Lifestyle

Zarządzaj własną energią, podążaj za swoim sercem i ciesz się życiem

Redakcja
Redakcja
10 stycznia 2019
Fot. iStock/evgenyatamanenko
 

Gdyby nie chroniczne przemęczenie skutkujące spadkiem efektywności w pracy i nadmiernymi reakcjami w życiu prywatnym, towarzyszące im napięcia i wyrzuty sumienia, nie zainteresowałabym się metodą HeartMath i inteligentnym zarządzaniem własną energią, z których od lat korzystają US Navy Seals. 

Swój sposób działania, chyba intuicyjnie, nazywałam metodą żabich skoków. Wiedziałam, że jak nie wykorzystam chwilowego „powera”, który pojawiał się znikąd, energia zniknie i robota dalej będzie leżała odłogiem. A jak „powera” wykorzystam to zrobię wszystko szybciej i lepiej. Tylko ostatnio ten „power” coraz rzadziej przychodził i coraz krócej trwał, a pracy przybywało.  Moja skuteczność spadała, nerwowość rosła, a życie rodzinne cierpiało.

Zaczęłam klasycznie, czyli od sporządzania szczegółowej ‘to-do-list’. Robiłam, wykreślałam, całkiem nieźle to szło. Aż do momentu, kiedy zmęczenie zupełnie mnie wycinało na dzień, dwa, często dłużej. Lista się nie kurczyła, a poczucie beznadziejności własnej rosło. Przecież każdy ma tyle samo czasu, te same 24 godziny. Są problemy, choroby, zarwane noce, a mimo to inni dają radę. Więc musi być coś więcej. Zaczęłam szukać i znalazłam. Odpowiedź okazała się być banalnie prosta, to energia – twoja osobista energia, siła do działania na co dzień.

Energia pozwala czerpać z życia, wspierać innych, zwiedzać, tworzyć, zarabiać, bawić się z dziećmi, spędzać czas z przyjaciółmi, realizować marzenia i cele. Gdy jej brak pokusa zamiany spaceru na serial staje się nie do odparcia. Motywacja i samodyscyplina konieczne przy realizacji celów lecą na łeb na szyję. Chęć rzucenia palenia, zgubienia kilogramów czy rozpoczęcia kursu japońskiego zostaje tylko na papierze.

A lista została, to bardzo dobre narzędzie i szczerze do niego zachęcam.

Wracając do energii…Według Instytutu HeartMath ogromnym wsparciem naszej osobistej energii i efektywności jest DHEA – hormon witalności, który nasz organizm, odpowiednio stymulowany przez mózg, może zacząć produkować w większej niż dotychczas ilości.

Po ukończeniu 30. roku życia, produkcja tego hormonu stale spada, więc ze strony organizmu wsparcia mamy coraz mniej. Metabolizm zwalnia, szybciej się męczymy, wolniej regenerujemy, ogólnie mniej się chce. Co więcej, produkcja tego hormonu zmniejsza się jeszcze bardziej, kiedy nasz organizm nadprodukuje hormon stresu, czyli kortyzol. 

Nadprodukcję kortyzolu, natomiast, łatwo rozpoznać:

– zwiększona irytacja, drażliwość, płaczliwość

– zaburzenia snu

– chroniczne zmęczenie

– ociężałość myśli

– spadek wydajności

– myślenie starymi schematami…

– wypalenie zawodowe i wiele, wiele innych. 

A wystarczy niewiele działań, ale za to podjętych z sensem, by wiele mogło się zmienić:

Od czego zacząć?

Krok pierwszy

to odnalezienie wszystkich z pozoru nieistotnych sytuacji, które nas drażnią, denerwują czy wyczerpują. A takie sytuacje to np. bałagan na biurku, który utrudnia znalezienie rzeczy, korek w mieście, w którym mamy poczucie marnowania czasu, kontakty z osobami wiecznie marudzącymi, niedobre kanapki w kawiarni na dole, czy brzydka pogoda za oknem. Tych drobnych sytuacji jest naprawdę wiele i większość z nich dzieje się poza radarem. To znaczy zupełnie nie zauważamy, że to one są jednym ze źródeł wycieku energii.

