Macierzyństwo

Jak rozmawiać z dziećmi o chorobie i śmierci dziadków?

Redakcja
Redakcja
21 maja 2021
 
Choroby i śmierć osób bliskich towarzyszą naszym rodzinom od zawsze. W czasie obecnej pandemii pojawiły się jednak nowe elementy: lęk przed zakażeniem się koronawirusem, kwarantanna, izolacja, gwałtowny i nieprzewidywalny przebieg choroby, nagła i niespodziewana śmierć kogoś bliskiego. Związany z tym stres i silne emocje udzielają się także dzieciom. Warto zatem wiedzieć, jak powinno się z nimi rozmawiać w takiej sytuacji. Co można im powiedzieć, a czego nie?

Rodzice niechętnie mówią dzieciom o chorobach dziadków. Mają przy tym dobre intencje: chcą chronić swoje pociechy. Na pytanie, dlaczego nie mówią dzieciom o chorobie dziadków, odpowiadają:

  •     „Nie chcę straszyć mojego dziecka”
  •     „Ono i tak nie zrozumie, jest za małe”
  •     „Chcę, żeby mój synek miał dobre wspomnienia”
  •     „Chcę, żeby moje dziecko miało szczęśliwe dzieciństwo”
  •     „Jeszcze przyjdzie czas na rozmowę…”

Czy jednak mamy pewność, że inny czas będzie lepszy? A może jednak nie mówimy dzieciom o chorobie ich dziadków, bo:

  •     nie wiemy, co powiedzieć;
  •     nie wiemy, jak to przekazać;
  •     sami boimy się o naszych rodziców;
  •     wobec choroby jesteśmy bezsilni.

Coraz więcej dzieci doświadcza kryzysów psychicznych

Nawet, gdy nie rozmawiamy z dzieckiem o chorobie, ono:

  •     słyszy nasze rozmowy prowadzone półszeptem z innymi domownikami i przyswaja nowe informacje;
  •     wyczuwa nasze emocje (strach, niepokój, bezradność);
  •     tak jak my odczuwa emocje;
  •     stawia pytania i jeśli my na nie mu nie odpowiemy, będzie szukało innego źródła wiedzy – np. wśród kolegów.

Jakie emocje odczuwa dziecko, gdy nie rozmawiamy z nim o chorobie dziadków?

  •     niezrozumienie i niepewność (gdy dziecko nie ma wiedzy od rodziców, ale wyczuwa i obserwuje, że coś jest nie tak);
  •     poczucie winy („Czy to moja wina, że dziadek mnie nie odwiedza?” – dziecko uważa, że to ono jest przyczyną wielu zjawisk, także choroby lub śmierci osoby mu bliskiej);
  •     odrzucenie („Babcia mnie nie kocha, skoro do mnie nie przychodzi”);
  •     zazdrość („A babcia Jarka może odbierać go z przedszkola”);
  •     lęk („Czy ja też będę chory?”);
  •     złość („Głupi wirus, nienawidzę go!”);
  •     bezradność („Co mogę zrobić, żeby dziadek wreszcie nas odwiedził”);
  •     tęsknotę i osamotnienie („Chcę się przytulić do babci”);
  •     spadek zaufania do rodziców oraz zmniejszenie poczucia bezpieczeństwa (co skutkuje szukaniem informacji gdzieś indziej, poza nami).

Dlaczego warto zacząć rozmowę z dzieckiem jak najwcześniej?

Im młodsze dziecko, tym bardziej naturalnie i prosto postrzega świat. Pierwsze reakcje dziecka na inność / nową sytuację, to nie strach, ale zdziwienie i ciekawość. Niektóre pytania „Czy i ja zachoruję?” u dziecka nie są przejawem strachu, ale bardziej ciekawości i właśnie tą emocję warto wykorzystać do rozpoczęcia rozmowy.

Depresja może się pojawić nawet u małego dziecka

Dziecko widzi świat inaczej niż my. Możemy obawiać się mówienia mu o kwarantannie, a ono ucieszy się, że nie będzie musiało chodzić do przedszkola. Możemy obawiać się, że będzie nas odwiedzała policja, a dziecko może to potraktować jako atrakcję.

Wcześniej rozpoczęta rozmowa to danie dziecku czasu na zaadaptowanie się do sytuacji choroby babci/dziadka!

