Zdrowie

Białko kluczowym elementem diety w procesie leczenia i rekonwalescencji

Redakcja
Redakcja
23 czerwca 2022
Szkarlatyna u dzieci i dorosłych - objawy, leczenie, wysypka
Fot. iStock – Szkarlatyna u dzieci i dorosłych - objawy, leczenie, wysypka
 

Powszechnie wiadomo, że odpowiednio zbilansowana dieta odgrywa ważną rolę zarówno w profilaktyce wielu chorób, jak i w trakcie ich leczenia. Wciąż jednak za mało mówi się o tym, że właściwe odżywianie pacjenta ma istotne znaczenie również w procesie rekonwalescencji, czyli po przebytej chorobie, wypadku, operacji czy dłuższym pobycie w szpitalu. Prawidłowe żywienie wspiera bowiem chorego w odbudowie sił po chorobie.


Rekonwalescencja jest procesem powrotu do zdrowia i regeneracji organizmu po chorobie, wypadku czy operacji, ale również po dłuższym, kilkutygodniowym pobycie w szpitalu. Czas trwania rekonwalescencji dla każdego pacjenta może być inny, gdyż zależy od wielu różnych czynników m.in. przyczyny, stanu zdrowia chorego sprzed choroby i indywidualnych zdolności jego organizmu do regeneracji, a także od zastosowanych metod wsparcia oraz pomocy specjalistów. Warto również pamiętać, że ważnym elementem wsparcia rekonwalescencji jest odpowiednio zbilansowana dieta dostosowana do potrzeb i stanu zdrowia pacjenta.

– Dieta niedostarczająca niezbędnej dla rekonwalescenta ilości składników odżywczych może prowadzić do powstania ich niedoborów w organizmie, co może objawiać się spadkiem masy ciała, w  tym spadkiem masy mięśniowej i prowadzić do rozwoju niedożywienia. Efektem tego może być m.in. osłabienie, zaburzenie pracy układu odpornościowego, trudności w gojeniu ran. To wszystko sprawia, że proces powrotu do zdrowia i sprawności może ulec wydłużeniu. Dlatego w sytuacji, gdy chory nie ma apetytu, odmawia jedzenia albo ma inne trudności uniemożliwiające mu pokrycie jego zapotrzebowania na składniki odżywcze tradycyjną dietą, lekarz zalecić może doustne preparaty odżywcze, takie jak np. Nutridrink Protein, który zawiera niezbędne składniki odżywcze skoncentrowane w małej objętości, a dzięki płynnej formie jest łatwy do spożycia – wyjaśnia Paweł Urbańczyk, pielęgniarz opieki długoterminowej z Poradni Żywieniowej Nutrimed.

Dieta w procesie rekonwalescencji jest istotna szczególnie przy takich chorobach, jak udar mózgu, nowotwory czy inne choroby przewlekłe, wymagające długiej hospitalizacji czy interwencji chirurgicznej. Jak wskazują badania, nawet co 3. pacjent opuszcza szpital z niedożywieniem 1 , a 60% osób nie otrzymuje zalecanego wsparcia żywieniowego w szpitalach. O rekonwalescencji mówi się ostatnio także w kontekście zachorowania na COVID-19. Odpowiednie odżywianie może pomóc w skróceniu pobytu pacjenta z koronawirusem w szpitalu średnio o 11,8
dnia – wynika z danych Medical Nutrition International Industry (MNI) 3 , zebranych wśród hospitalizowanych osób, nie poddanych mechanicznej wentylacji. Długość pobytu w szpitalu pacjentów, którzy nie otrzymywali żywienia medycznego wynosiła około 27,5 dnia, natomiast tych, którzy otrzymali żywienie medyczne to, około 15,7 dni.

Rola białka w powrocie organizmu do zdrowia

Dieta rekonwalescenta powinna być pełnowartościowa, czyli taka, która pozwala dostarczyć organizmowi wszystkie niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania składniki odżywcze, a więc przede wszystkim białko, tłuszcze, węglowodany, witaminy i składniki mineralne, w odpowiednich ilościach i proporcjach.

