4 błędy wychowawcze, które popełniamy, zwłaszcza, gdy dzieci stają się nastolatkami

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 sierpnia 2017
Fot. iStock/martinedoucet
Fot. iStock/martinedoucet
 

Wakacje to taki czas, kiedy lepiej można się przyjrzeć swoim i cudzym dzieciom. Przynajmniej u nas – pełna chata, koledzy wchodzą, wychodzą, podobnie jak moi synowie – są i za chwilę gdzieś pędzą. Ze zgrozą na nich patrzę i zastanawiam się, kiedy tak urośli. To już nie maluchy biegające po domu, tylko chłopaki, którzy zajmują coraz więcej miejsce i coraz więcej jedzą…

Ale przychodzi też refleksja, zwłaszcza gdy można dzieciaki poobserwować, nie tylko te znajome, ale w ogóle – na polach namiotowych, plażach, nad jeziorami. I myślę sobie, że warto wyciągać wnioski i korygować swoje rodzicielstwo na bieżąco, żeby podążać za naszymi dzieciakami i nadal być przy nich blisko. Tymczasem nikt nie jest nieomylny, każdy z nas popełnia błędy, a ostatnio zauważam, że im dzieci starsze, tym coraz częściej zdarzają się nam podobne potknięcia.

Organizujemy im czas do bólu

„Mamooo, nudzę się” – to wakacyjny tekst, który mnie osobiście doprowadzaj do furii. Oczywiście nie nudziliby się, gdyby im pozwolić siedzieć przez telewizorem lub pograć. Ale my z tych okrutnych rodziców, co to telefonów do ręki nie dają, gdy nie muszą do nas dzwonić, telewizję i granie ograniczamy od zawsze. I jasne, że wakacje, to trochę czasu rozpusty, ale to nie znaczy, że gdy nie jeździmy rowerami, nie jesteśmy pod namiotem, na jakimś wyjeździe, to czas wolny spędzany jest przed niebieskim ekranem. W wakacje widzę wiele znudzonych dzieci, rozmawiam z rodzicami i ewidentnie to efekt organizowania dzieciom czasu – przez dodatkowe zajęcia w czasie szkolnym, zapełnianie im czasu do bólu, co później odbija się nam czkawką, bo one nie potrafią się nudzić, nie potrafią wymyślić same sposobu na wolne chwile. Odpuśćmy. Pozwólmy dzieciakom się nudzić. Mój młodszy syn właśnie pojechał rowerem na siłownię w parku, a starszy poszedł czytać książkę. Można? Można. Choć granice mojej cierpliwości wystawiane są na wielką próbę.

Podsuwamy pod nos to, czego chcą

Tego nie chcę, to mi nie smakuje, to jest bez sensu, a tamto mi się wcale nie podoba. Nieba byśmy przychylili tym naszym dzieciakom. Wszystko byśmy im dali, by ich dzieciństwo było dobre i kolorowe, by niczego im nie brakowało. Tymczasem więcej z tego strat niż pożytku. Bo nasze dzieci stają się skwaszone, rozpieszczone, wydaje im się, że wszystko co najlepsze właśnie im się należy, bo tak. O nic sami nie potrafią zawalczyć, po co, skoro mama czy tata dadzą, zapłacą, załatwią? I chodzą zblazowani, obrażeni, gdy im czegoś odmawiamy, bez żadnej refleksji, bez chęci spróbowania czegoś nowego. Smutny to obraz bardzo.

Nie jesteśmy konsekwentni

„Do końca tygodnia nie grasz” – słyszę, jak rodzic odgraża się nastolatkowi, który coś nabroił. Trzy godziny później widzę tego nastolatka siedzącego z nosem w telefonie. No przecież nie gra na laptopie, a na telefonie się nie liczy. Zupełnie brak nam konsekwencji, chcemy jakoś budować nasz autorytet, utrzymać jego resztki, więc stawiamy granice, wymagamy, określamy konsekwencje zachowań, tyle tylko, że tego nijak nie respektujemy. Na chwilę jesteśmy groźni, żeby później machnąć ręką. A dzieciaki o tym wiedzą, przeczekają pierwszą złość, a później wykorzystują naszą słabość, brak uważności. Mają w głęboki poważaniu nasze na chwilę tylko straszące ich zakazy.

