Lifestyle

Siedem kroków do zmiany naszego podejścia do aktywności fizycznej. Akcja „7 dni dla siebie”

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
4 lipca 2017
Fot. iStock / gregory_lee
 

Mówi się, że kobiety zrobią wszystko, żeby schudnąć – oprócz diety i ćwiczeń. Choć jest to żart, śmieszny lub nie, zawiera jednak w sobie ziarno prawdy. Wiele z nas ma problem z tym, żeby się zmobilizować i zacząć ruszać. Oprócz niechęci do aktywności fizycznej, blokuje nas fakt, że często nie wiemy od czego zacząć i jak się do tego przygotować.

Poza tym przerażają nas wizje, że na pewno wszyscy będą się na nas patrzeć i będą się śmiać. Bo nie mamy kondycji, nie wiemy, jak korzystać z urządzeń, bo nie potrafimy wykonać prawidłowo ćwiczeń. I tak dalej. Spokojnie. Nikt na pewno nie będzie się śmiać.

Zanim rozpoczniesz uprawiać sport, zbierz informacje, dzięki czemu poczujesz się pewniej. Zobacz, od czego powinnaś zacząć oraz na co powinnaś zwrócić uwagę. Swoją wiedzą i doświadczeniem podzielił się Piotr Nowakowski, trener personalny, który odmienił życie wielu kobiet, współpracuje także z ambasadorką akcji „7 dni dla siebie”, Anetą Todorczuk-Perchuć.

Trener zdradza nam sekret odniesienia sukcesu w wytrwaniu w aktywności fizycznej. Dzięki jego radom nabierzesz większej pewności i, mamy nadzieję, z przyjemnością ruszysz w drogę po lepszą sylwetkę, lepsze samopoczucie i lepszy wygląd.

Krok 1: Zmień sposób myślenia o treningu

– Przede wszystkim nie można myśleć o treningu, jako o czymś, co kierunkuje nas w jakimś celu. Ważniejsze jest to, żeby polubić jakąkolwiek aktywność fizyczną. Nie musi być to trening na siłowni, może być to spacer, jazda na rowerze – radzi trener i dodaje, że nie możemy od razu oczekiwać od siebie zbyt wiele. – Wszystko stopniowo. Ważne, żeby w tym wszystkim znaleźć przyjemność. Efekty w postaci chudnięcia, czy zmiany sylwetki, są po prostu miłym następstwem tego, że regularnie wychodzimy z domu i robimy coś więcej niż tylko praca czy leżenie na kanapie. Z takim podejściem łatwiej jest wyrobić sobie zdrowy nawyk i polubić aktywność.

Krok 2: Motywacja i wyrobienie nawyku

Motywacja jest bardzo ważna. Zakodowanie sobie w głowie, że ruch jest naszą codziennością, wręcz rutyną, jest bardzo pomocne. – Mamy wtedy świadomość, że robimy coś ze sobą i dla siebie. Zróbmy z tego nawyk, jeden z najzdrowszych, jaki możemy sobie zafundować – motywuje trener. Nie traktuj treningu jak kary, którą musisz wykonać. Zmień swój sposób myślenia. Mów sobie: „Idę, bo chcę, bo przyjemnie spędzam czas z interesującymi ludźmi i trenerem, który mnie motywuje i edukuje”.

Pamiętaj także o tym, aby słuchać swojego ciała. Ono ci podpowie, na ile możesz sobie pozwolić i kiedy powinnaś odpocząć.

Krok 3: Czerp z wiedzy i doświadczenia trenera personalnego

Zanim zaczniesz treningi, warto skonsultować się z trenerem personalnym. Nie musisz się z nim wiązać na stałe i wykonywać każdego treningu w jego towarzystwie. Taka rozmowa naprowadzi cię na właściwy tor, dzięki czemu unikniesz błądzenia i szkodzenia sobie poprzez wykonywanie nieodpowiednich ćwiczeń. – Trening powinien być bezpieczny, dlatego powinien nad nim czuwać ktoś, kto się na tym zna – zwraca uwagę Piotr Nowakowski. W ten sposób nie zrobisz sobie krzywdy i nie nabawisz się urazów wynikających z wykonywania nieodpowiedniego treningu.

