Lifestyle

Nie warto rezygnować z siebie. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
5 maja 2017
5 zachowań, które niszczą nam życie. Sprawdź, czy nie jesteś dla siebie toksyczna
Fot. iStock / Steve Debenport
 

Chcesz psa, ale on nie chce. Pies to obowiązek, bałagan, a poza tym to on jest alergikiem i na sierść na pewno też by miał uczulenie. Poza tym nie lubi zwierząt. Nie macie więc psa ani żadnego innego zwierzaka.

Lubisz spacery i poznawanie nowych miejsc, ale on nie lubi chodzić (od czego jest samochód?), zwiedzanie go nudzi, nogi bolą i w ogóle to najlepiej czuje się na leżaku. Spędzacie więc każde wakacje przy hotelowym basenie, a ty tłumaczysz sobie, że jesteś szczęśliwa, bo przecież jesteście razem. Po cichu marzysz o długich wędrówkach, odkrywaniu pięknych zakątków i poznawaniu nowych ludzi. Ale nie mówisz o tym, po co psuć atmosferę.

Nie lubi też kiedy gotujesz, bo to za dużo zachodu, a potem jeszcze w kuchni straszny bałagan… Jadacie więc fast foody, których nie znosisz, bo dla ciebie ważny jest zdrowy styl życia.

Tak mijają wam dni tej małżeńskiej sielanki, ale nie narzekasz, w końcu jesteście takim udanym małżeństwem. Wpatrzona w niego zgadzasz się na wszystko, każdą jego decyzję uznajesz za swoją i starasz się nie zauważać,  że jednak coś was różni i że coraz częściej chcecie czegoś innego.

I tylko czasem masz uczucie, że nie możesz złapać oddechu, albo że czegoś ci brakuje niemal tak bardzo jak powietrza. Ale kiedy się nad tym zastanowisz, to stwierdzisz, że przecież wszystko masz, czego do diabła miałoby ci brakować… Przecież wszystkie jego decyzje są dla waszego dobra, to nic, że są głównie JEGO.

Z każdym dniem się od siebie oddalacie, a między wami rośnie niewidzialna ściana. Coraz częściej czujesz, że działasz wbrew sobie, że coś jest nie tak. To sprawia,  że nieświadomie zaczynasz reagować złością, krytyką jego pomysłów i zachowania, negowaniem wszystkiego co związane z wami i szukaniem zrozumienia poza związkiem.

Być może w pewnym momencie pojawi się KTOŚ, przy kim poczujesz, że możesz być sobą. Wszystko co powiesz i zrobisz będzie dla niego ciekawe i godne uwagi. Będzie tobą zafascynowany a Ty poczujesz, że żyjesz. Jeszcze mocniej odczujesz czego ci do tej pory brakowało i że nie chcesz już tak żyć. Popłyniesz z tym uczuciem, stracisz głowę, poczujesz,  że dopiero teraz coś się zaczyna. Odkryjesz, że możesz robić to czego pragniesz, i że jest dobre. Poczujesz się wolna i pełna wewnętrznego blasku.  Może i nic z tego na dłuższą metę nie będzie, ale od teraz nic już nie będzie takie samo…

A może pojawi się ONA? A ona będzie mieć psa, będzie biegać i spacerować (a on razem z nią). On stwierdzi, że już go nic nie boli, nawet lubi spacery, a w dodatku zje wszystko co ona mu zrobi, pojedzie tam, gdzie ona chce, a ty to w ogóle jakaś taka jesteś… sama nie wiesz czego chcesz i o co ci chodzi.

A może w końcu usłyszysz: już cię nie kocham. I pęknie ci serce. I będziesz chciała go odzyskać i jeszcze bardziej będziesz się starała dopasować do jego potrzeb, poświęcić się w imię miłości, „dla dobra związku”, zapomnieć o swoich potrzebach – niepotrzebnych fanaberiach… I jeszcze bardziej zrezygnujesz z siebie. A to i tak nie zadziała.

I dopiero wtedy zobaczysz jak na dłoni, że nie o to w życiu chodzi, żeby się naginać, żyć życiem ukochanego, myśleć o tym, co go uszczęśliwi, i że skoro jego to uszczęśliwia to w końcu i ty będziesz szczęśliwa. Nie będziesz.

