Odchudzasz się? Tego nie jedz na śniadanie!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
19 maja 2018
4 z 4

Ukryte słodycze

Fot. iStock / PamelaJoeMcFarlane

Czyli wszystkie babeczki, drożdżówki, muffinki czy pączki. Tak, wiemy, że świetnie się układają z poranną kawą, ale…

Dlaczego?

Tego typu wybór, to duuuużo białej mąki, cukru i ewentualnie tłuszczu. Same puste kalorie. Jeśli kochacie takie śniadanie, pokochajcie też swoje boczki…

Rada:

Jeśli jesteś na diecie, postaw na domowe wypieki, używaj mąki pełnoziarnistej i dobrej jakości tłuszczy roślinnych. Czasem trzeba umilić sobie poranek – ale zrób to zdrowiej!

Smacznego!


Na podstawie: fitness.wp.pl

PoprzedniNastępny

Selfie na zdrowie. Robienie sobie zdjęć ma wiele korzyści – donoszą naukowcy

Redakcja
Redakcja
20 maja 2018
Fot. iStock / Tempura
 

Robić czy nie robić, chwalić się czy nie? Hm oto jest pytanie. Bo choć każdy z nas przynajmniej od czasu do czasu robi sobie selfie, to jednak nie wszyscy chcą się do tego przyznać. Z drugiej strony mamy przyjaciół, znajomych, którzy nieustannie wrzucają swoje selfie czy to na Facebooka czy na Instagram. Zjawisko selfie od jakiegoś czasu bardzo interesuje naukowców. Na kalifornijskim uniwersytecie przeprowadzono badanie, w ramach którego studenci zostali przydzieleni do grup robiących konkretne zdjęcia. Jedni robili sobie uśmiechnięte selfie, druzy zdjęcia rzeczy, które sprawiają, że czują się szczęśliwi i trzeci rzeczy, które sprawiłyby, że ktoś inny byłby szczęśliwy. Następnie pytano ich o nastrój.

Okazało się, że każdy rodzaj zdjęcia wywoływał różne efekty jeszcze końcem trzytygodniowego okresu badawczego. Ludzie odczuwali refleksyjność i uważność, gdy robili zdjęcia rzeczy, które ich uszczęśliwiały. Ci, którzy robili selfie, czuli się bardziej pewni siebie. Co ważne, biorący udział w badaniu zauważali tylko pozytywne efekty uboczne, gdy nie czuli się zmuszani do uśmiechu, co więcej – robienie zdjęć z uśmiechem z czasem sprawiało im coraz mniej kłopotu. Zdjęcia dające szczęście innym miały również pozytywny efekt, sprawiały, że ci, którzy je robili, czuli się komfortowo, gdy wiedzieli, że sprawiają radość innym. Ponadto poczucie połączenia z innymi pomagało zmniejszyć stres.

 

To jak? Uśmiech na twarz, telefon z aparatem do ręki i można pstrykać do woli.


źródło: Shape

 


To ja jestem kochanką. Czekam na dzień, w którym będę miała tyle siły, aby zakończyć ten romans i zacząć nowe życie

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 maja 2018
Fot. iStock / teksomolika

Tyle ostatnio można przeczytać na temat zdrad, życiu po zdradzie. Moja historia jest dość sztampowa, niby nie odbiega od wszystkich opowieści o zdradzie.

A jednak, to ja jestem kochanką.

Moja historia zaczęła się jak wszystkie historie kochanek. Matka dwójki dzieci, żona. Mąż nigdy nie miał czasu ani dla mnie, ani dla dzieci. Choć teraz z perspektywy czasu i po półtorej roku po rozwodzie myślę, że się myliłam. Gdy oglądam nasze wspólne zdjęcia z wakacji, jego z dziećmi zaczynam rozumieć, że on nas bardzo kochał, a ja skrzywdziłam i jego i dzieci odchodząc.

To był romans z kolegą z pracy. Nagle znalazł się ktoś, kto potrafił słuchać, z kim można było rozmawiać bez końca nie tylko o dzieciach i o tym, co trzeba kupić, kiedy auto zawieść do mechanika. Miałam wrażenie, jakbyśmy znaleźli się jak w korcu maku. Rozumieliśmy się czasami zupełnie bez słów, znaliśmy swoje potrzeby, a seks okazał się cudowny. Byliśmy jak para zakochanych nastolatków przeżywających swoją wielką miłość, zafascynowani sobą, zauroczeni w każdym caly. Ja miałam rodzinę, on także – żonę i trójkę dzieci.

