Lifestyle Psychologia

8 rzeczy, które komplikują ci życie. Czas się ich pozbyć raz na zawsze

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 lipca 2016
Fot. iStock/Massonstock
 

Tacy jesteśmy mądrzy: „Oczywiście, że lepiej żyje się prościej, że nie powinniśmy komplikować sobie życia”. Tyle w teorii. Przyznacie, że teoretykami na temat własnego i innych życia jesteśmy doskonałymi. Za to zajęcia z praktyki każdy by pewnie oblał z mniejszym lub większym, ale jednak kretesem.

A żeby nie komplikować sobie życia, wystarczy wyrzucić z niego kilka rzeczy, nawyków. Gdyby to jeszcze było takie proste, no nie? Ale dlaczego by nie spróbować?

Gdyby tak wyrzucić:

Ociąganie się

Gdyby tak dokończyć to, co zawsze zaczynamy? Nie przerywać w połowie, nie odkładać na bliżej nieokreślone później? Przestać myśleć: zrobię to jutro, albo zacznę od poniedziałku? Przeczytałam ostatnio, że zwlekanie jest powikłaniem – i przyznam, że coś w tym jest. Ile już rzeczy masz niedokończonych, czy nawet nie zaczętych, ale tylko zaplanowanych? Daj spokój, lepiej działać tu i teraz. Wtedy zdecydowanie żyje się prościej.

Martwienie się

Takie wiecie, zamartwianie się bez końca, że życie do dupy, że praca beznadziejna, że kochanek by się przydał, bo małżeństwo wieje nudą i brakiem czułości, a do tego jeszcze w ogóle jest bez sensu. A gdyby to martwienie się ograniczyć, a energię spożytkować na rozwiązywanie problemów? Szukanie nowej pracy, pójście do lekarza (a nie myślenie, czy już mam raka, czy jeszcze nie), podjęcie działań, które coś w naszym życiu zmienią. Nie byłoby prościej?

Czekanie

Całe życie czekamy: na lepszą okazję, na miłość, na faceta swojego życia, na to, że coś się wreszcie stanie, bo przecież w końcu stać się musi. Ile można czekać? No jak to ile? Całe życie. Pytanie, czy czekać na coś, co się może nigdy nie wydarzy, czy żyć tym co tu i teraz i z tego się cieszyć i tak nakręcać się do działania, do realizowania marzeń? Tak wiem, są tacy, co wierzą w cuda. Ja wierzę, że nic nie stanie się bez naszego w tym udziału.

Robienie więcej niż powinniśmy

Zatrzymaj się i zastanów, co zamierzasz za chwilę zrobić, a czego zrobić nie musisz? Bo może to zrobić ktoś inny, bo możesz rozdzielić obowiązki, zadania. Jeny, my jesteśmy mistrzami w braniu sobie na głowę tysiąca rzeczy, których w ogóle nie musimy czy nie powinniśmy robić nie dając sobie przestrzeni, czasu na relaks. Czy życie nie byłoby prostsze, gdybyś siedząc na kanapie patrzyła, jak syn wyciąga naczynia ze zmywarki, partner odkurza, a ty po zrobieniu śniadania masz czas poczytać nas? Prościej? Jasne, że prościej.

Fot. iStock/SandraKavas

Fot. iStock/SandraKavas

Kontrolowanie

Tu mogłabym się zatrzymać na dłużej, bo wiem coś o tym… Byłam mistrzem w kontrolowaniu, nic bez mojej kontroli na pewno nie mogło się udać. I byłam o tym święcie przekonana. Tysiąc telefonów, SMS-ów, a najlepiej, jak wszystko jednak sama zrobiłam, bo wtedy miałam pewność, że będzie okej. I wiecie, jak zaczęłam odpuszczać. Pozwalać innym decydować i ponosić konsekwencje, jak coś się nie udało, życie stało się łatwiejsze, zdecydowanie. Także, polecam spróbować.

Brak granic

Gdyby tak wytyczyć je na nowo, te granice. Ustawić priorytety. Dać sobie prawo do powiedzenia: „Nie chce mi się, nie teraz”. I zamiast biegać jak z biegunką między pieczeniem ciasta, sprzątaniem i zabawą z dziećmi, po prostu usiąść na tyłku i odpocząć, albo zrobić coś, na co naprawdę mamy ochotę, nie wiem – zabrać wszystkich na spacer, albo wsiąść na rower i odjechać w siną dal, a później wrócić z dystansem do tego, co same sobie bez sensu czasami narzucamy.

