Czterej jeźdźcy Apokalipsy, czyli najczęstsze problemy par

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 maja 2018
Fot. iStock/AnnaRise
Fot. iStock/AnnaRise
 

Problemy w związku mamy od czasu do czasu wszyscy. Nie może być inaczej, każdy z nas jest inny, niektórzy posiadają dodatkowo wyjątkowo „trudne” osobowości. Najczęściej jednak do miłosnych kłopotów przyczyniają się czterej jeźdźcy Apokalipsy.

Krytyka

Wtedy, gdy ktoś wskazuje na swojego partnera i mówi, jego osobowość lub charakter jest problemem. Wtedy problem w związku kładzie się na karb jakiejś „wady” partnera. Zamiast krytykować powinniśmy mówić częściej o tym, co czujemy i czego potrzebujemy.

Defensywność

Stąd” ciche dni”, marudzenie, granie niewinnej ofiary i szantaż emocjonalny. Niby się wycofujemy, ale tak naprawdę pogłębiamy tylko kryzys poprzez brak komunikacji. Defensywność jest dość naturalną i częstą reakcją na krytykę.

Pogarda

Brak szacunku to pierwszy czynnik rozpadu związku. Mamy w nim do czynienia wtedy, gdy zachowujesz się tak, jakbyś był kimś lepszym niż twój partner.

Blokowanie

Często mówisz swojemu partnerowi: „Nie obchodzi mnie to”? Aż 85% mężczyzn stosuje (zazwyczaj nieświadomie) ten zabieg, przyczyniając się do rozpadu swojej relacji. Ich partnerki czują się wówczas osamotnione i niedocenione.

Jak powstrzymać jeźdźców Apokalipsy?

1: Poznaj swojego partnera

Stwórz „mapę miłości”.  To taki plan tworzony przez wewnętrzny psychologiczny świat twojego partnera. Powinieneś zawsze zadawać pytania o swojego partnera i mówić mu o sobie. Jasne, że wymaga to czasu. Ale tu chodzi o wasz związek…

2. Reaguj pozytywnie

Na jego/jej propozycje spędzenia wspólnego czasu, na pocałunek na „dzień dobry”, na każdy przejaw inicjatywy. To są punkty dla twojego związku. Kiedy zdarzy się wam kłótnia, łatwiej będzie się wam pogodzić.

3. Okaż podziw

Czy kiedykolwiek słyszałeś jak ktoś szaleńczo zakochany mówi o swoim partnerze? Brzmi to wręcz iluzorycznie. Tak, jakby ta druga osoba była super bohaterem. I to jest klucz do sukcesu: postrzeganie partnera jako lepszego niż w rzeczywistości.


Na podstawie: thriveglobal.com

 


Zaczęło się od choroby i cierpienia. Dziś pokazują innym, że czasem warto otworzyć się na nowe rozwiązania

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
16 maja 2018
Fot. iStock / ipopba
Fot. iStock / ipopba
 

Czasem tak się w życiu układa, że to, co nas boli, ogranicza czy nawet krzywdzi, niespodziewanie zamienia się w bardzo ważny impuls. Impuls do zmian, do działania, do tego, by spróbować czegoś zupełnie innego. Przeczytajcie koniecznie historię Łukasza i Donaty, której choroba była zalążkiem do niesienia pomocy innym poprzez otwarcie konopnego sklepu.

linia 2px

Pomysł z założeniem sklepu pojawił się „dzięki” chorobie mojej partnerki, Donaty, która dowiedziała się, że cierpi na chorobę Scheuermanna (jałowa martwica kręgosłupa). Jej siedzący tryb pracy potęgował tylko ból pleców, który doskwierał do tego stopnia, że pójście na spacer wiązało się z katuszami. Donata przyjmowała dziennie kilka różnych tabletek przeciwbólowych. Ich ilość była na tyle duża, a efekt mizerny, że zacząłem szukać alternatywy dla obciążających wątrobę farmaceutyków.

Nasza przygoda z konopiami zaczęła się od maści z CBD, którą smarowałem plecy Donaty każdego wieczoru przez tydzień. Przyznam szczerze, że skóra zrobiła się aksamitna jak u nastolatki i ból powoli zaczął się zmniejszać. Pomyślałem wtedy, że musi być coś lepszego, co przyniesie jej większą ulgę i „zdejmie” ze mnie rytuał codziennego smarowania (tak, wszyscy faceci to lenie 😉 ). – opowiada Łukasz.

Z pewnym dystansem kupiliśmy olejek CBD. Mieliśmy pewne obiekcje widząc malutką buteleczkę za ponad 100 zł, ale zaryzykowaliśmy ewentualną stratę pieniędzy. Na początku Donata przyjmowała olejek wraz z lekami przeciwbólowymi. Aplikacja wieczorem oprócz rozluźnienia mięśni dawała jej także głębszy sen i lepsze samopoczucie o poranku. Stopniowo farmaceutyki zastąpiła samym olejkiem, trwało to mniej więcej półtora tygodnia.

