Pielęgnacja Uroda

Spierzchnięte usta – przyczyny problemów i domowe sposoby na poprawę kondycji skóry ust

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 października 2020
Spierzchnięte usta - przyczyny, hormony, domowe sposoby
Fot. iStock
 

Spierzchnięte usta to problem, który nasila się zazwyczaj i jesienią i zimą. Niesprzyjająca aura na zewnątrz przesusza usta i wpływa na pogorszenie kondycji i wyglądu ich skóry. Istnieje kilka innych czynników wpływających na pojawienie się problemu, a na wiele z nich mamy wpływ. Co należy robić, a czego unikać, by spierzchnięte usta odeszły w zapomnienie?

Spierzchnięte usta — przyczyny

Wpływ na spierzchnięte usta mają wspomniane już czynniki atmosferyczne, takie jak wiatr, mróz, ale także wysokie temperatury, które wpływają na przesuszenie delikatnej skóry ust. Na tę dolegliwość często skarżą się osoby, które wiele godzin przebywają w klimatyzowanym i bardzo ciepłym pomieszczeniu. Suche powietrze, które tam krąży, mocno wysusza skórę. Przyczyną problemu mogą być także niedobory witamin, szczególnie witaminy A, witamin z grupy B, a także cynku i żelaza. Może to wynikać z niewłaściwej diety, ubogiej w substancje odżywcze, lub z niedostatecznej ilości wypijanej wody.

Źle dobrane kosmetyki, szczególnie zawierające w składzie wysuszający alkohol, mogą przyczyniać się do powstania lub pogłębiać istniejący problem. Ustom nie służy także spożywanie dań zbyt gorących, ostrych lub słonych. Pierzchnięcie skóry mogą powodować także nieświadome działania, na przykład oddychanie przez usta, skubanie skórek ust, przygryzanie zębami i oblizywanie ich językiem, zwłaszcza na mrozie i wietrze.

Spierzchnięte usta - przyczyny, hormony, domowe sposoby

Fot. iStock/Spierzchnięte usta

To wszystko może sprawić, że skóra traci dobrą kondycję, jest szorstka, nieprzyjemna, może się łuszczyć. W nasilonych objawach często dochodzi do pękania skóry i powstawania drobnych ranek. Niestety o spierzchnięte usta nietrudno. Skóra na nich nie posiada gruczołów  łojowych, których wydzielina mogłaby w sposób naturalny chronić usta przed szkodliwymi czynnikami.

Spierzchnięte usta a hormony i choroby

Na spierzchnięte usta wpływają także poważniejsze przyczyny, których nie wolno ignorować. Jedną z nich jest alergia kontaktowa, która często pojawia się przy stosowaniu nieodpowiednich kosmetyków pielęgnacyjnych lub do makijażu (np. szminka). Wiele zależy także od poziomu hormonów, które wpływają na wygląd włosów, paznokci i skóry. Widać to często przy niedoczynności tarczycy, lub u kobiet stosujących doustną antykoncepcję hormonalną. Na spierzchnięte usta wpływają także hormony, których poziom zmienia się tuż przed miesiączką. Warto wiedzieć, że spierzchnięte usta pojawiają się często przy różnych stanach zapalnych organizmu, obniżonej odporności, a także w wynikuj chorób takich jak choroba Leśniowskiego-Crohna, które powodują niedobór składników odżywczych w organizmie. W przypadku, gdy problem spierzchniętych ust jest trudny do usunięcia lub stale nawraca mimo właściwej pielęgnacji, należy udać się do lekarza po poradę. Jeśli przy tym występują inne niepokojące objawy ze strony zdrowia, nie należy odkładać wizyty na później.

Spierzchnięte usta — domowe sposoby na pożegnanie problemu 

Istnieją liczne domowe sposoby na spierzchnięte usta, które przynoszą dobre rezultaty. Jeśli usta mają tendencję do pierzchnięcia, należy zwrócić szczególną uwagę na ich pielęgnację. Często wyeliminowanie błahego czynnika pozwala zażegnać problem.

