Macierzyństwo Zdrowie

Czy w szkole można mieć lekcję, podczas której uczysz się empatii i odpoczyku? W Danii to jest obowiązek

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
23 września 2022
Fot. iStock/AleksandarGeorgiev
 

Kiedy nasze dzieci uczą się matematyki, fizyki, biologii i cały czas mają poszerzany program nauczania i coraz więcej zadań domowych – Duńczycy (którzy deklarują, że są jednym z najszczęśliwszych narodów na świecie) uczą w szkołach – empatii. Od ponad dwóch dekad! Okazuje się, że Duńczycy uważają, że empatia jest równie ważna, co nauka języków obcych czy ścisłego rachowania. Wychodzą z założenia, że współodczuwanie może przyczynić się do odnoszenia późniejszych sukcesów – również w biznesie. Czy mają rację?

Rodzice wracają do szkoły! Zadbaj o swój dobrostan i weź udział w akcji z nagrodami

Nauka empatii i odpoczynku

W Danii na obowiązkowe lekcje empatii uczęszczają dzieci od szóstego do szesnastego roku życia. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu podczas „Klassens tid” lub „The Class’s Hour”. Podczas jednej godziny w tygodniu duńscy uczniowie zbierają się w przyjaznej atmosferze, aby omówić różne aktualne problemy, a potem cała klasa próbuje znaleźć na nie rozwiązanie. To może być zagadnienie dotyczące szkoły, problem w grupie, albo kłopot jednego ucznia całkowicie niezwiązany z edukacją. Podczas takiej lekcji nauczyciel monitoruje przebieg rozmowy, zwracając uwagę na to, czy uczniowie potrafią się wzajemnie słuchać, nie oceniać i czy w ogóle chcą rozumieć perspektywę innych.

Jedną z metod pracy z najmłodszymi dziećmi jest pokazywanie im zdjęć twarzy wyrażających różne emocje: strach, gniew czy szczęście. Ćwiczenie to pomaga rozpoznawać w sobie złożoność własnych stanów emocjonalnych i uczy, jak reagować w trudnych sytuacjach oraz jak odpowiadać na silne emocje rówieśników.

Co ciekawe, podczas „Klassens tid” Duńczycy rozmawiają nie tylko o problemach i o emocjach. Jeśli uczniowie nie zgłaszają żadnych istotnych tematów pod dyskusję, nauczyciel nie może w czasie tej godziny np. nadrabiać z klasą zaległości w matematyce czy biologii. W takiej sytuacji nauczyciel razem z uczniami oddaje się hygge, czyli odpoczynkowi w poczuciu komfortu i bezpieczeństwa. W ten sposób uczy młodych ludzi, że relaks i radość ze wspólnego jedzenia ciasta jest równie ważna co np. eksperymenty chemiczne.

Każdy może czegoś od siebie się nauczyć

Innym, mniej oczywistym przykładem treningu empatii w duńskich szkołach, jest łączenie dzieci o różnych mocnych i słabych stronach. Uczniowie, którzy są silniejsi akademicko, uczą się razem z tymi, którzy są słabsi. Towarzyscy wspierają nieśmiałych. Przecież każdy ma pozytywne cechy. Matematyk może być słaby w piłce nożnej i na odwrót. „Ten system wspiera współpracę, pracę zespołową i wzajemny szacunek”, czytam w The Atlantic. A później?

Empatia jest jednym z najważniejszych cech odnoszących sukcesy liderów, przedsiębiorców, menedżerów. Zmniejsza zastraszanie, zwiększa zdolność wybaczania i znacznie poprawia relacje i więzi społeczne. Empatia poprawia jakość relacji, co według badań jest jednym z najważniejszych czynników dobrego samopoczucia danej osoby. Badania sugerują również, że empatyczni nastolatki odnoszą większe sukcesy, ponieważ są bardziej ukierunkowane na cel niż ich bardziej narcystyczni rówieśnicy. A jeśli się nad tym głębiej zastanowić – wszystko ma sens. Ludzie sukcesu nie działają sami; każdy człowiek potrzebuje wsparcia innych, aby osiągnąć pozytywne rezultaty w swoim życiu, czytam w The Atlantic

W Polsce takie rozwiązania można by wprowadzić podczas lekcji wychowawczej. Ale sami doskonale wiemy, że niewielu wychowawców klasy traktuje je poważnie. Ten czas najczęściej jest przeznaczany na załatwianie spraw bieżących i logistyki różnych działań wokół wycieczek klasowych itp. Większość naszych szkół niestety jest tylko nastawiona na poszerzanie wiedzy — a nie na uczenie młodych różnych kompetencji miękkich takich jak: empatia, umiejętność wspierania, zespołowego działania nad projektami, otwartego rozmawiania o emocjach bez względu na płeć dziecka. Wszyscy czekamy aż to się zmieni?


