Lifestyle

„Pooglądajmy w lustrze, jakie piękne i wyjątkowe jesteśmy, pachnące i smakowite… tam na dole”

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
20 maja 2022
fot. MarinaRazumovskaya/iStock
 

Siedzimy tak sobie z moją znajomą i ulubioną malarką, aż tu nagle rozmowa nam się zeszła na temat seksu. Wiadomo. Ulubiony temat. Znajoma artystka jest osobą bardzo wrażliwą i wysoce świadomą siebie oraz świata ją otacząjącego, procesów jakie w nas zachodzą i ich skutków. W delikatnej rozmowie przyznała, że nie do końca w życiu miała możliwość poznania co to orgazm i poczucia całej radości i miłości do własnej wulwy.

No właśnie, dlaczego my nie mamy jakieś pięknej nazwy na najważniejszą część naszego JA? Pochwa to jak futerał na ostre ostrze miecza. Auć. Już nie mówiąc „srom”, „kuciapka”, „rozdziapa”, „rozkłapciocha” itd. Brrrrr… Nawet nazwanie „narządem”, „organem” jest czymś kwadratowym i twardym dla tej najczulszej naszej istoty. Już osobiście wolę „cipkę” i jeszcze pamiętam z dzieciństwa „psipsi”. Przynajmniej wesoło.

Gdy tak rozmawiałyśmy, przypomniał mi się serial „Sex Education” i scena, gdy jedna z bohaterek odkrywała swoją wulwę – kojarzy mi się z bulwą kwiatu jak amarylis – i znalazła stronę internetową poświęconą kształtom, kolorom i rodzajom wulw. Znalazłam i ja: The vulva Gallery. Wow. Jaki przegląd naszej budowy. Jak cudownie jesteśmy różne. Większe, mniejsze, podłużne, szersze, sterczące, schowane, nabrzmiałe, smukłe, wystające, wesołe, smutne. Taka różnorodność rodzajów i kształtów. Niczym małe zwierzątka, jak małż – pamiętacie z Californication?;) – kotki, myszki, małpki. Lub rozkwitłe jak kwiaty: róże, storczyki, kamelie, amarylisy, goździki etc. Cały przegląd skojarzeń i do tego w kolorach od bladego różu po czerwień i mahoń lub wielokolorowe. W serialu bohaterka zaczęła piec babeczki w kształcie vulvy i częstować nimi swoich gości. Dobry pomysł na letnie party?

Drugi obrazek. To w jednym z odcinków „Seks w wielkim mieście”, była wystawa namalowanych cipek, a malarka szukała kobiet, które zgodzą się pozować do jej obrazów i miała z tym spory problem. Te wielkie cipy na ścianach! Kupiłybyście obraz swojej cipki do domu? Co powiedziałybyście mężowi i dzieciom? Kojarząc te historie, namówiłam moją znajomą, aby namalowała swoją… i zobaczyła, co do niej mówi i jaka jest piękna. Czekam na efekty.

Dlaczego wstydzimy się swoich cipek? Co tam jest nie tak? Mężczyźni chwalą się swoimi penisami. Właśnie, nawet słowo „penis” jest bardziej przyjazne i eleganckie od tych naszych nazw. Chwalą się długością, grubością i sprawnością. Wysyłają ich fotki. Porównują sobie z kolegami w toalecie. Jeden patrzy na drugiego.

Jeden z zarządów firmy w której pracowałam, zawsze po spotkaniu szedł razem do toalety. Zastanawiałam się, jak czterech członków zarządu razem oddaje strumień moczu i wzajemnie sobie ogląda. Swoją drogą, nomen omen… CZŁONEK zarządu… Ale do rzeczy. Długie, cienkie, grube,  centkowane, kręte niczym róg Wojskiego z Pana Tadeusza. A my, kobiety, uważamy, że nic nie mamy. Kiedy mała dziewczynka pyta mamę, co to jest, to słyszy „tam gdzie mama robi siku”. Dlaczego tak trywialnie?

