Dom i wnętrze Lifestyle

Goście, goście. Czyli, dlaczego warto mieć w domu pojemne schowki

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
4 października 2015
For. iStock
 

Otwierasz rano oczy, zerkasz na zegarek i dociera do ciebie ta cudowna prawda – masz wolny dzień! Mąż zabrał dzieciaki do szkoły, szef w delegacji poza biurem więc zabrałaś trochę papierów do domu. To idealny moment na odpoczynek, powolny rozruch, ogarniesz później.

Niespieszny prysznic, kawa w ogrodzie, cisza, spokój… dzwonek telefonu- Cześć! Tu Marysia! Słuchaj, bo ja jestem w Warszawie na szkoleniu, skończyliśmy wcześniej, mogłabym wpaść na kawę! – Nooo cudnie – wpadnij – odpowiadasz nieprzytomnie a Twoją niepohamowaną radość mąci lekko obrazek, który widzisz dookoła siebie.

Nawet nie wstałaś, kiedy mąż dawał dzieciom śniadanie i wyprawiali się do szkoły, teraz tego żałujesz. Zmywarka pełna czystych naczyń, w zlewie i na blatach piętrzą się te brudne, ze śniadania i wczorajszej kolacji. Kot radośnie mrucząc siedzi i się oblizuje bo dopił resztkę mleka po dzieciach, w łazience armagedon wilgotnych ręczników i pasty do zębów w umywalce, na lustrze, na ścianie. No po prostu nic, tylko zaprosić tu Marysię, tą idealnie pedantyczną Marysię, która nawet książki ustawia „wg wzrostu”, myje i dezynfekuje podłogi dwa razy dziennie, mężowi rano robi kanapki z sałatą i warzywami, jedną ręką czesze córce warkocze, drugą miesza zdrową owsiankę a trzecią wyjmuje z piekarnika parujące muffiny bez glutenu i laktozy. Ta Marysia za chwile stanie w Twoich drzwiach i Twój obraz jako tako ogarniętej kobiety runie bezpowrotnie. Czujesz się jak filmowa Bridget dumająca jakie gacie wybrać na randkę.

Ale od czego pomysłowość i spryt!?

Od czego przewidywalność!? Może nie dasz rady zrobić pełnej dezynfekcji wg standardów Marysi ale przecież to Twój dom, doskonale wiesz, gdzie co wepchnąć aby, przynajmniej na czas wizyty, zniknęło z oczu. Wprawnym ruchem wykopujesz ze schowka w przedpokoju odkurzacz, sprzątasz tylko najpotrzebniejsze kąty, tam gdzie najbardziej rzuca się w oczy kocia sierść. Brudne gary ze zlewu – do piekarnika, to oczywiste. Talerze do zmywarki, a że tam już czyste były… trudno, umyją się drugi raz! Wilgotne ręczniki lądują w kufrze na czapki, przecież jest pusty, mamy lato! Stos koszul czekający na prasowanie zawsze da się wcisnąć do pojemnej szuflady w komodzie – fakt, zostawiania jednej z szuflad zawsze pustej był przemyślany. Teraz książeczki i zabawki. Ninja z klocków, świetlny miecz, piłka, auto na pilot… to wszystko wrzucasz do szafki pod telewizorem. Odkąd kasety VHS to prehistoria zawsze jest tam sporo wolnej przestrzeni. Jeszcze puste butelki po wczorajszej imprezie. Tu masz patent nad patenty. Pusta, drewniana skrzynka w kuchni, lekko odrapana z białej farby, wygląda naprawdę intrygująco, wręcz udając modne „vintage”. To Twój najlepszy, autorski pomysł. Buty z przedpokoju do wielkiego, wiklinowego kosza z pokrywą, nie na darmo zajmuje pół przedpokoju. Przewieszone przez poręcz schodów dwie dziecięce bluzy i płaszcz można wrzucić do pokoju gościnnego, tak, jak deskę do prasowania, która nie wiadomo dlaczego zajmuje niemal centralne miejsce w pokoju (czyżbyś aż tak często z niej korzystała!?)  

W tak zwanym miedzy czasie dzwoni Marysia, że jest już blisko.

Wbiegasz do łazienki, ciągniesz za sobą wilgotnego mopa, zawsze coś się przy okazji zmyje, jedna ręka zmywa z umywalki zaschniętą pastę do zębów, druga wprawnym ruchem związuje Twoje włosy w kucyk. Dwie, puste rolki po papierze toaletowym- do szafki, kuweta – za parawan, mop – do garażu. Przebiegając przez przedpokój strącasz stojące na stoliku perfumy, szlag! Trudno, nie ma czasu na rozpacz.

Dzwonek do drzwi… „Marysiu! Cudownie, że wpadłaś!”  Brakuje tylko zdmuchnięcia z czoła kosmyka niesfornych włosów. Kurtyna. Filmowa Bridget byłaby z Ciebie dumna.

