Lifestyle

Zadaj sobie te cztery pytania i zacznij zmierzać we właściwym kierunku

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
10 sierpnia 2016
fot. iStock/izf
 

Dla wielu z nas kroczenie swoją życiową ścieżką nie różni się zbytnio od zdobywania nowych lądów. Kolumb odkrył Amerykę, a my odkrywamy siebie, dowiadując się, kim tak naprawdę jesteśmy. Wbrew pozorom to wcale nie taka łatwa sprawa, która czasem wymaga od nas zatrzymania się, chwili refleksji. Problem jednak w tym, że chciałybyśmy szybkiej, prostej i jednozdaniowej odpowiedzi. Życie jednak takie proste nie jest, a przez to możemy się czuć zawiedzione. Żeby odnaleźć siebie, a przy okazji tę właściwą życiową ścieżkę, musisz szczerze odpowiedzieć na kilka pytań.

1. Dlaczego tak naprawdę chcesz odnaleźć swoją ścieżkę?

To najbardziej podstawowe, ale i najważniejsze pytanie. Odpowiedź będzie twoją motywacją w tych najtrudniejszych momentach, musisz tylko być ze sobą szczera. Bo jedno jest pewne – chcesz coś zmienić. Łatwiej będzie, gdy ustalisz sobie konkretne cele, a przy okazji stworzysz pewien plan działania. To nie musi być typowa lista, ale raczej mapa myśli, którą o wiele łatwiej zapamiętasz. Potem wystarczy jedno spojrzenie, by przypomnieć sobie, dlaczego tak właściwie rozpoczęłaś drogę do samodoskonalenia. Myśl tylko o sobie, bo powody mają być ważne przede wszystkim dla ciebie. Jesteś wyjątkowa, masz swoje unikalne potrzeby i marzenia. Nie ma lepszego sposobu na naukę odpowiedzialności niż spróbowanie utworzenia swojej własnej drogi prowadzącej przez świat. Nie bój się prosić o pomoc, to tylko znak twojej siły!

2. Co jest dla mnie ważne?

Przy pracy nad sobą najlepszym przyjacielem jest kartka papieru i długopis. Przy odpowiedzi na to pytanie, również będziesz ich potrzebować! Nie staraj się spisać wszystkich ważnych rzeczy za jednym razem, daj sobie czas i swobodę. Często gdy zostajemy wyrywkowo zapytani o pozornie błahe rzeczy, nie mamy pojęcia, co odpowiedzieć. Tak samo jest i w tym przypadku. Zacznij od tych najprostszych, codziennych rzeczy – regularne ćwiczenia, spędzanie czasu z najbliższymi, nauka, rozwijanie swojej pasji. Dopiero potem przejdź do tych bardziej wysublimowanych idei jak asertywność, odkrywanie co czyni cię szczęśliwą czy nauka cieszenia się każdą chwilą. Nie bój się szczerych odpowiedzi, które mogłyby zaskoczyć nawet twoich przyjaciół. Jeżeli ważne jest dla ciebie stworzenie domu, chociaż w oczach innych jesteś zagorzałą singielką z wyboru – zapisz to! Będzie ci łatwiej wyrwać się z szufladki, do której wsadzili cię znajomi. Trzymaj listę w pobliżu, aby zawsze móc na nią spojrzeć, gdy będzie ci trudno iść swoją własną drogą.

3. Co sprawia, że przestaję liczyć czas?

Pamiętasz tą chwilę, gdy jako dziecko spędzałaś każdą możliwą chwilę na swoich ulubionych zabawach, a rodzice siłą musieli ściągać cię z podwórka, bo nadchodził czas wieczorynki? To właśnie synonim czystego, niepohamowanego szczęścia. Zapominamy, że to dziecko ciągle jest gdzieś w nas. Czasem tylko jest przytłoczone nadmiarem obowiązków, dedlajnów i kredytów. Jeżeli jednak chcesz coś w sobie zmienić i nadać sens życiu, pora obudzić swojego wewnętrznego dzieciaka! Nie chodzi wcale o nagłe rzucenie wszystkiego i powrót do piaskownicy, a raczej o cieszenie się małymi rzeczami i robienie tego, co sprawia ci przyjemność. Przypomnij sobie, co sprawiało, że nie liczyłaś czasu i nie chciałaś wracać do nudnych, niepotrzebnych według ciebie czynności. Zajęcia malarskie, wokalne, taneczne a może te bardziej naukowe? To najwyższy czas by wrócić do tego, co kochasz najbardziej. Szansa na zostanie ekspertem w dziedzinie, którą naprawdę lubisz jest lepsza niż cokolwiek innego. To właśnie dlatego ludzie łączący pracę z pasją są tymi najszczęśliwszymi.