Jeśli jedna osoba w związku czuje, że jej potrzeby są mniej ważne niż drugiej, to nigdy nie będzie z tego szczęśliwego związku.

Dlatego warto odkryć co jest dla nas ważne i tym się w życiu kierować. Warto o tym mówić i upewniać się, że druga osoba też ma co do tego jasność. Nie zawsze trzeba postawić na swoim, ale dobrze mieć poczucie, że jest w tym wszystkim równowaga.

A na koniec dodam jeszcze, że warto walczyć o to co nas uszczęśliwia, mieć swoją przestrzeń i regularnie robić coś tylko dla siebie. Chcesz zwiedzać a on nie chce? To idź sama, może następnym razem pójdzie z tobą. A może nie pójdzie, ale ty odkryjesz mnóstwo pięknych miejsc, które mu potem pokażesz na zdjęciach? Może nie zawsze będzie sielankowo ale zyskasz poczucie, że to ty decydujesz o swoim życiu, że jesteś dla siebie ważna. Spełniając swoje pragnienia zyskujesz moc i pewność siebie. I dajesz partnerowi wybór, albo zaakceptuje cię taką jaka jesteś albo nie. Jeśli nie, trudno, bywa i tak, nic nie zrobisz. Cokolwiek się stanie zyskasz jednak utracony błysk w oku i poczucie spełnienia.

Najczęściej myślimy, że partner oczekuje od nas uległości i zgody, a tymczasem on chciałby mieć szczęśliwą, pewną siebie i zadowoloną z życia kobietę u boku. Taka nieoczywista oczywistość 😉

Magdallena

Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Lifestyle

Bił mnie, a gdy krzyczałam, mówił dzieciom: „Zobaczcie, matka znowu wariuje, znowu jej odbiło”. On jest szanowanym obywatelem, ja nikim

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 maja 2017
Fot. iStock/_IB_
 

Uderzył mnie bardzo mocno, gdy próbowałam załagodzić sytuację, bo widziałam, że jest naminowany. Oddałam mu z bezsilności i złości, choć pewnie nawet tego nie poczuł. Ale wystarczyło, bo gdy do pokoju wpadł nasz 17-letni syn, usłyszał: „Zobacz, twoja matka znowu wariuje i mnie bije”. Syn ściągnął ze mnie pościel, zaczął bić, dusić… Kopał, żebym spadła z łóżka. A jego ojciec siedział i na to patrzył.

Pierwszy raz mój mąż uderzył mnie, gdy byłam w ciąży. 18 lat temu… Wtedy pomyślałam, że może ja go czymś zdenerwowałam, a może tak jakoś wyszło i że właściwie nic się nie stało. Mogłam tak myśleć, zwłaszcza, że na początku bił mnie raz na pół roku, raz na rok. O siniakach szybko się zapomina… Wymazuje się z pamięci. Ale mam obdukcję z tego pierwszego razu, mam też z kilku następnych. Ale nigdy nic z tym nie zrobiłam wierząc, że kolejnego razu już nigdy nie będzie… W końcu przestałam chodzić na obdukcje, bo było mi zwyczajnie wstyd…

Zakochałam się jak wariatka. Miałam 23 lata, za sobą nieudany związek. Sama z córką i nagle pojawił się on. Mówił, że jest osiem lat starszy, choć później okazało się, że 18. Pewnie każda kobieta wie, jak to jest stracić głowę dla faceta. Szarmancki, z planami na biznes, który wtedy dopiero zaczynał rozkręcać. Nosił mnie na rękach, od razu zapowiedział, że adoptuje moją córkę. Dziś wiem, że czerwona lampka powinna była się mi zapalić, kiedy tak źle mówił o swojej byłej żonie. Zacietrzewiał się, powtarzał, jaka ona straszna, zresztą nie przebierał w słowach. Tylko ja głupia mu wierzyłam i zastanawiałam się, jak ona mogła zostawić tak wspaniałego faceta.