Najważniejsza część nas, która definiuje naszą kobiecość. Miejsce największej rozkoszy z nieporównywalną ilością zakończeń nerwowych, najcieńszym i najdelikatniejszym naskórkiem i jest traktowana po macoszemu. To dzięki niej co miesiąc wychodzi nasza krew, złuszczamy się, nawilżamy. W każdym cyklu inaczej. W dodatku jest tak grzeczna, że sama się oczyszcza. To właśnie ona daje nam pierwsze wspomnienie granicy między byciem dziewczynką, dziewicą a kobietą. Właśnie.

Smiling sexy woman relaxing on the bed

Pamiętacie, jaki był wasz pierwszy raz?

Czy partner zadbał o wasz komfort? Przyjemne i bezpieczne miejsce, delikatność, docenienie, że otrzymał dar od kobiety? Czy WY zadbałyście o to, aby dać sobie takie wspomnienie i docenienie tego, co macie? Pamiętam swój pierwszy raz. Długo wybierałam, komu mogę zaoferować to, co mam najcenniejszego i tylko raz w życiu. Był przejęty, chyba bardziej ode mnie. Hotel, kolacja, ładny pokój, muzyka, szampan, a w wannie ciepła woda z bąbelkami, do której mnie zaniósł na rękach. Wtedy tego nie doceniłam, dzisiaj bardzo. Ten pierwszy raz definiuje naszą intymność i to, jak podchodzimy do seksu, a także jak czujemy naszą joni. To obraz do końca życia. Albo ból, albo rozkosz i widok ukochanego, a nie znienawidzonego rozpruwacza ginekologicznego. Uczycie tego swoje córki? A jak pozwalacie ginekologowi was badać? Nieraz wziernik wkładany jest bez pardonu i to grzebanie w nas, jak w kieszeni płaszcza za żetonem.

Orgazmy

Podobno brak orgazmów, to brak zaufania do mężczyzny, że nie potrafimy mu się oddać. Jeśli nie chcemy przyjąć mężczyzny, dopuścić go do siebie, to potrafimy się w miejscach intymnych oblać alergią, spuchnąć w udach, mieć infekcje intymne. Wszystko, byle on nie mógł się dostać. Nie wierzycie? Sprawdźcie same, jak reaguje wasze ciało. Najlepszy wskaźnik tego, co się dzieje w związku.

Wracając do naszej kruszynki wulwy

Rodzimy dzięki niej dziecko, potrafi być tak elastyczna że raz jest ciasna, a raz rozszerza się do wielkości główki dziecka. Powiedzcie, jak będąc takim cudem, nie kochamy i nie szanujemy jej? Nie dbamy o nią tak jak o twarz, włosy czy ciało. Jest jak wyklęta.

Wsadzimy tampon i ma się zamknąć, nie przeszkadzać. A jeśli pobrudzi biały fotel w BMW? Przecież miesiączka tylko przeszkadza. Serio?

Dlaczego w czasie seksu nie powiemy partnerowi, co lubi nasza cipka, a czego nie? Oni dają nam od razu instrukcje, a nawet jeśli nie, to tak docisną, że albo się dławimy i łzy nam lecą, albo już boimy się ich dotykać „bo on taki delikatny”. A my nie? Mając tak wielką różnorodność kobiet i ich wulw – każda z nas inaczej reaguje i inaczej lubi.

Nasz cunnilingus jest większą sztuką od fellatio i wymaga polotu, wyobraźni i inteligencji, bycia uważnym w odczuciach i reakcjach partnerki. To, że wzdychamy i pojękujemy, nie oznacza, że odpływamy. A najczęściej partner naciska nas, jak inkasent guzik dzwonka i myśli że jest zajebiście. Nam to sprawia ból. Tym bardziej, że powtarzający się w kółko jeden i ten sam ruch nie jest ekscytujący. Nasza wulwa, tak jak kobieta, jest wymagająca i lubi zmianę i nowe rodzaje eksplorowania. Też to, co pasowało byłej partnerce nie znaczy, że spodoba się obecnej.
Tak panowie, w seksie trzeba trochę pogłówkować, żeby było fajnie a nie oklepanie. A WY, moje drogie, poznawajcie swoje ciało, co najbardziej lubi, bo jak nie powiecie mężczyźnie, to sam się nie domyśli. Seks to też komunikacja i otwartość.

Zapach

Panowie się skarżą, że nie lubią intymnych pieszczot u kobiet, bo niekiedy dziwnie pachniemy. A wy nie? Każdy penis ma swój zapach, smak. Każda sperma jest inna. Ma inną konsystencję i aromat. Każecie nam łykać. Nie ma połyku? Książę obrażony. Tym, co jecie
smakujecie. Nawet fajki i alko czuć i my mamy z tego powodu być się zadowolone? Bleeee… Jeśli nie wierzycie, to sami spróbujcie… siebie. Poranne smoothie kochanie?

Smak i zapach kobiety pokazuje, czy jest w stresie, czy jest zrelaksowana, czy jest zdrowa, czy akceptuje siebie, swoją seksualność. Kiedyś z kolegą weszliśmy do włoskiej restauracji w Mediolanie. Zaciągnął się zapachem. „Jak pięknie pachnie morzem i świeżymi rybkami”. Na co odpowiedziałam, że mój mąż nie znosi ryb. „Jak to nie kocha smaku i zapachu cipek?”.

Kochajmy siebie, swoje ciało i każdą cząstkę nas. Pooglądajmy w lustrze, jakie piękne i wyjątkowe jesteśmy, pachnące i smakowite, bo kobieta to jeden kwiat i nikt nie ma prawa go ścinać i bezcześcić. Jak to zaakceptujecie i będziecie tego uczyć siebie i swoje córki, to mężczyźni też to uszanują. Sex education zaczyna się od nas.


Lifestyle

Czy jesteśmy dumne z tego, co nam dała natura, czy jak wszystko w sobie poddajemy ocenie?

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
27 maja 2022
fot. jhorrocks/iStock
 

Dzisiaj możemy je sobie powiększyć lub pomniejszyć. Ważne, jaka za tym stoi intencja. Czy robimy to dla siebie, czy dla faceta. Dla faceta i żeby go zatrzymać? Wierzcie mi, cycki nie zatrzymają, choćby były wielkości Mont Everestu. Jak ktoś chce odejść to i tak odejdzie. 

Cycki do przodu. I wlepiony w nie wzrok mężczyzn. Dla nich afrodyzjak i pomieszanie myśli, wybicie z logicznego trybu myślenia i działania, obłęd w oczach i ślinotok, niekontrolowana erekcja. Dla nas codzienność pod własnym nosem.

Mając taką moc w sobie, dlaczego czujemy się przy mężczyznach gorsze i jeszcze zabiegamy o ich uwagę? Przecież wystarczą te nasze cycki. Mężczyźni kochają piersi, są wzrokowcami. Atrybut i powód do dumy każdej kobiety. A dlaczego my same tak je zbywamy? Chowamy w za ciasnych lub źle dopasowanych stanikach, pozwalamy je gryźć i szarpać w trakcie seksu, czasem wbrew naszej woli. A czy wiecie, że jesteśmy tak skonstruowane, że możemy doświadczać orgazmu przez pieszczenie piersi?

Wyglądają jak dwa piękne kwiaty dalii. Nie na darmo są tak opiewane przez artystów, poetów, malarzy, rzeźbiarzy. Są bardzo wrażliwe i delikatne, nawet podmuch wiatru powoduje, że brodawki twardnieją. A mężczyźni, gdy się do nich w końcu dorwą, to ściskają, ugniatają, potrząsają, ssą, gryzą, nadgryzają, obijają o siebie jak piłeczki tenisowe. Jakby pies dostał gumową zabawkę i wymamlał ją do końca. Panowie, to nas boli!

Pieszczota piersi wymaga cierpliwości i czasu. Delikatne i powolne pieszczenie całego obszaru wokół nich powoduje niezwykłą przyjemność. Następnie powolne zbliżanie się dłońmi do sutków i delikatne ich podszczypywanie palcami. Gdy do tego dodamy pocałunki ust i szyi, a później piersi… Odlot gotowy.

Chyba powinien powstać film instruktażowy, jak kochać kobietę… Jesteśmy tak  wrażliwymi i delikatnie zbudowanymi istotami, a ktoś wymyślił że będziemy piać z zachwytu, gdy wrzuci się nas do pralki i włączy program na 1000 obrotów.

Za małe, za duże, obwisłe, okrągłe, łezkowate, dzwonkowate, asymetryczne. Jedna czasem się patrzy w dół, a druga w górę zadziera oko i pyta „lubisz mnie?” Kiedyś brafiterka powiedziała mi, że najważniejsze żeby piersi były wesołe i patrzyły w górę uśmiechnięte, czyli układamy je w staniczku „oczkami” do góry, aby się na nas patrzyły radośnie. A może dać im wolność i niech radośnie sobie podskakują.

Piersi, cycki, cycuszki, balony, bufory, zderzaki, melony, piegi. Każda z nas ma inne. Wyobraźcie sobie, ile mężczyzna w ciągu życia ma radochy, móc u każdej zobaczyć coś innego? Kształt jedno, a do tego kolor otoczek: białe, kawowe, różowe jak pąki róży, brązowe, czarne. O brodawkach wklęsłych, sterczących lub wystających, o otoczkach dużych lub małych, równych lub figlarnych we włoskach lub bez. Ciężkie, zadarte, opadające do środka lub na boki, jędrne i twarde lub miękkie i przelewające się w dłoniach.

Kiedyś kolega pokazał mi zdjęcia piersi swojej dziewczyny. Poczułam się nieswojo, bo nieznana mi kobieta stała teraz przede mną naga i bezbronna, a na pewno te zdjęcia były przeznaczone do wiedzy i oczu tylko tego kolegi. Machając mi telefonem przed nosem, jeździł po nich paluchem i zachwycał się ich pięknem, wypukłością, sterczącymi sutkami i kolorem obwódek. Mlaskał, cmokał, no idealne. Potem pokazał mi inną rozebraną kobietę, która przypomniała sobie o nim po kilku miesiącach i przesłała mu serię swoich nagich zdjęć. Już był mniej przejęty, ale dla mnie była równie zachwycająca i o pięknych, drobnych piersiach. Niewielkie, z pięknie zarysowanymi delikatnymi sutkami, zabawne i fikuśne. Piersi rzecz gustu.

Fot. iStock / Brainsil

Pierwszym wzorcem idealnych piersi była dla mnie lalka Barbie. Długo oglądałam i analizowałam jej piersi. Ba, miałam nawet dwie i obie miały takie same, ale nie rozumiałam dlaczego pozbawiono je brodawek sutkowych. Dorysowałam je więc i był komplet. Jako mała dziewczynka, byłam ciekawa jak to jest, że kobiety mają piersi, a ja jestem płaska no i do czego one są i kiedy mi urosną? Wiadomo, karmi się nimi dzidziusia. Podobały mi się koleżanki mojej mamy, które przychodziły. Zgrabne, piękne blondynki, jak te lalki Barbie i zawsze z podkreślonym biustem. Miłym, ciepłym i miękkim do którego mnie przytulały. Mogłam się godzinami na nie patrzeć i marzyć, że jak dorosnę to chcę być taka sama i mieć to samo! Potem przyglądałam się mojej mamie, babci, a nawet ciotkom i stwierdziłam, że wszystkie mają takie same piersi, ten sam kształt i kolor co mnie nieco uspokoiło, że idę w dobrym kierunku zgodnie z genami rodu, ale kiedy one będą duże?

Proces dojrzewania. Najpierw bolą. Dlaczego nikt o tym nie mówi głośno, oddając palmę pierwszeństwa miesiączce? Bolą tak bardzo, jakby rozrywało od pachy do środka i nie można ich dotknąć, bo są wtedy tak wrażliwe. Moja mama ze mnie drwiła, że rośnie mi biust. Wstydziłam się i jeszcze bardziej się garbiłam, aby nic nie było widać. W szkole już pierwsze zaczepki kolegów, a z dziewczynami w szatni pokazywałyśmy sobie, której jak rosną i która ma większe i czy ma już stanik. Cycki jak cycki? No nie.

Dzisiaj możemy je sobie powiększyć lub pomniejszyć. Ważne, jaka za tym stoi intencja. Czy robimy to dla siebie, czy dla faceta. Dla faceta i żeby go zatrzymać? Wierzcie mi, cycki nie zatrzymają, choćby były wielkości Mont Everestu. Jak ktoś chce odejść to i tak odejdzie.

Każde są piękne i niosą naszą historię. Jednak ich brak nie definiuje kobiety. Dają, ile mogą i na jak długo mogą. Najważniejsze, aby były zdrowe. Czy jesteśmy dumne z tego, co nam dała natura, czy jak wszystko w sobie poddajemy ocenie? Czy je kochamy i akceptujemy? Czy dotykamy je z czułością, czy też wrzucamy w lejce i „tylko nie wyskoczcie aby wstydu nie było!”. Bo przecież na ulicę i do korpo bez stanika to nie uchodzi! Czy wiemy, jakie mamy piersi i kiedy budziła się w nas kobiecość?

Bez względu na to, czy młode i jędrne, czy lekko obwisłe po karmieniu, schudnięciu czy po prostu z wiekiem. Jednak są nasze od urodzenia po śmierć. Piersi to nasz dom i nasi najbliżsi. Kiedyś kobieta w sytuacjach koniecznych, takich jak choroba czy głód, karmiła też członków rodziny. Dlatego choroby piersi wynikają z troski o bliskich, kłótni i konfliktów. Według totalnej biologii choroby piersi odzwierciedlają problemy gniazda rodzinnego. Może to też dotyczyć przyjaciół lub pracy, w sytuacji, gdy kobieta postrzega te miejsca jako sobie najbliższe. Może warto się nad tym zastanowić, kiedy pojawiają się guzki i zapytać siebie, co emocjonalnego w nas stoi za ich pojawieniem, co chcą nam powiedzieć.

Piersi przypominają nam, że jesteśmy delikatnymi istotami, bardzo wrażliwymi, że to, co się dzieje wokół nas wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie, poczucie pewności siebie i relacje z najbliższymi. Szanując je i doceniając, sprawiamy, że nie tylko mężczyźni zaczynają cenić to z jakim cudem mają do czynienia.


Lifestyle

Kobiety! Na spokojnie. Dać im się poderwać, pooglądać taniec godowy, a niech się namęczą

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
13 maja 2022
fot. uzhursky/iStock

Randki w sieci. Nie. Nie Tinder, a Facebook. Ponad miesiąc temu gruchnęła we mnie ilość ponad 100 zaproszeń od mężczyzn. Dziennie. I tak przez miesiąc. Nigdzie nie klikałam, ani na randki czy jakieś fora, gdzieś pewnie algorytm wrzucił mnie do propozycji znajomości. Nie wiem, bo się nie znam. W każdym razie, to było bardzo ciekawe doświadczenie. Przede mną otworzyła się galeria przedstawicieli płci męskiej w wieku od 24 do chyba 70 lat. Z czasem pojawił się przegląd narodowości.


Oczywiście, gdzieś tam w środku, jak w romantycznym filmie, odpaliło się we mnie, że może właśnie tu znajdzie się ten jedyny i wyśniony. Z drugiej też strony była taka ciekawość, co dalej z tym będzie, a ponieważ jestem empatką, to też trudno mi było wszystkich wykasować za jednym razem. Zrobiłam casting, czyli przegląd, kto i co?

