Lifestyle

A anioły notują skrzętnie… Jaką myśl do nich wypuszczasz?

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
1 lipca 2016
Fot. iStock/coloroftime
 

Marudzimy, że jest nam źle. Że to nie tak i tamto niedobrze. Od rana tak nucimy pod nosem tę piosenkę z serii: pogoda jest dla bogaczy. Dziwimy się potem, że na głowę nieustannie deszcz nam się leje, że parasole dziurawe i że z deszczu pod rynnę co rusz wpadamy. Co dziwne, robimy to najczęściej zupełnie nieświadomie. Po prostu… dzwoni budzik, otwieramy oczy i pstryk! Muzyka w głowie nam gra. Powoli więc i w boleściach, rozwijamy dzień.

Czytałam gdzieś na fejsbuku niedawno taką oto przypowieść:

W porannym autobusie, stoi człowiek zamyślony. Za nim Anioł, z pergaminem i piórem. Notuje skrzętnie myśli człowieka takie: żona – zołza, przyjaciele – oszuści, szef – sadysta i idiota, praca beznadziejna, życie do dupy. A Anioł notuje. Każdego dnia bardzo skrzętnie, choć zarazem nadziwić się nie może, że takie życzenia ma ten człowiek codziennie. Ale cóż zrobić może? Jest przecież Aniołem. Spełnia więc życzenia przykładnie, jedno po drugim.

Czasami sobie myślę, że życie to tak naprawdę Matrix. Człowiek sprowadza się do mózgu, który jakaś nieznana siła wsadziła w wielki słój z formaliną i umieściła w nieskończenie ogromnym składzie mózgów w formalinie. Każdy mózg projektuje swoją własną rzeczywistość. Jeżeli jej nie wytworzy, to nie będzie jej miał, co jednak raczej się chyba nie zdarza. Mózg bowiem wytwarza życie nieustannie. Jest jak super projektor wyświetlający filmy reżyserowane przez Myśl.

Wiem, że brzmi to trochę jak science fiction, ale jak się dobrze zastanowić, to wcale aż takie „nie z tej ziemi” to nie jest. Ostatecznie głowę mamy pełną przekonań, zasad, reguł, wartości, które niczym innym nie są jak myślą po prostu, utrwaloną przez lata, dziesiątki czy setki lat nawet. Wydaje nam się więc, że owe reguły, zasady, wskazówki jak żyć, materialną formę wręcz mają, takie są solidne, takie pewne, że chciałoby się rzec niezniszczalne. Tymczasem… to myśli tylko. Myśli o tym czym jest albo powinno być małżeństwo, jak wyglądać powinna miłość, jak wychowywać należy dzieci, jaka dieta jest najlepsza, która religia jest właściwa, jaki system ekonomiczny jest pożądany. Dużo, dużo myśli, uformowanych w przekonania, zasady, reguły… całe systemy. A wszystko zaprojektowane przez mózgi, wcale nie lepsze i wcale nie gorsze od naszych.

„Co jednak zrobić mogę, to obudzić się jutro i wypuścić inną myśl”

Nie twierdzę przy tym, że skoro myśl to taka potęga to dla przykładu obudzę się jutro i w przypływie geniuszu stworzę nowy system dla świata. Jeden przebłysk nie wystarczy wcale, jeżeli zmiany mają nastąpić na skalę systemową. Co jednak zrobić mogę, to obudzić się jutro i wypuścić inną myśl. Myśl nową, intrygującą, obiecującą coś co przyprawi Anioła o dreszczyk. Mogę też sobie obiecać, że będę tę myśl szlifować, dbać o nią, powtarzać ją sobie w głowie cichutko tak długo i tak skutecznie, aż się utrwali i aż wyprze swój negatyw na dobre (bo że negatyw najczęściej ma to sprawa jest bankowa). Wtedy, systemu wprawdzie nie zmienię, ale we własnej mikroskali, mam szansę na niezłą rewolucję.

Rzecz bowiem w tym, że większość z nas żyje według reguł, które wcale nam nie służą. Wytwarzamy je z różnych powodów, ale głównie po to by jakoś w życiu funkcjonować. Poruszamy się w granicach wytyczonych przez nasze przekonania jak akrobaci w cyrku, którzy chwiejnie chodzą po linie. Dają nam one poczucie, że jesteśmy zorganizowani, że mamy jakieś solidne odnośniki według których interpretujemy nasze życie. Przekonania są po prostu swojskie i bezpieczne. A jak jeszcze wszyscy dookoła je podzielają to tym lepiej.