Oświadczył mi się, razem z pięknym pierścionkiem dostałam intercyzę do podpisania. Nie miałam pojęcia co to jest i po co. Tłumaczył mi tylko, że rozkręca swój interes, chce mnie chronić, żeby gdyby coś mu nie wyszło, to żebym ja była bezpieczna i żeby za mną komornik nie chodził. Jak mogłam mu nie wierzyć. Byłam pewna, że chce dla mnie jak najlepiej, tak jak sam mi to tłumaczył.

A on doskonale wiedział, co robi. Może nie spodziewał się, że pośrednictwo kredytowe może przynieść mu kokosy, a jednak. Zaczął zarabiać naprawdę duże pieniądze. A kto ma pieniądze ten rządzi, ten jest widoczny. Otrzymywał nagrody, podziękowania od władz miasta, gdy coś zasponsorował, wsparł jakąś akcję dla dzieci. Po prostu idealny obywatel, pomocny, chętny do działania. Tylko w domu tyran… Moją córkę wyzywał od bękartów, ubliżał jej nie raz. A później kupował jej najlepsze ciuchy, wykupywał najlepsze obozy… To wszystko działało na zasadzie: teraz cię zgnoję, a za chwilę ci to wynagrodzę. Jak jakiś obłęd. Zawsze miał dwa oblicza.

Najgorzej zaczęło być, kiedy postanowił rozszerzyć działalność, kiedy praca pochłonęła go bez reszty i mam wrażenie, że zawładnęła nim taka żądza pieniądza. Wtedy coraz częściej stawał się nerwowy. Z jednej strony mówił, że robi to wszystko dla nas, a z drugiej wykrzykiwał, że wszystko jest jego, że bez niego byłabym nikim, że nawet butów bym sobie nie kupiła. Powtarzał, że jestem szmatą, która powinna mu okazywać tylko wdzięczność. A ja za każdym razem, kiedy jechaliśmy na wakacje powtarzałam dzieciom: podziękujcie tacie, że nas zabrał, że dzięki niemu mogliśmy tyle zobaczyć i miło spędzić czas. Choć ten miły czas był iluzją. Wszystko musiało być tak, jak on chciał. Dzieci go drażniły, miały być cicho, siedzieć w jednym miejscy, robić i mówić to, co on im każe… Kiedy ja stawałam w ich obronie, obrywałam. A one później i tak go kochały, bo kupował im, co chciały…

Nie mogłam iść na studia, skończyć jakiejś dodatkowej szkoły, bo on nie dawał mi takiej możliwości. „Twoim obowiązkiem jest zająć się dziećmi, ja już na nas zarobię” – powtarzał, a później ubliżał od darmozjadów i nieuków. Że ja to do jednego się tylko nadaję, ale w sumie, gdyby mnie postawić na ulicy, to i tak nikt by mnie nie chciał. Kiedy słyszysz, że jesteś nikim, że osoba, o której myślałaś, że cię kocha, mówi, że sprzedałaby cię do burdelu, bo tylko na to zasługujesz, to naprawdę zaczynasz wierzyć, że jesteś nikim. Przestajesz siebie zauważać, nawet w lustrze się nie oglądasz, bo po co. Po co tracić czas na przyglądanie się sobie, skoro jesteś nikim. Stajesz się z jednej strony wyzuta z emocji, bo nie chcesz niczego czuć, a zwłaszcza tego wstydu, upokorzenia i tej ogromnej bezsilności, która daje ci pewność, że nie masz jak i że nigdy się z tego nie wyrwiesz…

Nikomu nie mówiłam. Choć bywało, że bałam się o swoje życie, zwłaszcza, gdy syn uderzył mnie pierwszy raz tak, że myślałam, że złamał mi rękę. Spojrzał na mnie wtedy z nienawiścią w oczach mówiąc, że mam się nie wtrącą w nie swoje sprawy. A ja chciałam tylko z biurka wziąć e-papierosa, bo jak, wówczas 15-latek, z e-papierosem?