Im bardziej będziemy odkładać taką rozmowę, tym może być nam trudniej ją rozpocząć – pogłębi się nasz własny niepokój, a do tego pojawić się mogą nowe fakty (np. pogorszenie się stanu zdrowia dziadka/babci).

Jak nie mówić dziecku o chorobie:

  1. Dziecko nie potrzebuje szczegółów, nazw jednostek chorobowych, statystyk. Często wystarczą mu ogólne, proste, krótkie informacje. Ale też warto unikać zbyt krótkich odpowiedzi, typu „Dziadek umiera, bo zachorował”. Doprecyzujmy, że chodzi o poważną chorobę, aby dziecko nie miało lęku, że przy własnym najbliższym katarze umrze.
  2. Nie kłam, na przykład, że babcia jest w sanatorium, gdy przebywa w szpitalu. Prędzej czy później trzeba będzie powiedzieć dziecku prawdę, a oszukane może stracić do ciebie zaufanie. Okłamując dziecko, pozbawiamy go czasu, który moglibyśmy z nim wykorzystać na zaadaptowanie się do sytuacji. Tego typu kłamstwo to także pozbawianie wzajemnego kontaktu dziecka z seniorem – jeśli ma on możliwość rozmowy, np. telefonicznej, videorozmowy, może przynieść ona obopólny pozytywny skutek – dziecko będzie miało kolejne doświadczenie bliskości z babcią (co będzie mogło wspominać), a babcia w swojej chorobie i cierpieniu będzie czuła się mniej samotna.
  3. Nie obiecuj tego, czego nie jesteś pewien, na przykład, że babcia na pewno wyzdrowieje. Lepiej wtedy po prostu powiedz prawdę i wyraź swoje uczucia: „Nie wiem, czy babcia wyzdrowieje. Ale bardzo tego pragnę”.
  4. Jeśli tracisz kontrolę nad swoimi emocjami, nie przytłaczaj nimi dziecka. Jeśli nie potrafisz sobie poradzić, poszukaj pomocy z zewnątrz – np. u bliskiej zaufanej osoby lub u specjalisty. Dziecko nie może być twoim powiernikiem i buforem negatywnych emocji. W waszej relacji to ty jesteś jego opiekunem.
  5. Nie przerywaj gwałtownie rozmowy z dzieckiem. Jeśli coś wam ją zakłóca, zapewnij dziecko, że wrócicie do tematu w najbliższym możliwym czasie.

Jak przygotować się do rozmowy?

  1. Stwórz odpowiednie warunki do rozmowy – wybierz spokojne miejsce, wyłącz telewizor, dźwięk w telefonie, poświęć dziecku czas.
  2. Dowiedz się, jakie informacje dziecko już posiada. Możesz być zaskoczony, iloma informacjami z różnych źródeł dysponuje. Być może będziesz musiał rozprawić się z mitami, które dziecko przyswoiło od swoich kolegów.
  3. Bądź otwarty na pytania – zapytaj, co dziecko chce wiedzieć. Wtedy zobaczysz, ile informacji jest ono w stanie przyjąć. Nie musisz mówić wszystkiego naraz. Zapewne pierwsza rozmowa nie będzie ostatnią. Im starsze dziecko, tym informacje powinny być bardziej szczegółowe.
  4. Przygotuj do rozmowy z dzieckiem książeczki lub opowiadania o chorobie. Obecnie wiele z nich jest dostępnych bezpłatnie w sieci. Czytanie w wielu rodzinach jest formą codziennego rytuału, pozwala więc zapoznać się z nowymi informacjami w bezpiecznych, znanych dziecku warunkach.
  5. Gdy nie czujesz się na siłach, by rozmawiać o chorobie swojego rodzica, warto znaleźć w otoczeniu osobę, która wesprze ciebie i twoje dziecko w rozmowie, np. zaprzyjaźnioną sąsiadkę czy ciocię.

Co może pomóc w rozmowie z dzieckiem?