Pięknotek

Jako estetka, oceniłam najpierw wygląd. No różnie z tym bywało. Wysocy, niscy, z brzuszkiem, chudzi, szkieletory, z włosami lub bez, zadbani lub mniej, z uzębieniem lub jego brakiem, czyli w bezzębnych uśmiechach. Anyway, prężyli na zdjęciach swoje muskuły i wypinali pierś. Patrzyli groźnie, radośnie lub niczym pies Pluto merdali zalotnie. My, kobiety, jesteśmy bardzo krytyczne, kiedy zamieszczamy zdjęcie na Facebooku czy Instagramie, stresujemy się, żeby nie być źle ocenioną. Czy nam się marszczy coś, czy nie, czy widoczna jest fałdka, a nogi za grube, czy za krótkie, no i co mężczyźni mogą powiedzieć? Przecież z nie wystartuje do mnie Banderas, Daniel Craig czy Chris Hemsworth. Nawet jakby napisał, to nie odpowiedziałabym, bo co? Na pewno się pomylił. A tu? Huzia na Józia.

Panowie absolutnie bezkrytycznie ze swoim wyglądem i oczekiwaniami wobec mnie, zaczęli składać liczne oferty i badać teren. Bo przecież kobiety po jednym takim ryknięciu lwa, powinny po nogach sikać, że oni nas chcą. Od razu też lecą ze swoim programem: „co robisz, bejbe? Kiedy się umówimy? Widzę, że Ci się podobam prześliczniutka i przemilutka Agusiu i życzę Ci miłego dzionka”.

Kiedyś ktoś dzwoni na Messengerze, w pośpiechu odbieram, nie sprawdzając kto. A tu jakiś starszy, z łysym nieładem na głowie gość siedzi, uśmiecha się do mnie z brakiem zęba na przedzie i kiepując popiół z papierosa na ekran telefonu – czyli na mnie – pyta: „Co porabiasz mała?”. Eeee yyyy … „wiesz mam drugi telefon. Oddzwonię”. Były też liczne sondaże, w drugim zdaniu nowej znajomości padało pytanie, czy jestem wolna, czy mam dzieci, ile mam w biuście i jaki lubię seks?

Byli też i tacy, co koniecznie na randkę, nawet znaleźli lokal – a niezły – po czym zmieniali zdanie, że najlepiej się spotkać u niego w domu, bo ma duży telewizor i razem pooglądamy filmy. Kilku pojawiło się z oświadczynami. Opowiedzieli, że chcą mieć prawdziwy dom, kobietę, przysłali wyciągi z banku, ile zarabiają i jak są uczciwi i szczerzy. Przez neta się oświadczyli i że przyjadą nawet z drugiego końca Polski. Było to wzruszające, wręcz budzące litość, ale na dłuższą metę graniczyło z jakimś zaburzeniem. Bardziej wytrwali zaczęli przesyłać kiczowate – lukrowate liściki z różyczkami i aniołkami, życząc o – 5 rano!!! – smacznej kawusi, pysznego śniadanka, miłego raneczka, cudownego południa, uroczego popołudnia, dobrej nocy cudownymi kolorowymi kocurkami i wymiotnymi aniołkami.

Aaaa były jeszcze piosenki italo disco i disco polo i amore mio. Tak codziennie aż do zablokowania konta. Aha. Zapomniałabym. Był jeden, który nie mógł zrozumieć, dlaczego się nie zachwycam nim i nie chcę się umówić. Dał mi czas do namysłu. I że jak przekroczę ten czas, to mnie zablokuje. Przed zablokowaniem jeszcze się upewnił i na koniec przysłał wiadomość „nawet nie wiesz, co straciłaś”. Nie wiem i nie wiem, czy chcę wiedzieć.

Od NYC po Mediolan czyli Nigeria na Sycylii

Potem była fala, niczym tsunami, panów podszywających się pod innych panów. Czyli pod modeli, superprzystojniaków, mówiących w języku langłidż, czyli ni to polski, ni angielski, a bliżej do raratonga. Wygląda to tak, że Pan dobiera sobie zdjęcie jakiegoś przystojniaka, no i pisze, czaruje, wzdycha, wysyła róże – wirtualnie – różne zdjęcia – i nie chodzi o jego osobistą broń masowego rażenia – ale coś tam ciekawego. No i można się nabrać, bo czasem wygląda to sensownie. Dwa razy się nabrałam.