Macierzyństwo Zdrowie

Franciszek Pieczka nie żyje. „Chcieć, to móc” mawiał i to zdanie prowadziło go przez życie

Redakcja
Redakcja
23 września 2022
Franciszek Pieczka, fot. "Syn Królowej Śniegu"
 

Franciszek Pieczka nie żyje. Wybitny aktor zmarł w wieku 94 lat. Jak ciepłym i wspaniałym był człowiekiem niech świadczy rozmowa, której fragment przypominamy.


Tata najpierw wołał: „Ty, pieronie!”, a potem z dumą mówił: „Moja krew!”, jak zobaczył pana na ekranie, prawda? Aha, ha! No tak. Bo to było, kiedy zdecydowałem wbrew woli ojca pójść do szkoły teatralnej. Zresztą byłem miesiąc na politechnice. Po śląsku to znaczy: szajba mi odbiła. Zostawiłem kolegom indeks w akademiku i mówię: „A ja idę zdawać do szkoły teatralnej”. Bo ja, ucząc się jeszcze w szkole średniej w Katowicach w tak zwanym Uniwer­syteckim Studium Przygotowawczym, byłem w zespole rapsodycznym przy Wojewódzkim Domu Kultury i tam nasiąknąłem teatrem, pseudoteatrem i tak dalej – mówił Franciszek Pieczka w rozmowie z Katarzyną Stoparczyk.

Ojciec mówił do pana: Hunger künstler, tak?

Tak, ojciec chciał odwieść mnie od tego zamiaru, więc po­wtarzał, że aktorzy to są tacy hunger künstler, po niemiecku mówił. Hunger künstler to jest artysta głodu. On to kojarzył z rybałtami, co to chodzą, krążą po świecie i przymierają głodem. No ale mimo to zdawałem do Szkoły Teatralnej w Warszawie. A dlaczego w Warszawie, przecież do Kra­kowa było bliżej? To mój pan polonista był zwolennikiem szkoły warszawskiej. Ja nie miałem własnych kryteriów wyboru, czy taka szkoła, czy taka.

Panie Franciszku, pan może i nie miał kryteriów, ale bez pardonu wparował pan do ministra, żeby dał panu zgodę. Bez żadnego umawiania się. Tak było?

Tak było. Trzeba było mieć zgodę ministra szkolnictwa wyższego na zmianę kierunku studiów.

Ale pan był przebojowy!

Byłem młodym człowiekiem, to i przebojowym. Przyszedłem do sekretariatu i mówię: „Chciałem z panem ministrem roz­mawiać”. Patrzy na mnie sekretarka jak na wariata. „Czy jest pan umówiony?”. Ja mówię, że nie, nie jestem umó­wiony. A to które to drzwi są? A ona pokazuje mi drzwi. Nie czekając dalej, otwieram je i wparowuję do gabinetu. Oczywiście pan minister miał poczucie humoru.

O! To dobrze pan trafił.

Mógł mnie po prostu wyprosić. Ale zobaczył takie­go mocno naburmuszonego młodziana, który poprosił  go o umożliwienie zmiany kierunku studiów, i się zgodził.

I potem było: chcieć to móc, prawda?

Tak!

Przez całe życie pana prowadzi to zdanie. Ale wie pan, co jest niezwykle zaskakujące? Przecież rok akademic­ki trwał już, zdaje się, z miesiąc. Pan trafił do prywatnego mieszkania profesora Zelwerowicza. I tam odbył się egzamin. Jestem bardzo ciekawa, czym go pan przekonał.Co mu pan takiego powiedział, że pana przyjęto?

Wówczas było takie niepisane prawo, że Aleksander Zelwe­rowicz mógł wskazać jednego kandydata do zawodu aktor­skiego. Mógł to zrobić sam. I Zelwerowicz poprosił mnie do siebie. Przyszedłem, oczywiście byłem przed czasem, Aleksandra Zelwerowicza jeszcze nie było. I w pewnym momencie on wchodzi i zaczyna się tłumaczyć przede mną, że się spóźnił, że to nie powinno tak być.

Jaka klasa!

