Lifestyle

A jeśli wszystko, czego chcesz, to proste i „zwyczajne” życie?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 marca 2017
Fot. Snapwire/ /lizzie guilbert / CC0 Public Domain
 

A jeśli wszystko czego chcesz, to proste, powolne i „małe” życie? Co, jeśli największe szczęście daje ci przestrzeń, w której gości spokój?  Co, jeśli skromnie pragniesz i wybierasz poczucie, że tak, jak jest, jest dobrze?

Świat to takie głośne miejsce. Głośne, agresywne głosy nawołują do ciągłego poprawiania, sprawdzania się, budowania, dążenia „do czegoś”, tęsknoty „za czymś”, zdobywania, wyciągania ręki po więcej. Po więcej i lepiej. Nie śpij, bo coś przeoczysz. Dąż do doskonałości. Zostań „kimś”, albo wracaj do domu. Miej wpływ na świat. Spraw, by twoje życie się liczyło.

A co, jeśli w tobie nie ma tej potrzeby? Co, jeśli perfekcjonizm sprawia, że jesteś smutna, wyczerpana? Pozbawia cię radości? Myślisz; „Czy ja sama nie wystarczę?”.

Co, jeśli nigdy tak naprawdę nic „nie osiągniesz”? Będziesz „tylko”dobrym pracownikiem, matką, siostrą, żoną? Ale ci ludzie wokół ciebie będą z tobą szczęśliwi, będą czuli twoją miłość i wiedzieli, że nie zamieniałabyś tego życia na inne? Czy to wystarczy?

Co, jeśli nigdy nie dokonasz niczego spektakularnego dla innych, ale po prostu zrobisz zakupy dla kogoś, kto tego akurat potrzebuje? Albo dopłacisz do dziecięcej wyprawki? Czy to wystarczy?

Co, jeśli nie chcesz napisać książki kucharskiej z modnymi przepisami i nie przemówisz przed tysiącami ludzi? Jeśli jedynie napiszesz to, co masz do powiedzenia na swoim blogu i podzielisz się tym z tym, kto zechce tam zajrzeć? Jeśli zachęcisz choć kilka innych kobiet, by zadbały również o siebie, przypomniały sobie, że są warte swojej własnej miłości? Czasem „więcej” nie zawsze znaczy „lepiej”…

Co zrobić, jeśli akceptujesz też to swoje bardzo przeciętne ciało, ani za grube, ani za chude? Takie „pomiędzy”.  Nie będziesz specjalnie wstawać wcześniej, by zdążyć na siłownię, a w sklepie kupować tylko tego, co ma na etykiecie napis  „0% tłuszczu”. Co, jeśli się ze sobą pogodziłaś?

Co, jeśli nie jesteś wybitnym domowym managerem, ani perfekcyjną panią domu? Co, jeśli bywa, że masz w domu bałagan i trochę kurzu? I raz na jakiś czas zamawiasz pizzę, zamiast podać domowe jedzenie? Jeśli jesteś kimś, kto planuje swój budżet, ale czasem łamie wszelkie zasady i kupuje coś tylko dlatego, że mu się spodobało?

Jesli jesteś kimś, kto nie dba o piękne dekoracje w domu, jeśli twój dom jest do bólu zwyczajny, ale bezpieczny ?…

Co, jeśli twoje dzieci nie chodzą po szkole na zajęcia z dodatkowych języków, ale godzinami układają domki z LEGO, a potem nie chcą odrabiać lekcji?

Co ze świadomością, że zamiast gonić, by nadążyć za szalonym tempem życia społeczeństwa, w którym żyjesz, nawet nie stajesz do tego biegu? Że patrzysz na innych, pełnych energii i wytrzymałości, której ty nie masz, ale im nie zazdrościsz, bo wiesz, że potrzebujesz samotności, spokoju, odpoczynku i niezaplanowanego czasu, by być zdrową? Ciało, duch, dusza zdrowie… Czy jesteś „wystarczająco dobra”?

