Listy do redakcji

„Mimo upływu czasu wiem, że Jesteś Miłością Mojego Życia. Limit szczęścia wyczerpany. Zbyt szybko”. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot . iStock/AleksandarNakic
 

Zawsze mówiłeś, że nasza historia nadaje się na serial. Ja dodawałam, że może Łepkowska  zrobiłaby z tego niezły scenariusz. Takie to banalne, co nas spotkało. Takie utarte. Wątek powielany od stuleci, kiedy to uczuciem się obdarza kogoś, kogo nie wolno. Bo to niemoralne, zakazane, niemożliwe, głupie nawet. Gdyby ktoś mi, nam, powiedział, co się wydarzy, byśmy zapewne parsknęli śmiechem. A jednak.

Doskonale to pamiętam. Ten dzień, gdy spojrzałam na ciebie. Gdy nie byłeś już Gówniarzem w dresach, na którego nie mogłam patrzeć wcześniej i zawsze myślałam sobie: „jaki on wstrętny”. W garniturze i tych genialnych okularach byłeś inny. Ja natomiast tego dnia czułam się jak myszka. Warkocz upleciony dodawał mi dziewczęcości, krótka, grzeczna, granatowa sukienka. Tylko szpilki i rajstopy ze wzorem dodały pazura. Makijaż lekki.

Pośród innych zdawałam się być mdła. Jak się potem okazało, dla ciebie seksowna, z cholernie dobrymi nogami i w końcu upiętymi włosami, które zawsze nosiłam w nieładzie. Parkiet był nasz, czułam się swobodnie. Ty byłeś sam, nikogo nie miałeś. To było bezpieczne. Ja, mężatka, matka, po prostu się bawiłam. Grzecznie. Jednak te wspólne tańce, twoje zimne niebieskie oczy i nieskazitelnie gładkie dłonie, to mnie uwiodło. I ten uśmiech zawadiacki. Zero alkoholu. Żadnego flirtu. Nie wolno nam było. Przez myśl nam nie przeszło, że niedługo wszystko wybuchnie. Potem i tak przecież gadali, że tyle  tańczyliśmy. A ja już wtedy wróciłam do domu inna. Zakochana. W Kimś, w kim nie powinnam była. Jak wyjaśnić to Mężowi? Że w końcu czara goryczy się przelała, że już go nie chcę? Bo zawiódł mnie tyle razy, bo go nie było w chorobie, w ciężkich chwilach, bo był zimny dla mojej  rodziny, bo krytykował pracę naukową, bo zawsze musiałam sobie radzić, wracać sama ze szpitala, spędzać wieczory przed telewizorem, gdy namiętnie trenował piłkę nożną. Przecież przysięgałam, było Dziecko i ten kredyt cholerny.

Do wakacji na korytarzu spojrzenia, uśmiechy, komplementy dla „Najpiękniejszej Przyszłej Pani Doktor na Uczelni”. Zawadiacki Gówniarz był pewny siebie, ale nigdy chamski. Adorował po prostu  starszą od siebie kobietę, która miała to szczęście, że jak na swój wiek wyglądała młodziej. I miała z młodymi ludźmi świetny kontakt, lepszy niż ze starszyzną wydziału, gdzie liczyły się układy. Wolała przerwy między zajęciami spędzać ze studentami, często żonglując z nimi inteligentnym żartem.

Chciała być młodsza? Nie, po prostu taka była. Swobodna, wesoła i pozornie pewna siebie. Nikt nie wiedział, jak ciężko jest chora i jak samotna w małżeństwie. Do pracy leciała jak na skrzydłach, by Go spotkać, usłyszeć to magiczne dzień dobry, spojrzeć w te piękne oczy. Myśl, że zbliża się sesja i wakacje przerażały ją. On też zwracał na nią uwagę, był męski, bardzo tajemniczy. Patrzył na nią z zachwytem, sam kobiety nigdy nie miał. No czego tu wymagać od przyszłego filozofa. Obserwowała Go. Krótkie rozmowy zawsze w towarzystwie innych przetykane żartem, a czasem Jego tajemniczym zdaniem. Mieli Go za dziwaka, a ona łowiła te słowa. Chciała rozwiązać Jego zagadkę niczym szyfr. Domyśliła się, szybko, nagle. Olśniło ją i zaparło dech w piersiach. Wtedy postanowiła, że się odkocha, bo nie może Mu tego zrobić. On miał plan na życie, chciał rewolucji. Ona nie mogła Mu przeszkadzać.