Pij dużo wody i przyjrzyj się diecie 

Odpowiednie nawodnienie organizmu ma ogromny wpływ na  stan skóry, także tej na ustach. Picie odpowiednich ilości wody w ciągu dnia, przynajmniej 1,5-2 litry, pozwoli utrzymać jej odpowiednie nawilżenie. Zadbaj również o to, by w diecie nie zabrakło soczystych warzyw i owoców (arbuzy, melony, jabłka, ogórki, cukinie, itd.), które poza wodą, dostarczają witaminy i minerały niezbędne dla zdrowej skóry. Wprowadź do diety zdrowe tłuszcze, które dobrze wpływają na stan skóry. Jedz tłuste ryby morskie, orzechy, nasiona, sięgaj po olej lniany czy oliwę z oliwek. W diecie nie powinno zabraknąć pokarmów bogatych w witaminy A i E, które wzmocnią osłabioną skórę.

Fot. iStock/Spierzchnięte usta

Nawilżaj powietrze 

Suche powietrze, które towarzyszy nam zazwyczaj jesienią i zimą, gdy kaloryfery grzeją mocno, jest częstą przyczyną suchości ust. W takim wypadku warto kupić nawilżacz powietrza, który zadba o to, by poziom wilgotności był odpowiedni. Zamiast profesjonalnego sprzętu można rozwiesić mokre ręczniki lub naczynie kamionkowe z wodą. Przy okazji pamiętaj też o regularnym wietrzeniu pomieszczenia, by zapewnić właściwą cyrkulację powietrza.

Złuszczaj przesuszoną skórę ust

Peeling, czyli złuszczenie martwego naskórka, jest konieczny, aby pozbyć się problemu. Regularne stosowanie delikatnych peelingów poprawi ukrwienie i wygładzi skórę ust. Peeling do ust można kupić w drogerii lub w aptece, lub prostym sposobem przygotować go w domu. Łyżeczkę miodu zmieszaj z cukrem trzcinowym lub zwykłym i delikatnie wymasuj nim usta. Taki masaż i złuszczanie możesz wykonać zwykłą, nieużywaną szczoteczką do zębów — namocz ją i delikatnymi ruchami wymasuj wargi. Do tego możesz wykorzystać oleje takie jak kokosowy czy arganowy, które przy okazji natłuszczą delikatny naskórek. Unikaj stosowania do ust gruboziarnistych peelingów do ciała, ponieważ ich działanie jest zbyt agresywne i może podrażniać delikatny naskórek. I nigdy nie obrywaj łuszczącego się naskórka z ust. Takie domowe sposoby na spierzchnięte usta szybko przyniosą poprawę.

Spierzchnięte usta - przyczyny, hormony, domowe sposoby

Fot. iStock/Spierzchnięte usta

Sięgaj po regenerujące maski i balsamy

Przy bardzo suchej skórze ust regenerujące maski są niezastąpione. Możesz kupić gotowe produkty, dostępne w aptekach lub drogeriach, lub zajrzeć do kuchni. Jeśli masz pod ręką miód, nałóż go grubą warstwą na usta i poczekaj kilkanaście minut. Sięgnij po schłodzone w lodówce plastry ogórka, które świetnie nawilżą skórę ust. W roli domowej maseczki sprawdzi się aloes, oleje (arganowy, lniany, oliwa z oliwek), masło shea, a nawet tłusta śmietana położona na usta.

Kilka razy dziennie sięgaj po szminki ochronne lub balsamy do ust. Regularne stosowanie kosmetyków pozwoli zadbać o stałe nawilżenie, natłuszczenie ich skóry. Dzięki temu będą lepiej znosić szkodliwe czynniki zewnętrzne, takie jak wiatr, mróz, czy upał. Zwróć uwagę na to, by kosmetyki do ust zawierały choć jedną z ochronnych substancji — lanolinę, glicerynę, witaminy A i E, olejki i wyciągi roślinne, kwas hialuronowy.  Noś pomadki ochronne przy sobie. By o nich nie zapominać, kup dwie — jedną zostaw w domu, a druga niech będzie w torebce, gotowa do użycia poza domem.

