Droga teściowo, naucz się kochać swojego syna. Brak mu (nam) twojej czułości

Redakcja
Redakcja
17 marca 2019
Droga teściowo
 

Droga K.

Nie chcę tu bawić się w stereotypy. Nasza relacja nie jest klasyczną relacją „teściowa – synowa”, a ty jesteś kobietą nowoczesną, zbyt zajętą swoimi sprawami, by w jakikolwiek sposób ingerować w małżeństwa twoich synów.  Osobiście nie mogę ci nic zarzucić, brak mi argumentów, żeby cię nie lubić. A jednak czuję i jednocześnie nie czuję do ciebie sympatii. Nie, nie krytykujesz, nie szantażujesz, nie zostajesz w weekendy do późnego wieczora podtykając swojemu dziecku domowe ciasto na porcelanowym talerzyku. Jest inaczej, bo dla ciebie on po prostu nie istnieje. Uznałaś, że cię nie potrzebuje. A to nie do końca prawda.

Czuję się z tym tym bardziej dziwnie, że dla mnie od początku byłaś inna: ciepła, otwarta, ciekawa tego, co mam do powiedzenia. Przyznaję, byłam tobą zachwycona, gdy cię poznałam: piękna, zadbana, czynna zawodowa i uśmiechnięta kobieta w średnim wieku, czerpiąca z życia garściami to, co najlepsze.

On nigdy nie mówił o tobie dużo. Tłumaczył, że byłaś zawsze bardzo zajęta, próbując samotnie utrzymać dom i wychować dwoje dzieci. Wiedziałam tylko, że jesteś silną kobietą, że masz swoje pasje, że dla swoich synów byłaś fascynująca, ale również bardzo wymagająca. Obecna, ale niezbyt czuła, czy empatyczna.

Powiedziałaś mi kiedyś, że ponieważ twój mąż odszedł i zostawił cię praktycznie bez środków do życia z dwójką małych dzieci,  obiecałaś sobie dwie rzeczy: po pierwsze, nigdy nie będziesz już zależna finansowo od żadnego mężczyzny, po drugie, zawsze staniesz po stronie kobiet. Po mojej stronie stoisz na pewno. Ale czy i twoi synowie nie zasługują na to samo?

Wiem, że mam twoje wsparcie, że popierasz moje wybory dotyczące mojej ścieżki zawodowej. Nigdy nie robiłaś mi wyrzutów, gdy zdecydowałam, że po półtora roku urlopu macierzyńskiego wracam do pracy, a córkę zapisuję do żłobka. Uznałaś – zawsze uznajesz, że sama wiem najlepiej, co jest dla mnie i naszej rodziny najlepsze. Ciekawe, że zawsze wyłączasz z tych rozmów mojego męża. Jakby się nie liczył.

Cieszę się, że mam cię po swojej stronie – wiem, co mówię, słyszę opowieści moich przyjaciółek o teściowych „z piekła rodem”: wiecznie niezadowolonych, krytykujących, wiecznie „węszących” w poszukiwaniu wszelkich niedoskonałości. Ty nigdy taka dla mnie nie byłaś. Nie kwestionujesz zasad, które wprowadziłam w moim domu, nie przemycasz w ukryciu słodyczy. Nie bawisz się w zbytnie sentymenty na święta i nie wzruszasz na przedszkolnych przedstawieniach w Dniu Babci. Przynajmniej, nie publicznie. Kto wie, jaka jesteś, gdy wracasz do swojego wielkiego, pięknego mieszkania, w którym zgromadziłaś tyle wspaniałych pamiątek z twoich podróży?

Owszem, szalejesz na punkcie swoich wnuków. Ale w zdrowy i umiarkowany sposób. Absolutnie nie uważam, że to coś złego, jeśli nie rozczulasz się nad każdym nowym słowem, wypowiedzianym przez mojego syna. Myślę, że jesteś wspaniałą babcią dokładnie taka, jaka jesteś. Ale widzę, jak ogromna pustka panuje w twoich relacjach z własnymi dziećmi.

Twój syn jest odważnym mężczyzną, dobrym partnerem i wspaniałym ojcem. Mogę na niego liczyć, w każdej sytuacji. Wiem, wierzę, że nigdy by mnie oszukał, bo woli prawdę, nawet tę najgorszą, od kłamstw. To na pewno twoja zasługa, to dzięki tobie jest facetem godnym zaufania.

