Zachorowała. Była zdana na siebie. I na łaskę służby zdrowia

Listy do redakcji
Listy do redakcji
12 lipca 2017
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Kwestia zdrowia była dla niej ważna. I jest nadal. Od dziecka chuchali na nią i dmuchali. Była taka słaba. Chrzcili w szpitalu, jedną nogą była na tamtym świecie. Kilka kropel krwi ją uratowało. Pozornie.

Wyrosła na piękną i mądrą dziewczynę. Utalentowaną artystycznie, wrażliwą na muzykę i kolory. Była perfekcjonistką. Wszystko było zaplanowane. Znalazł się kandydat na męża. Były wymarzone studia, mieszkanie, praca. Los na loterii normalnie.

Jednak karta się odwróciła. Wyniki badań nie zostawiły złudzeń tylko plamę na bluzce mokrą od łez. Ratunku na razie brak. Trzeba czekać, aż NFZ da pieniądze, by leczyć wszystkich, a nie tylko takich, co to już są w stanie ciężkim. Ona była stabilna i to nie była wcale dobra wiadomość. Oznaczało to czekanie, aż w końcu ktoś zdecyduje, by przekazać pieniądze na tych, których da się szybko uratować i podarować im kilkadziesiąt lat życia.

Była chora, musiała sobie to w głowie poukładać. Tego nie było w planie. Cholera, tak dbała o siebie. Co gorsze, zachorowała nie z własnej winy. A szkoda, bo mogłaby winić kogoś, byłoby łatwiej.

Była zdana na siebie. I na łaskę służby zdrowia. A ta, mimo kilku wspaniałych lekarzy, była bezlitosna i nieczuła. Machina, której ona była jakimś tam trybikiem nikomu niepotrzebnym.

Warunki w szpitalu skromne. Telewizor na monety. To ją rozbawiło. Luksusów nie oczekiwała, jednak sale nieremontowane od czasów PRL wprawiły w osłupienie. Biopsja. Znów była sama. Znajomym nie mówiła. Wstydziła się. Rodzina daleko, a idealny mąż już nie był taki idealny.

W końcu zakwalifikowana do leczenia. Udało się, nie wiadomo jakim cudem. Znajomości nie miała. Zebrała siły, dzielnie co tydzień wbijała w udo lub brzuch igłę z cudownym ponoć specyfikiem, który niszczył wszystko. I dobre, i złe. Zaplanowała, że da radę, ktoś jednak wyśmiał ów plan. Leczenie nie pomogło, skreślono ją z listy wybrańców. Słowa otuchy brzmiały absurdalnie – jak będzie nowy lek to zadzwonią. Hahahaha. W Polsce go nie było, przynajmniej dla szarego obywatela, który nie miał na koncie kwot z pięcioma czy sześcioma zerami.

Plan runął w gruzach. Czekanie. W kolejce bez końca, bez nadziei, bo co pół roku to samo, że państwo pieniędzy daje za mało. Że ratuje się takich z marskością, mimo że piją. Są w gorszym stanie. Ci w lepszym, którzy dbają o siebie, przestrzegają diety, uprawiają sporty i są bardzo zdyscyplinowani, muszą czekać. Aż stan się pogorszy. Zdruzgotana szuka pomocy. Wszędzie to samo. Długie kolejki. Te same procedury. Jeździ po Polsce. A nuż.

Na zewnątrz śliczna, wesoła, pogodna, energiczna. Wewnątrz smutna, samotna, zdołowana. Żyje na pół gwizdka. Mogłaby na cały i gwizdać na wszystko, ale gdy ma się jedyne, upragnione dziecko to chce się być jak najdłużej na tym padole.

Gdy traci nadzieję dzwoni ktoś z propozycją nie do odrzucenia. Co z tego, że badania kliniczne, że nie ma pewności, że przez pół roku musi stawiać się w ośrodku na drugim końcu Polski. Tym razem nie planuje. Rzuca wszystko. Nabiera dystansu do pracy, której się całkowicie poświęcała. Żyje według wskazówek lekarza. Nie ma problemu z dostosowaniem się. Teraz nie ma zastrzyków, wymiotów, osłabienia i całej listy skutków ubocznych. Jest kilka pastylek, które pieszczotliwie nazywa bombkami, bo z mocą bomby atomowej atakują złego w jej ciele.

Trafiony zatopiony. Wyniki rewelacyjne. Dostaje skrzydeł. Nabiera odwagi. Jest silna zewnętrznie i wewnętrznie. Śliczna nadal, wygląda jak nastolatka. Ćwiczy, bo lubi sprężyste ciało. I endorfiny po treningu. Złego nie ma. Jej się udało.