Szczególną uwagę warto zwrócić na odpowiednią ilość białka, które odgrywa kluczową rolę zarówno w trakcie leczenia jak i powrotu do zdrowia po ciężkiej chorobie. Białko jest podstawowym budulcem naszego organizmu, odpowiadając za jego wzrost, rozwój, ale także regenerację, np. po przebytej operacji czy urazie. To właśnie białko odpowiada za budowę i pracę mięśni, jest też składnikiem enzymów i hormonów, co pozwala na prawidłową regulację procesów metabolicznych. Bierze również udział w transporcie witamin i składników mineralnych do odpowiednich miejsc w organizmie zapewniając, ich właściwe wykorzystanie. Jest ważne dla prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego, co jest kluczowe w przypadku osób po przebytej chorobie czy wypadku, by nie narażać ich organizmu na kolejne zachorowania.

Ze względu na tak złożone funkcje, jakie spełnia w naszym organizmie białko, jest ono nieustannie zużywane do wszystkich wspomnianych procesów, dlatego musi być regularnie dostarczane. Ilość białka w diecie powinna być zgodna z aktualnym zapotrzebowaniem, które zależy od wieku danej osoby, jej masy ciała oraz aktualnego stanu zdrowia.

Zdrowe osoby dorosłe każdego dnia powinny dostarczać do organizmu ok. 0,8 g białka/kg masy ciała, czyli przy masie ciała 60 kg zapotrzebowanie wynosi 48 g białka/dzień. W przypadku niektórych chorób zapotrzebowanie na ten składnik diety wzrasta nawet dwukrotnie. Przykładowo, zapotrzebowanie na białko pacjentów onkologicznych, chirurgicznych i po udarze mózgu wynosi 1,5 g/kg masy ciała/dobę czyli przy masie ciała 60 kg zapotrzebowanie na białko u takich pacjentów wzrośnie do 90 g/dzień.

– W ostatnim czasie przekonałem się jeszcze bardziej o tym, jak ważną rolę pełni prawidłowe żywienie, w tym dostarczenie odpowiednej ilości białka pacjentom mierzącym się z nowotworem. Pod moją opiekę trafiła 50-letnia pacjentka z nowotworem trzustki, u której podczas chemioterapii zaobserwowano spadek apetytu. Pacjentka spożywała coraz mniejsze porcje posiłków, skarżyła się na nudności, była osłabiona, zaczęła chudnąć. Wtedy lekarz zalecił jej włączenie do diety preparatu Nutridrink Protein, który dostarcza dużą ilość energii i białka, a także inne składniki odżywcze, a wszystko to w małej objętości. Chora przestała gwałtownie tracić masę ciała, czuła się silniejsza, również jej bliscy zauważyli poprawę w jej ogólnym samopoczuciu – dodaje Paweł Urbańczyk, pielęgniarz opieki długoterminowej.

Nutridrink Protein – odżywia i dzięki temu wspiera leczenie

Podczas choroby, ale również w procesie rekonwalescencji, pacjenci często tracą apetyt, może pojawić się u nich niechęć do jedzenia, przez co jedzą mniej niż zwykle. Zdarza się również, że dotychczas spożywane produkty i dania nie są dostosowane do zmodyfikowanych w skutek choroby potrzeb organizmu. Stosowana w procesie rekonwalescencji dieta powinna być lekkostrawna, rekomendowane jest przede wszystkim gotowanie potraw, przygotowywanie ich na parze czy pieczenie z niewielką ilością tłuszczu.

U części osób mogą pojawić się również problemy z gryzieniem, żuciem czy połykaniem. W rezultacie może dojść do rozwoju niedożywienia. W takiej sytuacji, jednym ze sposobów uzupełnienia diety w niezbędne składniki odżywcze jest zalecone przez lekarza żywienie medyczne w postaci doustnych preparatów odżywczych.