Krok 4: Wybierz aktywność, która sprawia ci przyjemność

– Trening powinien być dla nas dość przyjemny, nie powinien być katorżniczym wyzwaniem, szczególnie na początku – ostrzega Piotr. Swoją przygodę z treningiem powinnaś zacząć od wykonywania ćwiczeń, które są dostosowane do twoich możliwości i kondycji. Z czasem możesz zwiększać intensywność i dokładać ilość powtórzeń. Jeśli przeciążysz się na początku, szybko możesz się zniechęcić.

Wychodzimy z domu, żeby miło spędzić czas i czerpać radość z aktywności, który uprawiamy. Dlatego wybierz dla siebie taką formę, która odpowiada twojej osobowości. Jeśli lubisz tańczyć i chciałabyś to robić w grupie, możesz pójść na zumbę, jeśli myślisz o tym, żeby się odprężyć, zapisz się na pilates. Możliwości jest naprawdę wiele i każda z nas znajdzie coś dla siebie.

Krok 5: Znajdź towarzystwo

Jeśli należysz do osób, które wstydzą się iść same na siłownię bądź na zajęcia fitness, poszukaj towarzystwa. Zapytaj przyjaciółkę, partnera bądź inną osobę, czy nie chcieliby zacząć z tobą ćwiczyć. Poczujesz się pewniej i chętniej będziesz wychodzić z domu. Piotr Nowakowski tłumaczy, że warto zaproponować wspólne treningi komuś, kto już ćwiczył i miał kontakt z trenerem personalnym, wówczas z pewnością będzie nam łatwiej. Nie możemy jednak naszego towarzysza aktywności traktować jak kogoś, kto nas wyciąga z domu. Zmiany przede wszystkim my musimy chcieć, a towarzystwo może nam tylko pomóc realizować założony plan.

Krok 6: Wybierz odpowiedni strój

Ile razy strój do ćwiczeń zamieniał się w najlepszą wymówkę świata? „Poszłabym pobiegać, ale nie mam butów…”, „poszłabym na fitness, ale nie mam stroju…”. Ach ten zły los. STOP! Odczarowujemy strój do ćwiczeń, raz na zawsze! Po pierwsze, profesjonalny strój do ćwiczeń możesz zamówić „od ręki” przez internet i nie wydawać na to majątku. Po drugie, zamień wymówkę na nagrodę! Tak, obiecaj sobie, że w nagrodę za wytrwałość i regularne ćwiczenia, kupisz sobie wymarzone legginsy czy bluzkę.

_F4A2705

Strój do ćwiczeń musi być przede wszystkim wygodny, musisz czuć się w nim swobodnie. Odzież sportowa naprawdę pomaga uniknąć wielu dyskomfortów podczas ćwiczeń, ale żeby się o tym przekonać trzeba spróbować.

Aneta Todorczuk-Perchuć ma na sobie zestaw z Decathlonu, marki Domyos, prawda, że piękny (i wcale nie odsłania więcej niż chciałybyśmy pokazać np. na siłowni)? Zajrzyjcie koniecznie do sklepu internetowego, bo swój pierwszy zestaw możecie skompletować za 30 zł. Nie wierzycie, zobaczcie sami (klik☛ decathlon.pl).

Kolorowa, a przede wszystkim w bardzo atrakcyjnej cenie, odzież sprawia, że zwyczajnie chce nam się więcej i więcej!

Krok 7: Wybierz miejsce, w którym pracują profesjonaliści

Wybierając miejsce dla swojej aktywności, zwróć przede wszystkim uwagę na to, z kim będziesz współpracować. Bardzo ważne jest, aby mieć kontakt z profesjonalistami i ekspertami, którzy będą wspierać cię na każdym etapie oraz chętnie podzielą się swoją wiedzą oraz doświadczeniem. Możesz popytać znajomych, poczytać opinie w internecie. Warto także porozmawiać z trenerem o jego kwalifikacjach i poznać jego zawodowe doświadczenie. – Dobrze, jeśli trener ma przeszłość sportową, a nie jest jedynie po kursie lub akademii wychowania fizycznego. To ważne, bo daje nam pewność, że posiada wiedzę podpartą praktyką i doświadczeniem – mówi Piotr Nowakowski.

