Lifestyle

Gwiazdy odpowiadają, co podarowałyby sobie w prezencie

Redakcja
Redakcja
6 grudnia 2016
Fot. iStock / chaiyon021
 

Od kilkunastu dni pytamy was, co byście same sobie podarowały w prezencie. Na początku odpowiedzi przychodziły dość nieśmiało, ale z czasem, jak już temat został przetrawiony i przemyślany, a wy doszłyście do wniosku, że warto marzyć – zostaliśmy takimi listami zasypani.

Okazuje się, że dawanie sobie prezentu nadal nie jest dla kobiet łatwe. Pomimo zwracania uwagi, że powinniśmy być dla siebie ważne, słuchać swoich potrzeb, to jednak miewamy problem z odpowiedzią na pytanie: „A co ty byś sobie podarowała w prezencie”. Oczywiście, że zdrowie rodziny, szczęście dzieci – ale samej sobie? Dlatego próbujemy przełamać ten stereotyp myślenia o nas samych, że to zwykły egoizm i że inni są ważniejsi.

Aby zachęcić was do dbania o siebie, by pokazać, że każda z nas nosi w sobie jakieś marzenie, życzenie, które zostawiłaby sobie pod choinką  – zapytaliśmy kilka znanych kobiet, co one podarowałyby sobie w prezencie.

Katarzyna Bujakiewicz, aktorka

„Gdybym miała podarować coś sobie w prezencie to z pewnością byłby to jeden weekend w SPA, gdzie zajęto by się mną kompleksowo. Oj tak, o czymś takim marzę. I oczywiście sama – bez dzieci, żeby mieć czas dla siebie tylko.

Karolina Korwin-Piotrowska, dziennikarka

„CO bym sobie podarowała? Półroczne wakacje z dala od Polski, z moim psami, żebym mogła je zabrać i kilka bliskich mi osób. A takie niezbędne minimum to dwa miesiące takich wakacji. W przyszłym roku to zrobię – dwa miesiące bez pracy, żeby nie trzeba było pisać, pracować płacić rachunków, ktoś inny z tych codziennych rzeczy by to za mnie przez ten czas robił”.

Magda Umer, piosenkarka

„Mam tylko jedno życzenie i jeden prezent, który bym sobie podarowała – to jest zdrowie”.

Olga Lipińska, reżyserka, satyryczka

„A ja w tym wariackim świecie – święty spokój. To jest to o czym marzę”.

Maja Popielarska, prezenterka telewizyjna

„ Ja bym chciała umiejętność dzielenia rzeczy na ważne i mniej ważne, żeby ochronić siebie przed pułapkami coraz szybszego tempa życia”.

Urszula Dudziak, wokalistka

„Mam wszystko. Jestem osobą spełnioną, czuję się uprzywilejowana w porównaniu z innymi, dlatego staram się z nimi dzielić tym, co mam. A jeśli miałabym sobie coś podarować, to chciałaby, aby to była myśl – przekonanie, że wszystkie marzenia, są dla mnie w zasięgu ręki”

Olga Bończyk, aktorka

„Co ja bym sobie podarowała w prezencie… Chciałabym jeszcze raz usiąść do świątecznego stołu z moją mamą, której już z nami nie ma…”.

Dorota Zawadzka, psycholog

„Sama sobie kupiłabym karnet roczny do Teatru Wielkiego w Warszawie i w bonusie bilet na Koncert Noworoczny do Wiednia – oczywiście dla dwóch osób :)”.

Joanna Koroniewska, aktorka

„To trudne pytanie… Hmm. U mnie byłby to chyba jeden dzień w SPA, gdzie w tym samym czasie mogłaby skorzystać z kosmetyczki, fryzjerki i makijażystki. Zrobić sobie paznokcie i jeszcze dołożyłabym do tego dobry masaż. O. Tego właśnie bym chciała. Ale tylko jeden dzień i najlepiej jakby się jeszcze znalazł czas na badania”.