„Jak wyglądały notatki mojego Anioła, który z mną w tym korku podróżował”

Przykład więc podam z życia wzięty. Dostałam kiedyś pracę w prawniczej firmie, której klientami były duże banki. Firma specjalizowała się w egzekucjach komorniczych, a konkretnie takich, które skutkowały eksmisją ludzi z domów. Praca, której kochać się nie da. Wiadomo. Ludzie dzwonili, krzyczeli, płakali i kończyli rozmowę rzuceniem słuchawki, względnie pytaniem: jak robiąc to co robię mogę spać po nocach. Przyznam, że początkowo nie mogłam. W końcu procesowałam dokumenty, które skutkowały pozbawieniem człowieka dachu nad głową. Argument, że człowiek podpisał pożyczkę na dom, na który stać go nie było, wcale mnie nie przekonywał, bo raczej jestem zdania, że w konfrontacji z bankiem i bankowym sztabem prawników, człowiek przeciętny najczęściej nie rozumie, co czyni.

Tak też właśnie robili ludzi w Ameryce, w której rzeczona historia się wydarzyła i jak świat się w 2008 roku dowiedział, skutki ekonomiczne takich poczynań były opłakane. A zatem ja, zatrudniona w firmie prawniczej w czasie po ekonomicznym krachu, z tymi skutkami się borykałam. I pracy mojej nie znosiłam, nie wspominając o tym, że dojazd do pracy dziennie zajmował mi półtorej godziny w korku z serii zderzak w zderzak. Wyobrażacie więc sobie zapewne, jak wyglądały notatki mojego Anioła, który z mną w tym korku podróżował tam i z powrotem. Jakie było jego zakłopotanie, smutek i niekończące się zdziwienie…

Aż pewnego dnia stwierdziłam, że tak się dłużej nie da

Że nie mogę wstawać co rano z myślą: nienawidzę. Że nie mogę burczeć, warczeć  na świat zewnętrzny, nie mogę też kontynuować tortur na poziomie świata wewnętrznego. Zrobiłam więc tak: postanowiłam na poziomie myślenia, że praca jest mi potrzebna bo rachunki przecież płaci. W tym kontekście jest zbawienna nawet (tak zaczęłam myśleć). A i na c.v. świetnie będzie wyglądać, bo to przecież wielka adwokacka firma, a wiadomo wielkie firmy robią wielkie wrażenia (przekonanie które nawet całkiem łatwo mi przyszło). Takie myślenie sobie praktykowałam. Mało tego… z rozpędu wysłałam aplikację o pracę, bo akurat na ciekawym ogłoszeniu wzrok pewnego dnia zawiesiłam. I co się stało? Czy coś się w ogóle zmieniło?

Nagle półtorej godziny dojazdu do pracy zrobiło się jakby bardziej strawne. Załączyłam więc radio, w którym poranna muzyka przeplatana zabawnymi anegdotami zaczęła wprawiać mnie w coraz lepszy nastrój. Doszło do tego, że dojeżdżając do pracy żałowałam, że już na miejscu jestem, bo tak mi było przyjemnie podczas tej półtorej godzinki ze sobą, z kawką, muzyką i dobrym humorem. Pewnego dnia zadzwoniła też Mary i zaprosiła mnie na rozmowę o pracę. Na lunchu akurat byłam, telefon odebrałam, uśmiechu z twarzy nie mogłam zmyć przez cały dzień.

Nie muszę chyba dalej pisać, że pracę dostałam. Lepiej płatną, znacznie bardziej inspirującą, z fajnymi ludźmi do współpracy i uwaga – siedem minut od domu! Dorzucę jeszcze: z widokiem na ocean. Można? Jasne że można! Anioł spisał się na medal i przypuszczam, że po tym roku myślowego koszmaru na który skazałam i siebie i jego, miał on wreszcie tyle ze mną radosnej kreacji, że dorzucił owe siedem minut i ocean od siebie. Jako bonus.

A zatem myśli. Na ich jakość, ich treść, wpływ mamy tylko my. Jasne, że niektóre myśli wbite mamy w mózg jak kołki w serce. Zmienić takie, zastałe myślowe makabry jest może trochę trudniej. Nie jest to jednak sprawa niemożliwa. Jakby bowiem w mózg wbitą nie była, myśl jest tylko myślą. Żadnym kołkiem, a jedynie zdaniem zapisanym w głowie. Czymś kompletnie modyfikowalnym na mikro-poziomie jakim jest indywidualny człowiek. Czymś co, przy nie takim znowu wysiłku, za to konsekwentnie praktykowanym, może otworzyć nam drzwi do krainy możliwości o jakich nam się nie śniło.  Żona – cudowna, przyjaciele – najlepsi na świecie, szef – mądry i pogodny, super płatna praca pełna inspiracji i satysfakcji, życie wymarzone. I do tego Anioł obłędnie zadowolony. Można?… Można!