Prawdziwy profesjonalista przeprowadzi z tobą wywiad medyczny, w którym będzie chciał poznać historię przebytych urazów, chorób. Jeśli tego nie zrobi, to znak, że masz do czynienia z osobą mało wyedukowaną i powinnaś poszukać innego miejsca lub trenera. Jest jeszcze jedna istotna rzecz, o której, jak mówi sam trener, nie można zapomnieć. Bywa, że porównujemy się kobietami, które według nas mają idealną sylwetkę, a które znamy z prasy czy internetu. Należy pamiętać, że fotomodelki czy fitneski z Instagrama to często dziewczyny mające za sobą wieloletni trening nierzadko wspomagany farmakologiczne (sterydy). Co więcej tym idealnym sylwetkom towarzyszy najlepszy przyjaciel, czyli photoshop. Patrzmy na siebie, obserwujemy zmiany w naszym ciele i cieszmy się z małych rzeczy bez potrzeby porównywania się z innymi kobietami.

To jak? Bierzecie sobie do serca rady specjalisty? Więc może już dzisiaj postanowicie od jakiej aktywności chciałybyście zacząć? Jak widać nie taki wysiłek straszny, jak go malują, a ile satysfakcji przynosi… Spróbujcie, na pewno nie pożałujecie i nie odkładajcie decyzji w wieczną niedookreśloność.

Piotr Nowakowski

Piotr Nowakowski

Piotr Nowakowski – trener personalny aktorki i ambasadorki akcji „7 dni dla siebie” Anety Todorczuk-Perchuć, pracuje w Holmes Place w Hotelu Marriott w Warszawie. Możecie zajrzeć do niego na Facebooka, a jeśli jesteście z Warszawy i chciałybyście się umówić na trening, podajemy (za zgodą trenera) numer telefonu: 690884831.

 

 Akcja „7 dni dla siebie”

Zadanie konkursowe

Jeśli chcesz wziąć udział w naszej akcji “7 dni dla siebie” od dzisiaj do niedzieli 9-tego lipca (czyli przez siedem dni) śledź nasze wpisy dotyczące akcji. Oprócz porad ekspertów znajdą się tam także wyzwania dla was, które, chcąc wziąć udział akcji, możecie podjąć pisząc każdego dnia w komentarzu odpowiedź na postawione zadanie. 

Wyzwanie #2 Wybierz aktywność dla siebie – napisz w komentarzu pod tym tekstem, jaka aktywność fizyczna dla ciebie jest odpowiednia i dlaczego. Nie odkładaj decyzji o jej rozpoczęciu już na starcie. Zmień to, zapomnij o kolejnym poniedziałku, tygodniu, miesiącu. Nie – zapisz się już dziś, zadzwoń i umów się albo wyjdź pobiegać! Daj nam znać, czy to zrobiłaś. Zobacz, jakie to proste. Zaczynajmy zmiany do małych kroków, choć nam często wydają się być siedmiomilowe. 

Oczywiście autorki najciekawszych komentarzy, najbardziej aktywne uczestniczki akcji, zostaną nagrodzone wyjątkowymi nagrodami.

Partnerami akcji „7 dni dla siebie” zostali:

ronic

Ronic, producent wysokiej klasy wyciskarek i blenderów, strażnik zdrowego stylu życia

denson

Denson, innowacyjna formuła regeneracji i ochrony włosów

esentioC

Esentio C, pierwsza witamina C w kapsułce dojelitowej

logo-vianek

Sylveco

LOGO Decathlon

Decathlon, sieć sklepów sportowych

logo (2)

Feminum –  nawilżające żele przywracające komfort miejsc intymnych

FitBox

Fit Box 4 You, catering dietetyczny

0000_STREFA_3_logo (1)-kopia

Strefa 3, idealne miejsce dla duszy i ciała

twoja sesja.logo-kopia

Twoja Sesja, ekskluzywne sesje fotograficzne i metamorfozy dla kobiet,

Akcja „7 dni dla siebie”

Weź udział w naszej akcji podejmując proponowane wyzwanie i dodając komentarz pod każdym z artykułów dotyczących akcji. Najbardziej aktywne uczestniczki akcji, a przy tym autorki najciekawszych komentarzy, zostaną nagrodzone wyjątkowymi nagrodami.

