Uroda Zdrowie

Botoks nie tylko wygładza zmarszczki. Zobacz, co jeszcze potrafi

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 lutego 2016
Fot. Flickr/Dr. Braun / CC BY-SA
 

Zdecydowana większość pań, na hasło “botoks” gotowa jest udzielić odpowiedzi “walka ze zmarszczkami”. I słusznie, choć ta substancja, czyli toksyna botulinowa ma więcej zastosowań, o których warto powiedzieć.

Botoks to nic innego jak substancja wytwarzana przez przez bakterie Clostridium botulinum. Mimo że brzmi zdradliwie, zastosowana w odpowiedniej dawce, prawidłowo podanej nie powinna zaszkodzić zdrowemu człowiekowi.

Toksyna blokuje impulsy przekazywane z nerwów do mięśni, co wywołuje efekt przejściowego porażenia mięśnia w miejscu podania. Zdarza się że niewłaściwe i nadmierne wstrzykiwanie botoksu można kojarzyć z gwiazdami, których zmarszczki bywają zupełnie wyprasowane, a mimika staje się sztuczna, co wygląda fatalnie. Jednak gdy botoks stosowany jest przez specjalistę z umiarem, zabiegi z jego użyciem przynoszą pożądane efekty. Ponadto taki “paraliż” jest tymczasowy – efekt pojawia się po 2-3 dniach i utrzymuje się do pół roku.

Zastosowanie w medycynie estetycznej jest powszechnie znane: likwidacja zmarszczek oraz korekta wyglądu. W dermatologii botoks z powodzeniem wykorzystuje się do leczenia nadpotliwości w obrębie dłoni, stóp, pach lub czoła. W efekcie serii zastrzyków następuje znacząca redukcja wydzielania potu, nieprzyjemnego zapachu związanego z nadmiernym poceniem się aż do 8 miesięcy.

W okulistyce botuliną koryguje się zeza, w urologii stosuje się do leczenia nadreaktywnego pęcherza moczowego. Z działania botoksu korzystają także specjaliści z zakresu neurologii, przy niwelowaniu bólów głowy, drżeniu samoistnym, dystoniach mięśniowych czyli skurczach i mimowolnych ruchach mięśni. Podobnie korzystają z niej pacjenci cierpiący na dziecięce porażenie mózgowe.

Mimo coraz szerszego spektrum zastosowania, należy pamiętać że botoks może wywołać skutki uboczne, więc jakiekolwiek zabiegi powinny być wykonywane przez sprawdzonego specjalistę, nigdy na własną rękę.


Uroda Zdrowie

Czy masz naturę podglądacza? Sprawdź dlaczego tak kochamy plotki

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 lutego 2016
Fot. iStock / lolostock
 

Zdarza wam się czasem wchodzić na portale plotkarskie? Ja mam znajomych, którzy tak właśnie zaczynają swój dzień: filiżanka kawy, herbatnik i dobre 15 minut newsów z tak zwanego szołbizu. W pracy można potem rzucić swobodnie: a wiesz, że ta P. już nie jest z mężem? A wiesz, że sfotografowali J. jak mierzyła bieliznę i ona naprawdę przytyła, wcale nie jest w ciąży! Dyskusja potoczy się sama, nasza ludzka natura podglądaczy już o to zadba. Dlaczego tak kochamy plotki i kolorowe magazyny?

1. Pozwala nam to poczuć się lepiej

Nie wiadomo jak to właściwie działa i na pewno nie na wszystkich, ale na niektórych działa. Z reguły na tych, którzy już taką mają naturę, że wolą po prostu zajmować się życiem innych niż swoim własnym. Znaleźli sobie taki oto wentyl dla negatywnych emocji, a humor poprawia im informacja, że popularny i bogaty też może mieć problemy. Że kocha nie zawsze szczęśliwie, że popełnia błędy, że nie jest Alfą i Omegą, a była żona utrudnia mu kontakty z dziećmi. Uwielbia odkrywać to, co i tak już wiemy: celebryci to ludzie z krwi i kości, tacy sami jak my. Jaka to ulga, że wcale „ nie mają lepiej”.

