Lifestyle Psychologia

Wystarczy już zadowalania innych, przejmowania się, co powiedzą. Zadbaj o siebie i idź do przodu – tam wszystko jest lepsze, bo twoje!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 października 2015
Fot. iStock
 

Miewasz poczucie, że stoisz w miejscu, że choć robisz krok do przodu, to po chwili cofasz się o dwa? Podejmujesz decyzje, od tych o obcięciu włosów, po przejście na dietę, aż po zmianę pracy. Tyle tylko, że choć decyzje zapadają, to i tak nic w twoim życiu się nie zmienia. Tracisz energię na rzeczy, które determinują realizację twoich celów i marzeń. A gdyby tak raz inaczej? Uwolnić się od balastu, który ciągniesz i postawić na siebie? Spróbujesz? My próbujemy bezustannie i coraz częściej się nam udaje!

1. Nie daj się krytyce

Nie analizuj, gdy ktoś cię krytykuje, a ty czujesz, że więcej w tym chęci zniszczenia twojej wartości niż pozytywów. Uwielbiam konstruktywną krytykę. Taka, która daje siłę i chęci do działania, do bycia lepszym. Ale tylko taką. Jeśli ktoś krytykuje Cię dla poprawy swojego własnego samopoczucia, zostaw to. Odpuść. Nie pochylaj się nad tym nawet na chwilę. Nie ma znaczenia, czy krytykują cię jako matkę koleżankę, czy pracownika. Taka krytyka nie zasługuje na twoją uwagę. Szkoda energii.

2. Nie przejmuj się tym, co mówią inni

Rób swoje. Jeśli jesteś przekonana, co do obranej przez ciebie drogi, nie zastanawiaj się, jak inni na to spojrzą, ocenią. Zmieniasz pracę, kolor włosów, decydujesz się na dziecko – cokolwiek postanowisz, jest to twoja decyzja, rozważyłaś już wszystkie za, których jest więcej niż przeciw, więc zrób to. Ty masz się czuć dobrze ze sobą, a nie inni. Pamiętaj oni nie są z tobą 24 godziny na dobę.

3. Nie chciej zadowolić wszystkich wokół

Po pierwsze dlatego, że to zwyczajnie niemożliwe, a po drugie, bo nie masz obowiązku dbać o wszystkich, tak jak wszyscy nie muszą dbać o ciebie. Może i okrutne, ale prawdziwe. Nie wszyscy, którzy nas otaczają są nam życzliwi, choć czasami próbują nas oszukać, że jest inaczej. Rozejrzyj się, zobacz na kim ci zależy, na kogo możesz liczyć, kto daje ci wsparcie i dbaj o te właśnie osoby. Reszta jest przy okazji, często na chwilę.

4. Bądź egoistką

Od dawna się mówi, że zdrowy egoizm, to najlepsze, na co może sobie kobieta pozwolić. Ty też nią bądź, egoistką, która dąży do zaspokojenia swoich potrzeb. Nie oglądaj się na innych. Zrób bilans zysków i strat. I nie obawiaj się tych strat, one zawsze będą. Jeśli nie krzywdzą twoich najbliższych (a z pewnością tak jest, bo na ich szczęściu tobie zależy), skacz, rób to, jakkolwiek błahe by ci się nie wydawało. Kup bilety na wymarzone wakacje, odpowiedz na interesujące ogłoszenie, wychowuj dzieci według swoich zasad, a nie teściowej.

Fot. Pixabay/pixolga / CCO

Fot. Pixabay/pixolga / CCO

5. Nie szukaj wymówek

Jesteś mistrzynią w wyszukiwaniu pretekstów, dzięki którym możesz w nieskończoność odkładać, to, co zaplanowałaś? Zawsze możesz powiedzieć, że przecież chcesz coś zrobić, że masz cel, że podjęłaś decyzję, ale niestety okoliczności nie pozwalają ci tego realizować? Tylko czy to naprawdę są rzeczy nie do przeskoczenia, czy tylko mur z twoich wymówek, których wymyślanie pochłania znaczną część energii, którą można by było przekuć w siłę do zrealizowania swoich postanowień?

