Pielęgnacja Uroda

Laminacja (laminowanie) brwi – odżywia, pogrubia i utrwala idealny kształt włosków. Na czym polega i ile kosztuje ten zabieg?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 sierpnia 2021
Laminacja brwi - na czym polega
Fot. iStock
 

Laminacja (laminowanie) brwi jest metodą pozwalającą na uzyskanie lepszego kształtu brwi, a dodatkowo odżywienia włosków. Po tym zabiegu brwi wyglądają na zdrowsze, grubsze i dobrze ułożone. Laminacja brwi sprawdza się świetnie przy naturalnie gęstych brwiach, które trzeba okiełznać, jak i tych mniej obfitych, gdy trzeba poprawić ich naturalny wygląd. Jak wygląda laminacja (laminowanie) brwi, ile kosztuje, i czy można wykonać zabieg samodzielnie w domu?

Laminacja (laminowanie) brwi — na czym polega?

Laminacja brwi służy ułożeniu brwi tak, by były one bardziej wyraziste i uporządkowane. Sprawdzi się szczególnie jeśli kobieta posiada  niesforne włoski lub rosnące nieregularnie. Zabieg laminacji pozwala na okiełznanie ich, odpowiednie ułożenie na określony czas. Efekt może być delikatny, podkreślający naturalną linię brwi, jak i może podkreślić brwi zaczesane do góry, optycznie pogrubione. Laminowanie brwi jest zabiegiem bezbolesnym i bezpiecznym, o ile przeprowadzona jest zgodnie z zasadami. Trwa ok. 45 minut.

Po przeprowadzonym zabiegu wystarczy codzienne zaczesać włoski w pożądanym kierunku za pomocą szczoteczki. Laminację należy powtarzać co 6 tygodni, by cieszyć się podkreślonymi brwiami, a w tym czasie odpowiednio pielęgnować brwi w domu, aby efekt utrzymał się przez ten czas.

Laminacja brwi - na czym polega

Fot. iStock/Laminacja brwi

Laminacja brwi — jak wygląda zabieg?

Laminacja brwi opiera się na zmianie kształtu oraz kierunku wzrostu włosków na skutek działania kwasu tioglikolowego. Kwas tioglikolowy najpierw rozrywa wiązania dwusiarczkowe we włoskach, po czym tworzy nowe.

Ponieważ łuski włosków w brwiach muszą zostać otwarte podczas zabiegu, konieczna jest kolejnych etapach właściwa regeneracja przy pomocy preparatów zawierających keratynę oraz olejki roślinne. Zastosowanie regeneracji wpływa na poprawę  kondycji oraz elastyczności włosków, przywraca ich blask.

Przez pierwszą dobę po przeprowadzonej laminacji należy unikać dotykania brwi bez przyczyny, a także kontaktu z wodą, w tym korzystaniu z długiej kąpieli czy sauny. Po upływie tego czasu brwi można już malować. Koniecznie trzeba pamiętać o pielęgnacji domowej laminowanych brwi, aby wyglądały one doskonale.

Pielęgnacja brwi po laminowaniu

Brwi po zabiegu laminowania wymagają prostej pielęgnacji. Wystarczy nałożyć kropelkę olejku do brwi na każdą z nich przed snem i  przeczesać szczoteczką. Brak pielęgnacji może sprawić, że brwi staną się niesforne i nawet trudniejsze do ułożenia niż przed zabiegiem.

Laminacja brwi - na czym polega

Fot. iStock/Laminacja brwi

Laminacja brwi a alergia i łuszczenie się skóry

Ponieważ podczas laminacji brwi wykorzystuje się produkty działające aktywnie na warstwę rogową skóry, w trakcie zabiegu może pojawić się delikatne mrowienie i szczypanie, a po nim skóra wokół brwi może się nieco łuszczyć. Jeżeli już podczas laminowania pojawi się silne swędzenie lub szczypanie skóry, należy poinformować o tym stylistkę. Taka reakcja może być skutkiem nietolerancji lub wręcz alergii na  składniki preparatów wykorzystanych do laminowania.