Mało od nich wymagamy

Znam nastolatków, którzy sami sobie robią kanapki, herbatę, potrafią zrobić prosty obiad. Znam takich, co odkurzają, sprzątają. Ale jest ich zdecydowanie mniej w zestawieniu z tymi, od których nie wymaga się tych wszystkich rzeczy, którzy nie mają żadnych obowiązków. A nawet, gdy rodzice od nich czegokolwiek wymagają, to w efekcie i tak robią to za nich. Koszenie trawnika, sprzątanie pokoju, wyjście z psem – niby są im stawiane zadania, ale ociąganie się, dziesiątki powtórzeń i komentarzy sprawiają, że odpuszczamy. Znowu. Czego to uczy nasze dzieci? Że wystarczy trochę pomarudzić i niczego nie trzeba robić, wystarczy przeczekać i każdy obowiązek straci na ważności.

Eh zastanawiam się, co za pokolenie wychowujemy… Widzę już teraz 20-latków, którzy spędzają cały dzień przed komputerem, nie mają żadnych zainteresowań, pasji, ambicji. Nie przeszkadza im, że siedzą na głowie rodziców, bo w końcu gdzie mają iść, co robić? Rodzice nie wymagają, więc nie będą sami się wychylać.

Ważne, żeby dobrze się zabawić, żeby wszyscy dorośli dali im święty spokój i tak jak wcześniej nic od nich nie chcieli, niczego nie wymagali.

Trudno być krytycznym wobec siebie, zwłaszcza, gdy chodzi o wychowanie własnych dzieci, ale czasami naprawdę warto zweryfikować swoją postawę, jeśli chcemy wychować nasze dzieci na fajnych i mądrych dorosłych.


Przytłaczają cię brak pracy i długi? Na pewno jest lepiej, niż myślisz

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
13 sierpnia 2017
Fot. iStock/milos-kreckovic
Fot. iStock/milos-kreckovic
 

Jeśli należysz do pokolenia millenialsów, ten tekst może być tym, czego potrzebujesz, aby się nie załamać i ruszyć w swoim życiu naprzód. Każdemu z nas zdarzają się sytuacje, w których wszystko może wydawać się przytłaczające. Być może masz długi, niezapłacony czynsz, nie możesz znaleźć pracy lub nie stać cię na wyprowadzkę od rodziców, mimo iż masz już prawie 30 lat.

Szczególnie teraz, w erze mediów społecznościowych, może się wydawać, że inni mają lepiej niż ty i naprawdę korzystają z życia – w przeciwieństwie do ciebie. Inni mają super wakacje na egzotycznych plażach, świetną pracę, która daje im duże pieniądze i kontakty. W rzeczywistości jednak wszyscy płyniemy na tej samej łodzi, starając się znaleźć swoje miejsce w świecie.

Wielu ludzi w wieku naszych rodziców może uważać nas za pokolenie zepsute i niecierpliwe. Teraz nie jest tak, że motywują nas te same rzeczy, które ich motywowały. Chcemy mieć wpływ na świat i na nasze życie, które płynie pod znakiem osiągnięcia wymarzonego celu. Żyjemy w innej erze niż oni, dlatego zachowujemy się inaczej i nie mogą nas za to potępiać.

Być może rzeczywiście jesteśmy gorsi. Na pewno jesteśmy inni. Jednak łączy nas jedno – oni także w swoim życiu mieli kryzysy i nie wiedzieli, w którą stronę iść.

Fot. iStock / Martin Dimitrov

Fot. iStock / Martin Dimitrov

Bo w życiu bywa różnie. Jednak niezależnie od sytuacji, w której się znaleźliśmy, powinniśmy odczuwać jedno – wdzięczność. Jeśli wydaje ci się, że gorzej już nie może być, uświadom sobie, że nigdy nie jest aż tak źle, jak się tobie wydaje. Dlatego zobacz trzy sytuacje, za które powinnaś podziękować, nawet jeśli wydaje ci się to absurdalne.

Masz długi

Idąc na studia, musiałaś wziąć kredyt. Teraz przytłacza cię myśl, za co go spłacisz. Tak mało zarabiasz (lub w ogóle), a przecież za coś trzeba żyć. Ale za to masz dyplom. Choć teraz może się wydawać, że on nic nie znaczy, bo każdy ma wyższe wykształcenie, to jednak szukając pracy jest ono brane pod uwagę. I to jest warte zadłużenia.

