Lifestyle

Nie pociągają nas mili faceci, wybieramy drani. Cztery style przywiązania

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
16 czerwca 2021
Photo by Andrea Dibitonto on Unsplash
 

Kobiety wolą drani, łobuzów. Mężczyzn niedostępnych emocjonalnie. Nie pociągają nas mili i przyzwoici faceci. Dlaczego? Czyżbyśmy zwariowały?


Egocentryczny równa się zdrowy

To spuścizna naszej ewolucji, nie przypadek. Wszystko sprowadza się do prokreacji. I choć żyjemy w XXI wieku, wiele pozostało w nas z dawnych czasów, kiedy to głównym celem była prokreacja. Natura tak nas skonstruowała,
że podświadomie szukamy mężczyzn, z jak najlepszymi genami, które pozwolą spłodzić zdrowe potomstwo. Miły, szanujące nasze potrzeby, liczący się z naszym zdaniem, grzeczny facet znacząco różni się od tego silnego drania.

A kim tak właściwie jest drań?

– Cechom wyglądu często przypisujemy cechy charakteru. Postawnego, dobrze zbudowanego mężczyznę, z mocno widoczną sylwetką, na pierwszy rzut oka odbieramy jako drania. To facet dominujący, zdecydowany, skoncentrowany na sobie, czasami przebojowy. Sygnały egocentryzmu odczytujemy w konkretny sposób – to zdrowy, sprawny mężczyzna, z dobrym nasieniem. Wygląd i cechy charakteru przyciągają nas do niegrzecznego faceta. – wyjaśnia psycholog i psychoterapeuta Sylwia Miller.

Mam owulację, szukam drania

Przeprowadzone badania dowodzą, że poza okresem owulacji, kobiety szukają partnerów opiekuńczych i ciepłych. Liczy się zaufanie. Jesteśmy świadome, że spłodzenie dziecka to nie wszystko. Jednak w trakcie owulacji, kiedy
podświadomie gotowe jesteśmy na spłodzenia dziecka, naszą uwagę zwraca atrakcyjność i męskość facetów. Poszukujemy silnych i dobrze zbudowanych drani. Oczywiście nie każda kobieta w trakcie dni płodnych „zaprogramowana” jest na spłodzenie potomstwa, jednak zmiany jakie zachodzą w organizmie, skłaniają nas ku temu.

Wybór mężczyzny a styl przywiązania

Niejednokrotnie mężczyzna nie tylko wygląda jak drań, ale nim jest. Dlaczego, mimo tego, że facet już nawet na pierwszej randce nie liczy się z naszymi potrzebami, przekracza granice, czasami nawet rani, to i tak wchodzimy w tą relację? Dlaczego nie chcemy stworzyć relacji z miłym i opiekuńczym mężczyzną? Odpowiedzi poszukajmy – w jednej z możliwości – w stylu przywiązania, który dzielimy na cztery rodzaje:

  • bezpieczny,
  • lękowo-ambiwalentny,
  • unikający,
  • zdezorganizowany.

Relację jaką mieliśmy ze swoim opiekunem – najczęściej rodzicem, kontynuujemy w relacjach w życiu dorosłym. Aż 70 proc. populacji relacje z domu przekłada na relacje damsko-męskie. Co to oznacza? Wszystko uzależnione jest od tego, jak zaspokajane były nasz potrzeby.

Styl bezpieczny

Osoby, których podstawowe potrzeby, uwagi, bezpieczeństwa, miłości, uznania, zaspokajane były w dzieciństwie, mają lepsze fundamenty do zbudowania poczucia własnej wartości. Nie znają lęku przed bliskością. Kobieta nie
uzależnia się od partnera, umie postawić granice, potrafi dbać o wzajemną relację. Wie czego chce. Kobiety ze stylem bezpiecznym zazwyczaj łączą się z mężczyznami z takim samym stylem. Drań, owszem, może się jej spodobać. Jednak jeśli nie będzie respektował granic, zostawi go bez chwili zastanowienia. Raczej się z nim nie zwiąże na stałe. Tym stylem przywiązania wyróżnia się od 50 do 70 proc. populacji. Całe szczęście!

