Lifestyle

Jedenaście warstw, tapeta czy zła kolejność nakładania produktów? Najczęściej popełniane makijażowe błędy

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
5 września 2016
fot. iStock/narvikk
 

Jakiś czas temu Jessica Mercedes, jedna z topowych blogerek modowych w Polsce, wypuściła filmik z tutorialem makijażu na czerwony dywan. I pewnie byłby to jeden z tysięcy video na YouTube, gdyby nie jedenaście warstw produktów do malowania, które nałożyła na siebie Jessica. Filmik wywołał burze. W końcu kobiety zaczęły przyznawać, że to nic dziwnego. Bo my, zwykłe dziewczyny, robimy dokładnie to samo. A wieczorem zapominamy o ściągnięciu tej upiększającej tapety. Grzechów które mogłyby mieć miano zbrodni na skórze, popełniamy niestety znacznie więcej.

Drogeryjny początek klęski

Lista naszych grzechów głównych zaczyna się już w drogerii. Nie ma nic złego w chęci zobaczenia, jak wygląda na naszych ustach szminka w dość niecodziennym kolorze, czy jak naprawdę działa tusz do rzęs w zabójczej cenie.

Wszystko jednak sprowadza się do testowania kosmetyków prosto z opakowań, które wcześniej dotykały setki osób. Nie chcemy po kimś jeść, a nakładamy na usta tę samą szminkę, którą chwilę wcześniej brudnymi dłońmi dotykało dziecko. To samo dotyczy maskar. Zgoda, o ile w przypadku szminek łatwiej zobaczyć produkt, bo można go wyłożyć na dłoń, tu jest o wiele trudniej. Czy aby na pewno tester nakładany na rzęsy jest dobrym pomysłem? Maskara to jeden z ulubionych produktów bakterii. Najłatwiej się na nich osadzają, a co za tym idzie przy setnej aplikacji przez zupełnie inną osobę, jesteśmy narażone na infekcję oczu. Dlatego zamiast koniecznie testować coś na własnym oku czy ustach, lepiej poprosić o darmowe próbki lub na początek zainwestować w mniejszą wersję produktu.

Kremy jak dla sześćdziesięciolatki

To chyba najczęstszy błąd, jaki popełniamy. Twierdzimy, że wiemy jaką mamy cerę, jakiego kosmetyku do niej potrzebujemy, a jednak w naszej łazience stoi arsenał dziesiątek, o ile nie setek, toników, kremów, mleczek i innych specyfików. Co najlepsze, każdy produkt przeznaczony do innej skóry. Najlepszym odzwierciedleniem tego grzechu będzie sytuacja, którą ostatnio obserwowałam w drogerii. Dziewczyna, około 17 lat, szukała kremu w sekcji 30+. Kiedy podeszła do niej konsultantka, by uprzejmie zasugerować produkty z półki dla nastolatek, ta oburzyła się. Dlaczego? Od dawna używa kremów przeciwzmarszczkowych dla trzydziestolatek. „Przecież nie mogę sobie pozwolić na zmarszczki!” – wykrzyczała ze zdumieniem. Dobrze, może i sobie nie zaszkodzi, skóra i tak wchłania tylko potrzebne dla siebie indywidualnie substancje. Pamiętacie lekarzy, którzy powtarzali, żeby nie brać zbyt często leków przeciwbólowych, bo organizm się uodporni? Dokładnie tak samo jest ze specyfikami do pielęgnacji twarzy.

Podkładowa stagnacja

Jaki mamy klimat, wie każdy. Raz zima, raz lato i tak bez przerwy. Niejednokrotnie od swoich koleżanek słyszę, że latem ich cera zaczyna wariować. Jakby chciała im powiedzieć, że potrzebuje wakacji, dokładnie tak samo jak one. Zdecydowanie mają rację! Tylko wakacje dla cery to niekoniecznie urlop pod palmami. Wystarczy zmienić podkład. Takie proste, a jednak nie każda z nas to robi. Bo o ile zimą robimy wszystko, żeby ochronić naszą skórę przed podrażnieniami związanymi z zimnem i zmiennymi temperaturami, wiosną czy latem zupełnie o tym nie myślimy. Skoro dopasowujemy garderobę do pogody, dlaczego nie robimy tego z makijażem? Lekki, kremowy podkład, a najlepiej krem BB latem będzie dla skóry cudownym odpoczynkiem. Jesienią czy zimą musowe podkłady z dawką witamin dodadzą blasku cerze, a przy okazji będą pięknym uzupełnieniem makijażu.

