Makijażowe triki, czyli modelowanie twarzy bez użycia skalpela

Joanna Fizia
Joanna Fizia
17 września 2016
Fot. iStock / xmee
 

Makijaż, zupełnie jak czarodziejska różdżka, jest w stanie zdziałać cuda i zmienić twarz nie do poznania. Z pomocą odpowiednich kolorowych kosmetyków, dosłownie w kilka sekund możesz ukryć swe niedoskonałości, wysmuklić to co za duże, powiększyć to co za małe, złagodzić lub wyostrzyć rysy twarzy oraz sprawić, że będziesz wyglądać młodo i promiennie, nawet po nieprzespanej nocy. 

Niewątpliwą zaletą tej magicznej sztuki makijażu jest to, że metamorfozę możesz wykonać w swoim domowym zaciszu, bez użycia skalpela i strzykawki. A wszystko czego potrzebujesz to kilka pędzli i kosmetyków, lustro i dobre światło.

Sprawdź więc nasze makijażowe triki i dowiedz się jak wyczarować sobie…

Duże usta

Jeśli natura nie obdarzyła cię pełnymi ustami, możesz nieco optycznie je powiększyć stosując kilka sztuczek:

1. Obrysuj usta kredką delikatnie wychodząc poza brzegi warg. Pamiętaj przy tym, by kredka była w tym samym kolorze co szminka i by nie przesadzić z „wyjeżdżaniem” poza kontury ust bo możesz sprawić, że efekt będzie karykaturalny.

Natomiast jeśli nie chcesz malować ust kolorową pomadką, obrysuj je beżową kredką i delikatnie rozetrzyj ją palcem by zatrzeć granice. Następnie podkreśl usta kredką w kolorze warg, a na koniec muśnij je błyszczykiem lub balsamem do ust.

2. Zaznacz cielistą kredką lub delikatnie rozjaśnij rozświetlaczem do twarzy tzw. łuk kupidyna – czyli rynienkę podnosową.

3. Na środek ust nałóż jasny odcień kredki lub pomadki, a resztę pokryj ciemniejszym kolorem. Dla wzmocnienia efektu całość możesz potraktować błyszczykiem.

Duże oczy

Jak podkreślić duże oczy lub optycznie je powiększyć i sprawić by nasze spojrzenie było promienne:

1. Jasną kredką, raczej beżową niż białą, potraktują dolną linię wodną oka. Pędzelkiem typu gąbeczka, delikatnie możesz rozetrzeć granicę kreski by efekt był bardziej naturalny.

2. Skórę pod oczami i często widniejące pod nimi cienie, rozjaśnij korektorem rozświetlającym, delikatnie go wklepując opuszkiem palca, tak by nie zbierał się w zagłębieniach skóry.

3. Jasnym cieniem, kredką lub korektorem rozświetl wewnętrzny kącik oka.

4. Dolną powiekę pomaluj ciemnym, ale niekoniecznie czarnym cieniem czy kredką i koniecznie rozetrzyj granice, tak by linia była bardziej rozmyta.

5. Na powieki używaj jasnych, perłowych cieni, które za sprawą drobinek rozświetlą Twoje spojrzenie i nadadzą mu świeżości.

6. Tuż pod łukiem brwiowym pomaluj skórę jasnym cieniem, kredką lub korektorem rozświetlającym.

7. Mocno podkręć i wytuszuj rzęsy – wywinięte wysoko do góry optycznie otwierają oczy.

Przykładowy makijaż powiększający oczy możecie podejrzeć tutaj:  

By rzęsy były gęstsze można oczywiście przykleić sobie sztuczne kępki lub bawić się z pojedynczymi włoskami. Jeśli jednak nie chcesz doczepiać sobie rzęs i zależy ci na szybkim, tanim oraz naturalnym efekcie, możesz zrobić ciemną kreskę na górnej linii wodnej oka, zwykłym eylinerem bądź kredką do oczu.

Smukła i trójwymiarowa twarz

Konturowanie, czyli rozświetlanie i przyciemnianie twarzy to ostatnio bardzo modny trend w makijażu. Za jego sprawą można zdziałać istne cuda optycznie modelując twarz – wydobywając i ukrywając pewne jej części.

Generalnie w konturowaniu zasada jest taka, że przyciemniamy to co chcemy schować, a rozjaśniamy (rozświetlamy) to co chcemy uwypuklić.