6. Nie oglądaj się za siebie

To co było, już się zdarzyło. Przeszłość stanowi o naszej sile, jeśli wyciągamy z niej wnioski, a nie gdy ją rozpamiętujemy. Przecież wiesz, że stojąc w przeszłości, tkwisz ciągle w tym samym miejscu. Zostaw to. Odwróć głowę i spójrz przed siebie. Tyle wspaniałych rzeczy na ciebie czeka, korzystaj z nich i teraz dla przeszłości buduj tylko cudowne wspomnienia.

7. Doceniaj czas, który tu i teraz

Wykorzystuj każdą minutę swojego życia. Uwielbiam powiedzenie, żeby żyć tak, jakby każdy dzień był ostatnim. To pozwala mi często ruszyć z miejsca, może i tobie pomoże. Nie warto odkładać decyzji, realizacji marzeń. Mamy jedno życie, korzystajmy z niego, a to jakie ono będzie przecież zależy od nas samych!

8. Oswajaj swoje lęki

To trudne, bo nie da się nie bać. Lęk jest naturalny, zawsze będzie nam towarzyszył, ale niech nie determinuje twoich działań. Jeśli powiesz sobie: „Tak boję się, ale wiem, że to normalne”, będzie ci o wiele łatwiej. Nazwij to, czego się obawiasz, to co znane , bo nazwane mniej nas przeraża. Wiem coś o tym.

Fot. Pixabay/Unsplah / CCO

Fot. Pixabay/Unsplah / CCO

9. Zaufaj sobie

Nie szukaj potwierdzenia w oczach innych, akceptacji dla twoich decyzji. Ty wiesz, co dla ciebie jest dobre i co ważne. Masz swoje priorytety, kieruj się nimi. Inni nie muszą ich znać, ocenią zawsze ze swojej perspektywy, temperamentu i emocji, tego, co dla nich ważne. Sama sobie z pewnością nie zrobisz sobie krzywdy.

10. Uwierz w siebie

W swoją mądrość, wartość, wiedzę i możliwości. Bo jesteś właśnie taka. Mądra i piękna, i silna. Choć czasami masz co do tego wątpliwości, to nie pozwól, by one wysunęły się na plan pierwszy.

Stań przed lustrem, uśmiechnij się do siebie i poczuj swoją siłę. Kochaj siebie! Z tą miłością stać cię będzie naprawdę na wiele!

Daj znać, co pierwsze zrealizujesz, a co odkładasz w nieskończoność. Trzymam mocno kciuki! Ja już dziś w ciebie wierzę, na twój dobry początek.

 


Lifestyle Psychologia

Krew pępowinowa – czy to naprawdę działa? Komórki macierzyste mają coraz więcej zastosowań

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
14 października 2015
Fot. iStock
 

Z roku na rok coraz więcej się o niej mówi, szkoły rodzenia, przychodnie i gabinety – służą informacją o możliwościach zdeponowania krwi przez rodzące, a reporterzy na szklanych ekranach odwiedzają z kamerą bohaterów, którzy wygrali z chorobą. Komórki macierzyste i krew pępowinowa zasłużyły sobie w pełni na rozgłos – dziś wykorzystanie ich w terapii nazywa się medycyną XXI wieku, nie bez powodu.

Dlaczego taka cenna?

Fenomen komórki macierzystej polega na tym, że może ona przekształcić się w każdą dowolną komórkę, jest jak niezapisana kartka. Może  zmienić się w krwinkę czerwoną, komórkę mięśniową czy nerwową. Każdy z nas ma w swoim ciele komórki macierzyste – jednak z wiekiem ich liczba i jakość maleją. Ciekawostką jest odkrycie obecności komórek macierzystych w mleku matki.