Nie raz mnie szturchnął, popchnął, jak przechodziłam. Mówił, że nawet śniadania zrobić nie potrafię i że obiad to on sobie zje w mieście, bo tego gówna, które ja gotuję nie da się jeść… Słyszysz to od swojego dziecka i nie wierzysz… Czujesz, jak pęka ci serce, dosłownie, jak klatkę piersiową rozrywa ból nie do zniesienia. Przypominasz sobie wszystkie te chwile, kiedy tuliłaś, dmuchałaś w stłuczone kolano, całowałaś w obitą głowę. Kiedy pocieszałaś, bo kolega nie chciał się z nim bawić… Ja nawet nie wiem, kiedy go straciłam. Pamiętam, że cieszyłam się, że chociaż on ma dobry kontakt z ojcem. Wyjeżdżali razem na męski weekend na ryby, byli sami kilka razy na nartach. Widziałam, że ojciec jest dla niego autorytetem, nie wiedziałam, że też w kwestii traktowania kobiet… Podobno teraz chwali się w mieście, że był w burdelu… Nawet nie chcę powtarzać, co mówi, a co do mnie dociera.

Jego dziewczyna tylko mi kiedyś powiedziała, że ona widzi te moje siniaki ukrywane pod okularami, że zauważyła, że siedzę w kuchni i płaczę, a nie siadam z nimi do obiadu… Ostrzegłam ją wtedy przed moim synem, powiedziałam, że jeśli nie chce skończyć tak, jak ja, niech trzyma się od niego z daleka.

Mieszkałam w pięknym domu z basenem. Wszystkim się zajmowałam. Dbałam o porządek, gotowałam. I jeszcze wszystko było źle. Kiedy poszłam do pracy, wytrzymałam miesiąc, bo on skutecznie mi to uniemożliwił. Wydzwaniał, pytał, kiedy wrócę, czy jestem w pracy… Bałam się wracać, bo nie wiedziałam, w jakiej on jest furii.

To też nie było tak, że ja wszystko znosiłam pokornie. Kiedy mnie wyzywał od najgorszych stawiałam się, prosiłam, żeby tak do mnie nie mówił. Ale on nadal ubliżał mi, więc bywało, że ja z nerwów zaczynałam wrzeszczeć, żeby już przestał. Wtedy dzieci schodziły na dół, a on mówił: „Zobaczcie matka znowu wariuje, znowu jej odbiło”, im też jak widać skutecznie prał głowę.

W ostatnich latach, to ja już tylko zamykałam się w pokoju, żeby on do mnie nie przychodził, żeby tylko mojemu synowi nie wchodzić w drogę. Chciałam już tylko spokoju. A on, kiedy tylko mu się sprzeciwiałam, kiedy się odzywałam, palcami machał mi przed oczami i mówił tym swoim kpiącym tonem: „Odcinam ci pępowinkę finansową, na nic już dzisiaj nie dostaniesz” i po kilku dniach przychodził udobruchany moim posłuszeństwem: „wiesz dzisiaj mam tak dobre serce, że oddam ci te kluczyki do samochodu, żebyś na pieszo nie musiała iść po zakupy”. I wtedy znowu było dobrze i ja znowu miałam nadzieję, że to się nie powtórzy.

Pierwszy raz wyprowadziłam się rok temu. Uciekłam, bo bałam się o własne życie. Nawet mojej siostrze napisałam oświadczenie, że jestem świadoma tego, co piszę i tego co się ze mną dzieje, ale gdyby coś mi się stało, gdybym zginęła w dziwnych okolicznościach, to oskarżam o to mojego męża, to on byłby sprawcą tej zbrodni. Wróciłam, bo on kilka lat temu wziął na mnie i na siebie kredyt, na ponad milion złotych, pod hipotekę domu, którego do dzisiaj nie jestem właścicielem. Dzwonił do mnie i mówił, że przestanie płacić, że moja rodzina zostanie tym kredytem obarczona. Wróciłam, bo bałam się, że to prawda. Ale zasięgnęłam później opinii specjalisty i okazało się, że skoro ja nic nie mam, to nawet w przypadku zadłużenia, komornik może jedynie sprzedać dom i to wszystko. To mi dodało pewności siebie odrobinę.