Przyszedł pierwszy e-mail. Zdał egzaminy, chciał się pochwalić. Ona odpisała życząc powodzenia. On, że teraz mu się przyda. Mail za mailem. Krótkie zdania. Zaledwie kilka. Codziennie. Co Pani robi, jakie Pan ma plany. W każdym dowiadywali się o sobie o wiele więcej. Co lubią jeść, jakiej muzyki słuchają, wspominali zajęcia. Ona pisała doktorat, przygotowywała się do obrony. On pracował, by jak każdy student mieć na wakacje. Między jednym a drugim rozdziałem mail do Niego.

On, gdy wracał z pracy, nawet nad ranem dwie godziny stukał w klawiaturę. Pisali o wszystkim. Każdego dnia. Nie było tabu. Ona wyjawiła mu, że domyśla się, co On chce zrobić ze swoim życiem. Potwierdził. Była przyjaźń. Głęboka i zaufanie, z czasem bezgraniczne. Ona była bezpieczna, bo mógł ją adorować, była daleko, choć coraz bliżej, ufał jej, a jednocześnie nie łamał zasad, jakie od niedługa miały go obowiązywać. Pytał o Męża. Pisała prawdę. Wszystko, od początku znajomości aż do ślubu. Najpierw broniła, potem pękła i wyznała, że Mąż śmieje się z niej, że Ona tyle pracuje, przeżywa obronę. Mówi, że jest sztywna, nie ma poczucia humoru. Oglądał mecze. Namiętnie. Dla Niej nie było czasu. Spacer, rower, kino, rolki? Milion lat temu spędzali wspólnie czas. Pochłonięty swojej pasji, nie widział Jej rumieńców ani uśmiechu, gdy ucząc się do obrony, otwierała maila od Niego.

Spotkanie zaproponował On, choć z Jej inicjatywy. Na urodziny kupiła Mu książkę. Naukową oczywiście, którą zostawiła na portierni. A On wraz z kserówkami miał ją odebrać. Zaprosił więc na lody, bo już wiedział, że Ona je uwielbia. Nigdy ich nie zjedli, bo tak byli zajęci rozmową. Do 3 rano nad jeziorem. Zapomnieli o głodzie i pragnieniu. On opowiedział Jej wszystko, co przeżył, czemu chce zmienić studia. Ona słuchała.

Na pożegnanie przytulenie, może nieco za długie. Nic więcej nie wolno im było. I tak skłamała Mężowi. Była u przyjaciółki, a nie na spacerze, prawie romantycznym. Wyrzutów sumienia brak. Mąż nie pytał, gdzie była i z kim. Może ufał, może go nie obchodziło. Na obronę też nie przyszedł. On był, gratulował, kupił piękny bukiet. Najważniejsze, że był. I tak szło. Zaczęli odliczać czas. Do października tak go mało zostało. Spotkania prawie codziennie. Dziecko w przedszkolu, u sąsiadów lub dziadków. Na szczęście zadowolone. Bo matka też promieniała.

Spacery w zakamarkach, by nikt ich nie widział. Czułość delikatna, niezauważalna. I On ciągle mówił Pani Doktor. Nie chciał po imieniu. To była ta pozorna granica, którą przesuwali coraz dalej. W lesie biegali, nosił ją na rękach, bawili się w chowanego i było cudownie. W trampkach, bez makijażu, połowę mniejsza od Niego. I tego Jego silne ramiona i delikatne dłonie, którymi ogrzewał Jej – zawsze lodowate. Przysuwał twarz do Jej na milimetry, by czuć oddech. Pocałunek był mu zakazany. Nie mógł wiedzieć jak smakuje kobieta. Nie teraz, gdy już podjął decyzję. Ona nie chciała mu też tego dawać, choć ledwo uchylała twarz.