Mała buteleczka okazała się bardzo wydajna, wystarczyła nam na około 5-6 tygodni codziennego stosowania (przyznaje, że zacząłem „podbierać” olejek by lepiej się wyspać). Druga buteleczka olejku była stosowana już mniej restrykcyjnie, niż podawał producent, bo Donata znalazła optymalną dla siebie dawkę metodą prób i błędów. Chodziło o podtrzymanie efektu i wsłuchanie się w potrzeby organizmu, który najlepiej podpowiada czego mu brakuje. Donata przyjmuje go regularnie, ja natomiast doraźnie, kiedy coś mnie boli lub gdy chcę łatwiej zasnąć i mentalnie odpocząć po stresującym dniu.

Po kuracji olejkiem podjęliśmy decyzję o tym, że chcemy pomagać innym dostarczając produkty, które sami przetestowaliśmy i zadziałały lepiej niż się spodziewaliśmy. Tak rozpoczęła się nasza przygoda z konopiami medycznymi.

Niedługo po naszym starcie została uchwalona ustawa o medycznej marihuanie, co oswoiło odrobinę świadomość ludzi o konopiach w innym wymiarze niż „rekreacyjnym”. Jednakże dużo osób boi się produktów z konopi. Boją się nie samej rośliny, ale tego, że zostaną posądzeni przez otoczenie o branie narkotyków.

Wielu klientów mówi nam, że używa produktów z konopi „po cichu” mimo, że pomagają im w schorzeniach bardziej niż farmaceutyki.

W pewnym momencie zaczęliśmy spisywać historie naszych klientów i bliskich w formie bloga, by jeszcze bardziej oswoić ludzi z tematem konopi. Wszystkie historie są prawdziwe, zazwyczaj publikowane „incognito”, by nie być posądzonym o stronniczość i zachować prywatność klientów (którzy zgodzili się na taką formę publikacji). Te historie uświadamiają nam, że wszystko prze co przeszliśmy, miało swój cel. Że naprawdę udało nam się pomóc innym.

Napisał do nas kiedyś klient, nazwijmy go Krzyśkiem. Opowiedział swoją historię z alkoholem w tle. „Mam taki wieczorny zwyczaj, że piję 2-3 drinki na rozluźnienie po pracy.  Panowie dobrze wiedzą, że 0,7 na tydzień to nic szczególnego. Tym bardziej pijąc w domu, a nie gdzieś po knajpach w drodze do niego” – opowiadał. Olejek kupił z zupełnie innych przyczyn, miał zadziałać przeciwbólowo. Nie widział w alkoholu problemu i też nie planował żadnych wielkich zmian w życiu. „Dzisiejszy post nie ujrzałby światła dziennego gdyby nie troska Ali o moje zdrowie. Spytała niedawno czy dobrze się czuję i czy wszystko ze mną ok. Twierdząco odpowiedziałem, że wszystko jest dobrze i dlaczego pyta. „Bo mniej pijesz” odpowiedziała (…) Poszperałem na temat alkoholu i CBD i znalazłem kilka informacji, że olej CBD wykorzystuje się także przy walce z uzależnieniami”.

Dlaczego o tym opowiadamy? Bo każda taka historia utwierdza nas w poczuciu misji. To nie jest tylko praca, nie tylko sklep, to dla nas o wiele więcej. I każdy „Krzysiek”, który opowiada nam swoją historię, jest największą nagrodą. Dowodem, że można pomóc ludziom w walce z ich trudnościami.

Mamy ogromną nadzieję, że konopie wreszcie wyjdą z cienia i że małych, prywatnych happy endów będzie przybywać, że nasze doświadczenie i obecna działalność, pomogą wielu, wielu ludziom. W naszym przypadku „przeszkoda”, jaka przed nami wyrosła, stała się początkiem zupełnie nowej drogi.

Zapraszamy do naszego sklepu Konopia-MED, naprawdę warto wiedzieć więcej.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Konopia-MED


Sekret stulatków z Okinawy

Redakcja
Redakcja
16 maja 2018
Fot. iStock / CatLane
Fot. iStock / CatLane

Na Oceanie Spokojnym leży mała japońska wyspa Okinawa, zamieszkała przez ponad 1 mln ludności. Żyje na niej najwięcej na świecie osób, które przekraczają 100 lat życia. Poznaj sekrety ludzi, którzy posiedli klucz do długowieczności.

Długowieczność Japończyków od lat jest przedmiotem wielu badań nad długością życia. Analizowano styl życia, geny oraz dietę najstarszych ludzi zamieszkujących wyspę. Wyniki badań okazały się zaskakujące – to nie geny same w sobie, ale przede wszystkim sposób życia, jest kluczowy dla długowieczności. Sekretem mieszkańców Okinawy jest oparta głównie na roślinach, niskokaloryczna dieta oraz aktywny tryb spędzania czasu.