1. Rozświetlanie

Aby nadać cerze zdrowy, promienny, świeży i młody wygląd nałóż rozświetlacz (korektor i/lub puder) na: okolice pod oczami sięgając aż pod skrzydełka nosa, na szczyty kości policzkowych, skronie, wewnętrzny kącik oka, łuk brwiowy, środek czoła i nosa, pod nosem – łuk kupidyna, oraz czubek brody. Jeśli masz bluzkę z dużym dekoltem możesz również delikatnie rozświetlić kości obojczykowe.

2. Przyciemnianie

Aby optycznie wysmuklić twarz i nadać jej efekt trójwymiarowości nałóż bronzer: tuż pod kośćmi policzkowymi, na brzegi nosa, linię żuchwy i czoło – tuż przy włosach oraz na szyję.

Jak poprawnie wymodelować twarz możecie sprawdzić w jednym z wielu dostępnych tutoriali:


Mówcie nastolatkom, że są wspaniałe i wyjątkowe, bo… nie są szczęśliwe!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
17 września 2016
Fot. iStock/ASIFE
 

Ach, mieć znowu te naście lat, całe życie przed sobą, pierwsze miłości, śmiałe idee i odważne marzenia… Chociaż, jak pokazują badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, okres dojrzewania wygląda teraz zupełnie inaczej –  to czas, gdy dorastające dziewczyny czują się coraz bardziej nieszczęśliwe, ścigają się z wykreowanymi w mediach „ideałami” kobiecej urody i próbują odnaleźć swoje miejsce (i uznanie innych) na portalach społecznościowych.

Wszystko na pokaz

Nowy raport Children Society przeprowadzony wśród brytyjskich nastolatków między 10. a 15. rokiem życia pokazał, że ponad jedna trzecia dziewcząt jest niezadowolona z własnego wyglądu, a 25% czuje się nieszczęśliwa z powodu z całego swojego życia. Ankietowane nastolatki mówiły o tym, że czują się brzydkie, bezwartościowe, a także są pod presją mediów społecznościowych i tego, by wyglądać idealnie, niczym celebryci i gwiazdy na okładkach lub w telewizji. W porównaniu z badaniami z ubiegłych lat liczba nieszczęśliwych nastolatek wzrosła o kilka procent.

Niby nic nowego – kompleksy, przejmowanie się swoim wyglądem, porównywanie z innymi od zawsze towarzyszyły nastolatkom. Buzujące hormony i wpływ wywierany przez rówieśników też nie są nowością, ale! Ale kiedyś nie było powszechnego dostępu do Internetu, Facebooków, Instagramów, Snapchatów i innych portali, w których od ilości „lajków” zależy nasze dobre samopoczucie. Nie było mody na selfie, intymne zwierzenia w sieci i dokumentowanie każdej minuty własnego życia. Nie było programów typu Photoshop, które z przeciętnej urody kobiety mogą w kilka kliknięć zrobić sex bombę – co najwyżej kamerowano prezenterki telewizyjne przez pończochę i robiono im profesjonalny makijaż.

Pokolenie PR

Dzisiejsze pokolenie nastolatków można by określić jako „pokolenie PR”, bo nieustannie muszą się lansować, kreować i dążyć do tego, co modne i w mediach pokazane. Muszą, bo to podpowiada im wewnętrzna potrzeba przynależności i akceptacji ze strony innych osób, rówieśników – niewielu w tym wieku potrafi się od tego oderwać i po prostu być sobą. Liczą się „lajki”, „szery”, liczba znajomych na „fejsie” i odpowiednio zrobione selfie.  Często nastolatki nie potrafią odróżnić zdjęć z reklam, billboardów i obrazków z ekranu od rzeczywistości i faktycznego wyglądu gwiazdek i celebrytów. Nie rozumieją, że mają do czynienia z produktem, nad którym pracował cały zespół ludzi, z grafikami komputerowymi włącznie. Chcą być takie same, idealnie szczupłe, piękne i bez skazy,  a gdy nie udaje im się tego osiągnąć (bo przecież udać się nie może), czują się sfrustrowane, smutne, a ich samoocena dramatycznie spada.

Jak pomóc nastolatkom?

To, jak oceniają siebie nastolatki w dużej mierze zależy od nas- dorosłych kobiet, ich matek, ciotek, babć, sąsiadek, znajomych. Od tego, w jaki sposób odnosimy się do dorastających dziewcząt i ich problemów, do samych siebie i swojej wizualności, jaką wagę przykładamy do tego, co przekazują i pokazują mass media. Jest kilka rzeczy, które możemy zrobić, by nastolatkom pomóc:

  • Chwalić za charakter

Mówcie nastolatkom, że są mądre, odważne, ambitne i wyjątkowe. Podkreślajcie ich wytrwałość, życzliwość, poczucie humoru, błyskotliwość. Doceniajcie ich indywidualne cechy charakteru. Przecież najważniejsze jest to, czego gołym okiem nie widać.