Ela Romanowska, aktorka

„Ojej, co ja bym sobie podarowała. Myślę, że najlepszym dla mnie prezentem byłby wyjazd  całą rodziną gdzieś w jakieś fajne miejsce i niekoniecznie musi być jakoś bardzo ciepło, choć byłoby najlepiej, bo my wszyscy jesteśmy ciepłolubni. Chciałabym tak po prostu załadować całą rodzinę, a jest nas trochę, bo około 10 osób i wyjechać na trzy, cztery dni bez telefonów, bez internetu, bez telewizji, pograć sobie w gry planszowe, które uwielbiamy i pobyć tak naprawdę ze sobą”.

Hanna Bakuła, malarka

„Ja bym sobie podarowała dobrą asystentkę, a nawet asystenta,(+ -, lat 30) z prawem jazdy i zamiłowaniem do sztuki oraz podróży. Taką osobę, jaką był dla Wisławy Szymborskiej, Michał Rusinek. Cóż, prawie niewykonalne”.

Agnieszka Cegielska, prezenterka telewizyjna

„Bilet w ciepłe kraje. Jak mam chandrę w taką pogodę, to oglądam ofertę biur podróży i wyjechałabym gdziekolwiek byleby było ciepło. Ja działam na baterie słoneczne, więc mi wystarczy trochę więcej stopni i zdecydowanie więcej słońca”.

Kasia Kowalska, piosenkarka

Gdybym mogła sobie coś podarować byłby to dwutygodniowy wyjazd do Indii na ashtanga joge z moją nauczycielką Justyną.

Ania Wyszkoni, piosenkarka

Najchętniej przygotowałabym sobie pod choinkę specjalne ciastka noworoczne. Jako składników użyłabym zdrowia, spokoju i miłości. Wypieczone i ciepłe obsypałabym pudrem z radości i zjadłabym je wszystkie w Nowy Rok.


Chcesz dołączyć do naszej zabawy? Kliknij TUTAJ.


Lifestyle

Miłość jasna i przejrzysta, to tylko w piosenkach, niestety. O tym i o owym z Magdą Umer

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 grudnia 2016
Miłość jasna i przejrzysta, to tylko w piosenkach, niestety. O tym i o owym z Magdą Umer
Fot. Screen z YouTubeMTJPoland
 

Gdybym mogła nazwać kobiecość, nazwałabym ją Jej imieniem i nazwiskiem. Delikatna i mądra, łagodna i silna, na dobre i na złe czasy, Magda Umer. Magiczna i jedyna w swoim rodzaju, tak jak jej poczucie humoru. Dobrze, że jest i tak pięknie maluje nam rzeczywistość.

Anna Frydrychewicz: W pewnym wywiadzie powiedziała Pani, że ma pani swoją „piękną chorobę”, choruje Pani na potrzebę ciszy… A ten świat dzisiejszy jest strasznie głośny…

Magda Umer: Z tym strasznie głośnym światem rady sobie nie daję, więc uciekam do swoich cichszych światów.

A lepiej być wrażliwym czy gruboskórnym?

Może lepiej być gruboskórnym , ale ja nie chciałabym… nawet kosztem utraty tego czy owego…

Czy można wyśpiewać swój smutek w piosence, tak, żeby po wyśpiewaniu było mniej smutno? 

Dokładnie, to jest tak – można wyśpiewać smutek i to trochę pomaga. Im więcej czasu mija od przyczyny tego smutku, tym bardziej to pomaga. Wtedy nawet można się zacząć do tych smutków uśmiechać.

Czy to śpiewanie może też pomóc innym?

Pewnie że tak. Gdybym nie wierzyła, że to śpiewanie może także pomóc innym- śpiewałabym sobie sama w domu, albo moim wnukom.

Czy Pani ma w sobie więcej smutku i melancholii czy może radości? Czy to  w ogóle stała, czy zmienna?

Oj! to zmienna!  Ja sama nie wiem o sobie jaka będę za dwie godziny. Zbyt częsta zmiana nastroju to coś w rodzaju choroby. Jakoś sobie współistniejemy.

