Zdrowie

„Najlepiej spożyć przed”, „Należy spożyć do”. Co to właściwie znaczy i czy możemy jeść przeterminowaną żywność?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
12 listopada 2021
 

– Parę tygodni temu znalazłam jednak w lodówce serek wiejski przeterminowany siedem dni – otworzyłam i zjadłam ze smakiem. Moim zdaniem w takich wypadkach nie należy wyrzucać od razu jedzenia do kosza na śmieci. Trzeba być ostrożnym, ale warto otworzyć, zobaczyć, jak wygląda konsystencja, jak produkt pachnie, a następnie spróbować odrobinę. Nikogo do tego nie namawiam, bo to zawsze jest ryzyko. Ale ja tak robię, zwłaszcza jeśli mam pewność, że przechowywałam to w lodówce, w odpowiednich warunkach – mówi Agnieszka Pocztarska, twórczyni serwisu „Czytamy Etykiety”, który podpowiada tysiącom Polek i Polaków, jakie produkty z kategorii spożywczych i kosmetycznych wybrać, aby odżywiać się zdrowo i pielęgnować właściwie skórę.

Czy my możemy jeść przeterminowane jedzenie?

To zależy od tego, co jest napisane na etykiecie. „Najlepiej spożyć przed” lub „najlepiej spożyć przed końcem” oznacza datę minimalnej trwałości. Prawidłowo przechowywany produkt, krótko po upływie tej daty, może stracić pewne walory, takie jak: kolor, smak czy zapach. W praktyce spożycie go kilka dni później nie powinno zaszkodzić naszemu zdrowiu. Inaczej wygląda sytuacja, jeżeli na opakowaniu napisane jest „należy spożyć do”.

W takim przypadku powinniśmy bezwzględnie trzymać się terminu przydatności, ponieważ produkt ten może być już zepsuty. Oznaczenie to najczęściej dotyczy jedzenia świeżego, takiego jak mięso, nabiał czy soki niepasteryzowane, które z reguły szybciej się psują. Żywność ta nie zawiera bądź zawiera minimalną ilość konserwantów, dlatego też ma krótką ważność.

Zdarzyło ci się zjeść coś po terminie przydatności do spożycia?

Tak, ale w takiej sytuacji robimy to już na własne ryzyko. Producent informuje nas o dacie przydatności do spożycia i musimy mieć tego świadomość. Parę tygodni temu znalazłam jednak w lodówce serek wiejski przeterminowany siedem dni – otworzyłam i zjadłam ze smakiem. Moim zdaniem w takich wypadkach nie należy wyrzucać od razu jedzenia do kosza na śmieci. Trzeba być ostrożnym, ale warto otworzyć, zobaczyć, jak wygląda konsystencja, jak produkt pachnie, a następnie spróbować odrobinę. Nikogo do tego nie namawiam, bo to zawsze jest ryzyko. Ale ja tak robię, zwłaszcza jeśli mam pewność, że przechowywałam to w lodówce, w odpowiednich warunkach.

Z jakimi produktami powinniśmy być najbardziej ostrożni?

Przede wszystkim musimy uważać na mięso i nabiał. Są to produkty, które szybko tracą termin ważności. Dodałabym jeszcze nierafinowane oleje roślinne — szczególnie, jeśli są przechowywane poza lodówką.

A jak jest z jajkami, które kupujemy na bazarze i na których nie ma stempelka?

Jajka są zdatne do spożycia przez 28 dni od momentu ich zniesienia przez kurę. Bardzo istotne jest ich właściwe przechowywane – w niskiej temperaturze, w warunkach chłodniczych. Jajka, które są przechowywane w temperaturze pokojowej, znacznie tracą na trwałości, dlatego trzeba spożyć je przed upływem 14 dni. W sprawdzeniu, czy jajka nadają się do spożycia, najlepiej kierować się zmysłem węchu. Jajko psujące się będzie miało charakterystyczny, nieprzyjemny zapach. Innym sposobem jest potrząśnięcie jajka w dłoni – jeśli będzie słychać delikatne chlupotanie to oznaka, że jest nieświeże.

