Lifestyle Psychologia

Gdybyś miała spakować swoje życie do jednej walizki… co bym tam znalazła?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
19 maja 2016
Fot. iStock / South_agency
 

Myśleliście kiedyś jakby to było: spakować swoje życie do jednej walizki? Wybrać tylko to, co naprawdę nam się przyda, tam, daleko? Na przykład gdzieś na innym kontynencie, kiedy trzeba będzie oddalić się w nie do końca „wiadome”, bez możliwości powrotu tu, gdzie było bezpiecznie, bo znajomo? Z czym najtrudniej byłoby wam się rozstać, co zostawicie z chęcią tutaj, zamykając tym samym bolesne rozdziały? Co położycie na samym dnie, by mieć pewność, że nie zginie? Co pozwoli wam zacząć wszystko na nowo?

Ja z pewnością zabrałabym ze sobą:

Ukochaną książkę

Bo czytanie ukochanej książki jest jak powrót do domu. Póki nie będę mogła nazwać tego nowego miejsca, gdzieś tam daleko „domem”, karty ukochanej powieści pozwolą mi się czuć mniej „obco”.

Swoje zdjęcie

Nieważne jak będę na nim wyglądać, ale ważne kiedy zostało zrobione. Najlepiej wtedy, kiedy właśnie pokonałam jakiś osobisty kryzys, kiedy udało mi się wyjść na prostą. To zdjęcie będzie mi przypominać, że jestem silna, że dam radę i podniosę się z każdej porażki.

Rysunki moich dzieci

Żeby, gdziekolwiek się znajdę, pamiętać jak cudowną istotą jest człowiek, kiedy jeszcze nie ma za sobą całego życiowego bagażu doświadczeń, rozczarowań. Dziecięce spojrzenie na świat, ta wizja rzeczywistości bywa cudowną odtrutką na nabyty przez nas, dorosłych sarkazm i znudzenie powtarzalnością ludzkich charakterów i błędów. Na większości z tych obrazków mocno świeci uśmiechnięte słońce, a dzieci z ufnością wyciągają ręce do rodziców. Czy da się tę ufność odtworzyć, skorzystać z niej przy budowaniu relacji gdzieś, gdzie nas nie znają, gdzie sami nie wiemy czego się spodziewać?

Zapachy i smaki

Włożę je w przegródkę „wspomnienia”, żeby nie zabrały za wiele miejsca. Po co mi zapachy i smaki? Żebym pamiętała o drobnych przyjemnościach. O tym jak to jest umoczyć usta w ulubionym, czerwonym winie. Albo podjadać po kryjomu całkiem zwyczajne, domowe racuchy. Żebym nie straciła pasji do odkrywania „nowego” i ciekawości tego, co inne, orientalne, egzotyczne.

Nie wezmę prawie nic materialnego

Życie pokazało mi przecież nie raz, że w obliczu prawdziwie trudnych sytuacji albo osobistych tragedii, rzeczy materialne nie są żadną pociechą. Zapakuję wygodne ciuchy, takie w których czuję się pewna siebie i buty, które nie obcierają pięt. Żadne tam szpilki i obcasy. Zaczynanie na nowo to ciężka praca, musi być przede wszystkim komfortowo. Komputer? Tak, niech będzie moim łącznikiem z bliskimi i przyjaciółmi, których zostawię tutaj.

Zostawię żale i pretensje, uczucie zawodu i dawne smutki

Na cóż mi one w nowym życiu? Czy z nimi byłoby ono naprawdę nowe? Chce dobrze wykorzystać swoją szansę, nie mogę pozwolić by przeszłość blokowała mi możliwość „odrodzenia”.

Pozostałe rzeczy nie zajmą mi miejsca w walizce

Mam je ze sobą już teraz. To miłość bliskich i troska o to, jak sobie poradzę. Modlitwa tych, którzy wierzą i dobre myśli pozostałych. Wszystkie ciepłe słowa i wspólne przeżycia, które składały się na wspólne, szczęśliwe chwile. To taki niewidzialny bagaż, ogromny zastrzyk energii. Bardziej plecak niż walizka. Bardziej w sercu niż w dłoni.