2. Pozwala nam to zabić nudę

Spójrzmy prawdzie w oczy, niektóre artykuły o naszych rodzimych celebrytach brzmią jak scenariusz niekończącej się nigdy „Dynastii” w odcinkach. To wciąga. Z czasem zaczynamy te nasze gwiazdy traktować już jak starych znajomych i bezrefleksyjnie „klikamy” w zdjęcie znanej twarzy, intrygujący, a nawet średnio ciekawy tytuł ze znanym nazwiskiem, byle dowiedzieć się, co też nowego wydarzyło się u nich ostatnio, co z tym ich życiem. I jakoś ten czas mija.

3. Pozwala nam to zaspokoić ciekawość i…

Zbliżyć się na chwilę (na ile to możliwe przy pomocy często pozowanych, „ustawianych” zdjęć?)  do świata, do którego (jak mówią legendy)  „zwykłych śmiertelników” się nie wpuszcza;)  Acha, to tak mieszka ta znana aktorka? To tak wygląda, co rano, gdy odprowadza swoje dziecko do szkoły…? E, bez makijażu, słabo! O, kupuje na tym samym bazarku owoce!

4. … bezkarnie sobie pokomentować

Obgadywany przecież ci nie odpowie, możesz w swoich sądach być tak radykalna, jak chcesz.  Nie robisz przecież nic złego.  Mówisz, że celebryta czy znany aktor musi się liczyć z krytyką, bo jest osobą publiczną. Po co jednak to całe ocenianie? Poczujesz się lepiej, gdy wylejesz w Internecie wiadro pomyj, anonimowo? Oburzysz się, rzucisz: „Jak tak można” i pójdziesz dalej. On czy ona kiedyś może trafi na twój wpis, przeczyta i … pomyśli, że nic o nim nie wiesz, nic z tego wszystkiego nie rozumiesz, a swoje sądy formułujesz na podstawie skrawków informacji podawanych przez prasę.

5. Pozwala przełamać lody

Bo temat plotek o znanych i lubianych jest o wiele bardziej bezpieczny w trakcie pierwszej rozmowy niż wymiana poglądów politycznych. Lepiej wspólnie pośmiać się z wybryków niejednej „gwiazdy”  niż pokłócić się na śmierć i życie o nowe projekty ustaw. A poza tym, nic tak nie tworzy poczucia wspólnoty jak możliwość pośmiania się z cudzych przypadków…

6. Bo sprawia nam to przyjemność i … stymuluje mózg

Naukowcy wzięli sprawę w swoje ręce. Przeprowadzili badania na grupie studentów, zadając im jako lekturę artykuły dotyczące rozwodów celebrytów. W trakcie badan okazało się, że czytanie plotkarskich magazynów  pobudza wydzielanie dopaminy – związku odpowiedzialnego m.in. za odczuwanie satysfakcji i radości. Ale to nie wszystko. Studentom dano następnie do rozwiązania testy. Okazało się, że grupa, która uprzednio czytała plotki poradziła sobie lepiej z ich rozwiązaniem, niż grupa, która nie czytała artykułów o celebrytach… Bo lektory tego typu stymulują pracę mózgu.

Trudno być osobą z pierwszych stron gazet. Tym z drugich stron też pewnie wciąż nie jest najłatwiej. Podobno jednak gra warta jest świeczki. Portale plotkarskie biją rekordy odsłon, a pisma plotkarskie sprzedają się bardzo dobrze. Zwierzanie się jest modne i dobrze się czyta. A wy? Chętnie sięgacie po najświeższe plotki?