By mieć całkowitą pewność, można włożyć je do szklanki z wodą – opadające na dno lub znajdujące się blisko niego jest świeże, podczas gdy stare wypłynie na powierzchnię.

Jak sprawdzić, czy jedzenie jest jeszcze świeże? Ufać smakowi, wyglądowi, zapachowi?

Wszystkie te cechy mają znaczenie. Najważniejszym wyznacznikiem świeżości produktów jest ich smak oraz zapach. Trzeba mieć na uwadze, że nie wszystkie produkty zmieniają wygląd, kiedy są już nieświeże. Najlepiej dany produkt powąchać, spróbować i następnie dokładnie obejrzeć.

Czy wolno odciąć część warzywa, które w jednym miejscu jest spleśniałe i zjeść?

Absolutnie nie należy tego robić. Kiedy na warzywach czy owocach pojawia się pleśń, oznacza to, że zarodniki mogły dostać się już do wnętrza produktu. Odkrojenie spleśniałego fragmentu nie gwarantuje, że produkt będzie zdrowy. Niestety trzeba wyrzucić całe warzywo lub owoc.

A obtłuczone, nadwiędłe?

Jeśli owoc czy warzywo jest obtłuczone bądź nadwiędłe, można odkroić zmienioną część i resztę zjeść. Pamiętajmy tylko, że świeże warzywa czy owoce maja najwięcej witamin i substancji odżywczych. Te długo przechowywane, wiotkie, nadwiędłe maja ich znacznie mniej.

Jak jest z ziemniakami, które puszczają pędy? Niektórzy je wyrzucają do śmietnika!

Jeśli pozbędziemy się pędów i wykroimy odrobinę ziemniaka w miejscach, z których wyrosły, to tę większą część możemy spożyć. Pędy, naroślą, podobnie jak niedojrzałe, zielone bulwy, zawierają potencjalnie szkodliwe dla naszego zdrowia glikoalkaloidy, czyli naturalne toksyny występujące w niektórych roślinach. Raczej nas nie otrują, ale mogą powodować zaburzenia układu pokarmowego, w tym na przykład bóle brzucha. Po dokładnym usunięciu kiełków możemy jeść „odratowane” ziemniaki bez obaw.

Które produkty są najbezpieczniejsze do jedzenia po terminie?

Wszelkiego rodzaju produkty suche, czyli: kasze, ryże, fasola czy groch. Długo trzymają świeżość również rodzynki, suszone owoce, miód oraz cukier, o ile nie mają kontaktu z wilgocią.

Po czym poznać, że puszka z jedzeniem jest popsuta?

Jeśli puszka jest dziurawa, zardzewiała bądź wybrzuszona, może to oznaczać, że produkt jest zepsuty. Lepiej go wtedy wrzucić.

Czy masz jakieś prywatne patenty, by jedzenie w lodówce przetrwało dłużej?

Oczywiście. Moim patentem na przedłużenie świeżości rzodkiewek jest pakowanie ich do słoika, najlepiej, kiedy są wilgotne. Sałatę, która dość szybko się psuje, trzymam zawiniętą w papier. Otwartą wędlinę czy ser pakuję do pojemników próżniowych. Dodatkowo nie myję owoców i warzyw przed włożeniem ich do lodówki – to znacznie przedłuża ich trwałość. Fajne efekty przynosi też stosowanie zasady „pierwsze kupione – pierwsze zjedzone”, czyli jemy najpierw produkty, które kupiliśmy wcześniej.

Warto też trzymać porządek w lodówce i nie przechowywać na tej samej półce surowego mięsa i produktów, gotowych do spożycia tak, aby zapachy się nie mieszały

Jak robić zakupy, by nie marnować?