Dieta

Większość Okinawczyków to wegetarianie. Głównym składnikiem ich diety jest batat, czyli słodki ziemniak, który zawiera mnóstwo potasu, magnezu oraz błonnika. Dieta ludzi na Okinawie, mimo że jest niskokaloryczna zawiera dużą ilość składników odżywczych pochodzących z warzyw, glonów, wodorostów czy grzybów shitake. Co ważne, stulatkowie z Okinawy nigdy się nie przejadają. Ich mottem jest „Hara hachi bu”, czyli „jedz tyle, aż poczujesz się prawie najedzony”. Dzięki nieprzejadaniu, Okinawczycy nie przeciążają swojego układu pokarmowego.

Sukcesem zdrowia mieszkańców Okinawy, poza odmiennym od naszego stylem życia (spokojniej, wolniej, w zgodzie z naturą), jest z pewnością niezwykłe urozmaicenie ich diety. Jedzą oni ponad 200 produktów, w tym 35 z nich jest podstawą diety, a reszta stosowana jest zamiennie. Dzięki temu Okinawczycy nie mają problemów z niedoborem składników odżywczych – wyjaśnia Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyk kliniczny i psychodietetyk, autorka bloga www.kachblazejewska.pl

Co ciekawe, na wyspie nie pije się mleka i nie jada serów, a mimo to Okinawczykom nie brakuje wapnia. Ponadto, ich dieta uboga jest w cukier i tłuszcze. Posiłek kończą nie deserem, a gynostemmą – zielem nieśmiertelności, powszechnie używanym zamiast tradycyjnej zielonej herbaty. Japończycy z Okinawy regularnie spożywają przyprawy takie jak imbir, kurkuma oraz bylica pospolita.

Świeże powietrze i słońce

Mieszkańcy Okinawy większość czasu spędzają na zewnątrz, wystawiając się na słońce, które uruchamia produkcję witaminy D w organizmie. Dzięki temu ich kości są mocne, układ krążenia funkcjonuje sprawnie a samopoczucie jest doskonałe.

Siódemka

Japończycy z Okinawy jedzą przynajmniej 7 porcji warzyw lub/ i owoców. Dodatkowo spożywają 7 porcji produktów pełnoziarnistych (brązowy ryż). Śpią minimum 7 godzin dziennie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Święty spokój

Prawdopodobnie, tuż zaraz za dietą, brak pośpiechu jest jednym z kluczowych sekretów długowieczności Okinawczyków. Mieszkańcy Okinawy przykładają ogromną wagę do celebracji codziennych rytuałów. Posiłki jedzą spokojnie, nie w „biegu”, dzięki czemu lepiej trawią spożywany pokarm.

Ruch, medytacja i ikigai

Okinawczycy codziennie wykonują lekkie aktywności fizyczne, takie jak praca w ogrodzie, spacer czy taniec. Seikichi Ueahara, słynny mistrz karate z Okinawy uprawiał tą dyscyplinę w wieku 97 lat! Mieszkańcy Okinawy chętnie oddają się medytacji, dzięki której obniżają poziom cholesterolu i stresu. Bardzo ważną rolę w ich życiu odgrywa Ikigai, czyli posiadanie celu. Udowodniono bowiem, że ludzie, którzy mają cel, mają powód do codziennego wstawania z łóżka.

Czy sposób odżywiania się i tryb życia mieszkańców Okinawy to sekret długowieczności? Wszystko na to wskazuje. Niestety, nie wszyscy możemy żyć tak jak Okinawczycy. Często nie dbamy o to, co jemy, żyjemy w ciągłym pośpiechu, pracujemy tak dużo, że nie mamy czasu na najważniejsze rzeczy. A może warto jednak zatrzymać się na chwilę i zastanowić się, co możemy zrobić, aby wpłynąć na opóźnienie procesów starzenia?

Oprócz aktywności fizycznej, unikania stresu, pielęgnacji skóry, dobrze jest przyjrzeć się swojej diecie. Bardzo ważna jest również odpowiednia suplementacja, blokująca mechanizmy prowadzące do starzenia się organizmu, będąca dopełnieniem wszystkich aspektów filozofii anti-aging.

Innowacyjnym na rynku preparatem jest ANTI-AGING Formuła marki MedereLab (www.mederelab.pl). Ten trzymiesięczny program zawiera starannie wyselekcjonowane, współgrające ze sobą aktywne składniki. Oprócz znanego ze swych niezwykłych właściwości resweratrolu, znajdziemy wśród nich Witanię Ospałą czy Traganka Błoniastego, które mają udowodnione działanie przeciwstarzeniowe, pozytywnie wpływające na aktualny i przyszły stan zdrowia.


Artykuł powstał we współpracy z  MedereLab


Zobacz także

Jak ważne jest nastawienie do choroby, żeby przeżyć?

Fot. iStock / Grandfailure

Ona kochać nie chciała, on chciał kochać za bardzo. Oboje po to, by nie czuć już strachu, niepewności i upokorzenia

Fot. iStock/Tverdohlib

To, CO jesz i JAK jesz, ma ogromny wpływ na twoje życie życie seksualne