Pierwszy raz napisał Paweł. Lekarz z Gdańska. Fajne zdjęcie, ciekawy mężczyzna. Tylko ten polski jakiś pokraczny. Pytam się czy na pewno Polak. Tak, tylko od lat mieszka w Niu Jork Citi i on już langłidż zapomniał, a bardzo misju za mną i jaka jestem biutiful. No zajebiście. Po głębszym riserczu okazało się, że „Paweł” to owszem zagranicą, ale w Nigerii – ten google tłumacz mu trochę poprzestawiał język, bo ani po polsku, ani po angielsku nie mogliśmy się porozumieć, co więcej zdjęcia „Pawła” ma kilku innych chętnych na publikowanie się pod jego wizerunkiem, czyli skuteczne hot ciacho.

Za parę dni … tutaj absztyfikant się wysilił – zaprasza bardzo przystojny Włoch w moim wieku, całkiem intersująco i intrygująco piszący. Jego hobby to tantra… Zrobiło się … parno i duszno. Mieszka na Sycylii, ale mama ma hotelik w Mediolanie i jej pomaga. Wzruszające. Przysłał zdjęcia swoje, pieska i tam tiruriru po włosku. Uroczo. Zaintrygowała mnie tantra. Podekscytowana zapytałam, gdzie się uczył, co wie na ten temat itd. Do momentu kiedy się nagrał… prosząc, że zgodnie z tantrą powinnam perfumować swoje ciało w specjalnych miejscach i prosi abym to zrobiła teraz i koniecznie zapachem jaśminu, co będzie mnie rozgrzewać przez cały dzień, a on będzie myśleć tylko o mnie.
Wow. Molto fantastiko, tylko że głos był starego człowieka, a nie dojrzałego mężczyzny. No chyba, że ta tantra go tak wykończyła i wycieńczyła, że aż gardło zdarła.

Kochane Kobiety!

Nie miejmy kompleksów. Ten eksperyment dowiódł, że przede wszystkim trzeba wierzyć w siebie, w swoją moc. Co jest dla mężczyzn najważniejsze? Nie nasze dziubki i fochy czy cierpienie w oczach „proszę, weź mnie” a szczery uśmiech na zdjęciu. Śmiejące się oczy. Bycie miłą, ale znającą swoje granice. Wybierać, tak długo aż poczujecie że to on. Nie godzić się, bo przyszedł ktoś w spodniach.

Nie gonić za mężczyznami, nie tłumaczyć ich, nie analizować bo i tak nie dojdziemy o co z nimi chodzi. Nie dzwoni? Następny proszę. Zaręczam Wam, że to doświadczenie pokazało, że jak mężczyzna jest zainteresowany to dziurę do nas wykopie. Wcale nie jest tak łatwo się ich pozbyć. My możemy być tymi królewnami i czekać na nich. Przyjdą. Dać im się poderwać, pooglądać ich taniec godowy, a niech się namęczą, a nie od razu podsuwać obiadek pod nos i full serwis. Nawet jak się ich zablokuje to będą pisać z innego konta. Ruch jest zawsze po ich stronie i oni wiedzą co mają robić. To nie są dzieci specjalnej troski i nie trzeba ich trzymać za rączkę.

W tym czasie pojawiło się też kilka wartościowych znajomości, które kontynuuję i też z których wiele otrzymałam dobrego. Jednak, już tak całkiem na serio, jest wielu pokrzywdzonych mężczyzn, którzy naprawdę szukają kobiety i chcą być z nią i dać jej to co najlepsze. Widać, że są okaleczeni przez matki lub ich brak, przez partnerki. To nie jest tak, że tylko kobieta jest ofiarą w związku. Bądźmy sprawiedliwe jak królowe, a nie sfoszone księżniczki. Dajmy tym mężczyznom szansę i czas na udowodnienie, że są nas warci. Każdy znajdzie kogo szuka. Podobno, to jakich mężczyzn przyciągamy mówi, jakie jesteśmy w środku. No … to miałam co do przemyślenia i popracowania ze sobą. Opłaciło się. Dobrej zabawy Wam życzę.