Nie taka gorączką straszna, jak ją malują. Niezawodny termometr bezdotykowy

Redakcja
Redakcja
14 stycznia 2019
Nie taka gorączką straszna, jak ją malują. Niezawodny termometr bezdotykowy
Fot. iStock/anandaBGD – Nie taka gorączką straszna, jak ją malują. Niezawodny termometr bezdotykowy
 

Nie ma większego stresu dla rodziców, niż chore dziecko, zwłaszcza gdy jest tak małe, że nie potrafi nam zakomunikować, jak się czuje. Rozdrażnienie, płacz, ciepłe czoło – mogą być objawami gorączki. Jak ją zmierzyć, by być pewnym wyniku? Czy użyć termometru bezdotykowego? W końcu bezdotykowy pomiar temperatury jest najmniej stresujący dla dziecka, tylko czy adekwatny do jego stanu zdrowia?

Zdrowie dziecka jest dla każdego rodzica najważniejsze. Ja sama doskonale pamiętam pierwsze objawy przeziębienia moich dzieci. Potrafiłam z nich czytać, jak z książki medycznej. Zaróżowione policzki, szkliste oczy, płaczliwość – koło tych symptomów nie mogłam przejść obojętnie. Dzisiaj moi synowie sami sobie mierzą temperaturę, a nie – przepraszam – nie mierzą, bo nie chorują, na szczęście.

Za to kilka dni temu po 21:00 pierwszej dzwoni do mnie roztrzęsiona przyjaciółka, która kilka miesięcy temu została po raz pierwszy mamą. Na początku nie mogę w potoku słów zrozumieć, o co chodzi, ale po chwili dochodzi do mnie: „On ma chyba temperaturę? Co ja mam robić?”.

Doskonale pamiętam mój strach i panikę, gdy stojąc nad łóżeczkiem zastanawiałam się, co robić? Czy to już gorączka? Czy powinnam się niepokoić i jak do diabła sprawdzić, ile wynosi temperatura ciała takiego malucha?

Jako młoda mama naczytałam się o gorączce u dzieci, o tym, jak ważne jest, by jej nie przegapić, obserwować, by nie dopuścić do powikłań z nią związanych. Koleżanki córka dostała drgawek przez gorączkę, inna trafiła ze swoim dzieckiem do szpitala, jeszcze inna mówiła: „nie panikuj, polegaj na intuicji”. Szalałam ze strachu za każdym razem, gdy wyczuwałam cieplejsze czoło jednego z moich dzieci, dlatego też doskonale rozumiałam przyjaciółkę i jej niepokój.

Starałam się szybko zapanować nad sytuacją pytając jaki ma w domu termometr. Okazało się, że elektroniczny, ale chyba ze słabą baterią, bo ona nie potrafi swojemu dziecku zmierzyć temperatury.

Tu – uwaga, garść przydatnych informacji.

Czy wiecie, że temperatura ciała zdrowego niemowlaka waha się od 36,6 stopni nawet do 37,5? O gorączce możemy mówić w przypadku, gdy termometr wskaże nam 38 stopni i więcej. Stan podgorączkowy to 37,5 – 38 stopni.

Ale – i tu kolejna uwaga – temperatura temperaturze nierówna. Czy wiecie, że prawidłowa temperatura ciała mierzona w odbycie wynosi 37,6 °C? Jeśli chcemy zmierzyć dziecku temperaturę w ustach musimy pamiętać, że jej prawidłowy wynik mieści się w przedziale d 36,1 do 37,5°C. Natomiast pod pachą, jeśli termometr wskazuje 35,5 – 37 stopni, nie mamy powodu do zmartwień.

Mówię to wszystko mojej przyjaciółce, bo w własnego doświadczenia wiem, że nic tak nie uspokaja nerwów i nie pozwala zapanować nad strachem, jak wiedza. Tak się bałam o zdrowie moich dzieci, że prawidłową temperaturę w różnych częściach ciała mogłam recytować w nocy wyrwana ze snu. To mnie uspokajało. Faktycznie uspokoiło i moją przyjaciółkę.

Tyle tylko, że wiedza jedno, a praktyka drugie. Bo jak zmierzyć dziecku temperaturę w odbycie, kiedy ono płacze (wówczas wzrasta temperatura ciała – warto o tym wiedzieć), kiedy napina pośladki? Podobnie z pomiarem w buzi, tutaj także pojawiają się oczywiste trudności – płacz, krzyk, przecież na siłę nie zaciśniemy dziecku ust na pół minuty. Kto próbował sprawdzić temperaturę dziecka pod pachą, ten wie, że to jak porwanie się z motyką na słońce. Prawidłowy pomiar byłby możliwy chyba tylko wtedy, gdy mocno przytulalibyśmy dziecko nie pozwalając mu się ruszać i mając pewność, że termometr został prawidłowo pod pachą umieszczony.

