Lifestyle

Rozwiązanie konkursu „O czym marzą kobiety?”

Redakcja
Redakcja
2 stycznia 2016
Fot. iStock / vicnt
 

Dobrze jest mieć marzenia, a jeszcze lepiej spełniać je. Razem z marką Dr Beckmann serdecznie dziękujemy za wspólną zabawę! I z przyjemnością ogłaszamy Zwyciężczynie w konkursie 🙂

Laureaci

​1) Magdalena Wielińska
2) Natalia Skolarus
3) Natalia Ratajczak Figura
4) Magdalena Szulc
5) Patrycja Gabryel
6) Anna Stawowa​

Nagrody

6 x zestaw nagród, składający się z:

– Dr Beckmann Odplamiacz Precyzyjny Tłuszcz i sosy 50 ml

– Dr Beckmann Odplamiacz precyzyjny Owoce i napoje 50g

– Dr Beckmann Odplamiacz precyzyjny Makijaż i trawa 50ml

– Dr Beckmann Odplamiacz precyzyjny Rdza i dezodorant 50ml

– Dr Beckmann Odplamiacz precyzyjny Krew i mleko 50 ml

– Dr Beckmann Odplamiacz precyzyjny Długopis i tusz 50 ml

– Dr Beckmann Maskotka – sowa maskotka

– Dr Beckmann Chusteczka wyłapująca kolor i wspomagająca usuwanie brudu – 12 sztuk

Eugen-aus-pptx-quelle

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Laureatów prosimy kontakt mailowy w celu odbioru nagród w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia wyników. Prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody (imię i nazwisko, adres i nr telefonu) na adres e-mail: [email protected]. Otrzymanie danych potwierdzamy w odpowiedzi zwrotnej.

Prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Chcesz wiedzieć więcej? Przeczytaj:

„Kochanie, przecież wiesz, że nie umiem robić prania…”. Zero litości, ON też może się nauczyć! 5 sposobów na łatwe pranie

7 sposobów na plamy, czyli wszystko co musisz wiedzieć o ich usuwaniu

7 rzeczy, dzięki którym twoje urządzenia gospodarstwa domowego będą nareszcie lśnić

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj


Lifestyle

Zamiast diety zmień styl życia. 6 banałów, o których bardzo chętnie zapominamy

Hanna Strzelecka
Hanna Strzelecka
2 stycznia 2016
Fot. iStock / YinYang
 

O super dietach i genialnych sposobach na schudniecie słyszał chyba każdy. Większość z nich wymaga restrykcyjnego przestrzegania wymyślnej diety, a i tak ostatecznie wracamy do punktu wyjścia lub zyskujemy kolejne kilogramy. Banałem jest powtarzanie, że potrzebna jest silna wola, dyscyplina i chęci, ale szczerze jak często zapominamy o tych banałach dążąc do szybkich efektów? Więc zamiast się męczyć lepiej zmienić styl życia.

Precz z dietami i efektem jo-jo

Pomysłów na super diety, które w kilka lub kilkanaście dni pozwolą zrzucić zbędne kilogramy jest bez liku. Od diet kapuścianych, jedzenia produktów wybranego koloru, po unikanie węglowodanów czy jedzenie tylko mięsa. Można by je wymieniać bez końca, jednak wszystkie łączy jedna rzecz – efekt jo-jo. Wszystkie cudowne diety to nagła zmiana sposobu odżywiania by zrzucić trochę na wadze. Jest to szok dla organizmu i faktycznie można łatwo stracić dodatkowe kilogramy, jednak większość z nas kiedy osiąga sukces zaprzestaje diety i  powraca do starych nawyków, a z jednego utraconego kilograma robią się dwa które przybyły.

300 kalorii mniej

Dieta powinna być przede wszystkim zdrowa i racjonalna. Nie należy przesadzać w żadną stronę, bo to zawsze szkodzi. Powinno się jeść wszystko na co przychodzi nam ochota, jednak w mniejszych ilościach. To właśnie tu kryje się sekret 300 kalorii mniej. Początkowe nakładanie sobie mniejszych porcji z czasem staje się nawykiem i zaczyna się to robić nieświadomie.