  1. Dostosuj sposób wypowiedzi do możliwości odbioru dziecka. Dzieci – nawet w tym samym wieku – rozwijają się w różnym tempie. Dlatego każde z nich może inaczej przyjmować przekazane informacje. Nie ma jednego, idealnego sposobu rozmowy. To ty najlepiej znasz swoje dziecko, zaufaj więc sobie i podążaj za jego potrzebami.
  2. Mów prawdę – nie udzielaj zdawkowych odpowiedzi. Dzieci lubią konkrety, planowanie. Czują się wtedy bezpiecznie. Warto więc powiedzieć: „Babcia jeszcze będzie w szpitalu. Dziadek nie może wychodzić z domu”.
  3. Przyznaj się do niewiedzy i własnej bezradności, zamiast im zaprzeczać. Lepiej przeprowadzić rozmowę nieudolnie, niż nic nie mówić.
  4. Stosuj porównania i parafrazy. Odwołuj się przy tym do doświadczeń dziecka („Pamiętasz, gdy ty miałeś grypę jelitową…”).
  5. Pozwól dziecku na mówienie o swoich emocjach i przeżywanie ich. Pozwól mu na płacz i smutek, nie zaprzeczaj jego odczuciom, zaakceptuj je. Nie mów: „Nie płacz, to babci nie pomoże”. Już sama akceptacja emocji dziecka zmniejszy w nim lęk. Pozwól mu także na uczucia, które według ciebie nie są adekwatne do rzeczywistości, np. na odczuwanie nadziei („Babcia musi wyzdrowieć!”).
  6. Podsumuj rozmowę i zakończ ją pozytywne („Dobrze, że jesteśmy teraz razem, ty i ja. Babcia jest w szpitalu, ale tam są bardzo mądrzy lekarze”).
  7. Zapewnij o możliwości kontynuowania tematu. Wiele pytań pojawi się nie w trakcie rozmowy, ale dopiero po niej, gdy dziecko zacznie przyswajać przekazane przez ciebie informacje.


Co jeszcze poza samą rozmową jest ważne dla dziecka?

  1. Okazuj dziecku czułość i bliskość. Wydaje się to być czymś oczywistym. Jednak w momencie choroby naszych rodziców mamy o wiele więcej obowiązków, wozimy potrzebne rzeczy do szpitala, opiekujemy się drugim rodzicem, wypełniamy formalności, informujemy przez telefon członków dalszej rodziny. Dlatego pamiętaj,
    aby spędzać czas z dzieckiem, przytulać je.
  2. Pamiętaj o codziennej rutynie. Staraj się, aby dziecko miało podobne pory posiłków w ciągu dnia itp. Zwiększy to u niego poczucie bezpieczeństwa i stabilności.
  3. Zwróć uwagę na zachowanie dziecka. Niepokojące jest, gdy dziecko staje się przesadnie grzeczne – może zmagać się wtedy z poczuciem winy („To przeze mnie babcia zachorowała, bo nie umyłem u niej rączek”). Czy dziecko straciło apetyt, ma problemy ze snem, straciło zainteresowanie tym, co dotychczas sprawiało mu przyjemność? Czy stało się drażliwe lub zdziecinniałe? Dziecko może stać się też agresywne, gdy nie radzi sobie z trudnymi emocjami. Dzieci zachowują się inaczej niż my dorośli. Mogą gwałtownie przechodzić ze skrajnych emocji – smutku i płaczu – w radosną, beztroską zabawę. Wiąże się to z niemożnością zrozumienia konsekwencji sytuacji. Pamiętaj, że nie jest to dowód na obojętność dziecka wobec chorego dziadka.
  4. Pielęgnuj pozytywne chwile i wspomnienia, na przykład poprzez wspólne oglądanie zdjęć, malowanie, itd. Na chorobę swojego rodzica nie masz wpływu. Na to, jak dziecko będzie pamiętało twoich rodziców i twoje sposoby radzenia sobie w trudnych sytuacjach – tak.
  5. Rysowanie czy malowanie pozwala dziecku wyrażać własne emocje w sposób pozawerbalny. Czasem możesz dowiedzieć się wtedy o nim więcej niż podczas rozmowy. Być może twoje dziecko wpadnie na pomysł, żeby zrobić np. koronawirusa jako kulkę z papieru, którą będzie rzucać z całej siły do pudełka, albo zrobi koronawirusa z plasteliny, a potem będzie go rozpłaszczać wałkiem – pozwól mu na takie rozładowanie złości.
  6. Pokazuj dziecku swoje odczucia i mów o nich. Możesz płakać razem z nim. Dzielenie się swoimi odczuciami zwiększa bliskość. Pamiętaj jednak, aby okazać dziecku, że pomimo trudnych doświadczanych przez ciebie uczuć, nadal jesteś dla niego wspierającym go opiekunem.