Co Panią cieszy, a co zasmuca?

Czasami zasmuca to, co kiedyś cieszyło ale i na szczęście cieszy, bawi, to co kiedyś smuciło…

To w takim razie zapytam, czy lepiej być tu i teraz, czy może cofnąć się w czasie?

O tym jest wspaniały film Woody Allena:”O północy w Paryżu”… Wielu ludziom zdaje się, że poprzednie pokolenia miały lepiej. Ale ja nie zamieniłabym się na epokę życia ani  z młodszymi, ani ze starszymi. Żyłam w ciekawych czasach. Dopiero teraz zaczynam żyć w nieciekawych. Niestety.

I to nie są czasy dla poetek, dla wrażliwych dziewczyn?

Jeśli ktoś urodził się z duszą poety, to każdy czas jest dobry, bo on i tak przeważnie żyje w swoim świecie. W nie swoim jest tylko gościem.

Poparła Pani Czarny Protest, co miało olbrzymie znaczenie dla wielu z nas. Dlaczego się Pani na to zdecydowała?

Dlatego że macie rację w tym, o co walczycie. Chciałabym przeżyć eksperyment pana Boga, który sprawiłby, że na przykład przez 10 lat- to mężczyźni zachodziliby w ciążę i rodzili dzieci..

A co Pani myśli o kobietach, tak w ogóle? 

Mimo że jestem autorką zdania: ”Mężczyźni – to przedstawiciele mojej  ulubionej płci”, miałam dwóch braci, mam dwóch synów – mam także ogromną słabość do ciekawych, inteligentnych, dzielnych, wrażliwych i dowcipnych kobiet. I z takimi się przyjaźnię.

Z kobietą to można się zaprzyjaźnić, na całe życie?

Nie wiem czy  można … Ja się przyjaźnię bez pozwolenia wyższych instancji.

Czy Pani się na coś nie zgadza, w życiu? 

Nie zgadzam się na upokorzenie, poniewieranie ludzkiej godności, kopanie leżących, chamstwo, życie w kłamstwie… na wiele rzeczy się nie zgadzam.

Jaka miłość jest lepsza: wielka i trudna, czy ta mniej skomplikowana i prawie nie namiętna?

Wielka i trudna…chociaż ciągle marzę o wielkiej, nie trudnej, jasnej, przejrzystej i czystej.


Magda Umer Magda Umer – polska piosenkarka, polonistka, wykonawczyni poezji śpiewanej, dziennikarka, reżyser, scenarzystka, aktorka i autorka recitali.

 

 

 


Lifestyle

Kiedy puszczają nam hamulce. Jak radzić sobie ze złością?

Karolina Krause
Karolina Krause
6 grudnia 2016
Jak radzić sobie ze złością
Fot. iStock/PeopleImages

Z kroniki kłótni małżeńskich:

Ona: Przestań krzyczeć! Skąd w tobie tyle jadu? Czy naprawdę chcesz by było tutaj jak w twoim domu, gdzie wszyscy się na siebie wydzierają?

On: A co? Może lepiej niech będzie jak u ciebie? Gdzie nikt z nikim nie rozmawia, co by nie otworzyć przypadkiem puszki pandory?

No właśnie. W którym domu jest lepiej? W pierwszym, w którym daje się duże przyzwolenie na okazywanie złości, czy w tam, gdzie za żadne skarby nie możemy pozwolić sobie na upust emocji? To, w którym z nich zostaliśmy wychowani ma ogromny wpływ na nasze wyrażanie jednej z najgroźniejszych, bo nie przewidywalnej w skutkach emocji – złości. Od czego jeszcze zależy to, czy mamy dobrze nasmarowany układ hamulcowy? Co robić, kiedy krew zalewa nam oczy?

