Lifestyle

4 fazy rozwoju w życiu kobiety. I obyś nie trafił na trzecią…

Redakcja
Redakcja
21 czerwca 2021
Photo by Yury Orlov on Unsplash
 

Większość kobiet musi przejść tę drogę. Jedne krócej, drugie dłużej. Niektóre z nas bardzo późno wychodzą z pierwszych dwóch etapów. Inne nigdy nie osiągną czwartego. A warto! Zranienia emocjonalne, odejścia bliskich, ważne wydarzenia, to wszystko nas zmienia. I może dojrzewanie to bolesna nauka, ale dzięki niemu nadchodzi moment, gdy się przeobrażamy i już nikt nie naruszy naszych granic. A ty na jakim etapie jesteś?

Etap 1. Potulna

Niekoniecznie musi być córką despotycznych, narcystycznych, czy chwiejnych rodziców. Czasem tresuje ją przedszkole, szkoła. Nauczyciele, wychowawcy, niefajne ciotki i sąsiadki. Musi grać tak, jak jej zagrają. Tańczyć, śpiewać, recytować. Ale nie za odważnie. Tak w schemacie. Tak tresuje się idealną kandydatkę na „porządną” kobietę. Potulna nic nie powie, gdy promotor naruszy jej granice, nie powie też nic później, gdy będzie nadużywana przez szefa i szefową. Na wszystko się zgodzi, wszystkiemu przytaknie. Jest jak dom bez drzwi i okien, każdy może wejść, wziąć co chce i wyjść. Tak, narasta w niej złość, ale rzadko uderza w innych. Najczęściej potulna jest mistrzynią autoagresji.

Etap 2. Zabiegana

To doroślejsza Potulna. W ten etap wchodzi najczęściej wtedy, kiedy zostaje żoną i matką. I przecież to trzeba połączyć z pracą, bo jak nie, perfekcjonistka w niej (wyhodowana z potulną) krzyczy: jak to nie dajesz rady? Ty nie dajesz rady?! A twoja sąsiadka daje. Przyjaciółka daje. Zobacz, ona jeszcze do tego biega, a w nocy rzeźbi. Jesteś zmęczona? Nie masz siły zrobić o czwartej rano ciasteczek na kiermasz? Słabo, słabo, słabo. Zabiega pędzi w kołowrotku i nawet nie widzi, że pędzi, robi wszystko, żeby nie słyszeć własnych myśli, bo mogłaby już więcej rano
nie wstać. Zabiegana będzie pracować o drugiej w nocy, bo obiecała projekt (chociaż już sama obietnica, że go zrobi tak szybko była absurdem), nie zrobi przykrości koleżance, której już nie ma siły słuchać i nie odmówi własnym
dzieciom (bo byłaby przecież złą matką). I tak wszyscy skaczą po głowie Zabieganej. Mąż też często, bo w końcu Zabiegana go do tego przyzwyczaiła. Skoro ona daje radę, on nie musi.

Zabiegana może przeżyć lata całe, nawet do emerytury, chyba, że dostanie ostre ciosy. I nie zdąży się zasłonić. A uderzyć zabieganą może każdy. Szef awansuje nową osobę, choć Zabiegana 15 lat dla niego biega, przyjaciółka nie doceni, mąż znajdzie inną, mniej zajętą, dzieci pójdą w świat albo wcale nie odwzajemnią jej poświęcenia. Bo jak jeden się poświęca, drugi ktoś tego nie szanuje. Tak Zabieganej serce zamienia się w lód. Ma dość. Jest wkurzona. Teraz ona będzie ranić.

Etap 3. Królowa lodu

Bez kija do niej nie podchodź. Jest w życiowym szale. Męża puszcza w skarpetkach albo zamienia się w „Złą byłą”, która już nie myśli o własnym dziecku, za to myśli o zemście. Nawet dostatecznie dobry ojciec nie ma u niej szans. Bo ona jest perfekcyjna! Więc dlaczego eks nie jest! Dla nowych mężczyzn pojawiających się w jej życiu jest surowym sędzią i katem w jednym. Nie bierze jeńców, zabija od razu. Nie ma w niej śladu Potulnej, przynajmniej na zewnątrz. Inne kobiety też zabija, przynajmniej wzrokiem. Nie można przecież im ufać, to zołzy. Wszystkie. Królowa lodu karierę już potrafi robić po trupach, a nawet jeśli nie, to o tym marzy. Nie chce się już z innymi liczyć. Oni nie liczyli się z nią.