  • Ostrożnie dobierać słowa

W okresie dojrzewania nawet niewinnie rzucony żart może być źródłem dramatu, dlatego uważajcie na wszelkie słowa krytyki, zwłaszcza tej dotyczącej wyglądu. Ciało nastolatki bardzo się zmienia, nie zawsze jest ona na to gotowa, dlatego nie róbcie wielkiego halo z jej nieco większych bioder, dodatkowych kilogramów tu i ówdzie lub pojawiającego się biustu.

  • Pokazywać, że dobrym się JEST, a nie się wygląda

Od dziecka wpaja się nam, że wredne siostry Kopciuszka musiały być brzydkie, a zła czarownica miała kurzajki i straszyła swoim wyglądem, ale dajcie odczuć nastolatkom, że dobro nie jest zależne od tego, jak się wygląda. Nie trzeba być miss świata, by być dobrym, życzliwym i sympatycznym człowiekiem.

  • Promować dobre nawyki

Dieta – oczywiście! Pod warunkiem, że będzie to oznaczać mądre wybory, umiar i rozsądek w każdą stronę. Odpada głodowanie, samoumęczanie się restrykcyjnym menu i traktowanie jedzenia jak wroga. To, co jemy, ma służyć naszemu zdrowiu i dobremu samopoczuciu. Podobnie z aktywnością ruchową – nie chodzi o to,  by „katować się” sportem  za każdą zjedzoną kostkę czekolady, ale by czerpać z tego radość, a przy okazji korzyści dla naszej kondycji fizycznej i psychicznej.

  • Pomóc w odróżnieniu fikcji od prawdy

Mówić wprost o tym, że okładki gazet to nie lustro – nie ma tam całej prawdy, najczęściej widzimy jej upiększoną, zmodyfikowaną siostrę. Gwiazdy przed wyjściem na czerwony dywan spędzają godziny na przygotowaniach, a selfie zamieszczone przez nich w Internecie to zapewne setne, starannie wybrane ujęcie. Na wysyłany przez media przekaz należy patrzeć przez palce, mieć świadomość stosowanych tricków i ingerencji specjalistów.

  • Rozmawiać o sprawach małych i dużych

Nie tylko pytaniem „jak w szkole?” nastolatek żyje! Rozmawiajcie o wszystkim i o niczym – ulubionym serialu, imprezie u koleżanki, przystojnym wokaliście, najnowszych trendach w modzie, marzeniach dotyczących przyszłości, planach i aspiracjach. Bądźcie otwarci na konwersację, słuchajcie uważnie i cierpliwie, powstrzymajcie się od przesłuchiwania i zadawania miliona pytań. Zacznijcie od prostych małych tematów, a te wielkie i ważne pojawią się same.

  • Dbać o granicę on/off-line

To nie jest łatwe zadanie, ale jeśli znajdziecie sposób by odciągnąć nastolatkę od jej smartfonu, komputera albo tabletu, to macie sukces w kieszeni! Zaproponujcie rozsądne zasady i ustalcie granice, włączcie dziewczyny w jakieś wspólne aktywności, pomóżcie w znalezieniu i realizowaniu pasji. Niech odnajdzie radość w świecie bez wi-fi i facebooka.

  • Być najlepszym przykładem

Skończcie w wiecznym byciem na diecie, powtarzaniem, jakie jesteście grube, brzydkie i beznadziejne. Wasze córki/ wnuczki/siostrzenice/ uczennice to słyszą! A potem powielają ten zmarnowany, pozbawiony wiary w siebie schemat. Przykład idzie z góry, więc pokażcie im, że siła kobiet leży w ich wnętrzu i jest większa, niż wszystkim się wydaje 🙂


Wsi spokojna, wsi wesoła? To spróbuj na wsi zamieszkać. O życiu tych, które porzuciły miasto

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
17 września 2016
Fot. iStock/SandraKavas

Wiedziałaś, że miasto jest nie dla ciebie.  Ale mieszkałaś w nim wiele lat, bo choć może masz duszę wieśniary, to nie marzyłaś o pracy w polu. W marzeniach widziałaś siebie raczej w leniwe sobotnie przedpołudnia z kawą na tarasie. Wokół ogród. Rzecz jasna zadbany. Ręka ogrodnika nieznana. Pod płot czasem przychodzi sarenka….Słodko, aż mdło. Ale to twoje marzenia, więc kto ci zabroni?

