Lifestyle

Pomyślałam: „będę perfekcyjna”. Spróbowałam i oto skutek

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
22 października 2016
Pomyślałam: "będę perfekcyjna". Spróbowałam i oto skutek
Fot. iStock / sturti
 

Idealne kobiety nie sprzątają, tylko cały czas utrzymują ład w mieszkaniu. Podobno idealne kobiety się nie odchudzają, tylko dzięki zrównoważonej diecie są cały czas w formie. Słyszałam też, że piękne kobiety nie poświęcają zbyt wiele czasu na dbałość o urodę, tylko ot tak, mimochodem tu maseczka, tam lakierek na pazurki, w międzyczasie odświeżenie makijażu, czerwona pomadka na ustach przy myciu wanny. Ubytek czasu znikomy – ot tak, jestem idealna mimochodem.Oj, nawet nie zauważyłam, że to zrobiłam… jakaż ze mnie gapa.

Gdyby kobiety chciały wierzyć w to, co czytają w internecie, na wymuskanych blogach dla perfekcyjnych pań domu, to by się załamały. Gdyby chciały stosować w życiu te wszystkie rady, to by padły trupem. Z przemęczenia. Skąd wiem? Sprawdziłam. Zrobiłam eksperyment, czy da się zastosować te wszystkie rady. Sprawdziłam. Wyniki poniżej.

Na szmacie

Podobno wszystko jest kwestią organizacji. Więc się organizuję. Robię listę, żebym wiedziała co po czym. Ta do sobotniego sprzątania liczy 40 punktów łącznie z obiadem. Jak zacznę sprzątać koło 10 rano, to mniej więcej wieczorem kończę. I padam.

Błąd. Podobno trzeba sprzątać systematycznie. Te rzeczy, których wykonanie zajmuje mniej niż dwie minuty, należy robić od ręki. Zasada słuszna, tyle, że kumulując te wszystkie mimochodem zrobione czynności wyjdzie nam pewnie z pół godziny dziennie. Albo i lepiej.

Rada numer dwa – ogarniaj codziennie, za każdym razem w innym miejscu. Jednego dnia podłogi. Drugiego dnia kurze itd. Max. pół godziny i porządek wszędzie. Cudnie. Próbuje. Zaczynam od podłogi – mamy piętrowy dom, 200 metrów po płaskim (po co było zamieniać dwa pokoje na dom ja się pytam?). Podłogi są przygotowane do odkurzania – wszak ogarnęłam je wykorzystując poradę o dwóch minutach. Odkurzam, zmywam, trzepię chodniki – godzina strzeliła nie wiem kiedy.

Biorąc pod uwagę, że przeciętna kobieta wraca do domu o 17-tej, coś tam zje, ogarnie się itp., to za sprzątanie zabiera się o 18-tej. Porządek mamy w okolicy 19-tej. Akurat pora na kolacje. Zastawiamy stół, brudzimy naczynia. Jemy. Sprzątamy. Jeśli wszystko robimy na wdechu, to o 20.15 dom lśni.

Mamy czas, by przejść do punktu nr 2 czyli,

… dziecko do spania

Kto ma dziecko ten wie, że nawet nie wiadomo jak śpiące automatycznie ożywia się, kiedy trzeba iść spać. Moje nie jest wyjątkiem. Zaganianie go do wanny może trwać nawet do 10 minut. Kąpanie – kolejne dziesięć. Bajka, trzykrotne chodzenie na siku, pić i takie tam to dobre dwadzieścia minut.

Dochodzimy do sedna wieczoru. Kładziemy się. Kołysanka, odpowiedzenie na serię pytań począwszy od piętnastu o to, jak ja mam na imię a skończywszy na tym, co na pewno przyniesie mu Święty Mikołaj. I czy duże pudełko lego zmieści się w legginsach (w mojej rodzinie 6. grudnia dostaje się prezenty w zawieszone na oknie rajstopy). Mija kolejny kwadrans. Upojony wiedzą w końcu pada.

Która godzina? Policzmy. Wychodzi na to, że jest 22.10. Pora akurat, by

… zająć się sobą    

Zacznijmy więc od treningu. Szybciutko, bo wybieramy jedną z internetowych wersji znanych ćwiczeń. Pół godziny do czterdziestu minut – zachwalają treningi zwolenniczki ćwiczeń na dywanie. Ulegam. Ćwiczę. Pot się leje, robię przerwę, odpoczywam, kończę co zaczęłam. Patrzę na zegarek – jest 23.15. Teraz kosmetyka.

W kolorowym magazynie wyczytałam, jak dbać o siebie w pół godziny. „Zacznij od nałożenia glinki na twarz. Ona ją oczyści” – nakładam. Wyglądam jak król Julian z kreskówki. Czytam dalej. Autorka zaleca poczekać 20 minut. Z przyjemnością, bo po tym treningu trwającym przecież zaledwie „dwa kwadranse” ledwo trzymam się na nogach. W międzyczasie maluję paznokcie. Żeby nie było, że się opierdzielam. Idę pod prysznic. Myję długie kudły, zmywam Juliana i opłukuję resztę ciała. Suszę kudły 20 minut. Wcieram balsam. Nakładam rozmaite kremy na rozmaite części ciała – wiadomo, to tylko minuta na każdą, a ileż korzyści dla urody. Patrzę na zegarek – jest po północy. Najlepszy czas, by

… zacząć myśleć o nowym dniu  

Podobno najważniejszy jest poranek. Jeśli zaczniemy go bez stresu, dzień upłynie pod znakiem przyjemności. Ale by ów poranny stres zminimalizować, trzeba do nowego dnia przygotować się jak wojskowy strateg. Gotuję więc siebie i wodę, by zalać owsiankę. Płatki zmiękną do rana bez gotowania. Woda przyda się też do picia – wszak poprawia metabolizm i podnosi odporność.