Ach, ile z nas było królową lodu, choć raz. Tą prychającą, jak to pisze Natalia de Barbaro, czującą się lepszą od innych, oceniającą. Tą surową, nie dającą szansy. Tą złą. Najgorsze, że królową lodu można zostać już na zawsze. Świat w końcu jest okrutny i trzeba się przed nim bronić, po co myśleć o ludziach, którzy nas kochają i lubią.

Etap 4. Świadoma

Często rodzi się ze zmęczenia. Sobą. Czasem z utraty kogoś ważnego. Zdarza się, że jedno spotkanie z drugą kobietą, która przeszła poprzednie trzy etapy sprawia, że rusza lawina zmian. Zaczyna się praca nad sobą, terapia, coaching, a czasem po prostu mądre książki i rozmowy. Medytacja, grupy na Facebooku, odsłuchane godziny wykładów psycholożek, które prowadzą webinaria na YouTubie. Milion pytań do siebie: czego chcę, potrzebuję, co we mnie jest prawdziwe, a co czyjeś. Jak chcę spędzić resztę życia, z kim być, a z kim naprawdę nie być, co robić zawodowo? W jakim miejscu być za rok, dwa i pięć? A może nie muszę tego wiedzieć, bo lubię żyć z dnia na dzień i gdzieś mam modę na plany.

Dlaczego jestem taka, jaka jestem, gdzie są moje mocne strony, a gdzie słabe? Odpowiedzi na te pytania to wytężona droga do siebie. Wtedy nie trzeba być już potulną, zabieganą, czy zimną. Rozumie się, że obrona siebie to nie agresja i jest zloty środek między domem bez drzwi i okien, a domem na którego straży stoi rozwścieczony doberman. Rozumie się też, że jest złoty środek między byciem ofiarą, a katem. I im jest się lepszym, bardziej wyrozumiałym dla siebie, tym łatwiej wybaczać innym. Piękny to etap nauki o sobie. i może trwać do końca życia. Obyśmy wszystkie do niego dotarły.


Lifestyle

Czas pierwszych, samodzielnych wojaży. Wraz z nimi pojawia się pytanie: pozwolić czy nie? [WAKACYJNE TEMATY TABU]

Redakcja
Redakcja
21 czerwca 2021
Photo by Tim Mossholder on Unsplash
 

Długo wyczekiwane, wytęsknione, upragnione, zaplanowane… wakacje. Radość, wolność, swoboda i przestrzeń – nie tylko dla nas dorosłych, ale również dla naszych dorastających dzieci. Po miesiącach, spędzonych w domu – mają teraz swoje plany i marzenia dotyczące samodzielnych wyjazdów. Jak je zrealizują? Jaki mamy na to wpływ? Czy powinniśmy się martwić? O czym porozmawiać przed wyjazdem i czy rzeczywiście to wystarczy?

Głodni wrażeń

Rok szkolny 2020/2021 dał nam zdecydowanie w kość. Zarówno rodzicom jak i podłączonym do sieci dzieciom i nastolatkom. Odseparowani od naturalnego kontaktu z rówieśnikami odczuwają obecnie ogromną potrzebę nadrobienia straconego czasu. Podarowane, ostatnie tygodnie w szkole to wzmożona interakcja z kolegami i koleżankami, próba ponownej asymilacji w grupie, zabłyśnięcia na jej tle i ustalenia tam swojej pozycji. Podobnie jak dorośli pragną wolności, kontaktów i odrobiny szaleństwa po wyrwaniu się z narzuconych nam przez pandemię schematów postępowania. Jest to naturalna reakcja, niemniej może w nas budzić pewien niepokój. Tym bardziej, że zaczynają się wakacje i czas pierwszych, samodzielnych wojaży. A wraz z nimi pojawia się pytanie: pozwolić czy nie?

Sex, drugs & rock’n’roll

Zakazany owoc smakuje podobno najlepiej. W szpalerze tych najbardziej pożądanych przez młodzież stoją: imprezy, narkotyki, alkohol, papierosy i seks. Przekraczanie granic leży w naturze niemalże każdego nastolatka, próbowanie i testowanie otaczającego świata i możliwości, które oferuje to coś co wydarza się i wydarzało również, gdy my byliśmy w tym wieku. 

