Lifestyle Macierzyństwo

5 porad dla taty, czyli wszystko o urlopach dla ojców

Redakcja
Redakcja
23 czerwca 2017
Fot. iStock / Halfpoint
Następny

Na urlop ojcowski, jak podaje Ministerstwo Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej, w pierwszych czterech miesiącach 2016 roku zdecydowało się 43,4 tysiące panów, a w tym roku – liczba ta przekroczyła już 50,5 tys. ojców. Z kolei z prawa do urlopów tacierzyńskich skorzystało od początku 2017 r. już 4,6 tysięcy tatusiów. Urlopy dla ojców cieszą się z roku na rok coraz większą popularnością, a ojcowie mogą korzystać z kilku rozwiązań, by aktywnie uczestniczyć w wychowaniu malucha. Z okazji Dnia Ojca Pracuj.pl przygotowało specjalny poradnik dla rodziców, który przeprowadzi ich przez gąszcz rozwiązań prawnych.

Wedle prawa, ojciec może skorzystać z trzech typów urlopów związanych z narodzinami dziecka, są to: urlop ojcowski, urlop tacierzyński, urlop rodzicielski. Każdy z tych urlopów można wykorzystać w określonym momencie życia dziecka i na określonych zasadach. To co ważne – urlopy dla ojców nie są zależne od urlopu wypoczynkowego i nie zmniejszają jego wymiaru.

Urlopy ojcowskie:

  1. URLOP OJCOWSKI – GDY MĘŻCZYZNA ZOSTAJE OJCEM 
  2. URLOP TACIERZYŃSKI – WIĘCEJ CZASU DLA MALUCHA
  3. URLOP RODZICELSKI – TATA NA DOMOWYM ETACIE
  4. TATO, PAMIĘTAJ O BONUSACH 
  5. BENEFITY OD PRACODAWCÓW

Źródło: infowire.pl

O autorze:

Pracuj.pl to wiodący polski serwis rekrutacyjny. Kandydatom dostarcza codziennie ponad 40 tysięcy oferty pracy od atrakcyjnych pracodawców, a także porady specjalistów dotyczące poszukiwania pracy, rozwoju kariery zawodowej oraz zdobywania dodatkowych kwalifikacji. Portal powstał w 2000 r. i należy do Grupy Pracuj, będącej właścicielem wiodących marek na rynku rekrutacji on-line w Polsce i na Ukrainie. www.pracuj.pl

Lifestyle Macierzyństwo

Kwiaty, bony i talony, czyli prezenty na koniec roku szkolnego. Nie zrzucajcie winy na nauczycieli, to pomysły rodziców!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
23 czerwca 2017
Fot. iStock / erkan523
 

Koniec roku szkolnego – ulubiony dzień każdego ucznia. Jak zwykle w pobliżu tej daty w sklepach następuje wysyp promocji na kwiaty, czekoladki i kawę, a w Internecie pojawiają się dyskusje na temat tego czy i jak podziękować nauczycielom. Jedni utrzymują, że wypada, że to miło i przyjemnie, inni pomstują na pazerność nauczycieli, kategorycznie odmawiają jakichkolwiek podarunków i są obrażeni już samym pomysłem obdarowywania. A co na to nauczyciele? Jak zwykle, nikt ich o to nie zapytał!

Tradycja miniona?

Jak świat światem, w ostatni dzień roku szkolnego każdy do szkoły wędrował z kwiatkiem w dłoni, przyjmował świadectwo, wręczał pomiętą już nieco roślinność (apel, upał, tłok na korytarzu – nierzadko coś więdło, łamało się i traciło liście), po czym rzucał w kąt tornister na letnie dwa miesiące. I tyle, cześć pieśni, udajemy, że szkoły nie ma. Dzisiaj niby wszystko jest tak samo, z tym, że owy kwiatek dla pani stał się przedmiotem zażartych dyskusji, a niekiedy nawet i prawdziwych bojów.

Tradycjonaliści utrzymują, że trzeba, no bo jak to tak, bez kwiatka i podziękowań, wstyd jakoś. Bardziej postępowi i chętni do wykazania się mówią, że kwiatek to przeżytek, teraz voucher się liczy, bon jakiś, składka na coś większego. Aktywiści namawiają do hand made’ów, własnoręcznego wykonania pamiątki, symbolicznego wspomnienia grupy lub klasy. Buntownicy zaś głośno krzyczą „sprzeciw” i w dniu zakończenia roku nie zamierzają nawet obok kwiaciarni czy sklepu przejść, o kupieniu czegokolwiek już nie mówiąc. Nierzadko padają też zarzuty wobec nauczycieli – że to darmozjady, że czekają, aż ktoś się podliże, że przecież dostają za swoja pracę wypłatę, nic więcej im nie trzeba. Czy rzeczywiście nauczyciele tak czekają? Na kwiaty, na bombonierki, wystawne prezenty? A może na coś zupełnie innego?