Styl lękowo-ambiwalentny

Osoby ze stylem lękowo-ambiwalentnym łączą się w pary z osobami ze stylem unikającym. Potrzeby dzieci ze stylem lękowo-ambiwalentnym nie zawsze były zaspokajane. Rodzice byli niestabilni emocjonalnie. Dziecko ma niskie poczucie własnej wartości i czuje się bezpiecznie tylko wtedy, kiedy rodzice są blisko. Kobiety w życiu dorosłym boją się odrzucenia, którego doświadczały w dzieciństwie. Czują się bezpiecznie tylko wtedy, kiedy partner jest blisko. Zazwyczaj osaczają go i oczekują nieustannych dowodów miłości. Mogą kontrolować. Choć pragną zdrowej relacji to nie potrafią jej zbudować. Najczęściej wybierają partnerów ze stylu unikającego. Tych, którzy mogą uciekać i znikać.

Styl unikający

Rodzice byli surowi i bardzo krytycznie podchodzili do swoich dzieci, które nauczyły się, że nie mogą na nich polegać. Zaczynają same dbać o swoje potrzeby. W życiu dorosłym bardzo często odnoszą sukcesy zawodowe. Z
reguły są duszą towarzystwa. Kobiety najczęściej są tak przebojowe i dzielne, że teoretycznie nie potrzebują związku. Wszystko niby super, jednak tak naprawdę to mechanizm obronny. Człowiek jest istotną społeczną i z założenia potrzebuje bliskości. Kobiety choć chcą, żeby ktoś je kochał, to nie wiedzą jak to jest być naprawdę kochanym. W dzieciństwie nie zaznały miłości. Najczęściej wybierają mężczyzn, z którymi tworzą związek na wstępie już przekreślony. Najczęściej romans.

Styl zdezorganizowany

Dzieci pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych. Przemoc fizyczna, psychiczna. Nałogi. Alkohol. Rodzic nieudolny wychowawczo i niedojrzały emocjonalnie. Dziecko przejmuje rolę rodzica. W życiu dorosłym kobiety mogą pójść dwoma drogami. Wejdą w rolę ofiary i zwiążą się z przemocowcem, albo same będą wyrządzały krzywdę.

Po co wchodzimy w toksyczne relacje?

O ile konflikty – pod warunkiem, że potrafimy je rozwiązać – wzmacniają relację, to toksyczna relacja napędza konflikt. Ciągłe napięcie, strach. Przecież miły, dbające o nasze potrzeby i spokojny facet zapewniłby nam poczucie
bezpieczeństwa. Dlaczego nie każda z nas pójdzie właśnie w tym kierunku?

– Wiele kobiet na poziomie racjonalnym wie, że chce stworzyć zdrową relację ze stabilnym emocjonalnie mężczyzną. Jednak te z nas, które w dzieciństwie nie doświadczyły dojrzałej miłości i troski, nie mają właściwego wzorca, jak budować tą zdrową relację. A tym, co je przyciąga jest niepokój. I choć próbują związać się z miłym, okazującym zdrowe schematy mężczyzną, to często związek rozpada się. Troskę ze strony faceta traktują jako coś podstępnego – tłumaczy Sylwia Miller.

Chemia nie ma nic wspólnego z więzią, czyli dlaczego nie uprawiać seksu na pierwszej randce?

– W pierwszym momencie reagujemy na wygląd, ale to nie od wyglądu zależy czy relacja będzie udana. Ważne jest siedem rzeczy– emocjonalna stabilność, troskliwość, lojalność, umiejętność kłócenia się i podejmowania trudnych decyzji, myślenie rozwojowe i to, czy nim partnerze czujemy się lepszą wersją siebie. Na pierwszym spotkaniu nie
myślimy o przyszłości i o tym, czy mężczyzna będzie nas kochał jak przytyjemy 30 kg w ciąży. Możemy czuć tzw. chemię, która nie ma nic wspólnego z więzią. To efekt działania substancji chemicznej fenyloetyloaminy nazywanej potocznie narkotykiem miłości. Dopamina, która się wydziela, gdy się zakochujemy stymuluje ośrodek przyjemności w mózgu. Za wytworzenie więzi odpowiada natomiast oksytocyna, wyzwalająca potrzebę bliskości i silne przywiązanie. Oksytocyna wytwarza się również podczas sexu, może sprawić, że jak nic z tego nie wyjdzie, będziemy bardziej cierpiały – dodaje Sylwia Miller.