Przypadkowy seks na wakacjach i złamane serce, niechciana ciąża lub choroba. Impreza wspomagana narkotykami i alkoholem a w następstwie gwałt czy wypadek – to scenariusze, o których nie dostrzegają młode serca szykując się do letniego wyjazdu. Myśląc o tym co zakazane widzą jedynie tajemnicze symbole dorosłości i niezależności.

Metodą na przełamanie tabu, na pozbawienie go części magicznego blasku, jest potraktowanie go zwyczajnie – jako coś ogólnie znanego i dostępnego, bardziej lub mniej przyjemnego, ale niosącego również ze sobą pewne konsekwencje. Naszą rolą, jako rodziców, jest mówienie, a raczej rozmawianie na trudne tematy z naszymi dziećmi, bez straszenia, ale też bez słodzenia i przeinaczania rzeczywistości. Zarówno temat seksu, używek czy narkotyków możemy podać w taki sposób by nie budził niepotrzebnych i niezdrowych emocji, a co za tym idzie pokus lub dezorientacji i zaskoczenia w momencie konfrontacji z trudną sytuacją. 

Pod zasłoną milczenia

Michał Zawadka – ekspert rozwoju mentalnego młodych ludzi i rodzinKiedy jak bumerang, co roku wracają do mnie w rodzicielskich pytaniach wakacyjne tematy tabu, utwierdzam się, że największym tematem tabu dla rodziców jest własny rozwój i świadoma komunikacja z dziećmi. 

Przez cały rok mając tysiące okazji do rozmów na wszelkie tematy z naszymi dziećmi i nastolatkami udajemy, że „trudnych” tematów nie ma, najeżamy się za każdym razem, gdy ktoś próbuje nas „pouczać” w byciu rodzicem, a kiedy przychodzi czas zetknięcia się z „prawdziwym życiem” przez młodzież zaczynamy panikować, zrzucając na nich nasz brak odpowiedzialności. Oczywiście są tysiące otwartych i świadomych komunikacyjnie rodziców, do nich teraz nie mówię, ale oni też nie panikują przed wakacjami. 

Jako dorośli, nosząc często swoje traumy, wspomnienia, modele wychowania, mentalność sprzed lat, społeczną cenzurę myśli, sami demonizujemy tematy seksu, alkoholu, używek, niebezpieczeństw i uznajemy, że nie wspominając o nich uchronimy nasze dzieci przed złem. A tu okazuje się, że strzelamy sobie w kolano…

Żaden nastolatek nie zrezygnuje z poszukiwania wiedzy i doświadczeń na temat związków, ciała czy seksu tylko dlatego, że w jego domu się o tym nie rozmawia. Młody człowiek nie stanie się odporny na alkohol, używki, narkotyki tylko dlatego, że my nie wiemy, jak o nich mówić. I dlatego, że milczenie nie załatwia tu sprawy – tematy tabu stają się pod zasłoną milczenia bardzo niebezpieczne. 

Młodzi ludzie bez adekwatnej wiedzy podanej i naturalnie przegadanej przez dorosłych i tak poszukują, ulegają, doświadczają przy każdej możliwej sytuacji. Dlatego, kiedy przychodzą wakacje boimy się nie tego, że „te” tematy istnieją, ale tego, że nie wiemy, co nasze dziecko wie o nich i jak się wobec nich zachowa lub już zachowuje. 

Zaufać nastolatkowi

Wyjazd nastolatka to pierwszy prawie dorosły wyjazd… Prawie, bo nasze dziecko to jednak wciąż jeszcze dziecko, ale z aspiracjami i pokusami dorosłego. Okres dorastania jest czasem, gdy hormony buzują, napędzając do odkrywania świata, przeżywania przygód i bycia wszechwiedzącym buntownikiem. Nic dziwnego, że w pewnym momencie nastolatek prosi o zgodę lub po prostu komunikuje zamiar pierwszego, samodzielnego wyjazdu z przyjaciółmi lub dziewczyną – z dala od naszej rodzicielskiej pieczy.