Czy laminację brwi można wykonać samodzielnie?

Dostępne są zestawy do samodzielnej laminacji brwi w domu, choć specjaliści nie zachęcają do samodzielnego wykonywania jej w domu. Bliskość brwi i oczu podnosi ryzyko nie tylko uszkodzenia włosków brwi, ale także podrażnienia oczu. Źle przeprowadzony zabieg skutkuje  przesuszeniem i powykręcaniem włosków, a nawet „spaleniem” ich lub poparzeniem skóry. Jeśli chcesz samodzielnie podjąć się zadania, sięgnij po produkty przeznaczone do domowego laminowania brwi i krok po kroku postępuj zgodnie z dołączoną do nich instrukcją.

Laminacja brwi w domu w kilku krokach

Zanim przejdziesz do zabiegu, przeprowadź próbę uczuleniową. Poniższe rady dotyczą zestawu, w skład którego wchodzą: szampon do brwi i rzęs, keratyna, folia ochronna, aktywator i neutralizator.

  1. Oczyść skórę i wykonaj demakijaż brwi szamponem do brwi, po czym dokładnie osusz skórę i włosy.
  2. Wyczesz włoski grzebykiem i za pomocą aplikatora/pędzelka nanieś na brwi warstwę aktywatora. Zabezpiecz brwi folią na 5-12 minut. Dokładny czas zależy od podatności i grubości włosków.
  3. Ściągnij nadmiar produktu płatkiem kosmetycznym najpierw na sucho, następnie na mokro (płatek nie może ociekać wodą), a na koniec znów na sucho.
  4. Kolejno nanieś neutralizator i przeczesz je w pożądanym kierunku. Następnie przyklej znów folię i zostaw ją na 5 -12 minut.
  5. Ściągnij nadmiar produktu płatkiem kosmetycznym metodą sucho — mokro — sucho.
  6. Zastosuj keratynę do laminacji brwi i rzęs lub olejek do brwi.
Laminacja brwi - na czym polega

Fot. iStock/Laminacja brwi

Laminacja brwi — przeciwwskazania

Mimo że laminacja brwi wydaje się być zabiegiem, który można wykonać u każdego, to jednak istnieją pewne przeciwwskazania do jego wykonania:

  • stwierdzenie alergii na składniki zastosowanych preparatów;
  • istnienie otwartych ran, otarć, i pęknięć skóry otaczającej brwi;
  • wysuszona skóra;
  • ostry trądzik z otwartymi zmianami skórnymi w okolicy brwi;
  • atopowe zapalenie skóry (AZS)
  • peeling twarzy przeprowadzony w przeciągu 48 h przed laminowaniem brwi;
  • zabiegi złuszczające z wykorzystaniem kwasów w przeciągu 2 tygodni przed zabiegiem.
  • stosowanie retinolu i jego pochodnych w  ciągu miesiąca przed zabiegiem.

Laminowanie brwi — cena

Koszt laminowania brwi w salonie kosmetycznym waha się od 100 do 200 zł. Samodzielne przeprowadzenie zabiegu jest tańsze — za zestaw do laminacji brwi trzeba zapłacić od kilkudziesięciu złotych wzwyż.

FB/ohmepl

 


źródło:  jolash.pl

Pielęgnacja Uroda

„Kocham cię”, „Jesteś dla mnie ważna” lub „Dzięki tobie jestem szczęśliwy”. Dlaczego faceci mają kłopot z wyznaniem miłości?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 sierpnia 2021
fot. olegbreslavtsev/iStock
 

Kiedy mężczyzna słyszy od kobiety „Kocham cię”, bardzo się na to cieszy, choć nie daje tego po sobie poznać, mówi terapeuta Krzysztof Bąk. Dlaczego faceci mają kłopot z wyznaniem miłości?