Zaczynasz kombinować, skąd na to wziąć kasę.

Najpierw studia. W dużym mieście, bo na wsi uczelni nie ma. Potem kilka lat orki w korpo – dom jednak kosztuje.

I przychodzi ten dzień. Masz na tyle wysoką pozycję, że możesz pracować w domu, możesz się spóźniać, żyć od projektu do projektu, założyć własną firmę. Jesteś ważną paniusią z korporacji, energiczna bizneswoman, wziętym freelancerem. Kupujesz działkę, stawiasz dom. Przeprowadzasz się i choć masz taras i kawę, to wcale słodko nie jest. Bo nie jesteś wieśniakiem, jesteś zwykłym dziwakiem. Idąc przez wieś do jedynego w okolicy sklepu czujesz się, jakbyś miała trzecią rękę albo co najmniej czułki na głowie.

Oh!me.pl zapytało czytelniczki o pierwsze doświadczenia z życia na wsi. Okazało się, że większość z nich przez pierwsze lata czuło się na wsi nieswojo. Milczenie, wrogość zdumione spojrzenia sąsiadów, czasami złośliwe plotki i bezradność, że się do tego miejsca nie pasuje. Życia na wsi trzeba się nauczyć. Trudno było, cholera…

Pierd*nięty uśmiechnięty

Iwona: pamiętam, że w pierwszych tygodniach mieszkania na wsi bardzo chciałam się z kimś zaprzyjaźnić. Albo przynajmniej poznać. Jestem towarzyska, ale jeżdżenie popołudniami do miasta nie wchodziło w grę. No chyba, że w weekendy. Pracując w domu brakowało mi kontaktu z żywym człowiekiem, bo rozmowy przez net to jednak nie to samo. Chodziłam na spacery po wsi i zagadywałam sąsiadki uśmiechając się przy tym szeroko. Odpowiadały grzecznie, ale patrzyły na mnie jak na idiotkę. Pijana może? Naćpana?

We wsi znają się wszyscy. Oni w przeciwieństwie do mnie nie potrzebowali towarzystwa. Byłam obca.

Nagle, równo po roku od przeprowadzki, mi z tego ni z owego zaczęły do mnie same zagadywać. Zapisały sobie datę mojej przeprowadzki w kalendarzu i wyznaczyły okres kwarantanny?  Sprawdzały czy nie mam czarnej ospy? Dżumy? Schizofrenii? Nie jestem dziwką? Terrorystką?

Bo żyję w syfie

Jagoda: w wyobraźni obok tego przysłowiowego tarasu z kawą zawsze widziałam duży, jasny, przestronny dom. Duży jest to fakt, ale chyba non stop zasyfiony. Sprzątanie to koszmar. Po podłodze mamy ponad 220 metrów. Leniwe poranki? Nie ma szans. Dwie godziny odkurzam, tyle samo myję. Zaczynam sprzątać w piątek wieczorem, w sobotę od szóstej rano już na mopie. Inaczej się nie wyrobię. A jeszcze podwórko trzeba ogarnąć, bo inaczej mieszkam jak w slamsach. Do wypielęgnowanego ogródka sąsiadów daleko mi jak stad do Ameryki.

Koło wtorku w domu znów jest syf. Muszę wybierać – albo sprzątam, albo pracuję. Staram się ogarnąć – znów z półtorej godziny. Jak nie ogarnę, to jestem pewna, że o mnie gadają. Porządek w domu i koło domu to rzecz święta. Nie wyrabiasz – co z ciebie za gospodyni?

Iwona: Pewnie byłoby mi łatwiej, gdybym nie pracowała. Widziałam dziś rano, jak sąsiadka przed siódmą rozwieszała pranie. O której ona wstała? O piątej? Ja ledwo się zwlokłam, ale fakt – do trzeciej kończyłam projekt. Słyszałam plotki, że pewnie co noc siedzę na Fejsie. Ten Fejs to prawdopodobnie wersja dla mnie, bo daje sobie rękę uciąć, że poza plecami mówią, że siedzę na  seks czatach.

Wiadomo, że na seks au natural, to trzeba mieć figurę, a ja albo na szmacie, w samochodzie albo przed kompem. Dupa rośnie. Mam wrażenie, że jestem jedyna, która nie chodzę z kijkami. Co to za dziwna mania?