Co ważne, preparat Nutridrink Protein przeznaczony jest do stosowania nie tylko w przypadku niedożywienia, ale także w przypadku ryzyka niedożywienia związanego z chorobą. Jako uzupełnienie diety, stanowić może wsparcie w procesie powrotu do zdrowia po przebytej chorobie.

Nutridrink Protein to doustny preparat odżywczy stosowany w celu utrzymania lub poprawy stanu odżywienia. Zalecany jest dla osób,
które – z różnych przyczyn – nie są w stanie pokryć dobowego zapotrzebowania organizmu na energię i składniki odżywcze wyłącznie drogą tradycyjnej diety.

Dostępne na rynku produkty Nutridrink Protein to największa ilość białka w najmniejszej butelce (18 g/125 ml)*. Mogą one być pomocne w sytuacjach zwiększonego zapotrzebowania na białko w różnych stanach chorobowych, szczególnie w takich sytuacjach jak:

  • podczas ciężkiej choroby i po niej (np. takiej, która wymaga dłuższego pobytu w szpitalu).
  • przygotowanie do operacji oraz po niej,
  •  okres rekonwalescencji po chorobie,
  • w chorobach przewlekłych wymagających zwiększonej podaży białka, np. w chorobie nowotworowej,
  • okres rehabilitacji, np. po udarze mózgu,

Zalecane stosowanie to 1-3 butelki dziennie przez minimum 14 dni, o ile lekarz nie zaleci inaczej. Preparat dostępny jest w aptekach i na www.posilkiwchorobie.pl

Nutridrink Protein to żywność specjalnego przeznaczenia medycznego. Należy ją stosować pod nadzorem lekarza.
* Spośród innych wysokobiałkowych preparatów do żywienia medycznego dostępnych na polskim rynku (12/2021)


Zdrowie

Krystian Hanke: chciałbym wychować dzieci tak, by kiedyś nie wywaliły mnie z Facebooka

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
23 czerwca 2022
Pisarz, dziennikarz Krystian Hanke, Fot. Albert Zawada
 

Z okazji Dnia Ojca rozmawiamy z tatą 8-letniej Alicji i 12-letniego (za miesiąc) Tośka. Krystian Hanke na temat „tatowania” prowadzi poranne audycje w Radio357. Twierdzi, że nie jest ojcem idealnym. Ale my nie do końca mu wierzymy… Czytajcie i ślijcie linki ojcom swoich dzieci.

Moja koleżanka redakcyjna, Monika, która słucha twoich porannych audycji o 7.35 w Radio357, mówi, że po nich czuje się czasem niewystarczająco zaangażowaną matką.

Musimy to natychmiast sprostować. Powiem ci, że czasem, kiedy proszę moje dzieci, byśmy razem przetestowali jeszcze jakąś grę, o której chcę opowiedzieć w programie „Tatowanie”, one mówią, że już się im nie chce. (śmiech) Jednak fakt, że zostałem „radiowym tatą” zmusza mnie do obowiązkowości w temacie gier i książek dla dzieci. Mój program to jest zbiór inspiracji dla rodziców i chcę, by był bogaty. Nigdy jednak nie pragnąłem być dla kogokolwiek wzorcem, do którego trzeba się odnosić. Proszę więc przeproś znajomą i powiedz jej, że nie jestem tatą idealnym. Mój syn ma już prawie 12 lat i potrafi mi wyrzucić w złości i z ironią: „Tak, zrób odcinek, jak krzyczeć na dziecko! Niech wszyscy wiedzą!”

Zrobiłeś taki odcinek?