Co, jeśli jesteś zbyt wierząca dla jednych, ale za mało religijna dla innych? Niechętna do dzielenia się twoją wiarą ze wszystkimi, do głoszenia jej wszem i wobec? Czasem pełna wątpliwości i niepewności? Czy to za mało?

Co,  jeśli masz tego samego męża od 20 lat, nigdy nie przeżyłaś baśniowego romansu i wciąż łamiesz „zasady” ekspertów od miłości, którzy mówią, że małżeństwo, które ma przetrwać, powinno znaleźć sobie wspólną pasję?  A wy jej nie macie, ale lubicie siebie. Czy wasze małżeństwo jest wystarczająco dobre, żeby przetrwać?

Co, jeśli jesteś mamą, która uwielbia swoje dzieci, ale potrzebuje też czasu dla siebie, a czasem po prostu chce być „na pierwszym miejscu”?  Mamą, która przytula i wspiera swoje dzieci w realizowaniu ich pasji, ale nie mówi im, że muszą w życiu coś osiągnąć?… „Mierną” mama, która poznała już swoje ograniczenia i przestała udawać, że może „więcej”?

Pogódź się z tym, kim jesteś i szanuj prawo innych do zrobienia tego samego. Przyjmij, że większość z nas chce tego „powolnego”, prostego życie. Przeciętnego – dla niektórych. Ale dla wielu nieosiągalnego. Pięknego, spokojnego, łagodnego życia. Ja myślę, że to wystarczy.


Tekst jest autorskim tłumaczeniem artykułu Kristy O’Reilly-Davi-Digui, który ukazał się tutaj


Lifestyle

Każda z nas jest ideałem! Zobaczcie świetny projekt, który obala mity na temat kobiecego piękna

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 marca 2017
Hugo Felix/Shutterstock.
 

Jak postrzeganie kobiecego piękna różni się w poszczególnych krajach na całym świecie? Pewnie trudno byłoby o konkretną odpowiedź, w związku z tym powstał projekt  zainicjowany przez brytyjską poradnię lekarską Superdrug Online Doctors pod nazwą „Perceptions of Perfection”. Poproszono kobiety graficzki na cały świecie o przygotowanie w Photoshopie idealnej sylwetki kobiety w ich kraju na podstawie tego samego zdjęcia. Różnimy się wielkością bioder, piersi, jak widać – w zależności od zakątka świata, postrzeganie kobiecego piękna skupia się na różnych jego aspektach. Projekt pokazuje, jaki wpływ na widzenie nas samych ma presja – najczęściej ta medialna. 

Obejrzyjcie. Okazuje się, że każda z nas jest ideałem…

Oryginał – na podstawie tego zdjęcia zmieniał się obraz idealnego ciała w zależności od kraju

Hugo Felix/Shutterstock.
Hugo Felix/Shutterstock
onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

USA_taggedonlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

onlinedoctor.superdrug.com

 


Lifestyle

Czułam, że nie mam po co żyć, chciałam iść za nim do grobu. Dziś nie oglądam się za siebie, dzieci trzeba wychować

Magdalena Lis
Magdalena Lis
25 marca 2017
Fot. iStock/m-gucci

Dorota ma trzydzieści osiem lat, mieszka w niewielkiej miejscowości w centrum Polski. Jej dom stoi tuż przy głównej, prowadzącej przez wieś drodze. Z zewnątrz wydaje się być całkiem spory, tymczasem w środku wykończony jest tylko jeden pokój, kuchnia i pomieszczenie prowizorycznie zaadaptowane na łazienkę. Przy niewielkiej ławie lekcje odrabiają dwie dziewczynki, córki kobiety.

– My tu mieliśmy się zestarzeć razem, mieliśmy tutaj spędzić życie. We czwórkę, nie we trójkę – mówi Dorota. Tam po lewej miał być pokój dziewczynek, Jacek mówił, że sam im piękne meble zrobi. Obok miała być sypialnia, na górze jest poddasze użytkowe. Teraz wszystko stoi i niszczeje – dodaje. Mój mąż zawsze mówił, że nie ma co się śpieszyć, że na spokojnie wszystko zrobimy. Jeździł po całym kraju, nic tylko praca i praca, za pieniądzem gonił. Ja mu nie raz mówiłam, Jacek, mamy siebie, czego nam więcej potrzeba, a on mi wtedy powtarzał, że jeszcze się na emeryturze zdążymy sobą nacieszyć.

