Lifestyle

Niesamowite tatuaże, które blizny zamieniają w sztukę… Zobaczcie

Redakcja
Redakcja
7 maja 2017
Fot. Facebook/Mastectomy Tattoo
 

Decydujemy się na tatuaże z różnych powodów. Niektórzy ulegają modzie, dla innych tatuaż to symbol, czegoś, co w życiu jest ważne. Tatuaż bywa także pamiątką po kimś, po jakimś wydarzeniu. Każdy ma z pewnością swój powód. Bywa jednak tak, że tatuaże powstają na ciele po to, by zasłonić blizny…

Obejrzyjcie.

 

Some people complain about scars, others are just creative #scars #scarcoveruptattoo #tattoo #surgicalscar #cicatriz #cirugia #surgery

Post udostępniony przez Andrés Sosa • From 🇻🇪Living 🇨🇱 (@hombroycodo)

#scarcoveruptattoo

Post udostępniony przez Body Art By Mel (@bodyartbymel)

Są też tatuaże, które zakrywają blizny po mastektomii…

@lefthandtattoo Everyone who get tattooed does it for a certain reason, but some customer stories are really worth telling. This is her.. I was diagnosed with agressive breastcancer spread to the lymphnodes. I had both breast surgically removed and had chemotheraphy treatment for 6 months. Now I’m taking Tamoxifen and pray the shit doesn’t come back. To give life to my new „barbieboobs” I have decided to make a tattoo over the scars. This tattoo means a lot to me: my mother died in the same diagnos-95 , so its both a memory of her and a survivor tattoo for me. #mastectomy #mastectomytattoo #doublemastectomy #mastectomie #mastectomia #mastektomi #mastektomie #mastectomi #breastcancer #brca #cancersurvivor #pinktattooday #cancersucks #tramflap #cancer #fuckcancer #scarcoverup #breastcancertattoo #hereditarycancer #scarcoverupishtattoo #genetictesting #montreal #breastcancersurvivor #cancersurvivor #tattoo #malebreastcancer #breasttattoo #nippletattoo #montreal #cancerdusein

Post udostępniony przez Karen Malkin Lazarovitz (@karenlazarovitz_brca)

inspiracja: boredpanda


Lifestyle

Spowiedź Malwiny: „Skoro ja nie miałam nic poza pracą, inni też nie musieli mieć”. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot. iStock/FluxFactory
 

Spotykamy się w sobotnie popołudnie w kawiarni. Przychodzę trochę wcześniej, zajmuję stolik, ale z zamówieniem czekam na mojego gościa. Chwilę później widzę jak Malwina wchodzi rozglądając się niepewnie. Jej wzrok błądzi po sali w poszukiwaniu mojej osoby. Macham do niej, a ona już pewniejszym krokiem rusza w moją stronę. Witamy się serdecznie jak za dawnych lat, zupełnie tak jakby czteroletniej przerwy w naszych spotkaniach nie było… Zamawiamy latte i pokaźny pucharek lodów z owocami. Na cześć naszego spotkania…

Początkowo rozmawiamy o wszystkim i o niczym, standardowe pytania, zwyczajne odpowiedzi. Nadrabiamy zaległy czas w plotkowaniu. Dlatego też przez pierwsze chwile nie zauważam nic nie niepokojącego, a może i zauważam, ale zrzucam to na barki czasu, jaki upłynął od naszej ostatniej rozmowy. Niby jest ze mną, niby prowadzimy dialog. Niby się cieszy, że w końcu mamy okazję się spotkać. Niby jest zwyczajnie, a jednak tak inaczej. Wydaje się, że jest dobrze, a jednak nie do końca wszystko jest tak jak powinno. Niespójne gesty, mimika i słowa. Jakiś trybik wewnętrznej maszyny Malwiny nie działa tak jak powinien.

Po wypiciu szklanki kawy mam pewność: coś jest nie tak. Przede mną nie siedzi ta sama kobietą, z którą parę lat temu zaczynałam swoją karierę zawodową. Fakt, cztery lata temu rozjechały się nasze wspólne ścieżki i od tamtej pory nie miałyśmy ze sobą większego kontaktu. Jednak to nie ten styl, nie ta mowa, nie te gesty. Nie ta siła i pewność siebie, nie ta przebojowość. Pod powiekami mam obraz kobiety zjawiskowej, wiedzącej czego i jak chce od życia, kobiety idącej przed siebie, z przeszłości czerpiąc tylko nauki. To kobieta waleczna, oddychająca pełną piersią, z rozumem pełnym marzeń do spełnienia. Kobieta wiedząca o czym mówi i mówiącą to co ma do powiedzenia, a nie to co ślina na język przyniesie. Kobieta szanująca siebie i innych.