Najlepiej kupować mniej za to częściej. Warto powstrzymać się od nabywania w nadmiarze produktów, które szybko się psują. Ja po pierwsze przed zakupami zawsze sprawdzam, co mam w domu i na tej podstawie robię listę zakupów potrzebnych na najbliższe dni. Po drugie planuję posiłki i moja lista zakupów odpowiada zaplanowanemu menu.

Może masz jakieś patenty na odświeżanie produktów?

Tak. Najlepszym sposobem jest mrożenie produktów, których mamy nadmiar, przed upływem ich terminu ważności. Dobrym sposobem na odświeżenie chleba jest jego podgrzanie Podobnie z czerstwej bułki można zrobić bułkę tartą, a z ziemniaków, które pozostały po obiedzie, można zrobić kopytka. Jestem pewna, że każda gospodyni ma tych patentów bardzo dużo. Jestem ciekawa, jakie. Proszę podzielcie się.

 


Zdrowie

Jak oszczędzać forsę i być eko? 15 świetnych rad nałogowej „oszczędzaczki” do zastosowania od razu

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
12 listopada 2021
fot. Ridofranz/iStock
 

Pamiętałam taką scenę sprzed wielu lat z moich wakacji, kiedy byłam jeszcze na studiach i podróżowałam z plecakiem po Turcji. Miałam bardzo mały budżet i jeżdżąc po świecie na niewiele było mnie stać. Spotkałam wtedy na szlaku brytyjską rodzinę z dwójką małych dzieci. Kiedy wysiadaliśmy z autobusu w miejscowości Goreme, ojciec tej rodziny powiedział: „Poszukajmy fajnego taniego noclegu, bo ja nie lubię wydawać kasy”. Powiedział to silnym głosem, bez najmniejszej nuty wstydu. Ja, wychowana w komunie, nigdy bym się do tego tak otwarcie nie przyznała. Brak kasy to był wtedy u nas jednak wstyd!

Myślę, że dziś już tak nie jest. Czasy są coraz trudniejsze i wiele osób musi zacząć liczyć pieniądze, oszczędzać, zastanawiać się nad każdym wydanym pieniądzem. Powiedziałabym, że dziś oszczędzanie to nowy trend, bo coraz więcej osób nie chce tracić życia pracując od rana do nocy w korporacjach, by było ich stać na wszystko. Szukają więc sposobu, by żyć bliżej swojej rodziny, bardziej slow, a mniej majętnie. Coraz częściej uświadamiamy sobie, że pieniądze to naprawdę nie wszystko. I stare powiedzenie, że one szczęścia jednak nie dają, dociera do nas ze zdwojoną siłą. Ale jak żyć oszczędnie? Każdy ma to swój patent.

Przestawiam subiektywny poradnik i jestem bardzo ciekawa Waszych pomysłów. Bo oszczędzanie może być jak hobby i pasja. Pasja, by mniej śmiecić na tej planecie i żyć bardziej ekologicznie. Pasja, bo dzięki mniej konsumpcyjnemu życiu, stajemy się bardziej uważni na ludzi, na ich potrzeby. Pasja, bo bez pędu za codziennością, możemy bardziej zadbać o siebie, o swoje zdrowie i odpoczynek.