Nie wezmę ze sobą wiele. Po co dźwigać za sobą, gdzieś gdzie zacznę wszystko od początku, gdzie za chwilę znów zacznę gromadzić rzeczy, uczucia, wspomnienia? Chciałabym tylko nie zapomnieć kim jestem i nie zagubić tego wszystkiego, czego dowiedziałam się o sobie.  Ale na razie, zostaję jeszcze na chwilę tutaj.


Lifestyle Psychologia

Zaprzyjaźnij się z byłą swojego męża. Zyskasz więcej niż stracisz

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
24 maja 2016
Fot. iStock / Halfpoint
 

Bartek był z Kasią cztery lata. Nie na tyle długo, by zdecydować o wspólnej przyszłości lecz wystarczająco długo by zgromadzić całą masę wspólnych wspomnień, przyzwyczaić się do siebie, zaprzyjaźnić, zbliżyć, a na końcu znudzić sobą. Potem w życiu Bartka pojawiła się Ania i okazało się, że są takie osoby, którymi nie znudzisz się nigdy.

Problemy zaczęły się wtedy, gdy Kasia ponownie zawitała w życiu Bartka, wówczas już przykładnego i szczęśliwego męża Ani.  Żadnych tam niemoralnych propozycji, chęci powrotów albo przynajmniej zepsucia czegoś w związku byłego partnera. Zwykła próba odnowienia kontaktu z dobrym przyjacielem i chęć zyskania nowej znajomej w postaci jego żony.

Niestety Anka zareagowała podejrzliwie i nerwowo. Być może to przez negatywne doświadczenia (kiedyś chłopak zostawił ją dla swojej byłej), może dlatego, że do głowy nawbijano jej, że w przypadku przyjaciółek męża należy zachować szczególną ostrożność. Mur stanął od razu, pierwsza próba kontaktu ze strony Kasi (podczas imprezy u wspólnych znajomych) została odparta chłodem i koncertowym lekceważeniem. A mąż (Bartek) otrzymał zakaz kontaktów z Kasią innych niż w obecności żony. Koleżanki nie dziwiły się (dodatkowo Kasia była ciągle „niesparowana”, więc potencjalnie niebezpieczna), koledzy pośmiali, po czym między sobą przyznali, że z całą pewnością ich partnerki zachowałyby się w identyczny sposób. Miesiące mijały, Ania zazdrośnie przeglądała stare zdjęcia z wakacji Kasi i Bartka , kiedy  jeszcze wcale nie był jej mężem, a oficjalnie udawała, że cała ta sytuacja „w ogóle jej nie rusza”.

Przełom nastąpił po pierwszej poważnej awanturze małżeńskiej, dotyczącej zaniedbywania żony oraz niechęci do po partnersku porozdzielanych obowiązków domowych. A poza tym okazało się, że Bartek potrafi być chamski i nieczuły. Anka, wściekła i zalana łzami usiadła w kafejce pod blokiem (rozmazanym tuszem przyciągając oczywiście uwagę nie tylko personelu, ale i popijających swoje latte bywalców lokalu). I tak jej myśli ruszyły następującym torem:

On się w ogóle nie nadaje do związku. Mógłby sobie sam żyć do cholery, a te brudy do mamusi wozić, a wieczorami leżeć na kanapie. Albo grać w te swoje gry.

Dlaczego ja wcześniej nie zauważyłam, że jest taki egocentryczny?!

Wcale nie jest taki przystojny, zwłaszcza jak się przebiera w te dresy do biegania. Ha, ha po co on je zakłada, ostatnio biegał chyba przed ślubem. Co się stało z jego zgrabna figurą?!

Jak ona z nim, u diabła, wytrzymała całe cztery lata (my jesteśmy małżeństwem tylko rok, a znamy się dwa i pół)?!