Lifestyle

9 sekretów szczęśliwych ludzi, których od nich nie usłyszysz

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 lipca 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

„A do diabła z tym szczęściem” – myślisz mijając na ulicy kolejną uśmiechniętą osobę podczas kiedy twój dzień, a dzisiaj to już nawet całe życie dalekie jest od szczęśliwego.

Czemu nie ma po prostu łatwego przepisu na szczęście i właściwie, dlaczego wszyscy nie możemy być szczęśliwi? Wytłumaczcie mi to. Dlaczego mówi się, że widocznie nie każdy zasługuje na szczęście. Eee, to chyba nie może być tak. Bo przecież to nie kwestia zasłużył, nie zasłużył. Wolałabym myśleć, że to raczej przepis na szczęście skrzętnie ukrywany nie wiedzieć dlaczego.

Ludzie szczęśliwi mają swoje tajemnice, o których nie mówią. Ale dość z tym. Czas najwyższy je wyjawić, żeby każdy mógł po swoje szczęście sięgnąć. A co!

9 sekretów szczęśliwych ludzi

Nie są szczęśliwi cały czas

No za diabła się nie da. Przecież każdy o tym wie, ale jednak jakoś nie mówi. Bywają momenty, kiedy każdego, nawet tego najszczęśliwszego dopadnie kryzys. Dół, rozczarowanie, a nawet zmęczenie. Jesteśmy tylko ludźmi i sorry, choćbyśmy stawali na głowie, to jednak nie można dać się oszukać wiecznym i niczym niezmąconym szczęściem. Więc tak, ludzi szczęśliwi bywają nieszczęśliwi, więc my też sobie na to pozwólmy.

Potrafią mówić „nie”

Bo nam się wydaje, że jak ktoś szczęśliwy, to miły i uprzejmy i zawsze skory do pomocy, bo przecież szczęściem trzeba się dzielić. A guzik prawda. Szczęście tych szczęśliwych polega na umiejętności mówienia „nie”. Tajemnica ich szczęścia tkwi w asertywności. Oni nie poświęcają się, nie tracą energii na rzeczy, na które nie mają ochoty. Więc, jak dziś przyjaciółka zaprosi cię do kina, a ty szczerze nie masz na to ochoty, bo chcesz poczytać książkę, albo poleżeć w łóżku – powiedz „nie”. I sprawdź, czy będziesz szczęśliwsza.

Kochają swoje wady

Kto by pomyślał, że szczęśliwi mają wady? Jasne, że mają i to całą ich gamę. Tyle, że nie chcą siebie zmieniać na siłę, walczyć sami ze sobą. Po prostu zdają sobie sprawę z własnej ułomności. To, nad czym mogą pracować – pracują. A resztę po prostu akceptują. Więc może przestań dziś zadręczać się myślą, że znowu masz bałagan w szafie, tylko pomyśl: „No kurczę no tak mam, nikomu tym krzywdy nie robię, więc może czas to zaakceptować, że z porządkiem w szafie jestem na bakier”. Wiecie, jaka to ulga, kiedy tak podejdziemy do sprawy. Normalnie 23 deko więcej szczęścia w życiu.

Unikają stresu

Tak, tak. Szczęśliwi nie cierpią się stresować. Więc wypracowali sobie metody do radzenia sobie ze stresem. Jedni ćwiczą jogę, inni biegają, jeszcze inni medytują, a są tacy, dla których dobrze wpływa sen. Po prostu wiedzą jak sobie z tym cholernym stresem poradzić. Ot i cała tajemnica. Myślisz stres a w głowie pojawia ci się program jego niwelowania. Tak sobie myślę, że to może być trudne –  znalezienie sposobu na stres, bo przecież nie ma jednego dobrego dla wszystkich. Ale może warto włożyć trochę trudu i poszukać. W końcu dla szczęścia można zrobić choć tyle 😉

Nie są idealni

A co najlepsze – wiedzą o tym. Nie kolorują się, nie ubarwiają swojego życia. Po prostu: „jestem, jaki jestem”, bo przecież nikt nie jest idealny. Nie ma takich ludzi. Każdy ma swoje słabości, ułomności i potknięcia. Jak zaczniesz to akceptować i pogodzisz się z tym, że cóż – ideałem nigdy nie będziesz, to wcale nie powinno cię zdołować, ale paradoksalnie powinno sprawić, że uśmiechniesz się do siebie.