Jest wieczór. Dzieci poszły spać obrażone, nie mogły znaleźć ani walecznego ninja ani miecza ani piłki. Mąż wściekły, bo gdzieś zniknęły jego ważne papiery a przecież pamięta, że tu kładł. Ty wykończona i na granicy płaczu, bo wychodząc Marysia zapytała gdzie kupiłaś ten cudowny odświeżacz powietrza a ty miałaś ochotę krzyknąć, że „u Diora!” I czemu ten kot tak miauczy?! … być może dlatego, ze schowałaś mu kuwetę?

Oto, do czego mogą przydać się wszelkie schowki i puste szuflady. Pamiętaj, albo jesteś perfekcyjna albo pomysłowa i przewidująca.


Dom i wnętrze Lifestyle

„Mamo, nie jestem już dzieckiem”. Poznasz to po pokoju

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
4 października 2015
Fot. iStock
 

Znasz tą euforię? Pierwsze dziecko, to znak, że w końcu trzeba będzie urządzić ten cudowny, pastelowo-cukierkowy, pierwszy pokoik czy chociaż kawałek kącika w waszej sypialni. Fantastycznie! Nie możesz się wprost doczekać! Co prawda po kliknięciu w dziesiątą stronę internetową i po dwunastym katalogu z tapetami dla niemowląt przestajesz już odróżniać kolory – bo tam nie ma kolorów – i zaczynasz się zastanawiać, czy te mdłości to aby na pewno spowodowane Twoim odmiennym stanem? Wzrok zaczyna wysyłać do mózgu sygnał „nie lubię budyniu” a Ty sama już w sumie nie wiesz, czy białe ściany i morelowe mebelki, czy miętowe ściany a łóżeczko w błękitach…? Prościej jest, jeśli spodziewasz się dziewczynki, wtedy wszystko jest oczywiste a kolor wydaje się być absolutnie bezdyskusyjny ufff.

I tak żyjecie sobie w tych pastelach ładnych kilka lat i zupełnie przegapiasz tą chwilę, kiedy dziecięce błękity zmieniają się w granaty, budyniowe róże w krzykliwe fuksje, aż pewnego dnia wchodzisz do tego „uroczego pokoiku” i widzisz obrażonego faceta leżącego na łóżku na tle czarnych ścian na których kredą wymalowane są angielskie przekleństwa. Swoją drogą, to ciekawe, że ma poprawkę z angielskiego, a ten konkretny rodzaj słownictwa wszedł do głowy jakoś tak automatycznie. W „pokoiku księżniczki” co prawda nadal stoi biurko ale chyba już nawet ty sama zapomniałaś w jakim celu. Zamiast zeszytów, ołówków i książek stoją tam teraz pudry, tusze i szminki a z ramek fotograficznych wystają jakieś twarze o błękitnych oczach i białych zębach, nawet nie wiesz, kim są.

I zgoda. Przestrzeń nastolatka powinna być absolutnie autorska. To ich świat. Niech taki będzie. Uczmy ich tego i szanujmy to. Co z tego, że ma czarne ściany? Ja tam nie sypiam. Co z tego, że na drzwiach wisi znak drogowy? W sumie to fajny pomysł, forma kreatywności, zaznaczenie własnej życiowej przestrzeni. OK mogliby sprzątać od czasu do czasu, racja. Mój syn osobisty, o zgrozo jeszcze NIE nastolatek, zafascynował się czarną farbą tablicową, chce teraz mieć ją wszędzie i pisać po wszystkim. Pomalowaliśmy szuflady komody na bieliznę, napisał na nich „gacie i skarpety” – jak dla mnie cudnie, byleby te gacie i te skarpety trafiały w te szuflady a nie pod łóżko.

Wkurza Cię Violetta, róż i cekiny… umówmy się, że koniki Pony i lalki Barbie też cię wkurzały ☺ wszystko jest tylko etapem przejściowym. Warto pokazywać dzieciakom, że sami mogą decydować o własnej przestrzeni w domu, że dobrze jest mieć własne zdanie, własny styl i poczucie estetyki, że warto eksperymentować a nie iść na skróty. Czy któryś kolega będzie miał kapsle zamiast uchwytów w szufladach? Starą, kreślarską deskę dziadka zamiast biurka z sieciówki? Metalowy kosz na śmieci w roli abażura? To dopiero będzie szał!

Eksperymentujcie i pozwalajcie eksperymentować. To twórcze! Nie bójcie się poszukiwać, przetrząsać strychów i piwnic w poszukiwaniu ciekawych, niebanalnych pomysłów. Nie bójcie się wychodzić poza stereotypy, słuchać dzieciaków, korzystać z ich pomysłów. Dzieci to fajni projektanci, ze świeżym umysłem, bez zahamowani. Wiecie ile ciekawych projektów może powstać z takich poszukiwań? Powodzenia.