NFZ dalej ogranicza i tysiącom takim jak ona niszczy życie. Nie daje ratunku, a przecież łatwiej wyleczyć młodych, by pracowali dla kraju niż potem łożyć na ich leczenie. Nic tak nie wkurza jak opieszałość i brak logicznego myślenia. I ta niesprawiedliwość cholerna, że leczony jest ktoś, kto tego nie docenia. Pije po terapii, nie trzyma diety. Trzymajcie kciuki za nią, by zły nie wrócił i by inni dostali szansę.  Jak najszybciej.


 

autorka: Poli-Ann

 


Nie czuł miłości jako dziecko, nauczył się jej w dorosłym życiu. Mój tata jest zawsze

Listy do redakcji
Listy do redakcji
12 lipca 2017
Fot. iStock/ASIFE
 

Droga Redakcjo,

Z okazji Dnia Matki ogłosiliście konkurs na list do Mamy. Wspaniały pomysł. Sama taki napisałam. Ba, nawet został wyróżniony. Szkoda, że na Dzień Ojca nic nie było. Nie to, żem łasa na nagrody, lecz po prostu czasem fajnie się przyjrzeć własnemu ojcu. Ja to robię. I co tam. Napiszę, co widzę. Bo choć do ideału dużo mu brakuje to uważam, że mam świetnego ojca, choć wcale się na takiego nie zapowiadał.


Nie był złym tatą. Absolutnie. Miał trudne dzieciństwo. Pewnych rzeczy nie przepracował do dziś i sądzę, że to wywarło wpływ na jego osobowość. Był dzieckiem najmłodszym. I wcale nie tak oczekiwanym i rozpieszczanym jak dziś się dzieje. Nazwijmy sprawę po imieniu. Był kolejną gębą do wykarmienia. Wpadką. Ale skoro się przytrafił, to mógł się przydać do pracy na roli. Twarde było kiedyś wychowanie. Wierzę, że babcia go kochała, ale może mentalność, w jakiej przyszło im żyć, nie uczyła, jak tę miłość okazać. Tata do dziś pamięta, gdzie wisiał kabel do bicia i że zbierał butelki, by mieć na bułkę do szkoły. Że stracił ojca w wieku 16 lat i od tego momentu zaczęło się dorosłe życie. Że babcia nigdy na wywiadówkę do szkoły nie poszła, a miał dobre stopnie. Że w wakacje budziła o 7 rano, bo kto to myślał spać do południa. Co ludzie powiedzą.

Do dziś tata pyta, czy mam kurtkę na zimę. Gdy nie znałam powodu, złościłam się strasznie. Pewnie, że mam kurtkę. A nawet dwie. Po co się dopytujesz? Okazało się, że on kurtki nie miał i przez to zimą nie pojechał na wycieczkę szkolną. Miał 17 lat. Musiał sobie radzić. Kombinować. Pracował na czarno, by móc dziewczynę do kina zaprosić. Gdy poznał mamę, nie mieli nic. Mieszkanie dostali z zakładu, wszystko kupili sami. Bym dostała się do przedszkola, malował w nim ściany. Jeździł na saksy do ciężkiej, fizycznej pracy do Rajchu, by kupić malucha, mi pierwszą Barbie i Kena i snickersy.
Nie okazywał uczuć. Chował surowo, ale nie bił. Byłam jedynaczką. Nie chciał mnie rozpieszczać. Chwalił, gdy nie słyszałam. Na głos zaczął, gdy dostałam się na studia, potem drugie. Gdy dostałam pracę. Zrezygnował z wakacji na kilka lat i wielu innych rzeczy, i kupił mi maciupką kawalerkę. Mam ją do dziś i wspiera mnie ona finansowo.

Najbardziej tata mnie zachwycił, gdy babcia była obłożnie chora. To on przy niej był. Na kilka miesięcy wrócił do rodzinnego domu, choć w pracy grożono, że zostanie zwolniony. Opiekował się nią dzień i noc. Ukochana córka babci miała odruch wymiotny, gdy trzeba było zmienić pieluchę czy dać zastrzyk. Nie oceniam jej, sama nie wiem jakbym się zachowała. Po prostu podziwiam mojego ojca, który umie zrobić tylko jajecznicę i parówki. Tu zaś zajął się wszystkim. Z pomocą mamy, która prała i gotowała, by tata co tydzień przyjechał po słoiki i świeżą bieliznę. Mi płakał do słuchawki. Był pod presją. Krytyka rodzeństwa, które palcem nie kiwnęło, miażdżąca. Innym się nie skarżył. Psychicznie był bardziej zmęczony niż fizycznie, a moja ukochana babcia źle znosiła własną niemoc. Była zła na cały świat. I nieprzyjemna. Zdruzgotana, bo przez 95 lat była samodzielna i zaradna. I zdrowa, jak to mówią, na umyśle.