Romans trwał rok, spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę pomiędzy pracą a zajęciami dzieci albo gdy nasz życiowe „połówki” były zajęte. Wykorzystywaliśmy każdy moment, żeby pobyć choć przez chwilę razem. Pomimo zachwytów i uniesień to nie był łatwy czas. Wiem, jak to zabrzmi, ale nie byłam w stanie dłużej okłamywać męża, kochałam go i nie chciałam skrzywdzić. Brzmi jak spowiedź schizofreniczki, ale tak wtedy czułam. Może po roku zrozumiałam, gdzie tak naprawdę znajduję miłość, spokój i bezpieczeństwo. Chciałam zakończyć romans, wycofać się, skupić się na rodzinie, a swojemu małżeństwu dać jeszcze szansę. Mąż nie miał pojęcia, że mam kochanka, choć teraz myślę, że musiał się domyślać. Niestety kłóciliśmy się coraz częściej i intensywniej. Nie potrafiłam oddać mu siebie w pełni, zaangażować się w ten związek, tak jak było wcześniej, jeszcze przed romansem.

Dzieci nie wiedziały, co się dzieje, próbowaliśmy, wygrzewając się na włoskiej plaży, udawać przed nimi, że między nami wszystko jest w porządku. Jednak w trakcie tego urlopu zdarzyło się coś jeszcze. Mój „kochanek” (nazwijmy go R.) nie wiedząc, że wyjechałam z mężem (wcześniej powiedziałam mu, że to koniec), wpadł w szał, wydzwaniał, wypisywał setki SMS-ów. Mąż widział mnie roztrzęsioną wiecznie z telefonem, ale nie reagował. Po powrocie z wakacji spotkałam się z R. wytłumaczyłam mu, że nie jestem w stanie ciągnąć dłużej naszego romansu, że mam dzieci, rodzinę i nie chcę tego niszczyć dla mojego widzimisię. On tego zupełnie nie rozumiał.

Po wysłanych mi setkach SMS-ów, telefonach i wiadomościach, w jego żonie obudziła się podejrzliwość. To ona odkryła nasz romans. Wydało się wszystko. Zadzwoniła do mojego męża, dla niego to był okrutny cios. Wiele godzin spędziliśmy na rozmowie o naszym małżeństwie. Powiedział, że jest w stanie wybaczyć mi zdradę, chciał zacząć wszystko od nowa, nawet przeprowadzić się do innego miasta, byleby tylko nam się udało.

Nie wiem, co wtedy mną targało, jakie emocje, myśli. Kiedy romans wyszedł na jaw, poczułam ulgę, myślałam, że już teraz nie musimy się ukrywać. Kochałam R. szaloną miłością, męża natomiast traktowałam bardziej jak partnera, ojca naszych dzieci. Lubiłam go, ale wtedy wydawało mi się, że nie kocham go tak mocno i namiętnie… Dzisiaj sama nie jestem o tym przekonana.

Wygrała szalona miłość. Skoro tak się kochaliśmy, tak rozumieliśmy, tak nam było ze sobą dobrze, to dlaczego nie spróbować iść razem przez życie. To była najgorsza decyzja w moim życiu, której konsekwencje ciągną się za mną dziś. Wniosłam pozew o rozwód. Tylko ja, bo R. twierdził, że musi mieć pewność, że naprawdę odejdę od męża. Rozwiodłam się bardzo szybko, mąż nie robił żadnych problemów, wyprowadził się do innego miasta, żeby ułożyć swoje życie na nowo. Tymczasem ja zostałam z dziećmi sama na polu walki. Mój kochanek lawiruje. Mijają trzy lata, kiedy on czaruje i jednocześnie zbywa i mnie i swoją żonę. Jej mówi jedno, mi drugie.

Próbowałam od niego odejść nie raz, ale za każdym razem osaczał mnie tak, że nie byłam w stanie zrobić ostatecznego kroku. Jego żona jest świadoma sytuacji, ale nadal przy nim jest pomimo awantur i jego kłamstw.

Wieczorami, kiedy leżę już w łóżku myślę o tym, jak zakończyć ten romans. Chodzę na terapię, to tam usłyszałam, że R. to psychopata i manipulant. Nie raz nasze kłótnie kończyły się rękoczynami, a później namiętnym seksem. Jestem tak bardzo zmęczona, bo teraz dopiero rozumiem, że rozwodząc się, decydując się na ten romans, straciłam człowieka, który był dla mnie dobry i kochany.

Coraz bardziej gubię się w swoim myślach i uczuciach. Straciłam przyjaciółkę, bo nie akceptowała mojego kochanka, odwróciłam się od wielu znajomych, zamknęłam się na świat. Moi rodzice, także mają mi za złe ten romans. Moim światem są teraz moje dzieci, którym poświęcam każdą wolną chwilę, cały mój czas. Kochanek nadal jest w moim życiu, nadal z żoną. Nadal nie wiem, jak od niego odejść. Z twardej babki, którą byłam przed romansem, stałam się naiwną, głupią osobą, która nie potrafi wziąć życia za rogi i iść dalej z podniesioną głową.

Czekam na dzień, w którym będę miała tyle siły, aby zakończyć ten romans i zacząć nowe życie.


Zobacz także

Cytrynowy detoks, czyli kontrowersyjny sposób na oczyszczenie organizmu i zrzucenie kilku kilogramów

365 zadań na każdy dzień tego roku. Żyj szczęśliwej, świadomiej i w zgodzie ze sobą

Chcesz podkręcić metabolizm? Zastosuj 8 sposobów na rozruszanie przemiany materii