Jak wtedy powinniśmy się zachować, jakie aspekty rozważyć przy podejmowaniu decyzji o zezwoleniu lub zakazie? Po pierwsze – nie wpadajmy w panikę i nie układajmy w wyobraźni negatywnych scenariuszy a przede wszystkim nie zabraniajmy pochopnie. Nieuzasadniony zakaz powoduje nawet u dorosłego człowieka chęć buntu, a co dopiero u nastolatka. Zamiast tego spokojnie, bez niepotrzebnych emocji zastanówmy się, czy nasze dziecko jest na to gotowe? Pytanie tak naprawdę dotyczy nas i tego jaką pracę włożyliśmy w wychowanie młodego człowieka. Jaką uważność wykazaliśmy przez lata wspólnego bycia razem, jakie rozmowy prowadziliśmy i w konsekwencji jak dobrze czujemy nasze dziecko. Zaufać nastolatkowi to tak naprawdę zaufać sobie jako rodzicowi. Pamiętajmy również, że któregoś dnia nadejdzie moment, kiedy nasze dziecko opuści przysłowiowe bezpieczne gniazdo i będzie musiało nauczyć się funkcjonować samodzielnie w wielu trudnych sytuacjach (nie tylko wakacyjnych). Nie ochronimy go i nie schowamy przed nim świata, możemy go jedynie przygotować na ten świat. Więc zróbmy to zawczasu.

Na chwilę przed

Przed pierwszym wyjazdem z rówieśnikami powinna wydarzyć się rozmowa. Niezależnie od tego jakie mamy przeczucia i odczucia względem dojrzałości i motywów naszego dziecka powinniśmy upewnić się, że jest ono gotowe lub nie na samodzielne wakacje. Zapytajmy o to z kim ma zamiar spędzić okres wakacyjny? Na jak długo zamierza wyjechać? Powróćmy również do tematu konsekwencji z jakimi wiąże się spożywanie alkoholu, narkotyków, zbliżenie seksualne bez zabezpieczenia itp. Logiczne i dojrzałe argumenty nastolatka podczas rozmowy powinny być jednym z bodźców do wyrażenia zgody na taki wyjazd. Jeżeli jednak odpowiedzi wydają się nam wymijające lub niedojrzałe a ponadto czujemy, że w naszym dziecku jest zdecydowanie więcej dziecka niż dorosłego, łatwo ulega wpływom lub jest nieodpowiedzialne – odmówmy – spokojnie i używając rzeczowych argumentów. Nadejdzie kolejny rok, a wraz z nim kolejne możliwości wakacyjne. My natomiast będziemy mieć czas, by uzupełnić zaległości w rodzicielskiej uważności i wspólnym oswajaniu tematów tabu.

Tabu oswojone

Michał ZawadkaPracuję z młodymi ludźmi od lat. Kiedy rozmawiam z zaprzyjaźnionymi psychologami i seksuologami, na jaw wychodzi smutny fakt, że młodzi ludzie bez świadomości i wiedzy na temat ciał, związków, seksu przekazywanej od rodziców budują swoją świadomość na pornografii i oderwanej, wulgarnej, ciemnej stronie seksu. Na kozetkach siedzą coraz młodsi z zaburzeniami związków, szacunku do siebie, z przekonaniami, że relacje i stosunek do płci przeciwnej powinien wyglądać jak na filmach porno. I z tak zdobytą wiedzą jadą na wakacje. Bez zaszczepionych wartości, przekonań, wiedzy, znajomości konsekwencji, z nierealnymi oczekiwaniami do siebie, swojego wyglądu i zachowań. Może te dane Was zaskoczą, ale niezależnie od „kontroli rodzicielskiej” w telefonach, tabletach czy komputerach dzieci w szkołach, będąc nawet w czwartej, piątej klasie po kilka razy dziennie potrafią wchodzić na strony pornograficzne. Niezależnie od tego czy te dane nam się podobają czy nie, powinniśmy się zająć tym, by maksymalnie nasze dzieci przed tym zabezpieczyć… jak? Wiedzą i świadomością wypełnioną prawdziwym życiem i w oparciu o wartości, które są dla nas ważne. To samo dotyczy narkotyków, alkoholu czy wszelkich niebezpieczeństw. 

Zrozummy, że każdy z tematów tabu jest albo częścią naturalnego rozwoju, albo częścią życia. Tak – złe rzeczy też są częścią życia. I nie pozbędziemy się ich „wycinając wilka” z bajki o Czerwonym Kapturku. 