A może warto podejść do tego inaczej?

Jak często mówicie nauczycielom swoich córek i synów, że wasze dziecko przyniosło do domu świetne wiadomości? Że zadziwiło was to, czego dowiedziało się w przedszkolu albo szkole? Że powiedziało wierszyk, zaśpiewało piosenkę, rozwiązało krzyżówkę z trudnymi hasłami, dogadało się z kimś po angielsku dzięki temu, czego nauczyli go jego wychowawcy? Czy kiedykolwiek powiedzieliście nauczycielowi, że podoba wam się jego praca, że dziecko mówi o nim bardzo miło w domu, że miał fajny pomysł na jakieś zajęcia? Takich rzeczy nie słyszy się na co dzień zbyt często. Znacznie łatwiej jest rodzicom zwrócić uwagę na to, że dziecko miało przechyloną czapeczkę na jakimś zdjęciu, że pytania na sprawdzianie były za trudne, że karę syn dostał, a przecież wychowujemy bezstresowo, że czepia się ten belfer, bo dziecko kaszlnęło raz czy dwa, a w pracy tyle obowiązków, nie ma mowy o chorowaniu. Łatwiej jest wymagać, samemu o wielu sprawach zapominając, prościej narzekać i marudzić.

Każdy lubi dostawać prezenty, nawet nauczyciele, ale wbrew pozorom wcale na nie nie czekamy (piszę my, bo jestem nauczycielką przedszkola). Nie liczymy na czekoladki, biżuterię czy zestawy porcelany – to już wymysły rodziców, za które nie możemy brać odpowiedzialności. Prawdopodobnie dla większości nauczycieli koniec roku, to jedna z niewielu okazji, gdy możemy usłyszeć miłe słowa od rodziców i od wychowanków – bo tymi kwiatkami uczymy też dzieciaki, żeby doceniać pracę innych i wyrażać swoją wdzięczność. Powiedzenie „dziękuję” i wręczenie kwiatka, laurki, uśmiech dziecka jest po prostu sympatycznym gestem, który daje nam motywację i chęć do dalszej pracy,  sygnałem, że ktoś zauważył, docenił, podkreślił nasze zaangażowanie i starania. Bo choć dostajemy wynagrodzenie za nauczanie, to nikt nie płaci nam za to, że chcemy więcej niż zapisane jest w umowie, kombinujemy, myślimy o dzieciakach po godzinach, a często walczymy o to, by im pomóc, zapewnić wsparcie i możliwość prawidłowego rozwoju.

Założę się, że większość nauczycieli wymieniłaby swoje bukiety na większą sympatię i wzajemną życzliwość, wolałaby usłyszeć od czasu do czasu miłe słowo na temat swojej pracy, niż zjeść w czerwcu czekoladki z supermarketu. Nas – nauczycieli – też czasami zadziwiają pomysły rodziców, ale wiadomo, zawsze w grupie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał się pokazać, pochwalić, wybić przed szereg. Nie wińcie nas za to, to nie nasze wymysły! Osobiście wolę laurkę z krzywo napisanym „dziękuję” albo narysowanym portretem (choć bywa brutalnie szczery 😉 ) niż bukiet, który za tydzień wyląduje w koszu. Nie ma sensu dyskutowanie na ten temat i wrzucanie wszystkich do jednego worka – jak wszędzie, trzeba umieć zachować zdrowy rozsądek, wykazać się kulturą osobistą i życzliwością, a będzie nam się żyło o wiele przyjemniej!


Lifestyle Macierzyństwo

Dzień Taty bez taty

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
22 czerwca 2017
Fot. Archiwum prywatne

Hej Tato, co tam u ciebie? Nie marszcz brwi, przecież już nie musisz się o nic martwić. Marzyłeś o tym, by wreszcie przestać się wszystkim przejmować. Mówisz, że się martwisz? Ale czym? Nigdy nie jest perfekcyjnie, przecież wiesz. Zawsze powtarzałeś mi, że jak jest dobrze to tak, jakby było idealnie. Nie rozumiałam tego. Dobrze to dobrze, idealnie to idealnie – jakaś racjonalna miara musi być. Musisz mieć więcej pokory – powtarzałeś, a ja tak nienawidziłam twojej pokory. Że godzisz się na to, by inni cię wykorzystywali, że nie stawiasz granic, czasami, że chowasz głowę w piasek. Nazwanie tego sprawia mi nadal trudność, bo uczę się myśleć o tobie realnie, a nie idealizować.