Kobieta z temperamentem

To w jaki sposób przeżywamy złość w pierwszej kolejności zależy od naszego temperamentu. A w zasadzie nie tyle, jak będziemy się w tej sytuacji zachowywać, a jak często będzie ona miała miejsce. Pod względem temperamentu dzielimy się bowiem na osoby wysokoreaktywne , niskoreaktywne i te znajdujące się gdzieś pomiędzy jednym i drugim wskaźnikiem. Nie bez powodu mówi się o niektórych kobietach, że „ta to dopiero ma temperament”. W psychologii „ta” odbierana więc będzie jako osoba wysokoreaktywna, szczególnie wrażliwa na to co dzieje się w jej otoczeniu.

Skrajnym przykładem takiego temperamentu jest osobowość typu A, charakteryzująca się dużą skłonnością do rywalizacji, wysoką ambicją, agresywnością i wrogością wobec innych. Taka osoba ma także dość sztywne schematy poznawcze i zero-jedynkowe poczucie sprawiedliwości. Jeśli więc uważa, że coś ewidentnie się jej należy, to tak właśnie musi być i kropka.

  • Jeśli jakiś przywilej jasno wynika z prawa, a ktoś tego nie respektuje, to jest to jawny argument do wszczęcia wojny.
  • Jeśli też założy sobie, że w przyszłym tygodniu wreszcie kupi sobie upragniony samochód, a okaże się, że sprawy w banku będą musiały przedłużyć się o kolejny miesiąc, doprowadzi ją to do białej gorączki.

Jednym słowem są to perfekcjoniści, którzy za wszelką cenę chcą kontrolować sytuację, a kiedy im się to nie udaje wpadają w furię.

Takiej zaprogramowanej biologicznie wrażliwości na to co dzieje się wokół nas nie da się zmienić. Możemy jednak nauczyć się kontrolować wybuchy złości i zwracać szczególną uwagę na to, jak interpretujemy daną sytuację. Na pewne rzeczy nie mamy bowiem wpływu. Złoszczenie się z tego powodu nic nam nie da, a jedynie może zaszkodzić nam i osobom w naszym otoczeniu. Warto też wziąć sobie na wstrzymanie i przez chwilę zastanowić się, czy rzeczywiście coś się stanie, jeśli w tym momencie nie dostaniemy tego przykładowego samochodu? Może rzeczywiście przez miesiąc jeszcze będziemy musieli dojeżdżać do pracy autobusem czy metrem. Ale za to zyskamy przez to czas na spokojne przeczytanie książki, który ciężko będzie wyegzekwować stojąc w korku.

Nasze hamulce, czyli samokontrola

To, czy w danym momencie wybuchniemy i damy upust swoim emocjom w dużej mierze zależy także od stanu naszych hamulców, czyli samokontroli. Samokontrolę najczęściej ujmuje się, jako swego rodzaju magazyn o ograniczonych zasobach. Każdego dnia korzystamy z tych zasobów, kiedy zmagamy się z trudnymi sytuacjami w pracy czy w domu. Aż w pewnym momencie okazuje się, że magazyn świeci pustkami i nie da się go tak szybko z powrotem napełnić. Potrzebny jest do tego czas na regenerację, odpoczynek. Bez niego każdy najmniejszy stres będzie wywoływał w nas furię powodując spustoszenie wokół. Może się też okazać, że coś pochłania nasze zasoby w zawrotnym tempie. Jeśli jest to praca, warto się zastanowić czy taki rodzaj wykonywanej pracy jest dla nas odpowiedni. Czy nie warto rozejrzeć się za czymś bardziej dostosowanym do naszego temperamentu. Czymś, co da nam więcej spokoju.

Tłumienie kontra wyrażanie złości

Czyli nasza pierwotna przypowieść o dwóch domach. Jeżeli wychowywaliśmy się w domu, gdzie uczucie złości uznawane było za coś ewidentnie złego. A wszelkie formy jego wyrażania karane, będziemy mieli skłonność do tłumienia i wypierania tego uczucia. I odwrotnie, jeśli agresja w domu była nagradzana uznamy ją jako coś społecznie akceptowalnego, że mamy prawo ją stosować. Istnieje wiele badań dotyczących tego, czy zdrowsze dla naszego zdrowia psychicznego jest tłumienie czy wrażanie złości. Część z nich opiera się nawet o rozważania Freuda. Każda ze stron ma w tym sporze wiele racji, ponieważ zarówno hamowanie się przed ekspresją wzburzenia, jak i emocjonalne katharsis jest dla nas szkodliwe.