Myślę sobie tylko patrząc na mojego męża i na ciebie, że mężczyzna potrzebuje zdrowej relacji ze swoją matką. Że nie powinien w dorosłym życiu tęsknić za jej miłością, tą niespełnioną, za czułością, której nie dostał. A on za tym wszystkim tęskni. Miłość i czułość, którą dostaje ode mnie to nie to samo. Czasem (coraz częściej) udaje mi się o tym z nim porozmawiać. Często czuję na sobie jego wzrok, gdy tulę do siebie nasze dzieci, gdy mówię im jak bardzo je kocham. On tak nie potrafi. Są dla niego wszystkim, ale nie potrafi im tego powiedzieć wprost. Nie umie odpowiedzieć na ich czułości, widzę jak go to krępuje. Boję się, bo wiem, że stracony czas bardzo trudno odzyskać.

Drogie matki synów, nie bójcie się im okazywać czułości. Zasada „kochaj i wymagaj – mądrze” powinna obowiązywać w każdym domu. Rodzice, nie wychowujcie chłopców na „twardzieli”, którzy muszą radzić sobie z życiem. Pokażcie im też wrażliwość kogoś, kto poddaje się miłości i potrafi ją okazywać. Dzięki temu będą lepszymi ojcami dla waszych wnuków. I „pełniejszymi” emocjonalnie ludźmi.


Czy wiesz, czego naprawdę potrzebujesz, żeby poczuć się bezpiecznie w związku?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 marca 2019
fot. istock / Pekic
 

Jak często wysyłasz SMS-y do partnera? Sprawdzasz, co robi, gdzie jest, zerkasz w jego maile, wiadomości na Facebooku, wszystko dlatego, że czujesz się niepewnie, brak ci poczucia bezpieczeństwa. I to nie znaczy, że tkwisz w jakieś niezdrowej relacji, twój związek może być fantastyczny, ale problem tkwi w tobie, bo nie umiesz zaufać. Nie, nie jesteś kimś złym, z deficytem i niemożliwością życia w związku. Nad wszystkim można popracować, warto tylko przyjrzeć się problemowi, stanąć z nim twarzą w twarz.

Pochodzenie niepewności

Wyobraź sobie świat, w którym każdy trzyma w rękach pewną ilość paliwa. W tym samym czasie w ich sercu płonie ogień, który potrzebuje ciągłego tankowania, by nie zgasnąć. Często źródła tego paliwa szukamy w innych – w rodzinie, przyjaciołach, kimś bardzo nam bliskim, oni jednak nie zawsze są skłonni nam pomóc, dać nam poczucie bezpieczeństwa.

Zastanów się, jak wyglądała relacja z twoimi rodzicami, gdy byłaś dzieckiem. Nasz rozwój w dużej mierze zależy od zdolności do nawiązania silnej relacji z rodzicem, fachowo w psychologii nazywanego opiekunem. Dlatego tak ważna jest jego bliskość od pierwszych godzin naszego życia. Jeśli dorastamy w nieuwadze naszego rodzica, rodzica znikającego, zajętego, który budzi w nas ciągłą niepewność, że za chwile go zabraknie, że musimy się bardziej postarać, żeby był dla nas, mamy w dorosłym życiu problemy z zaufaniem innym. Czując się nieustannie opuszczanym jako dziecko, możemy nawet wątpić we własną wartość i odczuwać silny lęk przed byciem niechcianym.

Bywa też tak, że bycie odrzuconym lub zdradzonym przez przyjaciela lub partnera sprawia, że czujemy się niechciani, zranieni, brak nam pewności i wiary siebie. Nasz ogień, dający bezpieczeństwo, przygasa.

W takiej sytuacji za każdym razem, gdy będziemy wchodzić w nowy związek, będziemy wymagać od partnera, by dał nam poczucie bezpieczeństwa, to on będzie musiał zaspokajać deficyt, który jest w nas. Warto wówczas dostrzec, że brak bezpieczeństwa nie jest wynikiem błędów partnera, ale naszego wewnętrznego lęku przed byciem opuszczonym, niekochanym i niedocenianym.

Gdzie szukać bezpieczeństwa

Z pewnością nie możesz oczekiwać, że druga osoba, ktoś, kogo pokochałaś zapewni ci stuprocentowe poczucie bezpieczeństwa. Kiedy zależy ono od kogoś innego, twój strach przed odrzuceniem każe ci nieustannie kontrolować wasz związek, sprawdzać, czy on się od ciebie nie oddala, czy cię kocha, czy myśli o tobie wystarczająco. To nie jest dobre dla żadnego związku.

Przede wszystkim musisz popracować nad sobą.

Być może czułaś się odrzucona w dzieciństwie lub w jednym ze związków ten, kogo kochałaś, sprawił, że poczułaś się nieważna i nieszanowana?