 Bo się nie maluję

Marta: brakuje mi anonimowości. Marzenia o snuci się w piżamie, niewyszukanym dresie czy bez makijażu szybko zweryfikowała wiejska rzeczywistość. W mieście do spożywczaka po masło leciałam w tym, co aktualnie miałam na sobie. Czasami w płaszczu narzuconym na piżamę. Każdy tak chodził. Tusz na rzęsach? Po co?

Tu też tak chciałam. Spróbowałam dwa razy, wyszło, że popadłam w obłąkanie. Mieszkająca w pobliżu ciotka przybiegła do mnie przerażona, czy wszystko ok.

Przemyślałam sprawę, mają rację. Teraz stara się z rana jakoś lepiej ubrać, umalować, uczesać. Czuję się lepiej. To jednak jest fajne.
  

Bo nie ogarniam podwórka

Marta: życie w bloku koncentruje się z reguły w czterech ścianach. Na podwórku bywa się przy okazji wyjścia lub powrotu. Dostęp do natury zapewnia balkon. Budując dom koniecznie chciałam balkon, by mieć gdzie wietrzyć pościel. Balkony kosztowały dużo i ciągnie od nich po nogach.  Ale ja, idiotka, nie pomyślałam, że można tę kołdrę i poduszki wynieść na podwórko. W ogóle nie umiałam wyjść na podwórko. Bo po co?

Dziś już bardziej oswajam swoją przestrzeń. Tydzień temu robiłam dżem z jabłek. Miałam do obrania całą skrzynkę. Wyszłam na podwórko. Przyjemnie było. Wcale się już nie dziwię, że sąsiadka przez całe lato obiera kartofle na ławce przed domem. Jakbym na to wpadła w maju, to też bym teraz była tak opalona jak ona.

Jagoda: Życie na podwórku to możliwość zdobycia informacji. Na początku wszystko szukałam w necie. Tyle, że tu strony są słabe i rzadko aktualizowane. Żadne źródło wiedzy. Czasami z mężem wspominamy ze śmiechem jak kilka lat temu szukaliśmy w Lesku „Empiku” i „Alkoholi świata”. Wydawało nam się, że muszą być one w każdym mieście. W miasteczku pobliżu naszego domu Empiku nie ma. Szczęśliwie dobrą wódkę kupimy wszędzie – chociaż i tak nam się nie chce jechać do miasta po alko. Jesteśmy mistrzami świata w robieniu nalewek.

Bo kocham zwierzęta

Iwona: Zawsze marzyłam o psie. I mam, suczkę. Podwórkowca. Nie wiedziałam, że jak ma cieczkę, to każdą szpara każdy kurdupel może się do niej wcisnąć i zrobić swoje. Przekonałam się, że może. Urodziło się siedem szczeniąt. Sąsiad od razu skomentował, że trzeba „selekcji naturalnej dokonać.” Znaczy, co drugiego utopić, bo „szkoda suki”. Dokarmiać młode? „Po co, co wy z nimi zrobicie.”

Widziałam ostatnio w necie filmik jak dziewczyna topiła szczeniaki. Na samą myśl o tym robi mi się niedobrze. Miałabym te zwierzaki tak wrzucić do rzeki? Ja nawet pułapkę na myszy kupuję taką, by tej myszy nie zabiło tylko złapało. Wypuszczamy później na pole. Do tego się żadnemu sąsiadowi ni przyznam, choćby mnie przypiekali nad ogniem.

Ale choć pierwsze miesiące po przeprowadzce były trudne, nasze rozmówczynie przyznają zgodnie, że wolą być dziwakami niż mieszkać tam, gdzie im było źle. Zresztą im bardziej się one przyzwyczajają do wsi a wieś do nich, tym bardziej się czują w niej swojsko. – Życia na wsi trzeba się nauczyć. To hermetyczne środowisko, więc nie ma w tym nic dziwnego, że do obcych podchodzi się z dystansem – mówią zgodnym chórem. I dodają, że choć czasami tęsknią za miastem, jego wygodą i anonimowością, to jednak za nic by tam nie wróciły na stałe.


Zobacz także

Domowe sposoby na różne problemy z włosami. Są tanie i bardzo skuteczne

Bo miłość składa się z drobnych codziennych rzeczy, które powinniśmy docenić. Zobaczcie te niezwykłe rysunki

Brzuszki z nogami w górze