Wiele moich koleżanek twierdzi, że ich partnerzy nie chcą, nie lubią, unikają mówienia: „Kocham cię” i innych romantycznych i ciepłych słów.

– Tak rzeczywiście jest. Pani koleżanki wcale nie przekłamują rzeczywistości, bo fakty psychologiczne są takie, że mężczyźni w tej sferze czują się po prostu mniej pewni.

Dlaczego więc mają problem z mówieniem o uczuciach?

– Historia rozwoju jest taka, że mniej więcej w trzecim roku życia chłopcy powoli zaczynają budować swoją męską tożsamość i wtedy muszą zaprzeczyć własnym pragnieniom bliskości i zależności od matek. Przez pierwsze trzy, cztery lata życia chłopcy są blisko związani z matkami, podobnie jak dziewczynki, a potem to zaczyna się zmieniać. Chłopiec musi wypiąć tę swoją dziecięcą pierś i powiedzieć: „Teraz już chcę radzić sobie sam”.

Bo bycie mężczyzną w naszej kulturze oznacza bycie kimś, kto potrafi sprawnie rywalizować z rówieśnikami. Kiedyś bardziej chodziło o siłę fizyczną, teraz już pewnie o takie kompetencje sprawnego umysłu. Nie mniej cały czas jest to ten sam kontekst – rywalizacji, zwycięstwa i czucia się pewnie w chłopięcej grupie rówieśniczej.

Potem taki trzylatek przechodzi pod kuratelę taty, którego zachowania bacznie śledzi. Co się wtedy z nim dzieje?

– Najlepiej, gdy w trzecim roku życia ojciec bierze syna za rękę, zabiera go ze sobą na rower, na boisko, na wycieczki i uczy go swojego męskiego świata. Choć muszę powiedzieć, że dziś mężczyźni bardzo się zmieniają i chętniej wchodzą w role opieki wczesnotacierzyńskiej. Widać to wyraźnie w rozmowach w moim gabinecie terapeutycznym – ojcowie w sytuacji rozwodu głębiej niż na przykład piętnaście lat temu – przeżywają sytuację rozdzielenie z małym dzieckiem.

Czego uczy się chłopiec, obserwując ojca i dziadka?

– Ciekawy temat. Od drugiej wojny światowej minęło ponad 70 lat, a ja cały czas słyszę w opowieściach mężczyzn historie, które można wyjaśnić tylko cofając się do doświadczeń jego dziadka. Historia wojenna cały czas w nas wszystkich jest bardzo żywa. Wojna, podczas której mężczyźni czuli lęk zagrożenia życia, nie była czasem, w którym mogli mieć kontakt z miękką, emocjonalną częścią swojej natury. Wtedy głównie liczyła się sprawność działania i pragmatyzm życia codziennego.

Taki wzór funkcjonowania jest nieświadomie przekazywany pokoleniowo: chłopiec wychowywany przez ojca, który zaprzeczał delikatnej stronie swojej natury, najczęściej staje się podobny i w ten sam sposób wychowuje syna. Dziadek nie mówił żonie „kocham cię”, więc często dziś jego wnuk też tego nie potrafi. Chociaż trzeba powiedzieć, że wojna też mocno wpłynęła na kobiety. Przecież „matki wojenne” zostawały z dziećmi same i więcej obowiązków na nie spadało, a to spowodowało, że przyzwyczajały się do samowystarczalności.

Co dalej dzieje się zatem z chłopcem, który dzięki ojcu poznaje męski świat?

– Mężnieje i staje się mężczyzną w rozumieniu naszej zachodnioeuropejskiej kultury, która promuje: zaradność, spryt, sukces w pracy, wspinanie się po szczeblach kariery i stabilność finansową. Ale cały czas jest to budowane na stłumieniu tej emocjonalnej potrzeby, która w świecie dorosłych nazywana jest „miłością”.