  1. Na początku mojego oszczędzania zadałam sobie pytanie: czy samochód jest mi naprawdę potrzebny? Doszłam do wniosku, że nie. Odchowałam już dziecko, które trzeba było wozić do lekarza i na zajęcie pozalekcyjne. Pracuję w domu on-line.  Samochód stał się mi potrzebny do robienia zakupów i wyjeżdżanie na wakacje. Nie chciałam więc trzymać pod domem najbardziej ekskluzywnego „koszyka na zakupy”, za którego ubezpieczenie musiałam płacić rocznie 2 tysiące złotych. Pomyślałam, że to bez sensu i go sprzedałam. Jeśli potrzebuję dokądś pilnie pojechać, wynajmuję w mieście samochód na minuty. Stoją ich dziesiątki na moim osiedlu. Nigdy nie musiałam szukać dalej niż 800 metrów.
  2. Robiąc zakupy, coraz częściej zaglądam na te najniższe półki. Wiadomo, że na wysokości oczu stoją w sklepie pudełka kolorowe. Kasze pakowane po 100 gram w oddzielne plastikowe woreczki. Po co mi to? Na dole stoi kasza opakowana nieatrakcyjnie. Tańsza o połowę, a zakładam się, że tak samo dobra, jak i nie lepsza.
  3. Przymierzam się też do zakupu kubeczka menstruacyjnego. Koleżanki, które go już mają, bardzo sobie chwalą. Twierdzą tylko, że trzeba metodą prób i błędów znaleźć kubeczek, który będzie pasował. Żegnajcie podpaski, zaśmiecające naszą planetę. To mój plan na najbliższy czas.
  4. Od dawna nie chodzę do supermarketów. Wybieram bazar, na którym rolnicy sprzedają swoje warzywa. Jest o niebo taniej i przyjemniej, bo zawsze można o czymś ciekawym porozmawiać z panią, która handluje kapustą kiszoną i z panem, który z własnej fermy przywozi jajka.
  5. Nie robię już takich hurtowych zakupów, jakie robiłam trzy razy w miesiącu, gdy pracowałam od rana do nocy w korporacji. Byłam tak zmęczona, że nie wchodziło w grę kupowanie codziennie po trochu, a o godzinie 18.00 i tak już na bazarze nikogo już nie było. Przyznaję i biję się w piersi, że jeszcze kilka lat temu część jedzenia lądowała w moim koszu. Dziś robię mniejsze zakupy i nie marnuję jedzenia prawie wcale.
  6. Mam też czas, by wszystko staranniej poukładać w lodówce i uwierzcie, że te babcine sposoby działają. Sałata zawinięta w ręcznik papierowy, rzodkiewki umyte i poukładane do słoiczka, zawijanie ogonków bananów folią aluminiową, by nie ciemniały. A jeśli już ściemnieją, pieczenie z nich chleba bananowego. Mnóstwo mam tych patentów kulinarnych, mogłabym pisać o tym bez końca. Próbowałam nawet zbierać obierki, mrozić je, a potem gotować z nich wywar warzywny, ale tu przyznam się, że poległam, bo brak mi konsekwencji i jednak obawiam się, że tuż pod skórką zbierają się nawozy sztuczne. Nie potrafię się przemóc.
  7. Mój ulubiony sposób spędzania wakacji to namiot. Zawsze tak było. Serio, nie ściemniam. Po prostu ponad wygodę przedkładam kontakt z naturą. Uwielbiam kłaść się o zmroku i wstawać z pianiem kur, wychodzić przed namiot bosą stopą, dotykać nią zroszonej trawy. No po prostu uwielbiam. Ale, żeby nie było, że tylko tak spędzam wakacje, czasem jednak pozwalam sobie na wykrochmaloną białą pościel i nie pogardziłabym, gdyby ktoś zaprosił mnie do SPA.
  8. Prawie już nie odwiedzam galerii handlowych. Nie dość, że kręci mi się tam w głowie, to wiem, że w takich miejscach zawsze tracę rozsadek i zaczynam kupować rzeczy, których nigdy nie będę nosiła albo używała. To jest jakiś szał, podyktowany chyba rytmem tej dyskretnie zachęcającej muzyki, która płynie z głośników w każdym sieciowym sklepie.
  9. Gdzie się teraz ubieram? Głównie na Vinted. Nie mogę wyjść z podziwu ile, przy odrobinie cierpliwości i sprytu, można tam wyczaić piękności i okazji. Nawet buty tam kupuję, po prostu zaznaczam w filtrach dwa hasła „nowe bez metki” oraz „nowe z metką”. Jeszcze nikt mnie nie oszukał, przychodzą pachnące świeżością i za pół ceny. O dzięki Ci Boże za zakupoholiczki, które tak szybko się rozmyślają i wstawiają te okazje na portale sprzedażowe.
  10. Niedawno też odkryłam, że w moim lumpeksie osiedlowym raz na dwa tygodnie, w poniedziałki, przychodzi nowa dostawa. O godzinie 11.00 ustawiają się przed nim niebotyczne kolejki. Któregoś dnia przechodziłam obok i pomyślałam: „Te baby po prostu zwariowały!” Ale jak weszłam… zwariowałam i ja. Dostawa angorowych, wełnianych, jedwabnych bluzek i sweterków po prostu była oszałamiająca. Kiedy pracowałam w korporacji, nie miałam szansy tego odkryć, bo jak wracałam z pracy, po godzinie 17.00 już wszystko było przebrane.
  11. Przyznam, że piję bardzo dużo kawy, nawet cztery dziennie. Ale odkąd pracuję w domu, mój ekspres do kawy na kapsułki stoi jak obiekt muzealny nieużywany. Nie śmiecę już plastikiem. Wolę kawę z włoskiej kawiarki, takiej którą stawia się na gazie. Jest tanio i ekologicznie.
  12. Uwielbiam się dzielić! Uważam, że to powinno być jedenaste przykazanie: dziel się. Na czym to polega w moim przypadku? Kiedy koleżanka z Sopotu napisała na Facebooku, że wyjeżdża i potrzebuje kogoś, kto przez trzy dni zaopiekuje się jej psami, byłam pierwsza do takiej pomocy. Korzyść jest obopólna, bo przy okazji zwiedzam sobie miasto i mam kilka chwil, by posiedzieć nad morzem.
  13. Kupuję coraz więcej rzeczy przez Internet i zamawiam je do paczkomatu. Kosmetyki, drobne AGD… Serio, tak naprawdę jest szybciej i taniej. W Internecie można też znaleźć dzięki przeglądarce Ceneo rzecz w najbardziej atrakcyjnej cenie.
  14. Czasem udaje mi się skrzyknąć koleżanki na wino i robimy sobie dzień piękności. Jedna z nas potrafi podciąć włos, inna świetnie robi hybrydę, a ja jestem specjalistką od nakładania henny. Po takim dniu wyglądamy jak milion dolarów.
  15. Okazuje się też, że wiele rzeczy potrafię zrobić sama. W tym roku pomalowałam na biało swój pokój. Nie zatrudniłam fachowca i serio, nikt nie skapował się do tej pory, że malowanie wykonała baba. Wygląda perfekcyjnie! A ile miałam przy tym radości i… siłowni za darmo.

