Lifestyle

Kobiety na całym świecie wspierają #CzarnyProtest!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
3 października 2016
#CzarnyProtest
Screen z Facebook'a / Aleksandra Kożyczkowska
 

W Polsce nie ma osoby, która nie słyszałaby o Czarnym Proteście. Ustawa antyaborcyjna, którą próbuje przeforsować rząd wzbudza ogromne emocje. Przede wszystkim jednak łączy Polki do walki o swoje prawa. Jak się okazuje, razem z nami strajkują kobiety na całym świecie! W social media nie brak dowodów wsparcia polskich kobiet!


Francja

Ukraina

#solidaritywithpolishwomen #czarnyprotest #черныйпротест #blackprotest #ПравоНаАборт #моётеломоёдело Лишение права на аборт – убийство

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika алена бударина (@hoditdurachok)

Islandia

 

 

Solidarity with Polish women outside Poland’s embassy in Reykjavík. #reclaimchoice #prochoice #prochoiceisprolife #solidaritywithpolishwomen Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Erla E. Völudóttir (@erladottir)

Hiszpania

 

Czechy

 

 

Chorwacja

 

 

#solidaritywithpolishwomen #dignitymarch Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Saša Torres Pešić (@firestarter.9)

 

Indie

 

Australia

A wy, bierzecie udział w Ogólnopolskim Strajku Kobiet?


Lifestyle

Tu nie chodzi o politykę, tu chodzi o nas. 7 powodów, by wziąć udział w czarnym poniedziałku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 października 2016
Fot. Screen z YouTube/ Miłosz Orłowski/Czarny protest Łódź - Fabryka Równości
 

Wahasz się. A może uważasz, że to nie dla ciebie, że to ciebie nie dotyczy, że przecież tobie jest dobrze. Ty nie widzisz problemu. O co właściwie tyle hałasu? Nic cię nie uwiera – myślisz. Masz już dzieci, jesteś pewna, że więcej mieć nie będziesz. Wolisz zająć się „swoimi sprawami”. Inne pójdą, a ty wieczorem obejrzysz po prostu relację w telewizji. Wydmiesz usta, „wiedziałam, że to się nie uda” – stwierdzisz. Tak właśnie zakładasz, z góry spisując tę inicjatywę na straty.

Albo jest jeszcze inaczej. Strajk popierasz, na Facebooku kliknęłaś nawet „wezmę udział”, ale dziś dla ciebie dzień jak co dzień, i nie założysz bluzki w czarnym kolorze na znak solidarności ze strajkującymi, nie przerwiesz (choćby na chwilę) pracy, nie zatrzymasz się, żeby posłuchać „ich” racji. Tobie właśnie, chcę powiedzieć dzisiaj, że ja wezmę udział w strajku kobiet.

Będę strajkować bo:

1. Inne kobiety nie są mi obojętne

Ty również, niezależnie od twoich poglądów. Nie jestem, jak może łatwo i lekkomyślnie stwierdziłby pan Terlikowski „fanką aborcji”. Uważam, że to zawsze dramatyczna decyzja, przed którą żadna z nas nigdy nie powinna stawać. Ale życie jest bardziej zaskakujące niż myślisz. Jeśli nie ty, to może ktoś z grona twoich znajomych, albo z rodziny przeżywa właśnie taki dramat. Sprzeciwiam się ograniczaniu prawa kobiet, jako ludzi i obywatelek: prawa do decydowania za nie o sprawach ich dotyczących. Sprzeciwiam się ograniczaniu im prawa do należytej opieki podczas ciąży i do pełnej diagnostyki w trakcie jej trwania. Sprzeciwiam się do skazywania kobiet na cierpienie w imię ideologii jednej grupy społecznej. Sprzeciwiam się przedmiotowemu traktowaniu kobiet jako inkubatorów, które nie mają nic do powiedzenia w sprawie swojego ciała. Sprzeciwiam się wszystkim tym, którzy twierdzą, że kobieta nie jest władna podejmować decyzji związanej z tak intymną sprawą jak ciąża i macierzyństwo.

2. Boję się o przyszłość mojej córki

Nie jest mi obojętna przyszłość kobiet w moim kraju. Chcę, by były traktowane jako prawowite obywatelki tego państwa. Obawiam się, że obecnie dąży się do ograniczania kobietom praw i wolności, pod wpływem katolickiej propagandy ruchów „pro-life”. Obawiam się, że krok po kroku odbiera nam się godność, dąży do kontroli nad nami, jakbyśmy były gorszą kategorią obywateli. Chcę zatrzymać ten proces, by moja córka i miliony innych, młodych kobiet mogły w przyszłości żyć tu szczęśliwie, a nie myśleć o emigracji.