Czy wiesz, że…

… przeszczepy z krwi pępowinowej wykonuje się już od 27 lat?

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Krew pępowinowa jest bogata w komórki macierzyste – lecz możliwość ich pobrania pojawia się tylko jeden, jedyny raz – po porodzie. Dlatego właśnie jest tak cenna. Inne sposoby na pozyskanie tego typu materiału nigdy nie dorównają jakością i ilością pobranych komórek. Właśnie po drugim okresie porodu (a przed urodzeniem łożyska przez kobietę), pojawia się szansa na wykonanie zabiegu. Taki materiał jest wystarczający do zabezpieczenia i zmagazynowania pobranych komórek – tak aby były przydatne do medycznego wykorzystania przyszłości.

Pobraniem krwi pępowinowej, jej zabezpieczeniem i przechowywaniem (oraz przygotowaniem/przekazaniem do wykorzystania medycznego w różnych terapiach) zajmują się banki krwi pępowinowej. W Polsce największym z nich jest Polski Bank Komórek Macierzystych, jako jedyny w kraju  akredytowany przez American Association of Blood Banks, posiada również pozwolenie Ministerstwa Zdrowia oraz odpowiednie certyfikaty jakości ISO.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Jak pobiera się krew?

Przed porodem należy skontaktować się z wybranym bankiem i podpisać z nim stosowną umowę. Najlepiej zrobić to w drugim lub na początku trzeciego trymestru ciąży – ponieważ porodu nie można sobie zaplanować, warto być wcześniej przygotowanym. Przyszli rodzice otrzymują do domu specjalny zestaw pobrani owy – ich jedynym – ale najważniejszym zadaniem – jest zabrać go ze sobą do porodu. Warto jeszcze upewnić się, że wybrany szpital współpracuje z bankami krwi – to znacznie ułatwi komunikację i da nam poczucie bezpieczeństwa podczas porodu. I w zasadzie na tym kończy się troska rodziców. Resztę załatwią za nas fachowcy.

Krew pępowinową pobiera się z pępowiny, po urodzeniu dziecka. Pobrania można dokonać podczas porodu naturalnego – drogami natury oraz podczas cięcia cesarskiego – nie ma żadnego wpływu na pobierany materiał. Zabieg jest całkowicie bezbolesny dla mamy i dla dziecka.

Za pomocą zestawu położna lub lekarz wykonujący zabieg cięcia cesarskiego pobiera z naczynia krwionośnego w pępowinie odpowiednią ilość krwi. Następnie krew zostaje zabezpieczona i przekazana do  banku krwi.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

To właśnie w banku odbywa się jej przebadanie i przygotowanie do zdeponowania – czyli zamrożenia.  Krew zamrażana jest w ciekłym azocie (-190 stopni Celsjusza), gdzie może być przechowywana nawet kilkanaście lat. Rodzice są informowani przez bank o wynikach badań oraz otrzymują certyfikat świadczący o zdeponowaniu krwi.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Komórki macierzyste ze sznura pępowiny – nowe odkrycie medycyny, daje większe możliwości

Komórki macierzyste ze sznura pępowiny (a dokładnie komórki pochodzące z tzw. galarety Whartona) różnią się od tych pobieranych z krwi. Mają szczególna zdolność do przekształcenia się z komórki chrząstek, kości czy tłuszczu. Mają szczególne zastosowanie w przeszczepach łączonych – przeszczepiane razem komórkami pobranymi z krwi pępowinowej zwiększają szansę na przyjęcie przeszczepu. Są wykorzystywane w hematologii. Pod koniec bieżącego roku powinny również pojawić się wyniki badań nad zastosowaniem ich w terapiach chorób neurologicznych – np. stwardnienia rozsianego, stwardnienia zanikowego bocznego czy autyzmu.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Prawdziwe sukcesy maja swoje imiona

Wykorzystanie krwi pępowinowej w leczeniu jest bardzo szerokie – i śmiało można powiedzieć, że ciągle wzrasta.  Ponad 70 chorób jest w chwili obecnej zaklasyfikowanych do leczenia z wykorzystaniem komórek macierzystych. Rodzinne bankowanie staje się swego rodzaju polisa na zdrowie rodziny – dużo łatwiej o zgodność przeszczepianych komórek w przypadku bliskiego pokrewieństwa  (już nie wspominając o przeszczepianiu własnych komórek).