Choroba zmienia życie całej rodziny, również dziecka – jako jej członka. Choroba dziadków to pewien proces. Wspólne przechodzenie tego trudnego czasu pokazuje dziecku, że choroba i cierpienie jest częścią naszego życia. I lepiej jest przeżywać je nie w samotności, ale z innymi.

Joanna Szczuka dla zdrowie.pap.pl


Macierzyństwo

Choroba jelit nie wyklucza atrakcyjności. Wie o tym Agata Młynarska

Redakcja
Redakcja
21 maja 2021
Agata Młynarska, fot. Instagram
 
Wyobrażasz sobie, że podczas randki nie zdążysz do toalety? Męczące i niespodziewane biegunki, wydawanie krępujących odgłosów i zapachów to dolegliwości chorób zapalnych jelit. Mogą wpłynąć na życie intymne. Wszystko jednak zależy od podejścia do choroby i relacji partnerskiej, a w dobitny sposób postanowiła o tym opowiedzieć Agata Młynarska, dziennikarka i prezenterka telewizyjna, która boryka się z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Po to, by innym chorym dodać pewności siebie.

Choroba Leśniowskiego-Crohna to schorzenie należące do grupy nieswoistych zapaleń jelit. Nie tylko są to przypadłości, które mogą zrujnować zdrowie na wielu jego poziomach. Wiążą się z dojmującymi dolegliwościami mogącymi zrujnować także poczucie atrakcyjności: wzdęcia, gazy, odbijanie się, wymioty, biegunki. Agata Młynarska – znana dziennikarka – podjęła odważną decyzję o opowiedzeniu podczas webinaru „Nieswoiste choroby zapalne jelit – chcę wiedzieć. Patient Empowerment Academy – seksualność w NZJ”, jak tego rodzaju choroba może odbić się na życiu intymnym i jaki jest jej sposób na to, by wieść satysfakcjonujące życie rodzinne.

Wskazówka pierwsza: zauważ i doceń, że są epizody zaostrzeń i remisji

– Nauczyłam się  myśleć o sobie jak o kimś zdrowym, któremu zdarzają się chorobowe epizody. Pomiędzy nimi żyję normalnie – mówi o pierwszej metodzie.

Jak wielu pacjentom i pacjentkom borykającym się z chorobą Leśniowskiego-Crohna, w jej przypadku objawy nie dotyczą jedynie układu pokarmowego.

– To nie tylko to, co dzieje się w jelitach, a więc biegunka, wymioty, bóle brzucha, ale również manifestacje skórne, swędzenie, piodermia zgorzelinowa. I jednocześnie astma jako choroba współtowarzysząca, duszności, alergia, kichanie. Ostatnio doszły do tego koszmarne bóle stawów. Kiedy to wszystko razem zwala się na głowę i kiedy następuje zaostrzenie, to – proszę mi wierzyć – myślenie o tym, żeby być atrakcyjną seksualnie, jest totalnie poza zasięgiem – opowiada prezenterka.

Łatwo jednak nie było. Wyznaje, że najtrudniejsze było dla niej odkrycie w sobie atrakcyjności w ogóle, zbudowanie na nowo chęci do życia, myślenia: „jeszcze dam radę kogoś zaskoczyć”.

Wskazówka druga: pomaga dystans i luz. To osiągalne

Jej ścieżka diagnostyczna była podobna do doświadczeń wielu innych cierpiących z powodu chorób zapalnych jelit. Często pacjenci długo czekają na diagnozę. U Agaty Młynarskiej przez wiele lat choroba w różny sposób dawała o sobie znać: częste biegunki, wymioty, bóle brzucha. Tłumaczyła sobie, że ma „delikatny żołądek” albo że się zatruła, jak podczas pewnego weekendu w Rzymie.