Ponownie nalewam wody do czajnika – będzie na kawę. Kolejna oszczędność porannego czasu.

Szykuję ubrania dla siebie i dziecka przewidując różne aspekty pogodowe. Niby nie pada, ale wieje – co ten wiatr przywieje? Prasuję. Składam. Czyszczę torebkę z miliona śmieci. Robię listę zadań na jutro. Jest po pierwszej w nocy. Można iść do łóżka.

W pół drogi zawracam – perfekcyjna kobieta szykuje też sałatkę na drugie śniadanie dla całej rodziny. Z uwagi na porę rezygnuję z pieczenia odżywczych muffinów. Olewam także obiad na jutro, zrobię kluchy z sosem na szybko.

Docieram do łóżka – jest 1.30. Wstaję o 6.00. Czuję, że będę perfekcyjnie niewyspana.

Pewnie są kobiety, które potrafią wszystko ogarnąć w rozsądnym czasie. To, że ich nigdy nie widziałam nie oznacza przecież, że nie istnieją. Yeti też podobno istnieje. Ale chciałam dodać ducha tym, które nie ogarniają.   


Lifestyle

I jak jej nie kochać? To ona pokazuje nas – kobiety – takimi, jakimi jesteśmy

Redakcja
Redakcja
22 października 2016
Fot. Screen z FacebookaCeleste Barber
 

Zaglądacie czasami na fanpage Celeste Barber? Albo jej Instagram? Jeśli nie, to naprawdę warto to zrobić jak najszybciej. A jeśli zaglądacie, to pewnie i tak z chęcią zerkniecie na jej najnowsze propozycje zdjęć i porównywanie się z gwiazdami.

Pokazuje nas, kobiety takimi jakimi jesteśmy, bez fotoszopów, upiększeń i odpowiedniego światła. My dążymy do nieosiągalnych ideałów, a ona pokazuje, że bycie sobą może być fajne, trzeba tylko nabrać dystansu do presji bycia piękną, jaką narzucają nam z każdej strony.

Oto porcja najnowszych zdjęć Celeste. Have fun!


Lifestyle

„Przez cały rok, dzień w dzień uprawialiśmy seks i…”

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
22 października 2016
fot. iStock/BraunS

Każdy kto choć raz był w długotrwałym związku doskonale wie, jak trudno podtrzymać płomień pożądania. Stopień trudności wzrasta z czasem, który spędza się razem. Kiedy pewnego dnia Brittany Gibbons, zobaczyła swoje ciało po ciąży, stwierdziła, że jej mąż nigdy więcej nie może zobaczyć jej nago! „To było krótko po tym, jak urodziłam trzecie dziecko. Wychodziłam spod prysznica i z przerażeniem wykrzyknęłam „kto wpuścił tutaj moją mamę?!”. Od tego czasu ukrywałam się przed moim facetem.” Na szczęście, nie trwało to długo…

W końcu Britanny zaczęła się martwić o swój związek. Jej przyjaciółka opowiedziała jej, że po ciąży codziennie kochała się ze swoim facetem, a ich relacja jest w lepszym stanie niż kiedykolwiek! Brit postanowiła spróbować, jej mąż Andy nie miał oczywiście nic przeciwko temu. „I tak oto przez cały rok, dzień w dzień uprawialiśmy seks. Oczywiście z przerwą na momenty, kiedy byliśmy podróżowaliśmy osobno lub któreś z nas zachorowało.”

Na początku wszystko wyglądało na pewien projekt, który trzeba było zrealizować. Jednak z czasem Brittany zaczęła czekać na moment dnia, w którym będzie blisko swojego partnera. Ich związek z dnia na dzień był coraz bardziej romantyczny, a dotyk bardziej zmysłowy. „Najważniejsze jednak było to, że zaczęłam lubić swoje ciało! Moje krągłości przestały mi przeszkadzać, nie wstydziłam się dźwięków, które wydawałam podczas seksu.” Ostatecznie Brittany zaczęła chodzić przed swoim mężem nago, nie bojąc się zupełnie niczego.

fot. iStock/Igor Balasanov

fot. iStock/Igor Balasanov

Od tego momentu minęły trzy lata, jak wygląda ich związek teraz? „Przyznaję, nie kochamy się codziennie. Nauczyłam się jednak, że jestem lepszą matką i żoną, kiedy dbam o siebie i jestem trochę samolubna, bo szukam bezpieczeństwa w swoim związku.” Andy i Brittany odkryli, że najważniejszy w ich małżeństwie jest seks, bo daje im intymność, której kiedyś brakowało. Teraz intymnością jest nawet kilka wspólny chwil lub to, że Andy pamięta o nagraniu ulubionego serialu Brittany. Ona sama zaznacza jednak, że regularny seks nie daje gwarancji na powodzenie związku. „Nasze małżeństwo nie będzie przecież dzięki temu ‚rozwodoodporne’, ale przynajmniej ja sama świetnie czuję się w swojej skórze i wiem, że będę walczyć do samego końca.”


Źródło: GoodHousekeeping.com


Zobacz także

Zanim zdążymy z uśmiechem na twarzach zasiąść przy wigilijnym stole i życzyć sobie wszystkiego najlepszego, pospolicie padamy na mordy

Znaki, które może wysyłać ci ukochana zmarła osoba. Czy jesteś w stanie je dostrzec?

11 sposobów na wzmocnienie więzi pomiędzy rodzeństwem