Listy do redakcji

„Pokazałam mu fotografię na której były mojej córeczki. W jego oczach pojawiły się łzy . Powiedział są piękne ale powinny być nasze.”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 lutego 2016
Fot. Pixabay / unpslash / CC0 Public Domain
 

Było gorące lato . Z okazji święta Bartłomieja w Stradowie był odpust a po nim zabawa. Miałam 16 lat i dużo energii do zużycia interesowała mnie tylko zabawa. Razem z kilkoma koleżankami poszłyśmy potańczyć i popatrzeć kto tam stoi wokół podłogi zrobionej ze zbitych desek. Zagrała muzyka która z miejsca zerwała przystojnego bruneta w bardzo modnej bielutkiej koszuli non iron . W jednej chwili znalazł się obok mnie grzecznie się pokłonił i porwał mnie do tańca ,(taniec ten pozostał w mojej pamięci do dziś) .

Wirowaliśmy w tańcu bez opamiętania . Jestem studentem matematyki i będę nauczycielem w przerwie między tańcami poinformował mnie mój uroczy kawaler . Okazało się że mój miły tancerz ma imię Witold . Koniec szaleństwa , trzeba wracać do domu . Witold z kolegą odprowadził mnie do domu. Zaproponował że odwiedzi mnie w następną niedzielę. Ja oczarowana chętnie się zgodziłam i zaprosiłam go na obiad. Po przyjściu do domu opowiedziałam mamusi o niezwykłym czarującym nowym znajomym . Okazało się że moi rodzice znają rodzinę Witolda. Nadeszła oczekiwana niedziela mamusia ugotowała pierogi z serem .Wyniosłyśmy różowy kocyk na łąkę i tam przyjęłam mojego gościa. Przytuleni do siebie siedzieliśmy i marzyliśmy o naszej wspólnej przyszłości , że będziemy razem pracować.

Tak się jednak nie stało . Ja podjęłam pracę w Kielcach a on wyjechał do Nowego Targu. Ja byłam bardzo młoda i szalona lubiłam żartować i myślałam że wszyscy mają takie samo poczucie humoru. Miałam dużo adoratorów i jak któryś z nich pytał mnie czy zostanę jego żoną to odpowiadałam, że oczywiście tak. Poznałam o 10 lat starszego mężczyznę któremu się spodobałam on mnie zapytał czy zostanę jego żoną a ja odpowiedziałam mu oczywiście twierdząco. On był poważnym sekretarzem i nie miał poczucia humoru w ciągu miesiąca zostałam jego żoną . Jak to się stało ? Trudno to tak opisać to jest temat na inną W mojej głowie ciągle miałam Witolda . Kontaktowałam się z nim chociaż byłam już mężatką przysyłał mi kartki do pracy. Pewnego dnia dostałam wiadomość że mój ukochany leży w szpitalu w Kielcach natychmiast pobiegłam go odwiedzić.

Otworzyłam drzwi szpitalnej sali a mój Wiciu leżał bledziutki był ciężko chory. Odwiedzałam go codziennie i przynosiłam mu zupki bez soli i cieszyłam się z każdej zjedzonej łyżki tuliłam jego ręce z bólu pękało mi serce ponieważ wiedziałam od lekarza że jego choroba jest nieuleczalna . Po pobycie w szpitalu był przez kilka dni u swojej rodziny w Kielcach . Tam też go odwiedzałam . Podarował mi na pamiątkę aparat fotograficzny nalegał żebym go przyjęła . Wzięłam go ale potem zwróciłam go jego ojcu i oczywiście poprosiłam go żeby nic nie mówił Witoldowi.

Witold chciał o mnie wiedzieć wszystko : jak mieszkam jaki jest mój mąż i cała rodzina. Chcąc zaspokoić jego ciekawość zaprosiłam go do swojego domu oczywiście mój mąż się zgodził. Przywiozłam Wicia taryfą mój mąż nawet ugotował rosół bez soli . Porozmawialiśmy wspólnie . Pod koniec dnia mój mąż wyszedł żeby zamówić taxi dla Witolda . Zostaliśmy sami . On miał wielką prośbę chciał zobaczyć zdjęcia moich dzieci . Spełniłam jego prośbę i pokazałam mu fotografię na której były mojej córeczki. W jego oczach pojawiły się łzy . Powiedział są piękne ale powinny być nasze. Po kilku dniach otrzymałam od niego kartkę w której pisał „ Jeżeli chcesz mnie jeszcze zobaczyć przyjedź do szpitala „ podpisał bardzo nieudolnie rozwlekłą literą W.