Kiedy nie wiesz, jak poradzić sobie ze spłatą kredytu, udaj się do specjalisty, który stworzy plan. A kiedy czujesz, że za mało zarabiasz, rozglądaj się za inną pracą. Ktoś na pewno doceni twoją wiedzą i umiejętności, za które będzie w stanie zapłacić.

Nie lubisz swojej pracy

Wielu ludzi nie lubi swojej pracy i chodzi do niej z niechęcią. Jednak zamiast codziennie narzekać i wstawać z bólem głowy, zacznij myśleć inaczej. Doceń to, że dzięki tej posadzie masz pieniądze na życie i swoje wydatki. To dzięki tym ciężko zarobionym pieniądzom możesz się rozwijać, sprawiać sobie przyjemności i zwiedzać.

Jednak jeśli bardzo jej nie lubisz i ta sytuacja sprawia, że jesteś nieszczęśliwa, zacznij szukać czegoś innego. Zastanów się, co lubisz robić. A może założysz coś swojego?

Jesteś zdrowa

Nie masz pracy lub jej nie lubisz. Może masz długi. I masz coś najcenniejszego – zdrowie. To chyba najważniejsze, za co powinnaś być wdzięczna. Wielu ludzi byłoby w stanie oddać za nie wszystko. Dzięki temu, że nic ci nie dolega, możesz korzystać z życia, bawić się i zmieniać to, co ci nie pasuje.

I przede wszystkim jesteś młoda. Choć życie może się wydawać ciężkie i mogą pojawiać się sytuacje przytłaczające, to mimo wszystko odczuwaj wdzięczność. Poświęć trochę czasu na skupienie się, że może nie jest aż tak źle, jak ci się wydaje. I zamiast się załamywać, zacznij dostrzegać dobre strony nawet wtedy, kiedy coś nie idzie zgodnie z twoją wolą.


 

Źródło: huffingtonpost


Kochanek idealny? Cała drży, nie poznaje własnego ciała. Nigdy tak się nie czuła

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 sierpnia 2017
Fot. iStock/ilosStankovic
Fot. iStock/ilosStankovic
 

Zawsze się jej podobał. Nie oznaczało to nic złego ani niecnych zamiarów z jej strony. Po prostu uważała, że jest przystojnym facetem. Że ma to coś, co akurat ją przyciąga. Zawsze miły, uśmiechnięty. Proporcjonalna budowa. Widać, że trenuje. W pracy konkretny, odpowiedzialny. Widywali się czasem na przerwie, na lunchu. Rozmawiali o wszystkim ze wszystkimi. Często o dzieciach, bo były w jednym wieku. Nawet do przedszkola przez moment chodziły razem.
Świetnie tańczył. Uwielbiała jak mężczyzna wie, co to rytm, po co ma ramiona i biodra. I co najważniejsze, wie jak prowadzić. Lubiła z nim tańczyć, prowadził tak, że nawet patrzyła w takim kierunku, jaki on zarządzi.

Byli atrakcyjni. Oboje. On pewny siebie. Ona pewną siebie udająca. Zawsze miała kompleksy, ale dużym dystansem do siebie zdobywała sympatię i uchodziła za dobrą w swoim fachu, seksowną babkę. Nieraz koledzy z pracy rzucili miłe słowo, które nawet podzielone na sto, wyrażało zachwyt. A potrzebowała go bardzo. Gdy mężczyzna życia przez kilka ładnych miesięcy oszukuje, zabawia się w romans z byle asystentką, mężatką dodajmy – z dwójką dzieci, to pewność siebie zanika. Zanika do tego stopnia, że nawet siły nie miała się spakować. Nie wierzyła, że sobie poradzi. Trzymała się kurczowo jak żyletki. Dłonie krwawiły, łzy leciały ciurkiem, ale nie puszczała.

Kiedy koleżanka mówiła, że ma ochotę na kogoś z pracy, nie rozumiała. Podobać się ktoś może, i owszem. Ale myślami nigdy dalej nie wybiegała. Mężatką była przecież.
Pierwszy raz zorientowała się, że jemu się podoba na imprezie służbowej. Było kilka tańców. Powrót całej firmy wynajętym autokarem. Tam ją niby żartem posadził sobie na kolana i wyszeptał jak bardzo jej pragnie. Jej? Którą mąż zdradza?! Zbyła go żartem.

W pracy miłe rozmowy. Czasem puścił oczko. Po zdradzie męża pomyślała, jakie to proste.