Fakt, że spodoba nam się drań, wcale nie koreluje z tym, na ile ten związek w przyszłości będzie zdrowy. Kobiety, często spotykając się z miłym facetem, nie czują na początku motylków w brzuchu i przekreślają związek. Błąd. Nigdy nie powinniśmy podejmować decyzji na pierwszej randce. Idź na drugą, trzecią. Poznaj go, chyba że czujesz strach, niepokój lub facet cię lekceważy. Często angażujemy się zbyt szybko i nie widzimy czerwonych flag, które pojawiają się po drodze. Chemia sprawia, że jesteśmy przekonane, że spotkałyśmy księcia z bajki. Oczywiście, chemia nie musi być oznaką czegoś złego, ale na pierwszych randkach nie trzymajmy się jej kurczowo, nie poszukujmy na siłę. Nie jest konieczna, ani wystarczająca do zbudowania związku. Bliskość pojawia się z czasem.

Artykuł powstał we współpracy z psycholog i psychoterapeutą Sylwią Miller. Psychologia jest nie tylko jej pracą, ale także pasją. Psychoterapię traktuje jak spotkanie, które pozwoli jej lepiej zrozumieć siebie, dotrzeć do istoty problemu i poradzić sobie z nim. http://www.sylwiamiller.pl/
https://www.instagram.com/sylwiamiller.pl/?hl=pl

Sylwia Miller


Lifestyle

„Bałam się, że stracę kontrolę, nie dam rady nad sobą zapanować” – Iga Kreft o nerwicy lękowej

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
16 czerwca 2021
fot. Instagram Igi Kreft, https://www.instagram.com/ofeliaigakrefft/
 

– Depresja uderzyła, kiedy zaczynałam program „Twoja twarz brzmi znajomo”. I tak jak napisałam w poście, żałuję, że nie powiedziałam o tym nikomu. – mówi Iga Kreft, która na Instagramie opublikowała swoją historię walki z nerwicą lękową i depresją. 

Trudno było przyznać się publicznie do tego, że masz nerwicę lękową? 

Stresowałam się tym, tak, przyznałam się do bardzo intymnej rzeczy. Wspomniałam w poście, że piszę drżącymi rękami. Ale uświadomiłam sobie, że ja już jestem na zaawansowanym etapie walki z chorobą i może będę potrafiła kogoś zainspirować. Sama kiedyś przeczytałam bloga osoby, która cierpiała na zaburzenia psychiczne. Dzięki niej zrozumiałam, że to, co się ze mną dzieje, to nie jest nic dziwnego, nie tylko ja choruję, poczułam ulgę, chyba największą, że mogę się wyleczyć. Miałam nadzieję, że moja opowieść też komuś pomoże. I chyba tak się stało, bo dostałam mnóstwo wzruszających wiadomości. Ludzie piszą, że utwierdzili się w przekonaniu, że muszą pójść do lekarza, inni uświadomili sobie, że potrzebują terapii. Dziękują mi, dostaję naprawdę dużo ciepłych informacji zwrotnych. Wiem więc, że zrobiłam dobrze, choć pewnie wolałabym nie czytać tytułów: „Iga Krefft miała myśli samobójcze”, ale też wiem, jak działa ten świat.

Objawy choroby dały znać w cudownym momencie życia. Zdany egzamin do szkoły teatralnej, spełniłaś największe marzenie. Wiesz już dlaczego tak było?

Myślę, że to było marzenie za wszelką cenę, marzenie, które nie uwzględniało tego, jak ja się czuję w tej sytuacji. Wypierałam stres, który był przed i podczas egzaminów, udawałam, że go nie ma, on po prostu potem do mnie wrócił, upomniał się, żebym go przeżyła. To też przerabiam na terapii. Dać sobie przestrzeń na pewne rzeczy, oswajać się też z negatywnymi emocjami, bo one i tak prędzej czy później do mnie wrócą, podobnie jak napięcie. Ale długo tego nie rozumiałam. Wyjeżdżałam na wakacje, miałam wolny weekend, odpuszczałam i wszystko to, co mnie spotkało wcześniej wracało ze zdwojoną siłą. Do tej pory mam tak, że pierwszy dzień urlopu jest dla mnie trudny, wypuszczam wszystko co złe.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by O F E L I A (@ofeliaigakrefft)

To cena za szybkie życie? To, że tyle pracujesz?