Zrobiłem odcinek o tym, że nie zawsze muszę być akuratnym tatą, który będzie w myślach liczył do dziesięciu, by tylko nie krzyczeć na dzieci. Najważniejsze, że potrafię przepraszać, przyznać się, że czegoś nie powinienem powiedzieć, jeśli w nerwach powiedziałem za dużo. Zrobiłem też odcinek o tym, że każdy rodzic ma prawo wyjść z domu, by zwentylować się psychicznie, jeśli emocjonalnie już wytrzymuje. Przyznaję, że jestem osobą impulsywną i staram się nad tym panować, choć nie zawsze mi to wychodzi.

A kiedy najtrudniej ci zapanować nad emocjami?

Moje dzieci uważają, że wszystko podlega negocjacji. Niektórzy mogą powiedzieć, że jak je rozpieściłem, to teraz tak mam. (śmiech) Wprowadzam więc czasem zakaz negocjacji, kiedy na przykład umawiam się z córką, że pozbiera pranie przed południem, a ona mówi już grubo po południu: „Nie!” i bawi się dalej. Zakaz negocjacji dotyczy więc sytuacji ewidentnych.

Coś czuję, że niedługo napiszesz książkę o zbuntowanych nastolatkach.

Na razie nie planuję, bo nie starczyłoby mi na to doby. Kiedyś notowałem różne śmieszne powiedzonka moich dzieci i tak powstały „Odklejki”. Teraz musiałbym mieć od nich pozwolenie od dzieci. Tu nie ma już miękkiej gry. Nawet dziś, kiedy wrzucam zdjęcie na moje media społecznościowe (choć zawsze ujęcia takie, by nie pokazywać ich twarzy), one wszystko kontrolują: „A pokaż, a nie wrzucaj tego”. To dla mnie jest ciekawa nauka traktowania młodego człowieka jak oddzielnego, dorosłego bytu i samostanowiącej osoby.

Podobno twój pierwszy program o tatowaniu uratował cię przed wyrzuceniem z radia. To prawda?

Trochę tak było. 12 lat temu zajmowałem się głównie dziennikarstwem społeczno-politycznym. W pewnym momencie stanąłem pod przymusem wymyślenia siebie na nowo w radiu. I temat ojcostwa przyszedł w sposób naturalny, ponieważ moja żona była wtedy w trzecim miesiącu ciąży. Bardzo cieszyłem się, że za moment zostanę tatą, ale nie miałam pojęcia jak to będzie. Czułem też podskórnie, że to jest fajny pomysł, bo nikt do tej pory nie opowiadał w radiu o ciąży i rodzicielstwie oczami faceta. W pięć minut wymyśliłem listę tematów i zacząłem szukać ekspertów. A po jakimś czasie wróciłem też do tematów politycznych.

Czy zanim zostałeś ojcem miałeś wiele obaw i lęków?

Pewnie. Zastanawiałem się na przykład, kto nauczy mojego syna majsterkowania. Ja mam dwie lewe ręce, ponieważ mój tata w takich sprawach zawsze mnie wyręczał. Ale z czasem okazało się, że dziadek chętnie pokazuje Tośkowi jak się wbija gwoździe, a jeden z wujków nauczył go rąbać drewno. Nie protestowałem, nie byłem zazdrosny, tylko ucieszyłem się i powiedziałem: „Ok, jedziemy z tą siekierą”.

Krystian Hanke, Fot. Albert Zawada

Przed Dniem Ojca zaczęli się do mnie odzywać koledzy, którzy pisali mi, żebym w końcu zaczęła opowiadać o dobrych ojcach, bo mają dość artykułów poradniczych dla pań, w których są opisywani jako nieudacznicy i narcyzi. Jak ty się czujesz, gdy dziś takich publikacji są miliony?

Nie czuję się kimś, kto może odpowiadać za wszystkich. Mogę tylko mówić za siebie, choć sądzę, że wielu facetów czuje podobnie. Mam świadomość świata, w którym do tej pory kobiety miały role, z którymi dziś się głośno nie zgadzają i które już porzuciły. I bardzo dobrze!