3.Wierzę, że mój protest coś zmieni

W kobietach jest siła. Pokażemy to dzisiaj, niezależnie od tego ile nas będzie. Zobacz tylko, jak szybko się zorganizowałyśmy. Jakie wsparcie płynie do nas z rożnych stron świata. Spójrz, jak mocno popierają nas nasi mężowie, partnerzy, pracodawcy, a nawet nieznajomi. W sobotę , w dniu manifestacji w Warszawie, na ulicy podszedł do mnie starszy pan. – Nie dajcie się – powiedział. Miał łzy w oczach. Nasz głos nie może zostać niezauważony.

4. Mam do tego prawo

Żyję w (póki co jeszcze) w wolnym, demokratycznym kraju, w którym obowiązuje wolność słowa i zgromadzeń. Mam możliwość zamanifestowania swojego zdania i publicznego wyrażenia sprzeciwu oraz lęku wobec zagrożeń, które niesie ze sobą wprowadzenie w życie ustawy „antyaborcyjnej”. Ten sprzeciw jest jednym z moich podstawowych praw obywatelskich.

5. Czuję, że miarka się przebrała

Zwolennicy i pomysłodawcy zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej wkraczają w sferę, która powinna stanowić naszą przestrzeń osobistą. Chcą wejść nam w nasze sumienia, kształtować na siłę nasz światopogląd, narzucić jeden, jedynie słuszny tor myślenia. Lekceważą konsekwencje, które ze sobą niesie tak instrumentalne traktowanie ciała kobiety. Chcą zdecydować o tym, jak ma wyglądać nasze życie i jaką ma ono wartość. Mam dosyć tej okrutnej propagandy, mam dosyć obrażania mnie i milionów innych kobiet nazywanych morderczyniami i współczesnymi czarownicami.

6. Uważam, że moje prawa są zagrożone

I nie zamierzam czekać, aż będzie za późno. Dopóki spór o ustawę antyaborcyjną ma podłoże ideologiczne, a nie merytoryczne, dopóty istnieje jawne zagrożenie, że nasze prawa zostaną ograniczone.

7. Jestem feministką

I zawsze stanę po stronie kobiet. Mój udział w Ogólnopolskim Strajku Kobiet jest opowiedzeniem się za kobietami, za ich godnością, zdrowiem i bezpieczeństwem.

Dla wielu z nas, czarny poniedziałek będzie miał wyjątkowe znaczenie. Na pewno znajdą się wśród nas te, które nigdy wcześniej nie brały udziału z w żadnej publicznej manifestacji swoich poglądów. Jeśli w ten jeden dzień zastrajkujemy, nie wykonamy swoich zwykłych obowiązków, uświadomimy sobie, a przede wszystkim innym, co tak naprawdę oznaczają te puste miejsca w biurach, w fabrykach, szkołach, urzędach. Dla nas to szansa, by zrozumieć i dać do zrozumienia im, jaką jesteśmy siłą. Tej siły nie można zlekceważyć. Wykorzystajmy szansę, by zawalczyć o siebie. Może nawet bardziej  nam to potrzebne w małych miasteczkach (to tam Polki odczują dużo mocniej konsekwencje zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.) niż wielkich aglomeracjach. Bądźmy solidarne. Tu nie chodzi o politykę. Tu chodzi o nas.

 


Lifestyle

Wiele już zostało powiedziane. Powtórzę więc najważniejsze: Mówimy NIE

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
3 października 2016
Fot. iStock / Martin Allinger

Prawie dwanaście lat temu zaczynałam swoją pracę jako psychoterapeutka. Byłam wtedy matką rocznego dziecka, a miejscem, gdzie zaczynałam, była przychodnia w Warszawie. Ona była jedną z moich pierwszych pacjentek. Wysoka szatynka w okolicach trzydziestki. Przechodziła obok, gdy zobaczyła, że w przychodni przyjmuje psycholog. Przykryta licznymi luźnymi szalami (była zima) jawiła się w moich oczach jako kobieta, która zmaga się z nadwagą. Dopiero dwa miesiące później przyznała się, że to zaawansowana ciąża. Niechciana, z pigułki gwałtu – tyle wiem z jej opowieści, ale tylko ona miała dla mnie znaczenie. Cóż dałaby mi prawda, gdy jedna jedyna prawda tej sytuacji mówiła o tym, że ona tego dziecko nie chciała i nie zamierzała wychowywać? „Obcy”, „inny”, „intruz”, „ono” lub „to” – tak o nim/o niej mówiła. Obrzydzenie, wstręt mieszały się z głęboko ukrywanym cierpieniem. „Udaję, że go nie ma”- mówiła. „Gdy się rusza, zamykam oczy i wyobrażam sobie, że jest we mnie pasożyt, który prędzej czy później zniknie”. „Nigdy nie chciałam mieć dzieci i nigdy mieć ich nie będę”- to zdanie nie drgnęło nawet o milimetr mimo wielu rozmów.