4. Czy to na pewno mój wybór?

Docieramy do tego najtrudniejszego pytania, które niejednokrotnie po prostu boli. Powinnaś je sobie zadawać za każdym razem, kiedy poczujesz się znudzona tym co robisz. Czy to na pewno twój własny wybór czy ktoś ci to podsunął, a ty nie oponowałaś? A może to po prostu teraz modne, jak siłownia czy joga, za którą nie przepadasz, ale przecież trzeba! Może nie potrzeba ci wcale wielkich zmian, ale uświadomienia sobie, że nie ty dokonałaś wyboru swojej życiowej ścieżki. To prawdziwa pułapka, a zdanie sobie z niej sprawy jest bardzo bolesne. Może się okazać, że zmarnowałaś kilka dobrych lat swojego życia na robienie tego, o czym marzyli twoi rodzice lub posłuchałaś niezbyt dobrej rady przyjaciółki, z którą już nawet nie masz kontaktu. Twoja kariera, związek czy nawet życie towarzyskie powinno być tylko i wyłącznie twoim wyborem. Ot, cała tajemnica poszukiwania życiowej ścieżki – musisz myśleć o sobie, swoich potrzebach i marzeniach, nie bojąc się tego, co pomyślą ludzie wokół.


źródło: LifeHack.org


Lifestyle

Marzysz o tym, by przetrwać dzień na szpilkach? Podpowiadamy, co zrobić, by nie rzucić ich wcześniej w kąt

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 sierpnia 2016
szpilki
Fot. iStock / grinvalds
 

Kochamy szpilki! Bez względu na wszystko, chętnie wbijamy się w nie na wielkie uroczystości, randki lub do pracy. W nich nogi prezentują się o wiele lepiej niż w butach na płaskim obcasie. Kobiece szpilki mają zarówno wady, jak i zalety, ale największy z nimi kłopot pojawia się, gdy trzeba wytrzymać w nich dłużej niż kilka godzin. Bywa, że w planach mamy roztańczoną noc, albo długi dzień na służbowym wyjeździe. Wtedy, zamiast zaciskać zęby i rzucać nimi w kąt, lepiej zastosować sposoby, które ułatwią poruszanie się w takim obuwiu. 

Szpilki mają dwa oblicza

To dobre oblicze ukazuje się wraz z kobiecą sylwetką, wyróżnioną przez założenie tych butów. Szpilki rewelacyjnie wysmuklają kobiecą sylwetkę, dodają cennych centymetrów do wzrostu oraz wyjątkowej pewności siebie. Kocie ruchy, delikatne kołysanie bioder, doskonale podnoszą poczucie kobiecości, seksapilu. Drugie oblicze jest już mniej sympatyczne. Noszenie nienaturalnie wyprofilowanych szpilek zmienia środek ciężkości ciała, może powodować ból kręgosłupa, odcinków lędźwiowego i szyjnego. A jeśli kobieta nie jest mistrzynią w poruszaniu się na nich lub źle nastąpi na ziemię, narażona jest na skręcenie stawu skokowego. W dodatku ciężar ciała spoczywa na środkowej części stopy co podnosi ryzyko wystąpienia zwyrodnień kości i stawów oraz przykurczu ścięgna. Po kilku latach noszenia szpilek trudno wrócić do noszenia płaskiego obuwia.