Mam też poczucie, że to jest pokuta, którą mężczyźni muszą jakoś przyjąć. Ale to nie jest pokuta, którą powinniśmy przyjmować skuleni lub na klęczkach, tylko robiąc krok do przodu. Jeśli my ojcowie jesteśmy dziś bardziej świadomi, aktywni i rozmawiamy otwarcie o swoich błędach, to neutralizujemy tę krytykę.

Myślę sobie też, że faceci lubią wyzwania. To jest trochę jak w filmie „Rejs”, w którym pada takie zdanie: „Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy”. Pamiętam, że jak 12 lat temu chodziłem z synem na plac zabaw, to faktycznie tych ojców z wózkami nie było zbyt wielu. Może rzeczywiście kiedyś to było postrzegane jako obciach?

Mnie jednak nawet przez głowę nie przebiegła myśl, że będę wstydził się spacerów z wózkiem, bo ktoś pomyśli, że żona pracuje, a ja zajmuję się dzieckiem. Myślałem wtedy: „Jakie to szczęście. Przecież bujanie w wózku szybko uśpi mi dziecko, a ja będę miał pretekst do tego, by sobie pochodzić, pooddychać świeżym powietrzem. Inaczej przecież nie wychodziłbym sam tak bez celu na spacer”.

Poza tym ja mam zakorzenione w sobie mocne poczucie sprawiedliwości i odpowiedzialności. Nie bardzo rozumiem, jak facet może zostać ojcem i porzucić dziecko. Może łatwej mi tak mówić, bo mam fajną żonę, dwójkę zdrowych dzieci, w miarę ustabilizowaną karierę. Ale porzucenie rodziny i zniknięcie z ich życia nie mieści mi się w głowie. Być może za dużo książek na ten temat przeczytałem. Ale ok, też rozumiem oczywiście, że rodzice czasem rozstają się, gdy przestają się dogadywać. Rozumiem, że wtedy ojciec jednak się stara być tatą. Ale porzucenie? Nie, nie mieści mi się w głowie.

Właśnie z takich historii bierze się teraz postrzeganie facetów, że do niczego się nie nadają, że najlepiej przepędzić ich od razu na cztery wiatry. Ale z drugiej strony wierzę, że dziś kobiety i dziewczyny mają też dobre związki i inne tematy do rozmowy niż tylko… „fatalni ojcowie”. Poza tym nie chciałabym też tak mocno generalizować i dzielić świat ze względu na płeć. Bo powtarzanie utrwala te stereotypy, co jest bardzo złe.

Ale jednak stereotypów na temat fatalnych ojców jest wiele!

O tak, weźmy na przykład takie zdanie: „Dziecko zostało w domu samo z tatą”. No, nie ma czegoś takiego! Albo dziecko zostało z tatą, albo zostało samo w domu.

Krystian Hanke,  Fot. Albert Zawada

Znasz wielu fajnych ojców?

Naprawdę wielu! Po ciężkiej pracy zabierają wieczorem dzieciaki na wyprawy rowerowe albo budują domki na drzewach. Pracują po nocach, by mieć więcej czasu w trakcie dnia dla rodziny. Mam takiego fantastycznego znajomego w Nowym Sączu, którego szczerze podziwiam. On wspiera swoje dzieci w edukacji domowej; ma firmę, która produkuje place do zabaw z drewna i cały czas myśli o tym, jak je udoskonalać. Chodzi razem z dziećmi po górach. Niedawno kupił busa i przerobił go na campera. Podjeżdża nim na parking pod Jaworzynę, by tam spać i skoro świt rodzinnie wdrapać się na górę i zjechać na skiturach. Czasem zastanawiam się, jak on na to wszystko znajduje czas.

Masz jakieś pragnienie dotyczące rodzicielstwa?