Niestety nie spełniłam tej prośby nie zdążyłam go zobaczyć i tego do dziś bardzo żałuję. Za kilka dni miałam koszmarny sen : Jestem w szpitalu wchodzę do dużej sali na środku stoi trumna a w niej leży zmarły Witold . Wokół dużo rodziny w czerni . On nagle usiadł i powiedział „ Zostawcie mnie z nią samego „ Nagle przebudzona głośno krzyknęłam „ Zmarł mój Witold „ . Uspokój się mówi mój mąż zadzwonimy do szpitala . Niestety okazało się że Witold nie żyje . Do dziś nie wiem co miał mi powiedzieć czyżby to były słowa pożegnania . Tylko ten sen pamiętam jedyny w moim życiu było ich tak wiele.

Za dwa dni skończę 81 lat (to taka odwrócona osiemnastka) miałam dobrego męża i kochane córki , ale w moim życiu liczy się tylko Witold. Dlaczego? Pytam a w moich oczach tylko łzy. Nie byłam na jego pogrzebie ale, jeśli tylko mogę odwiedzam jego grób i zapalam lampkę jej promień rozgrzewa moje serce wracają wspomnienia a łzy same napływają do oczu . Nasza miłość była nieskazitelna i do dziś nieśmiertelna Jego serce nadal żyje we mnie i żyć będzie do moich ostatnich dni.

Do dzisiaj utrzymuję kontakt z jego siostrą.

Gruszka Danuta


Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Listy do redakcji

Wracaliśmy do tych wszystkich miejsc tak bardzo sobie bliscy a jednak coraz bardziej dalecy od siebie

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 lutego 2016
Fot. iStock / Solovyova
 

Dziś po raz kolejny dosięgnęłam szczytu swojej tęsknoty. Obudziłam się i przyłożyłam policzek do zimnej poduszki na której czuć jeszcze było jego zapach, będąc pewna, że wyszedł tylko na chwilę wstałam i zaparzyłam kawę dolewając jego ulubionego mleka. Postawiłem kubek na stoliku i czekałam aż wróci… Z każdą minutą coraz mocniej wbijałam wzrok w tą uliczkę którą zawsze do mnie przychodził i nagle zorientowałam się, że jest już noc, że minęło kilkanaście lat, że kawa dawno wystygła i że on nigdy już nie wróci. 

Jako piętnastolatka spędzałam beztroskie wakacje w ośrodku położonym w lesie tuż nad samą rzeką. Pewnego upalnego, sierpniowego popołudnia postanowiliśmy z grupą przyjaciół schronić się przed gorącym słońcem i zagrać w piłkarzyki w ośrodkowej świetlicy. Właśnie wygrywałam i wydobywając z siebie dzikie okrzyki radości podkolorowane szalonym tańcem zwycięzcy zauważyłam jak przez otwarte okno świetlicy ktoś mi się przygląda. No pięknie, skaczę jak małpa wydobywając z siebie dzikie okrzyki a ktoś obcy właśnie mi się przygląda i ma pewnie niezły ubaw pomyślałam. Chłopak szybko przeskoczył przez okno i podszedł rozbawiony z wyciągnięta ręką. – Część jestem Piotrek. Spojrzał na mnie swoimi szafirowymi oczami i w tej samej chwili niebo rzuciło wyrok że NA ZAWSZE. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam bo cóż tak naprawdę można wiedzieć w wieku piętnastu lat. Od tego dnia razem cieszyliśmy się z ostatnich dni wakacji.

Wieczorne ogniska, wycieczki nad rzekę i w głąb lasu, szalone gry w piłkarzyki i ping ponga, pierwsze w moim życiu dyskoteki organizowane na świetlicy. Ostatniej nocy wziął mnie za rękę i w zupełnej ciemności, pomiędzy powietrzem pachnącym lasem a aksamitem nocy przytulił do siebie i zaczęliśmy tańczyć. Spojrzał mi w oczy delikatnie odgarniając włosy z mojej twarzy. Przerażona patrzyłam na niego i nie, nie bałam się go pocałować, byłam przerażona bo wiedziałam, że od tej chwili już zawsze będę pragnąć tylko jego pocałunków. Nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy…

A nad nami była noc i tylko ona jedna z cichym podmuchem wiatru między naszymi ciałami mówiąca o wiecznej miłości. Lato się skończyło, pamiętam jak wracając do domu zanosiłam się płaczem wpatrując się w szarą szybę samochodu. Byłam przekonana, że nigdy więcej go nie zobaczę aż pewnego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi a w nich stał On. Prowadził mnie przez życie, rysował na wspólnym niebie moje marzenia i wyznaczał drogę do ich spełnienia skreślając wszystkie porażki mogące pojawić się na drodze. Czasem odchodził zostawiając mnie z rozmazanym makijażem ale zawsze wracał a ja czekałam za każdym razem na niego jak wierny pies na swojego właściciela. Stałam się marionetką w jego idealnie doskonałych dłoniach.