Krok drugi

to oddzielenie sytuacji, na które nie mamy wpływu od sytuacji, na które mamy wpływ. Nasze nerwy nie sprawią, że korek zniknie, ani nie rozpędzą burzowych chmur. Zamiast włączyć w samochodzie muzykę, naciskamy klakson, zamiast wziąć kolorowy parasol, złościmy się na deszcz. W efekcie, kiedy dotrzemy do pracy jesteśmy już rozdrażnieni, a potem bywa gorzej i gorzej…

Krok trzeci

to podjęcie działania tam, gdzie możemy coś zrobić. Bałagan na biurku można posprzątać, a z marudą się nie spotykać. Czyż nie lepiej…

Krok czwarty

to wejście w stan fizjologicznej koherencji. Koherencja to stan kiedy nasze serce przez dłuższy czas bije stabilnie. Wtedy mózg serce i system nerwowy działają synchronicznie i w równowadze.

Kiedy serce bije stabilnie, mózg odczytuje ten stan jako stan, w którym wszystko jest w porządku, nie ma czego się bać, można doświadczać radości i spełnienia. Wejście w ten stan sprawia, że nie tylko nie tracimy energii, ale ją odzyskujemy, zaczynamy się regenerować chęć i wola wraca, produkcja DHEA rośnie. Kiedy serce bije chaotycznie, mózg odczytuje ten stan jako dyskomfort, przed którym należy się bronić. To stan skutkujący utratą życiowej energii, spadkiem motywacji, niepokojem, zdenerwowaniem. Zaczynamy chaotycznie działać, popełniamy błędy, drobne problemy urastają do rangi gigantów, kortyzol się podnosi.

Instytut HeartMath, oferuje specjalnie zaprojektowany trening oddechowy i trening mentalny, który pozwala wejść w stan koherencji, zlokalizować i zatrzymać niekontrolowane wycieki energii. Tym samym podnieść naszą efektywność na co dzień, wzmocnić stabilność emocjonalną i czerpać większą satysfakcję z tego co robimy, mieć więcej charyzmy. I to wszystko naturalnie, bez sztucznego napędzania się sloganami, bądź podrywania do lotu w obawie przed batem.

Np. ćwiczenie Heaart Focused Breathing czy Quick Coherence pojawia się na moich warsztatach „Twój mózg w działaniu”, „Cholerna Baba” czy „Resilience Advantage” i zawsze wywołuje zdumienie i emocje. To punkt przełomowy – zobaczyć znaczy uwierzyć. Nie musisz nic mówić, wystarczy, że pomyślisz o kimś, kogo kochasz lub o kimś kogo nie lubisz a twoje serce zacznie inaczej bić, wytwarzając swoisty rytm (Heart Rate Variability). Można to zobaczyć podłączając się np. do programu EmWave czy InnerBalance.

Trening mentalny natomiast to np. ćwiczenie Freeze Frame. Jego celem jest uelastycznianie podejścia do rzeczywistości poprzez zmianę interpretacji tego, co się wydarza. 

A efekt? Im więcej energii, tym większa motywacja, im większa motywacja, tym więcej możemy zrealizować, im więcej możemy zrealizować tym mamy większą radość i satysfakcję, im większa satysfakcja tym szczęśliwsze życie. 

Ponoć załamujemy się nie pod wpływem ciężaru, a pod wpływem sposobu w jaki go nosimy. Może czas to zmienić. 