Uroda Zdrowie

On umiera, a ty? Walczysz ze sobą, bo pewnego dnia chcesz znów się cieszyć, zjeść szarlotkę i uprawiać seks

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
4 lutego 2016
Fot. iStock / vitranc

Anna: Nie pytaj mnie o jego chorobę i śmierć, bo to tak, jakbyś pytała mnie o moją śmierć. Nie chcę o niej rozmawiać. Najgorzej było kilka tygodni po pogrzebie, kiedy inni wracają do życia.

Ty masz 29 lat i właśnie nauczyłaś się czegoś o śmierci. Za wcześnie.

Rok później pójdziesz z innym facetem do łóżka. Będziesz miała lat 30 i właśnie nauczysz się, że nic się nie kończy nawet po najgorszej stracie.  Będziesz miała orgazm i będzie ci dobrze. Nowy On zrobi ci kawę, przytuli cię i i powie, że było cudownie.

W czwartą dekadę wchodzisz z przekonaniem, że:

– nie ma niczego na stałe

– to nie jest zła wiadomość tylko dobra

– albo tak do tego podejdziesz albo koniec z tobą, bo to ty masz się dostosować do świata, a nie świat do ciebie

Luty 2015

Anna parkuje samochód przed Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Przyjechała tu z pięcioletnim synkiem, Nikosiem, który dostał skierowania na rezonans magnetyczny z powodu silnych bóli głowy i porannych mdłości. Annie drżą ręce, gdy przekręca kluczyk od samochodu. Drugi raz jedzie z kimś na rezonans magnetyczny. Pierwszy raz – ponad osiem lat temu była na rezonansie ze swoim mężem, Marcinem.

To było już po długich tygodniach chodzenia po lekarzach, robienie nowych badań, ich bezradnego rozkładania rąk. Marcin był słaby, często bolał go brzuch, pogorszył mu się wzrok i cholernie drętwiała mu prawa ręka, miał problemy z koncentracją. No i wymiotował. Złośliwy glejak mózgu IV stopnia – taka padła diagnoza. Cztery miesiące później Marcina już nie było. Nie było też wspólnych planów. Zostało mieszkanie, do którego mieli się wspólnie przeprowadzić. I kredyt.

Anna boi się, że teraz guza mózgu będzie miał Nikoś.

PAMIĘĆ

Hej, co słychać? Spotkasz się ze mną?”

„Nie mam ochoty się z nikim spotykać”

„Kawa też nie?”

„Kawa tym bardziej”

„To opowiedz mi o nim. Daj spokój, możesz albo siedzieć tam w ciemnościach albo coś napisać”

linia 2px

Gdy kogoś tracisz, życie włącza wsteczny bieg. A człowiekowi trudno zaakceptować, że nie porusza się do przodu, że jest unurzany w przeszłości, gdy tymczasem wszyscy mają jakieś cele, plany, widzą jakieś jutro. Dla ciebie jutra nie ma. Twoja nowa rzeczywistość – wypita rano kawa i rozbity talerz, który doprowadza do łez. Nie dość, że straciłaś męża to jeszcze rozbija ci się cholerny talerz. Gdzie jest sprawiedliwość? Nie ma, jest za to ciemna dziura, której nikt nie rozumie, bo ludzie w twoim wieku nie przeżywają śmierci. Jeśli przeżywają to raczej nie śmierć partnera. Nie możesz znaleźć żadnego mądrego artykułu o tym. Czytasz książki o buddyzmie i traktaty filozoficzne. To są jedyne momenty, gdy czujesz względny spokój. Poza niedowierzaniem niewiele istnieje. Dlaczego on? Dlaczego wy? Dlaczego tak? Jak można tak po prostu umrzeć? To jest niemożliwe.