Jak uczy nas najnowsza wiedza z neuronauki to nie trudne, złe czy tragiczne informacje czynią z dzieci „złych ludzi”, a brak komentarza na ich temat ze strony dorosłych. To nie gry komputerowe wychowają „morderców”, ucząc strzelać i zabijać do zabawy, a brak komentarza do wirtualnego świata. Przetrwaliśmy i rozwijamy się od tysięcy lat dzięki przekazywaniu wiedzy. Nasze neurony lustrzane pozwalają nam na podstawie wiedzy, opowieści, nawet tych tragicznych, przeżywać i uczyć się reakcji w określonych sytuacjach w komfortowych warunkach i bezpiecznej atmosferze, bez konieczności ponoszenia odpowiedzialności. Natomiast obcowanie z taką wiedzą pozwala budować adekwatne reakcje, rozważać modele zachowań, zapoznać się z emocjami i je rozumieć. Dzięki temu dziecko znajdując się w konkretnej sytuacji w życiu ma zasoby, żeby skorzystać z nich i odpowiednio, bezpiecznie dla siebie zareagować. 

Rozmawiając z dzieckiem, nastolatkiem w naturalny sposób o seksie czy używkach uczymy go też zaufania, szacunku do nas i do siebie oraz pokazujemy, że możemy otwarcie o wszystkim porozmawiać, co jest niezwykle ważne w momencie popełnienia błędu czy przekroczeniu granic i zmaganiu się młodego człowieka ze strachem. 

Nauczmy się mówić do dzieci o seksie czy ciele jak o kawie, górach, czy serialu. Zrozummy, że nos, ręka czy kolano to taka sama część ciała jak piersi czy penis. To my demonizujemy. Nie znam żadnego dziecka, które słysząc noga czuje się zawstydzone, natomiast rozmawiając o dojrzewaniu wielu młodych ludzi czuje się zażenowana, a przecież każdy z nas ma ciało i naturalny jest jego rozwój. 

Ważne, żeby w tym wszystkim, dzięki otwartym rozmowom dziecko z czasem uznawało przekazywane wartości, normy i zachowania jako swoje. Inaczej, wpychając dziecko na siłę w nasze nakazy i zakazy stracimy możliwość „kontroli”, a młody człowiek straci zaufanie do siebie. 

Mój dziewięcioletni syn i dwunastoletnia córka wie o narkotykach, alkoholu, napadach, zboczeńcach, seksie, dojrzewaniu, płciowości, odmiennościach seksualnych, przeklinaniu i dzięki temu, że dostosowując tę wiedzę od lat do psychoruchowego ich rozwoju jestem spokojny o ich zachowania w poszczególnych obszarach. Czy mam pewność? Nie, jednak im ufam i wiem, że kiedy popełnią błędy to nie zrobią z nich tematów tabu, wiem i jestem pewien, że spotykając się z narkotykami, papierosami, seksem będą umiały zachować się w oparciu o poczucie własnej wartości, bez konieczności przypodobania się grupie czy testowania dla „fanu”.   

Na koniec pamiętajmy, że kiedy już coś się wydarzy, to zanim ocenimy i zaatakujemy nasze dziecko w stylu „jak śmiałeś…”, to najpierw zastanówmy się co mogło do tego doprowadzić, i że niezależnie od sytuacji to my powinniśmy być po ich stronie. 

Życzę na te wakacje wielkiej odwagi w rozmowach, bezwarunkowej miłości, doceniania i otwartości na błędy, bo kto jak nie my popełniliśmy ich bez liku, będąc w ich wieku… ale o tym się nie mówi…  

Tekst powstał we współpracy z Michałem Zawadką – ekspertem rozwoju mentalnego młodych ludzi i rodzin oraz autorem bestsellerowych książek wspierających ten rozwój, takich jak „Chcę być kimś” i „Uśmiechologia. Pozytywna strona myślenia”, a także twórcą przestrzeni dla rodziców „Uwaga na dzieci”.


Lifestyle

10 powodów, dla których warto jeść sushi

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
19 czerwca 2021

Istnieje wiele rodzajów sushi, a Polacy ze smakiem zajadają się każdym z nich. Zarówno to z krewetkami, owocami morza czy z samymi warzywami znajdzie wielu zwolenników. Sushi to nie tylko smaczne i „nowoczesne” danie, ale także pełnowartościowe i zdrowe. Oto najważniejsze powody, dla których warto jeść sushi.