Kiedy odszedłeś, zezłościłam się na ciebie bardzo. Nie zapytałeś, nie uprzedziłeś, zostawiłeś mnie w poczuciu winy, że mogłam być lepsza, nie zrobiłam tylu rzeczy, nie powiedziałam nic istotnego, moje serce pierwszy raz na sekundę stanęło. Opuściłeś mnie, choć przecież nie był to nasz pierwszy raz. Ale tym razem nie pomogłam ci, nie dodałam słowa otuchy, nie zamknęłam drzwi. Nie dałam ci na to przyzwolenia, bo jak można pozwolić odejść ojcu na zawsze, gdy całe życie jest się dzieckiem?

Twoje odejście mnie zmieniło. Nic mną tak nie wstrząsnęło jak twoja śmierć. Nie chodzi tylko o smutek, który jest ze mną już za pan brat, ale o poczucie samotności, które się pogłębiło. Byłeś moją opoką, Tato, i niewidzialną barierą chroniącą mnie przed innymi. Byłeś moją bratnią duszą- jak mówiła Ania z Zielonego Wzgórza. Byłam pewna, że zawsze będziesz i zdążymy jeszcze nieraz pojechać w Bieszczady, a wtedy nadgonimy czas, pogadamy, pogramy w karty, napijemy się dobrego czerwonego wina. Nie mogę sobie wybaczyć tego odkładania na później, już tego nie robię. Mam głębokie poczucie straty, nie tylko z Twojego powodu, ale także dzięki temu mam świadomość, że w każdej minucie tracimy swoje życie, mamy o tę minutę mniej ze swoimi dziećmi, rodzicami, ukochanymi. Właściwie żegnamy się wciąż.

Jestem lepszym człowiekiem teraz. Bardziej uważnym. Miałam tysiące mitów na swój temat, ale byłam nieobecna. Żałuję, że nie możesz tego doświadczyć, myślę, że byłbyś uradowany. Mam zdjęcie z końca roku szkolnego, dwa lata temu. Siedzieliśmy na korytarzu i robiłam nam selfie. Byłam taka zrelaksowana, pewna, że będziesz, mówiłam wtedy, że już niedługo będziemy razem świętować Jurka maturę. Po twoim odejściu moje pojęcie czasu bardzo się zmieniło. Celebruję życie, kłaniam mu się wciąż.

19265261_1702140303414912_383635072_n

Twój cmentarz stał się moim domem. Byłam dziś, kupiłam ci różę, znicz w kształcie serca. Przyniosłam Tischnera, bo lubiłeś jego poezję i śmiałeś się z jego śmiechu. Przeczytałam ci po cichu: „Góral­ska teoria poz­na­nia mówi, że są trzy praw­dy: Świen­ta prow­da, Tyż prow­da i Gówno prowda”, chichrałeś się jak wariat. Uwielbiam spokój twojego domu, gdy idę znanymi mi alejkami i ci, których mijam już nie są dla mnie anonimowi. Wiem, komu umarła matka, ojciec, a komu dziecko. Witam znajomą ławeczkę, gdzie całymi dniami przesiaduje starsza pani. Mijam żołnierzy, bohaterów wojennych, ich równo obok siebie ustawione groby, i ten zapuszczony grób dziecka, gdzie zawsze zapalam znicz. Ukłułam się dziś tą przyniesioną różą i z palca popłynęła mi krew, dowód, że żyję, to czego nie możesz mi już dać. Dowodu życia.

19403552_1702137000081909_572036313_o

Bez sensu.

Dziś Dzień Ojca. Jest mi smutno, ale tłumaczę sobie, że to dla równowagi. Tyle się śmialiśmy w życiu, Tato, prawda? Smutek wyrównuje moją bezmyślność, a łzy wygładzają skórę. Nie martw się o mnie, lubię nawet twoją ciszę. Pamiętasz to? „Mo­wa ziemi jest po­dob­na do mo­wy miłości – ziemia także prze­mawia w ciszy. Stąd za­pew­ne bie­rze się to przy­mie­rze między za­kocha­nymi i umierający­mi a ziemią. Płynie ono z pok­re­wieństwa ciszy.” Pokrewieństwo dusz, pokrewieństwo ciszy. Miłość do ciebie błąka się dziś pomiędzy niebem a ziemią. Wszystkiego dobrego, Tato.


Zobacz także

Wydaje ci się, że kosmetyki ziołowe nie są dla ciebie? Jesteś w błędzie. Sprawdziłyśmy, co potrafią

5 typów związków niemonogamicznych, które mogą cię zaskoczyć

Co to jest mantra? I jaka jest najlepsza dla twojego znaku zodiaku w 2019 roku? Co powinnaś sobie powtarzać