Chciałbym być na tyle lubiany i szanowany przez swoje dzieci, że gdy będą dorosłe, to z chęcią do mnie zadzwonią, by pogadać lub o coś poprosić. A w najbliższej perspektywie chciałbym, by nie wywaliły mnie ze swojego Facebooka. Za rok mój syn, kiedy skończy 13 lat, ma obiecane, że będzie mógł założyć sobie konta na mediach społecznościowych, które wybierze. Choć zastanawiam się, czy on w ogóle będzie miał tego Facebooka, bo pewnie uzna, że to portal dla strych zgredów.

13 lat! Surowo! Większość rodziców zakłada dzieciom konta na takich portalach, naginając zasady, znacznie wcześniej.

W tym temacie przyznaję, że zrobiłem mały eksperyment na żywych organizmach. Postanowiłem dzieciom nie zakładać w ogóle na komputerach tzw. kontroli rodzicielskich. Chcę ufać, że poinformują mnie o tym, co widziały. Dzieci nie da się ustrzec dziś przed pułapkami netu, bo rodzic nigdy nie wie, co ogląda w sieci kolega jego dziecka. Wolę więc wychowywać tak, że owszem stąpamy razem po cienkim lodzie, ale wiemy, jak się z tego w razie czego wycofać. Muszę ci powiedzieć, że wkurza mnie tylko, że mój syn mówi dziś językami memów albo ciągle słyszę te okrzyki: „Zobacz tego typa, co tam siedzi XD”. Trudno, godzę się z tym, nie wyplenię tego.

A jak ty wspominasz swoje dzieciństwo? Miałeś dobre wzorce, z których mogłeś korzystać?

Super, ale nie dlatego, że rodzice byli zamożni i na pstryknięcie palca dostarczali mi wszystko. Ja po prostu czułem, że jestem bezgranicznie kochany. Mama dawała mi tę czułą miłość, a ojciec był taki, że potrafił zarwać noc, by pomóc mi zrobić np. karmnik dla ptaków na ZPT. Ponieważ on sporo pracował, to dziś moje wspomnienia koncertują się na fantastycznych aktywności podczas wakacji, kiedy np. graliśmy przed śniadaniem razem w ping ponga, potem w piłkarzyki, badmintona. Pamiętam też, że mieliśmy kilka męskich wypraw, kiedy tata został akwizytorem tekstyliów i sprzedawał je w północnej Polsce. Tym sposobem podczas wakacji zjechaliśmy razem całe wybrzeże Bałtyku od Łazów po Świnoujście. Dziś widzę, że jestem dokładnie jak mój tata. Jak w coś wchodzę, to zawsze na sto procent. Choć w sumie mama też jest taka.

17.09.2020. Warszawa. Pisarz, dziennikarz Krystian Hanke Agnieszka Dauksza . Materialy prasowe Znak .
Fot. Albert Zawada

Muszę przyznać, że zaimponowałeś mi, gdy powiedziałeś, że nie możesz udzielić wywiadu podczas długiego weekendu, bo chcesz w tym czasie pobyć ojcem. Szacun!

Musiałem pobyć ojcem pozaradiowym. Natomiast niestety mój syn rozchorował się i leżał w łóżku. Dlatego tylko z córką pojechałem na wyprawę na lody. Mogłem wsiąść w samochód i wrócić po 15 minutach, ale pojechaliśmy kolejką, metrem i rowerem. Spędziliśmy razem dzięki temu 2,5 godziny, rozmawialiśmy sobie o znakach drogowych i logo samochodów. Lubię taki czas, kiedy wzajemnie się od siebie uczymy różnych rzeczy. To była dla nas obojga kolejna mikrowyprawa i przy okazji znów fajna przygoda. Na pewno nie ponury obowiązek, by wyjść z dzieckiem na spacer.

Na koniec odrobina statystyki. Czy wiesz, że przeciętny ojciec spędza z dzieciakiem pół godziny, a przynajmniej 51 godzin w Internecie.

Ja też nie jestem wolny od tego grzechu. Czasem córka wdrapuje mi się na kolana i delikatnie wyjmuje mi telefon z ręki, mówiąc: „Tata, odłóż ten telefon. Chodź się już przytulić”. Więc odkładam. I przytulam.