Szczerze mówiąc to nawet jej współczuję. Przeżyła swoje. Nic dziwnego, że jest sama.

Ciekawe, czy ona też mi czasem współczuje kiedy o nas myśli. Ale ja głupia jestem, ona pewnie wcale o nas nie myśli. Ma ciekawsze tematy. Właściwie to nawet wygląda sympatycznie.

W tym właśnie momencie narodziło się coś w rodzaju zalążka zgody na damskie porozumienie ponad podziałami. Ania uspokajała się stopniowo dopijając swoją zieloną herbatę. Pogryzając wypasiony sernik podjęła decyzję o zawieszeniu broni (albo też raczej zawieszeniu akcji bojkotowania). Nie w stosunku do męża, rzecz jasna, ale w stosunku do Kasi. Co ją do tego skłoniło? Zdaniem przyjaciółek, wewnętrzne poczucie, że nie ma o co kopii kruszyć. No i trzeba przyznać, że Bartek, nie pozbawiony cech wyprowadzających z równowagi, „odidealizowany” i rzeczywisty przestał się również jawić jako cudowne trofeum, którego trzeba strzec i pilnować, gdyby przypadkiem była narzeczona zechciałaby znowu po nie sięgnąć. W pewnych chwilach można było nawet „życzyć go” co mniej lubianym koleżankom ;).

Przy następnej towarzyskiej okazji Anka podeszła więc do Kasi z uśmiechem i zagadnęła od tak, na luzie. Tak jak się spodziewała, Kaśka okazała się całkiem miłą, fajną dziewczyną, w dodatku taktownie omijającą temat związkowych perypetii z Bartkiem. Nić porozumienia została związana, panie zostały bardzo dobrymi znajomymi. Jedynie Bartek patrzył na ich relację podejrzliwie. No bo czy to normalne by była narzeczona przyjaźniła się z obecną żoną? 😉


Lifestyle Psychologia

Stara miłość nie rdzewieje…

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
18 maja 2016
Stara miłość nie rdzewieje
Fot. iStock / South_agency

Odnaleźli się po latach. Oboje w stałych związkach. On miał z żoną dziecko, mieszkanie na kredyt i nadzieję na spokojną przyszłość razem. Ona właśnie się zaręczyła, była szczęśliwa i zakochana. Myślała o wyjeździe za granicę. Z narzeczonym, oczywiście.

Impuls, ukłucie w sercu, poczucie jakby cały świat stanął w miejscu. I to pulsowanie w skroniach, przyspieszony oddech. A przed oczami obrazy: pierwsze wakacje, pierwsze wspólnie wynajęte mieszkanie. Wyjazdy do jego rodziców i narty w Szczyrku. Tyle zapamiętała z momentu, w którym zobaczyła go ponownie, 6 lat po rozstaniu. Jeszcze tylko to diabelne pytanie: czy podejść? Wyręczył ją. Podszedł pierwszy.

– Gdybym mogła cofnąć czas – mówi D. – odwróciłabym się i pobiegła jak najdalej. Dlaczego? Bo fakt, że J. ponownie stanął na jej drodze skomplikował wszystko. Dosłownie wszystko. Przynajmniej w jej życiu. Uczucie odżyło. Najpierw to były tylko emocje. Żal (że on ma obrączkę na palcu, że w torbie niósł paczkę pieluch), zachwyt (że wygląda jeszcze lepiej niż kiedyś, że zmężniał, świetnie mu z tą brodą), rozpacz (że nie umalowała się dziś starannie, że przełożyła wczorajsze farbowanie włosów).

Rozmowa? Był serdeczny (radość), uściskał ją (znów żal – to był wyraźnie przyjacielski uścisk). Nie zaprosił na kawę, nie zapytał o numer telefonu. Spytał tylko, co u niej, jakie zmiany w życiu i pogratulował pierścionka. Powiedział, że właśnie wprowadzili się z żoną do mieszkania na sąsiednim osiedlu. A potem pożegnał się jak z dobrą przyjaciółką.