Na kolejnej imprezie dużo z nią tańczył. Widziała pożądanie w jego oczach. Układ był jasny. On kilka lat po rozwodzie. Później powiedział, że nie wie czy kogoś pokocha. Chyba nie umie. Zdradzony, oszukany. Nie poszła z nim. To byłoby takie niskie. Z zemsty iść do łóżka z kolegą z pracy.

I znów wyjazd weekendowy. Ciągle wpadają na siebie. Przypadkiem. Na warsztatach w jednym teamie. Spędzają razem cały dzień. Gdy idzie na siłownię, on tam jest. Pomaga przy treningu. Adoruje ją delikatnie. Potem idą na basen i saunę. Wygłupiają się. On ją nosi na rękach, bo jest taka filigranowa. Nikt tak z nią nie robił od dawna.

Wieczorem dyskoteka. Bawią się razem. Prowadzi świetnie. Silne ramię. Wspaniałe poczucie rytmu. Jest przystojny. Cholernie. I w tym garniturze, rety, sam seks. Patrzy na nią z takim pożądaniem. Dyskretnie wyprowadza ją za rękę. Ona boi się, ale idzie. Tańcząc. Jest po kilku drinkach. Blokada coraz słabsza. Całuje ją już na korytarzu. W windzie. Wpadają do pokoju. Jest gorąco. Całuje ją całą, tak, że cała drży. Nie namawia na więcej. Widzi, jak jest zdenerwowana. Przyznaje mu, że w jej życiu był tylko jeden mężczyzna – mąż. Z mężem, którego się kurczowo trzyma, ale nie kocha. Nie ufa. Panicznie się boi, że znów ją zdradza.

Po powrocie z weekendu mają ze sobą kontakt. Nie tylko służbowy. Spotykają się. Kino. Jak wspaniale się wtulić w niego, trzymać za rękę, a potem namiętnie całować w samochodzie. W hotelu. Jest gorąco, ale nie tak, jak jeszcze będzie. Co ja robię, myśli. Wyrzuca sobie od różnych. Z mężem ciągle kłótnie. Znów ją okłamał. Przykro jej. Z tamtym się tylko albo aż całuje. Nie jest gotowa. Wstydzi się. Wygląda jak dziewczynka, nie jak kobieta.

A on ją otwiera powoli. Dużo rozmawiają, jest szczery. To ją ujmuje. Miłości nie ma, chyba że ta fizyczna. Z mężem seks zawsze taki sam. Nie pyta o jej potrzeby. A ona wini siebie, że tak długo bierze rozpęd. Mąż długiego nie potrzebuje. Znów hotel. Zawsze inny. Dziś mają czas. Poświęca uwagę tylko jej. Jest dobry. Bardzo dobry.

Kochanek idealny? Cała drży, nie poznaje własnego ciała. Nigdy tak się nie czuła. Czuje go i pragnie każdą komórką ciała.

Co jest? Tak, to tylko seks. Seks świetny, na innej planecie.

I co z tego? Przysięga już dawno nie obowiązuje. Tak, oczywiście można ją krytykować. Ona to wie. Nikt jednak nie zabroni jej być szczęśliwą choć przez chwilę. Jest pożądana, pożąda. Więcej nie może dostać i dać.

Czy kogoś krzywdzi? Nie, bo on nikogo nie ma. Męża? Nie zwraca na nią uwagi, nie rozmawia z nią. Nie chce widzieć jej potrzeb. Nawet rozwodu nie chce. Nie umie wyjaśnić czemu.
Zimna suka? Nie, bo to nie z wyrachowania. To nie zemsta.

Bidulka? Nie, bo w końcu wie, czego chce. Zbiera siły, by odejść od męża. Wszystko mu powiedzieć.

To kobieta jakich wiele. Zdradzona. Niewierna. Matka, żona, kochanka. W dwóch rolach szczęśliwa. W tej jednej nie było jej dane.


autorka: Poli Ann

 


Zobacz także

Fot. i Stock / shapecharge

Obiecuję, dzisiaj już na pewno. Nic tak nie boli, jak złamane słowo

Losing_a_baby

Nie rodzić, po ludzku

Niewidzialni ojcowie. Kiedy tata nie chce zajmować się dzieckiem

Niewidzialni ojcowie. Kiedy tata nie chce zajmować się dzieckiem