Brwi od szklanki

Od niedawna topowym zagadnieniem u wielbicielek makijażu są brwi. I o ile u makijażowych freaków są one piękne i zadbane, dla większości kobiet ciągle stanowią top… grzechów. Zbyt wydłubane, za mocno podkreślone, niezadbane… Epitetów można wymieniać wiele. Zgoda, kiedyś cienkie brwi były bardzo modne. Wystarczy przypomnieć sobie Marlenę Dietrich czy Gretę Garbo, one na brwiach budowały swój wizerunek. Dziś byłby to jednak wizerunek uznany za tani i tandetny. Dlatego zamiast kolejny raz męczyć się samodzielnie z depilacją brwi, warto udać się do specjalistycznego salonu. Odpowiedni dobór kształtu i koloru brwi naprawdę wiele zmieni. To taki zabieg chirurgiczny bez użycia skalpela; odejmie kilka lat i jeszcze doda uroku.

Złe odcienie = zmęczona cera

Wczoraj po wielu tygodniach spotkałam się ze swoimi koleżankami na tradycyjne niedzielne śniadanie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego ani wartego przytoczenia, gdyby nie szminka jednej z dziewczyn. Rude włosy, piegowata buzia i zielone oczy. Mogłaby zagrać w opowieści o życiu dorosłej Pippi Langstrumpf! Moje serce miłośniczki makijażu zostało wystawione na próbę. Do tak pięknej i niecodziennej urody, koleżanka dobrała czerwoną szminkę, której odcień wpadał w pomarańcz. Efekt? Jej skóra wyglądała na jeszcze bardziej pomarańczową, a przy okazji zmęczoną i niezbyt zdrową. A wystarczyłaby chłodna czerwień i wszystko byłoby naprawdę pięknie! Wiem, wiem – dla niektórych nie ma znaczenia odcień koloru. Jednak w makijażu to szczegół, który naprawdę potrafi zmienić wiele. To samo dotyczy cieni do powiek. Gdy nie zatuszujemy odpowiednio worów pod oczami, nakładanie ciemnych kolorów sprawi, że będziemy wyglądały na jeszcze bardziej zmęczone.

Brak demakijażu 

Ze wszystkich grzechów głównych, ten jest najcięższy. Można mówić wiele, ale ściągnięcie z siebie kilku warstw makijażu jest dla skóry jak głęboki oddech po długim biegu. Nie potrzeba wiele. Wystarczy dobre mleczko do demakijażu lub nawet olej kokosowy! Dzięki temu rano obudzimy się bez „efektu pandy”, a przy okazji zapobiegniemy kilku gratisowym wypryskom, którymi „nagrodziłaby” nas cera.


Lifestyle

Nie komplikuj sobie życia!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 września 2016
Nie komplikuj sobie życia
 

W życiu byłoby nam o wiele łatwiej, gdyby nie… my sami. Marnujemy życiowe okazje, komplikujemy relacje z najbliższymi, udajemy, zamiast mówić wprost co tak naprawdę myślimy. A gdyby tak, to wszystko sobie uprościć?

Nie komplikuj:

1. Miłości

3

2. Relacji z bliskimi

5

3. Relacji z otoczeniem

4

4. Komunikacji 

2

5. Tego, co mogłoby naprowadzić cię na właściwe tory

6

6. Własnej sytuacji

7

Problemy, relacje z bliskimi, chwilowe smutki i nadmiar emocji – to wszystko jest naprawdę o wiele mniej złożone, niż ci się wydaje…

10

 


Lifestyle

Uśmiechaj się, serio – to nie boli. Uśmiechniętym ludziom żyje się lepiej

Anika Zadylak
Anika Zadylak
5 września 2016
Uśmiechaj się
Fot. iStock / Petar Chernaev

Rodzimy się, dorastamy, żyjemy. Tworzymy związki międzyludzkie, pracujemy, wychowujemy dzieci, najczęściej niestety w nieustającym galopie. Czasy w których żyjemy, nie pozwalają zwolnić, wyluzować, odpuścić, wymagają od na nas ciągłej gotowości, co jakiś czas podrzucając przeszkody w postaci problemów. Zaczynamy się wściekać, denerwować, nie spać, pomiata nami stres. A przecież pewnych rzeczy i tak nie będziemy w stanie przyspieszyć, czy przeskoczyć. A gdyby tak podejść do życia i tego, co nam przynosi z uśmiechem, z optymizmem – wiem, absurdalnie brzmi – ale jednak, jest to możliwe! I przynosi zaskakujące efekty! Bo nawet, jeśli czegoś nadal nie uda nam się załatwić, to przynajmniej będziemy zdrowsi. I weselsi.

Zasada numer 1

Nie przejmuj się na zapas, nie myśl o tym, jak to będzie, jak tego dokonasz, że to właściwie prawie niemożliwe. Często łapię się na tym, że nosi mnie, zanim się upewnię czy nie dająca mi spać w nocy sprawa, w ogóle będzie mnie dotyczyć. Albo z lękiem podliczam środki na koncie, choć nikt jeszcze nie potwierdził, że mają mi dojść dodatkowe wydatki. Albo przed pierwszą randką znajduję milion negatywnych argumentów i to najczęściej po swojej stronie, żeby tylko mieć wytłumaczenie i zwyczajnie nie iść. Bo przecież jestem zbyt problemowa, za mało atrakcyjna, on mnie na pewno nie polubi a co dopiero pokocha, czy  zechce częściej spotykać, zapomnij!