Fot. iStock/Spierzchnięte usta

Pamiętaj o demakijażu

Domowe sposoby na spierzchnięte usta dadzą lepsze rezultaty, gdy skóra ust będzie odpowiednio oczyszczana. Pamiętać o tym powinny panie, które na co dzień sięgają po szminki. Demakijaż skóry twarzy (a więc i ust) jest konieczne, by skóra mogła swobodnie oddychać i się regenerować. Przy tym zadaniu sprawdzą się żele micelarne, nawilżane chusteczki do demakijażu lub odpowiednie płyny. Po wieczornym demakijażu nałóż na usta odżywczy preparat — nocą będzie działał skuteczniej.


źródło: mojacera.pl

Pielęgnacja Uroda

Ludzie, którzy nas krzywdzą, pomagają nam w naszej wewnętrznej przemianie

Redakcja
Redakcja
22 października 2020
Fot. iStock
 

To może być zaskakujące stwierdzenie, ale tak, ci którzy zadali nam ból, mogą przyczynić się do naszego osobistego sukcesu. To, co wyzwala w nas emocje, przykre doświadczenia, jest lekcją. Bolesne wzorce z perspektywy czasu okazują się błogosławieństwem.

Od czasu do czasu, gdy łapiesz się na negatywnych wspomnieniach i o tym, jak bardzo sprawiają ci one ból, robisz krok wstecz.

Załóżmy, że żyłeś w związku, w którym jedno z was było w znacznie lepszej sytuacji zawodowej i materialnej niż drugie. W takich relacjach obie osoby muszą naprawdę dojrzeć, aby móc zdrowo funkcjonować jako jednostki, a nie pozostawać w stanie współzależności. Często takie związki kończą się rozstaniem, w momencie w którym partner o słabszej pozycji nabiera przekonania, że nie może dłużej tkwić w tej sytuacji i musi się wyzwolić, by się uratować.

To nie przypadek, że tworzymy relacje z ludźmi, którzy wyzwalają w nas pewne emocje i motywują do zmian. Przyciągają nas ci, którzy w pewnym sensie pasują do naszych problemów. Ci, którzy są dla nas wyzwaniem , ale i pomagają nam się rozwijać. Często dobieramy się na zasadzie przeciwieństw – jedno z nas podejmuje decyzje sercem, drugie rozumem. Niezależnie od tego jaki jest charakter tej relacji, jeśli druga osoba pobudza cię (i negatywnie i pozytywnie), może cię czegoś nauczyć – -pokazuje ci, jakie jest twoje emocjonalne odbicie w lustrze.

Pewnie trudno byłoby ci dziś patrzeć na ludzi, którymi kiedyś dosłownie gardziłeś i uważać, że są oni  twoimi emocjonalnymi lustrzanymi odbiciami, prawda? Ale przejdźmy do konkretów. Przypomnij sobie na przykład zazdrosną koleżankę, która przy wielu okazjach robiła wszystko, żeby cię zdyskredytować w oczach znajomych, szefa, rodziny. Tak naprawdę oboje mieliście równy emocjonalny udział w tej samej interakcji. Oboje dawaliście sobie jakieś emocje.

Z perspektywy czasu i po głębszej analizie, możesz dostrzec,  że zachowanie twojej zazdrosnej koleżanki wywołało w tobie ból ponieważ przypomniało ci twoje dzieciństwo. Koleżanka krytykowała w niekontrolowany sposób wszystko, co tylko wpadło jej w oko. Jednak język, którym się posługiwała jest ci znany. Tak samo mówiła do ciebie twoja matka, kiedy odczuwała silny niepokój. Jako dziecko nauczyłeś się trzymać z dala od kłopotów, przewidując jej emocje i dążąc do doskonałości w swoim zachowaniu. Skupiłeś się na tym, by mama  nie miała powodów do krytyki (która i tak zwykle była bezpodstawna i zawsze przekazywana w sposób miażdżący i niesprawiedliwy). Mechanizm, który wytworzyłeś miał cię chronić, usprawiedliwiać, a nie wzmacniać zdrowe granice wokół własnych potrzeb i pragnień. Miałeś przetrwać.

