Lifestyle

Droga przyjaciółko, to były nasz ostatnie wspólne wakacje! Odchodzę nie bez żalu. Dopiekłaś mi do żywego. Nie chcę tego czuć już nigdy więcej!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 września 2021
fot. princigalli/iStock
 

Przeżyłyśmy razem tak wiele. Kiedy to wspominam, serce mi się kraje. Dlaczego tak długo nie potrafiłam cię zostawić? Dlaczego tak długo znosiłam twoje przykre zachowania? Dlatego, że mam wspomnienia, kiedy wielokrotnie w przeszłości uratowałaś mi życie. Nie, nie przesadzam… życie. Masz tyle przymiotów, że chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak cudowną osobą potrafisz być. Znamy się przecież od liceum. Ile to już będzie? Pewnie z 20 lat, albo nawet odrobinę dłużej.

Pisząc to wszystko, mam łzy w oczach. Serio! Wspomnienia są tak barwne. Pamiętam, jak w liceum poszłyśmy razem w góry. Byłyśmy 17-letnimi, małymi, niedojrzałymi wariatkami. Ty miałaś na nogach jakieś włoskie rozpadające się buty, a ja kurtkę podszytą wiatrem. Obok nas zeszła lawina. Wtedy pierwszy raz otarłam się pewnie o śmierć. Przeżyłyśmy tę wycieczkę razem i nigdy już tak głupie nie byłyśmy. Potem ty zakochałaś się w jakimś chłopaku, a on cię rzucił, jakbyś była zwykłym śmieciem. Przyszłam do ciebie do maleńkiego mieszkanka, które wynajmowałaś na peryferiach warszawskiego Bemowa. Było tak ciemno, było tak cicho i ty byłaś wtedy strzępem człowieka. Starałam się jakoś pomóc, ale pamiętam to jak przez mgłę. Wtedy nie wiedziałyśmy obie, że masz depresję. Po prostu wydawało nam się, że tak cierpi się po nieszczęśliwej miłości.

Próbuję pozbierać myśli, by przypomnieć sobie, ile razy uratowałaś mi życie. Za każdym razem, gdy rozstawałam się z jakimś chłopakiem, jako jedyna do mnie przyjeżdżałaś. Zawsze miałaś czas. Cudownie mnie wtedy wspierałaś. Pamiętam, że nigdy nie musiałam przejmować się, czy mam posprzątane, czy ty dobrze się u mnie czujesz, czy nie wyglądam na zbyt potarganą i czy sprostałam jako gospodyni. Stałyśmy w drzwiach balkonu i paliłyśmy papierosy i gadałyśmy o życiu. Tak normalnie, zwyczajnie na luzie. Wtedy jeszcze nie bałam się mówić przy tobie tego, co myślę.

Zawsze też rozumiałaś to, że krucho u mnie z kasą. Pożyczałaś mi pieniądze i nigdy nie pytałaś, kiedy je zwrócę. Zwracałam, jak miałam. Potrafiłaś słuchać, a ja nie musiałam się martwić tym, że zasmucam cię jeszcze bardziej, że zarażam nostalgią albo obciążam problemami. To była przyjaźń. Najprawdziwsza. Nigdy nie zdradziłaś moich sekretów, zawsze wiedziałam, że jeśli powierzę ci najintymniejszą tajemnicę, to wrzucam ją jakby do studni. Nikt się nie dowie i wiem, że tak będzie i że to nigdy się nie zmieni. Dziękuję ci za ten komfort.

Najlepiej pamiętam jednak ostatnie pięć lat. Kiedy rozwiodłam się z mężem, zrobiłaś dla mnie najlepszą rzecz z możliwych. Dołączyłaś mnie na Facebooku do grupy starych znajomych jeszcze z czasów studiów. Dzięki temu zyskałam cudowną grupę kobiet, z którymi zaniedbałam kontakt i z którymi teraz już zawsze mogę: iść na piwo, pogadać, pośmiać się, obejrzeć film w kinie. Tak, znowu uratowałaś mi życie, bo wtedy czułam się tak samotna, jak nigdy przedtem.