– To był pierwszy wyjazd z przyszłym mężem. Miało być niezwykle romantycznie, a więc kolacja z owocami morza, potem spacer do fontanny Di Trevi. Jednak tuż po wyjściu z restauracji zaczęłam wymiotować. Zarzygałam całą ulicę! Przy fontannie podeszła do nas policja, żeby sprawdzić, co się dzieje. A koło mnie stał mój przyszły mąż i trzymał mnie za rękę. Oczywiście nie było mu przyjemnie – wybrał się z narzeczoną do Rzymu i chciał, żeby to był wspaniały weekend. Tymczasem z powodu mojej choroby, o której jeszcze wtedy nie wiedziałam, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Naszym jedynym celem stało się zorganizowanie mi pomocy, dotarcie do hotelu i dotrwanie do rana. To był koszmar. Dziś wiem, że tak może wyglądać typowy wyjazd pacjenta z chorobą Leśniowskiego-Crohna – opowiada Młynarska.

Trudno nie obawiać się, że tego rodzaju przykre doświadczenie może zaważyć na romantycznej relacji. Może też jednak być istotnym sprawdzianem dla partnera i innych bliskich osób.

– Chodzi o to, jak twoi bliscy: mąż, dzieci, przyjaciele reagują na twoją chorobę.

Czy oprócz tego, że bardzo cię kochają, potrafią mieć do tego dystans? To jest choroba, w której bez lekkości i poczucia humoru jest bardzo trudno. Bo jak przejść przez sytuację, w której na przykład nagle narobisz do łóżka? Mnie się to przydarzyło i uwierzcie mi – jeżeli nie masz wokół osób, które ci sprzyjają – trudno to przeżyć – przyznaje Agata Młynarska.

Świadomie używa dosadnych słów, bo uważa, że sposób w jaki się o tym mówi – nazywając rzeczy wprost, nawet brzydko – skraca dystans, sprawia, że łatwiej to znieść. Choć na początku to nie było proste, postanowiła mówić o swojej chorobie otwarcie i głośno, by oswoić społecznie ten problem i pokazać solidarność z innymi chorymi. Jak wyznaje, chce dotrzeć do tych, którzy obgryzają w nerwach paznokcie nie wiedząc, jak powiedzieć, że właśnie nie mogą wstać z fotela, bo jest na nim plama.

Jej zdaniem trzeba podejść do tego z poczuciem humoru i szczerze.

– Kiedy mówię: „Chyba się zesrałam”, najczęstszą reakcją jest śmiech, schodzi powietrze i robi się lżej – tłumaczy.

I podkreśla, że ma szczęście, bo jej mąż ma do tej choroby duży dystans i luz, a tego rodzaju doświadczenia służą… budowaniu bliskości.

– Wie, że coś takiego może mi się przydarzyć i nie zachowuje się jak niedojrzały dzieciak. Nie robi głupich min, nie wprowadza mnie w stan zakłopotania. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Może to zabrzmi dziwnie, ale intymność i serdeczność, która się wtedy tworzy, cementuje parę i pozwala się nie załamać. To, w jaki sposób widzisz siebie w oczach drugiej osoby, pozwala ci mieć wiarę, że i ty możesz spojrzeć na siebie bardziej życzliwe, choć to bywa bardzo trudne – wyznaje Agata Młynarska.

Wskazówka trzecia: nie daj się zdominować chorobie

Ocenia, że mimo wielu wręcz okropnych sytuacji choroba obeszła się z nią dość łagodnie – nie ma stomii, nie miała ekstremalnych operacji, choć po dwóch innych, też niełatwych, nie kontroluje odbijania „jak spod budki z piwem”.  Warto tu przypomnieć, że stomia także nie musi rujnować życia intymnego.

Z czasem nauczyła się jednak traktować siebie jako osobę zdrową, której zdarzają się chorobowe epizody. Podkreśla, że nie można uczynić się ofiarą tej choroby, bo tylko wtedy można prowadzić normalne życie.

– No trudno, czasem przytrafiają mi się niemiłe rzeczy, ale przez lata nauczyłam się już obserwować siebie i umiem już złapać ten moment, kiedy coś się zbliża. Co nie znaczy, że jestem zachwycona, że jestem chora. Boksowałam się z tą chorobą naprawdę przez długi czas. Wkurzam się, kiedy mnie dopada, kiedy mam sraczkę albo wymioty, a idąc do toalety, z bólu  muszę trzymać się framugi. Mam łzy w oczach, gdy drżąca w ręką rozgniatam odrobinę marchewki i popijam ciepłą wodą, bo wiem, że bez jedzenia będzie jeszcze gorzej. Brak sił odbiera mi wszelką perspektywę i nadzieję na przyszłość, jest czymś strasznym. Ale potem jakoś krok po kroczku dochodzę do siebie. Myślę, że wszyscy chorzy wiedzą o czym mówię – przyznaje dziennikarka.