Dorosłeś. Publiczna krytyka ze strony koleżanki nie była zatem dla ciebie czymś bezpiecznym. Twoje osobiste próby naprawienia tej relacji zakończyły się niepowodzeniem i dopiero gdy wstałeś na spotkaniu i powiedziałeś jej dobitnie, że nie pozwolisz jej (ani nikomu innemu) na dręczenie zyskałeś jej szacunek.

To doświadczenie pozwoliło ci obaczyć, jak wiele bólu nosiłeś w sobie od dzieciństwa, i poświęcić energię na leczenie tej starej rany, zamiast utrwalać ją, pozwalając na coraz więcej podobnych zachowań. Patrząc z perspektywy czasu i mając własne doświadczenia jako rodzic, widzisz, że nie byłeś odpowiedzialny za niepokój twojej mamy; było to raczej wzmocnienie jej własnego lęku jako dziecka w reakcji na kulturę i środowisko, w którym dorastała, oraz sposób, w jaki ją wychowywano.

Chociaż w dzisiejszych czasach łatwiej jest ci się oderwać się od problemów, które wywołują w tobie trudne emocje, zauważ, że wciąż jesteś na etapie wyzwalania się. To, jak sądzę, nigdy się nie zmieni, ponieważ nie ma pewniejszego sposobu, aby dowiedzieć się, czego chcemy, bez uprzedniego doświadczenia tego, czego nie chcemy. Po prostu najlepiej nie utknąć na etapie użalania się nad sobą.

Podobnych sytuacji znajdziesz w swojej przeszłości wiele. Twoim zadaniem jest je zrozumieć i wykorzystać na swoją korzyść. Bądz zatem wdzięczny tym, którzy sprawiają ci w życiu kłopot. Dzięki nim masz szansę stale się rozwijać…

 


Pielęgnacja Uroda

Dorota Gardias: Nie miałam kompletnie apetytu, nie miałam siły, a najprostsza czynność była wyzwaniem

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
21 października 2020
Fot. Screen z Instagrama / Dorota Gardias

– Dbajmy o higienę rąk i nośmy maseczki. Ja dzięki przestrzeganiu wszystkich zasad, nie zaraziłam żadnej osoby z pracy – apeluje Dorota Gardias, która z powodu zakażenia koronawirusem była hospitalizowana. – Dwa tygodnie wcześniej zdobyłam Gerlach, najwyższy szczyt w Tatrach, a teraz po prostu przeszłam kawałeczek drogi i opadłam z sił – dodaje i  przestrzega, że objawy bywają nieoczywiste, a skutki zachorowania mogą dać się mocno we znaki.

Klaudia Kierzkowska: Była pani zarażona koronawirusem, który od kilku miesięcy sieje lęk i postrach na całym świecie. Jakie objawy zaobserwowała pani u siebie?

Dorota Gardias: Byłam niezwykle wyczulona i skupiona na swoich odczuciach. Na tym co dzieje się z moim organizmem, a wszystko dlatego, że w szkole u mojej córki Haneczki stwierdzono przypadek koronawirusa. Istniało więc potencjalne zagrożenie, że my również możemy być zarażone.

Pierwszy niepokojący objaw zauważyłam u siebie będąc jeszcze w pracy. Pojawiło się drapanie w gardle, któremu towarzyszyło pokasływanie, taki suchy kaszel. Na początku nic innego, co wzbudziłoby moje podejrzenia nie zaobserwowałam, czułam się normalnie. Jednak kolejnego dnia, a był to poniedziałek, pojawił się stan podgorączkowy. Z kolei we wtorek poczułam coś naprawdę niepokojącego, coś co mnie bardzo zaskoczyło – nie mogłam ruszać oczami, spojrzenie w górę, w dół czy na boki sprawiało mi ból. Rozmawiałam z kilkoma osobami, tak zwanymi kowidowcami, którzy również zmagali się ze wspomnianym bólem gałek ocznych. Następnie pojawił się ból pleców, ale taki naprawdę mocny i niezwykle uciążliwy. Ponadto bolała mnie głowa, a skóra stała się niezwykle tkliwa, odnosiłam wrażenie, że czuję wszystkie końcówki nerwowe.

Objawy te można porównać z objawami grypowymi?