To jest straszne – dziecko cierpi, coś mu dolega, a my zmagamy się z tą cholerną temperaturą, chcąc mu oszczędzić stresu. Kiedy moje dzieci były małe – używałam termometrów bezdotykowych. Opinie na ich temat były różne, natomiast ja tym ufałam najbardziej zwłaszcza, że prawidłowa temperatura ciała czoła u małego dziecka wynosi 36,4 stopnie, więc jest tą najbardziej nam znaną, przyswojoną, do której odnosimy się sprawdzając choćby swój stan zdrowia.

Pojechałam do przyjaciółki wyciągając gdzieś z czeluści szafek bezdotykowy termometr. Na mój pierwszy rzut oka jej synek nie miał specjalnie gorączki. Był wieczorem marudny, nie chciał jeść, nie mógł zasnąć. Kiedy tylko się uspokoił ukołysany w ramionach spokojniejszej mamy, objawów domniemanej gorączki nie było widać. Za to my, gdy zasnął, rozpoczęłyśmy poszukiwania dobrego termometru. I tak trafiłyśmy na elektroniczny termometr bezdotykowy Visiofocus Smart. Minęła dekada odkąd drżałam, jak moja przyjaciółka, o zdrowie swoich dzieci, zmieniły się więc też termometry.

Dlaczego warto wybrać termometr bezdotykowy Visiofocus Smart?

  • posiada wbudowany czujnik odległości, który określa, kiedy należy dokonać pomiaru

  • termometr dzięki swojemu systemowi kalibracji sam koryguje własne wskazania względem warunków, w jakich się znajduje

  • posiada superbezpieczny projektor, który wyświetla aktualną temperaturę na wskazanej powierzchni

  • można nim wykonywać pomiar nawet na gałce ocznej (jest to bardzo dokładna i polecana przez specjalistów technika badania)

  • szacunkowa ilość pomiaru na jednym komplecie baterii wynosi 10 000;  a jego żywotność określa się na 10 lat!

Producenci polecają produkt dla noworodków i niemowląt, jednak z tego termometru mogą także korzystać starsze dzieci, a nawet dorośli. Bez stresu, bez strachu, bez nerwów, które naprawdę nikomu nie pomagają i są zupełnie niepotrzebne.

Przyjaciółka zamówiła, kiedy wróciłam do domu wysłała SMS-a: „Dziękuję, bez ciebie bym chyba zwariowała”. Uśmiechnęłam się wiedząc jak trudno jest być rodzicem, zwłaszcza gdy dopadają cię nie tylko chwile wzruszeń i radości, ale także strachu o własne dziecko.


Artykuł powstał przy współpracy z Polski Sklep Medyczny


„Nie rozumiem tego świata (…) Nie rozumiem i chyba nawet nie chcę zrozumieć, bo co to za świat”

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
14 stycznia 2019
Fot. iStock / olegkalina
 

Nie rozumiem tego świata. Świata, który karmi się nienawiścią. Nie rozumiem i chyba nawet nie chcę zrozumieć, bo co to za świat.

Po co on komu. Taki wściekły, ziejący hejtem, bluzgający słowem, które samo ze wstydu kona w momencie, w którym zostaje wypowiedziane. Bo słowo ma przyzwoitość w sobie, choć jego autor nie ma jej za grosz.

Nie rozumiem człowieka. Człowieka, który zieje ogniem jak potwór, który w oczach ma obłęd i żądze, który sapie, dyszy, ryczy i miota się drążony potrzebą ugodzenia w samo serce. Nie rozumiem i chyba nawet już nie chcę zrozumieć. Po co on komu.

Wychowała mnie mama na uczciwego człowieka. Nauczała, że o ludzi dbać trzeba. Nauczył mnie tata poczucia sprawiedliwości społecznej. Pomagaj innym, miej w sobie empatię, ludzie z natury są dobrzy i tylko czasem w życiu się gubią, mówili nauczyciele, którzy na mojej drodze stali jak drogowskazy z wiadomością na życie.

Teraz stoję na na środku wielkiej drogi i z przerażeniem rozglądam się dookoła.

Myślałam, że wszyscy odebraliśmy to samo wychowanie. Myślałam, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Że wszyscy dostaliśmy takie same drogowskazy na życie. Głupia ja. Stoję na środku wielkiej drogi otoczona przez czarne smoki. Oczy czerwone, przekrwione od nienawiści.

W pięknym, ciepłym blasku światełek do nieba, obnażone, ukazane światu. Ohydne, obrzydliwe poczwary. Płynące na wrakach władzy, pod postrzępionym, żałosnym żaglem. A za nimi w małych łódeczkach wyznawcy zażarci. Śpiewają pieśni ku chwale Pana. Abba Ojcze zawodzą, a powietrze cuchnie od ich oddechów. Ich świat ma strukturę ośmiornicy, choć nie ma jej inteligencji. Na szczycie wielka, zazwyczaj bezkształtna głowa, wypełniona wściekłością w swej postaci totalnej. To z niej wychodzą długie, lepkie macki, które jak korzenie drzew wrastają w ludzkie umysły i dalej w ludzkie serca.