Podkreśla, że trzeba się też nastawić, że choroba Leśniowskiego- Crohna jest podstępna i zaskakująca.

– Pewnego dnia obudziłam się cała obolała, nie mogłam się ruszać, zmiana pozycji w łóżku była dla mnie wysiłkiem. Kiedy trochę mi się poprawiło, mój mąż powiedział mi: „Wiesz, ja nie mam wielkich oczekiwań, cieszę się, że chodzisz”. Pomyślałam wtedy, że to cudowne mieć takiego mężczyznę u swojego boku, jednak ja sama mam wobec siebie większe oczekiwania. Nie jest to jednak takie proste. Bo kiedy bierze się tony leków od których człowiek puchnie, ciało nie wygląda jak kiedyś, wszystko boli i na nic nie ma siły trudno myśleć nie tylko o seksie, ale w ogóle o czymkolwiek innym niż ból. Ale potem pomyślałam sobie: „To wszystko jest w głowie, staliśmy się niewolnikami lansowanego przez media pewnego typu urody i seksualności” – tłumaczy.

Wskazówka czwarta: warto zaakceptować, to, co się przydarza

– Może i 30 lat temu wyglądałam atrakcyjnie, byłam szczupła, miałam nieziemsko długie nogi i kiedy zakładałam obcisłą kieckę przed kolana, wyglądałam jak milion dolarów. Teraz już nie mogę tego zrobić, bo przejechała się po mnie choroba. Nic na to nie poradzę. Ale żyję i to jest wspaniałe! W ramach tego życia mam w sobie przestrzeń, aby się cieszyć – choć czasem będę miała rozwolnienie, albo będę wydawała niechciane dźwięki – dzieli się swoim sposobem na chorobę.

Z Agatą Młynarską zgodzi się wielu specjalistów: sukces w życiu z przewlekłą chorobą następuje wtedy, gdy pacjent nie dopuści do tego, by miała ona decydujący wpływ na to, jak postrzega siebie samego.

Prawidłowa samoocena kształtuje się od najwcześniejszego dzieciństwa. Jeśli ktokolwiek doświadcza jej zaburzenia, doświadcza lęku, czuje się źle w swoim ciele, lepiej próbować nad tym popracować – być może z psychoterapeutą. Nie każdy będzie borykał się z chorobą Leśniowskiego-Crohna, ale każdy będzie doświadczał starzenia się.

– Seksualność i atrakcyjność dzieją się w głowie, więc warto to sobie poukładać.  Staraj się nie porównywać siebie do innych, zaakceptuj fakt, że każdy jest inny, wyszukuj w sobie to co atrakcyjne. Inaczej nie poradzisz sobie z taką chorobą jak Leśniowski-Crohn, a w każdym razie będzie ci bardzo trudno, bo to jest naprawdę „hardcore” – radzi Młynarska.
Wskazówka piąta: nie przejmuj się niewrażliwymi osobami

Nie łatwo jest się mierzyć z tą chorobą, szczególnie, że często nie ma zrozumienia dla niej także w otoczeniu chorego. Młynarska, która jest przecież znaną osobą, przyznaje, że wiele razy spotykała się z bagatelizowaniem przez innych swojej choroby.

Dziś stara się być przygotowana na sytuacje, kiedy będzie potrzebowała pomocy – także w szpitalu w sytuacjach, gdy bezpośrednią przyczyną pobytu w nim nie jest choroba jelit. By nie musiała wyjaśniać w czym rzecz, wydrukowała i dodatkowo przetłumaczyła na angielski wypis ze szpitala. Jak wyjaśnia, to znacznie skraca drogę do pomocy i niezwykle ułatwia komunikację także z profesjonalistami medycznymi innych dziedzin niż gastrologia czy interna.

– Brakowało mi holistycznego spojrzenia na moją chorobę. Odbyłam setki wizyt u dermatologów, pulmonologów, reumatologów, gastrologów. Aż okazało się, że to gastrolog powinien być moim głównym lekarzem, ponieważ on widzi zespół wszystkich objawów, które mogą mi się przytrafić z powodu tej choroby. To, niestety, niezwykle rzadkie, aby lekarz miał taki horyzont – mówi.