Nie rezygnuj z odrobiny słabości

Bądźmy szczerzy jesteśmy tylko ludźmi, a nie tytanami więc mamy prawo do odrobiny słabości od czasu do czasu. Nie trzeba rezygnować z lodów, o ile zamiast całego opakowania zje się kilka łyżeczek. Ograniczając spożywanie cukru, słodyczy, soli czy tłuszczy nawet o odrobinę dziennie, działamy na własną korzyść i unikamy poczucia straty i tęsknego marzenia o ulubionych smakołykach. Bo nie ma chyba nic gorszego niż katowanie się podczas diety i omijanie szerokim łukiem sklepowych działów ze słodyczami. Jesteśmy tak skonstruowani, że restrykcje często działają odwrotnie do zamierzeń. Odmawiając sobie czegoś mamy na to coraz silniejszą ochotę, a ostatecznie zjadamy więcej niż powinniśmy w napadzie głodu. I tak w jeden wieczór możemy odzyskać zgubione kilogramy i dopadnie nas poczucie winny i przegranej.  Dlatego zamiast stanowczego „Nie” drobnym przyjemnościom lepiej jest wyznaczać sobie realne plany i cele i systematycznie dążyć do ich realizacji.

Kolorowy talerz

Trzeba jednak powiedzieć prawdę: słodycze, sól i tłuszcz nie są naszymi przyjaciółmi, same o tym dobrze wiemy. Jednak zamiast tego co szkodzi lepiej skupić się na tym co jest zdrowe i kolorowe, czyli owocach i warzywach. Są nie tylko pysznym dodatkiem lub przekąską między posiłkami, ale także doskonałym źródłem witamin. Każdy kolor warzyw i owoców zawiera inne dobroczynne składniki, które nie tylko wspomagają dietę, ale również dbanie o  skórę, włosy i paznokcie.

Ćwicz i baw się

Jesteśmy różni i każdego z nas bawi inna forma aktywności, dlatego ważne jest by znaleźć dla siebie taką jaka sprawi nam przyjemność i będzie przede wszystkim dobra zabawą. Kilogramy skutecznie można zrzucać nie tylko na siłowni lub powtarzając serie ćwiczeń. Chudnie się przede wszystkim, dzięki ruchowi i nie ma znaczenia jaki on jest. Dla miłośników klasyki  idealne jest bieganie lub pływanie. Dla tych co wolą poszaleć przy muzyce jest zumba czy ćwiczenia na trampolinach. Ci którzy potrzebują wyciszenia znajdą je podczas jodze lub długich spacerach. Nie ważne co się wybierze, istotne jest tylko jedno by pobudzić organizm do spalania kalorii, a jednocześnie cudownie spędzać czas i cieszyć się każdą chwila.

Moje zdrowe „ja”

Zdrowe odchudzanie się, ma tę wadę, że jest długotrwałe i efekty nie pojawiają się od razu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.  Bardzo często dostrzec je można dopiero po paru tygodniach, jednak zmiany następują stopniowo nawet jeżeli są bardzo malutkie. Celem jest tak naprawdę zmiana stylu życia na zdrowszy i bardziej aktywny. A czy jest nagroda? Zawsze! Bo nie ma nic przyjemniejszego gdy ubrania z przed lat znów idealnie pasują, a idąc na zakupy można śmiało przymierzać ubrania o rozmiar lub kilka mniejsze.


Lifestyle

Związek „publiczny”, czyli kiedy twoi znajomi wiedzą o NIM wszystko

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 stycznia 2016
zwiazek publiczny, czyli ekshibicjonizm emocjonalny
Fot. iStock / 4x6

Kiedy w związku intymności jak na lekarstwo, trudno mu wróżyć świetlaną przyszłość. I wcale nie chodzi tu o brak spełnienia w miłości w sferze fizycznej. Raczej o to, kiedy związek dwojga ludzi staje się „publiczny”, a znajomi pary wiedzą o niej więcej niż sami zainteresowani. Skąd? Od jednego z partnerów, oczywiście. Są wśród nas tacy, którzy przed przyjaciółmi nie mają tajemnic, a szczegółami swoich relacji z ukochanym czy ukochaną dzielą się z nimi bez skrupułów. Wszystko na sprzedaż…?