Patrzę na niego i myślę sobie, że on mnie chyba wpusz­cza w maliny, jak to się mówi. Ale nie! Otóż Aleksander Zelwerowicz był pedantem, jeżeli chodzi o punktualność. I purystą, jeśli chodzi o język. Tak, mówiłem jakąś prozę, później wiersz. I kątem oka patrzyłem. Widzę, że jest akceptacja i już czułem się prawie aktorem. I kiedy już czułem, że złapałem gąskę, Aleksander Zelwerowicz mówi (w tym momencie pan Franciszek zabawnie obniża tembr głosu): „Panie Fran­ciszku, niewątpliwie ma pan wyczucie, ma pan wyczucie. Ale niech mi pan powie trzy razy to samo słowo: «miasto». Raz jako miasto fabryczne, drugi raz jako miasto pełne kultury, taki na przykład Kraków, a trzeci raz jako miasto Las Vegas”.

Aleksander Zelwerowicz, dobry psycholog, popatrzał na moją twarz i zobaczył, że hasło Las Vegas na mojej twarzy niczego nie odmalowało, bo nie wiedzia­łem, czym się to Las Vegas je, i mówi: „Panie Franciszku, wie pan, to takie miasto pełne zabaw, uciech i tak dalej”. Powiedziałem więc trzy razy słowo „miasto” i myślę sobie: „No, już jest dobrze.” I kiedy mi się znowu wydawało, że już jest wszystko w porządku, to Zelwer, bo myśmy potem Zelwerem go nazywali, mówi: „Panie Franciszku, a teraz niech pan zmieni kolejność”. A ja z tych emocji zapomniałem sobie, które miasto było pierwsze, które drugie, które trzecie. I tak, proszę pani, tak właściwie na totolotka poszedłem. I na chybił trafił udało mi się zmienić. I dopiero wtedy Zelwer powiedział: „Niewątpli­wie, panie Franciszku, ma pan wyczucie, jest pan przyję­ty”. Szczęśliwy wylądowałem na progu domu rodziciel­skiego z walizką. Jak mnie ojciec zobaczył, to zapytał: „Pieronie, już cię wyciepli?”. Ja mówię: „Nie, tata, nie wyrzucili mnie. Zdałem do szkoły teatralnej”. I zamiast go ułagodzić tą wypowiedzią, to jeszcze dolałem oliwy
do ognia. Bo wyrzucenie ojciec byłby jakoś przebolał. Ale tego, że poszedłem wbrew woli ojca do szkoły teatralnej, to już nie. Pierony się posypały. Te śląskie. Salwowałem się ucieczką, a później, kiedy już zostałem aktorem, kiedy już miałem jakieś chwalebne efekty, prasa o mnie pisała pochlebnie, ojciec mówił: „No, toć przeca on to po mnie odziedziczył”. Taka przewrotność się u rodziców ujawnia niekiedy.

I tu było właśnie: „Moja krew!”. A tata chciał, aby pan był górnikiem. I pan przez cały rok górnikiem był.

Byłem górnikiem. Miałem takie zdarzenie. Pracowałem w kamielni. Myśmy nie fedrowali, jak się po śląsku czy po górniczemu mówi, węgla, tylkośmy robili przekopy. Albo szybiki od dołu do góry się robiło też…

Ciężka praca, prawda?

Ciężka praca – w kamieniu. A jeżeli się wdycha pył ka­mienny, to powoduje pylicę. Nieodwracalne zniszczenie płuc. W dodatku górnik przodowy był rozliczany od metrów, od tego, ile tam metrów postępu było. No to szedł jak najszybciej do przodu, do przodu i nie dbał o zabudowę tego, co z tyłu. O bezpieczeństwo wasze. A myśmy ładowali. Mieliśmy takie szufle, łopaty i trwał odstrzał. Leżały płyty stalowe, żeby łatwiej było zbierać  węgiel. Chwała Bogu, stałem na tej płycie. W pewnym momencie nastąpiło oberwanie sufitu. Kamień uderzył mnie w głowę, a myśmy wszyscy musieli mieć kaski.

Na szczęście nogi mi się poślizgnęły na tej płycie – i to mnie uratowało. Górnik przodowy zauważył, co jest, chwycił mnie za nogi i wyciągnął. I wtedy wszystko trzasło! Gdyby nie ten jego odruch, toby mnie teraz nie było na tym świecie. Potem mnie prosił, żeby o tym nikomu nie
mówić. I ja oczywiście nikomu nie powiedziałem.

I to był ten zakręt, ten zwrot w pana życiu, prawda? 