Oszukiwanie

To takie pozornie prostsze – pójście na skróty… Tyle, że zawsze poniesie się tego konsekwencje. No nie da się oszukiwać na dłuższą metę, że czegoś nie widzimy,  nie słyszymy, że jesteśmy inni niż w rzeczywistości i mówimy tylko to, co ktoś chce usłyszeć. Mam takie poczucie, że jak przestajemy oszukiwać i siebie i innych, to rozwiązuje się jakiś niewidzialny supeł, który sami sobie zawiązaliśmy. I nagle zdajemy sobie sprawę, że więcej się uśmiechamy.

Unikanie trudnych rzeczy

Brrrr, kto z nas je lubi. Konflikty, trudne rozmowy. Wolimy jak ten struś schować głowę w piasek i udawać, że nas tu wcale nie ma, albo zamieść wszystko grzecznie pod dywan, tak by nikt nie zauważył. Tyle tylko, że te wszystkie upchnięte do szafy problemy budzą  w nas nieustanny lęk przed konfrontacją, która kiedyś w końcu musi przyjść. A gdy staniemy twarzą twarz z tym, co dla nas trudne? Co takiego się wydarzy, oprócz strachu, który i tak w nas jest? Może się okazać, że wydarzy się zupełnie nic. Rozwiążemy problem i pójdziemy dalej. Lżejsi i połowę.

Ja tam marzę o prostym życiu, bez emocji i rzeczy, które kompletnie nie są mi do szczęścia potrzebne, wręcz przeciwnie, tylko je komplikują. I jasne, nawet osiągnięcie tej łatwości w życiu nie jest proste, ale to nie znaczy, że nie mam zamiaru spróbować. Może wy też się przyłączycie?


Lifestyle Psychologia

Zespół Alicji w Krainie Czarów, czyli najdziwniejsze choroby na świecie

Redakcja
Redakcja
16 lipca 2016
Fot. iStock/vicnt
 

Są choroby w historii medycyny, które nie śniły się nawet doktorowi Housowi i jego ekipie. A już z pewnością niektóre z nich nawet dla niego byłyby trudne do zdiagnozowania.

Zespół uporczywego podniecenia seksualnego

Wbrew pozorom nie dotyka mężczyzn, tylko kobiety, które 24 godziny na dobę są gotowe do osiągnięcia orgazmu i dzień spędzają na nieustannym masturbowaniu się. Fajnie? Niekoniecznie, kobiety chorujące na tę przypadłość nie mogą spać, pracować, funkcjonować normalnie. Często popadają w depresję. Uznana za chorobę w 2001 roku, nadal nie wiadomo, jak ją leczyć.

Ślepota twarzy – prozopagnozja

To choroba, która polega na tym, że człowiek nie jest w stanie rozpoznać czyjejś, a nawet swojej twarzy. Wystarczy, że ktoś zetnie włosy, zrobi inny makijaż, założy okulary i osoba cierpiącą na ślepotę twarzy już jej nie rozpozna,  nawet najbliższej osoby. Choroba dotyka około 2% ludzi.

Śmiertelna bezsenność rodzinna

Dotyka około 40 rodzin na świecie i jest efektem przekazywania wadliwego genu. Lekarze nie wiedzą do dzisiaj, co ten gen uaktywnia. Nie jest to zwykła bezsenności, to nieprzerwany brak snu przez dzień i noc, który prowadzi do zaburzeń ruchu, do depresji, do obłędu. Osoby, u których ten gen się uaktywnia umierają po około dziewięciu miesiącach bezsenności…

Zespół Alicji w Krainie Czarów

Miewasz migreny? Podobno zespół Alicji w Krainie Czarów to choroba, która występuje u co piątej osoby poprzedzając atak migreny, to tak zwana aura. Czym się objawia? Tym, że chorujący ma czasem wrażenie, że czas maksymalnie zwalania, albo przyspiesza, albo powiększa się lub zmniejsza. Może też mu się wydawać, że jakaś część jego ciała się zmienia – na przykład stopa rośnie do jakiś niewyobrażalnych rozmiarów. Podobno zespół Alicji ustępuje wraz z wiekiem.