Beata wzdycha nad filiżanką kawy, a paznokciem w kolorze amarantu postukuje w tę filiżankę rytmicznie. Od trzech miesięcy jest singielką, taką z serialu o mocno przerysowanych postaciach. Z kotem, który kiedyś tylko w połowie należał do niej i z czynszem za wynajem mieszkania. Tego czynszu też już nie ma z kim dzielić. Samotne wieczory spędza zazwyczaj przed telewizorem, rzadko kiedy wyjdzie z przyjaciółkami. Właściwie jest na „plotkarskim” detoksie. Jej bilans roczny a la Bridget Jones przedstawia się następująco: liczba byłych narzeczonych – 1, liczba zerwanych zaręczyn – 1, liczba osób, którym zmarnowała życie – 1. Liczba wypalonych nerwowo papierosów? Nie do policzenia. Dość smutne podsumowanie, przyznacie to chyba. Największe marzenie? Cofnąć czas. Nie klepać bez sensu na prawo i lewo o Jacku. Albo nigdy go nie spotkać. Albo zapaść się pod ziemię. Każda z tych rzeczy byłaby dobra.

Co on sobie wyobraża, naprawdę

Znamienne, jak to się wszystko zaczęło. Kiedy ją zaczepił, roześmianą i rozgadaną na korytarzu w pracy, nieśmiało podpytując o plany na wieczór, od razu zaraportowała koleżankom przez Messengera: „Zaraz padnę, J. chce się umówić, ręce mu się trzęsły i spocił się jak mysz kiedy do mnie mówił, bleee”. Ależ potem miały z tego ubaw w babskiej toalecie! No, co on sobie wyobraża, naprawdę. Z nudów, czy z ciekawości Beata zgodziła się jednak na spotkanie, dwa dni później. Tego samego dnia wysyłała dziewczynom SMS-y: „Idę z J na kolację, pośmieję się trochę i tak nie mam co robić”. Z restauracji, w której jedli włoską pastę pisała pod stołem wiadomości: „ J. ma straszny uśmiech, ale głupoty gada, widać jak się denerwuje. Śmiesznie je, nie wytrzymam!”. „ Dasz radę” – odpisywały one. „Pisz, będzie zabawnie”.

Taki miała zamiar. Ale jakimś dziwnym sposobem, to głupie gadanie Jacka wciągnęło ją. Właściwie odkryła nawet, że jest on fantastycznym rozmówcą. O SMS-ach zapomniała w końcu, wieczorem wysłała koleżankom tylko jedną wiadomość: „Do niczego nie doszło, jest chyba nieśmiały”. Tydzień później umówili się znowu. A potem jeszcze raz.

Beata na czacie opowiadała znajomym przebieg spotkań z Jackiem, nie omieszkując opisać dowcipnie wszystkich jego wpadek („przydeptał sobie płaszcz wychodząc z taksówki, bleee”).  Ale z czasem ich znajomość stawała się coraz bardziej poważna. Zakochali się. O ile jednak nieświadomy niczego Jacek zachowywał w sprawie ich związku pełną dyskrecję, to Beata dzieliła się ze znajomymi najdrobniejszymi szczegółami ich wspólnego życia. Jak na monitoringu, choć obraz ich wzajemnych relacji nieraz ubarwiała, dodawała mu odrobinę pieprzu albo tonowała go wedle uznania. Bo okazało się, że Jacek, prócz całej swoje śmieszności, czasem rzeczywiście niezdarnych gestów to jest bardzo opiekuńczy i dobry facet. Po prostu. Nie ma się z czego tak śmiać.