Babcia odeszła, a tata został sam. Rodzeństwo znów było tylko na papierze. Roszczeniowe bardzo. Dziś tylko on dba o pomnik, choć w rodzinnym mieście krewnych nie brakuje.
Mój tata zawsze jest.

Tato, dziecko chore, a już kolejny raz na zwolnienie nie mogę.

Tata przyjeżdża.

Tato, mam wizytę u lekarza na drugim końcu Polski.

Dobra córka, jedziemy.

Dopiero potem się przyznaje, że specjalnie dla mnie przesunął termin zabiegu na oczy. Gdyby nie ta wizyta, dziś może nie byłabym zdrowa.

Tato, chyba sprzedam auto.

Ok Bąbel (tak mnie pieszczotliwie po dziś dzień nazywa), sprzedamy i znajdziemy ci inne.

Tato, jak wyglądam?

Córka pięknie, niech mąż cię pilnuje.

Tato mam straszną ochotę na długi spacer wieczorem.

Załatwione, pójdę z tobą Pimpek (kolejna ksywka:) byś po nocach sama nie szła.
Tato idę na imprezę. Dziecko przyjadę po ciebie.

Tato, mam poważny kryzys w małżeństwie, myślę o rozwodzie.

Bąbel rób tak, byś była szczęśliwa. My z mamą pomożemy, drzwi są zawsze otwarte.

Tata daje mi bufor bezpieczeństwa. Od niedawna mówi, że kocha, że się udałam. Ze mną się chyba nie bawił, gdy byłam dzieckiem. Nie pamiętam. Dla mojej córki udaje lwa, konia i wszystko, czego mała zapragnie. Nie mam o to pretensji. Nie czuł miłości jako dziecko, nauczył się jej w dorosłym życiu. Dlatego jak tylko umiem, to się odwdzięczam. Na urodziny dostał mój dyplom. Poruszyłam góry, by obronić się szybciej i w czerwcu mieć tytuł magistra na papierze. Na inne urodziny lot samolotem, bo nigdy nie leciał. Razem z mamą byli zachwyceni. Śmieją się, że następnym razem będzie lot promem kosmicznym lub rejs łodzią podwodną. A czemu nie? Coś wymyślę. Wystarczy jak po powiesz: „kocham cię Pimpek”.


Autorka: Poli-Ann

 


7 bardzo złych powodów, by skończyć związek

Redakcja
Redakcja
12 lipca 2017
fot. iStock/ lechatnoir

Choć rozstania to nic przyjemnego, zazwyczaj zakończenie związku podyktowane jest solidnymi argumentami – cóż, lepiej dać sobie nawzajem możliwość na ułożenie życia na nowo, niż kontynuować festiwal kłótni, wymówek i niewybaczonych przewinień. Bywa jednak i tak, że ludzie rozstają się z niezrozumiałych, a nawet nieco dziwnych przyczyn, które zwykłemu śmiertelnikowi mogą wydawać się niewystarczającym do zerwania powodem. Chociaż z drugiej strony, jeśli ktoś zbyt łatwo poddaje się i nie chce walczyć o szczęście z drugą osobą, to może lepiej, że nie zwlekał z powiedzeniem „żegnaj”. Oto 7 bardzo złych powodów, by zakończyć związek i wycofać się z relacji.

Pokłóciliście się

Co prawda rozstania często poprzedzane są kłótniami, nieporozumieniami, a nawet ognistymi awanturami (z latającymi talerzami włącznie), ale jedna sprzeczka zerwania nie czyni! Tym bardziej, jeśli zdarzyło się to po raz pierwszy lub jest niezwykle rzadkim zjawiskiem w waszej relacji – nieporozumienie nie oznacza, że do siebie nie pasujecie lub że się nie kochacie. Emocje są złymi doradcami i czasami warto poczekać z ważnymi decyzjami do czasu ich uspokojenia. Pomijamy sytuacje, gdy odkryłaś zdradę, wielkie oszustwo lub inną sytuację, z którą nie chcesz i nie możesz się pogodzić – to zupełnie inna kategoria.