Mogłabym mnożyć takich przypadków więcej, ale wszyscy doskonale znamy je na pamięć. I po co to nam?  Przez takie przejmowanie się tracimy cenny sen, a bez niego nie ma mowy o stuprocentowym działaniu, wydajności, chęci do czegokolwiek. Nie zyskujemy kompletnie nic w zamian, za to ucieka nam całe mnóstwo energii na coś, co jak się potem często okazuje, w ogóle się nie stało, było tylko problemem rozdmuchanym w naszej głowie.

A nawet, jeśli coś później faktycznie jest na rzeczy, to wypłukani emocjonalnie i nerwowo wcześniejszym nakręcaniem się, teraz nie mamy sił na to, by się z tym zmierzyć. Warto?

Zasada numer 2

Nie ma rzeczy niemożliwych. Pozytywne nastawienie, to nie tylko ciągle uśmiechnięta twarz i umiejętność opowiadania dowcipów. To przede wszystkim wiara w to, że wszystko może się udać, a niektóre sprawy, wymagają tylko więcej czasu czy poświecenia. Bez tego ani rusz i faktycznie, ludzie którzy gonią na oślep, żeby jeszcze choć na chwilę złapać mijający dzień za chwilę nas staranują lub porwą w ten oszalały tłum, jeśli nie przestawimy myślenia.

Wczoraj kolega, uświadomił mi to jednym pytaniem. Siedzieliśmy na murku, ja  głośno zastanawiałam się, a raczej uświadomiłam sobie, że mam zbyt mało czasu na przeprowadzkę przy tak ogromnej ilości rzeczy, których nawet jeszcze nie zaczęłam pakować i nagle kolega pyta – A masz wiolonczelę? Patrzę na niego jak na idiotę i myślę, a na cholerę mi wiolonczela?! Nikt u nas na tym nie gra, duże to i problemowe, bo to jednak instrument, z którym trzeba wybitnie delikatnie, itd.. I nagle uświadamiam sobie, że nie mam tej cholernej wiolonczeli, a to dopiero byłby kłopot! 🙂

Więc się i spakuję, i wyprowadzę o czasie. Nie jesteśmy na tym świecie sami, zawsze mamy kogoś obok, chociażby sąsiadów czy kolegę z pracy. On też może kogoś zna, kto zechce w czymś pomóc i doradzić. Na wszystko jest rada, nie ma przecież pytań bez odpowiedzi. Im szybciej to sobie uzmysłowimy, tym łatwiej będzie nam zmagać się z tym, co przyniesie los. I na większym luzie, wszak niektórzy posiadają kontrabasy, o zgrozo!

Zasada numer 3. Żelazna Zasada!

Uśmiechaj się, serio, to nie boli, ani ciebie ani kogoś, kogo właśnie mijasz. A może właśnie tym uśmiechem ratujesz czyjeś życie, bo pogrążony w depresji szedł nie wiadomo gdzie. Albo zaczynasz wspaniałą, szaloną miłość lub dozgonną przyjaźń. Lub po postu sprawiasz, że komuś zrobiło się miło.

Ostatnio widziałam u znajomego post na facebookowej tablicy, mówił o tym, że właśnie idzie ulicami Warszawy i obserwuje ludzi. Siedzą w kawiarenkach, na ławkach, stoją na chodnikach. Niby rozmawiają, niby jest fajnie, piątek wieczór, niby gwar. No właśnie, wszystko niby, bo na ich twarzach widać zmęczenie, ciałem są tu, a myślami przy poniedziałku, przy chorej mamie w szpitalu, przy zamkniętym żłobku, przy pracy. I tak jest u większości z nas, niestety.  A przecież tego dnia, o tej godzinie już nic konkretnego nie załatwimy, nasz smutek, czy stres, tylko nam zaszkodzi, a niczego nie naprawi. Nie pozwoli nam się wyspać, wypocząć i nabrać sił.

A gdyby tak się uśmiechnąć, do siebie. Pomyśleć o tym, że ok, jeszcze tyle mam na głowie, ale już tak wiele udało mi się poukładać. Ba! Dobrze, że w ogóle ruszyłem z miejsca. Odetchnąć, wpuścić trochę słońca, poskakać po kałuży. A potem z tą radością w sobie iść do pracy, do urzędów, na randkę. I sprawdzić, jak to działa. A co wam zależy, nic nie stracicie, za to zyski, mogą was bardzo zaskoczyć. Pozytywnie! 🙂


Zobacz także

12 dań wigilijnych: ich tradycja i symbolika

Wypełnieni wdzięcznością dotykamy szczęścia. Wystarczy przystanąć, spojrzeć w siebie, obejrzeć się dookoła i dostrzeć bogactwo, jakie nas otacza

Każde dziecko potrzebuje dobrej cioci – to najlepsza rola świata!