Tylko, że znajomi dopytywali, a ona przyzwyczaiła ich do tych szczegółów. Dziś wie, że powinna wtedy powiedzieć „stop”, że już koniec tego przedstawienia. Że to są uczucia, emocje, że to jest wszystko na poważnie. Miłość! Ale nie umiała. Kiedy poszli ze sobą do łóżka, przyjaciółki dowiedziały się więc dokładnie, co poszło jak trzeba, a co wymaga poprawki. I tylko Magda napisała do niej osobną wiadomość: „Wiesz, daj już spokój. Nie chcę tego wszystkiego czytać. Pomyśl, jak on by się poczuł, gdyby się dowiedział.”.

– Obraziłam się wtedy na nią – mówi Beata. – Chyba za to, że potraktowała Jacka z większym szacunkiem niż ja sama. Byłam wściekła na siebie. Jednak brnęła w to dalej. Poszukiwania mieszkania do wynajęcia, pierwsze spotkania z jego rodzicami, pierwsze kłótnie, a w końcu i zaręczyny, wszystko to „raportowała” pozostałym koleżankom (a nawet jednemu koledze), jak do tej pory, choć już bez tych prześmiewczych uwag.

Do kogo piszesz, kochanie?…

W końcu jednak nadeszła katastrofa, inaczej po prostu nie mogło być. Beata, wychodząc do łazienki nieopacznie zostawiła swój telefon w salonie. I Jacek, który od pewnego czasu dziwił się temu, że ona ten telefon nosi ze sobą wszędzie i wyraźnie coś przed nim ukrywa, przeczytał. Wszystko. Te najnowsze wiadomości dotyczące kilku poprzednich nocy („Dzisiaj mieliśmy nawet OK seks, J. w końcu się postarał”) i te najstarsze, w których opisywała jego nieśmiałe próby zdobycia jej serca. Coraz bardziej zdumiony czytał historię swojego związku widzianą oczami Beaty i jej znajomych. Widział epitety, którymi podsumowała go po jakiejś kłótni i poznawał pierwsze wrażenia (chyba dopiero te były naprawdę szczere) dotyczące jego matki („Niby miła, ale od razu widać, że złośliwa małpa, trzeba ją trzymać na dystans. Pilnujcie mnie :)”). Zrozumiał, że został odarty z prywatności, z tego intymnego przeżywania czegoś tylko we dwoje, tylko razem.

Kiedy Beata przypomniała sobie o telefonie i wybiegła w panice spod prysznica robiąc mokrą plamę na podłodze w salonie, od razu pojęła, że on już WIE. Nigdy nie zapomni jego wzroku. Spojrzenia osoby, zranionej do żywego. Zdradzonej, oszukanej. I jeszcze te słowa, które padły: „ To tak o mnie naprawdę myślisz? To tak nas widzisz?”… Choć błagała, zaklinała się, przekonywała, że to tylko takie pogaduchy, nic nie znaczące ploteczki z przyjaciółmi, nie umiał zostać. Odszedł po cichu, nieśmiało. A dwa dni później zrobił coś, czego nie miał w zwyczaju: przysłał SMS. „Taki związek „publiczny”– napisał – to nie dla mnie. Dla mnie związek to intymność i ślepa wiara w to, że mogę ci powiedzieć wszystko. Zbyt wiele nas różni w tej podstawowej sprawie.”.

Beata od trzech miesięcy próbuje odzyskać zaufanie Jacka. Spotkali się już kilka razy na kawie, z jej inicjatywy. On cichy, niedostępny, sprawiał wrażenie, że się męczy. Ona potulna. Dwoje na huśtawce, ale tym razem to on rozdaje karty. Czy jej wybaczy? Tak, na pewno. Może nawet już jej wybaczył, bo to dobry człowiek, po prostu. Czy zaryzykuje i da jej drugą szansę? Raczej nie. Ale Beata się stara, choć przyjaciółki jej nie wspierają. O niczym nie wiedzą.


Zobacz także

HERSTORIA* pani Moniki. Siła kobiet mieszka w kobietach z sąsiedztwa

Będziesz chciała się poddać? Nie rób tego, masz nas! Rusza akcja „Polka na diecie”

„Jak na dziewczynę z baru to nawet nieźle wyglądasz”. Przywyknijcie drogie panie, tak podrywa się na „negi”