Tego sobotniego popołudnia siedzi przede mną wycofana, opancerzona. Kobieta nastawiona na odbiór, a nie przekaz. Zamknięta w sobie, poddana. Jej uśmiech jest sztucznie przyklejony do twarzy, a mimika z trudem ukrywa prawdę. Oczy… Oczy obojętne, wzrok jakby nieobecny. To nie ten blask, nie ta iskra, nie to ciepło. Jest przy mnie, siedzi naprzeciwko. Kręci się niespokojnie, unika kontaktu wzrokowego. Obserwując ją wyczuwam napięcie. Jakby jakaś część jej chciała wstać i wyjść. Druga jakby chciała zostać, a trzecia rozsypać się na kawałki. Zupełnie tak jakby toczyła jakąś wewnętrzną walkę. Nie wiem tylko o co i z kim, kto zadaje ciosy i dlaczego.

Delikatnie badam teren, próbuje ją naprowadzić na tory szczerej rozmowy ze mną. Początkowo odbijam się od ściany, ale z upływem czasu i starań, widzę, jak jej skorupa pęka i za pomocą magicznego klucza, powoli udaję mi się otworzyć zakazane drzwi. Malwina zaczyna mówić….

– Wiesz, u mnie wiele się pozmieniało. Wiele się spraw nie jest takimi jak powinno być. Miałam inne wyobrażenie o sobie, o swoim życiu i o tym dokąd chce zmierzać. Wstyd się przyznać pogubiłam się, upadłam przy tym bardzo nisko – początkowo ostrożnie wypowiada każde słowo, skubiąc rogi serwetki, którą trzyma w dłoniach.

– Trzy lata temu przeniosłam się do innego oddziału mojej ówczesnej firmy. To był dla mnie wymarzony awans, w końcu objęłam stanowisko kierownicze i dostałam czterech podległych mi pracowników i kilku kontrahentów, za których byliśmy odpowiedzialni. Wiesz, jak jest, początki były trudne. Nowe miejsce, nowe obowiązki, inni ludzie, inne realia. Musiałam jakoś się w tym wszystkim odnaleźć, musiałam sobie poradzić. Pracowałam po 10, czasami po 12 godzin na dobę. W weekendy odsypiałam. Byłam sama, nie przeszkadzało mi to. Lubiłam tę pracę. No nieważne. W każdym razie po kilku miesiącach zaczęła doskwierać mi samotność. Znudziły mi się wieczory spędzone nad wykresami i zestawieniami, weekendy spędzone z książką w ręku. Chciałam mieć blisko kogoś, kto mnie przytuli, wesprze. Kogoś kto będzie na mnie czekał, no tak zwyczajnie chciałam faceta. A im bardziej go chciałam, to tym bardziej nie mogłam go znaleźć. Wszelkie znajomości kończyły się fiaskiem, zanim na dobre się rozpoczynały. Czułam się przez to coraz bardziej sfrustrowana i rozgoryczona. Wszyscy mi mówili, że mam poczekać, że przyjdzie czas i ja sobie kogoś znajdę. Tylko, że ja nie chciałam czekać. Chciałam natychmiast – Malwina milknie na chwilę. Zaczepiam przechodzącą obok kelnerkę i proszę o dwa kubki zielonej herbaty. Do Malwiny nic nie mówię, nie przerywam. Musi to wyrzucić z siebie, ściskam jej dłoń na znak, aby kontynuowała. Przegładza swoje włosy, nabiera powietrza w płuca i opowiada dalej…..

– Nie wiem nawet kiedy i jak swój brak życia prywatnego zaczęłam przenosić na swoich podwładnych. Dorzucałam im pracy i obowiązków, czepiałam się na każdym kroku. Każdy powód był dobry, aby ich projekty cofnąć do poprawy, albo zwyczajnie w życiu ich opie*dolić. I wcale nie chodziło o jakieś kwestie merytoryczne, ale pierdoły. A to nie taki konspekt, a to prezentacja miała nie takie tło, czcionka tekstu raz była za duża raz za mała i temu podobne sprawy. Niby nic, ale zmuszało ich to do pracy od nowa i do dłuższego zostania w firmie. A mnie to cieszyło. Skoro ja nie miałam nic poza pracą, inni też nie musieli. Byłam nad wyraz wymagającą i czepialską. Nie tolerowałam pół środków, ani byle jakości. Postanowiłam ich ukarać za to, że nie mogę dostać od życia tego czego chciałam. Ich obarczyłam winą za moje prywatne niepowodzenia. I w moim mniemania to oni mieli ponieść za to zasłużoną karę. – Malwina upija łyk herbaty, po czym delikatnie ociera łzy płynące po policzku. Nie wiem, co powiedzieć. Patrzę na nią współczującym wzrokiem, a w jej oczach widzę różne odmiany uczuć. Przez ból, wstyd i tęsknotę.