W tamten dzień zadzwonił szwagier, że zaprasza na imieniny. Wysłałam mu zdjęcie swoich posiniaczonych rąk, napisałam, że już dłużej nie wytrzymam. Nie poszłam, poszedł mój mąż z synem. A ja siedziałam w domu i prosiłam Boga, żeby coś z tym zrobił, obojętnie w którą stronę, ale żeby coś zrobił, bo ja już nie chcę tak żyć. Nie chce tego ciągłego strachu, tego bólu, upokorzenia. I wtedy wrócili. Mój mąż zaczął wyrywać mi pilota z ręki, od razu zaczął się czepiać. Próbowałam załagodzić sytuację, ale wtedy mnie uderzył… Do pokoju wpadł syn, resztę opowiedziałam już na początku. Uciekłam na dół. Ale dobiegły mnie jakieś dziwne dźwięki. Weszłam na górę, a mój syn nożyczkami ciął moje ubrania, niszczył moje torebki i buty. „Co ty robisz?” – spytałam. I wtedy usłyszałam, że jestem nic nie wartym śmieciem, że mógł mnie udusić i byłby święty spokój…

Uciekłam kiedy nie było ich w domu. Spakowałam swoje rzeczy i wyjechałam do brata… Nie mam nic, kompletnie. Jestem na kuroniówce. On zawsze pilnował, żebym nie miała możliwości odłożenia sobie jakichkolwiek pieniędzy. Jednak dzisiaj wolę jeść suchy chleb niż wracać do tamtego życia… Nagrałam go jeszcze, nagrałam mojego syna, jak mi groził. Nie poddam się, nie chcę już siedzieć cicho, choć nadal bardzo się boję, boję się nawet tego, że coś może mi się stać, jak będę wracać do domu. Ale jestem w stanie dużo znieść. I tak jak mój mąż mówił, że wózki w markecie będę ustawiać, tak jak mu udowodnię, ile jestem warta, że nie dałam się mu zniszczyć.


Lifestyle

Dobre relacje to nie kwestia przypadku czy szczęścia. Oto 9 zasad, które pomogą ci w ich zbudowaniu

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
5 maja 2017
Fot. iStock / jacoblund

Jak to się dzieje, że jedni otoczeni się wianuszkiem przyjaciół, z każdym znajdują wspólny język i nie znają smaku samotności czy odrzucenia, a inni, pomimo szczerych chęci, mają problemy w kontaktach interpersonalnych i nigdy nie byli gwiazdami towarzystwa? Można zrzucić to na przypadek, szczęście, pomyślny horoskop lub naturalne predyspozycje, ale prawda jest taka, że dobre relacje wymagają wysiłku, pracy i ciągłych starań.

Każdy z nas jest co najmniej w kilku relacjach – z partnerem, rodzicami, własnymi dziećmi, sąsiadami, przyjaciółmi czy współpracownikami. Jako istoty społeczne nie możemy od tego uciec, dlatego tak ważne jest, by nauczyć się budowania dobrych, silnych i pozytywnych relacji. Jak sprawić, by kontakty te układały się bez trudu? Oto kilka uniwersalnych zasad, dzięki którym stosunki międzyludzkie przestaną być czarną magią, a zaczną być źródłem satysfakcji i zadowolenia.

Życie jest za krótkie, żeby wszystkich zadowolić

Jeśli zrozumiemy tę podstawową zasadę życie od razu stanie się prostsze – i budowanie relacji także. Żyjemy dla siebie, a nie po to by wiecznie komuś dogadzać i zbierać od nich oklaski. Miło jest, gdy uszczęśliwiamy swoimi działaniami innych, ale przede wszystkim to my same powinnyśmy czuć zadowolenie i satysfakcję. Nasze poczucie szczęścia wpływa przecież na stosunek do świata i innych – zadowolone i bez frustracji będziemy lepszymi partnerkami, matkami, córkami czy pracownicami. Życie jest za krótkie, by wszystkich zadowolić, dlatego skup się na sobie i pozwól sobie na dawkę zdrowego egoizmu.

Słowa mają moc

I to ogromną. Niby to oczywiste, niby banał, ale na co dzień nie pamiętamy o tej prostej zasadzie. Narzekamy, marudzimy, krytykujemy, zapominamy o pochwałach i odpowiedniej motywacji, często nieodpowiednio dobranymi słowami dobijamy innych, a nawet krzywdzimy. A relacje na tym cierpią, ulegają osłabieniu i niszczeją.