Ten zakręt może nie nastąpił z ja­kiejś bojaźni. Ojciec sobie wyobrażał, że górnik to jest taki stabilny fach, taki dobry zawód. Dach nad głową.
Deszcz ci nie pada na głowę, zawsze jest ciepło. Bo tam niekiedy jest aż za ciepło. Ale moja decyzja nastąpiła, kiedy byłem w zespole rapsodycznym przy Wojewódzkim Domu Kultury. Tam gdzieś połkną­ łem bakcyla teatru. I to potem się odezwało na politechnice. Te wszystkie moje ulubione przedmioty ścisłe… Ni stąd, ni zowąd, poczułem się jak na tureckim kazaniu. I tak mi brakowało dawnego środowiska, kolegów, zespołu, nastroju, tego wszystkiego. To spowodowało, że się zdecydowałem i jednak poszedłem do szkoły teatralnej.

Do tego potrzebna była odwaga i odważne mierzenie się z samym sobą. Panie Franciszku, jakim pan był dzieckiem?

Trudno mi oceniać samego siebie w dzieciństwie. Oczywiście, kiedy to konfrontuję z dzisiejszymi dziećmi, z dzi­siejszą młodzieżą, to myśmy byli bardzo ulegli wobec rodziców. Bardzo pokorni. Aż do tego momentu, kiedy powiedziałem: nie! Prawda?

Dosyć późno powiedział pan nie.

Ale to były inne czasy. Dziś, jeżeli ktoś nie ma dużej werwy egzystencjalnej, to sobie nie poradzi na tym sza­lenie pędzącym świecie. I młodzież się przystosowuje do czasów.


Macierzyństwo Zdrowie

„Bo wrażliwość jest powołaniem i powinna być ceniona i traktowana z należytą troską”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
23 września 2022
Fot. iStock / BrianAJackson

„Gdyby zanurzyć papierek lakmusowy w gulaszu współczesnej kultury zachodniej, wykazałby on, że lęk jest głównym tonem dzisiejszych dni. Jest czasownikiem, aurą, strukturą, odczynem pH naszych czasów”, mówi Ellen Vora, psychiatrka, która zajmuje się medycyną holistyczną. Właśnie wyszła jej książka „Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój”, w którą „New York Times” nazwał: „Najbardziej wszechstronną książką o stanach lękowych obecnych czasów”. Vora wyjaśnia, dlaczego sen i resetowanie w naturze są tak ważne. Ujawnia burzliwy romans alkoholu i lęków. Podpowiada, co jeść dla zdrowia psychicznego oraz jak leczyć nerwicę lękową poprzez rekalibrację układu odpornościowego. Zdradza, jak żyć z wysoką wrażliwością i jak o siebie w takiej sytuacji zadbać i docenić.


Znasz historię kanarków w kopalni, które ostrzegały górników przed niebezpieczeństwem? Przez większą część XX stulecia górnicy zabierali ze sobą do sztolni kanarki w klatkach jako sposób na wykrywanie tlenku węgla – bezwonnego gazu, który może gromadzić się w tego typu miejscach w śmiertelnym stężeniu. Kanarki są bardziej wrażliwe na gazowe trucizny niż ludzie, więc kiedy ptaszki przestawały śpiewać, górnicy wiedzieli, że muszą się ewakuować. Od tamtych czasów kanarek w kopalni stał się znaną metaforą określającą osobę, której wrażliwość na niesprzyjające warunki staje się ostrzeżeniem przed nadciągającym niebezpieczeństwem.

Dlaczego przestaliście śpiewać

„Jeżeli borykacie się z nerwicą lękową, z dużym prawdopodobieństwem to właśnie wy jesteście kanarkami w naszej kopalni węgla. Innymi słowy, jesteście wystarczająco wrażliwi, aby wyczuć toksyczne wpływy naszego współczesnego świata i być może z tego powodu również wy przestaliście śpiewać. Istnieje wiele różnych określeń tego typu osoby: empata, człowiek z intuicją, wysoce wrażliwa osoba HSP (z ang. highly sensitive person), artysta, uzdrowiciel”, pisze w swojej nowej książce „Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój” Ellen Vora, psychiatrka.

Jesteście kanarkiem w kopalni świata Co to zdanie odznacza? „Oznacza to, że macie lepszy radar niż przeciętny człowiek, więc odbieracie więcej szumu tła. Może to być uciążliwe, ponieważ współczesny świat bywa szalenie głośny, ale jednocześnie jest to dar. Jeżeli więc rozpamiętujecie negatywne aspekty swojej wrażliwości – to, że jesteście szczególnie emocjonalni, nie potraficie radzić sobie z tłumem, macie problem ze spotkaniami towarzyskimi albo z glutenem – pamiętajcie, że jednocześnie istnieją pozytywne strony tej cechy. Najprawdopodobniej jesteście również dostrojeni do potrzeb innych, sposobu, w jaki przejawia się ich fizyczność lub w jaki zdradzają ukrywane nastroje. Oczywiście żyjecie też z uchem przytkniętym do ziemi, w kontekście szerokich potrzeb tego świata. Wrażliwość jest powołaniem i powinna być ceniona i traktowana z należytą troską”, mówi Vora.