Nagrody:

1 x Blender analogowy Ronic*

blender

*Na podstawie art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 26 lipca 1991 roku o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jedn. Dz. U. z 2012 r., poz. 361 z późn. zm.) wydanie nagród, o których mowa w ust.1 powyżej, podlega opodatkowaniu zryczałtowanym podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Obowiązek podatkowy ciąży na Laureacie, wygrywającym nagrodę. W celu dopełnienia formalności, należy skontaktować się z organizatorem. Warunkiem wydania nagrody jest uregulowanie zaliczki na podatek dochodowy.


3 x zestaw produktów Feminum, składający się z:  Feminum, Feminum Fit i Feminum Aktiv

Nawilżające żele przywracające komfort miejsc intymnych.

feminum (1)


5 x szampon marki DENSON

Denson_logo

DENSON to wyjątkowy szampon, który dba o twoją skórę głowy i każdy etap wzrostu włosa . Zaczynając od mieszka włosowego, a kończąc na części keratynowej „włókna ” włosa. Masz wypadające włosy , po wielokrotnych zabiegach chemicznych ? Twoje „cebulki ” potrzebują pełnego odżywienia, dotlenienia i nawilżenia ? DENSON dostarczy Twoim włosom niezbędnych składników aby je odżywić i zapobiec ich wypadaniu. Masz wypadające włosy z powodów androgennych ? DENSON posiada składniki hamujące enzym 5 alfa reduktaza odpowiedzialny za łysienie tego typu. Masz problematyczną skórę głowy ? Zbyt suchą, zbyt łuszczącą ? A może odwrotnie, przetłuszczającą się ? DENSON posiada składniki dbające o komórki odpowiedzialne za nawilżenie i regulację sebum.

18766112_1680911012217916_7612712889129602987_n


3 x pięciodniowy dzienny catering na trenie Warszawy

fitbox (1)-kopia


5 x karnet na serię treningów w Strefie 3 w Warszawie

vouchery VacuaActiv

Karnet obejmuję serię 6 treningów na wybranych urządzeniu Vacu Activ w Strefie 3 w Warszawie.


LOGO Decathlon

Decathlon to międzynarodowy producent i dystrybutor odzieży oraz sprzętu sportowego. Misją Decathlonu jest umożliwianie jak największej liczbie ludzi czerpania radości i korzyści płynących z uprawiania sportu.  Swoje założenie: „Sport dla wszystkich – wszystko dla sportu” realizuje w Polsce, oferując swoje artykuły w 45 sklepach stacjonarnych i w sklepie online.

1 x torba fitness TRAINING SMALL DOMYOS

torba

2 x mata do jogi COMFORT 8mm DOMYOS

big_476fc627eeac43f7bc2fb5a12c6b75d0


5 x zestaw kosmetyków marki VIANEK, w skład, którego wchodzą:

  1. Wzmacniający tonik i płyn micelarny 2w1
  2. Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy
  3. Nawilżający krem do twarzy na dzień
  4. Intensywnie odżywczy krem do twarzy na noc
  5. Łagodząca maseczka do twarzy
  6. Odżywcza maseczka-peeling do twarzy
  7. Ujędrniający żel pod prysznic
  8. Energetyzująco-detoksykujący peeling do ciała

vianek nagrody (1)

logo-vianek


Czas trwania akcji od 03.07.2017 do 09.07.2017. Ogłoszenie wyników 17.07.2017 na portalu www.ohme.pl

Regulamin akcji znajdziecie TUTAJ.


Lifestyle

Przestańcie mi życzyć męża i dzieci. Mam 40 lat, jestem sama i naprawdę mi z tym dobrze!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
4 lipca 2017
Fot. iStock / petekarici
 

Tydzień temu skończyłam 40 lat. Co usłyszałam od znajomych? Że życzą mi znalezienia w końcu faceta, żebym się zakochała, miała dzieci, że to już ostatni dzwonek i trzeba wziąć się z życiem za bary. Moja mama westchnęła przez telefon wspominając o wnukach, a we mnie cały dzień gotowała się krew. Czy naprawdę wszyscy na świecie myślą, że samotna 40-letnia kobieta jedyne czego pragnie od życia to męża, dzieci i rodzinnej codzienności?