A potem powiedziałam coś, co dosłownie zniszczyło naszą przyjaźń. Pamiętam ten wieczór jak dziś. Umówiłyśmy się na spacer. Byłaś na mnie zła, mówiłaś, że potrącam cię łokciem. Kipiałaś złością. Poszłyśmy razem na piwo i ja chyba wypiłam o jedno za dużo. Postanowiłam ci powiedzieć coś (przyrzekam, naprawdę w dobrej wierze!) o twoich relacjach z mężczyznami. Dlaczego ci się nie układają? Nie wiem, co mnie naszło, ale powiedziałam, że: „Za dużo pijesz alkoholu i  szukasz księcia z bajki, a nie dajesz szansy tym mniej atrakcyjnym i bardziej zwyczajnym”. Przepraszam cię za to! Pewnie mogłam być bardziej delikatna. Pewnie powiedziałam coś jeszcze, czego nie pamiętam. Musiało cię to zaboleć, bo wściekłaś się i zerwałaś ze mną kontakt na rok. Nie odpisywałaś na SMS-y, nie odbierałaś telefonów i nie dawałaś szansy, by to jakoś załagodzić.

Po roku milczenia pomału udawało nam się odbudować naszą relację. Znów wyjechałyśmy razem na wakacje. Jedne z najgorszych w moim życiu! Ze zdumieniem patrzyłam na ciebie i po prostu cię nie poznawałam. Mówiłaś mi, że nie chcesz słuchać opowieści o moich smutkach, że chcesz się tylko śmiać i bawić, bo po to jest urlop. Starałam się unikać więc takich tematów, które sprawiałaby ci przykrość. Gryzłam się w język, bo bałam się, że znów będę nieostrożna i zwyczajnie cię zranię. Wyraźnie też czułam, jak bardzo cię irytuję, działam na nerwy i że nie jestem taką koleżanką, z jaką chciałabyś spędzać czas błogiego relaksu. Na każdym kroku mówiłaś mi, że coś robię nie tak. Upominałaś, że za dużo jem, sztorcowałaś, że nie umiem się bawić, niby uprzejmie prosiłaś, bym podczas urlopu nie rozmawiała z innymi osobami na tematy, które uznałaś za irytujące. Wakacje dla nas obu zamienił się w upiorny czas. Ja sztywna pilnowałam, by cię nie urazić, usuwałam się z pola widzenia, bo nie chciałam awantur. A ciebie jakby to dodatkowo napędzało do dalszych przykrości. Marzyłam tylko o powrocie do domu, by odpocząć, by znów być sobą i wrócić do ludzi, którzy mnie akceptują. Doskonale wiem, co się podczas tych wakacji ze mną działo. Poruszyłaś we mnie te wszystkie struny, o których nie pamiętam już pewnie od co najmniej trzydziestu lat. Znów czułam się tą małą dziewczynką, z której mama nigdy nie była zadowolona. Znów czułam się tym dzieckiem, któremu ojciec wyrywał kartki z zeszytu, by pisała równiuteńko. Nie potrafiłam ci się przeciwstawić.

To w sumie dziwne, bo od wielu lat te emocje już do mnie nie wracały. Jestem dorosłą kobietą, która potrafi mówić „nie” i walczyć o swoje. Gdybyś nie była taka dla mnie ważna, powiedziałabym: „Bujaj się!” i spakowałabym manatki i wróciłabym do domu. A ja zupełnie jak w dzieciństwie… zamarłam i czekałam aż wakacje dobiegną końca. Nigdy więcej nie chcę się już tak czuć!

Pewnie wszyscy, którzy teraz to czytają, mają jedną myśl: „Dlaczego nie spróbowałyśmy porozmawiać? Pogodzić się? Wszystko sobie wyjaśnić?” Przecież nie wyrządziłyśmy sobie jakiegoś wielkiego świństwa. Jednak ty i ja wiemy najlepiej, że próbowałyśmy i nic z tych rozmów nie wynikało. Nie przyniosły one nam ulgi. Trudno się z tym pogodzić, ale może po prostu… musimy. To koniec! Żegnaj moja przyjaciółko! Uratowałaś mi życie nie raz. Dziękuję ci za to i przepraszam za przykrości. Muszę jednak nauczyć się odchodzić. Przyjaźni też nie da się zatrzymać na siłę.