Warsztaty otwarte ‘Cholerna Baba, czyli silna kobieta’ odbywają się w Warszawie 19 stycznia, Łodzi 27 stycznia, Krakowie 2 lutego i Poznaniu 23 lutego. Wszystkie warsztaty można znaleźć tutaj: www.ewahartman.com


dr Ewa Hartman – kierownik studiów Neuro-Przywództwo na Uczelni Łazarskiego w Warszawie. Wykładowca MBA, Trener odporności psychicznej. Pracowała między innymi z EY, DHL, Veolia, HPE, Orbis, Tauron, P&G, AVIVA, PGNIG Termika, Polpharma, SAS Institute, Leroy Merlin, gdzie szkoliła z zakresu neuro-przywództwa, zarządzania emocjami, czy budowania wewnętrznej siły. Z uwagi na specyfikę pracy jest często zapraszana przez organizacje kobiece w korporacjach w celu przeprowadzenia dla nich wzmacniających warsztatów.


Lifestyle

Skutki jedzenia słodyczy, których raczej się nie spodziewasz. Tycie to nie wszystko

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 stycznia 2019
Skutki jedzenia słodyczy, których raczej się nie spodziewasz
Fot. iStock/Enes Evren
 

Większość z nas kocha słodycze i chętnie sięga po nie każdego dnia. Smakują nam i do południowej kawy i do wieczornej książki, choć tak naprawdę nie potrzebujemy specjalnego powodu, by wrzucić na ząb coś słodkiego. Ciasta, ciasteczka, czekoladki, cukierki, galaretki w cukrze i inne frykasy, szybko poprawiają nam humor.

Kochamy je za smak i za samą przyjemność jedzenia. Oczywiście wiemy, że jedzenie słodyczy wiąże się z kilkoma mało przyjemnymi  konsekwencjami dla zdrowia (tycie, popsute zęby), ale przecież kto by się przejmował. Tym bardziej że ten zdradliwy cukier można znaleźć nie tylko w słodyczach. A jednak warto sobie powiedzieć, w jaki sposób nadmiar słodkości wpływa na nasz organizm.

4 fatalne skutki jedzenia słodyczy, których raczej się nie spodziewasz

1. Gorsze samopoczucie

Choć po coś słodkiego sięgamy właśnie wtedy, kiedy nasz humor wymaga wsparcia, okazuje się, że to nie zawsze tak działa. Duża ilość cukru, którą zjadamy, aby poprawić humor, negatywnie wpływa na mózg. W wyniku nadmiaru cukru dochodzi do wahań w wydzielaniu neuroprzekaźników, które odpowiadają za nastrój. W efekcie, zamiast poprawy humoru możemy czuć się jeszcze gorzej. Co więcej, to może przyczynić się do zwiększenia ryzyka rozwoju depresji w przyszłości.

2. Zły stan skóry

Nie jest już wielką tajemnicą, że nadmiar cukru szkodzi skórze. Wahania stężenia cukru we krwi powodują zaburzenia aktywności pewnych hormonów i enzymów, co wpływa na zwiększenie produkcji sebum. Pojawiają się wypryski i wągry, nasilają się istniejące już problemy. Nadmiar cukru w diecie przyspiesza również proces starzenia i powstawanie zmarszczek.

3. Mniejsza wydajność w pracy

Mimo że kawałek czekolady, czy słodki batonik, zjadamy właśnie po to, by dostarczyć szybko dawkę glukozy do krwi, aby nakarmić mózg, ale to bywa złudne. Zjadanie dużej ilości cukru powoduje gwałtowne zmiany stężenia glukozy we krwi, co obniża możliwości koncentracji, zwiększa senność, a także niepokój. Wpływa także na pogorszenie pamięci, co zdecydowanie nie pomaga w pracy.

4. Obniżone libido

Ci, którzy pochłaniają dużą ilość cukru bywają bardziej zmęczeni od tych, którzy preferują zdrowe posiłki. Po całym dniu najzwyczajniej brakuje wieczorami energii. A skąd ją wykrzesać jeszcze na harce w łóżku? Poza tym nadmiar cukru negatywnie wpływa na naczynia krwionośne i ukrwienie różnych części ciała. Krótko mówiąc, zbyt dużo słodyczy oznacza mniej seksu.