Przysięgam, jeszcze trzy lata temu tak nie żyłam, to pandemia pozmieniała moje priorytety. Dlatego jestem bardzo ciekawa, jakie wy macie patenty na oszczędzanie i ekologiczne życie? Oszczędzanie to jednak rodzaj mojego hobby. Chętnie się od was czegoś nauczę. Piszcie!


Zdrowie

Puder do włosów – ratunek nie tylko dla cienkich włosów. Sprawdź, co możesz zyskać sięgając po ten kosmetyk

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
12 listopada 2021
Puder do włosów
Fot. iStock

Puder do włosów to produkt, który stanowi koło ratunkowe dla włosów cienkich i przyklapniętych, z tendencją do przetłuszczania się. Ten kosmetyk chwali sobie wiele osób, jako szybko działający i przynoszący bardzo dobre efekty. Dzięki pudrowi do włosów można ułożyć fryzurę nawet sytuacjach, gdy nie wyglądają one szczególnie świeżo. W jaki sposób działa puder do włosów i jak go stosować?

Czym jest puder do włosów?

Puder do włosów ma głównie za zadanie zwiększenie objętości kosmyków. Cząsteczki pudru oklejają każdy z włosków, ale bez efektu sklejenia ich razem. Dzięki temu każdy włosek jest bardziej sprężysty i elastyczny, co szczególnie można zauważyć na włosach delikatnych, cienkich, które niedługo po umyciu po prostu leżą blisko głowy. Dzięki pudrowi można zwiększyć objętość fryzury, zarówno przy cebulkach włosów, jak i na całej ich długości. W sprzedaży dostępne są pudry nie tylko zwiększające objętość, ale posiadające w swoim składzie substancje pielęgnujące, czy te też dodatkowo matujące włosy, pochłaniające nadmiar sebum. Można dostać także puder do włosów zawierający filtr UV, który chroni pasma przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.

