Lifestyle Psychologia

„Paczkę chusteczek, miłość, kopa w tyłek”. 10 rzeczy, które da ci tylko druga kobieta

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
8 stycznia 2016
Fot. iStock / anandaBGD
 

Zły, zły dzień. PMS albo ciąża o której nie wiem, coś tam jeszcze. Zły, zły, bardzo zły. Na szczęście się kończy. I znów pokazał, że jedyne czego kobieta potrzebuje w kiepskim stanie to druga kobieta. Przyjaciółka. Bóg je nam zsyła, doprawdy.

Czas

Te magiczne 20 minut przed 9, które spędzasz w samochodzie na telefonicznej rozmowie z nią. Opowiadasz ze szczegółami o awansie, problemach w związku, wkurzeniu na pracę, mężczyznę, dziecko, świat, siebie (wpisać właściwe). A ona słucha i słucha, chociaż serio pleciesz bardzo i Bridget Jones jest przy tobie mistrzynią intelektu.

W ciągu dnia też jest „w zasięgu”. Wystarczy SMS: „potrzebuję”, a wyjdzie ze służbowego spotkania, spóźni się choć chwilę na wywiad czy zrezygnuje z obiadu, żeby cię słuchać. Słuchać, słowo klucz. Bo jesteś szczerze zmęczona znajomą, która przed dwie godziny spotkania mówiła tylko o sobie i z jej ust nawet nie padło magiczne: „Co u ciebie słychać?”. Przyjaciółka słucha zawsze. Choćby przez telefon.

Poczucie bycia ważną

Nawet gdy twoja poczucie wartości zamieszkało w podziemiach, ona ci mówi, że jesteś dobra, mądra, zdolna. Przytacza ci fakty z przeszłości, które są niezbitym na to dowodem. Pamiętasz, jak napisałaś ten świetny tekst (przygotowałaś świetny projekt), jak biegał za tobą ten pan w Zakopanym o szóstej rano i pisał dla ciebie piosenkę (dziękuję M.), jak byłaś taką laską… (a kysz).

Mówi tak przekonująco, że wierzysz, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Znów.

Paczkę chusteczek

Gdy jednak wyjesz, że wszystko skończone. Zmarszczek coraz więcej, kilogramy idą w parze albo cokolwiek innego. Rzeczowa przyjaciółka poda ci paczkę chusteczek. No bo mieć się gdzie wysmarkać to jednak w rozpaczy ważna sprawa.

Kopa

Ile można narzekać. Trzeba w końcu zadać konkretne pytanie: „Ale jak zamierzasz rozwiązać tę sytuację?”. Ty się oczywiście wściekniesz, powiesz z wyższością, że życie to coś więcej niż tylko rozwiązania, a przyjaźń to wsparcie. Rozłączysz się, obrazisz, a za chwilę zrozumiesz, że ona mówi najmądrzej na świecie – musisz znaleźć rozwiązanie, bo inaczej utoniesz w czarnych myślach, które zalewają mózg  (a pal licho mindfulness, zanim sobie przypomnisz techniki panowania nad sobą, frustracja i lęk są w każdej komórce ciała i na działanie jest ciut za późno)

Śmiech

Ileż można się śmiać i z jak głupich rzeczy to wiedzą tylko twoje przyjaciółki. Tak, na trzeźwo. Ale niekoniecznie. (czy wino to alkohol? Może nie…. )

Wiedzę

Tylko do przyjaciółki w rozpaczy zadzwonisz, bo nie potrafisz czegoś z angielskiego. Albo coś ci się miesza w historii Grecji (lekcje w czwartej klasie syna), czy masz wątpliwości z fizyki. Przed całą resztą świata (no może poza partnerem jak masz szczęście) udajesz, że jesteś mądrzejsza niż w rzeczywistości. A bycie mądrym w dzisiejszym świecie to taka trudna rzecz.

Motywację

Innej babie zazdrościsz, przyjaciółkę podziwiasz. Że schudła, że wreszcie uprawia sport, że się zakochała, zmieniła pracę, robi coś dla siebie, pięknie wygląda, robi karierę, urodziła dziecko. Jej szczęście cię uskrzydla. Wow, można. Skoro ona tak, to  ja też.

Ciuchy (oraz inne gadżety)

Dla ciebie, twojego dziecka, bliskich. Daje, daje, daje. Ty też dajesz, jak masz. Bo nie ma nic piękniejszego niż wymiana. I nikt nikogo nie rozlicza.