źródło: potreningu.pl ,polki.pl, 


Lifestyle

8 sygnałów, że facet ewidentnie cię wykorzystuje. Jesteś potrzebna, ale nie kochana

Redakcja
Redakcja
9 stycznia 2019
fot. iStock/pixdeluxe

Większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy. Albo udajemy, że nie wiemy i pozwalamy na to z pełną świadomością. Bo myślimy, że tak trzeba, wmówiono nam – może jeszcze w dzieciństwie –  że to jest normalne. Lub też boimy się, że jeśli się zbuntujemy, on odejdzie Więc wolimy dawać się wykorzystywać, żyć z kimś, komu potrzebni jesteśmy tylko do tego, by zaspokajać czyjeś konkretne potrzeby.

I możemy tak żyć latami. Aż w końcu przychodzi dzień, w którym okazuje się, że dłużej już się nie da. Że oto doszliśmy do muru, za którym nic już nie ma. A przede wszystkim, nie ma już nas, bo całe nasze życie zostało podporządkowane naszemu partnerowi. Rzuć okiem na te kilka sygnałów ostrzegawczych, zanim będzie za późno. Szkoda by było spędzić życie u boku kogoś, kto cię wykorzystuje.

8 sygnałów, że facet ewidentnie cię wykorzystuje

1. Nie rozmawia z tobą o przyszłości

Mimo, że jesteście już ze sobą dość długo, masz wrażenie, że on żyje jedynie chwilami. Nie interesuje go, co się wydarzy za chwilę. Kiedy przestanie mu być dobrze, odejdzie bez zmrużenia oka.

2. Twoi przyjaciele mówią ci, że coś jest nie tak

Nigdy nie powinieneś opierać swoich decyzji i wyborów wyłącznie na tym, co mówią ci Twoi przyjaciele. Byłoby jednak również głupotą, gdybyś nie słuchał ich rad. W końcu z boku widać o wiele więcej.

3. W sypialni jest egoistą

Seks traktuje instrumentalnie, a zasada jest prosta – jemu ma być dobrze, a ty… może zdążysz. Nie zwraca uwagi na to, jak się czujesz, nie rozmawia z tobą o tym. Dobre maniery zostawia za drzwiami sypialni.

4. Całkowicie polega na tobie finansowo

Kiedykolwiek ma wydatki, zawsze zwraca się do ciebie po wsparcie. Traktuje cię jak osobisty bankomat, jednocześnie ukrywa przed tobą swoje finanse.

5. Nie pyta cię o twoje uczucia

Zawsze myśli o własnym osobistym szczęściu i wygodzie. Zawsze myśli o tym, jak poprawić swoje życie. Twoje emocje? Może nie powie tego wprost, ale przyzwyczai cię swoim zachowaniem do tego, że dla niego nie mają one znaczenia.

6. Ma zwyczaj nierealizowania swoich obietnic i zobowiązań

Nie obchodzi go, jak bardzo byłabyś rozczarowana, gdyby złamał dane ci słowo. Nie przejmuje się twoim bólem, działa tylko z czystej wygody.

7. Nie można być z nim naprawdę blisko

Naprawdę nie jest zainteresowany nawiązaniem z tobą jakiejkolwiek intymności. Ma problemy z bliskością inną niż seks, nie chce się otworzyć, szczerze z tobą porozmawiać lub też sprawia pozory intymnego porozumienia między wami, jeśli czegoś od ciebie chce.

8. Sprawia, że czujesz się potrzebna, ale nie kochana

Traktuje cię „zadaniowo”. Jest od ciebie zależny, póki potrzebuje twojej pomocy, twoich pieniędzy, twojej „opieki”. Wtedy jego uczucia wobec ciebie są „na pokaz”, wyczujesz ten fałsz po dłuższym czasie. Kiedy przestaje cię potrzebować, odczujesz nagły chłod i dystans z jego strony. Nie dziw się, przecież nigdy nie byłaś kochana.


Na podstawie: relrules.com


Zobacz także

Konkurs "Łap słońce"

Konkurs „Łap słońce”

Kiedy zależy ci zbyt mocno, zawsze tracisz…

Na endorfinach żyje się lepiej! Chcesz się przekonać? Poradnik początkującej biegaczki