Nie podoba ci się, to mnie zostaw! Jak kobiety sabotują związki

Redakcja
Redakcja
25 kwietnia 2018
Fot. iStock/silverkblack
 

Jasne, że świat roi się od łamaczy serc, od kłamców i oszustów. Jest jeszcze ta grupa mężczyzn, który nie kłamią i nie oszukują, ale boją się zaangażowania, albo po prostu są irytujący. Pewnie każda z nas ma na swoim koncie jakąś interesującą historię z nieszczęsnym partnerem – nieudacznikiem w roli głównej. Jednak, która jest bez grzechu, niech pierwsza rzuci kamieniem… Bo kobiety czasem nie zdają sobie sprawy z tego jak bardzo sabotują swoje związki.

Spodziewamy się bycia traktowanymi jak księżniczki

Ale w tym złym znaczeniu. Nie ma nic dziwnego w tym, że chcesz być traktowana z szacunkiem przez mężczyznę, z którym się spotykasz. Ale na litość boską, to musi działać w obie strony. Nie możesz mieć jednego dawcy i jednego biorcy w związku, o ile jeśli chcesz oczywiście, aby związek trwał.

Bycie partnerem czy partnerką w związku nie polega na byciu rozpieszczonym dzieckiem, wymagającym ciągłej uwagi, traktowania z nadzwyczajną delikatnością i obsypywania prezentami. „Księżniczki” trudno zadowolić i trudno z nimi wytrzymać. Kochają szantażować emocjonalnie swoich partnerów („Nie podoba ci się, to mnie zostaw!”) i wykańczają ich psychicznie, bo nigdy nie wiadomo, o co im tak naprawdę chodzi.

Jesteśmy maniaczkami kontroli

Czy jesteś kobietą, która „nie jest apodyktyczna, ale po prostu wie lepiej, co on powinien robić”? Pora się opamiętać. Kilka innych syndromów:

* Jesteś „sztywna” / nie lubisz lub nie radzisz sobie ze spontanicznością – w zasadzie nie potrafisz wyluzować

* Jesteś wymagająca / zaborcza- chcesz być z nim cały czas, stale dzwonisz i wysyłasz wiadomości, panikujesz, gdy on nie odpowiada odpowiednio szybko

*Jesteś zazdrosna – nie chcesz, żeby patrzył lub nawet rozmawiał z innymi kobietami. Nienawidzisz wszystkich jego byłych. Najlepiej, żebyście mieli wspólne konto na Facebooku. Złościsz się, gdy on chce wyjść gdzieś bez ciebie.

Kochając wciąż swojego byłego

Jeśli nadal kochasz swojego byłego, przestań się umawiać z kimś innym, aż się z tej miłości wyleczysz. Albo przynajmniej przestań o nim mówić, kiedy jesteście razem. Przestań porównywać mężczyznę, z którym jesteś do tego, z którym byłaś. Przestań się nim zachwycać, przestań wspominać z błyskiem w oku i rozmarzonym spojrzeniem wspólne chwile, sprawiać, by ten z którym jesteś czuł się dosłownie bezwartościowy.

Bywamy materialistkami

Tak samo jak niektórzy mężczyźni. Jeśli jesteś typem kobiety, które „chodzi tylko o pieniądze” i dbasz tylko o to, ile on zarabia, jak mieszka, jaki ma samochód i co może ci zaoferować,  oddalasz się od znalezienia prawdziwego szczęścia.

Specjalizujesz się jedynie w tym, co dotyczy jedynie… ciebie samej

Masz w zwyczaju większość zdań zaczynasz od słowa „ja”? Uważasz, że w związku jesteś najważniejsza, oczekujesz, że twoje potrzeby będą na pierwszym miejscu? No nie, one powinny być traktowane na równi z potrzebami twojego partnera. Inaczej wam po prostu nie wyjdzie. To znaczy jedno z was nie będzie w tym związku szczęśliwe, spełnione.  Przestań „oczekiwać” rzeczy materialnych od partnerów, przyjaciół, życia. Marzysz o czymś, zapracuj na to, bo warto nawet dla samego uczucia satysfakcji. W związku oczekuj lojalności, szacunku, zaufania i uczciwości. Cokolwiek dostajesz od niego ponad to, co jest NAPRAWDĘ ważne, jest po prostu dodatkowym bonusem. To nie powinno być to, czego szukasz w miłości.

 

 


Już podjęłaś decyzję, teraz czekasz na odpowiedni moment. Jak powiedzieć „Chcę rozwodu”?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
25 kwietnia 2018
Fot. iStock/mikkelwilliam
Następny

Patrzysz na tego swojego faceta i wiesz, że to nie jest mężczyzna twojego życia. Że to małżeństwo od samego początku nie miało racji bytu. Decydujesz, że chcesz rozwodu. Albo inaczej, bardziej dramatycznie – nakrywasz go na zdradzie, rzucasz obrączką i mówisz, że to koniec i składasz pozew. To dwa całkiem niezłe scenariusze. Problem w tym, że nadają się na film. W prawdziwym życiu słowa „chcę rozwodu” z trudnością przechodzą przez gardło. Mam znajomą, która przez 3 lata tkwiła w związku, choć wiedziała, że nie kocha swojego męża i nie chce się zestarzeć u jego boku. Można zapytać, dlaczego tak długo zwlekała z rozwodem? Odpowiedź jest prosta – bała się odpowiedzialności. Nie chciała zadecydować. Bo kiedy jedna ze stron mówi „chcę rozwodu”, niejako bierze odpowiedzialność za tę decyzję. Niekoniecznie jest winna rozpadowi małżeństwa (i na ogół nie jest), ale to z jej ust padły słowa, które wszystko zmieniają. Póki jeden z partnerów nie wypowie ich głośno, można udawać, że wszystko jest ok, że się staramy, że może przezwyciężymy te kłopoty. Kiedy słowo „rozwód” rozstanie wypowiedziane, trzeba zmierzyć się z konsekwencjami, a te są różne – podział majątku, pranie brudów, płacz dzieci, potępienie ze strony rodziny. Nie ma się co dziwić, że Magda długo wstrzymywała się z ostateczną decyzją o rozwodzie.