Moje koleżanki skarżą się, że mężczyźni w odpowiedzi na zarzut: „Czemu nie mówisz mi, że mnie kochasz?”, słyszą od partnerów: „Ależ przecież ja dziś umyłem ci samochód!” Dlaczego tak jest?

– Bo mężczyźni, choć nie potrafią często tego nazwać, boją się poczuć swoją silną wewnętrzną potrzebę miłości i czułości. Wyobraźmy sobie, że jak chłopiec jest trzylatkiem, to zaczyna budować tamę, która ma zatrzymać to „pragnienie miłości”. Kiedy ma dwadzieścia lat i zakochuje się, to w jego wyobrażeniu ta tama musi zostać przerwana. Pojawia się więc fantazja, że cały rwący strumień tłumionych emocji, może nagle go przytłoczyć. Chłopiec to wszystko przecież powstrzymywał wiele lat. To jest dla niego „ziemia nieznana” i na jej obszarze czuje się niepewnie. A jeśli w dodatku już obudzi w sobie te pragnienia, to jeszcze będzie musiał skonfrontować się z odpowiedzią kobiety. Czy wtedy na pewno pojawi się odwzajemniona miłość?

Ale czemu nasi partnerzy wolą umyć samochód albo naprawić komputer, niż powiedzieć: „Kocham”?

– Mężczyzna jest przecież uczony, że powinien sprawdzać się w świecie działania i zadań, to jest coś konkretnego, co on zna i co rozumie. W tym czuje się bezpieczniej niż w świecie deklaracji emocjonalnej, w którym ogarnia go przerażenie.

Mój przyjaciel twierdzi na przykład, że nie lubi nadużyć słowa „kocham”, bo ono często powtarzane staje się puste i rutynowe. On mówi „kocham” w chwilach wyjątkowych.

– Jeśli mężczyzna musi zrobić wysiłek emocjonalny, by z jego ust padła „deklaracja uczuć”, to ona ma dla niego ogromne znaczenie. To nie jest coś codziennego. Kiedy zaś widzi kobietę, której łatwo przychodzą te słowa, zaczyna się zastanawiać: „No to, jak to jest? Ona mówi to cały czas, że mnie kocha. Ale czy to aby na pewno jest prawda?”. Stąd ta dewaluacja romantycznych słów. Jednak przecież ta łatwość mówienia o emocjach nie oznacza, że kobieta nie ma w sobie uczyć, tylko po prostu, że nie ma problemu z ich okazywaniem.

Dlaczego nam jest łatwiej okazywać uczucia?

– Ponieważ u kobiet rozszczepienie rozwojowe pomiędzy „pragnieniem miłości”, a „sukcesem społecznym” nie musi się zadziać. U kobiet łatwiej się to integruje, a ponieważ jesteście oswojone z ekspresją emocjonalną, to potraficie bardziej spontanicznie i swobodnie o tym mówić. Ja jednak myślę, że mężczyzna, który słyszy „Kocham cię”, to wewnątrz bardzo się na to cieszy, choć często stara się nie dać tego po sobie poznać.

Mam wrażenie, że panowie, którzy zaprzeczają, że tego nie lubią, robią to nie do końca świadomie. To jest rodzaj gry. Mają z tego przyjemność, a jednocześnie krygują się. Zaryzykowałabym jeszcze jedno stwierdzenie, że mężczyźni rzadziej wyznają miłość, ponieważ oni tej czułości i „deklaracji miłości” bardziej potrzebują.

Jestem absolutnie zaskoczona tym stwierdzeniem. Dlaczego bardziej potrzebują czułych słów?

– Ponieważ męski głód w tym obszarze, przez lata zaprzeczony, jest większy niż u kobiet. Z mojego doświadczenia terapeutycznego wynika, że desperacja i męskie tragedie związane z perturbacjami miłosnymi są dużo głębsze.

To znów mnie pan zaskoczył! W jakim sensie pan to mówi?