Mają w sobie dużo dziecka

Szczęśliwi – mają dużo w sobie dziecka. Tej radości, zaskoczenia, zdziwienia, ciekawości. Przecież to dziecko w nas nie znika. Ba, jak mamy własne dzieci, to wystarczy pójść ich drogą. Zatrzymać się z nimi, kiedy mówią: „Jaaa mama, zobacz, z tego chmury układała się smok” i tego smoka zobaczyć. Uśmiechnij się do tego dziecka. Wyciągnij je na wierzch i poskacz po kałużach – jeśli tylko masz na to ochotę!

Kochają się śmiać

To chyba tak jest, że to nasze szczęście pokazuje się światu przez śmiech. Bo ten, kto jest szczęśliwy kocha się śmiać. Płacze jednak częściej ze śmiechu niż z powodu smutku. Korzysta z okazji do dobrej zabawy, idzie potańczyć, pośmiać się z przyjaciółmi, a nawet zrobić coś szalonego, co prawi, że będzie zalewać się łzami ze śmiechu. Niee i nie robi z siebie pajaca, po prostu korzysta z każdej chwili swojego życia.

Proszą o pomoc

Choćby nie wiadomo, jak nam się wydawało, to szczęśliwi ludzie nie są samowystarczalni. Wręcz przeciwnie, nie mają w ogóle oporów, żeby prosić kogoś o pomoc. Kiedy sobie z czymś nie radzą, czy jakaś sytuacja ich przerasta. Nie zadręczają się, jak sobie z czymś poradzić, tylko bez skrupułów mówią: „Hej, możesz mi pomóc, bo sobie nie radzę?”. I tyle. Gdybyśmy tylko wiedzieli, że to takie proste.

Kochają życie

No nie da się być szczęśliwym, kiedy się myśli, jakie to życie jest parszywe, niesprawiedliwe. Chcesz być szczęśliwa – kochaj życie ze wszystkim co daje, ale nie skupiaj się na tym, co złe. Skup się na tym, co dobre, na małych szczęściach. Na tym, że kurczę to życie mamy jedno, więc nie dostaniemy drugiej szansy na szczęście. Nie ma takiej opcji. Więc jak? Chcesz być smutnym i pokonanym przez życie, czy wziąć się z tym szczęściem za bary i zacząć uśmiechać się do siebie i innych?


Lifestyle

Zima w środku lata

Redakcja
Redakcja
1 lipca 2016
fot. materiały z sesji wizerunkowej Nessi

Marka obuwnicza Nessi przygotowuje się intensywnie do  nadchodzącego sezonu. Kolekcja  jesień 2016/zima 2017 promowana będzie pod nazwą „Miejskie sytuacje” i w takich też plenerach odbyły się zdjęcia do wizerunkowej sesji zdjęciowej na nadchodzący sezon. Tym razem producent sesji wybrał plenery Warszawy, które wdzięcznie wpasowały się w koncepcję zdjęć.

Modelki w osobach Agaty Steczkowskiej i Marysi Markiewicz dzielnie zniosły pracę w 40-sto stopniowym upale, a dodać należy , że pracowały w zimowych stylizacjach (autorstwa Jarka Szado).

FOt. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Płaszcze, tuniki i zimowe sukienki pojawią się w towarzystwie wybornych dodatków, których nie może zabraknąć w żadnej „miejskiej sytuacji” : torebki Gawor Collection, biżuteria Modern Silver, okulary Caroline Abram/ Optic Collet, zegarków Lorus. Kosmetyki do sesji zapewniła marka Glazel Visage.

FOt. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Na finalne efekty sesji wizerunkowej przyjdzie nam poczekać do oficjalnej premiery kolekcji butów Nessi „ Miejskie sytuacje”, ale już dziś warto zobaczyć co piszczy w modzie obuwniczej na nadchodzący sezon. Tak po prostu, dla ochłody.

Producentem sesji jest Promotion Instytut/Nowy Showroom.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

 


Zobacz także

Odchudzać trzeba się z głową! 13 rad dla Polki na diecie – od Doktora. Akcja „Polka na diecie”

zdrada emocjonalna

Zdrada emocjonalna – nie taka niewinna jak nam się wydaje

A co, jeśli to nie Mikołaj podrzuca prezenty?