Myślę, że w pewnym stopniu można, jednak nie wszystkie z nich były objawami typowymi. Dlatego też na wymienione aspekty chciałabym wyczulić wszystkie osoby. Pamiętajmy też, że nie każdy z nas chorował na grypę. W moim przypadku pojawił się również ból narządów wewnętrznych, nie był to okropny ból, ale po prostu je czułam.

Co działo się dalej? W czwartek jadłam jabłko, niby nic wielkiego, ale ja nie czułam jego smaku! Pobiegłam szybko do łazienki by powąchać taki intensywny płyn i o dziwo jego zapach czułam. Ucieszyłam się!  Jednak po chwili znowu straciłam zmysł smaku i węchu. To nie było takie totalne odcięcie – zmysły stopniowo wracały i znikały.

Kiedy zaczęłam tracić smak i węch, poczułam się troszkę lepiej – mimo iż miałam jeszcze stan podgorączkowy, nie zmagałam się z kaszlem czy dusznościami. Niestety w sobotę rano, tuż po przebudzeniu, poczułam ból płuc. Kiedy siedziałam nie odczuwałam żadnego dyskomfortu, ból pojawiał się dopiero w momencie jak nabierałam powietrza – brałam oddech, płuca się rozszerzały i zaczynało boleć. Kolejnego dnia bolało jeszcze bardziej i bardziej. Nie były to znane mi odczucia bólowe, jednak mimo wszystko starałam się nie panikować. Wiem, że przy panice zaczyna bić szybciej serce i duszność, która temu towarzyszy jest większa. Dlatego jeśli mogę coś komuś zasugerować to proszę zachować względny spokój – na tyle na ile można sobie na to oczywiście w takiej sytuacji pozwolić. Starałam się nie nakręcać bo wiem, że stres niekorzystnie wpływa na nasz oddech, który staje się wówczas bardzo płytki. Następnego dnia miałam już połowę tego oddechu, pojawił się jeszcze silniejszy ból. Skonsultowałam się z lekarzem z państwowej placówki medycznej – pamiętajmy tylko z takimi lekarzami się kontaktujmy! Tylko taki lekarz może nas przeprowadzić przez COVID i potem zwolnić z izolacji. Wydzwanianie do placówek prywatnych nie ma sensu – to strata czasu.

Wracając do tematu, dostałam skierowanie do szpitala i zaczęłam zastanawiać się, czy pojadę tylko na badanie, czy zostanę tam dłużej. Była to dla mnie pewnego rodzaju abstrakcja –  zaraz pojadę do szpitala, nie wiem co mnie tam czeka – stało się to, o czym dopiero słyszałam tylko w telewizji.

W pierwszej kolejności musiałam zadzwonić do sanepidu by poinformować, że otrzymałam skierowanie do szpitala. Sanepid anulował izolację – codziennie przyjeżdżała do mnie policja, dlatego musiałam załatwić wszystko, żeby nie było żadnego problemu.

Kiedy zrobiła pani test – na samym początku, czy dopiero kiedy pojawiły się poważniejsze objawy?

Wiedziałam że wychowawczyni Hani ma potwierdzony COVID, dlatego też kiedy zaczęło mnie drapać w gardle byłam przekonana, że i nas dopadł wirus.

Chciałam wiedzieć, chciałam zaoszczędzić nam czasu. Zadzwoniłam do prywatnej firmy medycznej, pod nasz dom przyjechała karetka, do której zeszłyśmy w całym reżimie sanitarnym.  Jako pierwsze zrobili nam testy kasetkowe z krwi, których wyniki otrzymujemy po kilku minutach. Wynik wyszedł negatywny, jednak postanowiłam zrobić jeszcze wymaz z nosa, bo byłam przekonana, że jesteśmy zarażone. Dopiero wymaz pokazał wynik pozytywny. Proszę pamiętać, testów kasetkowych sanepid nie bierze pod uwagę, dlatego nie warto ich wykonywać. Mimo iż są nieco tańsze, nie zawsze są wiarygodne.

Jak wyglądało przyjęcie do szpitala?