Polecajki dr Ellen Vora dla osób wrażliwych na co dzień

Wszyscy musimy myć zęby i pić wodę. Jeżeli jednak jesteś osobą wysoko wrażliwą, możesz potrzebować kilku dodatkowych czynności, aby zadbać o swój naturalnie bardziej labilny układ nerwowy.

Oto kilka praktyk, które powinnaś rozważyć jako dodatek do codziennej rutyny:

  1. Kładź się spać wcześniej i jeżeli to możliwe, wstawaj bez pomocy budzika.
  2. Zapewnij sobie ciszę i samotność, kiedy tego potrzebujesz.
  3. Uprość swoje życie na tyle, na ile jest to możliwe – nie zapełniajcie po brzegi swojego kalendarza; mów  „nie”, kiedy potrzebujesz odpoczynku.
  4. Ugruntuj się w naturze – spędzaj przynajmniej dziesięć minut dziennie, chodząc na bosaka po ziemi.
  5. Oczyszczaj się – jeżeli zaczerpnęliście dużo energii od innych, wykonajcie kilkuminutowe ćwiczenie oczyszczające, takie jak drganie do muzyki bębnów szamańskich.

„Wypalenie istnieje, ponieważ uczyniliśmy odpoczynek nagrodą zamiast uprawnieniem”, mówi pisarka i instagramerka Juliet C. Obodo. Coś w tym jest! W dzisiejszym świecie tak wiele nam się pomieszało. Odpoczynek powinien być dla nas naturalną częścią dnia, a stał się… rarytasem i nagrodą za ciężką pracę, która przyznajemy sobie tylko od czasu do czasu np. podczas wakacji.

 

Potrzebujemy różnorodności dla świata

Ludzie z natury są bardzo różnili. Nie ma w tym nic złego, że jesteś bardziej wrażliwa i intuicyjna niż przeciętny człowiek. Ale czy zdawałś sobie wcześniej sprawę z tego, że jesteś niezbędna dla innych ludzi, bo tacy jak ty, kiedyś np. pomagali plemion przetrwać. Tacy jak ty – byli wysyłani na front, by słać ostrzeżenia reszcie grupy. Tacy jak ty – ratowali całe plemiona przed burzami i stratowaniem przez dzikie zwierzęta.

Ty teraz też widzisz więcej. Dlatego najprawdopodobniej walczysz w ruchu ekologicznym lub o prawa LGBT+. „Na bardziej osobistym poziomie, wrażliwi ludzie często wczuwają się w ciche obawy innych, jak np. wtedy, gdy dana osoba w pomieszczeniu nie jest wysłuchana lub gdy ktoś jest zdenerwowany; są to ludzie, którzy zmieniają energię w pokoju tak, że nastrój jest łagodniejszy i bardziej sprawiedliwy”, pisze Vora. Oczywiście w dzisiejszym świecie oprócz ludzi obdarzonych intuicją potrzebujemy również tych bardziej wytrzymałych – na przykład chirurgów lub pilotów – do wykonywania konkretnych zadań. Jednak ci wysoko wrażliwi, których tak często dopada depresja, nerwica lękowa, cierpienie – powinni dbać o swoje z wielką empatią i uwagą.

Dajcie sobie do tego prawo. Nie zmieniajcie się, nie udawajcie chojraków. Pokochjacie swoje atuty. One też są potrzebne światu.


Dr Ellen Vora

Jest psychiatrą, akupunkturzystką i trenerką jogi. Do zdrowia psychicznego podchodzi holistycznie z punktu widzenia medycyny funkcjonalnej, zajmując się człowiekiem jako całością i lecząc brak równowagi leżący u podstaw wszystkiego. Dr Vora otrzymała tytuł licencjacki na Uniwersytecie Yale i stopień doktor medycyny na Uniwersytecie Columbii. Jest dyplomowaną psychiatrą i lekarką integralnej medycyny holistycznej. Mieszka w Nowym Jorku z mężem i córką.


Zobacz także

„My, pielęgniarki nie jesteśmy z kamienia, też jesteśmy ludźmi”. List do redakcji

Rak na emigracji potrafi być okrutny i bardzo samotny

Koniec z idealnym rodzicielstwem. Czas powiedzieć to wprost – ono nie istnieje