Aby przetrwać w nich dzień, zastosuj kilka prostych porad:

1. Zainwestuj w buty

Pierwsza i najważniejsza zasada! Nie kupuj pierwszych lepszych, ze względu na niską cenę. Z reguły te bardziej kosztowne są lepiej wyprofilowane i o niebo wygodniejsze od „zwykłych” szpilek. Powinny mieć także miękką, „poduszkowatą” wkładkę i ze stabilne obcasy. Najwygodniejsze są szpilki o dość cienkim obcasie, lekko zaokrąglonym i szerszym na górze, dzięki czemu pięta ma optymalne oparcie. Szczególnie warto polecić zamiłowanie do jednej firmy, jeśli pierwsza para się u ciebie sprawdziła. Inne buty z tej samej firmy zazwyczaj robione są z tej samej formy, więc masz ogromną szansę na to, że druga para sprawdzi się tak dobrze, jak pierwsza. Nie kupuj szpilek zrobionych ze sztucznych materiałów, nieoddychających. Jest bardziej niż pewne, że spocona stopa będzie się w nich ślizgać, powodując otarcia i prawdziwy dyskomfort. I pamiętaj, by szpilki — i każde inne buty — kupować po południu, przy rozchodzonych i lekko zmęczonych stopach. Jeśli włożysz buty i będą wygodne, jest pewne, że po kilku godzinach biegania w nich nazajutrz, nie zaczną cię uwierać. Nawet jeśli uważasz, że buty rozchodzisz, zajmie ci to naprawdę dużo czasu.

2. Zaprawiaj się w chodzeniu po domu

Owszem, trochę szkoda parkietu, ale to gra warta świeczki, ponieważ stopy zdążą przywyknąć do nowego obuwia. Szczególnie gdy w nowym nabytku wybierasz się pierwszy raz na wyjście.

3. Ćwicz stopy, one też potrzebują gimnastyki

Ponieważ szpilki zmuszają nas do przetrwania długich godzin z nienaturalnie wygiętymi stopami, a wręcz chodzenia na palcach, warto je regularnie wzmacniać. Funduj im rozluźniające masaże, praktykuj wchodzenie po schodach, a po domu, po całym dniu na obcasach chodź boso.

4. Korzystaj z wkładek 

W drogeriach oraz sklepach obuwniczych jest ogromny wybór żelowych lub silikonowych poduszeczek pod palce, skórzanych podpiętek, stabilizujących wkładek na długość stopy, żelowe plastry, przyklejane na tylną część buta. Warto ułatwić sobie życie i poprawić komfort chodzenia, niwelując dzięki nim nacisk na stopę. Dzięki nim stopa będzie odpowiednio ustabilizowana, śródstopie podparte i zamortyzowane.

5. Zmieniaj wysokość obcasów

A dokładnie wprowadź rotację, gdy musisz nosić szpilki na co dzień. Częsta zmiana grubości i wysokości obcasa odciąży stopę i nie będzie angażować w nadmiarze tych samych mięśni i ścięgien. Nie musisz mieć siedmiu par w siedmiu wysokościach obcasów. Wystarczą maksymalnie 3 pary, które pozwolą na różnorodność i zmiany dla stóp.

6. Gdy nikt nie widzi, ściągaj buty

Zapewne, jeśli pracujesz przy biurku, masz możliwość dyskretnego zsunięcia butów ze stóp. Nawet kilka minut „wolności” i rozruszanie stóp przyniesie korzyści dla krążenia. PS. Pamiętaj także o antyperspirancie do stóp, dzięki niemu nie tylko bez skrępowania ściągniesz po kilku godzinach obuwie, ale sucha stopa nie zagrozi szczególnie latem spoceniem, a nawet odparzeniami.


 

źródło: vumag.plwww.boskiestopy.pl


Lifestyle

Uciekała przed wojną płynąc wpław przez morze i ratując innych. Dzisiaj startuje w Rio

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 sierpnia 2016
Fot. Facebook/ Yusra Mardini

To niezwykła historia o sile, rozpaczy i nadziei, która żyła w sercu dziewczyny.

Pływać zaczęła mając trzy lata. Jej tata był trenerem, więc zadziało się to naturalnie. Miała szczęśliwe dzieciństwo, była dorastającą dziewczynką. Kiedy skończyła 13 lat, w jej kraju, w Syrii, wybuchła wojna. Basen, na którym trenowała  Yusra Mardini został zniszczony przez bomby, podobnie jak jej rodzinny dom. Zginęło jej dwóch kolegów – pływaków. Po tej tragedii rodzice Maridini postanowili uratować życie swoich dwóch córek. Skontaktowali się z przemytnikami i w sierpniu ubiegłego roku to im powierzyli życie Maridini i jej siostrze. Dziewczyny polecały z Damaszku, do Bejrutu, przez Liban do Stambułu, gdzie spotkały się z innymi uchodźcami. Ostatecznie trafiły do Turcji, gdzie w lesie z 300 innymi uciekającymi czekały na łódź, którą miały dopłynąć do Grecji.