Rozmawiali o wszystkim. Jego obecność była jak balsam. Wyjawiła mu sekret. Że jest chora, poważnie, że nie ma leku, że jest strach, że żyje normalnie, ale się boi i że czuje się tak niewiele warta. Musi, skoro jej Mąż na wiadomość, że jest tak chora, powiedział: „pogadamy w domu, jak wrócę”. Nigdy nie szukał w Internecie informacji jak Jej pomóc, do szpitala chodziła sama.

On płakał z Nią, trzymał Ją na kolanach jak dziecko. Przytulił. Po prostu był. Tego potrzebowała. Chodził z nią do szpitala, dbał o Jej dietę, o chorobie wiedział wszystko. Był blisko. Najbliżej. Mąż coraz dalej. Od Męża nie słyszała, że bez makijażu ma piękne oczy, że jest mądra, bystra i ma poczucie humoru, że dzielnie radzi sobie z chorobą, że jest świetną matką. Że z nią by chciał się kochać pod prysznicem, razem siedzieć na kanapie i dachu Jego bloku, że chciałby mieć ją za matkę swoich dzieci, najlepiej córek dwóch. Koniecznie podobnych do niej.

Mówiła Mu, jesteśmy kochankami. On na to, że Ona nie jest kochanką. Jest Jedyną, którą w innej czasoprzestrzeni by poślubił i nikomu nie oddał.

Zbliżał się czas ich rozstania, ostatnia noc razem. Oficjalnie grill u Jej znajomych, a tak naprawdę to ich jezioro, gdy przerażeni rozstaniem chcieli się sobą nasycić. Tylko pocałunki, nic więcej, bo On, gdy zaraz zniknie za grubym murem na 6 lat, nie może wiedzieć jak smakuje kobieta. Z nią całował się pierwszy raz, nie dopuszczał kobiet do siebie. Jej pożądał. Dotykał tak pięknie tymi dłońmi, patrzył tak, że nie chciałaby Go oddać. Przy Nim nie była tylko tą, co skończyła uniwerek i zamiast iść do korporacji, zarabia grosze i haruje na uczelni. Była w końcu sobą, otworzył ją, nauczył pewności siebie. Nauczył być kobietą. Śmiała się, że On po prostu zna PIN do niej.

Mówiła mu, że takich historii przecież jest pełno. Wiadomo, jak się skończą. Mimo to w innej czasoprzestrzeni, w marzeniach mieli dom, pracę, dzieci. Życie takie zwyczajne. On powtarzał, nie popełniłby błędów Jej Męża.

Zawiozła go tam, była gotowa zniknąć. Wrócić do Męża i z nim być, za karę po prostu, choć wszyscy mówili, że ma odejść.

Byli w kontakcie, codziennie, wiedziała wszystko, co On robi. Tęsknili. Nie zapytała, czy nie zrezygnuje. On marzył, by tam pójść. Ona chciała, by był szczęśliwy. Po rozstaniu było jeszcze trudniej i goręcej. Wyznał miłość. On, młodszy ponad dekadę Gówniarz, jako pierwszy. Nie wyśmiał Jej, gdy  odwzajemniła. Czekał na to.

Kochamy się, nadal. Żyjemy w osobnych światach. Bo przecież taka była umowa, 49 procent miłości mamy dla siebie, po 51 ja dla dziecka, ty dla Boga. Kocham cię najmocniej jak tylko można, oddałam cię, jak obiecałam. Myślę o tobie każdego dnia, mimo dostępności nie śledzę tego, co robisz. Nie chcę zobaczyć cię w tej innej czarnej szacie, w której będziesz, mam nadzieję, do końca życia chodził. Nie szukam na portalach społecznościowych, choć wiem, że gdzieś Jesteś. Odbywam pokutę za miłość zakazaną.

Czy żałuję?

Nie, bo poznałam miłość bezinteresowną, gdzie się daje, a nie tylko bierze.

Bo znam moją wartość, czuję się piękna.

Bo przez ten moment byłam sobą. Byłam w końcu szczęśliwa, choć nie było drogich prezentów, wakacji za granicą, pakietu do spa ani homara. Byliśmy tylko My.