 


Dom i wnętrze Lifestyle

Jak urządzić mieszkanie? Po swojemu. Kilka prostych rad

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
4 października 2015
Fot. iStock

Przeglądasz magazyn wnętrzarski i wzdychasz,  na widok zdjęć? Rozglądasz się dookoła i stwierdzasz, że u ciebie „nigdy nie będzie tak przytulnie i pięknie”… pewnie, że tak nie będzie, będzie inaczej!

Wyjaśnijmy podstawową sprawę

Mieszkanie w gazecie jest mieszkaniem „Pani Krystyny z Wrocławia”, „Pana Krzysztofa, stomatologa”, „ Małżeństwa z Danii”.  Twoje mieszkanie jest twoje, nie musi wyglądać podobnie. Skąd wiesz, jakie zwyczaje ma Pani Krystyna? Co w kuchni porabia zwykle Pan Krzysztof? Ile czasu spędza na tarasie małżeństwo z Danii? Tego nie wiesz. Wiesz za to, co ty lubisz robić najbardziej, czego potrzebuje twoja rodzina, jakie są wasze gusta – mniej lub więcej to wszystko wiesz. I tu jest sedno. Na tym się skup. Twoje wnętrze to ty a nie sąsiadka z czwartego piętra.

Pamiętam jak oglądałam pewnego razu cudownie sterylne, biało czarne mieszkanie „Pani Bożeny”. Pod zdjęciami, pięknymi, wystylizowanymi, z dusza i klimatem był taki podpis: „Pani Bożena to artystyczna dusza, po ciężkim dniu pracy lubi swój kolorowy, jedwabny szal zawiesić na oparciu krzesła, na klamce drzwi. W ten sposób każdego dnia tworzy wokół siebie nowe kompozycje kolorów i faktur.” Pomyślałam sobie wtedy – genialny pomysł! Jaki prosty i oczywisty! Idealny dla mnie, też jestem artystyczną duszą! Zapomniałam tylko o jednym. U mnie w domu to nie zadziała, a już na pewno efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Tak też się stało. Najpierw, przewieszony w artystycznym nieładzie szal, skomentował mąż – mówisz, że to ja nie chowam rzeczy do szafy, a to chyba twoje!? – potem młodszy syn wytarł sobie o niego rączki po kolacji, a na koniec, uradowany nowym „dyndadłem”, kot wbił w niego pazury. Tak szybko, jak  pomysł wdrożyłam w czyn, tak  szybko z niego zrezygnowałam. „Pani Bożena” miała już dorosłe dzieci, mieszkała sama, a o jej sterylne wnętrza zapewne każdego dnia dbała jakaś pani, mogła więc sobie na tych klamkach i oparciach powiesić co chciała i cieszyć odpoczywający wzrok powiewającym na wietrze jedwabiem. W moim domu były kufry na milion czapek i szalików, wieeelka skrzynia na „bylejakwrzucone” buty i parawan, żeby kociej kuwety nie było widać w łazience.

Pamiętajcie, wnętrze jest wasze i jest dla was

Nie układajcie białych kafli w przedpokoju, jeśli mieszka z wami zwierzak, nie kupujcie białych kanap, jeśli macie dzieci i męża (ja to napisałam?) nie rezygnujcie z cudownie praktycznych i zmywalnych kafelków nad kuchennym blatem, jeśli wasz mąż ma ambicje zostać kolejnym MasterTopPiekielnymSzefemKuchni, nie kładźcie wykładzin i dywanów, jeżeli zamierzacie przygarnąć szczeniaka, a zimnych marmurów, jeśli macie raczkujące niemowlę lub kłopoty z nerkami :). Słowem – skrójcie wnętrza na swoją miarę, według własnych potrzeb i własnego gustu. To ważne, a chyba zbyt często o tym zapominamy lub wolimy powielać niż kreować. Najłatwiej jest zgapić od sąsiada, tylko potem, przechadzając się wieczorem po osiedlu, dziwimy się, jak wielu sąsiadom podobał się żyrandol-papierowa kula, i jak wielu uznało, że zaszaleją i pomalują ścianę w salonie na pomarańczowo, choć w głębi serca woleliby zielony.

Nie każdy rzecz jasna może być architektem. ale absolutnie każdy może użyć wyobraźni, może spróbować stworzyć swoją własną przestrzeń. Bo kto zna Cię lepiej, niż Ty sama? I komu w końcu ma się to podobać?

 


Zobacz także

Jak u diabła przetrwać ten piłkoszał?!

Który z obrazków nie przedstawia rodziny? Zrób test i sprawdź co mówią o tobie twoje spostrzeżenia

Dlaczego najczęściej zakochujemy się i romansujemy z kolegami z pracy? Naukowcy wyjaśniają