Tak, ale mój pracoholizm to element choroby, unikam chwil spokoju, bo chyba czasem boję się skonfrontować ze sobą. Ale przychodzą momenty, kiedy wiem, że muszę o siebie zadbać, odpocząć. Wiadomo, teraz jest mi łatwiej, bo jestem na terapii, również na farmakoterapii. Dlatego też zdecydowałam się napisać, że biorę leki. Chciałam odczarować tzw. psychotropy. Bo tak jak boli nas brzuch, czy mamy chorą tarczycę to bierzemy leki, tak samo, jak mamy problemy psychiczne powinniśmy brać odpowiednie leki. Nie ma co stygmatyzować zaburzeń psychicznych, chciałabym, żebyśmy podchodzili do tego naturalnie, a nie dziwili się: „Wow, masakra, psychotropy” . Ludzie często myślą, że jak ktoś bierze leki psychiatryczne, to tak jakby brał narkotyki, a on sam jest naćpany. Nie czuję wpływów moich leków na organizm poza tym, że widzę, że jestem bardziej stabilna. Nie jestem otumaniona, senna. I na tym też polega działanie dobrze dobranych leków, które mają tak naprawdę pomóc człowiekowi w terapii z psychologiem. Chodzi o to, żebyśmy byli racjonalni stabilny i mogli spokojnie rozwijać się na swojej drodze terapeutycznej.

Leki to temat tabu nawet w Twoim pokoleniu?

Tak, bo nikt się nie lubi przyznawać do słabości, a ja właśnie przyznałam się do ogromnej słabości. Cieszę się, że to zrobiłam jeszcze z jednego powodu. Zawsze sprawiałam wrażenie osoby silnej, która sobie ze wszystkim radzi. Kiedy miałam gorsze dni, to wszyscy byli zdziwieni, źli, wymagali ode mnie niemożliwego. A mówienie otwarcie to też dawanie innym komunikatu: „Nie jestem nie do zdarcia”. Bo jeśli ktoś nie okazuje słabości, to ludzie żyją w poczuciu, że mogę rzucać w nią kulami i ona przyjmie to na klatę. Nie, każdy ma swój limit.

Opowiesz mi taką sytuację, kiedy czułaś, że tego wszystkiego jest za dużo?

Teraz ciężko mi sobie przypomnieć, szczególnie, że moje najgorsze stany były totalnie irracjonalne. Dużo rzeczy też bagatelizowałam. Właśnie dlatego w 2019 roku dostałam depresji, wcześniej funkcjonowałam jak maszyna. Były te wakacje, wolne weekendy, które same w sobie były stresem, czekaniem, co będzie, jak znowu będę miała ten lęk. Najbardziej przerażały mnie myśli, że tak będzie do końca życia. Że kiedyś będę brała ślub, będę rodzić dzieci i będę miała w sobie ten lęk, który paraliżuje i nie pozwala się z niczego cieszyć.

Depresja uderzyła, kiedy zaczynałam program „Twoja twarz brzmi znajomo”. I tak jak napisałam w poście, żałuję, że nie powiedziałam o tym nikomu. I to nie o to chodzi, że przeżyłam piekło, bo nie. Ale kilku sytuacji mogłabym uniknąć dzięki temu. Bo jeżeli ktoś widzi w pracy osobę, która jest wesoła, działa i wszystko jest u niej okej, to ma oczekiwania, że ta osoba ze wszystkim sobie poradzi. A tak nie  musi być.

Wiadomo, że praca jest ważna, musimy się wywiązywać z obowiązków zawodowych, ale nie ma co przepłacać pracy zdrowiem psychicznym. Mój tata jest lekarzem, podczas pandemii potwornie dużo pracował, ale mimo wszystko potrafił znaleźć ten balans. Bardzo ważna jest ta umiejętność spojrzenia na siebie, bycia czułym na swoje
potrzeby i możliwości. Czasem nie ma potrzeby walki z wiatrakami. Ale dzięki temu, że na terapii nabieram do tego dystansu to jest mi na pewno łatwiej i na pewno też zmieniłam się jako osoba.

Kiedy zdecydowałaś się na terapię?

W czerwcu 2019 roku, potem miałam przerwę, ale od jesieni zeszłego roku mam terapię regularnie, raz w tygodniu.

Jakie miałaś objawy nerwicy? 