– Znacznie zdrady, zawodu miłośnego, ale nawet taki fakt, że kobieta przez tydzień nie odpowiada mu na SMS-a, kiedy tworzy się nowa relacja, bardzo mężczyznę boli. On z tego powodu przeżywa często wielkie dramaty.

Na koniec chciałam spytać, co my matki możemy zrobić dla swoich synów, by potem mówili żonom: „Kocham”?

– Powinnyście zaprosić ojców do współpracy w wychowaniu. Bardzo ważne, by dziecko widziało rodziców, którzy mówią do siebie czule i ciepło odnoszą się do siebie. To może być pocałunek, pogłaskanie, gest niekoniecznie nawet definiowany słowami. To wszystko pokazuje chłopcu, że w ramach męskości mieszczą się też takie zachowania. Jest jeszcze druga sprawa: taki stereotyp, że mama jest od przytulenia, a tata od wyzwań sportowych. Gdyby te role zaczęły się zrównywać, byłoby idealnie.

Jeśli chłopiec zobaczy na meczu swoją mamę, która gorąco mu kibicuje i tatę, który po przegranej rozgrywce go przytuli, to łatwiej mu będzie integrować obszar miłości i rywalizacji. Dobrze, by on czuł, że te światy się nie wykluczają. Myślę, że wtedy jego przyszła żona będzie słyszała częściej słowa: „Kocham cię”, „Jesteś dla mnie ważna” lub „Dzięki tobie jestem szczęśliwy”.


Krzysztof Bąk, psycholog kliniczny, psychoterapeuta psychoanalitycznym i analityk grupowy. Studiował na Wydziale Psychologii UW, ukończył podyplomowe czteroletnie szkolenie z psychoterapii w Instytucie Analizy Grupowej Rasztów i Niemieckim Instytucie Psychoanalitycznym w Heidelbergu. Od 9 lat prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną, rozszerzoną o usługi doradztwa psychologicznego w obszarze rozwoju osobistego, zarządzania zespołami i kultury organizacyjnej. Jest współautorem dwóch książek: „Człowiek i Psychologia”, oraz „Psychoterapia Analityczna. Procesy i Zjawiska Grupowe”.

Krzysztof Bąk, fot. Anna Kubiak


Pielęgnacja Uroda

Sylwoterapia, czyli przytul się do… drzewa. Jakie korzyści przynosi ten prosty gest?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 sierpnia 2021
Sylwoterapia (drzewoterapia) - na czym polega, jak praktykować?
Fot. iStock

Sylwoterapia (drzewoterapia) to prosty i darmowy sposób na poprawę samopoczucia i zdrowia. Przebywanie wśród drzew ma niepodważalne zalety, co szczególnie powinni docenić mieszkańcy dużych, zatłoczonych i najczęściej zanieczyszczonych miast. Na czym polega sylwoterapia i kto powinien niej korzystać?

Czym jest sylwoterapia?

Sylwoterapia zaliczana jest do technik medycyny alternatywnej, która opiera się na kontakcie z naturą, a dokładnie na przebywaniu w otoczeniu drzew i fizycznym kontakcie z nimi (dotyk dłoni, oparcie się plecami czy też objęcie drzewa).

Terapia polegająca na korzystaniu z obecności drzew ma wiele zalet. Przede wszystkim koi zszargane nerwy, łagodzi stres, poprawia samopoczucie, a także odporność organizmu. Poza tym sylwoterapia jest łatwo dostępna i nie wymaga nakładu finansowego, by z niej skorzystać. Jedynym przeciwskazaniem jest stwierdzona alergia, która utrudnia, a nawet i uniemożliwia przebywanie w otoczeniu drzew.

Sylwoterapia (drzewoterapia) - na czym polega, jak praktykować?

Fot. iStock/Sylwoterapia (drzewoterapia)

Na czym polega sylwoterapia?