Przyznaje, że jej problemy były bagatelizowana przez niektórych kolegów z pracy i osoby z otoczenia, które mówiły jej  że „wydziwia”, że przynosi do pracy pudełka, bo chce się odchudzić, że jej dolegliwości to tylko przelotna niestrawność. Kiedy tłumaczyła, że to nie tak, zarzucali, że histeryzuje, że to kolejna moda.

– Dziś wiem, że po prostu nie należy tego słuchać – ocenia.

Agata Młynarska opowiada, że do największego zaostrzenia choroby doszło tuż po ślubie. W rezultacie – jak mówi – świeżo poślubiony małżonek praktycznie zamieszkał z nią w szpitalu. Tu razem dowiadywali się co się dzieje, razem uczyli się tej choroby. Okazuje się, że nawet w szpitalu jest miejsce i czas na miłe spotkania i świąteczną atmosferę.

– W pewien sobotni wieczór mój mąż przyniósł świeczki i pozapalał je w szpitalnej sali. Kiedy przyszedł lekarz zrobił wielkie oczy. Spytał, czy to dom schadzek czy oddział gastroenterologiczny? Powiedziałam wtedy: „Dom schadzek na oddziale gastroenterologicznym!”. Roześmialiśmy się wszyscy i lekarz został nawet przez chwilę z nami. To było dla nas bardzo ważne, bo na oddziale gastroenterologicznym tacy pacjenci jak ja spędzają całe tygodnie. Śmiejemy się, że mamy tu już swoje szlafroki i szafki. Ale nie możemy żyć tylko chorobą i kroplówkami, dlatego nawet w takim miejscu warto zadbać o fajną atmosferę. Co szkodzi raz na jakiś czas zapalić na oddziale świeczkę zapachową, by wprowadzić odrobinę pozytywnego nastroju? To od nas zależy jak będzie wyglądało nasze życie. Czy z chorobą czy bez niej – podkreśla dziennikarka.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Macierzyństwo

Olej z pestek malin na twarz i włosy. Co dobrego daje regularne stosowanie oleju?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 maja 2021
Olej z pestek malin na twarz i włosy
Fot. iStock

Olej z pestek malin to jeden z tych naturalnych produktów, które warto mieć na półce. Posiada on przyjemny zapach i lekką konsystencję, nadaje się zarówno do pielęgnacji twarzy, ciała, jak i włosów. Ponieważ pestki malin zawierają wiele wartościowych substancji, tłoczony z nich olej wykazuje cenne właściwości dla urody. Czym charakteryzuje się olej z pestek malin i w jaki sposób można go zastosować dla urody?

Olej z pestek malin

Olej z pestek malin to naturalny produkt otrzymywany w procesie mechanicznego tłoczenia na zimno. Dostępny jest w postaci filtrowanej, oraz niefiltrowanej, czyli surowej:

  • olej z pestek malin filtrowany — najczęściej przybiera ciemnożółty kolor, który nie pozostawia śladów na skórze, oraz wyczuwalny, nieco owocowy zapach, który zanika po nałożeniu na skórę.
  • niefiltrowany (surowy) — posiada ciemniejsze zabarwienie, bardziej intensywny aromat oraz możliwe osady z owoców.

Ponieważ olej ten tłoczony jest na zimno, zachowuje cenne substancje. W jego składzie znajdują się niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe – kwas linolowy (Omega-6) oraz kwas alfa-linolenowy (Omega-3), witaminę E (w postaci alfa-tokoferolu i gamma-tokoferolu), zwaną witaminą młodości, oraz witaminę A. Nie brakuje w nim także antyoksydantów (tokoferole, karotenoidy, flawonoidy), które chronią organizm przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Jego konsystencja jest bardzo lekka, co sprawia, że olej szybko się wchłania w skórę, nie pozostawiając na niej tłustego filmu.

Olej z pestek malin na twarz i włosy

Fot. iStock

Olej z pestek malin na twarz

Ponieważ olej z malin jest skarbnicą cennych dla skóry substancji, jego regularne stosowanie ma pozytywny wpływ na skórę twarzy i ciała.