10 powodów, by jeść sushi

  • Nori, czyli algi morskie, to jedne z najbardziej znanych wodorostów. Choć algi na Dalekim Wschodzie znane są od wiek wieków, to ostatnimi czasy podbijają cały świat. Nori stosowane są do przygotowania sushi i chyba w tym daniu jemy je najczęściej. Algi morskie są bardzo cennym źródłem jodu, będącego mikroelementem, którego ilości w diecie przeciętnego Polaka są znikome. Ponadto nori, ze względu na zawartość kwasów omega-3, może przyczyniać się do obniżenia poziomu złego cholesterolu we krwi. Także poprawia pamięć i koncentrację.
  • Choć sushi kojarzy nam się głównie z surową rybą, to można ją zastąpić pieczoną lub wędzoną. Tłuste ryby wykorzystywane do przygotowania sushi np. tuńczyk, łosoś zawierają kwasy omega-3, które obniżają poziom cholesterolu. Wpływają korzystnie na pracę mózgu, serca i stan kości. Dodatkowo są dobrym źródłem cynku i białka. Znajdziemy w nich także witaminę E, D oraz witaminy z grupy B.
  • Podstawą sushi – obok ryb – są owoce morza, których wartości odżywcze są powszechnie znane. Krewetki to doskonałe źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych i białka. Zawierają duże ilości selenu, witaminy D i witamin z grupy B.
  • Wasabi, czyli japoński chrzan o bardzo ostrym smaku, to kolejny niezbędny składnik do przygotowania sushi. Posiada działanie antybakteryjne, a jego spożywanie szczególnie polecane jest przy przeziębieniu i infekcji. Jest skarbnicą witamin i minerałów. Obfituje w potas, cynk i magnez, a także witaminę C. Wasabi pobudza wydzielanie soków trawiennych, jego stosowanie polecane jest osobom zmagającym się z niestrawnością.
  • Imbir pokrojony w cienkie plasterki, marynowany w słodko-octowej zalewie, stosowany jest w sushi jako neutralizator. Spożywany pomiędzy kęsami oczyszcza kubki smakowe. Proces marynowania nie wpływa na cenne właściwości imbiru, który doskonale wspomaga trawienie i pomaga w walce z przeziębieniem. Korzeń imbiru zawiera wiele witamin i składników mineralnych. Jest bogatym źródłem witaminy B6, potasu, magnezu i miedzi.
  • Awokado, nazywane gruszką miłości, obfituje w cenne sterole roślinne – fitosterole, które w układzie pokarmowym „blokują” miejsce do wchłaniania cholesterolu. Dodatkowo zawiera potas, jest skarbnicą witamin A i E – związków posiadających działanie antyoksydacyjne, które utleniając się, chronią składniki komórek przed wolnymi rodnikami. Znajdziemy w nim także witaminę K oraz witaminy z grupy B,  a w szczególności kwas foliowy.
  • W sushi możemy niekiedy znaleźć pędy bambusa, które są bardzo popularne w krajach Azjatyckich. Pędy zawierają duże ilości błonnika odpowiadającego za uczucie sytości i potasu, korzystnie wpływającego na pracę układu krążenia.
  • Smak sushi wzbogaca także karczoch, uprawiany głównie w basenie Morza Śródziemnego. Karczoch od zawsze ceniony jest ze względu na korzystny wpływ na układ pokarmowy i wątrobę. Wspiera przemianę materii i może być pomocny w walce z odchudzaniem. Jest źródłem manganu, kwasu foliowego i witaminy B6.  Znajdziemy w nim również błonnik pokarmowy i inulinę czyli wielocukier wpływający na obniżenie poziomu cholesterolu i cukru. Karczoch zawiera cynarynę posiadającą działanie hepatoprokreacyjne, co oznacza, że obniża ryzyko stłuszczenia wątroby.
  • Nie sposób nie wspomnieć o ryżu, który bogaty jest w węglowodany będące głównym źródłem energii. Ryż jest produktem bezglutenowym, a tym samym może być bezpiecznie spożywany przez osoby z celiakią i nietolerancją glutenu. Dodatkowo jest źródłem witamin z grupy B, szczególnie kwasu foliowego.
  • I najważniejsze! Dobrze skomponowane sushi stanowi zbilansowany posiłek zawierający białko, węglowodany i dobrej jakości nienasycone kwasy tłuszczowe.

Tekst przygotowany wspólnie z dietetyk Kamilą Kielak – Biskupską. Współautorką publikacji na temat spożycia witamin i składników mineralnych z żywności wzbogacanej i suplementów diety przez młodzież.


Zobacz także

Wiesz, że mu się podobasz? Poznaj sygnały świadczące o tym, że facet z tobą flirtuje

Shirley jest jednak pełna nadziei, uczy jak żyć. A ty masz odwagę żyć?

12 sygnałów, że jesteś blisko załamania nerwowego