Czy naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć, że ktoś może tego nie chcieć? Dlaczego moim 40-letnim kolegom nikt nie życzy znalezienia kobiety, zostania ojcem? Dlaczego im się mówi: „Stary, szalej, teraz zaczyna się prawdziwe życie”, życzą nowego auta, potencji, wielu kochanek. Nikt nie mówi: „Słuchaj to ostatni gwizdek, żebyś się ustatkował, założył rodzinę”. Nie, dla wszystkich zrozumiałe jest, że skoro facet po 40-tce nie zdecydował się na życie rodzinne, to znaczy, że nie ma na to ochoty. Ale gdy kobieta nie ma rodziny, to z pewnością jest z nią coś nie tak.

Są tacy, co uważają, że dawno temu nieszczęśliwie się zakochałam, i pewnie facet tak mnie zranił, że już żadnego innego nie jestem w stanie pokochać, a co dopiero mu zaufać.

Inni myślą, że to ze mną coś jest nie tak. „Fajna ta Anka, ale co z nią jest, że żaden facet z nią nie wytrzymał?”. Pewnie wredna, złośliwa, ma jakieś wady nie do przeszkodzenia. Przecież wiadomo, że człowieka poznaje się dopiero, gdy się z nim mieszka. „Co my możemy wiedzieć o tej Ance”. No tak, co mogą wiedzieć, skoro znają mnie kilkanaście lat…

Słyszałam jeszcze jak za plecami mówiono o mnie „egoistka, co to dzieci nie chce mieć i najlepiej to sobie wygodnie żyć”.

Cóż, wszyscy wiedzą lepiej ode mnie, co dla mnie byłoby dobre. Dom, dzieci, mąż – jakby oczywistym było, że to marzenie każdej kobiety. Otóż nie moje. Nigdy nie było dla mnie naturalnym posiadanie dzieci i zakładanie rodziny. Nigdy nie rozpływałam się w marzeniach o pachnących stópkach i kupkach. Pamiętam, gdy z uśmiechem pochylałam się nad łóżeczkiem synka mojej siostry. Wówczas w kuchni mówili: „No teraz instynkt się niej obudzi, na pewno będzie chciała dzieci”. Kocham dzieci, ale nie chcę mieć swoich. Jest mi dobrze samej z moim życiem. Kocham swoją wolność i niezależność i tak naprawdę nikomu nic do tego, to jest mój wybór.

Jedyne, co mnie przeraża to presja, jaką narzuca kobietom społeczeństwo. Jakbyśmy miały szansę sprawdzić się tylko w roli żony i matki, jakby tylko te role były nam przypisane i sprawiały, że nasze życie stanie się szczęśliwe. A ja mówię głośno „nie!”. To nieprawda. Każda kobieta ma prawo żyć, tak jak chce, ma prawo wyboru. Mam koleżanki, które wpadły w te utopijne hasła. „Nie chciałam mieć dzieci, ale może teraz wszystko się zmieni” – mówiła mi przyjaciółka w czwartym miesiącu ciąży. A później depresja poporodowa, kryzys związku, rozwód. Tak, jasne, to nie musi być normą. Ktoś powie: „ale ma dziecko, już nigdy nie będzie sama”. Tylko z jakim obciążeniem żyć będzie to dziecko? Z jakim ona sama? Z wyrzutem, że może gdyby postanowiła zgodnie ze swoim przekonaniem, z tym, co podpowiadała jej intuicja, może nie skrzywdziłaby swojego byłego męża i dziecka ich rozwodem.

Dlaczego nie pozwala się kobietom żyć tak, jak chcą? Dlaczego mamy wbijać się w znany od stuleci schemat? To, że znany i obwąchany wcale nie znaczy, że dla wszystkich tak samo dobry! Że wcale nie musi być dobry dla kobiety, która chce pracować, podróżować, korzystać z życia inaczej niż się od niej tego oczekuje.

Mam 40 lat i jestem szczęśliwą kobietą. Jestem szczęśliwa nie mając męża i dzieci. Jest mi dobrze samej ze sobą. I nie, nigdy żaden facet mnie nie skrzywdził. Wręcz przeciwnie ci, których spotykałam byli fantastyczni i zawsze będę ich wspominać z uśmiechem. Dlaczego żaden nie został na dłużej? Bo nigdy tego od siebie nie oczekiwaliśmy. Ja zawsze mówiłam, że potrzebuję swojej przestrzeni, wolności. I gdy tylko jakiś zaczął robić mi wyrzuty, że idę sama do kina, że planuję weekend bez niego, wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Faceci często chcą mieć kobiety na własność. Chcą czuć, że są panami sytuacji, że choć w niewielkim stopniu ktoś jest od nich zależny, to podnosi ich wartość i samoocenę. A co po mnie? Po mnie, która potrafi sama pojechać w góry, nad morze, zamówić malarza do domu, wymienić żarówkę? Chciałam partnera i przyjaciela, a okazywało się, że oni wolą być jednak w roli pana do obsługi.