W reżimie sanitarnym pojechałyśmy z Haneczką do szpitala MSWiA w Warszawie, gdzie przeszłyśmy całą procedurę. W pomarańczowym namiocie wykonano nam wstępne badania, a następnie skierowano na SOR, gdzie wykonano mi tomografię płuc. Zmiany typowo covidowe, muszę zostać w szpitalu – taką diagnozę usłyszałam. Córka również została w szpitalu, jednak ona wszystko przechodziła o wiele łagodniej. Muszę przyznać, że byłam naprawdę zaskoczona, nie byłam przygotowana na pozostanie w szpitalu – w plecaku miałam tylko butelkę wody i banana. Miałam to ogromne szczęście, że w szpitalu podawany miałam tylko tlen – saturacja wychodziła na granicy, nie była tragiczna.

Towarzyszył pani strach, czy podchodziła do pani do wszystkiego na spokojnie?

Może trochę się bałam, jednak ja mam taki charakter, że jak coś złego się dzieje, to spływa na mnie spokój, działam, myślę logicznie, nie panikuję. Tak jestem skonstruowana. Cały czas starałam się myśleć racjonalnie. Będąc w szpitalu przyjęłam, że tak ma być, tak jest i muszę to przetrwać. Moim jedynym celem było takie pozytywne myślenie – leżałam, spokojnie oddychałam, słuchałam zaleceń lekarza, przyjmowałam leki.

Gorzej było jak wyszłam ze szpitala. Dopiero wtedy dotarło do mnie to co się stało – zeszło napięcie i pojawiły się łzy. Dałam upust swoim emocjom. Jednak szybko poukładałam sobie wszystko w głowie, uspokoiłam się i skoncentrowałam się na swoim zdrowiu i regeneracji organizmu.

A teraz jak pani się czuje?

Muszę przyznać, że w pierwszym tygodniu po wyjściu ze szpitala nie czułam się najlepiej, byłam bardzo osłabiona, schudłam 5 kg – a przy mojej figurze to naprawdę dużo.

Wychodząc ze szpitala wzięłam plecak na plecy, zjechałam windą i zeszłam kilka schodków – proszę mi wierzyć, zanim drzwi się otworzyły, musiałam usiąść na ławce, byłam tak zmęczona. A dwa tygodnie wcześniej zdobyłam Gerlach, najwyższy szczyt w Tatrach, a teraz po prostu przeszłam kawałeczek drogi i opadłam z sił.

Nie miałam kompletnie apetytu, nie miałam siły, a najprostsza czynność była wyzwaniem. Nawet suszenie włosów i trzymanie rąk w górze sprawiało mi trudność. Na szczęście płuca mnie już nie bolały, jednak ich wydolność była o wiele mniejsza.

Od samego początku dużą wagę przywiązywałam do tego co jadłam – dużo warzyw, owoców i ryb. Kaloryczność zwiększyłam do 2,5 tys. – tego potrzebował mój organizm. Powrócił smak i węch, a  jedzenie sprawiało mi przyjemność.

Nadal jestem osłabiona, ale czuję się o wiele lepiej. Wszystko robię na spokojnie, spaceruję po lesie. Swoje ciało wprawiłam ciało w ruch i ono samo zaczęło się toczyć. Oddycham spokojnie i myślę, że niedługo zacznę wykonywać jakieś ćwiczenia rozciągające. Bardzo brakuje mi ruchu! (śmiech).

Jak wygląda sytuacja polskiej służby zdrowia, czy naprawdę jest aż tak źle?

Proszę pamiętać, że ja trafiłam do szpitala przed wybuchem drugiej fali zachorowań. W moim przypadku wszystko przebiegło sprawnie, bez żadnych kłopotów. Ponadto szpital MSWiA ma duże możliwości i nie można go porównać ze szpitalem w małej miejscowości. Obawiam się, że obecnie sytuacja wszystkich szpitali wygląda o wiele gorzej.

Dbajmy o higienę rąk i nośmy maseczki. Ja dzięki przestrzeganiu wszystkich zasad, nie zaraziłam żadnej osoby z pracy. To naprawdę bardzo ważne!


Zobacz także

Idź na wrotki

Dzień #13. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

peeling z aspiryny

Scrub z aspiryny na dwa sposoby i aspirynowa maseczka. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #21 [11.05]

Po pierwsze – pielęgnacja!