Czego właściwie się spodziewała? Więc chciałaby wiedzieć, czy i on poczuł na jej widok to ukłucie i jakby rozlewające się w środku zimno. Najwyraźniej jednak nie poczuł. Odszedł sobie do tej swojej żony i niemowlęcia od pieluch. D. za to wróciła do domu jak w transie. Na próżno K. (narzeczony) martwił się i pytał, czy chora, czy coś się stało, czy może szefowa znowu robi problemy z  projektem. „Nie, nie” – usłyszał tylko i odpuścił na wyraźną prośbę, że chce być sama. Pocałował ją w głowę (nie, no naprawdę mógłby sobie w TAKIM momencie odpuścić te czułości, już i tak czuła się idiotycznie) i wyszedł pobiegać z psem. A ona usiadła do komputera. Drżącymi palcami wystukiwała w wyszukiwarkach jego imię i nazwisko.

Chłonęła każdą informację jaką znalazła. Zazdrośnie przeglądała zdjęcia. Nie było ich dużo: kilka z urlopów, jedno ze ślubu, jedno przedstawiające J. całującego niemowlęcą rączkę. Jakie to wszystko było dziwne: patrzeć na niego, niegdyś tak bliskiego, jedynego, teraz kiedy już nie należy do niej. Kiedy swoją historię pisze z kimś innym i ona absolutnie nie ma na to żadnego wpływu.

Dziwne, bardzo nieprzyjemne uczucie, patrzeć na ICH ślubną fotografię. I na nią, tę jego żonę. D. rozpaczliwie starała się znaleźć w jej twarzy czy figurze jakiś mankament. Nie udało się, dziewczyna wyglądała na bardzo sympatyczną osobę. D. postanowiła więc po prostu jej nie lubić. Wyłączyła komputer, nalała sobie kieliszek wina. Kiedy K. wrócił do domu i zaniepokojony przyszedł dopytać jak ona się czuje, udała, że śpi. Ale tej nocy nie zmrużyła oka. Była pewna, że znów kocha. A może nigdy nie przestała kochać, chociaż to ona zdecydowała o rozstaniu? Przez następny tydzień rozważała wszystkie „za i przeciw” odnowieniu kontaktu z J. . Myśli o K. odrzucała. Drażnił ją, przeszkadzał bez wyrzutów sumienia myśleć o J.. Już nie był tym najwspanialszym, jedynym.

Kubeł zimnej wody nastąpił ósmego dnia. Zobaczyła J. z żoną i dzieckiem, w parku. Uśmiechnęła się szeroko, wymieniła uściski dłoni i dojrzała w jego spojrzeniu na żonę czułość z jaką na nią, na D. nigdy nie patrzył. A może patrzył, ale bardzo dawno temu. Odeszła szybko. W domu rozpłakała się w sypialni. K. nie pytał o nic. Przytulił ją tylko mocno i głaskał po głowie (cholera, czy on musi być taki dobry?!). Miesiąc później D. odwołała ślub.

Stara miłość nie rdzewieje? Nie róbmy z tej „ludowej mądrości” zasady. Może nie chodzi tutaj tyle o uczucie, co wspomnienie o nim? O sentyment za czasem, kiedy być może nie mieliśmy jeszcze za sobą tylu życiowych rozczarowań. O idealną wizję przeszłości, za którą czasem skrycie tęsknimy? Powiecie pewnie, że związkowi, w którym nie brakuje miłości, akceptacji i zrozumienia nic nie zagrozi, nic go nie rozbije.  Prawda jest jednak taka, że pewnych emocji nie da się przewidzieć. Tak uważa D., która była pewna, że nic nie rozdzieli jej z narzeczonym, że jej miłość do niego jest jak skała. Dziś, dwa lata po tym wydarzeniu znowu jest z K. ale, jak mówi, potrzebowała czasu by na dobre wyleczyć się z poprzedniej miłości, zamknąć ten rozdział definitywnie.