ażde kolejne wakacje spędzaliśmy razem w tym samym miejscu, w którym się poznaliśmy. Wracaliśmy do tych wszystkich miejsc tak bardzo sobie bliscy a jednak coraz bardziej dalecy od siebie. On pragnął wolności a ja nie potrafiłam mu jej dać. Byłam uzależniona od jego dłoni od jego spojrzeń od pocałunków, uzależniona od jego słów. Mimo wszystko on nadal zawsze wracał. Pamiętam jeden magiczny wieczór w Krakowie, kiedy to w strugach deszcze stałam wtulona w niego i mimo chłodu oznaczającego koniec kolejnego lata czułam, że właśnie tutaj jest mój świat, w jego ramionach. Żegnaliśmy się nad ranem dłużej niż zwykle. I dłużej niż zwykle nie wracał… Moje życie traciło sens, nie ważna była nauka, przyjaciele. Dzień zaczynałam od łez a kończyłam na duszeniu się brakiem jego obecności. Umierałam codziennie pod wpływem dotyku jego nieobecności. Wrócił znów kilka razy i za każdym razem rozpalał płomień nadziei, że tym razem już na zawsze. Ale pewnego dnia dostałam od niego list, w którym pisał, że nigdy nie chciał mnie zranić, że daje mi promyk który ma mi pomóc w odnalezieniu siebie, pisał że jestem wielka a wiara w siebie i swoje możliwości kiedyś tego dowiedzie, że daje mi nadzieję i wiarę bo mam już w sobie wielkie pokłady miłości i że teraz stanę się wreszcie jednością. Od tego dnia żyłam jak w transie, mało pamiętam z tamtych dni. Pamiętam że pewnej nocy stałam oparta o zimną ścianę, przytwierdzona byłam do niej milionami wspomnień, przykuta brudnym bólem do czystej powierzchni. Kwiliłam cicho by nikt nie usłyszał a zaraz głośno wybuchałam płaczem, krzyczałam zagryzając w cierpieniu usta, drżałam z zimna i z braku jego obecności, potem obudziłam się w szpitalu nic nie pamiętając. Aż w końcu przypominając wrak człowieka w wieku dwudziestu lat na mojej drodze spotkałam człowieka, który chciał mi pomóc pozbierać się po tym wszystkim.

Pomyliłam wtedy miłość z zauroczeniem i dałam mu nadzieje sama uzależniając się od jego dobroci. Minęło już sporo czasu i w drzwiach znowu stanął On. Siedziałam i patrzyłam na niego nie mogąc powiedzieć słowa a on patrzył mi w oczy i niewidzialnymi myślami mnie kochał, tak wreszcie wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach miłość. Za późno,cholera było za późno. Byłam wtedy w ciąży z człowiekiem którego wcale nie kochałam a który tylko pomógł mi w najtrudniejszych chwilach i nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Miałam przed sobą Piotra, człowieka dzięki któremu mogłam swobodnie oddychać i zaplanowany ślub, którego nie chciałam!

On wiedział o wszystkim. Pierwszy raz widziałam w jego oczach łzy, strach, wyrzuty sumienia, i MIŁOŚĆ. Przytulił mnie z całych sił i powiedział, że Bóg zabiera mi jego teraz by dać mi w zamian coś cenniejszego. W dniu mojego ślubu malowałam usta czerwienią maków rozrywane krzykiem którego nikt nie słyszał. W kościele szukałam go wzrokiem, byłam gotowa uciec tak jak na filmach.

Ale jego nie było. Urodziłam najpiękniejszą na świecie córeczkę a w jej oczach zawsze widziałam jego. Po roku poprosiłam męża by się wyprowadził, nie potrafiłam zasypiać obok człowieka, którego nie kochałam. Cały czas zasypiałam trzymając Piotra za niewidzialną dla innych dłoń i pielęgnowałam jego obraz w sobie. Zasypiałam co noc na naszej wspólnej kiedyś poduszce wydobywając z niej każdy jego oddech i zapach włosów. Rano ubierałam uśmiech i szłam na bal zwany życiem by znów co noc powracać do naszej wspólnej poduszki. Kiedyś wybiegłam z domu i pobiegłam na stację. Chciałam pojechać do niego, biegłam tak szybko jakbym chciała dogonić przeszłość. Usiadłam na dworcu na ławce i zaczęłam płakać. Podeszło kilka osób i pytało czy może jakoś pomóc. Płakałam coraz głośniej bo wiedziałam, że nikt mi nie pomoże, nikt nie cofnie czasu, nikt nie zabierze mnie do niego i zrozumiałam że zostałam tutaj sama, spóźniona do niego o miliony godzin. Wróciłam do domu, do córki, która teraz była przecież całym moim światem. On też miał już rodzinę i nie mogłam pozwolić sobie na tą podróż. Codziennie więc staram się żyć tak jak by on tego chciał, staram się wychowywać moje dziecko tak by on był dumny również z niej.