Nie żałuję, bo wiem, jak cudownie jest dbać o kogoś i czuć czyjąś troskę. Jak wspaniale otrzymać na urodziny filmik, który nagrałeś sam o 5 rano wracając z pracy. Jak cudownie jest przeczytać „kocham cię” napisane patykiem na piasku literami wielkimi na metr. Jak słyszeć, gdy mówiłeś, że możesz stanąć na rynku i wszystkim to wykrzyczeć. Jak cytowałeś słowa piosenki „Dzień dobry, kocham cię już posmarowałem tobą chleb”.

Dziecinne? Może, ale wiem, że prawdziwe. Tłumaczyłeś, że to nie zakochanie, nie fascynacja, a ja słuchałam jak dojrzały może być Gówniarz podczas, gdy Mąż nie umiał powiedzieć, co czuje, czego pragnie, bo wolał oglądać mecze.

Czemu nie walczę?

Bo taki plan miałeś od dziecka, ja ci go nie chcę popsuć.

Bo jestem  starsza.

Bo moje Dziecko kocha Swojego tatę i nie chcę Mu odbierać rodziny.

Nasza miłość, jak tornado, zniszczyłaby wszystko. Zraniłaby mnóstwo osób. Czy mamy do tego prawo?

Wolę schować cię głęboko, jak obiecałam i kochać po cichu. Życzyć ci jak najlepiej, byś spełniał się w posłudze. Nie mogę być wspomnieniem, byś mógł się na niej skupić. Pragnę być tą twoją jedyną, nieobecną. Nie spotykać cię więcej, nie rozpraszać. Przytulam cię w myślach, płaczę bezgłośnie, tęsknię potężnie i mimo upływu czasu wiem, że Jesteś Miłością Mojego Życia. Limit szczęścia wyczerpany. Zbyt szybko. Nie w tej Czasoprzestrzeni Gówniarzu.

autorka: Emilia Mopowicz


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Listy do redakcji

Co jest złego w poświęcaniu się dla związku i czego poświęcić ci nigdy nie wolno

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 maja 2017
Fot. iStock/m-gucci
 

W związku, w relacji z bliskim człowiekiem, najczęściej osiągamy spełnienie, kiedy możemy dawać i otrzymywać wsparcie, miłość, czułość. Jednak wielu z nas funkcjonuje w swoich małżeństwach czy układach partnerskich „w ciągłym pogotowiu” dla drugiej strony i nie jest to, niestety, postawa odwzajemniona. Taka zachwiana równowaga, gdy my jesteśmy w stanie poświecić dla związku „wszystko”, i to się faktycznie dzieje, skutkuje dysproporcjami, które będę negatywnie wpływać na całe nasze życie.

Jeśli ciągle udzielasz partnerowi wsparcia, wyciągasz go z kłopotów i tarapatów „na własny koszt”, przestajesz się liczyć. Sam dla siebie, ale także dla niego/dla niej. Nie oznacza to, że druga strona przestanie cię „potrzebować” – jesteś przecież jedyną i ostatnią deską ratunku, „pewniakiem” (może jedynym w jego/jej życiu), kimś, na kim złożoną olbrzymią odpowiedzialność. Jednak taki układ mocno uzależnia i zawsze przynosi straty. Taki związek nie jest związkiem szczęśliwym, nawet jeśli wydaje ci się, że poświęcając się, lub coś, co jest co bliskie odczuwasz satysfakcję.

To samo dotyczy każdej innej relacji. Oczywiście, miło jest być postrzeganym jako osoba pomocna, życzliwa, zdolna do poświeceń dla innych. Ale czy ty sam umiesz przyjmować pomoc od innych dla siebie, gdy jej potrzebujesz? I czy możesz liczyć na pomoc swoich przyjaciół, dzieci, partnera? Jeśli nie, wiesz co do tego doprowadziło?

Jeśli twój przyjaciel lub partner przeżywa szczególnie trudny, stresujący okres, oczywiście potrzebuje twojego wsparcia. Być może będzie wymagało to rezygnacji, z niektórych, ważnych dla ciebie rzeczy, celów, czy marzeń. Ale kiedy bliska ci osoba z powrotem stanie „na nogi”, wszystko powinno wrócić do normy. Są także sprawy, relacje, osoby, których dla dobra żadnej relacji, poświęcać nie wolno.