Przede wszystkim trzeba wybrać się do lasu, lub do innego skupiska drzew, gdzie znajdziemy ciszę i spokój. Następnie należy poszukać dla siebie wygodnego miejsca pod wybranym drzewem i usiąść pod nim w wygodnej pozycji pod nim, po czym zamknąć oczy i zrelaksować się, skupiając się na szumie liści, oddychając głęboko i spokojnie. Można także oprzeć się plecami o pień drzewa lub objąć je. Należy pamiętać o tym, że wybrane drzewo nie może nosić oznak chorób, obecności huby i jemioły.

W terapii z wykorzystaniem drzew należy korzystać regularnie. Dla najlepszych efektów każda sesja w otoczeniu drzew nie powinna trwać krócej niż 10-15 minut. W zasadzie można powiedzieć, że im dłużej trwa sylwoterapia, tym więcej korzyści z niej płynie. Nawet zwykły spacer w otoczeniu drzew znakomicie wpływa na poprawę samopoczucia.

Sylwoterapia najprzyjemniejsza jest wiosną i latem, ze względu na aurę panującą w tych porach roku. Poza tym warto pamiętać, że wiosną i latem drzewa mają najwięcej „energii”, ponieważ wtedy jest ich czas na kwitnienie i wydawanie owoców. Przy okazji, nie niszcząc przyrody, można zbierać surowce lecznicze — pędy, listki, kwiaty, owoce, czy korę poszczególnych drzew.

Ponieważ poza alergią nie istnieją żadne przeciwwskazania do korzystania z drzewoterapii, warto korzystać z niej jak najczęściej.

Sylwoterapia (drzewoterapia) - na czym polega, jak praktykować?

Fot. iStopck/Sylwoterapia (drzewoterapia)

Sylwoterapia — dlaczego warto jej spróbować?

Drzewa wydzielają fitoncydy, substancje o działaniu przeciwzapalnym i jonizującym powietrze. Przebywanie wśród nich doskonale wpływa na układ oddechowy, dotlenia organizm i poprawia samopoczucie. Kojąco działają kolory liści, zapachy (olejki eteryczne), oraz dźwięki natury, których na próżno szukać w miastach.

Przebywanie wśród drzew koi niepokój i negatywny wpływ stresu na organizm, pomaga się wyciszyć, zdystansować od problemów. Kontakt z naturą ma także nieco inne zalety — działa na pracę mózgu, poprawia kreatywność oraz zwiększa koncentrację. Sylwoterapia szczególną rolę ogrywa u dzieci z zespołem Downa, oraz osób zmagających się z uzależnieniami czy zaburzeniami lub chorobami psychicznymi.

Sylwoterapia (drzewoterapia) - na czym polega, jak praktykować?

Fot. iStock/Sylwoterapia (drzewoterapia)

Jakie drzewa służą nam szczególnie?

Sylwoterapia dzieli drzewa wg użyteczności w terapii na dwa rodzaje — sprzyjające i niesprzyjające.

Do sprzyjających leczeniu drzew zaliczamy m.in.: buk, lipę, brzozę, modrzew, kasztanowca, dąb, gruszę, wiśnię, czarny bez, jarzębinę, jodłę, sosnę. Do drzew niesprzyjających, uważanych za przeklęte i zabierające energię, zaliczamy natomiast: topolę osikę i olchę.

Istnieje także powszechna opinia, że po wyciszenie należy udać się do lasu iglastego, do lasu liściastego po zastrzyk dobrej energii.

FB/ohmepl

 

 


źródło:  naturoterapia.info.pl 

Zobacz także

5 grzechów pielęgnacyjnych, które bardzo szkodzą cerze naczynkowej

Pulsowanie w wykroku – sposób na jędrne pośladki

zmarszczki

Przedwczesnym zmarszczkom, utracie jędrności skóry i owalu twarzy można zapobiec. Wystarczy kompleksowa pielęgnacja skóry twarzy