Dorota sięga do komody po płytę mieszczącą się w białym opakowaniu. Włącza film z ich wesela, na stoliku kładzie kilkanaście kopert. Wyciąga z nich listy, opowiada, jak mąż pisał do niej wojska. Pokazuje, że niektóre są rozmazane. To od łez, które na nie wylałam – opowiada. Na fotografiach ładna młoda para. On w granatowym garniturze, ona w skromnej białej sukni z koronkowymi rękawkami.

– Tu mamy posępne miny – mówi kobieta. A to dlatego, że mój mąż się spóźnił, kiedy jechał po mnie w dniu ślubu. Wracał się, bo bukietu zapomniał. On się zawsze spóźniał, na każdą jedną możliwą okoliczność czy okazję. Moja teściowa czasem żartowała, że on to nawet na własny pogrzeb się spóźni i miała rację. Firma pogrzebowa pomyliła kościoły.

Mąż Doroty był kierowcą tira. Pracował w dużej firmie zajmującej się przetwórstwem mlecznym, większość życia spędził za kółkiem, ciągle był w drodze. Widywali się niewiele, ale Dorota mówi, że byli zgodną, szczęśliwą rodziną, dopóki nie nadszedł tamten feralny poranek.

– Mąż wyjechał wcześnie rano do pracy, na szybko mu jeszcze robiłam kanapki, bo trochę nam się zaspało. Przed południem córka uparła się, że musi do niego zadzwonić. Telefon odebrała policjantka, mała się wystraszyła, przekazała mi słuchawkę. Usłyszałam głos obcej kobiety, która pytała o znaki szczególne mojego męża. Zupełnie nie pamiętam reszty tej rozmowy, zasłabłam, nic do mnie nie docierało. Wypadek? Śmierć? To było niemożliwe.

Wspomnienie tamtego okresu jest dla Doroty wciąż bardzo bolesne. Mówi, że nigdy nie czuła się tak bardzo bezradna i osamotniona. Ciężarówka którą prowadził Jacek zderzyła się czołowo z innym samochodem. Obaj kierowcy zginęli na miejscu.

– Po tym tragicznym telefonie zjechała się do nas cała rodzina. Zabrali mnie do szpitala, dali jakiś zastrzyk, mówili, żebym spała. Z ich opowieści wiem, że siedziałam otumaniona i w kółko powtarzałam ‘ Jacuś, coś ty nam narobił’.

Rodzice kobiety zajęli się dziećmi, organizacją pogrzebu, ciało było trzeba było sprowadzić z drugiego końca Polski. Dorota mówi, że jest im bardzo wdzięczna, sama by nie dała z niczym rady. Na pogrzebie nie płakała. Nie widziała męża w trumnie, firma pogrzebowa jej odradzała. Powiedzieli, że go nawet nie ubrali, że tylko położyli na nim te rzeczy, które im przekazała. Dorota nie potrafi opisać słowami tego, co wówczas czuła.

– Ta nagła śmierć Jacka zabrała mi wszystko, zrujnowała moje marzenia. No bo jak miałam żyć, kiedy nie wiedziałam, czy za miesiąc czy dwa będę miała co do garnka włożyć? Jacek był jedynym żywicielem rodziny, ja nigdy nie pracowałam. Rozgrzebana budowa domu, opróżnione do zera konta, bo przecież każda złotówka szła a to na dach, a to na ogrzewanie, a na bieżąco też z czegoś żyć było trzeba.

Dorota próbowała zaciskać zęby i żyć normalnie, ale nie potrafiła. Z biegiem czasu zaczęło ją złościć i irytować współczucie innych ludzi, ich żal, płynące zewsząd dobre słowa.

– Ja wtedy nie chciałam żyć, chciałam iść za nim do grobu. Dziś jest trochę lepiej, już nie oglądam się tak bardzo za siebie. Wiem, że dzieci trzeba wychować.