Miłość

Bezwarunkowa akceptacja. No cóż, nie zadzwoniłaś, nawaliłaś, nie zrobiłaś. Ona przebaczy, bo wie, że to nie twój czas, poczeka, powie, żebyś odpoczęła ( dziękuję G.) Poczujesz się u niej jak u dziadków na wakacjach. Ciepło i bezpiecznie

Serio, nigdy nie zrozumiem tych, którzy nie mają przyjaciółek.  Nie ma niczego wspanialszego niż druga kobieta u boku. Bo jak to mawia się w redakcji mojego kiedyś ulubionego pisma: siła jest kobietą.


Lifestyle Psychologia

Jak żyć? Czterdziestolatka prawdę ci powie

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
13 stycznia 2016
Fot. iStock / Sadeugra
 

Lubimy słuchać rad starszych kobiet. Dodają nam sił i mocy. „Nie myśl tylko o pracy, stawiaj na przyjaźnie, miłość”. I tak dalej, i dalej”. Hitem na Facebooku są badania pewnej psycholożki, która przeprowadziła, w hospicjum, wywiady z ludźmi umierającymi. Czego żałują, co jest w życiu ważne. Rzeczy, które wymieniają powtarzają się, my niby to wiemy, ale jakoś to bagatelizujemy na co dzień. „No dobra, to od jutra wszystko się zmieni, od Nowego Roku”. Bo przecież jest jeszcze tyle czasu i nas to nie dotyczy.

Kończę w tym roku czterdzieści lat (Boże, nie wierzę). Dziś bardziej rozumiem słowa mamy, która często powtarza, że nie wie, kiedy minęły jej  lata młodości.

Wiem, że panuje moda na to, by mówić, że czterdzieste urodziny to nic, że nic się nie zmienia, bo granica wieku się przesuwa i w ogóle można dziś wszystko. Pewnie, coś w tym jest. Jednocześnie 40-te urodziny, to naprawdę czas pierwszych  (drugich?) bilansów, rozliczeń ze sobą, analizy co się zrobiło, a czego nie. Nie wiem czy u wszystkich, ale u tych moich koleżanek, które znam – tak. U mnie też.

Pamiętam, miałam 26 lat, stałam i patrzyłam krytycznie w lustro. Za gruba, nie taka. Mama powiedziała: „Jesteś prześliczna. Spojrzysz potem na zdjęcia i powiesz: nie wierzę, o co mi chodziło, byłam taka piękna”.

I to prawda. Patrzę na swoje zdjęcia ze ślubu, miałam wtedy 26 lat. I mówię: wow. Czemuż to ja się czepiałam siebie? I to nie znaczy, że teraz jestem brzydka, dziś mama też mówi, żebym się cieszyła, bo potem docenię. Już słucham jej bez gadania :).

Ale jak na analizującą wszystko – prawie – czterdziestolatkę mam parę wniosków. Och, jakże chciałabym ostrzec, pouczyć młode dziewczyny, jak kiedyś mnie pouczała mama, albo starsze kobiety, z którymi robiłam wywiady. Wgapiałam się w nie z podziwem, kochałam ich mądrość, a potem…. no cóż, potem popełniałam błędy.

Więc wy, młodsze też sobie to pewnie przeczytacie, a potem pójdziecie do swojego życia robić to co zwykłyście robić. 🙂

Ja jednak potruję dla świętego spokoju. Ale to są tylko trzy rzeczy. Tyci tyci – trzy.  Czy to tak wiele?

Wybierzcie dobrego partnera

To jest najważniejsza sprawa, która mi się udała, rodzina. Mądry i dobry facet. Kiedyś aktorka Barbara Brylska powiedziała mi: „Nie idź za instynktem, szaleństwem. Trzeba wybierać mężczyznę na którym można polegać”. Wiedziała co mówi. Porzuciła fajnego męża dla mniej fajnego męża drugiego. I cóż, szaleństwo było. Tyle, że on potem zaczął ją zdradzać i  krzywdzić.

Jak rozpoznać dobrego? No cóż, najłatwiej rozpoznać niewłaściwego. Tylko my tego nie chcemy widzieć. Egocentryczny, narcystyczny, myślący o sobie, nieobecny, przemocowy, wieczny chłopiec– złych typów jest mnóstwo. Krótko mówiąc– jeśli jesteś z kimś, kto zauważa cię tylko wtedy, gdy to mu pasuje, nie widzi w sobie winy, nie chce się zmieniać– uciekaj gdzie pieprz rośnie.

Niedawno zadzwoniła do mnie przyjaciółka z podstawówki. Też tuż przed czterdziestką. „Poświęciłam życie dla wielkiej miłości, żałuję. Mama mnie ostrzegała”. Pamiętam, jak wielka pasja ich łączyła, namiętność i szał. Ona piękna, on piękny. Wciąż są piękni, mają piękne dzieci. Tylko, że ona nie może na nim polegać, tylko, że w ich domu są awantury, tylko, że ona jest taka samotna.

