Lifestyle

Czego szkoła uczy… rodziców? Lista jest długa, ale dodajcie coś od siebie! #Oh!Szkoło – zdanie piąte

Redakcja
Redakcja
7 października 2021
fot. zamrznutitonovi/iStock
 

Pierwszy miesiąc za nami. Znajoma już pierwszego dnia wałkowała do dziesiątej matematykę załamując ręce… U nas w szkole lajtowo, pierwszy tydzień na rozruch. Ale dziś już nie ma zmiłuj, zadania, kolorowe papiery  i żeby kapustę przynieść (ale tylko trochę) – ratunku, i co ja mam zrobić z resztą kapusty?  A może taki drucik włochaty (że co) albo inny flamaster? Projekty, instalacje i inne cuda. Znacie to? Ileż razy waszej pociesze przypomniało się o bardzo ważnym słoiku na jutro… o godz. 23-ej? 🙂 I jeszcze nie taka temperówka albo cyrkiel. Lament, rozpacz – głównie nasz, nie dzieci. 🙂

Ale spokojnie, obiecałyśmy wam, że w tym roku będzie inaczej. I słowa dotrzymamy! Specjalnie dla was drodzy rodzice lista kontrolna, żeby przeżyć bez dodatkowych siwych włosów i „latającego oka”.

Czego rodzic uczy się w szkole? Lista kontrolna (z przymrużeniem oka)

Jeżeli twoje dziecko chodzi do szkoły, to ty również zdobywasz nowe doświadczenie. Pamiętaj, bądź ZEN, bo…

Nie ma takiej rzeczy, która by się nie mogła przydarzyć

Nie ma. Amen.

Twoim osobistym objawieniem może być nauczyciel, który nie zna podstaw własnego przedmiotu lub nauczyciel, który okazuje się darem od losu i zaskakującym autorytetem dla twojego dziecka. Może to być twoje dziecko, które wsiadło w autobus w przeciwnym kierunku niż powinno. To może być próba zakupu kolorowej waty, bez której świat się skończy. Zbity łokieć i zgubiona trzecia para butów. Albo lepiej – jeden zgubiony but. W szkole jak w życiu – może zdarzyć się absolutnie wszystko.

Zamiast z tym walczyć, odetchnij głęboko. Postaw na przyzwoitą samoorganizację i kilka zapasowych zeszytów i bloków technicznych. Na większość takich smaczków nie mamy wpływu. Zdecydowanie lepiej nauczyć nasze dzieci próby rozwiązania pojawiającego się problemu niż biegania w kółko z okrzykiem „i co teraz, i co teraz???”.

W życiu kontrolujesz jedynie swoją kawę (chyba, że zabraknie ci mleka i nie masz wyboru. Albo zabraknie kawy)

Nie wyżywajmy się na nikim za pecha, przypadek, czy absurdy, które bardzo często nie są wymysłem nauczycieli.

Zamiast gotować się z powodu stroju na WF, lepiej wypić kawę. Zamiast psuć sobie dzień, zróbmy sobie dzień dobry!

Dzieci są dziećmi – i przede wszystkim ludźmi

Też mogą nie wiedzieć, zapomnieć, nie zrozumieć.

Kasztany nie zaczną spadać wcześniej ze względu na podręcznik

Szkoła uczy zbierać kasztany zanim kasztanowce zaczną je w ogóle „planować” – a serio, widzicie kasztana, łapcie go w kieszeń, nigdy nie wiadomo kiedy będzie potrzebny!

Bibuła kończy się zawsze wtedy, gdy jest potrzebna

Trzeba się z tym pogodzić. To jak kupno butów, nigdy nie ma tego rozmiaru, który jest potrzebny. Magia.

Można mieć wyrzuty sumienia, że się zaspało (byle nie za każdym razem)

Oczywiście, że nie można mieć w nosie całego świata, trzeba uczyć nasze dziecko obowiązkowości, samodzielności, odpowiedzialności. Ale pamiętajcie, że każdy może mieć słabszy dzień – wy i dziecko.