Zrezygnowałam z pracy mając w głowie jego słowa, że jestem wielka a wiara w siebie i swoje możliwości kiedyś tego dowiedzie i postanowiłam skupić się na pisaniu. Zawsze przecież chciałam wydać swój własny tomik poezji i jeżeli wreszcie mi się uda wyślę mu go z podziękowaniami za spełnienie mojego marzenia bo mimo że nie jest przy mnie to nadal stara się spełniać moje marzenia. Moja córka ma już 15 lat, jest dokładnie w tym samym wieku kiedy ja poznałam Piotra, tomik wierszy jest prawie na ukończeniu, a ja codziennie nadal patrzę na nasze wspólne zdjęcia i nadal zasypiam na wspólnej poduszce trzymając go za niewidzialną dłoń. Dzisiaj mój mąż przyszedł do mnie do domu, przyniósł mi białą różę i gdy tylko wyszedł rozpłakałam się bo wiem, że kiedyś dając mu nadzieję bardzo go zraniłam. Teraz już wiem,że być może Piotr kiedyś czytając moje wiersze pisane jego siłą i moim bólem zrozumie, że nie kłamałam mówiąc, że na zawsze…

GDZIEŚ NA GRANICY MOICH SŁÓW I TWOJEGO MILCZENIA, GDZIEŚ POMIĘDZY MOJĄ TĘSKNOTĄ A TWOIM ZAPOMNIENIEM, ODDYCHAJĄC TYM SAMYM POWIETRZEM, ŻYJEMY W INNYCH ŚWIATACH. JA TWÓJ ZNAM, TY O MOIM DAWNO ZAPOMNIAŁEŚ…

 

Magda Szuba


 

Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Listy do redakcji

Przez te 10 tygodni zanim Marcin zmarł przeżyliśmy cudowne dni, takie, jakich wielu ludzi nie przeżyło przez całe swoje życie!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 lutego 2016
Fot. Pixabay / unpslash / CC0 Public Domain

Marcina poznałam na szpitalnym korytarzu i od tego dnia byliśmy nierozłączni! To był pierwszy, najkrótszy, ale i najintensywniejszy związek w moim życiu! Przez te 10 tygodni zanim Marcin zmarł przeżyliśmy cudowne dni, takie, jakich wielu ludzi nie przeżyło przez całe swoje życie! Choć mieliśmy świadomość, co za jakiś czas się wydarzy, to nie rozmyślaliśmy o tym, żyliśmy pełnią życia, czerpaliśmy z każdej danej nam chwili, cieszyliśmy się każdym wspólnym porankiem.

Był wyjazd nad morze, spacer po Wrocławskim rynku i noc w Krakowie. Myślę, że brakłoby miejsca, żeby opisać to co się wydarzyło w tym czasie! Kochaliśmy się każdego dnia mocniej i choć ból oraz choroby każdego z nas nie dawały o sobie zapomnieć, to ta więź jaka wytworzyła się między nami pozwalała nam o tym nie myśleć! Dopiero w tą ostatnią noc, gdy Marcin bardzo zmęczony kładł się na moje kolana, by odpocząć, ja byłam dziwnie niespokojna i osłabiona!

Niestety tamtej nocy przytulaliśmy się ostatni raz. Marcin odszedł na moich rękach. Choć znaliśmy się przecież tak krótko, to miałam wrażenie, że odszedł ktoś, kto był ze mną od zawsze. Nie potrafiłam uwierzyć, że go już nie ma przy mnie. Mimo potwornego cierpienia, jakie odczuwałam, cały czas przypominałam sobie te wszystkie cudowne chwile, jakie spędziliśmy razem i słowa otuchy Marcina, który prosił mnie o dzielność. Starałam się jak mogłam.

Mimo choroby zdałam wtedy na studia i starałam się, tak jak obiecałam Marcinowi, każdą wolną chwilę poświęcać innym ludziom, starając się dodać im siły do walki i wiary, że warto walczyć do końca o każdy dzień. Od śmierci Marcina sama wielokrotnie otarłam się już o śmierć i wiem, że nasza determinacja i wola życia wiele może zdziałać.

Mimo, że jest coraz gorzej, to wierzę, że jeszcze coś „urwę” z życia dla siebie, a Marcin od zawsze ma w moim sercu szczególne miejsce.

Agnieszka Wojtkowiak


Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Zobacz także

Pamiętam jakby to było wczoraj. On przystojny z długimi blond włosami

Każdy ma swój niewysłany list. Jesteśmy silni słabościami

Cztery słowa, które potrafią zrujnować każdy związek

„Stało się, odszedł mówiąc, iż boi się być uwiązany w przyszłości”. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię