Listy do redakcji

„Była gówniarą. Nie musiała jeszcze inwestować w dobry stanik”. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot. iStock/kadirdemir
 

Była gówniarą. Ale – atrakcyjna gówniarą. Nosiła obcisłe bluzki z dekoltem, krótkie spódniczki i pończochy samonośne. No i szpilki. Aha, i jeszcze długie, rozpuszczone włosy. Pachniała mydłem, świeżością i młodością. No i nie musiała jeszcze inwestować w dobry stanik.

– Dzień dobry – powiedziała, wchodząc pierwszy raz do przydzielonego jej pokoju w nowej pracy. To znaczy pierwszy raz weszła tam sama, o ósmej trzydzieści, dokładnie wtedy, kiedy zaczynało się życie w urzędzie, bo wcześniej wprowadził ją tam i przedstawił dyrektor, pan Andrzej Wroński.

Andrzej Wroński, pan na oko czterdzieści plus. Otyły. Zadbany, pachnący dobrą wodą kolońską. W garniturze. Jakiś Bytom albo Wólczanka. Szybko się dowiedziała od dziewczyn pracujących w biurze, że ma już drugą żonę i drugie dziecko. Poprzednie, chłopczyk, zostało po rozwodzie z matką. Nowa żona pana Andrzeja była młodsza od niego o dziesięć lat, znacznie gorzej wykształcona i bez pieniędzy. O tym również wszyscy wiedzieli.

– Dzień dobry – odpowiedziały cztery panie, z którymi miała pracować na co dzień. Życzliwie udostępniły jej biurko, pokazały kuchnię i toaletę i powoli zaczęły wprowadzać w tajniki pracy w urzędzie. Natychmiast poczuła, że to nie dla niej, ale wiedziała jedno – lepszej pracy w swoim mieście bez doświadczenia póki co nie dostanie. Zacisnęła więc zęby i zabrała się za przysłowiowe przerzucanie papierków.

I tak zaczęły jej mijać kolejne dni. Przyjście do pracy, kawa i kanapka, modlitwa z kwiatkami w doniczkach i wieczny spór współpracowniczek – czy można podlewać je wodą mineralną z służbowych baniaków, skoro jest to woda z kasy urzędu. Potem trochę pracy, nie przesadzajmy, umiarkowanie, wreszcie jakiś papieros i plotki na korytarzu. Po miesiącu wiedziała już wszystko. Że Kasia z pokoju 302 tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie i jest ze swoim facetem tylko ze względu na dziecko. Że Anna ma raka i nie wiadomo, co dalej. Że Krystyna lubi wyjeżdżać nad morze, bo ucieka ze swojego domu, który jest niefajny. I wreszcie, że Marek, referendarz, jest najlepszym przyjacielem dyrektora. I że Andrzej Wroński zatrudnił go tylko dlatego, że od lat sie znali.

Była gówniarą. Atrakcyjną gówniarą.

I pewnie dlatego nie omieszkała w przerwie, przy fajce, powiedzieć Markowi półszeptem:

– Fajny ten dyrektor. Przystojny i chyba ma spora wiedzę.

Była gówniarą. Chciała dostać wyższą premię. Wiedziała, że Marek wszystko kumplowi powtórzy. Na efekt nie musiała długo czekać. Dwa dni później Andrzej Wroński wszedł do kuchni, w której w samotności parzyła sobie kawę. Zaszedł ją od tyłu, włożył jej ręce we włosy i wyszeptał:

– Ja wiem, jakie ty dziecko masz myśli… Podoba ci się dyrektor…

Zamarła. Nie wykonała żadnego ruchu. Nie zareagowała. Ze strachu dostała gęsiej skórki. Napastnik najwyraźniej to wyczuł. Wyjął ręce z jej włosów i wyszedł, zamykając za sobą cicho drzwi.

Nie miała pojęcia, co robić dalej. Postanowiła się przyczaić, nie chodzić nigdzie sama, ani do kuchni, ani do toalety. Jeśli już musiała ruszyć się poza swój pokój, robiła to zawsze z koleżanką. W kolejnym miesiącu na pasku premii widniała kwota… zero złotych. I w kolejnym. I tak przez cały kwartał.

– Szlag – klęła w duchu, zaciskała zęby i bardzo uważnie wykonywała pracę, której coraz bardziej nie znosiła. Mijały miesiące… Dyrektor obchodził ją na korytarzu bez słowa, a w chodząc do pokoju nie odpowiadał na jej kurtuazyjne: „Dzień dobry”. Koleżanki już dawno wyczuły problem. W biurze plotkowano. Sytuacja stawała się nie do zniesienia. „Przecież mu się nie dałam” – myślała w duchu.

I wtedy wreszcie postanowiła, że po prostu, najzwyczajniej na świecie, znajdzie sobie inną pracę. I to nie gorzej, ale lepiej płatną. Pracę, która będzie lubiła. Była gówniarą. Potrafiła wykorzystać możliwości Internetu. Szukała krótko i szukała skutecznie.

Kiedy składała wypowiedzenie, dyrektor nawet nie podniósł wzroku znad biurka. Najwyraźniej nie poczuwał sie do odpowiedzialności. Na jej miejsce zatrudnił zresztą natychmiast młodą dziewczynę w zwiewnej sukience, z długimi włosami. Pachniała mydłem i świeżością.

A ona? Z radością chodzi do nowej pracy. Obcięła włosy na krótko i przerzuciła się na garsonki. I stać ją na dobry stanik.

autor: Małgorzata Szcześniak


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Listy do redakcji

„Mimo upływu czasu wiem, że Jesteś Miłością Mojego Życia. Limit szczęścia wyczerpany. Zbyt szybko”. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot . iStock/AleksandarNakic
 

Zawsze mówiłeś, że nasza historia nadaje się na serial. Ja dodawałam, że może Łepkowska  zrobiłaby z tego niezły scenariusz. Takie to banalne, co nas spotkało. Takie utarte. Wątek powielany od stuleci, kiedy to uczuciem się obdarza kogoś, kogo nie wolno. Bo to niemoralne, zakazane, niemożliwe, głupie nawet. Gdyby ktoś mi, nam, powiedział, co się wydarzy, byśmy zapewne parsknęli śmiechem. A jednak.

Doskonale to pamiętam. Ten dzień, gdy spojrzałam na ciebie. Gdy nie byłeś już Gówniarzem w dresach, na którego nie mogłam patrzeć wcześniej i zawsze myślałam sobie: „jaki on wstrętny”. W garniturze i tych genialnych okularach byłeś inny. Ja natomiast tego dnia czułam się jak myszka. Warkocz upleciony dodawał mi dziewczęcości, krótka, grzeczna, granatowa sukienka. Tylko szpilki i rajstopy ze wzorem dodały pazura. Makijaż lekki.

Pośród innych zdawałam się być mdła. Jak się potem okazało, dla ciebie seksowna, z cholernie dobrymi nogami i w końcu upiętymi włosami, które zawsze nosiłam w nieładzie. Parkiet był nasz, czułam się swobodnie. Ty byłeś sam, nikogo nie miałeś. To było bezpieczne. Ja, mężatka, matka, po prostu się bawiłam. Grzecznie. Jednak te wspólne tańce, twoje zimne niebieskie oczy i nieskazitelnie gładkie dłonie, to mnie uwiodło. I ten uśmiech zawadiacki. Zero alkoholu. Żadnego flirtu. Nie wolno nam było. Przez myśl nam nie przeszło, że niedługo wszystko wybuchnie. Potem i tak przecież gadali, że tyle  tańczyliśmy. A ja już wtedy wróciłam do domu inna. Zakochana. W Kimś, w kim nie powinnam była. Jak wyjaśnić to Mężowi? Że w końcu czara goryczy się przelała, że już go nie chcę? Bo zawiódł mnie tyle razy, bo go nie było w chorobie, w ciężkich chwilach, bo był zimny dla mojej  rodziny, bo krytykował pracę naukową, bo zawsze musiałam sobie radzić, wracać sama ze szpitala, spędzać wieczory przed telewizorem, gdy namiętnie trenował piłkę nożną. Przecież przysięgałam, było Dziecko i ten kredyt cholerny.

Do wakacji na korytarzu spojrzenia, uśmiechy, komplementy dla „Najpiękniejszej Przyszłej Pani Doktor na Uczelni”. Zawadiacki Gówniarz był pewny siebie, ale nigdy chamski. Adorował po prostu  starszą od siebie kobietę, która miała to szczęście, że jak na swój wiek wyglądała młodziej. I miała z młodymi ludźmi świetny kontakt, lepszy niż ze starszyzną wydziału, gdzie liczyły się układy. Wolała przerwy między zajęciami spędzać ze studentami, często żonglując z nimi inteligentnym żartem.

Chciała być młodsza? Nie, po prostu taka była. Swobodna, wesoła i pozornie pewna siebie. Nikt nie wiedział, jak ciężko jest chora i jak samotna w małżeństwie. Do pracy leciała jak na skrzydłach, by Go spotkać, usłyszeć to magiczne dzień dobry, spojrzeć w te piękne oczy. Myśl, że zbliża się sesja i wakacje przerażały ją. On też zwracał na nią uwagę, był męski, bardzo tajemniczy. Patrzył na nią z zachwytem, sam kobiety nigdy nie miał. No czego tu wymagać od przyszłego filozofa. Obserwowała Go. Krótkie rozmowy zawsze w towarzystwie innych przetykane żartem, a czasem Jego tajemniczym zdaniem. Mieli Go za dziwaka, a ona łowiła te słowa. Chciała rozwiązać Jego zagadkę niczym szyfr. Domyśliła się, szybko, nagle. Olśniło ją i zaparło dech w piersiach. Wtedy postanowiła, że się odkocha, bo nie może Mu tego zrobić. On miał plan na życie, chciał rewolucji. Ona nie mogła Mu przeszkadzać.

Przyszedł pierwszy e-mail. Zdał egzaminy, chciał się pochwalić. Ona odpisała życząc powodzenia. On, że teraz mu się przyda. Mail za mailem. Krótkie zdania. Zaledwie kilka. Codziennie. Co Pani robi, jakie Pan ma plany. W każdym dowiadywali się o sobie o wiele więcej. Co lubią jeść, jakiej muzyki słuchają, wspominali zajęcia. Ona pisała doktorat, przygotowywała się do obrony. On pracował, by jak każdy student mieć na wakacje. Między jednym a drugim rozdziałem mail do Niego.

On, gdy wracał z pracy, nawet nad ranem dwie godziny stukał w klawiaturę. Pisali o wszystkim. Każdego dnia. Nie było tabu. Ona wyjawiła mu, że domyśla się, co On chce zrobić ze swoim życiem. Potwierdził. Była przyjaźń. Głęboka i zaufanie, z czasem bezgraniczne. Ona była bezpieczna, bo mógł ją adorować, była daleko, choć coraz bliżej, ufał jej, a jednocześnie nie łamał zasad, jakie od niedługa miały go obowiązywać. Pytał o Męża. Pisała prawdę. Wszystko, od początku znajomości aż do ślubu. Najpierw broniła, potem pękła i wyznała, że Mąż śmieje się z niej, że Ona tyle pracuje, przeżywa obronę. Mówi, że jest sztywna, nie ma poczucia humoru. Oglądał mecze. Namiętnie. Dla Niej nie było czasu. Spacer, rower, kino, rolki? Milion lat temu spędzali wspólnie czas. Pochłonięty swojej pasji, nie widział Jej rumieńców ani uśmiechu, gdy ucząc się do obrony, otwierała maila od Niego.

Spotkanie zaproponował On, choć z Jej inicjatywy. Na urodziny kupiła Mu książkę. Naukową oczywiście, którą zostawiła na portierni. A On wraz z kserówkami miał ją odebrać. Zaprosił więc na lody, bo już wiedział, że Ona je uwielbia. Nigdy ich nie zjedli, bo tak byli zajęci rozmową. Do 3 rano nad jeziorem. Zapomnieli o głodzie i pragnieniu. On opowiedział Jej wszystko, co przeżył, czemu chce zmienić studia. Ona słuchała.

Na pożegnanie przytulenie, może nieco za długie. Nic więcej nie wolno im było. I tak skłamała Mężowi. Była u przyjaciółki, a nie na spacerze, prawie romantycznym. Wyrzutów sumienia brak. Mąż nie pytał, gdzie była i z kim. Może ufał, może go nie obchodziło. Na obronę też nie przyszedł. On był, gratulował, kupił piękny bukiet. Najważniejsze, że był. I tak szło. Zaczęli odliczać czas. Do października tak go mało zostało. Spotkania prawie codziennie. Dziecko w przedszkolu, u sąsiadów lub dziadków. Na szczęście zadowolone. Bo matka też promieniała.

Spacery w zakamarkach, by nikt ich nie widział. Czułość delikatna, niezauważalna. I On ciągle mówił Pani Doktor. Nie chciał po imieniu. To była ta pozorna granica, którą przesuwali coraz dalej. W lesie biegali, nosił ją na rękach, bawili się w chowanego i było cudownie. W trampkach, bez makijażu, połowę mniejsza od Niego. I tego Jego silne ramiona i delikatne dłonie, którymi ogrzewał Jej – zawsze lodowate. Przysuwał twarz do Jej na milimetry, by czuć oddech. Pocałunek był mu zakazany. Nie mógł wiedzieć jak smakuje kobieta. Nie teraz, gdy już podjął decyzję. Ona nie chciała mu też tego dawać, choć ledwo uchylała twarz.

Rozmawiali o wszystkim. Jego obecność była jak balsam. Wyjawiła mu sekret. Że jest chora, poważnie, że nie ma leku, że jest strach, że żyje normalnie, ale się boi i że czuje się tak niewiele warta. Musi, skoro jej Mąż na wiadomość, że jest tak chora, powiedział: „pogadamy w domu, jak wrócę”. Nigdy nie szukał w Internecie informacji jak Jej pomóc, do szpitala chodziła sama.

On płakał z Nią, trzymał Ją na kolanach jak dziecko. Przytulił. Po prostu był. Tego potrzebowała. Chodził z nią do szpitala, dbał o Jej dietę, o chorobie wiedział wszystko. Był blisko. Najbliżej. Mąż coraz dalej. Od Męża nie słyszała, że bez makijażu ma piękne oczy, że jest mądra, bystra i ma poczucie humoru, że dzielnie radzi sobie z chorobą, że jest świetną matką. Że z nią by chciał się kochać pod prysznicem, razem siedzieć na kanapie i dachu Jego bloku, że chciałby mieć ją za matkę swoich dzieci, najlepiej córek dwóch. Koniecznie podobnych do niej.

Mówiła Mu, jesteśmy kochankami. On na to, że Ona nie jest kochanką. Jest Jedyną, którą w innej czasoprzestrzeni by poślubił i nikomu nie oddał.

Zbliżał się czas ich rozstania, ostatnia noc razem. Oficjalnie grill u Jej znajomych, a tak naprawdę to ich jezioro, gdy przerażeni rozstaniem chcieli się sobą nasycić. Tylko pocałunki, nic więcej, bo On, gdy zaraz zniknie za grubym murem na 6 lat, nie może wiedzieć jak smakuje kobieta. Z nią całował się pierwszy raz, nie dopuszczał kobiet do siebie. Jej pożądał. Dotykał tak pięknie tymi dłońmi, patrzył tak, że nie chciałaby Go oddać. Przy Nim nie była tylko tą, co skończyła uniwerek i zamiast iść do korporacji, zarabia grosze i haruje na uczelni. Była w końcu sobą, otworzył ją, nauczył pewności siebie. Nauczył być kobietą. Śmiała się, że On po prostu zna PIN do niej.

Mówiła mu, że takich historii przecież jest pełno. Wiadomo, jak się skończą. Mimo to w innej czasoprzestrzeni, w marzeniach mieli dom, pracę, dzieci. Życie takie zwyczajne. On powtarzał, nie popełniłby błędów Jej Męża.

Zawiozła go tam, była gotowa zniknąć. Wrócić do Męża i z nim być, za karę po prostu, choć wszyscy mówili, że ma odejść.

Byli w kontakcie, codziennie, wiedziała wszystko, co On robi. Tęsknili. Nie zapytała, czy nie zrezygnuje. On marzył, by tam pójść. Ona chciała, by był szczęśliwy. Po rozstaniu było jeszcze trudniej i goręcej. Wyznał miłość. On, młodszy ponad dekadę Gówniarz, jako pierwszy. Nie wyśmiał Jej, gdy  odwzajemniła. Czekał na to.

Kochamy się, nadal. Żyjemy w osobnych światach. Bo przecież taka była umowa, 49 procent miłości mamy dla siebie, po 51 ja dla dziecka, ty dla Boga. Kocham cię najmocniej jak tylko można, oddałam cię, jak obiecałam. Myślę o tobie każdego dnia, mimo dostępności nie śledzę tego, co robisz. Nie chcę zobaczyć cię w tej innej czarnej szacie, w której będziesz, mam nadzieję, do końca życia chodził. Nie szukam na portalach społecznościowych, choć wiem, że gdzieś Jesteś. Odbywam pokutę za miłość zakazaną.

Czy żałuję?

Nie, bo poznałam miłość bezinteresowną, gdzie się daje, a nie tylko bierze.

Bo znam moją wartość, czuję się piękna.

Bo przez ten moment byłam sobą. Byłam w końcu szczęśliwa, choć nie było drogich prezentów, wakacji za granicą, pakietu do spa ani homara. Byliśmy tylko My.

Nie żałuję, bo wiem, jak cudownie jest dbać o kogoś i czuć czyjąś troskę. Jak wspaniale otrzymać na urodziny filmik, który nagrałeś sam o 5 rano wracając z pracy. Jak cudownie jest przeczytać „kocham cię” napisane patykiem na piasku literami wielkimi na metr. Jak słyszeć, gdy mówiłeś, że możesz stanąć na rynku i wszystkim to wykrzyczeć. Jak cytowałeś słowa piosenki „Dzień dobry, kocham cię już posmarowałem tobą chleb”.

Dziecinne? Może, ale wiem, że prawdziwe. Tłumaczyłeś, że to nie zakochanie, nie fascynacja, a ja słuchałam jak dojrzały może być Gówniarz podczas, gdy Mąż nie umiał powiedzieć, co czuje, czego pragnie, bo wolał oglądać mecze.

Czemu nie walczę?

Bo taki plan miałeś od dziecka, ja ci go nie chcę popsuć.

Bo jestem  starsza.

Bo moje Dziecko kocha Swojego tatę i nie chcę Mu odbierać rodziny.

Nasza miłość, jak tornado, zniszczyłaby wszystko. Zraniłaby mnóstwo osób. Czy mamy do tego prawo?

Wolę schować cię głęboko, jak obiecałam i kochać po cichu. Życzyć ci jak najlepiej, byś spełniał się w posłudze. Nie mogę być wspomnieniem, byś mógł się na niej skupić. Pragnę być tą twoją jedyną, nieobecną. Nie spotykać cię więcej, nie rozpraszać. Przytulam cię w myślach, płaczę bezgłośnie, tęsknię potężnie i mimo upływu czasu wiem, że Jesteś Miłością Mojego Życia. Limit szczęścia wyczerpany. Zbyt szybko. Nie w tej Czasoprzestrzeni Gówniarzu.

autorka: Emilia Mopowicz


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Listy do redakcji

15 zaskakujących rzeczy, które mogą wywoływać niepokój

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
7 maja 2017
Fot. iStock/kupicoo

Wydawać by się mogło, że prawdziwym niepokojem i zdenerwowaniem powinny napawać nas jedynie te duże i straszne rzeczy – psychopata biegający z nożem, głuche telefony w środku nocy, podwyżka kursu franka szwajcarskiego, złośliwa plotka na nasz temat rozpuszczana przez „koleżankę” z pracy, zły wzrok szefa po wejściu do biura. Istnieje jednak kilka niewielkich, pozornie nieszkodliwych i banalnych rzeczy, które wywołują lub potęgują nasz stres – jeśli więc marzysz o spokoju i relaksie, unikaj ich i omijaj z daleka!

Twoja kanapa

Tak, tak, ta mięciutka, wygodna kanapa, na której lubisz „zalec” po pracy z filiżanką kawy  (lub kieliszkiem wina) w rzeczywistości wcale nie podwyższa twojego komfortu – badania pokazują, że siedzący tryb życia może zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia lęków i niepokoju. Zamiast kocyka i serialu wybierz spacer lub zabawę z dziećmi na placu zabaw.

Zasłonięte okna

Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburghu odkryli, że pacjenci w szpitalu, którzy mieli większy dostęp do światła słonecznego, skarżyli się na mniejszy ból i stres. Wpuść zatem światło do swojego mieszkania, rozsuń zasłony, podnieś rolety i w słonecznych promieniach poczuj się dużo spokojniejsza.

Twoi domownicy

A w zasadzie konflikty i nieporozumienia, które istnieją w waszych stosunkach. Co zaskakujące, zasada ta nie omija nikogo, nawet zwierzaków! Dbaj zatem o dobre, pozytywne relacje, które przyniosą ci jedynie satysfakcję i zadowolenie.

Poziom nawodnienia

Zalecane dwa litry wody dziennie wypijasz? Nawet niewielkie odwodnienie może powodować wahania nastrojów i spadek formy! Pilnuj swojego poziomu spożycia wody i ciesz się dobrym humorem.

Stos korespondencji

Stosik nierozpakowanych listów też potrafi być źródłem niepokoju – istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że wśród korespondencji jest jakiś rachunek wymagający zapłacenia. Wydatki, pieniądze, uszczuplony budżet, często zmartwienia jak go „dopiąć” – nie trudno o stres!

Bałagan w szafie

Choć większość kobiet nie ma co na siebie założyć, to potrafią mieć prawdziwy bałagan w szafie i jej okolicach. A badania pokazują, że taki nieporządek ma wpływ na poziom kortyzolu – hormonu stresu. Jeśli zatem chcesz cieszyć się spokojem, posprzątaj i poukładaj wszystkie części garderoby (tak, z tego krzesła w rogu sypialni też!)

Śmieciowe jedzenie

Kolejny argument za ty, by pożegnać się z chipsami i ciasteczkami – byle jakie, śmieciowe jedzenie może wywoływać stres! To, co w siebie „wrzucamy” jest bardzo ważne nie tylko dla naszej sylwetki, ale i samopoczucia.  Zdrowa żywność, pełnowartościowa i o wysokiej zawartości witamin i minerałów pomoże złagodzić niepokój – no i nie trzeba się aż tak martwić, że pójdzie nam w boczki.

Lustra

Niektórzy mogliby się wpatrywać godzinami we własne odbicia, ale dla sporej części ludzkości będzie to stresującym doświadczeniem. Lepiej unikać nadużywania luster jako elementów dekoracyjnych i ograniczyć się do tych łazienkowych i garderobianych.

Telewizja

Wchodzisz do domu i od razu włączasz telewizor? Narażasz się na hałas, który potęguje twój niepokój i stres, a także na zmartwienia spowodowane zignorowaniem innych obowiązków – program telewizyjny albo serial potrafią bardzo wciągnąć i ukraść nam czas.

Pomijanie posiłku

Podobno Polak głodny, to zły (no i Polka też!). Okazuje się, że nie tylko zły, ale także niespokojny – a wszystko przez spadek poziomu cukru we krwi. Lepiej coś przegryźć niż niepotrzebnie się stresować.

Zbyt dużo wzorów

Nie tylko bałagan może nas wyprowadzić z równowagi, ale też przesada wzorów i kolorów. Paski, kropki, cętki, wyraziste barwy i mix różnych odcieni może być aktualnie modny i na topie, ale nie wpływa korzystanie na nasz spokój – postawmy na neutralne kolory i spokojne wzory, które dadzą nam (i naszym zmysłom) ukojenie.

Przynoszenie pracy do domu

Warto oddzielić życie zawodowe od prywatnego i w miarę możliwości nie przenosić obowiązków z pracy na grunt domowy. Choć wypełnianie papierów wydaje się dobrym pomysłem na popołudnie, nie służy życiu rodzinnemu i naszemu komfortowi. Work-life balance to nie tylko chwytliwe hasło, ale wyższa konieczność!

Nieposłane łóżko

Ups! A jednak nie warto oszczędzać tych paru minut rano i lepiej pościelić łóżko tak, by wieczorem móc się położyć na idealnym prześcieradle i otulić wygładzoną kołderką. Wszak jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, a dobry sen to podstawa dobrego samopoczucia i mniejszego stresu.

Wieczorny kieliszek wina

Choć brzmi bardzo relaksująco, to wieczorne popijanie wina może wywołać ataki paniki! Alkohol może destrukcyjnie wpływać na nasz centralny układ nerwowy i ograniczać zdolność mózgu do uspokojenia. Zamiast wina lepiej zrobić sobie dobra herbatę lub kakao.

Nocne światło

Jeśli do tej pory zdarzało ci się spać przy małej lampce lub do twojej sypialni docierało światło np. z ulicznych latarni, musisz to szybko zmienić – dla spokoju i lepszego wypoczynku. Badania pokazały, że zbyt dużo sztucznego światła w nocy może wywoływać objawy depresji i zaburzać nasz naturalny rytm.


 

Na podstawie: www.womansday.com


Zobacz także

„Aaa aaa były sobie kotki dwa. Jeden mama, drugi tata. Były razem już dwa lata. Ale smutne minki miały, bo małego kotka chciały”.

„Zaczynam znów się czuć kobieco i atrakcyjnie”. 🎉 Akcja „Mówię dość niezrealizowanym postanowieniom noworocznym”

„Doceniam też to, jak umyjesz umywalkę, choć Cię o to nie poprosiłam”. Akcja #ListdoNiego