Lifestyle

Waleriana (kozłek lekarski) na uspokojenie i nie tylko. W czym jeszcze może pomóc to wartościowe zioło?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 września 2021
waleriana kozłek lekarski
Fot. iStock
 

Waleriana (kozłek lekarski) to zioło, które znane jest głównie z działania uspokajającego. Stosuje się ją w stanach zdenerwowania i napięcia emocjonalnego, a także przy problemach z zasypianiem. Waleriana jest naturalnym wsparciem nie tylko w powyższych sytuacjach. Warto wiedzieć, kiedy jeszcze można sięgnąć po walerianę? Jakie właściwości ma kozłek lekarski i jak go stosować?

Waleriana (kozłek lekarski) — krótka charakterystyka

Kozłek lekarski (Valeriana officinalis), czyli dobrze znana wszystkim waleriana, to zioło, którego korzenie i kłącza są surowcami leczniczymi, uznanymi zarówno przez medycynę ludową, jak i konwencjonalną. Kozłek lekarski naturalnie występuje w Europie, Azji i Ameryce Północnej, w Japonii i Mandżurii. Można go znaleźć także w Polsce, gdzie porasta zarośla, wilgotne łąki i torfowiska. Bylina ta dorasta do 2 m wysokości, charakteryzuje się pustą w środku łodygą, oraz wielokwiatowym, baldachokształtnym kwiatostanem. Jej niewielkie kwiaty są białe lub bladoróżowe, wydzielające aromat. Korzeń i kłącze waleriany można suszyć w temperaturze do 35 º C. Wyższe temperatury unicestwiają substancje aktywne, a zioło traci cenne właściwości.

Na bazie kozłka lekarskiego wytwarzane są środki na wyciągach alkoholowych lub wodnych. Bardziej cenione jest pierwsze rozwiązanie, ponieważ składniki aktywne waleriany (olejek eteryczny, walepotriaty) znacznie lepiej rozpuszczają się lepiej w alkoholu niż w wodzie.

waleriana kozłek lekarski

Fot. iStock/Waleriana

Waleriana — właściwości kozłka lekarskiego 

Właściwości lecznice waleriany wynikają z jej składu. Obecne są w nim walepotriaty, kwas walerenowy i walerenon, a także flawonoidy (6-metyloapigenina i 2S-(-)-hesperydyna). Substancje te wpływają na uspokojenie ośrodkowego układu nerwowego. Kozłek lekarski wspiera uwalnianie kwasu GABA z zakończeń nerwowych, co podnosi jej stężenie w układzie nerwowym. Kwas GABA, czyli kwas gamma-aminomasłowy, to jeden z najważniejszych neuroprzekaźników, kluczowy dla prawidłowego przebiegu procesów wypoczynku i regeneracji organizmu.

Przeprowadzono wiele badań dotyczących skuteczności waleriany. W jednym z nich stwierdzono, że wyciąg z waleriany wykazuje działanie podobne do działania diazepamu będącego substancją czynną leków psychotropowych. Badania wykazały również, że leczenie diazepamem, podobnie jak wyciągiem z kozłka, wpływa na spadek czynnika psychicznego na Skali Lęku (Depresji) Hamiltona, stosowanej przez lekarzy pierwszego kontaktu do wstępnej diagnozy objawów depresyjnych.

Waleriana jest cenionym wsparciem w stanach pobudzenia emocjonalnego oraz motorycznego, w zaburzeniach snu, nerwicach wegetatywnych, w stanach lękowych. Stosuje się ją także przy problemach ze skurczami w obrębie układu pokarmowego, moczowego i naczyń obwodowych.

waleriana kozłek lekarski

Fot. iStock/Korzeń waleriany

Waleriana na sen

Waleriana jest ziołem stosowanym tradycyjnie na problemy z zasypianiem i jakością snu. Jej działanie prawdopodobnie wynika z faktu, że  zmniejsza ona zapotrzebowania komórek nerwowych na glukozę, co wspiera zahamowanie aktywności organizmu i wzmacnia potrzebę snu.

Na pracę układu pokarmowego

Waleriana działa również rozkurczowo, dlatego znalazła zastosowanie w łagodzeniu skurczów żołądka. Wspiera również wydzielanie śliny i soków żołądkowych, co usprawnia proces trawienia. Wykazuje ponadto działanie wiatropędne.