Może źle trafiałam? Ale wcale się nie zamykam, nie mówię, że nie i jasne, że mam nadzieję, że może spotkam kogoś, kto będzie szedł obok mnie równym krokiem, kto będzie mnie rozumiał. Nie jest to jednak wyznacznikiem mojego prywatnego szczęścia i dobrego samopoczucia. Kocham ludzi, których spotykam, od których wiele się uczę, moje życie jest zmienną takich spotkań i to jest dla mnie najpiękniejsze.

Pracuję, wieczorem jeśli nie idę na siłownię, czytam książki, czasami leniwie pół nocy oglądam seriale. Bywa, że siostra na weekend podrzuci mi swoje dzieci, z którymi z przyjemnością spędzam czas i jest mi równie przyjemnie, gdy ona już je zabiera, a ja zostaję sama ze swoim życiem, które wybrałam. I nie wybrałam idąc na kompromisy, z czegoś rezygnując. Nie. Podążam za tym, co podpowiada mi intuicja, co sprawia, że żyje mi się lepiej i szczęśliwiej. Dlaczego mam nie słuchać jej podszeptów, tylko głosów innych, którzy wokół nawołują: rodzina, dzieci, mąż, stabilizacja rodzinna. Skąd oni mogą wiedzieć, co dla mnie jest najlepsze. Ja to wiem. Dlatego proszę, nie życzcie kobietom kończącym 40 lat dzieci i rodziny, one wcale nie muszą tego chcieć. Naprawdę.


Lifestyle

„Po co pani to zrobiła? On dopiero teraz da mi popalić”. O tym, jak daleko możemy się posunąć niosąc pomoc ofierze przemocy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 lipca 2017
Fot. iStock/filadendron

W życiu bywało mi różnie: dziś mogę powiedzieć, że poznałam je od podszewki. Doszłam jednak do takiego etapu, że kiedy trzeba – działam. Choć przyznaję, to, co przydarzyło mi się kilka dni temu podkopało na chwilę moją wiarę w słuszność takiego postępowania. Kto jest w stanie określić jednoznacznie, gdzie sięgają granice pomocy? Jak daleko możemy się posunąć, jeśli sumienie nakazuje nam reagować, ale osoba, którą chcemy wybawić z kłopotów, sama tego nie chce?

Pracuję w szpitalu, ale z taką sytuacją spotkałam się właściwie pierwszy raz. Do  gabinetu na pewne badanie zgłosiła się młoda kobieta, pani po trzydziestce. Koleżankę, która je przeprowadziła, zaniepokoiło jednak co innego niż silny ból głowy pacjentki: liczne i rozległe siniaki na jej ramionach. Spontanicznie, „prosto z mostu”, zapytała, co właściwie się stało. W końcu przecież jesteśmy w placówce medycznej, takie pytanie nie powinno nikogo dziwić. Ale kobieta w panice, nerwowo narzuciła na siebie sweter i odwróciła wzrok. Interesowało ją jedynie to, by mogła najszybciej odebrać wynik swojego badania. Na korytarzu czekał na nią mąż.

W głowie zapaliło się mi czerwone światełko. Wszystkie obrazki, jakie miałam przed oczami ułożyły się w całość: ten wstyd, lęk, spuszczona głowa… Tak wygląda ofiara przemocy. Trzeba coś z tym zrobić, ratować ją, dowiedzieć się jak pomóc.

Po szybkiej naradzie z koleżankami, wykorzystując chwilową nieobecność jej męża w poczekalni, zaprosiłyśmy ją do siebie, do gabinetu. Tam, posadziłam ją na krześle i zapytałam po prostu, czy ktoś zrobił jej krzywdę. Szybki, zaprzeczający ruch głową jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że coś tu jest „nie tak”. Powiedziałam więc kilka słów o sobie, o moim życiu, które mnie nie oszczędzało. Zadziałało.