Krystian Hanke: niedoszły: fryzjer, kierowca autobusu, piłkarz, komentator sportowy, pianista, rock’n’rollowiec i ilustrator. Doszły: prawnik (z wykształcenia), dziennikarz (z zawodu), tata (z doświadczenia) i pisarz (na co dowodem jest książka „Tatowanie”). Pomysłodawca facebookowych „Odklejek”. Autor cyklu „Projekt Tata”, emitowanego na antenie radiowej Trójki.  A ostatnio „Tatowania” w Radio357. Jest ojcem ośmioletniej Alicji i dwunastoletniego (za miesiąc) Tośka.


Zdrowie

„Pomóż mi odejść”. Kiedy miłość boli…

Redakcja
Redakcja
22 czerwca 2022
fot.istockphoto

Jestem silna. Nie pozwolę zamknąć się w złotej klatce. Już nigdy. Nie dam zrobić z siebie wariatki odpowiedzialnej za całe zło tego związku. To nie ja jestem zła, to nie ja niszczę naszą relację, to nie ja …

Wracamy od znajomych. Czuję dziki, zły wzrok wlepiony we mnie z obrzydzeniem. „Nie zapomniałaś o czymś?” Analizuję wszystkie sytuacje, które wydarzyły się podczas kolacji z przyjaciółmi. Nie przypominam sobie niczego przez co mógłby poczuć się źle, nie pamiętam, żebym go zignorowała, obraziła, nic… Wiem, że za chwilę zacznie się jatka. Pretensje, wyzwiska, niedobrze mi.

***

Jestem nikim. Dno. Ranię ludzi. Zrobiłam selfie z tymi głupkami przy stole, a jego nie zaprosiłam do zdjęcia.  Otacza mnie banda klakierów, hipokrytów, a ja wszystko łykam. Nie mam za grosz szacunku do niego. I do siebie, a mogliśmy zostać w domu, we dwoje, obejrzeć film… Nie liczę się z jego uczuciami, oszukuję go, bo gdyby tylko wcześniej wyszedł z restauracji, ja pewnie świetnie bawiłabym się bez niego… Nie mam już siły. To koniec, to na pewno koniec.

***

Jestem silna. Jak to możliwe, że tak dałam się zapędzić w kozi róg? Kiedy to się stało, że zrezygnowałam ze spotkań z przyjaciółmi, wyjazdów z koleżankami, jak to możliwe, że dałam się zamknąć w czterech ścianach. Ja, taka wolna, niezależna. Zabija we mnie całą spontaniczność. Jego jedyną bronią jest nieustające poniżanie mnie, deprecjonowanie wszystkiego, co sprawia mi radość, co mnie cieszy. Według niego jestem nic nie warta, łasa na komplementy głupich ludzi…

„Z kim piszesz? Musisz odpowiadać temu debilowi? A gdybym ja tak pisał ze swoimi koleżankami? Dlaczego ciągle mnie oszukujesz?”…

Jak przetrwać w postanowieniu?  Jak być konsekwentną, kiedy mówimy: „ostatni raz mnie poniżyłeś, skrzywdziłeś”?

Kasia Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka

Niestety zazwyczaj pod wpływem silnych emocji wypowiadamy słowa z których się potem, gdy emocje opadną, wycofujemy. Dlatego myślę, że najważniejsze jest, by mieć w sobie na chłodno podjętą decyzję, że już nie chcemy tkwić w przemocowym, pełnym kontroli związku, w którym dochodzi do nieuzasadnionych wybuchów złości. W moim poczuciu nie warto czekać na jego kolejny napad zazdrości. Lepiej na podstawie aktów agresji, które już były, podjąć decyzję o odejściu, niż czekać do kolejnego razu.Oczywiście takie decyzje są trudne i wymagają zwykle przygotowania się na sytuacje kryzysową, np. oszczędzenia pieniędzy, zapewnienia sobie dachu nad głowa. Czasem przed rozstaniem dobrze jest porozmawiać z psychologiem, żeby nas wzmocnił, z prawnikiem, żeby nam uświadomił jakie mamy prawa. Człowiek wychodząc ze związku tego typu zazwyczaj jest bardzo osłabiony i potrzebuje wsparcia innych, dlatego dobrze zawczasu go poszukać.