Pierwsze objawy miałam jeszcze jako czternastolatka. Najtrudniejsza była dla mnie silna derealizacja, czyli czułam jakbym ktoś zamknął mnie w szklanej kuli, cały czas pojawiała się w mojej głowie myśl, czy to co się dzieje jest realne, dzieje się naprawdę, czy może śnię. Dziś już wiem, że to była reakcja obronna układu nerwowego, który przez ogromną ilość stresu, szalone wydzielanie się kortyzolu i adrenaliny blokuje docieranie pewnych bodźców do nas, żeby nas chronić. Tylko to potęguje lęk. Miałam też potworne bóle żołądka, brałam leki na brzuch. Ale to
wszystko pojawiało się i znikało. Po egzaminach derealizacja się nasiliła, dokuczał mi żołądek, odczuwałam też wieczny niepokój.

Opisz go, poproszę.

Czułam się tak, jakbym zaraz miała znów wejść na ten egzamin i nie wiedziała, co się stanie. Rozmawiałam z innymi osobami, które zmagają się z nerwicą lękową i wszyscy znają ten stan. Nieustanne napięcie i czekanie, że coś złego się wydarzy. Bałam się, że stracę kontrolę, nie dam rady nad sobą zapanować, popadnę w obłęd. Zanim poznałam tę chorobę, to zamiast dystansować się od tych uczuć, to jeszcze bardziej się wkręcałam, poddawałam paranoicznym myślą, szłam za nimi. Dlatego wydaje mi się, że im wcześniej ktoś zareaguje, tym lepiej, oszczędzi mu to wielu traum.

Poszłaś na terapię, bo ktoś tak Ci poradził?

Nie, to chyba było naturalne. Kończyłam program i stwierdziłam, że to jest ten czas. Nie działo się nic strasznego, dostałam zalecenie od psychiatry, żeby iść, bo leki zagłuszają objawy, ale przyczyna jest zupełnie gdzie indziej i trzeba ją znaleźć i nią się zająć.

Intensywne życie nasila trudne stany. Pracujesz teraz nad sobą?

Ciężko mi zadbać o równowagę, bo tak jak mówiłam, jestem pracoholikiem, cały czas muszę coś robić, jak przychodzę do domu, szukam sobie zajęć, w pracy biorę sobie za dużo na głowę, bo też jestem w momencie, gdy kariera mi się fajnie rozwija i boję się to stracić. Ale wiadomo też, że za tym idzie presja. Ale na szczęście, na tyle jestem prawdziwa i w zgodzie ze sobą, że ludzie szanują, nie spotyka mnie straszny hejt, to też sprawia, że jestem spokojniejsza.

Natomiast sama praca jest dla mnie czynnikiem stresującym. Pracowałam od dziecka, od dziecka wywierano na mnie ogromną presję. Nie mówię tu o moich rodzicach, bo oni są kochani i wspierający, myślę o ludziach pracujących przy produkcjach filmowych.

W Polsce nikt nie potrafi współpracować z dziećmi, może teraz to się zmienia, ale gdy zaczynałam zastraszanie, mobbingowanie było na porządku dziennym. To są dla mnie traumatyczne przeżycie. Nawet kilka lat temu w jednej z prac usłyszałam, że coś źle zrobiłam. Wydzwaniano do mnie, choć problem był naprawdę błahy. Skończyło się tym, że leżałam przez trzy dni z potwornym bólem żołądka. Od tamtej pory, za każdym razem, podkreślam, że nie załatwiam spraw zawodowych osobiście tylko przez agentów.

Jak rodzice zareagowali na publicznie wyznanie?

Wsparli mnie. Rodzice są przy mnie i towarzyszą mi od początku, oni też zawieźli mnie do psychiatry pierwszy raz. Kiedy przeszłam załamanie nerwowe i podjęłam decyzję, że chciałabym się sobą zająć, że to jest konieczności, przyjechałam do moich rodziców na święta. Skończyło się tym, że przez ponad dwa tygodnie leżałam w łóżku, bo byłam tak potwornie chora, straciłam głos. Miałam zapalenie oskrzeli, tchawicy, moje ciało powiedziało „stop”. Rozpadłam się w pierwszym momencie, kiedy mogłam. Nie chciałam więcej narażać siebie, zdrowia.


Lifestyle

Bezpieczne opalanie – najważniejsze zasady

Redakcja
Redakcja
16 czerwca 2021

Opalanie kojarzy się z relaksem, lenistwem, a przede wszystkim z wakacjami spędzonymi w jakimś pięknym miejscu. Mówi się, że słońce to źródło witaminy D. Warto jednak pamiętać, w jaki sposób się opalać i na co zwracać uwagę, aby móc bezpiecznie korzystać z dobrodziejstw promieni słonecznych i nie narazić się na niebezpieczeństwo.