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

W Polski Bank Komórek Macierzystych może pochwalić się już ponad setką przeszczepień. Tyle razy zdeponowana rodzinnie krew pępowinowa ratowała zdrowie i życie, dzięki ich usługom.

Poznajcie historię Dominiki

Dominiki nie miała różowego dzieciństwa. Już od urodzenia nękały ja problemy zdrowotne.  Po urodzeniu dziewczynka przeszła operację korygująca wady przewodu pokarmowego, niedługo później zdiagnozowano wadę serca. Gdy dziewczynka miała 3 lata, zdiagnozowano u niej małopłytkowość – choroba polega na niedoborze płytek we krwi. Rozpoczęto leczenie. Przez kilka lat dziewczynka otrzymywała transfuzje krwi. Z początku co miesiąc, później – wraz z pogorszeniem stanu jej zdrowia co kilka tygodni. Trudno to sobie nawet wyobrazić, ile trudu i cierpienia musiało znosić tak małe dziecko. Latem, gdy rówieśnicy Dominiki w najlepsze korzystali z pogody, ona spędzała więcej czasu na terapiach, w upalne dni jej stan zwykle się pogarszał.  Wraz ze spadającą odpornością organizmu dziewczynki, pogarszała się liczba płytek we krwi.

Kolejne badania i w końcu punkcja, która miała wyklucz chorobę nowotworową. Ulga, gdy wykluczono najgorsze. Dominika rosła, rozwijała się. Miała przyjaciół i chodziła do szkoły. Jednak z czasem coraz częstsze nieobecności z powodu choroby i pogarszające się wynika badań, skłoniły mamę dziewczynki do dalszych konsultacji.

W warszawskiej klinice, po przeprowadzeniu szczegółowych badań, postawiono diagnozę. Niedokrwistość Fanconiego. Niestety wśród chorych z taką diagnozą ryzyko wystąpienia choroby nowotworowej jest dość wysokie. To choroba genetyczna. Był to trudny okres dla całej rodziny. Z jednej strony wreszcie dowiedzieli się na co naprawdę choruję Dominika, z drugiej choroba okazała się bardzo poważna. Rozpoczęto poszukiwania dawców szpiku dla dziewczynki.

Przez półtora roku kolejni zgodni dawcy, w toku przygotowań i badań okazywali się niedostatecznie zgodni tkankowo. Przeszczep odwlekał się.

Rodzice Dominiki zdecydowali się na kolejne dziecko, mając nadzieję, że zgodność tkankowa miedzy rodzeństwem uratuje dziewczynkę. Nie była to łatwa decyzja, ponieważ choroba jest dziedziczna istniało ryzyko, że i rodzeństwo będzie chore na niedokrwistość. Dopiero w ciąży pani Dorota (mama Dominiki) natknęła się na ulotkę PBKM jednego z banków krwi. Po zgłębieniu tematu, razem z ojcem dziewczynki zdecydowali się na zdeponowanie krwi pępowinowej w banku krwi.

Pobrany materiał szczęśliwe okazał się prawidłowy i nadający się do przeszczepienia. Lekarze i rodzina Dominiki podjęli decyzję o wstrzymaniu się z przeszczepem jeszcze rok. Ponieważ dziewczynka miała już 11 lat, przeszczep łączony (z krwi pępowinowej oraz szpiku) dużo lepiej rokował. Gdy jej brat Kacper miał rok wykonano zabieg.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Półtora miesiąca po przeszczepieniu Dominika mogła opuścić szpital. Z dnia na dzień wyniki poprawiały się. Dziś Dominika może robić wszystko to, co jej rówieśnicy. I spełniać swoje marzenia.