Pierwsze może bowiem doprowadzić do skierowania negatywnej energii przeciwko nam – autodestrukcja, zaburzenia psychosomatyczne. Albo też paradoksalnie do wybuchów złości. Jak to mówią – w przyrodzie nic nie ginie – a kumulowanie w sobie negatywnych emocji może doprowadzić do „wyrzucenia ich z siebie” ze zdwojoną siłą. I to niekoniecznie w kierunku osoby, która pierwotnie doprowadziła do tego uczucia. Jak to często ma miejsce w przypadku rozładowywania negatywnych uczuć przyniesionych z pracy, na niezdającego sobie z niczego sprawy partnera.

„Uprawianie katharsis” w przypadku złości, może doprowadzić z kolei do scenariusza, gdzie utrwalenia się stałego schematu wybuchania gniewem, co także jest niekorzystne dla naszego zdrowia. Najlepiej jest więc nauczyć się konstruktywnego wyrażania złości w społecznie akceptowanych sposobach, na przykład sporcie. Wśród kobiet coraz bardziej powszechny staje się także kickboxing. Istnieje też możliwość wynajęcia pokoju przeznaczonego specjalnie na tę okoliczność. W środku znajdziemy kij baseballowy i całą masę rzeczy, którą jeśli tylko chcemy, możemy rozbić o ścianę.

Relacja lęku ze złością

Warto także zastanowić się nad tym, co konkretnie wywołuje w nas złość, a co powoduje chęć tłumienia go. Najczęściej doświadczamy złości wtedy, kiedy się boimy, kiedy coś nam zagraża. Jest to więc naturalna reakcja obronna wobec niebezpieczeństwa. Taki bowiem system został nam w spadku po naszych prehistorycznych przodkach, którzy musieli walczyć, aby przetrwać. Dziś mało jest wokół nas zagrożeń bezpośrednio dla naszego życia, najczęściej boimy się więc tego co stanowi zagrożenie dla psychicznej reprezentacji naszego „ja”, dla naszego poczucia własnej wartości, godności. Z tego samego powodu – strachu – tłumimy naszą złość w obawie przed społecznym odrzuceniem. Nikt przecież nie chce być w związku z kimś, kto ciągle nas atakuje. Doprowadzając tym samym do odtworzenia błędnego koła wybuchów i tłumienia złości.

Wyjście z tej sytuacji jest banalne w swojej prostocie, a zarazem trudne do wykonania. Wystarczy bowiem wziąć kilka głębokich oddechów i poczekać, aż emocja opadnie. A następnie zastanowić się nad tym co ją spowodowało. Czy nasz partner rzeczywiście chce nas zaatakować? Może warto go o to zapytać? Skonfrontowanie go z własnymi słowami może spowodować, że odrzuci wojenny topór i zrozumie, że wcale nie chciał tego powiedzieć, że nie to miał na myśli. Kłótnie są w naszym związku potrzebne, uczucia także (nawet te negatywne). Pierwsze pokazują, że wciąż nam na sobie zależy, a drugie nadają temu wszystkiemu smaku. Ważne jednak, aby umieć się kłócić i konstruktywnie wyrażać emocje.


Zobacz także

Jak spać prawidłowo, kiedy boli. Która pozycja pomoże ci uśmierzyć ból

Hanna Dunowska: „Kryzysy nie zdarzają się tak po prostu, bez przyczyny, chcą nas do czegoś przygotować albo od czegoś oderwać”. Jak wyjść z kryzysu?

Moja żona wybrała świat wirtualnej miłości, zamiast realnego życia. A co może być lepszego od kochającej rodziny i kochającego męża