Historię, którą usłyszałam, można by nazwać „klasyczną”. Ale przecież, każda historia ofiary przemocy, mimo powtarzających się schematów i mechanizmów jest historią indywidualnego nieszczęścia.

Przemoc, której doświadczała nasza pacjentka, była wymierzoną przez męża karą za zdradę, której się dopuściła. Miesiąc bicia, poniżania, grożenia odebraniem dzieci i wyrzuceniem z domu za rok pozamałżeńskiej relacji z innym mężczyzną – tak, do tej pory, przedstawiał się wyrok.

Trudno mi ocenić, czy większym błędem tej kobiety był romans, w który się wdała, czy związek z obecnym mężem, jeśli był on zdolny do takiego okrucieństwa. Nie usprawiedliwiam jej postępowania. W każdym razie, za chwilę niedozwolonego szczęścia płaciła teraz ogromną cenę. Jeśli dodamy do tego, że akcja tego dramatu rozegrała się w małej miejscowości, gdzie cała społeczność opowiedziała się po „jego stronie”, trudno nie zrozumieć jej wycofanej postawy i lęku o przyszłość. W tym związku była jedynie „dodatkiem do mężczyzny”, bez własnych pieniędzy, a obecnie – bez poczucia godności.

Miałam przed sobą emocjonalny wrak człowieka, kobietę z tak silnym poczuciem winy i braku wartości, że miałam wrażenie, że nie rozumie już nawet, że jak bardzo by nie zawiniła, nie wolno jej traktować w tak okrutny sposób.

Uderzyło mnie to, jak bardzo chciała, by wynik badania okazał się negatywny. Mąż powiedział jej, że w razie kłopotów zdrowotnych jej pomoże. Jeśli natomiast byłaby zdrowa, może się pakować. Ponieważ badanie nie wykazało niepokojących zmian, kobieta wyraźnie się załamała.

Naszą rozmowę przerwał dźwięk jej telefonu: zdenerwowany mąż zaczął coś podejrzewać. Odruchowo wyciągnęłam z torebki kilka wizytówek: psychologa i adwokata. Na kartce zapisałam swój numer telefonu i patrzyłam jak wychodzą razem: ofiara i kat. Żona i mąż.

Sprawa nie dawała mi spokoju. Odnalazłam numer telefonu lekarza rodzinnego tej pary i podzieliłam się z nim swoimi wątpliwościami, sugerując, że w tym domu problem jest głębszy. Obiecano mi, że się tym zajmą.

Następnego dnia zadzwonił mój telefon. Okazało się, że dzwoniła właśnie owa pobita przez męża pacjentka. Nie usłyszałam jednak słów wdzięczności, ale pełne wyrzutów i jeszcze większego strachu „dlaczego pani to zrobiła”. Kobieta gorączkowa tłumaczyła, że przecież wszystko, co się działo, działo się z jej winy, a mąż z całą pewnością nie jest „taki najgorszy”. Usłyszałam, że niszczę jej życie, a przecież właściwie nic takiego się nie stało. Zdumiona obiecałam, że nic więcej w jej sprawie nie zrobię i rozłączyłam się.

Wróciłam do domu z całą masą dziwnych uczuć. Żal, poczucie przegranej mieszają się we mnie do dziś z przekonaniem, że mimo wszystko postąpiłam słusznie. Jednak ciągle zastanawiam się, jak daleko mogłam wkroczyć w życie tej rodziny, chcąc ratować obcą mi osobę, która pozwoliła mi tylko poznać swoją historię?

Od tamtego popołudnia biję się z myślami. Czy mogłam postąpić inaczej? Czy miałam prawo zareagować? Tyle się mówi o tym, że ofiar przemocy się nie zauważa, że milczymy, gdy innym dzieje się krzywda. Nie spodziewałam się takiej reakcji, ale działam pod wpływem impulsu, szczerej chęci pomocy. Głęboko wierzę, że choć chwilowo, udało mi się powstrzymać przemoc w tamtym domu. I, że następnym razem, postąpię tak samo.


Wysłuchała: Anna Frydrychewicz


Zobacz także

Stresujący tydzień? Czas na relaks!

Co zrobić, żeby twoja kawa była zdrowsza? Wystarczy, że dodasz jeden z tych pięciu składników

Jak powiesz, co myślisz, to urządzimy cię tak, że cię własna matka nie pozna. Jak żyć w kraju mieniącym się „katolickim”