Takich historii jest znacznie więcej, w Stanach Zjednoczonych przeszczepiania nie są rzadkością i odnoszą wielkie sukcesy medyczne (i życiowe – bo każdy udany przeczep, to życie czyjegoś dziecka, siostry czy brata).

Komórki macierzyste wykorzystuje się obecnie w leczeniu  niektórych chorób nowotworowych (ostre białaczki, chłoniaki, przewlekła choroba ziarniniakowa), chorób układu krwionośnego – np. niedokrwistości (ciężka anemia aplastyczna ) oraz zespołu SCiD (choroby układu odpornościowego. Mają również swoje zastosowanie w terapii niektórych chorób dziedziczonych genetycznie. Jednak największa zaletą leczenia z użyciem komórek macierzystych jest fakt, że ich wykorzystanie ciągle się rozszerza. Nieustannie trwają badania nad ich zastosowaniem. Komórki macierzyste wykorzystuje się w medycynie od 27 lat, a skoro tak bardzo rozwinęła się nauka i ich wykorzystanie, możemy tylko przypuszczać jak wiele będziemy mogli zrobić za kolejne dwie dekady.


Artykuł powstał we współpracy z PBKM

 


Lifestyle Psychologia

Każdy ma swój niewysłany list. „Każdego dnia budzę się w dwóch światach. W tym z nim i w tym bez niego, ale z Tobą”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 października 2015
Fot. iStock

To chyba jedyny list, którego nigdy nie wysłałam. Kiedyś, przez chwilę, po alkoholu, szukałam Twojego maila. Internet daje takie możliwości kontaktu. Teraz, kiedy ponownie pojawia się chęć znalezienia Cię, myślę „Jutro, poszukasz jutro”, a jutro jest już blisko mój mąż, czuję się bezpiecznie, a Twój obraz blednie w ciągu dnia. Pomyślałam, że może ten list mnie od Ciebie uwolni. 

To było tak dawno. Studia, to czas przygód, spotykania niesamowitych ludzi. Dzisiaj pamiętam dokładnie, kiedy zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Te Twoje oczy. Były jak magnes. Uśmiechnąłeś się i… zniknąłeś w tłumie. Ale później to Ty mnie znalazłeś, wyszliśmy razem. Kiedy w końcu odważyłeś się złapać mnie za rękę poczułam, że to Ty, że na Ciebie czekałam.

To był cudowny czas, jego wyjątkowości nie przykryło nawet późniejsze cierpienie. Z czasem zostały tylko te dobre wspomnienia…

Wyjechałeś na stypendium, ale pisałeś, kiedy przyjeżdżałeś było tak, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy. Czułam się taka kochana i tak bardzo kochałam…

Kiedy przestałeś dzwonić nie bałam się, tłumaczyłam, że masz dużo nauki. Przestałeś pisać. Po moich próbach kontaktu, jeden mail: „Nie pisz proszę, to już koniec. Przepraszam”.

Mówili, że była inna. Ale mnie to nie obchodziło. Myślałam, że pęknie mi serce. Wyłam z bólu i tęsknoty. Nikt nigdy tak mnie nie zranił. Nie zostawił. Tak po prostu. Jak zużytą rzecz. Kiedy dziś o tym myślę, mam wrażenie, że wtedy wyrwałeś mi kawałek serca, którego do dziś brakuje.

Chciałam błagać, żebyś wrócił, prosić, pokazać Ci moje cierpienie, żebyś zobaczył, jak bardzo kochałam. Wierzyłam, że mojej miłości starczy w tym kryzysie dla nas dwojga. Ale Ciebie nie było. Zostałam sama. Zmięta, upokorzona i tak bardzo oszukana. Bo jeśli ktoś mówi, że kocha, tak postępuje?