Twój chłopak nie spodobał się przyjaciółce

Najlepsza przyjaciółka skrytykowała twojego partnera, nie pała do niego sympatią, a nawet namawia cię do zerwania i zapomnienia o nim? Zastanów się, czy aby na pewno stoi za tym troska o twoje serce i sympatia, a nie zazdrość i poczucie odrzucenia – takie rzeczy się zdarzają! Warto słuchać tego, co mówią nasi najbliżsi i rodzina, ale czasami nie mają racji i mogą przyczynić się do zbyt pochopnych decyzji. Pamiętaj, że wybierasz mężczyznę dla siebie, a nie dla przyjaciółki czy rodziców. Być może nie mieli okazji poznać go lepiej, ocenili zbyt łatwo i niesprawiedliwie? Daj im szansę na bliższą znajomość i słuchaj nie tylko cudzych podpowiedzi, ale przede wszystkim własnej intuicji i serca.

On nie jest idealny

Chrapie w nocy, zostawia brudne kubki w zlewie, rozrzuca skarpetki, a na brzuchu brakuje mu sześciopaka? Czas najwyższy pożegnać mit o ludziach idealnych, bo… nie ma takich! Ty też nie jesteś taka perfekcyjna, jakbyś chciała – masz swoje niedoskonałości, popełniasz błędy, irytujesz czasami innych swoimi zachowaniami. Jeśli szukasz ideału w każdym calu, to powodzenia – prawdopodobnie nigdy go nie znajdziesz. Kocha się nie za coś, ale pomimo wszystko – zapamiętaj i wciel w życie.

Bo nie jest tak, jak na filmie (albo u innych)

Bo w szafie nie trzyma pejcza i kajdanek jak Grey, a w piwnicy ma jedynie rower i półkę ze słoikami od mamy, a nie tajemniczy pokój seksualnych zabaw. Bo ten od Kaśki co niedziela robi jej omlety z jarmużem i przynosi kwiaty, a twój czasem tylko, od święta (i jak nie zapomni) podaruje ci zwiędniętego tulipana i kanapki z żółtym serem poda. Nie jest jak w filmie? Nie jest jak u koleżanki? A kto ci powiedział, że tak być musi? Jeśli czujesz się szczęśliwa i kochasz go, to w czym rzecz? Przestań porównywać siebie i swój związek z innymi  i pamiętaj, że filmy to fikcja, a życie innych znamy jedynie fragmentarycznie – może ona ma na ten jarmuż alergię, a za kwiatami tak naprawdę nie przepada?

Uważasz, że miłość cię ogranicza

Zrywasz, bo uważasz, że w związku ludzie duszą się, są zniewoleni i nie mogą się w pełni realizować. Partnera traktujesz jak osobistego strażnika i kogoś, kto kontroluje, sprawdza, tłamsi. Cóż, może masz złe doświadczenia i trafiłaś na toksycznego faceta? Udany związek sprawia, że czujesz się zmotywowana, a partner jest dla ciebie wsparciem i pomaga w samorealizacji i osiąganiu celów. Zobacz na tych wszystkich ludzi, którzy odnoszą sukcesy i tworzą udane relacje – nie wydają się ograniczeni swoją miłością. Zastanów się, czy nie powtarzasz jedynie wytartych frazesów, by usprawiedliwić swoją decyzję i ukryć jej prawdziwe powody.

Chcesz być singlem, bo… to modne

Marzy ci się życie singla, bo wydaje się to fajne i wszyscy dookoła o tym mówią? Zrywasz, bo uważasz, że życie w pojedynkę stało się w dobrym guście i trendy? Jeśli chcesz być modna, to kup sobie jakiś fajny ciuch albo odwiedź fryzjera i obetnij włosy na wzór modelki z katalogu, ale nie igraj z czyimiś uczuciami i nie łam mu serca. Poza tym szczęśliwa miłość i satysfakcja z udanego związku nigdy nie były pasee i raczej nie zanosi się na to, by miały się stać niemodne.

Boisz się przyszłości

Wolisz zerwać, zakończyć związek, niż żyć w strachu, że kiedyś to on cię zostawi i złamie ci serce. Boisz się przyszłości, przeraża cię jej niepewność i niemożliwość zaplanowania. Czy jednak warto rezygnować z uczucia pod wpływem lęków? Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono – żaden człowiek na świecie nie da ci pełnej gwarancji! Miłość polega na zaufaniu, na głębokiej wierze w drugą osobę i wspólne życie. Może wydawać się skokiem na głęboką i nieznaną wodę, ale gdy już się odważysz, gdy pokonasz lęk i skoczysz, to dziwisz się samej sobie, że zwlekałaś tak długo i stałaś na brzegu owładnięta irracjonalnym strachem. Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa!

Zapisz


Zobacz także

Koktajle dla aktywnych – najlepsze przepisy

Opóźnienie procesu starzenia skóry i jej regeneracja, czyli na czym polega karboksyterapia

Skradła serca kibiców na całym świecie. Pani prezydent Chorwacji, to po prostu jedna z nas