Najgorsze jest to, że wszyscy twoi znajomi i przyjaciele myślą tak samo. Niektórzy pochylają się nad tobą przesadnie, badają twoje reakcje. A może po prostu masz paranoje, a oni chcą pomóc? Inni udają jakby się nic nie stało, zagadują ciszę, która pojawia się między wami, bo ciebie nie interesują rozmowy o awansie, problemach z siostrą, wyborem mieszkania, nawet starania o dziecko cię nie interesują, bo gadania przy tobie o dzieciach uważasz za dużą niestosowność. Strasznie jesteś wobec innych surowa. Cierpienie nie uszlachetnia w ogóle, nie wiesz kto to wymyślił.

Chcesz zamknąć się w mieszkaniu i od nowa przeżywać siebie. Was raczej. Przeglądasz kolejny raz dokumentację choroby. Kartka po kartce. Może można było jednak zbierać pieniądze? Może nie ten lekarz, który powiedział, że nic się nie da zrobić? Nie ta operacja? Może trzeba było cisnąć o więcej. Może to jego wina, że się poddał? A może twoja, bo za mało zrobiłaś.

Po nocach śni ci się odchodzenie. Kroplówki, morfina. To nie twój Marcin. Albo twój. Już sama nie wiesz. Uciekasz z tego pokoju, siadasz na korytarzu – co potem będziesz sobie miesiącami wypominać. Że nie uniosłaś. To trwa tygodniami, miesiącami. Jesteś wykończona. Kolekcjonujesz dobre chwile w ciągu dnia. Ktoś cię rozśmieszył, zasmakowała ci kawa, szefowa cię pochwaliła, wracałaś do domu i święciło słońce. Niestety, często za tymi radosnymi myślami pojawia się kolejna: nie ma już tego z kim dzielić.

ZŁOŚĆ

To może jednak spotkasz się ze mną?”

„A kiedy będziesz w Warszawie?”

„Spotkam. Ale mogę dać tylko przyjaźń, ewentualnie seks. Cholernie brakuje mi seksu”

linia 2px

Ona pojawia się nagle i po prostu rozwala cię od środka. Jak on mógł cię tak zostawić? Jakim prawem w ogóle się z tobą związał, dlaczego miałaś takiego cholernego pecha? To jest nawet dobry moment, bo wtedy wreszcie masz siłę na pracę, bez problemu wchodzisz po schodach i nawet zaczynasz biegać. Skoro on cię zostawił, to ty teraz o nim zapomnisz.

Nawet umawiasz się z koleżanką na kawę i pytasz jak jej starania o ciążę, przygarniasz kota. Na Facebooku pisze do ciebie dawny znajomy, kolega z liceum. Kiedyś ci się podobał, na jakiejś imprezie nawet się całowaliście. Namawia cię, żebyś przyszła na klasowe spotkanie. – Co ja im powiem? Hej, jestem smutną wdową  – żartujesz. On odpisuje:  – Ale musisz być taką egocentryczką? Przecież oni będą mówić o sobie, na miłość boską.

Śmiejecie się z tego pół wieczoru. Z tego mówienia o sobie podczas klasowych spotkań, strojenia się i potrzeba wypadnięcia jak najlepiej. Dopiero w łóżku przypomnisz sobie o Marcinie i o tym, że 11 miesięcy temu przeżyłaś największą stratę. Z wyrzutów sumienia zaboli cię brzuch. A gdyby on tak zapominał o tobie? Z drugiej strony już nie możesz ciągle płakać. Miną długie miesiące zanim zrozumiesz, że można mieć w sobie miejsce na dwie osoby jednocześnie, że pamięć nie wyklucza życia. Że chcesz znów się cieszyć, wyjechać na wakacje, zjeść szarlotkę i uprawiać seks. Nie umarłaś.

A On ma w sobie taką nieznośną radość życia. To trzeba przyznać, nawet M. takiej nie miał. „Idź do lekarza” „Nie pójdę do lekarza”, „Idź do lekarza”, „Nie, nic mi nie jest”.