Na bolesną miesiączkę

W medycynie naturalnej waleriana stosowana jest w łagodzeniu comiesięcznych kobiecych dolegliwości. Ponieważ wykazuje ona działanie rozkurczowe na mięśnie gładkie, można ją stosować, by zmniejszyć bóle skurczowe towarzyszące miesiączce. Waleriana polecana jest również w przypadku występowania zespołu napięcia przedmiesiączkowego, oraz podczas menopauzy, jako środek łagodzący napięcie emocjonalne.

Jak stosować walerianę? 

Waleriana to bezpieczne zioło, o ile stosuje się ją zgodnie z zaleceniami. Należy przestrzegać właściwych dawek preparatu i przyjmować go przez okres nie dłuższy niż miesiąc. Po tym czasie należy zrobić 14-dniową przerwę, i następnie można wrócić do przyjmowania waleriany.

Jak przygotować walerianę do spożycia? Napar z waleriany powstaje przez zalanie i zaparzanie 1 łyżeczki korzenia kozłka 1 filiżanką wrzącej wody (ok. 150 ml). Napar należy trzymać pod przykryciem maksymalnie 15 minut. Po przecedzeniu  napar można pić 3 razy dziennie po 1 filiżance.

waleriana kozłek lekarski

Fot. iStock/Waleriana (kozłek lekarski)

Waleriana — przeciwwskazania i skutki uboczne

Zbyt długie stosowanie waleriany, bez wykorzystywania przerwy, lub też wypijanie jej w nadmiarze, może prowadzić działań niepożądanych. W konsekwencji mogą pojawić się: problemy trawienne, mdłości, bóle głowy, zaburzenia wzroku, palpitacje serca. Innymi negatywnymi efektami przyjmowania waleriany może być nadpobudliwość lub bezsenność. Wystąpić także mogą reakcje alergiczne. Powyższe skutki uboczne praktycznie nie występują przy prawidłowym stosowaniu waleriany.

Należy pamiętać, że waleriana nie powinna być łączona z:

  • lekami przeciwhistaminowymi, zwiotczającymi mięśnie,  stosowanymi w leczeniu chorób psychicznych, uspokajającymi, nasennymi, antynapadowymi;
  • z lekami stosowanymi przez anestezjologów w trakcie zabiegów i operacji, dlatego nie należy stosować waleriany przed operacją w znieczuleniu ogólnym;
  • środkami odurzającymi, alkoholem.

Osoby cierpiące na nowotwory oraz przyjmujące leki innego rodzaju, powinny zastosowanie waleriany skonsultować z lekarzem prowadzącym.

Waleriana nie jest polecana kobietom w ciąży lub karmiącym piersią. Nie powinno się jej podawać dzieciom do 12. roku życia. Ostrożność  należy zachować w przypadku osób w podeszłym wieku, ponieważ mogą wystąpić u nich  zawroty głowy po przebudzeniu, omdlenia, oraz zaburzenia świadomości. Również osoby kierujące pojazdami lub obsługujące urządzenia mechaniczne, powinny unikać zastosowania waleriany.

FB/ohmepl


źródło: www.poradnikzdrowie.pl,  www.labofarm.pl 

 


Lifestyle

„Przestańcie nas, k…., non stop oceniać. Pomyślcie, co wy możecie zrobić dla nas. To na ogół tak działa: miłość rodzi miłość, akceptację akceptację, uwaga uwagę”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 września 2021
fot. Stockcrafter/iStock

– Poniedziałek, godzina wczesna, przedpołudnie. Siedzę w kawiarni z komputerem – plusy pracy zdalnej. Przy stoliku obok siedzą dziewczyny. W moim wieku, na oko. Zamawiają śniadania, kawy, ciastka i gadają. Gadają, gadają. Na początku nie słucham, ale rozkręcają się wyraźnie i już nie da się nie słyszeć… Problem? Faceci. Wnioskuję, że to już długie związki, jeden w trakcie rozwodu. No i okazuje się, że goście są jacyś beznadziejni, uwierzycie? Wszystko źle! W łóżku nuda, ubiera się wieśniacko, w robocie go nie szanują, nie myśli o oświadczynach, a zresztą, z jego gustem to lepiej tego pierścionka nie oglądać, na wakacje to by tylko na Mazury jeździł – pisze w liście do redakcji Szymon. – Ale wiecie co..?