Relacja jest jak konto bankowe – wpłacasz albo robisz debet

Wyobraźmy sobie, że każda relacja jest niczym konto bankowe – to, jak wygląda, zależy od tego, ile na nie wpłacimy! Dobre słowo, przyjazny gest, wsparcie, pomoc, dobry uczynek – to świetny kapitał oszczędnościowy, który owocuje wspaniała relacją. Uważaj jednak, by nie robić debetu oszustwem, kłamstwem, manipulacją, zaniedbywaniem, ochami czy brakiem zaangażowania – straty mogą być bardzo trudne do odrobienia.

Nie musisz lubić innych, ale musisz ich szanować

Nie musisz lubić innych, naprawdę! Nie ma takiego obowiązku i pewnie nie ma na świecie osoby, która wszystkich darzyłaby jednakową sympatią i miłością.  Ale musisz innych szanować, zawsze i każdego, bez wyjątku. Bez względu na to, jakie opinie głoszą, jakie wartości wyznają i co sobą reprezentują, czy są do ciebie podobni, czy też zupełnie różni – szacunek to podstawa!

Zakładaj, że inni słyszą wszystko, co o nich mówisz

Nie obgaduj, nie roznoś plotek, nie drwij, nie oceniaj zbyt pochopnie. Załóż sobie, że inni słyszą wszystko to, co o nich mówisz – czy będziesz w stanie powtórzyć to samo patrząc komuś prosto w twarz? Bądź fair w stosunku do innych, a oni odwdzięczą ci się tym samym – w końcu dostajemy to, co sami dajemy światu.

Możesz czuć złość i wściekłość, ale kontroluj je

Złość i wściekłość to naturalne uczucia, którym nie warto zaprzeczać – stłumione będą się gromadzić, nawarstwiać i wrócą później ze zdwojoną siłą. Nie ma nic złego w ich odczuwaniu, jednak trzeba je kontrolować i nie pozwolić, by to one rządziły nami. Zbyt często zdarza nam się rozładować złe emocje na innych, dostają rykoszetem z powodu naszej wewnętrznej frustracji i rozgoryczenia.

Nie bój się przyznać do błędu i pomyłki

Udajemy, że jesteśmy idealni i perfekcyjni, ukrywamy swoje błędy i staramy się pokazywać innym jedynie z dobrej strony. Tymczasem te pomyłki, nieodciągnięcia i porażki zjednują nam sympatię – sprawiają, ze inny myślą „uff, a więc ona też nie ogarnia, jak dobrze”, widzą w nas normalnego człowieka, z którym mogą się utożsamić i porównać. Błąd nie sprawia, że jesteś gorsza – sprawia, że jesteś ludzka!

Bądź sobą – ostatecznie liczy się to, jaka jesteś

Możesz ślepo gonić za trendami, próbować dostosowywać się do innych, a nawet imponować im wiedzą, umiejętnościami czy znajomościami, ale ostatecznie liczy się to JAKA jesteś, a nie ile wiesz, czy posiadasz. To twoje emocje, umiejętność empatii i wsłuchania się w innych, poczucie humoru, życzliwość i dobre serce zjednują prawdziwą sympatię otoczenia i miłość bliskich.

Praca nad relacjami polega na zmianie samego siebie, nie na zmianie innych

Nie próbuj zmienić innych myśląc, że to w nich tkwi błąd waszych relacji. Prawdziwa praca nad wzajemnymi stosunkami polega na zmianie samego siebie! Zacznij od szczerej autoanalizy i autorefleksji, przyjrzyj się dokładnie swoim poczynaniom, wsłuchaj w wypowiadane przez siebie słowa. Zastanów się, co możesz poprawić, co chcesz zmienić, jakie masz silne i słabe strony. Podejmij decyzję o chęci samorozwoju i wprowadź nową jakość w swoje relacje, a zmiany przyjdą szybciej, niż się spodziewasz.

 

Zapisz


Zobacz także

Stosujesz leki przeciwbólowe? Unikaj tych 6 grzechów głównych

Regulamin konkursu „Złóż nam życzenia na roczek”

8 rzeczy, których nigdy nie mów innym o swoim partnerze

8 rzeczy, których nigdy nie mów innym o swoim partnerze