„Policja cały czas z helikopterów patrolowała las, ale nie weszła do lasu. Bali się, bo wiedzieli, że przemytnicy mają broń” – wspomina Maridini. Po czterech dniach spędzonych w lesie Maridini wraz z siostrą i 18-toma innymi ludźmi, wśród których był sześcioletni chłopiec została wsadzona do pontonu, który był przeznaczony dla sześciu osób…  Ich próba przedostania się do Grecji została dostrzeżona przez straż graniczną, ale postanowili nie zawracać. Po 20 minutach silnik pontonu zgasł, a on sam zaczął nabierać wody. Spośród 20 osób na pokładzie tylko Maridini, jej siostra i dwóch młodych mężczyzn potrafiło pływać. W czwórkę wskoczyli do wody, żeby odciążyć ponton i popchnąć go w stronę Grecji.

About last race. #olympics2016 #Y_Mardini #Swimming #teamvisa

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Yusra Mardini (@mardiniysra)

Była siódma wieczorem, woda była zimna i wzburzona. „Każdy się modlił, słyszeliśmy nawoływania greckiej i tureckiej policji, krzyczeliśmy, żeby nam pomogli, że toniemy, że wśród nas są dzieci”. Maridini i jej siostra płynęły pchając ponton przez trzy i pół godziny, płynęły nawet wtedy, gdy mężczyźni zrezygnowali, kiedy oni nie mieli już sił. „Myślałam, że przecież jestem pływakiem, najwyżej umrę w wodzie… Tylko ten mały chłopiec patrzył na mnie przerażony, a ja płynąć robiłam głupie miny próbując go rozśmieszyć”. Udalo się. Siostry wraz  innymi ludźmi w pontonie dopłynęły do wyspy Lesbos. I zaczęły swoją wędrówkę. Spały na polu, w kościołach, dobrzy ludzie dali im ubrania, buty. W końcu przez Węgry, Austrię trafiły do Niemiec, do obozu dla uchodźców, gdzie dzieliły namiot z sześcioma mężczyznami. Przez całą zimę stały w długich kolejkach czekając na dokumenty, na azyl. „To tam stojąc po osiem godzin w zimnie płakałam najwięcej” – wspomina Mardini. Dzisiaj jest w Rio. I chociaż nie ma szans na medal startuje w grupie dla bezpaństwowych sportowców. Pomógł jej tłumacz egipski, który skontaktował się z klubem pływackim niedaleko obozu dla uchodźców. Trener dał jej szansę, a kiedy zobaczył, że choć jej ciało jest wyniszczone, to ona jednak potrafi pływać, że tkwi w niej potencjał, wziął ją pod swoje ramiona. Ucieczka z kraju objętego wojną odbiła się na młodziutkiej Mardini, na jej formie. Nie trenowała od dwóch lat. Jej trener widział ją jednak na olimpiadzie w Tokio. Gdy jednak dotarła do nich wiadomość, że Komitet Olimpijski zezwolił na udział w igrzyskach uchodźców, Mardini postanowiła spełnić swoje marzenie udziału w igrzyskach jeszcze szybciej.

Otrzymała stypendium, wynajęła z siostrą mieszkanie, gdzie dołączyli do nich rodzice z dwoma młodszymi siostrami.

Chciałaby, by jej historia była powtarzana, by pokazała innym, że jest nadzieja. „Chciałabym wrócić do Syrii, by pomóc innym” – mówi Mardini.

Dzisiaj powtarza, że gdyby nie pływanie, mogłaby nie żyć. W pierwszym swoim starcie zajęła 41 miejsce, ale nie ma co mówić o rozczarowaniu. W eliminacjach na 100 metrów stylem dowolnym wystartuje dziś o 18:02.


 

źródło: nytimes.com


Zobacz także

Skąd czerpać energię, by żyć?

12 rzeczy, których uczysz się, próbując kochać kogoś, kto ma toksyczną osobowość

Otwórz umysł, bądź kreatywny i wygraj nowe urządzenie HP [KONKURS]