Czego nie wolno ci poświęcać „dla dobra związku”

1. Dziecko

To, co wydaje się oczywiste, w praktyce wcale już takie proste nie jest. Wiele pewnie słyszeliście historii o tym, jak i kobiety i mężczyźni pozwalają swoim nowym partnerom i partnerkom na stosowanie nadużyć (fizycznych, emocjonalnych, finansowych) wobec własnych dzieci z poprzednich związków, byle tylko ukochana osoba nadal była częścią ich życia. Zawsze pamiętajcie, że dobre samopoczucie i bezpieczeństwo waszych dzieci jest tu jedynym priorytetem.

2. Poczucie wartości

To samo dotyczy twojej pewności siebie i miłości własnej. Jeśli twój partner sprawia, że myślisz o sobie coraz gorzej i coraz mniej jesteś pewien swoich kompetencji, inteligencji, zalet, świadczy to o zaburzonej relacji między wami. Prawdziwa miłość sprawia, że się rozwijasz, że jesteś lepszy.

3. Niezależność finansowa

Związek czy małżeństwo to olbrzymie zobowiązanie. Zawsze dbaj o to, żeby zabezpieczyć swoja przyszłość materialną, na wypadek gdybyś któregoś dnia miała przestać być „numerem jeden”. Nigdy nie daj sobie wmówić, że osobne konto nie jest ci do niczego potrzebne, bo przecież od teraz „wszystko jest wasze”. Ludzie się zmieniają, także po ślubie.

4. Bliscy

Osoba, której zależy na twoim szczęściu nigdy nie będzie chciała odseparować cię od twoich znajomych, od rodziców, od przyjaciół czy dzieci. Nigdy nie poświęcaj więzi z bliskimi dla kogoś, kto jest w twoim życiu niepewnym punktem, namiętnością, ciągle jeszcze „nieznajomym”.

Pięknie jest wiedzieć, że możesz na kimś polegać i umieć się odwdzięczyć tym samym. Mądrze jest umieć zachować równowagę, która pozwoli ci dostrzec prawdziwe priorytety.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Listy do redakcji

„Była gówniarą. Nie musiała jeszcze inwestować w dobry stanik”. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot. iStock/kadirdemir

Była gówniarą. Ale – atrakcyjna gówniarą. Nosiła obcisłe bluzki z dekoltem, krótkie spódniczki i pończochy samonośne. No i szpilki. Aha, i jeszcze długie, rozpuszczone włosy. Pachniała mydłem, świeżością i młodością. No i nie musiała jeszcze inwestować w dobry stanik.

– Dzień dobry – powiedziała, wchodząc pierwszy raz do przydzielonego jej pokoju w nowej pracy. To znaczy pierwszy raz weszła tam sama, o ósmej trzydzieści, dokładnie wtedy, kiedy zaczynało się życie w urzędzie, bo wcześniej wprowadził ją tam i przedstawił dyrektor, pan Andrzej Wroński.

Andrzej Wroński, pan na oko czterdzieści plus. Otyły. Zadbany, pachnący dobrą wodą kolońską. W garniturze. Jakiś Bytom albo Wólczanka. Szybko się dowiedziała od dziewczyn pracujących w biurze, że ma już drugą żonę i drugie dziecko. Poprzednie, chłopczyk, zostało po rozwodzie z matką. Nowa żona pana Andrzeja była młodsza od niego o dziesięć lat, znacznie gorzej wykształcona i bez pieniędzy. O tym również wszyscy wiedzieli.

– Dzień dobry – odpowiedziały cztery panie, z którymi miała pracować na co dzień. Życzliwie udostępniły jej biurko, pokazały kuchnię i toaletę i powoli zaczęły wprowadzać w tajniki pracy w urzędzie. Natychmiast poczuła, że to nie dla niej, ale wiedziała jedno – lepszej pracy w swoim mieście bez doświadczenia póki co nie dostanie. Zacisnęła więc zęby i zabrała się za przysłowiowe przerzucanie papierków.