Nie idźcie w kierunku ślepej namiętności. Moja babcia zawsze powtarzała, że szczęśliwy związek to taki, gdy on kocha trochę bardziej. Nie wiem. Szczęśliwy związek to chyba taki, gdy możesz być w 100 proc. sobą. Gdy masz w kimś wsparcie i nie ma niepotrzebnych napięć. Życie i tak zafunduje wam napięcia. Po co być z kimś kto jeszcze dokłada? Związek może być po prostu prosty. Nie zawsze tak samo namiętny, ale zawsze taki, że możesz mówić co się między wami dzieje i ktoś chce się zmienić, a nie tylko zmiany żąda od siebie.

Szukaj pomocy

Patrzę na koleżankę. Dwoje małych dzieci, mąż– depresyjny, nieodpowiedzialny. Ona jest z problemami sama. Prosi: „popracujmy na tym, widzisz co się dzieje?”. On wzrusza ramionami. Ma gdzieś. Koleżanka dryfuje od poranku do wieczora, świetna pracownica, świetna matka. „Może pójdziesz na terapię? Może zrobisz krok?” pytam. Tak, tak, kiedyś. Nie wyrzuca go z domu ( rozumiem), ale też nie działa. Tkwi w stanie: „zawieszenie”. Powiedziałabym jej: kochanie, masz 30 lat. To twój najlepszy wiek. Dlaczego nie robisz nic? Zrób cokolwiek. W którąś stronę. Nie przesypiaj tego pięknego wieku. Szkoda, będziesz żałować. Tak, tak. Mija kolejny miesiąc– nic.

Nie przesypiajcie.

Walcz o siebie zawodowo

Ostatnio moja 26– letnia koleżanka powiedziała mi, że awansowała. Ucieszyłam się z jej sukcesu jednocześnie poczułam, że ma wszystko to, czego ja długo nie miałam. Pewność, świadomość, moc. Już to mam, ale przecież mogłam wcześniej. Przypominam sobie lata zmarnowane w terrorze. Przemykanie, żeby wyjść z firmy, głupie tłumaczenie, czy wysłuchiwanie monologów szefowej. Rany, dziś sama jestem szefową i wiem, że każde trucie, każda awantura, każde mówienie: ja na waszym miejscu, bo ja to i tamto jest tylko zagłuszaniem niskiego poczucia własnej wartości. Jest potrzebą kontroli i bezradnością. Moją– nie czyjąś.

Każdy dobry lider wspiera innych. Pozwala innym się rozwijać, rezygnuje z męczącego i narcystycznego: „ja”. Pomaga i daje siłę, a nie nie podcina skrzydła. Więc myślę: po kiego ja to znosiłam? Zamiast frunąć?

Więc jeśli macie straszną szefową/ szefa– weźcie głęboki oddech. Może być inaczej. To zależy tylko od was. Pierwszym krokiem jest tylko poczucie, że możesz. Zmieniać, wpływać, decydować.

A dlaczego warto dobić czterdziestki?

Bo wiesz to wszystko co wyżej opisane. To jest dla ciebie tak samo jasne jak to, że ziemia jest okrągła i po styczniu następuje luty. Masz moc.

Może wy spróbujecie mieć ją wcześniej? Tyle czasu byście oszczędziły, kochane. Tyle łez i wszystkiego.

No ale tak. Świat musi iść swoim rytmem.


Lifestyle Psychologia

Żyć szczęśliwie i bez poczucia winy. Najlepsze postanowienie noworoczne

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
31 grudnia 2015
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

– To był bardzo, bardzo zły rok–  rzuciła ona. – Nie schudłam, nie nauczyłam się hiszpańskiego, nie chodziłam na fitness,  nie rzuciłam fajek. – Zły, zły, zły. A przecież tyle rzeczy sobie obiecywałam. Ale w następnym roku to… Taaaa, znam ją bardzo długo. Co roku coś sobie obiecuje, co roku niczego nie udaje się jej zrealizować.

Oprócz tego co powyżej obiecywała sobie, że: wyprowadzi się od teściów, wreszcie powie siostrze męża, co o niej myśli,  zmieni pracę, porzuci nielojalnych ludzi. To i tamto. Tych rzeczy jest tyle, że wcale nie dziwię się, że gdzieś koło 4 stycznia zapał siada, a ona mości się w łóżku z pysznymi ciasteczkami i szklaneczką whisky (alkoholu też miała nie tykać, bo jest tuczący, niezdrowy i tak dalej). No ale te postanowienia są takie makabryczne, że trzeba jakoś przed nimi uciec.