Można mieć doktorat z fizyki i „dostać pałę” za plan ramowy lektury naszego dziecka w 4 klasie

Krzyki w tonie „ten nauczyciel nic nie wie” albo „te książki są złe” za wiele nie pomogą. Prawdziwą sztuką jest opanować szkolne smaczki i programowe perełki, jednocześnie tłumacząc dziecku, dlaczego z tą świętą wiedzą dyskutujemy. Tak, można mieć 40 lat na karku i nie ogarniać materiału na kartkówkę z przyrody. I zachodzić w głowę: kto to wymyślił?

Każdy róg się kiedyś zagnie

Pogódźmy się z tym.

Lepiej siedzieć w kozie niż w więzieniu

O tak, bo zszargane nerwy to pierwszy krok do popełniania wyimaginowanych zbrodni na autorach tych wszystkich uroczych zadań. Pamiętajcie to, co sami powtarzamy naszym dzieciom:

  • nie da się być we wszystkim najlepszym,
  • oceny nie są miarą człowieka,
  • nie trzeba mieć ze wszystkich przedmiotów szóstek i piątek.

Bądźmy fajnymi ludźmi dla siebie nawzajem. A wtedy szkoła wcale nie będzie dla nas taka straszna, i dla naszych dzieci też. Bo szkoła to nie tylko oceny.

Weź udział w naszej zabawie!

Zadanie ostatnie.

Napisz w komentarzu pod tym artykułem, czego już jako rodzić nauczyłeś się w szkole. Może być dowolnie zabawnie, albo poważnie. Czekamy! 🙂

REGULAMIN AKCJI KONKURSOWEJ „OH!SZKOŁO”


 

Informacje o produktach:

  • Materac Atena – lateksowy prozdrowotny materac dla dzieci i młodzieży. Lateks świetnie dopasowuje się do ciała, jest produktem o właściwościach antybakteryjnych i antyalergicznych. Budowa lateksu sprzyja też zachowaniu wysokiej higieny snu i odpowiedniej temperatury – poprzez swobodny przepływ powietrza wewnątrz wkładu. Materac jest produktem rehabilitacyjnym – bezpiecznym w użytkowaniu przez młode osoby, wspierającym kształtowanie zdrowej postawy kręgosłupa. Materac Atena znajduje się w pokrowcu do prania ze specjalną antybakteryjną powłoką Sanitized®. Wysokość materaca z pokrowcem: 14 cm. Cena od 973 PLN.
  • Poduszka Smart Latex profilowana – poduszka, która łączy zalety pianki termoelastycznej i lateksu. Stabilnie podpiera głowę i szyję, pomaga w kształtowaniu prawidłowej postawy kręgosłupa. Odpręża mięśnie w okolicy kręgosłupa szyjnego, niweluje bóle głowy i karku. Doskonała po całym dniu spędzonym przed komputerem lub przy biurku. Jest bezpieczna dla alergików. Poduszka znajduje się w delikatnym pokrowcu do prania. Rozmiary poduszki: 64x42x8/10 cm. Cena od 227 PLN.

1 x Drukarka wielofunkcyjna 3-w-1 Epson EcoTank L3151 

Świetna jakość druku dokumentów i zdjęć, koszt poniżej 1 gr za stronę mono i 2 gr za kolor, skanowanie, kopiowanie i pewność, że nie skończy Ci się atrament wtedy, gdy się tego najmniej spodziewasz! Takie rzeczy to tylko z Epson! A dokładnie z Epson L3151 – urządzeniem wielofunkcyjnym dla domu czy małej firmy. Oferuje ono najniższy koszt druku, a dzięki zastosowaniu technologii MicroPiezo (druk bez podgrzewania) oszczędza prąd i środowisko naturalne. Dodatkowo firma dorzuca do tego zapas atramentu na 3 lata i wydłużoną gwarancję na 36 miesięcy. Full wypas.

Więcej informacji o produktach EPSON: YouTube, Facebook, Instagram


Upominek od Mars Polska oraz zapas bezcukrowych gum do żucia obejmujący Orbit® Spearmint, Orbit® Peppermint oraz Orbit® for Kids, rekomendowanych przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne w profilaktyce zdrowych i czystych zębów.

Mars Polska od lat angażuje się w działania mające na celu podnoszenie świadomości na temat prawidłowej higieny jamy ustnej. Poprzez markę Orbit® od lat promuje profilaktykę zdrowia zębów jako współorganizator, realizowanego z sukcesem od 2013 roku, ogólnopolskiego programu edukacyjnego „Dziel się Uśmiechem”. Dzięki współpracy z ekspertami marka wypracowała i aktywnie popularyzuje 4 kroki dla zdrowych zębów, które w prosty sposób tłumaczą, jak minimalizować ryzyko wystąpienia próchnicy. Jednym z nich jest właśnie żucie bezcukrowej gumy po jedzeniu i piciu, kiedy nie mamy możliwości umycia zębów.

Więcej na Facebooku i Instagramie.

Więcej na Facebooku i Instagramie Orbit.


10x Voucher o wartości 150 zł na zakupy we Frisco.pl. Uwaga! Realizacja vouchera możliwa wyłącznie przy zamówieniach o minimalnej wartości 250zł. 

Frisco.pl to działający od 14 lat największy supermarket internetowy w Polsce, będący nowoczesną i wygodną alternatywną dla dużych zakupów spożywczych w sklepach stacjonarnych. Oferuje szeroki asortyment produktów oraz ceny na poziomie hipermarketów. Dzięki temu zapewnia możliwość zaoszczędzenia czasu oraz zrobienia w jednym miejscu kompleksowych zakupów z dostawą, bez wychodzenia z domu.

Więcej na Facebooku, Instagramie, YouTube

Więcej na Facebooku, Instagramie, YouTube


2x Wyprawka szkolna od MSI

Zestaw zawiera:

  • Plecak MSI Air
  • Mysz MSI M92
  • Zestaw Fan Day Pack
  • Długopis MSI
  • Jajko MSI

 

Kiedy trzeba uwolnić swoją kreatywność albo zdobyć wiedzę na nadchodzącą klasówkę, wtedy laptop okazuje się najlepszym przyjacielem. MSI oferuje laptopy, które spełnią oczekiwania nawet najbardziej wymagających użytkowników:

  • Seria Modern łączy w sobie elegancki design z najnowocześniejszymi podzespołami. Wydajne procesory zapewniają wysoką produktywność, a niewielka waga pozwala zabrać laptop wszędzie tam, gdzie będziemy go potrzebować.
  • Seria Prestige zamyka w ultra smukłej i lekkiej obudowie najwyższą wydajność oferowaną przez procesory Intel. Laptopy z serii Prestige zostały stworzone po to, aby podkreślić styl i wyjątkowość właściciela, a zarazem zapewnić mu potrzebną do pracy i rozrywki moc i mobilność.

Więcej na Facebooku, Twitterze i Instagramie.

REGULAMIN AKCJI KONKURSOWEJ „OH!SZKOŁO”


Lifestyle

Ma raka i żyje normalnie. Po chemioterapii nie wymiotowała, tylko kosiła trawnik

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
7 października 2021
Jagna Kaczanowska, archiwum prywatne
 

– Zanim zachorowałam, wydawało mi się, że rak jest jakimś rodzajem wyroku. Niewiele wiedziałam na ten temat. Jak dostałam diagnozę, to podobnie jak większość ludzi w mojej sytuacji, wydawało mi się, że niedługo umrę. Zaczęłam zastanawiać się, jak zapewnić swoim dzieciom na ten wypadek miłość i wsparcie. Zastanawiałam się, co będzie z moimi zwierzętami. Na szczęście szybko do porządku przywołała mnie moja pani doktor onkolog – mówi Jagna Kaczanowska. O raku piersi mówi na wesoło i do bólu szczerze. Obala mity, związane z chorobą nowotworową piersi.


W jakim momencie leczenia swojej choroby nowotworowej jesteś?

– Jestem już po chemioterapii i po operacji, czyli mastektomii z rekonstrukcją ekspanderem. W środku piersi zamiast tkanki gruczołowej mam woreczek z solą fizjologiczną. W planach jest zrobienie tego samego z drugą piersią, a potem wymiana na implanty, które już, jak mam nadzieję, będą mi towarzyszyć do końca życia.

Kiedy wykryłaś u siebie nowotwór piersi?

– Od stycznia 2021 roku zaczęłam robić badania, a w marcu została postawiona diagnoza.

W jaki sposób dowiedziałaś się o chorobie?

– Wyczułam w piersi bolesną zmianę, wokół której zrobił się stan zapalny. To miejsce było ciepłe, tkliwe i bolesne.

Zaraz, ja słyszałam obiegową opinię, że rak nie boli!

– Lekarze powiedzieli mi, że to mit. Podobnie jak mitem jest to, że rak rośnie latami. Ja znam dziewczyny, którym od diagnozy do chemioterapii w kilka tygodni guzy urosły dwukrotnie. Dlatego jak słyszę, że ktoś zamierza się tym zająć, ale najpierw jedzie na wakacje, to włos mi się jeży.

Czy ty się regularnie badałaś?

– Tak! Ale muszę powiedzieć, że dziś już wiem, że 90% kobiet sama znajduje swoje raki. Poza tym, żeby skomplikować ten obraz, powiem ci, że co piątego nowotworu nie sposób wykryć podczas mammografii czy USG. I mój też taki był! Tuż po rozpoznaniu, miałam zrobioną mammografię, w opisie której stoi, że piersi są zdrowe, bez zmian patologicznych.

Kiedy dostałaś diagnozę, że jesteś chora, pomyślałaś: „To koniec!”

– Byłam w szoku, bo pochodzę z długowiecznej rodziny, w której tylko jedna ciocia zmarła na raka płuc, ale ona była nałogową palaczką przez całe życie. Natomiast ja od zawsze uprawiałam sport, przez 15 lat byłam na diecie wegetariańskiej. Lekarze mówili, że mam witalny organizm i pewnie będę żyła ze sto lat, a przyjaciele podziwiali pokłady mojej energii. W dodatku karmiłam oboje swoich dzieci piersią, więc nic nie wskazywało na to, że mogę zachorować.

Bałaś się?

– Zanim zachorowałam, wydawało mi się, że rak jest jakimś rodzajem wyroku. Niewiele wiedziałam na ten temat. Jak dostałam diagnozę, to podobnie jak większość ludzi w mojej sytuacji, wydawało mi się, że niedługo umrę. Zaczęłam zastanawiać się, jak zapewnić swoim dzieciom na ten wypadek miłość i wsparcie. Zastanawiałam się, co będzie z moimi zwierzętami. Na szczęście szybko do porządku przywołała mnie moja pani doktor onkolog. Gdy jej powiedziałam, że rozdałam już w myślach moje psy i konia, powiedziała, że na raka tak łatwo się nie umiera, a jej pacjentki latają na kajcie, więc dlaczego ja nie miałabym jeszcze jeździć konno.

Kto był dla ciebie największym wsparciem?

– Rodzice, mój partner, przyjaciółka Beata, która dwa lata temu przeszła przez raka piersi, przyjaciele i ludzie z pracy. Ogrom!

Rak weryfikuje przyjaciół?

– Dwa miesiące po pierwszym wlewie chemioterapii, mój partner Roman miał operację kręgosłupa. I nagle w środku lata odezwali się do nas znajomi, którzy zaproponowali, że skoszą nam trawnik. Powiem ci, że to są bardzo zajęci ludzie, a podarowali mi coś najbardziej cennego, czyli swój czas.

Wydaje mi się jednak, że największym wsparciem była dwójka moich dzieci – dwu i półroczna Ania i pięcioletni Michał. Mówię w tym sensie, że dzięki nim musiałam się mobilizować.

Jak powiedziałaś dzieciom, że masz nowotwór?

– To było trudne, bo one jednak są małe. Wydaje mi się, że zrobiłam to jednak adekwatnie do ich wieku. Ania mogła niewiele zrozumieć, ale Michałek już więcej. W naszym domu zawsze przygarnialiśmy różne zwierzęta pokrzywdzone przez los. Kiedy umierały, mówiłam synkowi, że „piesek był chory i od nas odleciał”.

Dlatego Michał spytał mnie, czy też zamierzam odlecieć, więc zgodnie z prawdą powiedziałam mu, że nie mam najmniejszego zamiaru. Potem wytłumaczyłam, że kiedyś i tak wszyscy odlecimy. Ale nie teraz! I nie wszyscy na raz, bo to go bardzo martwiło.

To niesamowite, że potrafisz żartować sobie ze swojej choroby.

– Uważam, że z nowotworem wiąże się takie demonizowanie jak kiedyś z gruźlicą czy potem Aids. A rak to nie wyrok! To normalna choroba, zresztą dziś dość skutecznie leczona. Większość kobiet, które wykryją u siebie we wczesnej fazie nowotwór piersi – będzie żyć długie lata. Ja też mam świetne rokowania, dziś już wiem, że mój typ nowotworu daje mi aż 95% szans na pełne wyzdrowienie.

Powiedz, jakim cudem można śmiać się z raka? Ty śmiałaś się nawet podczas przyjmowania chemii, że pijecie z koleżankami na oddziale różnokolorowe drinki w piątunio.

– Na oddziale poznałam dziewczyny w moim wieku, które podobnie jak ja mają dzieci, mężów, partnerów. Kobiety w sile wieku. To naturalne chyba że ciągnęło nas w stronę afirmacji życia. Spotykałyśmy się tam właśnie w piątek, więc śmiałyśmy się, że chemia to nasze drinki, które pijemy sobie już od rana. Bo musisz wiedzieć, że jest „biała chemia”, „żółta” i „czerwona”.

Ale śmiałyśmy się z różnych rzeczy, np. z tego, co tam odrasta nam na głowach. Ja mówiłam do koleżanki: „Ty to masz takie kiwi”. A kiedy ona zobaczyła, że moje włosy mają już centymetr, powiedziała: „Aaaale ty masz długie włosy!”. Ja na to: „No taki komplement to naprawdę można usłyszeć tylko na onkologii!”.

Czy mogę cię spytać, jak się czułaś po chemioterapii. Ja znam to z filmów, że jak się ją przyjmuje, to potem człowiek czuje się fatalnie i wymiotuje.

– Tak naprawdę ani ja, ani nikt z moich znajomych nie wymiotował po chemii. Dziś przyjmuje się na godzinę przed wlewem bardzo skuteczne leki przeciwwymiotne. Natomiast faktycznie temu procesowi towarzyszy szereg dziwnych i nieprzyjemnych doznań. Chemia to są środki, które działają tak silnie, że zabijają wszystkie szybko dzielące się komórki w organizmie, nie tylko te rakowe, ale też te zdrowe. Nagle masz obrzydliwy posmak w ustach, bardzo suche spojówki.

Ponieważ noszę szkła kontaktowe, bez przerwy musiałam używać kropli do oczu. Dzwoniło mi w uszach i mrowiła skóra na głowie. Ciało natychmiast czuje chemię i każda komórka się przed nią broni. Nie jest to przyjemne, nie będę oszukiwać. To jest oczywiście cierpienie, ale bez przesady.

Kiedy będziesz mogła powiedzieć, że jesteś już zdrowa? Za trzy lata?

– Ja w ogóle nie używam takich sformułowań, bo nie wiem, czy ktokolwiek z nas może powiedzieć z ręką na sercu: „Jestem zdrowy”. Ja kilka lat temu tak właśnie o sobie mówiłam. A prawda jest taka, że pewnie już wtedy rósł we mnie nowotwór. Teraz, a jestem dosyć dobrze przebadana i prześwietlona, mogę powiedzieć, że go nie mam, ale pacjentem onkologicznym będę do końca życia. Mam dziś zupełnie inne niż jeszcze rok temu podejście do tej choroby. Czasem cytuję dość popularny żart wśród onkologów: „Nie ma ludzi, którzy nie mają raka. Są tylko tacy, którzy nie zostali jeszcze zdiagnozowani”.

Procesy kancerogenezy w organizmie każdego człowieka toczą się non stop. Czasem wymyka się to spod kontroli, to wtedy z tych komórek powstaje rak. Przyznam jednak, że jak było pytanie w spisie powszechnym: „Czy czuje się pani zdrowa?”, napisałam, że tak. Bo tak się teraz czuję!

Walczysz z rakiem, czy go oswajasz?

– Nie do końca podpisuję się pod hasłem: „Walczę z rakiem i się nie poddam”. Jakbym miała być już tak zupełnie szczera, to wolałabym powiedzieć: „Mam raka, ale o nim zapominam”, albo „Mam raka, ale mam go w dupie”.

Dlaczego takie hasło jest dla ciebie ważne?

– Bo ja w ogóle nie posługuję się tą retoryką wojenną – „wygrał”, „przegrał”, „pokonał”, „walczy”, ponieważ ona mi się wydaje fałszywa. Nie można powiedzieć, że osoba, która umiera z powodu nowotworu – przegrała walkę z guzem, bo nie można przegrać z fragmentem własnego ciała. Przecież to jednak są nasze własne komórki, które się „zbuntowały”. Ale przecież te komórki nie myślą, więc jaki to jest niby przeciwnik dla człowieka. Nie pielęgnuję też w sobie bojowych nastrojów. Czasem dziewczyny na forum „Amazonka. Życie po diagnozie rak piersi” mówią np. wycięłam sobie „gada”, a mnie bardzo się spodobało, gdy jedna nazwała własny nowotwór: „Henrykiem”.

Dlaczego ci się to podoba?

– Bo to oswaja temat. Henryk to nieproszony lokator, a nie wroga i demoniczna postać.

A dlaczego mówisz, że… „zapominasz o swojej chorobie”?

– Bo rak mnie nigdy nie definiował i mam nadzieję, że tak będzie dalej. Ja oczywiście leczę się i robię wszystko, by zminimalizować szanse, że ta choroba wróci. Ale uważam, że nie należy jej poświęcać zbyt wielkiej uwagi. Kilka dni temu przeczytałam artykuł w prasie amerykańskiej o kobiecie, która żyje z rakiem rozsianym od 39 lat, a teraz ma 85 lat. Wynika z tego, że ona prawie połowę swojego życia przeżyła z nowotworem.

Zamieniły cię te ostatnie miesiące?

– W procesie każdej choroby, człowiek zderza się z myślą, że może umrzeć niedługo. Nawet teraz. I to naprawdę zmienia perspektywę patrzenia na świat! Zaczynasz rozumieć, co jest istotne. Ja też maiłam takie myślenie, że jeszcze chcę polecić tu czy tam i zobaczyć kawał świata. A teraz sobie myślę: „Po co ja mam wsiadać w ten samolot? Produkować CO2?” Oczywiście wiem, że pluskanie w ciepłej wodzie i zajadanie krewetek może być bardzo przyjemne, ale czy to wnosi coś ważnego do mojego życia? Dziś uważam, że pewne rzeczy są bez sensu. Nie warto „klaksonić” samochodem, bo ktoś zajechał mi drogę. Dla mnie to strata energii. Wolę teraz spędzać czas z moimi bliskimi.

Który tytuł wolisz, byśmy wybrały do tego artykułu: „Mam raka, ale o nim zapominam”, czy „Mam raka, ale mam go w dupie”?

– (śmiech). Pewnie ten drugi! Ale boję się, że ludzie pomyślą, że mam raka odbytu (gromki śmiech). Ale z drugiej strony, jak damy ten pierwszy, to ludzie pomyślą, że nie dość, że mam raka to jeszcze i Alzheimera.(śmiech)

Czemu ty chcesz opowiadać o swoim nowotworze tak bardzo wprost i z humorem? Ludzie w twojej sytuacji zwykle są bardzo skrępowani!

– Bo to jest ważne, by mówić o tym normalnie. By znikła otoczka strachu. Wiem od mojej lekarki, że część osób, które słyszą diagnozę, w ogóle rezygnuje z leczenia, bo są tak bardzo przerażeni. Pewna kobieta po diagnozie położyła się do łóżka i tam płakała przez dwa miesiące.

Powiem ci szczerze, że ja pewnie właśnie tak bym zrobiła!

– Ależ to jest stracony czasu! Te dwa miesiące są bardzo cenne. Ostatnio w wydawnictwie powiedziałam, że miałam mastektomię i nie wstydzę się o tym mówić. Wtedy jedna z kobiet odezwała się: „Tak! A ja miałam kolonoskopię i też się tego nie wstydzę”. Racja – pomyślałam, trzeba mówić o tym głośno, bo to są normalne sprawy.

Ktoś ma stomię, inny kolonoskopię, a jeszcze inny przeszedł mastektomię. Nasz świat nie wygląda jak… w pewnej długiej reklamie firmy biżuteryjnej. Po chorobach trzeba się podnieść, otrzepać i iść dalej, dopóki można. No bo co? Nie mamy żadnej innej rozsądnej możliwości.


Jagna Kaczanowska – dziennikarka, pisarka i psycholożka. Od stycznia 2021 roku wie, że zachorowała na raka piersi. Mam dwójki dzieci: Michała (5 lat) i Ani (2,5 roku). Partnerka Romana. Najbardziej znaną do tej pory serią autorki jest “Ogród Zuzanny”. To cykl powieści obyczajowych, w którym bohaterowie walczą o szczęście i nie mają zamiaru rezygnować z marzeń. Cykl szybko stał się bestsellerem w Polsce i cały czas przyciąga kolejnych czytelników.

 


Lifestyle

Zmniejsza worki i cienie pod oczami, niweluje opuchliznę twarzy. Kobiety pokochały ten kosmetyczny gadżet

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 października 2021
wałek jadeitowy
Fot. iStock

Wałek jadeitowy to niewielkich rozmiarów prosty przyrząd, który okazał się kosmetycznym hitem. Zagościł w wielu domach, pomagając uporać się z nieestetycznymi cieniami i workami pod oczami oraz opuchlizną twarzy. Można go stosować regularnie lub doraźnie na dzień dobry i dobranoc, ciesząc się efektami. Czym jest i w jaki sposób działa wałek jadeitowy?

Skóra twarzy wymaga odpowiedniej pielęgnacji, ale czasem nawet najlepsze kosmetyki nie przynoszą takiego efektu, jak dodatkowe zastosowanie różnych gadżetów. Jednym z nich jest wałek jadeitowy, który już od pewnego czasu cieszy się dużym zainteresowaniem i kobiety chętnie po niego sięgają.

Czym jest wałek jadeitowy?

Wałek jadeitowy, czy też roller, to przyrząd, któremu przypisuje się o właściwości odmładzające. W chinach i innych azjatyckich krajach jest on znany od wieków i chętnie stosowany za względu na wiarę we właściwości energetyczne jadeitu, oraz jego wpływ na wygląd skóry twarzy i ciała.

Jadeit określany jest mianem kamienia młodości, ale Azjaci przypisują mu także zdolność do łagodzenia bólów kręgosłupa, leczenia niepłodności i migreny. Według przekonań poprawia pracę układu pokarmowego i odpornościowego, wspiera leczenie chorób nerek i wątroby. Zgodnie z przypisywanymi mu właściwościami, jadeit wspiera leczenie depresji, poprawia humor, ułatwia zasypianie i podnosi jakość snu.

wałek jadeitowy

Fot. iStock/wałek jadeitowy

Jak wygląda wałek jadeitowy? To wyjątkowo prosta konstrukcja, czyli rączka z jedną lub dwiema końcówkami do masażu twarzy i ciała. Mniejsza końcówka dedykowana jest trudno dostępnym miejscom do masażu, takim jak nasada nosa czy obszar pod oczami, natomiast większą można zastosować do innych części twarzy i ciała. Aby roller zadziałał, wystarczy w odpowiedni sposób przesuwać go po skórze.

Jak działa wałek jadeitowy?