Trimetyloaminuria

Ta choroba, której nazwę trudno wymówić jest chyba najrzadszą na świecie. Dotyka około 600 osób. To genetyczne zaburzenie metaboliczne, które powoduje, że ludzie wydzielają zapach ryby, nawet ich łzy mają ten zapach. Żaden prysznic, kremy, perfumy nie są w stanie zniwelować tego zapachu… Osoby cierpiące na tę rzadką chorobą stronią od ludzi. Ich choroba jest wynikiem zaburzenia pracy enzymu TMA, który produkuje bakterie w jelicie grubym. Jedynym ratunkiem dla ludzi cuchnących rybą jest wyeliminowanie z doety choliny, która zawarta jest w… niemal wszystkich produktach.

Trichotillomania

To choroba, która polega na… chorobliwym wyrywaniu sobie włosów. Nie tak od czasu do czasu, ale nieustannym, chorujący na tę przypadłość potrafi sobie wyrwać nawet rzęsy i brwi. Nie może się powstrzymać. Ta choroba także dotyka częściej kobiet, a lekarze szacują, że chorują na nie około 2% naszej populacji. Nie jest to żadne zaburzenie, problem z natręctwami, eksperci mówią o organicznej chorobie mózgu. Leczenie bywa różne – od farmakologicznego, aż po terapię, ale rezultatów nigdy nie można być pewnym.


źródło: Focus

 


Lifestyle Psychologia

Twoja matka rozmawiała z tobą o seksie? Dorosłe kobiety, uwięzione w duszy niewinnych dziewczynek, płacą ogromną cenę

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
15 lipca 2016
Twoja matka rozmawiała z tobą o seksie? Dorosłe kobiety, uwięzione w duszy niewinnych dziewczynek, płacą ogromną cenę
Fot. iStock / CoffeeAndMilk

Ona płakała, on wrzeszczał na cały głos i tak stali na drodze przed domem i rozwiązywali swoje problemy i małżeństwo. Pomyślałam, że to jednak jakiś obłęd albo epidemia nowej zakaźnej choroby, która dotyka coraz więcej i więcej rodzin. Nie wytrzymałam, wyszłam na zewnątrz.  

– Każde z was ułoży sobie życie, o to się nie martwcie. Ty pewnie szybciej, ona będzie miała trudniej.  Ale wasi synowie tak, jak moje córki, pogrążą się w tęsknocie za rodziną.  Byłam w tym miejscu, przecież sami wiecie…

Ucichli na moment, jakbym odkryła przed nimi jakąś niewiarygodną tajemnicę. Ona skuliła się w sobie z rozpaczy i wstydu.  „Jaki głupi ten wstyd”- pomyślałam. Ja już go nie mam, już nie. Chyba samą siebie zaskoczyłam własną reakcją. Chciałam odejść, ale on wtedy zaczął wyrzucać z siebie: – Przez chwilę w pracy przyczepiła się do mnie jakaś małolata, nic wielkiego. Więc nawet nie chodzi o to, że ja kogoś mam. A ona teraz robi awantury i zarzuca mi, że ją zdradzam. Jest taka beznadziejna, przez te lata niczego dobrego od niej nie doznałem, już na pewno nie w łóżku. Zostałam wciągnięta w ich problemy, żale i pretensje. I nie jego słowa o małolacie, ale ostatnie zdanie podziałało na mnie, jak  płachta na byka, dotknęło wrażliwego miejsca mojej i tylko mojej kobiecej natury.   Odwróciłam się w stronę dziewczyny i zadałam zaskakujące pytanie: – Czy twoja matka rozmawiała tobą o seksie? – Nie, nigdy. Właściwie nie musiała tego mówić, jej ciało mówiło wszystko. Spuściła głowę.