Najbardziej brakuje jej takiej przyziemnej codzienności. Ugotowanego dla męża obiadu, wyprasowanej na niedzielę koszuli. Dwóch kubków na stole zamiast jednego, wspólnego pójścia na spacer, telefonów wykonanych do siebie choćby w biegu

– Zostałam z niczym, na przysłowiowym środku drogi. Bez pracy, bez doświadczenia, bez prawa jazdy tak niezbędnego w tych czasach. Z całym zapleczem wolnego czasu, którego nie potrafiłam sobie zapełnić. Jestem wdzięczna losowi, że szybko zesłał dla mnie opamiętanie. Że Bóg dał mi siłę do codziennego wstawania z łóżka i wyprawiania dzieci do szkoły. Że udało mi się znaleźć pracę, choć to tylko trzy czwarte etatu w pobliskim barze. Dodatkowo dorabiam piekąc ciasta w domu. Pocztą pantoflową zdobyłam klientów, niby niewiele człowiek zarobi, ale to dużo dla mnie jak jakiś dodatkowy grosz do domowego budżetu nam wpadnie. Najgorzej jak dzieci pytają, czy kiedyś jeszcze spotkają się z tatą. Ja im wtedy mówię, że on na pewno patrzy na nie z góry każdego dnia.

Film z wesela który włączyła Dorota powoli dobiega końca, kobieta ukradkiem ociera łzy.

– On był takim dobrym człowiekiem, muchy by nie skrzywdził, każdemu chciał pomóc. U nas roboty tyle a on nie raz u sąsiadów na gospodarstwie pracował. O dzieci dbał, na ryby chodzili nad staw, dziewczynki go uwielbiały. Nie był szczególnie romantyczny, ale jak okazja była to o kwiatku dla mnie zawsze pamiętał. Ja przeżyłam z nim najpiękniejszy okres swojego życia. Byłam obłędnie szczęśliwa.

Od śmierci Jacka minęły już przeszło dwa lata. Bratowa Doroty ostatnio chciała ją wyswatać. Kobieta nie jest jednak gotowa na żadne relacje z mężczyznami.

– Nie chodzi o to, że będę chodziła do końca życia ubrana na czarno, że już nigdy nie będę się uśmiechała. Tylko ja chcę swoje życie przeżyć po swojemu. Poza tym boję się, nie przeżyłabym drugi raz w życiu takiej straty. Czasem znajomi pytają mnie, czy czuję czasem wokół siebie obecność Jacka. Ja po pogrzebie zabrałam trochę ziemi z grobu i rozsypałam na ogrodzie. Cokolwiek mi się w życiu nie przydarzy ja zawsze będę jego żoną a on moim mężem. I zawsze będzie tutaj z nami.

Dorota pytana o marzenia mówi, że chciałaby remontu domu. Na chwilę obecną nie załamuje rąk, działa. Robi wszystko, żeby lodówka była zawsze pełna, a dziewczynki miały komplet książek do szkoły.

– Żyć jakoś trzeba. Nie mam żalu do losu, widocznie tak nam było pisane. Myślę, że moja rodzina jeszcze kiedyś wyjdzie na prostą, że przyjdzie czas, że będzie się można stale uśmiechać. Jak mnie dopadają kryzysy, to cieszę się, że mamy zdrowie. Wiem, że nie jestem jedyną wdową na świecie, wiem, że są tacy, co mają gorzej. A jak mnie ktoś pyta o czym marzę, to mówię mu wtedy, że o kapsule czasu. Takiej, żebym mogła wrócić na chwilę do przeszłości, tylko po to, żeby zdążyć się z Jackiem pożegnać. Tylko tyle bym chciała – kończy naszą rozmowę Dorota.


Zobacz także

Grudzień? Zwolnij! Jak to zrobić? Najlepiej w pięciu krokach

Nadejdzie dzień, kiedy wyjdziesz i zamkniesz za sobą drzwi. Bo dotrze do ciebie z całą tą cholerną mocą, że nie musisz tak żyć

Filip Chajzer: „Z ojcem cały czas jesteśmy kompletnie różni. Łączy nas głównie ten pracoholizm”