Rzeczywiście stosowanie wałka jadeitowego może przynieść widoczne efekty, o ile stosuje się go regularnie. Masaż schłodzonym w lodówce rollerem poprawia krążenie krwi i limfy, co poprawia dotlenienie i odżywienie tkanek. Stosowanie go zmniejsza worki pod oczami i opuchliznę, zamyka pory, ogranicza ilość wydzielanego sebum. Masaż rollerem jadeitowym sprawia, że cera wygląda świeżo, promiennie. Jest on nieocenioną pomocą w przywracaniu skóry do normalności po zarwanej nocy, gdy opuchlizna i cienie stają się jej znakiem rozpoznawczym. Osoby stosujące go regularnie przez długi czas chwalą roller za działanie poprawiające jędrność skóry. Można zauważyć również jego uspokajające i relaksujące działanie w trakcie masażu.

Jak masować przy pomocy wałka jadeitowego?

Aby przystąpić do masażu rollerem jadeitowym, w pierwszej kolejności należy dokładnie oczyścić twarz z zanieczyszczeń. Gdy skóra jest już czysta, roller wyjmij z lodówki i zacznij nim wykonywać niespieszne i delikatne ruchy od wewnątrz twarzy na zewnątrz. Najpierw ruch poprowadź:

  • od linii żuchwy aż do skroni;
  • kolejno od nosa aż po uszy;
  • następnie od nosa w dół aż do linii brody;
  • kolejno przejdź do czoła, przesuwając roller od środka na boki, oraz od linii włosów do brwi;
  • przejdź do szyi, ruchem od linii brody w kierunku obojczyków.
wałek jadeitowy

Fot. iStock/wałek jadeitowy

Pamiętaj, by każde przesunięcie rollera po skórze powtarzać trzykrotnie. Nie wolno dociskać końcówki na siłę do skóry. Jeśli masz ochotę na bardziej relaksujące wydanie masażu, lub masz suchą skórę, sięgnij po niewielką ilość olejku odpowiedniego do rodzaju skóry. Po masażu wałek oczyść wodą z mydłem i dokładnie osusz. Zachowanie higieny jest bardzo ważne, ponieważ brudny roller może stać się siedliskiem bakterii, które przy kolejnym masażu ponownie znajdą się na skórze i mogą przyczynić się do powstania na niej niedoskonałości.

Regularne stosowanie wałka jadeitowego przyniesie znacznie lepsze efekty, niż sięganie po niego jedynie w chwilach konieczności.

Wałek jadeitowy czy kwarcowy? Który wybrać?

Roller wykonany z jadeitu to nie jedyna propozycja na poprawę wyglądu skóry twarzy. Równie popularny, a często stosowany zamiennie jest wałek z kwarcu. Właściwości obu kamieni są podobne, ale ich cechy różnią się od siebie.

Wybierając odpowiedni wałek należy pamiętać, ze jadeit jest bardzo twardy i odporny na zarysowania i uszkodzenia. Kwarc jest bardziej kruchy, a jego upadek może zakończyć żywot rollera. Nieco inna jest również ich pielęgnacja. Jadeit można myć pod bieżącą wodą z mydłem, natomiast kwarc należy czyścić przy użyciu zwilżonej ściereczki i dokładnie go wysuszyć. Raz na jakiś czas zaleca się wałek kwarcowy pozostawienie na słońcu, co ma dobrze wpływać na zachowanie jego właściwości. Ponieważ wałek jadeitowy i kwarcowy wpływają w podobny sposób na skórę, to kwestia pielęgnacji samego wałka powinna zostać wzięta pod uwagę przy wyborze.

wałek jadeitowy

Fot. iStock/wałek jadeitowy

Roller jadeitowy — cena

Jaka jest cena za roller jadeitowy? I tu informacja jest krzepiąca, ponieważ można go kupić w cenie poniżej 50 zł, choć są oczywiście i droższe. To zależy głównie od tego, czy roller posiada jedno-, czy dwustronną końcówkę, oraz od jakości samego kamienia.

FB/ohmepl

 


źródło: jadelyn.pl

Zobacz także

„Jestem matką, współczuję”… A ty? Niezwykła kampania na Dzień Matki

„Dzień dobry, jestem Marysia i nie zabiję się dzisiaj” – Mery Spolsky o smutku i trzech innych emocjach, które rządzą jej życiem

Konkurs "Mama ma... pomysły i marzenia"

Rozwiązanie konkursu „Mama ma… pomysły i marzenia”