Hamuje proces starzenia się

Obecna w pestkach malin witamina E, która jest silnym przeciwutleniaczem, chroni komórki skóry przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Z kolei witamina A wspiera regenerację skóry, włosów i paznokci. Obecność niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych wzmacnia barierę hydrolipidową skóry, ograniczając tym samym nadmierną ucieczkę wody z jej głębszych warstw. Olej z pestek malin uelastycznia skórę, hamuje proces przedwczesnego starzenia się, oraz poprawia jej jędrność, elastyczność i wygląd. Szczególnie warto zastosować olej na noc, aby by dogłębnie zadziałał na skórę podczas snu.

Nadaje się do skóry alergicznej i nadwrażliwej

Olej z pestek malin posiada działanie przeciwalergiczne, przeciwzapalne, dzięki czemu łagodzi podrażnienia, zaczerwienienie oraz świąd skóry. Nadaje się do pielęgnacji skóry wrażliwej, alergicznej, atopowej, i z łuszczycą. Olej nie uczula, ale ze względu na istniejącą możliwość indywidualnej reakcji nadwrażliwej skóry warto wykonać próbę na małym fragmencie, przed zastosowaniem go na większej powierzchni skóry.

Olej z pestek malin na twarz i włosy

Fot. iStock

Przeciwdziała wypryskom

Olej malinowy wykazuje działanie antybakteryjne, dlatego polecany jest także do stosowania na skórę trądzikową. Stosowanie oleju pomaga regulować produkcję sebum, ogranicza powstawanie zaskórników przez upłynnienie zalegającego w porach sebum, łagodzi stan zapalny skóry.

Jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym

Dzięki zawartym w nim filtrom UV zapewnia naturalną ochronę przed szkodliwym działaniem promieniowania UVA i UVB. Jego działanie jest jednak  delikatne i samo zastosowanie olejku na silne słońce może nie wystarczyć, by chronić skórę przed poparzeniem i uszkodzeniami. Olej z pestek malin można nakładać pod krem z filtrem, by wzmocnić ochronę skóry przed przebarwieniami i fotostarzeniem. Zdecydowanie warto olej stosować po ekspozycji na słońce, jako sposób na załagodzenie podrażnień i zredukowanie zaczerwienienia skóry, a także oparzeń. Stosowanie oleju na co dzień hamuje produkcję melaniny, przez co zapobiega powstawaniu przebarwień skóry, a wręcz ją nieco rozświetla. Przy regularnym stosowaniu oleju z pestek malin można się spodziewać, że skóra odzyska swój blask i naturalny koloryt.

Olej z pestek malin na twarz i włosy

Fot. iStock

Jak stosować olej z pestek malin na twarz i skórę?

Wcierać bezpośrednio w skórę – to sposób na podanie skórze skoncentrowanej dawki cennych dla urody substancji. Wystarczy kilka kropli oleju, aby nałożyć go na twarz. Oleju można dodawać także do balsamu do ciała tuż przed wtarciem w skórę. Można go również łączyć z innymi naturalnymi olejami.

Połączyć z kremem lub maską – kroplę oleju dodaj do jednorazowej dawki kremu na dzień lub na noc. Dzięki temu kosmetyk zyska więcej odżywczych właściwości. Warto zastosować tę praktykę także względem odżywczych masek na twarz.

Nakładanie na kosmetyk – po aplikacji kremu lub serum można położyć warstwę olejku na kosmetyk. To sprawi, że olej „otuli” go i wspomoże przenikanie substancji odżywczych w głębsze warstwy skóry.

Olej z pestek malin na włosy

Olej z pestek malin jest także naturalnym wsparciem dla włosów, szczególnie wysokoporowatych. Można go dodać do kosmetyku pielęgnacyjnego (szampon, odżywka, maska), by podnieść jego odżywcze walory, lub wetrzeć olej bezpośrednio w skórę głowy. Olej znakomicie wygładza włosy, nadaje im blask i chroni końcówki przed rozdwajaniem. Można go więc wykorzystać w niewielkiej ilości do wsmarowania w same końcówki, lub celem głębszej regeneracji, zastosować do olejowania na noc.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl, www.elle.pl 

Zobacz także

Kto zostanie Położną na medal?

Co to znaczy, że roczne dziecko ma dużo większe zapotrzebowanie na niektóre składniki odżywcze niż dorośli?

Objawy ciąży prawidłowej i pozamacicznej

Objawy ciąży – jakie sygnały mogą świadczyć o tym, że kobieta jest we wczesnej ciąży?