Więc ja podniosłam głowę do góry za nią, za siebie, za wszystkie dziewczyny wychowane w domach, w których seks był tematem tabu i odpowiedziałam mu: – Byłam taka, jak twoja żona – kiepska w łóżku, zbyt nieśmiała, niepewna swojej cielesności, niegotowa na nowe.  Ale wiesz, to potrafi się zmienić. Oj… nawet nie masz pojęcia, jak bardzo.  We mnie obudził tę stronę kobiecości ktoś, kto pojawił się kilka lat po rozwodzie. Było cudownie! Nauczył mnie tak wiele o sobie samej, i o tym, że seks jest piękny, a gdy się go w pełni odkryje, to nie sposób bez niego żyć.  Nie jestem wyjątkiem, przewodnikiem mojej przyjaciółki po świecie intymności był jej kochanek, z którym teraz założyła szczęśliwą nową rodzinę. Ile twoja żona ma lat? Chyba jest w moim wieku… coś blisko 40? – to dobrze, bo wtedy właśnie kobiety mają największe potrzeby. Dobrze żebyś to wszystko wiedział i myślę, że masz ogromne szczęście, bo nadal jest szansa, że twoja żona swój pierwszy orgazm po ślubie będzie miała z tobą.

Zaniemówił, stał patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami, aż powiedział: – Dziękuję ci…, podszedł i podał mi rękę.  Pomyślałam, że może nie wszystko między nimi stracone, że może się opamięta. Było mi żal tej dziewczyny z sypialni przy wiecznie zgaszonym świetle… i tej teraz stojącej na drodze – smutna, wychudzona i zawstydzona była zupełnie jak ja sprzed kilku lat.

Ona i ja byłyśmy podobne.  Pokolenie dziewczyn nieświadomie skrzywdzonych przez pruderię własnych rodziców. W naszych domach o seksie się nie rozmawiało, erotyczne sceny w filmach były powodem pewnego zakłopotania.  Fizyczność nie istniała. Kiedy zaczęły rosnąć nam piersi, garbiłyśmy się, żeby nie było ich widać.  Pierwsza miesiączka była krępującym i smutnym przeżyciem, bo kończyła wiek niewinności.

O tych wszystkich sprawach rozmawiałyśmy  głównie  między rówieśnikami, ukradkiem, na podwórku. Z matką prawie wcale, z ojcem w zasadzie nigdy. W naszych domach szanująca się dziewczyna nie pozwalała sobie na zbliżenie z chłopakiem, nie za wcześnie… a jeśli już, to najlepiej, żeby rodzicie się nie dowiedzieli.

– Pamiętaj, jedna chwila przyjemności może kosztować cię całe życie – to jedyna nauka, jaką dawał nam najczęściej ojciec. Zapomniał dodać, że ta chwila w związku, w małżeństwie jest niezmiernie istotna. Matka nigdy nic nie mówiła, wręcz zachowywała się tak, jakby dzieci naprawdę przynosiły bociany. Nie powiedziała córce, że sypialnia nie jest miejscem na cnotliwość, tylko oazą intymności między dwojgiem ludzi.  Jakie, więc wzorce przeniosła do swojego życia ta dziewczyna ? Takie same.

Wyszłyśmy młodo za mąż, urodziłyśmy dzieci, a później skoncentrowałyśmy się na ich wychowaniu. Dom, dzieci, praca wszystko wspaniale dopilnowane – tak, jak uczyły nas matki. Mąż zadbany, ale… no właśnie. Czegoś zabrakło w tych związkach, zabrakło elementu i kochanka i kochanki, bo nikt nie powiedział nam,  że to ważne, dobre…

fajne.

Dorosłe kobiety na długo zostają uwięzione w duszy niewinnych dziewczynek płacąc za to ogromną cenę – warto mieć tego świadomość wychowując córki. Natomiast synom… cóż chyba trzeba im wiele opowiadać o kobiecej naturze, żeby później wiedzieli… jak kochać…przy włączonym świetle.

Kobiety o duszy małych dziewczynek –  nigdy nie jest za późno, żeby pozbyć się cnotliwości! Warto, naprawdę!


Zobacz także

5 nie zawsze typowych sygnałów, że w twoim ciele rozwija się nowotwór. Nie ignoruj ich, ryzykujesz zdrowiem i życiem

10 zaskakujących sygnałów odwodnienia

„Gdybym był kobietą, byłbym lepszym premierem”. Donald Tusk o kobietach i miłości