Inna moja znajoma zwlekała z decyzją, ponieważ bała się reakcji męża. Był tyranem, manipulował nią i często stosował przemoc fizyczną, psychiczną i finansową. Była przekonana, że coś jej zrobi, kiedy dowie się o jej planach. Była tak zastraszona, że kompletnie nie wiedziała, jak zabrać się za ten cały rozwód, a przede wszystkim – jak o nim powiedzieć.

Zdarza się też, że nie potrafimy zebrać się w sobie i porozmawiać z partnerem, ponieważ mamy wyrzuty sumienia. Kiedy wiemy, że ten człowiek nas kocha i jest dobrym mężem/ojcem, ale my po prostu przestałyśmy już kochać i nie chcemy dłużej tego ciągnąć. Tak też przecież w życiu bywa. Podjęcie decyzji o rozwodzie i przeprowadzenie takiej rozmowy może być więc bardzo trudne.

Jeśli znajdujesz się w podobnej sytuacji, musisz przygotować się do takiej rozmowy. Przede wszystkim miej świadomość, że słowa „chcę rozwodu” będą traumatyczne zarówno dla ciebie, jak i dla twojego męża.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Jak wspierać przyjaciółkę, która zmaga się z depresją poporodową?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
25 kwietnia 2018
Fot. iStock/SolStock
Następny

Karolina została mamą 6 lat temu i choć jeszcze przed ciążą planowała mieć więcej dzieci, od tamtej pory nie podejmowali żadnych prób. To, że przeszła po porodzie, wspomina do dziś i potwornie boi się, że historia może się powtórzyć. Depresja poporodowa może pojawić się niezależnie od tego, czy dziecko było planowane czy też nie. Czy mamy dobre warunki, czy też nie. Czy jest wsparcie, czy go nie ma. Może dopaść każdą z nas. 

Maja była dzieckiem wyczekiwanym. O ciążę starali się kilka miesięcy, zaczęli tuż po ślubie. „Wtedy mówiłam, że nie pogniewałabym się, gdyby to były bliźniaki. Dziś dziękuję Bogu, że jednak było to tylko jedno dziecko, bo nie wiem, jak to by się skończyło, gdyby było ich więcej” – opowiada Karolina. Ciążę przeszła wzorowo – żadnych kłopotów zdrowotnych, wszystko prawidłowo, a i ona psychicznie czuła się całkiem niezle. Kompletowała wyprawkę, załatwiała ostatnie rzeczy w pracy przed urlopem macierzyńskim i odliczała dni do porodu. Jak wspomina, naprawdę nie mogła się doczekać. Źle zniosła dopiero poród.

„Nie zdawałam sobie sprawy, że to jest aż taki ból” – mówi. Po kilkunastu godzinach na świecie pojawiła się Maja. Wtedy miało być już z górki, ale nie było. Pierwsze wahania nastroju pojawiły się już w szpitalu, chociaż wtedy zwalała wszystko na zmęczenie. Przecież niewiele spała. Poza tym musiała odnaleźć się w nowej roli, „nauczyć się” swojego dziecka i wypracować własny system. Teoretycznie wiedziała, że łatwo nie będzie. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że zaczyna się u niej rozwijać depresja poporodowa.

„Daj spokój. Wszystkie to przechodzimy”

Mąż wrócił do pracy po dwóch tygodniach, a ona została sama. Nic nadzwyczajnego, w większości przypadków tak to wygląda. Była oczywiście zmęczona, niewiele spała, ale nie to było problemem. Dziecko ją denerwowało. Ciągle płakało, a ona nie potrafiła zrozumieć, dlaczego. Przecież przewijała, karmiła, nosiła, masowała brzuszek i lulała. Żałowała, że pojawiło się na świecie, a gdy tylko taka myśl przeszła jej przez głowę, natychmiast czuła wyrzuty sumienia. Nikomu więc nie mówiła, że nie kocha swojego dziecka. No bo jak można nie kochać swojego dziecka? I to jeszcze takiego, na które tak się czekało?

Zwierzyła się matce, ale usłyszała, że to normalne. Że ma dać spokój i przestać przesadzać, bo wszystkie kobiety przechodzą przez to samo. Ma tak ze zmęczenia. Kwestia czasu, dziecko trochę podrośnie i będzie lepiej. A teraz niech się weźmie w garść. To spowodowało, że wyrzuty sumienia były jeszcze większe.

„Czułam się wyrodną matką. Wiedziałam, że dzieje się coś niedobrego, ale nie potrafiłam nic z tym zrobić. Każdego dnia czekałam na męża i w progu przekazywałam mu córkę. Miałam do niego pretensje. I on i dziecko mnie denerwowali. Płacz wzbudzał we mnie wściekłość” – wspomina.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

„Jesteś jak twoja matka!”. Czego nie mówić podczas kłótni. Czasami naprawdę lepiej ugryźć się w język

Od tak dawna nie czułam zapachu twojej skóry. Mamy swoje osobne życia, do nich wróciliśmy. Ale czasami tak bardzo tęsknię…

Dzieckiem być – dla każdego oznacza coś innego…