. Czekałam na Ciebie. Była babcia, tata, młodszy brat. Ciebie nigdy. Później powiedziałaś, że za bardzo byś się denerwowała, że nie chciałaś, żeby mi udzielały się Twoje nerwy.

Nie jeździłaś z nami na wycieczki, na spacer wkładałaś piękne buty, które okazywały się niewygodne i musiałaś po pół godzinie wracać. Wiesz, że do dziś nie noszę butów na obcasie? A wychodząc z moim dziećmi, kiedy były małe, zawsze zakładam tenisówki. Co zresztą zawsze miałaś mi za złe. Że nie wyglądam kobieco, że powinnam malować paznokcie, mieć makijaż i wyglądać ponętnie. Czyli tak jak Ty? Ty, która, odkąd zostałam nastolatką traktowałaś mnie, jak swoją kolejną przyjaciółkę. Kiedy byłam w szkole średniej, zakochałam się. To wtedy zwierzałaś mi się ze swoich romansów, z seksu uprawianego nad jeziorem, a jednocześnie odpychałaś mojego ojca mówiąc mu, że nie lubisz, kiedy się do Ciebie przytula. A on wracał z pracy zmęczony, znosił Twój i opryskliwy ton.

Myślałaś, że swoją szczerością zbliżysz się do mnie, że stając się Twoją powierniczką sama się otworzę i będziemy mieć taką swoją wyjątkową więź? Wiesz, co? Niedobrze mi. Niedobrze, kiedy to sobie przypominam, kiedy później, gdy już dorosłam, w towarzystwie moich znajomych czułaś się jak ryba w wodzie flirtując z moimi kolegami. Znajomi ze studiów woleli przyjeżdżać do mojego domu na weekend, niż do swoich. Mówili, że mam świetną mamę, że też taką by chcieli, wyluzowaną , z którą można o wszystkim rozmawiać. Na początku próbowałam tłumaczyć, że to nie tak, że to tylko z zewnątrz wygląda na atrakcyjne, że wolałabym dostać słoiki z gulaszem na studia, niż pić alkohol z moją mamą. Nikt nie rozumiał. Później bez komentarza uśmiechałam się tylko na te słowa.

Fot. Pixabay/Hans / CCO

Fot. Pixabay/Hans / CCO

Wyjechałam daleko, urodziłam dzieci. Miałam swoją rodzinę, nie potrzebowałam Ciebie. Ale Ty grałaś w swoją grę. Zaczęłaś we mnie wzbudzać poczucie winy. Dzwonić, obrażać się, gdy nie mogłam rozmawić. Mówić: „Dla mnie już nie masz zupełnie czasu”Nagle stałaś się małą dziewczynką, która potrzebuje pomocy, przytulenia. Tata już dawno nie żył, nie miał kto zaspokajać Twoich egoistycznych potrzeb, sprawić, żebyś znów czuła się w centrum uwagi, by spełniana była Twoja każda zachcianka – nowe buty, ulubione cukierki. Przestraszyłaś się, że zostaniesz sama, zwłaszcza, gdy zaczęłaś chorować – rak płuc, paliłaś całe życie, nawet będąc w ciąży.

Wróciłam. Żeby Ci pomóc. Przeprowadziłam się, zmieniłam pracę. Przewróciłam życie mojej rodziny do góry nogami. Dla Ciebie. Nie walczyłam z Tobą, już dawno straciłam chęci do pokazania Ci, że można inaczej, że bycie mamą zawsze można naprawić. Kiedyś jeszcze wydawało mi się, że rozumiesz, co próbuje Ci wytłumaczyć. Mówiłam, że musimy ze sobą rozmawiać, dbać o to, ile dajemy i czy oddajemy tyle samo. Że chcę zrozumieć, co sprawiło, że byłaś taką mamą. Obiecywałaś, że teraz już wszystko się zmieni, przepraszałaś, ale po kilku dniach zapominałaś o tym wszystkim. No tak, przecież już znowu miałaś moją uwagę. Przestałam tracić energię. Pogodziłam się z tym, jaka jesteś, z naszą relacją. Miałaś tylko mnie i swoje wnuki. Brat do dziś mieszka za granicą. Grałam w Twoją grę, byłam taką, jak tego oczekiwałaś. Tylko tak bardzo bolało, kiedy z dumą w głosie wszystkim wokół powtarzałaś, że jestem taka, jak ty, tak bardzo do Ciebie podobna. A ja najbardziej na świecie pragnęłam być zupełnie inna.

Wszystkie Twoje zarzuty, że poświęcam Ci za mało uwagi, że Cię nie wspieram, że okazuję za małe zainteresowanie Twoją osobą sprawiały, że więź, którą próbowałam utrzymać wisiała na coraz cieńszej nici. Z każdą Twoją pretensją i żalem obojętniałam. Ty próbowałaś mnie przyciągnąć bliżej siebie, a ja z każdą próbą oddalałam się emocjonalnie. Nie mówiłam Ci tego, bo po co. Jakie to miało znaczenie, już wtedy wiedziałam, że tłumaczenie, rozmawianie niczego nie zmieni.

Kiedy umarłaś, poczułam ulgę i wolność. To było coś, co zaskoczyło mnie samą. Bałam się tak bardzo, że będę żałować, że nie zawalczyłam o Ciebie, o to byś była lepszą matką. A tymczasem zamiast smutku i żalu przyszło poczucie, że w końcu uwolniłam się od Ciebie, że już nic nie muszę udowadniać.

Dziękuję Ci Mamo, że zdążyłaś mi pokazać, jaką mamą nie chcę być, że nauczyłaś mnie, że to co na pokaz, choć mami innych, jest krótkofalowym działaniem, że prawdziwe przyjaźnie nie opierają się jedynie na wspólnych imprezach, bo na koniec to wokół Ciebie zabrakło ludzi.

Dziękuję, że dzięki Tobie musiałam się nauczyć, czym dla mnie jest kobiecość, że musiałam pracować nad sobą, by pogodzić się z Twoim brakiem uwagi, że zrozumiałam, że to, że tak bardzo nie chcę być Tobą można przekuć w coś dobrego, a nie w porażkę.

Dziękuję, że Ciebie już nie ma. Że pozwoliłaś mi zostać samą, bez Ciebie.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO