Listy do redakcji

Wracaliśmy do tych wszystkich miejsc tak bardzo sobie bliscy a jednak coraz bardziej dalecy od siebie

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 lutego 2016
Fot. iStock / Solovyova
 

Dziś po raz kolejny dosięgnęłam szczytu swojej tęsknoty. Obudziłam się i przyłożyłam policzek do zimnej poduszki na której czuć jeszcze było jego zapach, będąc pewna, że wyszedł tylko na chwilę wstałam i zaparzyłam kawę dolewając jego ulubionego mleka. Postawiłem kubek na stoliku i czekałam aż wróci… Z każdą minutą coraz mocniej wbijałam wzrok w tą uliczkę którą zawsze do mnie przychodził i nagle zorientowałam się, że jest już noc, że minęło kilkanaście lat, że kawa dawno wystygła i że on nigdy już nie wróci. 

Jako piętnastolatka spędzałam beztroskie wakacje w ośrodku położonym w lesie tuż nad samą rzeką. Pewnego upalnego, sierpniowego popołudnia postanowiliśmy z grupą przyjaciół schronić się przed gorącym słońcem i zagrać w piłkarzyki w ośrodkowej świetlicy. Właśnie wygrywałam i wydobywając z siebie dzikie okrzyki radości podkolorowane szalonym tańcem zwycięzcy zauważyłam jak przez otwarte okno świetlicy ktoś mi się przygląda. No pięknie, skaczę jak małpa wydobywając z siebie dzikie okrzyki a ktoś obcy właśnie mi się przygląda i ma pewnie niezły ubaw pomyślałam. Chłopak szybko przeskoczył przez okno i podszedł rozbawiony z wyciągnięta ręką. – Część jestem Piotrek. Spojrzał na mnie swoimi szafirowymi oczami i w tej samej chwili niebo rzuciło wyrok że NA ZAWSZE. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam bo cóż tak naprawdę można wiedzieć w wieku piętnastu lat. Od tego dnia razem cieszyliśmy się z ostatnich dni wakacji.

Wieczorne ogniska, wycieczki nad rzekę i w głąb lasu, szalone gry w piłkarzyki i ping ponga, pierwsze w moim życiu dyskoteki organizowane na świetlicy. Ostatniej nocy wziął mnie za rękę i w zupełnej ciemności, pomiędzy powietrzem pachnącym lasem a aksamitem nocy przytulił do siebie i zaczęliśmy tańczyć. Spojrzał mi w oczy delikatnie odgarniając włosy z mojej twarzy. Przerażona patrzyłam na niego i nie, nie bałam się go pocałować, byłam przerażona bo wiedziałam, że od tej chwili już zawsze będę pragnąć tylko jego pocałunków. Nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy…

A nad nami była noc i tylko ona jedna z cichym podmuchem wiatru między naszymi ciałami mówiąca o wiecznej miłości. Lato się skończyło, pamiętam jak wracając do domu zanosiłam się płaczem wpatrując się w szarą szybę samochodu. Byłam przekonana, że nigdy więcej go nie zobaczę aż pewnego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi a w nich stał On. Prowadził mnie przez życie, rysował na wspólnym niebie moje marzenia i wyznaczał drogę do ich spełnienia skreślając wszystkie porażki mogące pojawić się na drodze. Czasem odchodził zostawiając mnie z rozmazanym makijażem ale zawsze wracał a ja czekałam za każdym razem na niego jak wierny pies na swojego właściciela. Stałam się marionetką w jego idealnie doskonałych dłoniach.

ażde kolejne wakacje spędzaliśmy razem w tym samym miejscu, w którym się poznaliśmy. Wracaliśmy do tych wszystkich miejsc tak bardzo sobie bliscy a jednak coraz bardziej dalecy od siebie. On pragnął wolności a ja nie potrafiłam mu jej dać. Byłam uzależniona od jego dłoni od jego spojrzeń od pocałunków, uzależniona od jego słów. Mimo wszystko on nadal zawsze wracał. Pamiętam jeden magiczny wieczór w Krakowie, kiedy to w strugach deszcze stałam wtulona w niego i mimo chłodu oznaczającego koniec kolejnego lata czułam, że właśnie tutaj jest mój świat, w jego ramionach. Żegnaliśmy się nad ranem dłużej niż zwykle. I dłużej niż zwykle nie wracał… Moje życie traciło sens, nie ważna była nauka, przyjaciele. Dzień zaczynałam od łez a kończyłam na duszeniu się brakiem jego obecności. Umierałam codziennie pod wpływem dotyku jego nieobecności. Wrócił znów kilka razy i za każdym razem rozpalał płomień nadziei, że tym razem już na zawsze. Ale pewnego dnia dostałam od niego list, w którym pisał, że nigdy nie chciał mnie zranić, że daje mi promyk który ma mi pomóc w odnalezieniu siebie, pisał że jestem wielka a wiara w siebie i swoje możliwości kiedyś tego dowiedzie, że daje mi nadzieję i wiarę bo mam już w sobie wielkie pokłady miłości i że teraz stanę się wreszcie jednością. Od tego dnia żyłam jak w transie, mało pamiętam z tamtych dni. Pamiętam że pewnej nocy stałam oparta o zimną ścianę, przytwierdzona byłam do niej milionami wspomnień, przykuta brudnym bólem do czystej powierzchni. Kwiliłam cicho by nikt nie usłyszał a zaraz głośno wybuchałam płaczem, krzyczałam zagryzając w cierpieniu usta, drżałam z zimna i z braku jego obecności, potem obudziłam się w szpitalu nic nie pamiętając. Aż w końcu przypominając wrak człowieka w wieku dwudziestu lat na mojej drodze spotkałam człowieka, który chciał mi pomóc pozbierać się po tym wszystkim.

Pomyliłam wtedy miłość z zauroczeniem i dałam mu nadzieje sama uzależniając się od jego dobroci. Minęło już sporo czasu i w drzwiach znowu stanął On. Siedziałam i patrzyłam na niego nie mogąc powiedzieć słowa a on patrzył mi w oczy i niewidzialnymi myślami mnie kochał, tak wreszcie wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach miłość. Za późno,cholera było za późno. Byłam wtedy w ciąży z człowiekiem którego wcale nie kochałam a który tylko pomógł mi w najtrudniejszych chwilach i nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Miałam przed sobą Piotra, człowieka dzięki któremu mogłam swobodnie oddychać i zaplanowany ślub, którego nie chciałam!

On wiedział o wszystkim. Pierwszy raz widziałam w jego oczach łzy, strach, wyrzuty sumienia, i MIŁOŚĆ. Przytulił mnie z całych sił i powiedział, że Bóg zabiera mi jego teraz by dać mi w zamian coś cenniejszego. W dniu mojego ślubu malowałam usta czerwienią maków rozrywane krzykiem którego nikt nie słyszał. W kościele szukałam go wzrokiem, byłam gotowa uciec tak jak na filmach.

Ale jego nie było. Urodziłam najpiękniejszą na świecie córeczkę a w jej oczach zawsze widziałam jego. Po roku poprosiłam męża by się wyprowadził, nie potrafiłam zasypiać obok człowieka, którego nie kochałam. Cały czas zasypiałam trzymając Piotra za niewidzialną dla innych dłoń i pielęgnowałam jego obraz w sobie. Zasypiałam co noc na naszej wspólnej kiedyś poduszce wydobywając z niej każdy jego oddech i zapach włosów. Rano ubierałam uśmiech i szłam na bal zwany życiem by znów co noc powracać do naszej wspólnej poduszki. Kiedyś wybiegłam z domu i pobiegłam na stację. Chciałam pojechać do niego, biegłam tak szybko jakbym chciała dogonić przeszłość. Usiadłam na dworcu na ławce i zaczęłam płakać. Podeszło kilka osób i pytało czy może jakoś pomóc. Płakałam coraz głośniej bo wiedziałam, że nikt mi nie pomoże, nikt nie cofnie czasu, nikt nie zabierze mnie do niego i zrozumiałam że zostałam tutaj sama, spóźniona do niego o miliony godzin. Wróciłam do domu, do córki, która teraz była przecież całym moim światem. On też miał już rodzinę i nie mogłam pozwolić sobie na tą podróż. Codziennie więc staram się żyć tak jak by on tego chciał, staram się wychowywać moje dziecko tak by on był dumny również z niej.

Zrezygnowałam z pracy mając w głowie jego słowa, że jestem wielka a wiara w siebie i swoje możliwości kiedyś tego dowiedzie i postanowiłam skupić się na pisaniu. Zawsze przecież chciałam wydać swój własny tomik poezji i jeżeli wreszcie mi się uda wyślę mu go z podziękowaniami za spełnienie mojego marzenia bo mimo że nie jest przy mnie to nadal stara się spełniać moje marzenia. Moja córka ma już 15 lat, jest dokładnie w tym samym wieku kiedy ja poznałam Piotra, tomik wierszy jest prawie na ukończeniu, a ja codziennie nadal patrzę na nasze wspólne zdjęcia i nadal zasypiam na wspólnej poduszce trzymając go za niewidzialną dłoń. Dzisiaj mój mąż przyszedł do mnie do domu, przyniósł mi białą różę i gdy tylko wyszedł rozpłakałam się bo wiem, że kiedyś dając mu nadzieję bardzo go zraniłam. Teraz już wiem,że być może Piotr kiedyś czytając moje wiersze pisane jego siłą i moim bólem zrozumie, że nie kłamałam mówiąc, że na zawsze…

GDZIEŚ NA GRANICY MOICH SŁÓW I TWOJEGO MILCZENIA, GDZIEŚ POMIĘDZY MOJĄ TĘSKNOTĄ A TWOIM ZAPOMNIENIEM, ODDYCHAJĄC TYM SAMYM POWIETRZEM, ŻYJEMY W INNYCH ŚWIATACH. JA TWÓJ ZNAM, TY O MOIM DAWNO ZAPOMNIAŁEŚ…

 

Magda Szuba


 

Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Listy do redakcji

Nie trać czasu, świat na ciebie nie zaczeka. Obejrzyjcie ten film. Cała prawda o życiu

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 lutego 2016
Fot. Screen z YouTube 석정현
 

Zanim powiesz sobie:

– to może poczekać

– mam jeszcze czas

– nie, nie mam odwagi

– nie, to się nie uda

Obejrzyj ten film. Mamy mniej czasu niż myślimy, wszystko się zmienia szybciej niż sądzimy. I choć na ogół nie chcemy tak o tym myśleć – faktów nie zmienimy. Możemy zmienić tylko ten czas. Żeby był najlepszy, najszczęśliwszy i jak najlepiej wykorzystany.

 


Źródło: Youtube

 


Listy do redakcji

„Pokazałam mu fotografię na której były mojej córeczki. W jego oczach pojawiły się łzy . Powiedział są piękne ale powinny być nasze.”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 lutego 2016
Fot. Pixabay / unpslash / CC0 Public Domain

Było gorące lato . Z okazji święta Bartłomieja w Stradowie był odpust a po nim zabawa. Miałam 16 lat i dużo energii do zużycia interesowała mnie tylko zabawa. Razem z kilkoma koleżankami poszłyśmy potańczyć i popatrzeć kto tam stoi wokół podłogi zrobionej ze zbitych desek. Zagrała muzyka która z miejsca zerwała przystojnego bruneta w bardzo modnej bielutkiej koszuli non iron . W jednej chwili znalazł się obok mnie grzecznie się pokłonił i porwał mnie do tańca ,(taniec ten pozostał w mojej pamięci do dziś) .

Wirowaliśmy w tańcu bez opamiętania . Jestem studentem matematyki i będę nauczycielem w przerwie między tańcami poinformował mnie mój uroczy kawaler . Okazało się że mój miły tancerz ma imię Witold . Koniec szaleństwa , trzeba wracać do domu . Witold z kolegą odprowadził mnie do domu. Zaproponował że odwiedzi mnie w następną niedzielę. Ja oczarowana chętnie się zgodziłam i zaprosiłam go na obiad. Po przyjściu do domu opowiedziałam mamusi o niezwykłym czarującym nowym znajomym . Okazało się że moi rodzice znają rodzinę Witolda. Nadeszła oczekiwana niedziela mamusia ugotowała pierogi z serem .Wyniosłyśmy różowy kocyk na łąkę i tam przyjęłam mojego gościa. Przytuleni do siebie siedzieliśmy i marzyliśmy o naszej wspólnej przyszłości , że będziemy razem pracować.

Tak się jednak nie stało . Ja podjęłam pracę w Kielcach a on wyjechał do Nowego Targu. Ja byłam bardzo młoda i szalona lubiłam żartować i myślałam że wszyscy mają takie samo poczucie humoru. Miałam dużo adoratorów i jak któryś z nich pytał mnie czy zostanę jego żoną to odpowiadałam, że oczywiście tak. Poznałam o 10 lat starszego mężczyznę któremu się spodobałam on mnie zapytał czy zostanę jego żoną a ja odpowiedziałam mu oczywiście twierdząco. On był poważnym sekretarzem i nie miał poczucia humoru w ciągu miesiąca zostałam jego żoną . Jak to się stało ? Trudno to tak opisać to jest temat na inną W mojej głowie ciągle miałam Witolda . Kontaktowałam się z nim chociaż byłam już mężatką przysyłał mi kartki do pracy. Pewnego dnia dostałam wiadomość że mój ukochany leży w szpitalu w Kielcach natychmiast pobiegłam go odwiedzić.

Otworzyłam drzwi szpitalnej sali a mój Wiciu leżał bledziutki był ciężko chory. Odwiedzałam go codziennie i przynosiłam mu zupki bez soli i cieszyłam się z każdej zjedzonej łyżki tuliłam jego ręce z bólu pękało mi serce ponieważ wiedziałam od lekarza że jego choroba jest nieuleczalna . Po pobycie w szpitalu był przez kilka dni u swojej rodziny w Kielcach . Tam też go odwiedzałam . Podarował mi na pamiątkę aparat fotograficzny nalegał żebym go przyjęła . Wzięłam go ale potem zwróciłam go jego ojcu i oczywiście poprosiłam go żeby nic nie mówił Witoldowi.

Witold chciał o mnie wiedzieć wszystko : jak mieszkam jaki jest mój mąż i cała rodzina. Chcąc zaspokoić jego ciekawość zaprosiłam go do swojego domu oczywiście mój mąż się zgodził. Przywiozłam Wicia taryfą mój mąż nawet ugotował rosół bez soli . Porozmawialiśmy wspólnie . Pod koniec dnia mój mąż wyszedł żeby zamówić taxi dla Witolda . Zostaliśmy sami . On miał wielką prośbę chciał zobaczyć zdjęcia moich dzieci . Spełniłam jego prośbę i pokazałam mu fotografię na której były mojej córeczki. W jego oczach pojawiły się łzy . Powiedział są piękne ale powinny być nasze. Po kilku dniach otrzymałam od niego kartkę w której pisał „ Jeżeli chcesz mnie jeszcze zobaczyć przyjedź do szpitala „ podpisał bardzo nieudolnie rozwlekłą literą W.

Niestety nie spełniłam tej prośby nie zdążyłam go zobaczyć i tego do dziś bardzo żałuję. Za kilka dni miałam koszmarny sen : Jestem w szpitalu wchodzę do dużej sali na środku stoi trumna a w niej leży zmarły Witold . Wokół dużo rodziny w czerni . On nagle usiadł i powiedział „ Zostawcie mnie z nią samego „ Nagle przebudzona głośno krzyknęłam „ Zmarł mój Witold „ . Uspokój się mówi mój mąż zadzwonimy do szpitala . Niestety okazało się że Witold nie żyje . Do dziś nie wiem co miał mi powiedzieć czyżby to były słowa pożegnania . Tylko ten sen pamiętam jedyny w moim życiu było ich tak wiele.

Za dwa dni skończę 81 lat (to taka odwrócona osiemnastka) miałam dobrego męża i kochane córki , ale w moim życiu liczy się tylko Witold. Dlaczego? Pytam a w moich oczach tylko łzy. Nie byłam na jego pogrzebie ale, jeśli tylko mogę odwiedzam jego grób i zapalam lampkę jej promień rozgrzewa moje serce wracają wspomnienia a łzy same napływają do oczu . Nasza miłość była nieskazitelna i do dziś nieśmiertelna Jego serce nadal żyje we mnie i żyć będzie do moich ostatnich dni.

Do dzisiaj utrzymuję kontakt z jego siostrą.

Gruszka Danuta


Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Zobacz także

Czasem miłość przychodzi, jak przyjaciel, cichymi krokami. Akcja „List do męża”

Poznaliśmy się w piaskownicy… pierwszą miłość pamięta się do końca życia

„Ty przetrwałeś Kochany, bo Twoja chęć do życia była silniejsza niż ta cała wstrętna choroba”. Akcja „List do dziecka”