– Malwina…. jesteś młoda. Jeszcze przyjdzie twój czas na miłość – zaczynam lakonicznie i nie pewnie. Nie wiem, jakich słów użyć, abym nie grzmiała jak własna babcia. Czuję podświadomie, że to nie koniec tej opowieści, że najgorsze dopiero nadejdzie. Malwina prostuje się w fotelu na którym siedzi i ze łzami w oczach kontynuuje…

– W czasie kiedy ksywka „smoczyca” na stałe do mnie przywarła, w moim zespole pojawił się Adam. Od początku traktowałam go tak samo jak innych. Poniżałam, czepiałam się, wymyślałam od różnych przy każdej okazji. W pewnym momencie wpadłam na pomysł, że go uwiodę. Wiedziałam, że ma żonę, rodzinę. Mi to nie przeszkadzało. Zafiksowałam się. Chęć zniszczenia innych życia była silniejsza niż zdrowy rozsądek. Zaczęłam go podrywać, flirtować z nim. On nie był tym zainteresowany, był odporny na moje zalety. A ja mimo to nie dawałam za wygraną, wykorzystywałam swoją przewagę nad nim i zaczęłam go szantażować, że go zwolnię jeśli się ze mną nie będzie spotykał, a właściwie jeśli nie będzie ze mną sypiał..

– I jak się domyślam osiągnęłaś swój cel… – bardziej sama odpowiadam niż pytam.

– Tak, po części tak. To wydarzyło się z trzy razy w moim biurze. To było żenujące, ja byłam w tym wszystkim żenująca. Nie mam słów wytłumaczenia dla siebie, nie wiem co mi odwaliło, nie mam na to żadnego wyjaśnienia. W każdym razie, Adam był sprytny. Kiedy zobaczył, co się świeci, zaczął nagrywać moje rozmowy z nim, z całym zespołem. Z naszych samotnych spotkań nagrywał filmiki. Gdy miał cały materiał dowodowy zebrany i miał niezbite argumenty na mój mobbing wobec pracowników, poszedł z tym do zarządu. A za nim cała reszta mojego ówczesnego zespołu i wszyscy, jak jeden mąż powiedzieli, jakim byłam tyranem. Reszty nie muszę ci opowiadać. Nie mam pracy, za miesiąc rozpoczyna się proces, wytoczony mi przez Adama i resztę załogi. Zamierzam przyznać się do wszystkiego, nie będę uciekać przed odpowiedzialnością. Jest mi cholernie wstyd i żałuję tego bardzo, ale nie mam pomysłu na to, jak tym ludziom to wynagrodzić. Skrzywdziłam ich bardzo, a wszystko dlatego, że nie mogłam sobie znaleźć faceta. Jakież to płytkie i dziecinne.

Na tym Malwina kończy swoją opowieść. Wstaje ze spuszczoną głową od stolika, zakłada płaszcz i wychodzi. A ja potrzebuję jeszcze kilku chwil, aby ochłonąć. Wysłuchałam w milczeniu jej opowieści, domyślam się, że sporo bólu kosztowało Malwinę jej opowiedzenie. Zostawiła mnie z pustką w głowie, brakuje mi puenty i morału. Nie wiem co myśleć, mętlik myśli i uczuć. Z jednej strony czuję na nią złość i niechęć. Z drugiej tak mi jej żal. Sądzić jej nie będę bo to nie moja rola. Zadzwonię do niej jutro i powiem, że w życiu nie ma nic na siłę i od ręki. Wszystko przychodzi wtedy, kiedy jesteśmy na to odpowiednio przygotowani…

autorka: Magdalena Joncel


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Lifestyle

My – kobiety, zasługujemy na taki sam zachwyt jak mężczyźni! Genialna reklama, która łamie stereotypy. Zobaczcie!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 maja 2017
Fot. Screen/You Tube

No więc najpierw się zachwyciłam, a dosłownie pół sekundy później wkurzyłam!!! Bo pomyślałam: „No tak, jak już facet robi dzieciom śniadanie, to trzeba się nim zachwycać i pisać peany na jego cześć”, a przecież to codzienność niemal każdej z nas, kiedy to ogarniamy logistycznie całą naszą rodzinną rzeczywistość. 

I pewnie też dlatego uśmiechnęłam się pod koniec reklamy, kiedy pojawia się napis: „Czy zareagowałabyś tak samo, gdyby to była kobieta”. HA! No właśnie, ile z nas z zachwytem patrzy na mężczyzn, którzy odprowadzają dzieci do przedszkola, robią zakupy, gotują i prasują? W Wielkiej Brytanii nadal 66% obowiązków domowych wykonują kobiety… W Polsce ten odsetek jest pewnie jeszcze większy.

Zobaczcie tę genialną reklamę i podajcie dalej. Bo mężczyzna, który jest partnerem w naszych codziennych obowiązkach zasługuje na zachwyt tak samo, jak każda z nas!

 


Zobacz także

Konkurs „Poczuj się dobrze w swojej skórze”

Za co kochamy Jurka Owsiaka. W końcu nie tylko za WOŚP!

Pan pozna panią. Magnetyzujący brodacz szuka miłośniczki „futerka” [ZOBACZ ZDJĘCIA]