Jad zaczyna się sączyć, wyznawców przybywa. Ich serca pochwycone w uścisku zaczynają bić już tylko w rytmie hejtu. Mózg zanika, bo myślenie złości szkodzi. Jest nienawiść. Paliwo które wprawia w ruch. Las Nienawistnych zaczyna porastać świat dookoła. Drzew przybywa, bo drzewa wściekłości też chcą przynależeć. W leśnej gęstwinie jest im dopiero raźnie! Ciemno tam i prawdy nie widać więc szaleją na oślep rozgrzane od korzeni po same korony. A wściekłość jak czerwona energia płynie. Płynie w strumieniach żył, w wartkich potokach krwi, pompuje ją serce, które trzyma w garści ośmiornicza macka.

Stoję na środku drogi i patrzę na ten stumilowy las.

Nie tak mnie wychowali. Nie takie dali mi drogowskazy. Nie wejdę pośród wrony. A że dali mi głos i pióro dali mi też, to powiem i napiszę tak, że choć nie rozumiem tego świata i tych ludzi hejtem żywionych to jednak dalej wierzę w to, że o ludzi trzeba dbać.

Wierzę w sprawiedliwość i w to że ludzie dobrzy są z natury, choć czasem się gubią, gubią się w lesie nienawiści. A kiedy tak tkwią w tym gąszczu przekonani że racja jest po ich stronie, jedyne co zrobić możemy, to słać światełka do nieba z nadzieją, że ich pełne blasku światło rozświetli ciemny las. Może taka jest nasza misja.


Niezależnie od tego, co zrobili twoi rodzice, dziś jesteś odpowiedzialny za własne życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 stycznia 2019
fot. iStock/pixdeluxe

Cokolwiek zrobili w twoim dzieciństwie lub czego nie zrobili twoi rodzice, osobą odpowiedzialną za swoje życie tu i teraz jesteś ty. Jesteś odpowiedzialny za to, co tworzysz dla siebie, dla swojej rodziny, za to jak budujesz lub niszczysz. Za miłość, którą dajesz innym, za ciepło i uczucie, które manifestujesz wobec ludzi wokół ciebie.

Jasne, jest oczywistym, że to, co dzieje się z nami w dzieciństwie i wczesnej młodości, a nawet w życiu dorosłym, ma na nas istotny wpływ. To jednak nie zwalnia nas z odpowiedzialności za nasze życie i emocje. Obecny czas jest doskonałym momentem, aby oczyścić naszą przeszłość i odczarować nasze życie miłosne.

Uzdrawianie ran dysfunkcyjnej spuścizny dzieciństwa

W mniejszym lub większym stopniu każdy z nas doznał w dzieciństwie toksycznych zachowań własnych rodziców. Brak ciepła ze strony najbliższych, a może ich zbyt wygórowane ambicje lub chorobliwa nadopiekuńczość zostawiła na nas swoje piętno.

Może postrzegamy siebie jako osobę spokojną, ale w rzeczywistości, gdzieś głęboko odczuwamy hamujące i dołujące lęki, wahania i niepokoje. Wydaje nam się, że tak już po prostu musi być, skoro nasz ojciec był alkoholikiem, a matka nie okazywała nam uczuć. Ale przecież pragniemy żyć inaczej.

W dzieciństwie rodzina jest tym, co stanowi naszą główną rzeczywistość i główny punkt odniesienia. Żyjąc w rodzinie, uczymy się żyć w społeczeństwie.

Rodzice to jednak tylko ludzie i jako tacy popełniają błędy. Tak jak musimy uczyć się na własnych błędach, możemy również uczyć się na błędach naszych rodziców.

Warto mieć świadomość, że każdy, kto wychowywał się w rodzinie dysfunkcyjnej,  musi pracować dwa razy więcej, aby wzmocnić i cieszyć się uczuciem miłości i szacunku dla siebie i ludzi wokół niego.

Najważniejsze zadania, które przed nami stoją to uświadomienie sobie, jakie zachowania autodestrukcyjne przejawiamy oraz nauka zdrowo pojętej miłości własnej. Zasługujemy na miłość bezwarunkową. Nie powinniśmy poddawać się, ani też odgrywać roli ofiary, od której nic nie zależy. Fakt, że mieliśmy trochę trudniejszy życiowy start, nie powinien powstrzymywać nas przed osiąganiem wyznaczonych celów. Także tego najważniejszego – spokojnego, szczęśliwego życia, osiągnięcia stabilizacji emocjonalnej i poczucia bezpieczeństwa.


Na podstawie: nospensees.fr


Zobacz także

6 nieoczywistych sygnałów, które świadczą o problemach z florą bakteryjną jelit

Co kolor oczu mówi o twoim zdrowiu i osobowości?

Co kupic i czego nie kupowac noworodkowi w prezencie?