Odpowiednie przygotowanie skóry

Aby opalanie było bezpieczne, warto przede wszystkim w odpowiedni sposób przygotować skórę. Przed letnim sezonem dobrze jest stosować dietę, która jest bogata w antyoksydatny, które świetnie chronią skórę przed działaniem wolnych rodników. Ich źródłem przede wszystkim są warzywa i owoce.

W czasie pierwszych, słonecznych dni, warto przebywać na słońcu nie za długo. Aby skóra miała szansę się przyzwyczaić. Dobrym rozwiązaniem jest także: najlepszy samoopalacz. Na rynku dostępne jest wiele propozycji, które pozwolą idealnie przygotować skórę na lato i zadać o świeżą i piękną opaleniznę.

Unikanie słońca w godzinach szczytu

Specjaliści zgodnie uważają, że podczas opalania powinno się unikać słońca w godzinach między 10. a 15. Jest to bardzo ważne, ponieważ to właśnie w tych godzinach występuje najsilniejsze promieniowanie UV. Są one bardzo niebezpieczne, zwłaszcza gdy skóra jest na nie długo narażona i mogą nawet wywołać nowotwór skóry.

Stosowanie kremów z filtrem

Kremy z filtrem to absolutny obowiązek podczas opalania. Nie powinno się wychodzić na słońce bez odpowiedniej, zewnętrznej ochrony skóry. Warto jednak sięgać po produkty pochodzące od cenionych producentów, które posiadają specjalne atesty.

Przed wyborem preparatu należy także określić swój fototyp skóry. W tym celu dobrze jest skorzystać z podziału, który przygotował dr Thomas Fitzpatrick.

Ochrona znamion i pieprzyków

Kolejną kwestią, której nie można pominąć podczas bezpiecznego opalania jest właściwa ochrona znamion oraz pieprzyków. Większość z nich, to niegroźne, uwarunkowane genetycznie zmiany barwnikowe. Jednak z powodu nadmiernego promieniowania słonecznego, mogą przekształcić się w nowotwór skóry.

Przed każdym wyjściem na słońce, znamię należy zabezpieczyć za pomocą kremu z najwyższym filtrem. Jeżeli na jednej powierzchni występuje wiele znamion, nie należy ich w ogóle eksponować na słońce.

Ochrona oczy i głowy

Zabezpieczenie skóry przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych to jedno. Warto jednak pamiętać, o odpowiedniej ochronie oczu i głowy. Słońce może być bardzo niebezpieczne i może doprowadzić do licznych podrażnień, udarów, a także zapalenia spojówek czy zwyrodnienia plamki żółtej, a nawet do zaćmy.

Dlatego w słoneczne dni, obowiązkowym dodatkiem powinno być nakrycie głowy, a także okulary słoneczne, które posiadają filtr anty – UV. Najlepiej dokonać zakupu u optyka, ponieważ wtedy można mieć pewność, że oczy będą bezpieczne.

Nawadnianie organizmu

Podczas ciepłych dni, organizm mocno się odwadnia. Dlatego nie można zapomnieć o piciu odpowiedniej ilości wody. Wysokie temperatury sprawiają, że wydziela się więcej potu, to znacznie zaburza gospodarkę wodną. W czasie upałów warto zwiększyć ilość płynów o 1 – 1,5 litra dziennie. Odwodnienie może doprowadzić do osłabienia organizmu, a także bardzo poważnych konsekwencji.

Gdzie znaleźć więcej informacji?

Więcej informacji na temat zdrowego opalania należy szukać na stronie https://magazyn.ceneo.pl/. Są tam dostępne różne fakty, które warto wziąć pod uwagę. Dzięki zaawansowanej porównywarce cenowej, można znaleźć kremu z filtrem, nakrycia głowy i inne akcesoria do opalania w bardzo atrakcyjnych cenach.


Zobacz także

Bieszczady Camp – dlaczego w przyczepach campingowych???

Czy picie słonej wody jest korzystne dla naszego zdrowia? Czy może to zwykłe oszustwo

56 lat przemian Barbie. Zobacz, jak zmieniają się kanony piękna