Puder do włosów

Fot. iStock/Puder do włosów

Można go zastosować zarówno na świeże włosy, tuż po umyciu i wysuszeniu, jak i wtedy, gdy po prostu istnieje konieczność poprawienie ich wyglądu w ciągu dnia. Zazwyczaj wielkość opakowania pudru pozwala wrzucić go do torby na wyjście, więc zawsze można mieć go jako koło ratunkowe w sytuacjach poza domem. By pozbyć się go z włosów, wystarczy je po prostu umyć.

Zalety stosowania pudru do włosów

Puder do włosów pozwala nadać większą objętość fryzurze oraz zapewnia jej długotrwałe utrwalenie fryzury. Dobrej jakości pudry sprawiają, że po ich zastosowaniu włosy są świeże, miękkie i naturalne w dotyku. Nie sklejają ich i nie obciążają pasm, na czym najbardziej zyskują włosy wyjątkowo cienkie i delikatne. Substancje odżywcze i filtry UV, chronią włosy przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych. Jest jeszcze jedna zaleta tego typu produktów, o której nie można zapomnieć. Pudry do włosów mogą awaryjnie zastąpić mycie i potrzebę użycia środków do stylizacji na raz, ponieważ odświeżają i jednocześnie pozwalają ułożyć odpowiednio włosy. Ponadto ich zastosowanie nie zajmuje więcej, niż kilka minut, co jest ważne, gdy nie ma zbyt wiele czasu, a trzeba szybko ułożyć włosy, by wyjść z domu.

Puder do włosów

Fot. iStock/Puder do włosów

Jak stosować puder do włosów?

Puder do włosów można stosować przy krótkich jak i długich włosach. Trzeba zadbać tylko o to, by włosy były suche, choć nie muszą być bezpośrednio po myciu i suszeniu. Można puder zastosować na dwa sposoby. Nakładając produkt na włosy, można posypać je bezpośrednio przy skórze. Można również rozsypać puder na dłoni i następnie nanieść na głowę, tuż przy skórze. Następnie puder należy wgnieść we włosy i ukształtować fryzurę. Dobrej jakość puder do włosów nie pozostawia po sobie efektu sklejonych włosów czy przyprószenia, za to pasma od razu wyglądają na grubsze.

O czym należy pamiętać stosując puder do włosów?

Przede wszystkim należy pamiętać, by stosować się do wskazówek producenta i zdecydowanie nie przesadzać z ilością pudru. Zbyt duża ilość pudru na włosach może skutkować nadmiernym usztywnieniem i zmatowieniem kosmyków, problemem z rozczesaniem pasm. Specjaliści podkreślają także, że nie należy korzystać z pudru codziennie. To może szkodzić włosom, ponieważ puder wiąże wodę, co przy zbyt częstym stosowaniu może doprowadzić do ich przesuszenia. Z tego powodu osoby cierpiące na suchą skórę głowy nie powinny korzystać z tego produktu. Przy częstszym sięganiu po puder do włosów warto zadbać o prawidłowe ich nawilżanie. Właściwie dobrane produkty do mycia i pielęgnacji zapobiegną kłopotom z przesuszeniem skóry i włosów.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl 

Zobacz także

Jeśli kogoś kochasz, zrób mu filiżankę kawy. To symbol przyjaźni i miłości, który umocni waszą więź

Objawy depresji - psychiczne, neurologiczne, somatyczne

Objawy depresji – tych sygnałów alarmowych nie wolno ignorować

Jest ci nieustannie zimno? Przyczyn może być kilka, warto je sprawdzić