Kiedy czujesz się niepewnie, często koncentrujesz się na czymś, czego ci brakuje. To nie jest dobra droga. Zamiast tego, zrób coś, aby poczuć się dobrze i bezpiecznie, nie będziesz potrzebować czynników zewnętrznych, by to potwierdzić. Skup się na tym, w czym jesteś dobra, znajdź swoje mocne strony, wykorzystaj je, znajdź w sobie pasję, ciekawość do odkrywania własnych zdolności. Nie chodzi o to, że teraz masz się zapisać na wszystkie możliwe kursy. Z nikim się nie ścigasz, daj sobie czas, małymi kroczkami buduj swoją pewność i odkrywaj własną wartość bez potrzeby szukania aprobaty u drugiej osoby.

To jedno. Po drugie nawet jeśli jesteś w związku, ważne jest, abyś zachowała niezależność. Każdy dobry związek składa się z dwóch zdrowych osób. Zbytnie uwikłanie się w związek może prowadzić do źle zdefiniowanych granic, do rozproszenia własnych potrzeb.

Niezależność w związku daje ci pewność na co dzień. Niezwykle istotne jest zachowanie własnej tożsamości, nazywanie swoich potrzeb. Jeśli masz jakieś hobby, nie rezygnuj z niego, jeśli lubisz robić coś, za czym nie przepada twój partner, nie zapominaj o tym, kontynuuj. Posiadanie własnego życia poza związkiem sprawia, że jesteś ciągle atrakcyjna dla partnera, a przy tym możesz się rozwijać.

Przestań cedować na partnera odpowiedzialność za twoje poczucie bezpieczeństwa. Musisz zbudować je najpierw w sobie, jeśli tego nie zrobisz, nigdy w żadnej relacji nie obdarzysz drugiej osoby zaufaniem, a przecież ono jest fundamentem każdego związku.

źródło: lifehack

 


Coś się wypaliło, czegoś było za dużo. Nie ma już miłości, co dalej?

Redakcja
Redakcja
16 marca 2019
Fot. iStock/nd3000

To się zdarza. Budzisz się i czujesz, że już nie kochasz. Coś się wypaliło, czegoś było za dużo, ktoś przekroczył pewne granice i nagle nie ma już uczucia. Co dalej? Możesz próbować wskrzesić ją na nowo, „reanimować”, jeśli twój związek jest naprawdę tego warty, jeśli masz poczucie ogromnej straty. Ale czasem to się po prostu nie uda. Serca nie oszukasz.

Wiesz, co nastąpi dalej?

Nie mówisz już o wspólnej przyszłości

Jakby nagle ten temat stał się tematem tabu. Nie rozmawiasz o tym, co możecie wspólnie zbudować, bo już o tym nie myślisz. Bardziej skupiasz się na tym, jak się wymknąć z tego związku. Trochę masz wyrzuty sumienia, a trochę jesteś zła – na siebie i na swojego partnera za to, że jest.

Czujesz się nieswojo, gdy wokół znajdują się inne pary

One są wszystkim tym, czym wy już nie będziecie. Nienawidzisz tej myśli, że ta dwójka zakochanych osób jest ze sobą szczęśliwa, a jednocześnie chcesz na nich patrzeć. Jest ci trochę żal,  trochę szkoda tych wszystkich uczuć i emocji, które już nigdy nie będą twoim udziałem.

Nie mówisz „Kocham cię” tak, jak wcześniej

Jeśli się zdarzy, to z przyzwyczajenia. To nie są dla ciebie naturalne słowa, bo ty tego po prostu nie czujesz. Kiedy padną z twoich ust poczujesz się nieswojo, może trochę jak oszustka? Wolisz trwać w zgodzie z sobą, więc prawie ich nie wypowiadasz.

W twoim związku komunikacja jest coraz bardziej trudna

Kiedy uczucia wygasną, poziom intymności i potrzeba komunikacji również spada. Dlatego jest coraz więcej nieporozumień i konfliktów – nie mamy ochoty ich rozwiązywać, wydaje na się to bezcelowe – skoro i tak w głowie mamy rozstanie. Nie jest to komfortowa sytuacja dla żadnej ze stron, coraz bardziej tracimy do siebie cierpliwość i resztki sympatii.

Czujesz, że związek jest bardziej ciężarem niż przywilejem

Traktujesz swój związek jak obowiązek i to raczej przykry. Nie jest już dla ciebie przyjemnością być w związku. Nie jesteś szczęśliwa, ale bywa, że starasz się to ukryć. Wkładasz mnóstwo energii w to, by nikt się nie dowiedział. Próbujesz „przeczekać”. Tylko co, tak właściwie? Twoje uczucia się nie zmienią, możesz więc tylko trwać tak dalej w zawieszeniu lub… odejść, zakończyć to.


Na podstawie: relrules.com


Zobacz także

Obiecuję, dzisiaj już na pewno. Nic tak nie boli, jak złamane słowo

Luke. I am your Partner. O współpracy słów kilka :-)

Dlaczego całujemy się w usta i co, zdaniem naukowców, mogłoby nam całowanie zastąpić?