Jak byś się czuła, wiedząc, że gadam z kumplami o tym, jak sobie radzisz w łóżku?!

Chciałabyś być bohaterką takiej rozmowy? To spoko, że znajomi będą później przy każdej okazji patrzeć na ciebie już przez jej pryzmat? Że sięnna bank komuś po pijaku wymsknie jakiś jej szczegół? Serio? Zresztą, czy to nie jest naruszanie intymności? Zresztą,  to serio okropne uczucie.

Moja eks opowiadała koleżankom ze szczegółami jaki beznadziejny seks ze mną miała.

Byłem zaskoczony, bo kiedy byliśmy razem, nie narzekała. Mówiła, że jwst super.

O co zatem chodzi? O to, że zerwałem, czy że jest nieszczera. Co zresztą skleśla ją jako partnerkę.

Czy wy myślicie, że my plotkujemy, jakimi beznadziejnymi kochankami bywacie? Nie, nie robimy tego. Może wreszcie o tym pogadajmy, bo męcząca jest moda na wytykanie nam błędów. Po co?

Normalny facet zaczyna się bać chodzenia do łóżka, bo seks bywa jak groźna lekcja edukacji seksualnej: „Nie, nie tak, ja pokażę”, „Nie ugniataj” „Jezu, co ty robisz?”.

Jeśli myślicie, że fajnie jest uprawiać seks z surową nauczycielką, to się mylicie. Wszystko można powiedzieć, każdy zaangażowany facet zrobi wiele, by jego kobieta była zadowolona, ale sorry – komendy, pouczenia nie są łatwe. Teraz odwróćmy role. Bzykam się z kobietą i mówię jej: za szybko, weź głębiej, Jezu, to boli, co wyrabiasz? Jakbyście się czuły? Mówię o surowym, oceniającym tonie, a nie o sytuacji, gdy ludzie się uczą siebie wzajemnie.

Wybieramy kobiety, które nas akceptują. Co jest w tym złego? Wy też takich mężczyzn szukacie

Mówicie (głośno w kawiarni, więc publicznie!), że świadome kobiety pławią się w swojej kobiecości. Gdzie one są, te świadome kobiety? Bo znam sporo kobiet, które właśnie przemykają w łóżku mimochodem, a już dawno skończyły trzydziestkę. Spotykałem się przez jakiś czas z matką dwójki dzieci, była starsza ode mnie, wspaniała, piękna.

Ale w kółko słyszałem: nie patrz na moje piersi, muszę je zrobić, to przez karmienie. Nie patrz na moją cipkę, po porodach nie wygląda… W życiu nie zwróciłbym uwagi na to, że coś z jej piersiami jest nie tak. Kogo to u diabła obchodzi???

A ile miałem dziewczyn surowych i oceniających! „Chyba brzuch ci urósł!”, „Dlaczego się nie ogoliłeś?”, „Dlaczego TAM się nie ogoliłeś?”. Już sobie wyobrażam, że mówię to ja. „Dlaczego ogoliłaś się TAM niedokładnie?”, „Oj, pupa Ci urosła!”.

Leciałbym razem z moimi gratami, a na mieście wszyscy wiedzieliby, że jestem skurw****em. Bo przecież ona ma problemy, jest zestresowana. A dlaczego nie myślicie, że nam zaokrągla się brzuch też z powodu stresu.

I drogie panie. Jeśli myślicie: nie pokażę się nikomu nago, zapadnę się pod ziemię– to naprawdę wy macie problem z samoakceptacją, a nie my z akceptacją was.

I uwierzcie, umieramy ze wstydu, gdy nie mamy erekcji, gdy coś się dzieje, że nie dzieje się nic. Czujemy się winni, po prostu rzadko o tym mówimy.

Jesteśmy w ogóle cholernie sfrustrowani, gdy nie potrafimy was zaspokoić, bo serio każdy mężczyzna chce być świetnym kochankiem.


Zobacz także

Życie na taksówce

„Panie, nigdy więcej. To moja żona była, myśli że mam drugą zmianę a ja na hokej jadę!”. Życie na taksówce

Owczy pęd. Kocham Adele, bo kochają ją inni

Chris Corner: Depression is a silent killer, that’s way whe sould talk about it as loud as possible.

Chris Corner: The tragic irony of something like mental illness is that avoidance only fuels the fire