Zniknęła nagle. Czy oddała dziecko do ośrodka adopcyjnego, jak zamierzała? Nie wiem. Czy zostawiła może w oknie życia? Nie wiem. Czy stało się coś gorszego? Nie wiem naprawdę.  Wiem tylko, że wtedy nie było żadnej siły, nawet tej ponad moją własną niekompetencję, by wskrzesić pragnienie w kimś, kto tego nie chce. Prawie każdy zna podobną historię.

Od tego czasu minęło wiele lat, a ja spotkałam w swojej pracy wiele niechcianych ciąż, trochę niedobrych matek i wiele wspaniałych. Spotkałam matki chorych dzieci i dzieci niepełnosprawne w stopniu lekkim i ciężkim. Także dzieci, których życie było pasmem bólu, odrzucenia i samotności. Które może, jakimś cudem, nie oddadzą tego swoim dzieciom. Zastanawiałam się niejednokrotnie, co by było gdyby…? Nie mam śmiałości, by na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, ale…

Uważam, że kobieta powinna mieć WYBÓR. Wybór, który nie jest lekkomyślny, ale ten w najtrudniejszych sytuacjach, gdy rozstrzyga się sprawa życia i śmierci, wykorzystania seksualnego, a także podjęcia się roli rodzica w sytuacji upośledzenie płodu. To dla mnie OCZYWISTE. To właśnie ta decyzja, w tej jednej milisekundzie, gdy powiemy sobie tak lub nie, zmienia nasze życie na zawsze. Także naszych najbliższych, rodzeństwa, które zostanie obarczone odpowiedzialnością, i samego dziecka, które w mniejszym lub większym cierpieniu będzie żyć. A może jednak wszystko się poukłada? – podszeptuje nadzieja. A co jeśli nie? Kto weźmie odpowiedzialność za tę decyzję?

Kilka lat temu do głowy by mi nie przyszło, że będę pisać taki tekst, a w pracy brać urlop, by uczestniczyć w Ogólnopolskim Strajku Kobiet. W Polsce? W moim kochanym kraju, gdzie prawo aborcyjne miało iść w stronę większej liberalizacji, a kobiety stanowiły coraz silniejszą i wpływową grupę społeczną? Gdzie można było kochać jak się chce (prawie), wychowywać w duchu własnych wartości i mieć wolność w podejmowaniu najważniejszych dla mnie kobiety decyzji. A teraz od kilku miesięcy zastanawiam się, gdzie będziemy żyć, ja, a potem moja ukochana córka, której nigdy nie pozwolę zostać w kraju, gdzie jej podstawowe prawa są łamane. Myślę też o swoim synu, który ma uczyć się szacunku dla woli kobiety i który, jeśli stanie kiedyś wobec bardzo trudnego wyboru w swoim życiu, mam nadzieję, że będzie bardzo uważnie słuchał swojej kobiety, partnerki, czy żony. A decyzja będzie ich wspólną decyzją.

Wiele już zostało powiedziane. Powtórzę więc najważniejsze:

Są kobiety, które nie chcą mieć dzieci. Ich prawo.

Są kobiety, które są bite, poniżane i gwałcone. Ich prawa są łamane. Urodzenie dziecka może być traumą do końca życia.

Są dziewczynki, które są molestowane i zachodzą w ciąże. Kazać im rodzić to barbarzyństwo.

Są kobiety, które są w ciąży, ale ich życie lub dziecka jest zagrożone. Zakaz aborcji to także zakaz prawa do dalszego życia.

Są kobiety, których sytuacja nie jest opisana w żadnym z powyższych, ale nadal nie ma w niej miejsca na urodzenie dziecka.

Dziś w całej Polsce wszystkie kobiety, które myślą o sobie, swoich córkach, partnerkach swoich synów, przyjaciółkach, znajomych i nieznajomych, a także o tych kobietach, których historie znają i tych, których nie ma już z nami, a wiemy, że poświęciły swoje życie – strajkujemy w imię solidarności z wszystkim kobietami w naszym kraju. Mówi się, że jesteśmy sobie nieżyczliwe, obojętne na los innych, rywalizujące, cokolwiek to by nie było – dziś jesteśmy RAZEM jak nigdy przedtem. Dając wyraźny sygnał, że polska kobieta jest silna i że nie jest sama. Są nas tysiące.

W milczeniu. Lub głośno krzycząc. Z powagą tej sytuacji. Z szacunkiem dla każdej kobiety, która stała lub stanie kiedyś wobec tej decyzji. Z troską o nas wszystkie. Z miłością do innych kobiet. Z miłością do tego kraju. Z miłością do Boga, który nie ma nic wspólnego z tym, na którego się powołują.

Mówimy NIE.


Zobacz także

Mikołaju, gdzie jesteś? Najlepsze pomysły na prezent dla najmłodszych. Prezentownik Oh!me 2018

Życie kobiet w kraju, w którym to mężczyźni mają prawo głosu… Czy możliwa jest baśń z tysiąca i jednej nocy?

„Hej,byłam bulimiczką, byłam na dnie. Ale dziś mam wszystko. A ty co robisz ze swoim cierpieniem?”