I tak zaczęły jej mijać kolejne dni. Przyjście do pracy, kawa i kanapka, modlitwa z kwiatkami w doniczkach i wieczny spór współpracowniczek – czy można podlewać je wodą mineralną z służbowych baniaków, skoro jest to woda z kasy urzędu. Potem trochę pracy, nie przesadzajmy, umiarkowanie, wreszcie jakiś papieros i plotki na korytarzu. Po miesiącu wiedziała już wszystko. Że Kasia z pokoju 302 tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie i jest ze swoim facetem tylko ze względu na dziecko. Że Anna ma raka i nie wiadomo, co dalej. Że Krystyna lubi wyjeżdżać nad morze, bo ucieka ze swojego domu, który jest niefajny. I wreszcie, że Marek, referendarz, jest najlepszym przyjacielem dyrektora. I że Andrzej Wroński zatrudnił go tylko dlatego, że od lat sie znali.

Była gówniarą. Atrakcyjną gówniarą.

I pewnie dlatego nie omieszkała w przerwie, przy fajce, powiedzieć Markowi półszeptem:

– Fajny ten dyrektor. Przystojny i chyba ma spora wiedzę.

Była gówniarą. Chciała dostać wyższą premię. Wiedziała, że Marek wszystko kumplowi powtórzy. Na efekt nie musiała długo czekać. Dwa dni później Andrzej Wroński wszedł do kuchni, w której w samotności parzyła sobie kawę. Zaszedł ją od tyłu, włożył jej ręce we włosy i wyszeptał:

– Ja wiem, jakie ty dziecko masz myśli… Podoba ci się dyrektor…

Zamarła. Nie wykonała żadnego ruchu. Nie zareagowała. Ze strachu dostała gęsiej skórki. Napastnik najwyraźniej to wyczuł. Wyjął ręce z jej włosów i wyszedł, zamykając za sobą cicho drzwi.

Nie miała pojęcia, co robić dalej. Postanowiła się przyczaić, nie chodzić nigdzie sama, ani do kuchni, ani do toalety. Jeśli już musiała ruszyć się poza swój pokój, robiła to zawsze z koleżanką. W kolejnym miesiącu na pasku premii widniała kwota… zero złotych. I w kolejnym. I tak przez cały kwartał.

– Szlag – klęła w duchu, zaciskała zęby i bardzo uważnie wykonywała pracę, której coraz bardziej nie znosiła. Mijały miesiące… Dyrektor obchodził ją na korytarzu bez słowa, a w chodząc do pokoju nie odpowiadał na jej kurtuazyjne: „Dzień dobry”. Koleżanki już dawno wyczuły problem. W biurze plotkowano. Sytuacja stawała się nie do zniesienia. „Przecież mu się nie dałam” – myślała w duchu.

I wtedy wreszcie postanowiła, że po prostu, najzwyczajniej na świecie, znajdzie sobie inną pracę. I to nie gorzej, ale lepiej płatną. Pracę, która będzie lubiła. Była gówniarą. Potrafiła wykorzystać możliwości Internetu. Szukała krótko i szukała skutecznie.

Kiedy składała wypowiedzenie, dyrektor nawet nie podniósł wzroku znad biurka. Najwyraźniej nie poczuwał sie do odpowiedzialności. Na jej miejsce zatrudnił zresztą natychmiast młodą dziewczynę w zwiewnej sukience, z długimi włosami. Pachniała mydłem i świeżością.

A ona? Z radością chodzi do nowej pracy. Obcięła włosy na krótko i przerzuciła się na garsonki. I stać ją na dobry stanik.

autor: Małgorzata Szcześniak


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Zobacz także

Czasem miłość przychodzi, jak przyjaciel, cichymi krokami. Akcja „List do męża”

„Książka jest jak kobieta, o którą trzeba dbać, pieścić, dotykać, czuć”. Założę się, że takich nauczycieli jak on już nie ma

„Mam nadzieję, że wygram”.🎉 Akcja „Mówię dość niezrealizowanym postanowieniom noworocznym”