Jak się nie złamać?

Myślę, że wsparcie bliskich- przyjaciółki, rodziny jest kluczowe, bo daje poczucie bezpieczeństwa i wrażenie, że nie jesteśmy same z tym problemem. Ale nie zawsze mamy takie osoby i wówczas warto zgłosić się po profesjonalną pomoc, na przykład do fundacji działającej na rzecz kobiet. Nawet jeśli nie doszło do przemocy fizycznej. Jeśli chcemy wytrwać w postanowieniu, że kończymy te relacje, powinniśmy zawiesić lub zminimalizować wszelkie kontakty z ex i skupić się na odbudowywaniu tego, co zostało zniszczone, czyli zwykle pewności siebie, poczucia, że potrafimy być same. Czasami ludziom pomaga powrót do aktywności, które się kiedyś lubiło, znalezienie nowego hobby, praca nad sobą, na przykład nauczenie się technik opanowywania napięcia.

Czym na dłuższą metę grożą takie rozstania i powroty?

Jeśli w związku pojawia się taka emocjonalna huśtawka to znaczy, że jest to relacja toksyczna, czyli w moim rozumieniu, taka, która przynosi nam więcej cierpienia niż szczęścia. Często wchodzimy w takie związki wtedy kiedy nie potrafimy być same albo mamy błędne przekonanie, że jak są takie nagłe wybuchy to znaczy, że jest silna namiętność. Tymczasem takie przyciąganie i odpychanie grozi totalnym pogubieniem.

Pary żyjące  w ten sposób zwykle bardzo źle na siebie oddziałują, sinusoidy sprawiają, że zawalają swoje obowiązki, dzieci, prace, siebie, i wikłają się w układ, w którym nie jest ani dobrze, ani bezpiecznie, przytrzymuje nas adrenalina. Łatwo pomylić taką toksyczność z wielką miłością. Ale miłość, dojrzała i głęboka, polega na czymś zupełnie innym.

Czy w ogóle możliwe jest wypracowanie zdrowej relacji w takim związku?

Tak, o ile obie strony są tak samo mocno zaangażowane w prace i nad sobą, i nad związkiem. Jeśli partner podejmuje dobrowolną decyzję, że chce się zmienić, to jest szansa na sukces, ale jeśli jego postawa to: „taki już jestem”, samo się nie naprawi…

Ile razy można dawać szansę?

Kiedy wiadomo, że to się nie uda i szkoda życia na to…  Czasami partnerzy zachowują się fatalnie ale potrafią dostrzec swój błąd  i chcą go naprawić, widać ze pracują nad sobą. Zwykle jednak jest tak, że ktoś ma na przykład nieuzasadniony napad zazdrości, potem przeprasza ale zupełnie nie zmienia swojego zachowania, bo wcale nie czuje, że coś źle zrobił.

Każda dobra zmiana zaczyna się od wglądu, czyli takiej prawdziwej, czasem niełatwej do przełknięcia refleksji o sobie samym i swoich słabościach. Jeśli partner nie widzi w sobie, swoim zachowaniu, w swoich nerwowych reakcjach nic złego, tylko obarcza cały świat winą za własne wybryki, to znaczy ze stoimy w martwym punkcie i nic dobrego z tego nie będzie.

 

 


Zobacz także

Problem nadmiernej potliwości. 6 rzeczy, które zagwarantują suche ciało latem

Rak jelita grubego - objawy

Rak jelita grubego – objawy, którch nie wolno ignorować

Moje życie z HASHIMOTO i SIBO…

Moje życie z HASHIMOTO i SIBO…