CODZIENNOŚĆ

Mam poczucie, że ciągle mnie porównujesz. Ciągle mówisz, a Marcin  to , a Marcin to tamto. Nie dość, że mieszkamy w mieszkaniu urządzonym przez niego, bo ty nie chcesz się wyprowadzić to jeszcze on jest z nami wciąż”.

Na początku bierzesz z nowej relacji tylko to, co dobre. Jasno określasz: to tylko seks, nie ma we mnie miejsca na nic innego. On w ogóle się tym nie przejmuje. Targa na szóste piętro zakupy, bo nie znosi jeździć windą, i w ogóle trzeba o siebie dbać. Któregoś dnia stajesz po seksie w kuchni i zauważasz, że ma ciało ładniejsze od Marcina, że ładniej się śmieje i ma większy luz. Jednocześnie nie jest jak Marcin ambitny, nie jest tak uważny i taki męski. Więcej o sobie mówi co czasem cię wkurza, a czasem cieszy. Nie słodzi kawy, Marcin słodził i bardzo głośno przeżywa orgazm. Głowa ci pęka od tych porównań, nawet gdy próbujesz tego nie robić, i tak w końcu coś ci się wymsknie. Jak wtedy, gdy powiedziałaś, że nie rozumiesz, że facet nie umie naprawić kranu, bo Marcin…. Na szafkach stoją zdjęcia Marcina, i wciąż to wasze wspólne – zrobione kiedyś w Paryżu.

Nie widzisz w tym nic zdrożnego, On też ma jakąś przeszłość, zresztą ile pieniędzy w to mieszkanie władował Marcin. Bądźmy proszę sprawiedliwi. Jesteś zła na niego, że tak nie rozumie tego, że ty już nie jesteś czystą kartką, że przeżyłaś piekło.

Przyjaciółka tłumaczy: „On ci daje tyle uczucia, wciąż się przy nim śmiejesz, nawet więcej niż przy Marcinie, nie bądź taka niesprawiedliwa, on w końcu odejdzie, bo nie zniesie tej presji”.

RODZINA

Rok po poznaniu Jego kiepsko się czujesz, jest ci słabo, robisz test ciążowy, widzisz dwie kreski. Marzyłaś o dziecku. Zaraz potem myślisz: czy to z nim, czy to ten, czy na pewno. Ale już bardziej się cieszysz niż analizujesz. Bo wiesz, że w życiu nie ma co w ogóle analizować, że jest tylko „tu i teraz” i nie jest to wiedza, którą zyskałaś dzięki poradnikom jak inne twoje koleżanki.

Rodzisz syna w kwietniu, w tym samym miesiącu, w którym umarł Marcin. I choć nie wierzysz w znaki to jednak…

Nie, nie zapomniałaś o tym, z którym planowałaś życie, którego choroba zabrała. On ma stałe miejsce w sercu i pamięci. Już nie boisz się chodzić na cmentarz i nie masz dreszczy, gdy słyszysz jak ktoś woła do kogoś innego „Marcin”. Widzisz w życiu głównie dobre rzeczy.

Wasze dawne zdjęcia pochowałaś. Zostało tylko jedno, malutkie, na szafce – to wspólnie wypracowany z Nim, Jackiem, Twoim mężem kompromis.

Jesteś szczęśliwa. Gdyby ktoś dzień po śmierci Marcina powiedział Ci, że tak będzie – uznałabyś, że to okrutny żart.  I bzdura.

Kochasz i jesteś kochana, można wszystko.

PS. SMS od Anny: „Badania Nikosia okej. Nie ma guza!!! Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Pojedziemy jednak na te narty”.


Zobacz także

Chcesz stracić kilogramy, ale nie zdrowie? 4 najzdrowsze i 4 najbardziej niebezpieczne diety [Przegląd]

Kochaj i dzięki temu bądź zdrowa! 9 korzyści zdrowotnych płynących z miłości

Co się dzieje z twoim ciałem, kiedy tłumisz emocje