– A Ty ty jakie masz postanowienia? – spojrzała na mnie krytycznie. Tak, tak, wiem, przytyłam. I też nie podszkoliłam francuskiego jak sobie obiecywałam ( a koleżanka z pracy jest lektorką francuskiego i przy okazji moim żywym wyrzutem sumienia, bo jednak wiem, że ludzie potrafią pięknie mówić w tym języku).  Karnet na siłownię też noszę w portfelu. I znów nie przeczytałam Kierkegaarda i całego dodatku ( podobno świetnego) o historii Kościoła w Polityce.  A obiecywałam przecież sobie, że będę pogłębiać wiedzę. Porażka.

No dobra, a teraz do rzeczy.

– Mam postanowienie takie, że będę żyła szczęśliwie i bez poczucia winy – odpowiedziałam po prostu.

To postanowienie z Kiedyś mojej innej znajomej. Też pogrążała się we wszystkich: „nie daje rady”, „jestem gorsza”, „nie udało się”, aż w końcu powiedziała: „basta”. Jej rada była taka: najpierw spójrz wstecz i wypisz sobie na kartce co ci się w tym roku udało i było fajne. Zrobiłam to sama i poradziłam Marudzącej. To podobno dla wielu był trudny rok. Rozstania, śmierci, porażki. Ale czy wszystko było takie złe?

Marudząca zanotowała: zmieniłam pracę, zyskałam nowe koleżanki, pogodziłam się z mamą.Lepiej to już brzmi, prawda? Przenosimy swoją uwagę z nieszczęsnego nieschudnięcia na przemianę zawodową. Z naszej słabości na mocną stronę. Niby banał, niby takie oczywiste, a ilu ludzi to potrafi?

Druga rada to po prostu postanowić się wyluzować. Nie, nie odpuścić, obżerać się, upijać i spadać na dno braku konsekwencji. Przestać robić sobie ciśnienie, bo to zawsze obezwładnia, podcina skrzydła i stresuje.Może nie trzeba mówić siostrze męża co się o niej myśli tylko wystarczy powiedzieć co nam nie pasuje w jednej tylko sytuacji. Albo odpuścić? I zająć się innymi rzeczami. W końcu może szkoda energii na zmienianie ludzi.

Moja nie-Marudząca koleżanka postanowiła miała takie:

– skończyć z poczuciem winy, która jest tak naprawdę kotwicą chroniącą nas przed zmianą. Poczucie winy ( że się nie udało, że czegoś nie zrobiłyśmy) jest tylko negatywną emocją. Niepotrzebną, bo nas pogrąża

– przestać porównywać się z innymi ( to świetnie, że moja koleżanka z pracy mówi dobrze po francusku. Ja nie mówię. Tyle. Albo coś z tym robię albo przestaję narzekać).

– nie narzekać na swój los nieustannie (patrz wyżej) tylko go zmieniać. I nie trzeba od razu rewolucji. Mały krok to też cud.

– przestać rozpamiętywać przeszłość ( halo, jej już nie ma).

– znajdować drobiazgi, których się uczepimy. Niemożliwe? Hmm, moja przyjaciółka ( z tych, które potrafią się cieszyć) miała ostatnio ciężki czas. Nie ma tyle pieniędzy, straciła kogoś bardzo bliskiego. Była w czarnym dole – wczoraj kupiła bilety do Barcelony ( pieniądze na Barcelonę pożyczyła od innej koleżanki). „Nieodpowiedzialne” powie ktoś. A dla niej to szansa na parę dni radości. Ona nie chce być w złym stanie. Kurczowo więc trzyma się życia. A przecież mogłaby czas Sylwestra i nadchodzący weekend spędzić na płakaniu.

– wiedzieć, że mamy wybór. To też niby takie oczywiste, a większość ludzi wcale nie zachowuje się jakby miała wybór…

Jeśli już coś postanawiamy, to może w tym kierunku? Z tym właśnie wiążę się poczucie szczęścia. Nie marudzić, rozpamiętywać, szukać drobiazgów, mieć poczucie wpływu. Ja dorzuciłabym coś jeszcze. Wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która w zeszłym roku się rozwiodła. Latami była nieszczęśliwa, ale mówiła, że nie może rozbić rodziny. Ale w końcu odeszła. „I wiesz co? Jestem zaskoczona sobą. Że to zrobiłam. I wiem, że to była najlepsza decyzja w moim życiu. Najlepsza, bo pierwsza jaką samodzielnie podjęłam” powiedziała. Pomyślałam, że to może być najpiękniejsze postanowienie noworoczne. Podjąć jakąś jedną decyzję. Samodzielnie. I się jej trzymać.

I to poczucie winy. Nie obwiniać się, że jest się:

– złą matką, córką, przyjaciółką, pracownikiem, żoną, partnerką, człowiekiem. Starać się być lepszą, albo powiedzieć sobie: jestem jaka jestem. I co z tego, na miłość boską?

Na miłość boską, świetnego Sylwestra i wspaniałego Nowego Roku bez ciśnienia.