Nie chciałam żyć Tobą, nie chciałam pozwolić byś zniszczył mi resztę życia. Ruszyłam do przodu, silna, kiedy podniosłam się z kolan. Paradoksalnie tę siłę miałam dzięki Tobie. Ty mi pokazałeś, że mogę liczyć tylko na siebie, że każdy, kto mówi „kocham” może okazać się zwykłym oszustem. Traktowałam mężczyzn instrumentalnie odgrywając się w ten sposób za wyrządzoną mi krzywdę.

Aż poznałam mojego męża. Jest cudownym mężczyzną. Tak innym od Ciebie. Pełnym spokoju i czułości. Nasza miłość nie jest szaleństwem, ale bezpieczeństwem, w którym uwielbiam się zanurzyć. „Szaleństwa już mi w życiu wystarczy” – myślałam, kiedy go poznałam i zakochiwałam się powoli.

Dziś mamy fantastyczną rodzinę. Dwójkę dzieci i siebie. Po tylu latach rozumiemy się bez słów, a jednocześnie potrafimy ze sobą rozmawiać. Dzielimy wspólne pasje. Oczywiście, że nie zawsze bywa sielankowo, ale pokonaliśmy nasze kryzysy, dzięki nim staliśmy się mocniejsi razem.

Tylko czasami oglądam się na ulicy za wysokim brunetem do złudzenia przypominającym Ciebie. Czasami dojrzę kurtkę w Twoim ulubionym kolorze i na chwilę zamieram.

Bywają chwile, kiedy mój mąż jest tak blisko, jak już bliżej być nie można, a ja nagle myślę o Tobie, wspominam, jak blisko Ty potrafiłeś być.

Kiedy nie mogę spać wyobrażam sobie Twoje życie, czy masz dzieci, co robisz, kim jesteś? A później myślę, jak by wyglądało nasze wspólne życie…. Wiem, że nie miałabym tak cudownych dzieci.

I czasami, absurdalnie fantazjuję o tym, co by było, gdybyś zapukał do moich drzwi, wysłał sms-a, zadzwonił ze swoim: „Hej, i co tam?”. Ale po chwili dziękuję, że nigdy tego nie zrobiłeś i dziękuję Tobie, że nauczyłeś mnie, że słowa służą jedynie budowaniu iluzji, bo taką budowałeś przez czas, kiedy byliśmy razem. Dziękuję, że nauczyłeś mnie, że nieważne co tu i teraz, że nie można zaprzepaścić tego, co już mamy jednym słowem. Dziękuję, że pokazałeś, jak jeden człowiek potrafi mocno zranić drugiego. Jednym zdaniem.

Pokazałeś mi, że miłość nie jest zabawą. Szaleństwem. Że to co ważne buduje się latami.

To Ty za każdym razem, kiedy do mnie wracasz w myślach, spojrzeniach innych mężczyzn, w moich fantazjach, uczysz mnie, jak żyć między jednym światem a drugim. Tym, który mam, i tym który mieć mogłam.

Nie żałuję, już nie czuję się, jakbym w myślach zdradzała męża. Wspomnienie o Tobie każe mi doceniać to, co mam i o to walczyć. Dlatego dziękuję, że jesteś.

Czy można kochać dwóch mężczyzn?  Nie wiem. Wiem, że miłości do tego jednego nauczył mnie inny mężczyzna.

Nie wiem, czy kochająca, ale Twoja A.


AKCJA ZAKOŃCZONA

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Zobacz także

Dlaczego się poddajesz? 5 najczęstszych powodów, z którymi każdy powinien się zmierzyć, jeśli chce żyć szczęśliwie

Koktajle, które dodadzą ci energii i postawią cię na nogi

Dlaczego tak trudno nam otworzyć się na ludzi, których kochamy, kiedy jesteśmy na nich zdenerwowani?

Dlaczego tak trudno nam otworzyć się na ludzi, których kochamy, kiedy jesteśmy na nich zdenerwowani?