Co to znaczy, jeśli on głaszcze twoje włosy lub dotyka twojej twarzy

Redakcja
Redakcja
13 sierpnia 2018
Fot. iStock / KQconcepts
 

Dotyk to bardzo ważny element relacji między dwojgiem ludzi. To w jaki sposób i gdzie dotyka cię twój partner, mówi wiele o jego uczuciach. Jego dłonie na twojej twarzy, rękach czy biodrze oznaczają kolejne etapy zaangażowania.

Co to znaczy, jeśli on dotyka tych części twojego ciała:

Twarz

Dotykanie twarzy to zazwyczaj sygnalizowanie chęci pocałunku. Jest tak wiele części twarzy, które są atrakcyjne dla mężczyzny – na przykład usta. Usta są bardzo zmysłowe i pociągające, jednoznacznie kojarzą się z bliskością.

Włosy

Niezależnie od tego, czy masz długie włosy, czy krótkie, to jak je czeszesz sygnalizuje w jakim jesteś nastroju, jaką masz osobowość. Jeśli twój partner głaszcze twoje włosy, to pokazuje ci bliskość, czułość i chęć zaopiekowania się tobą.

Ręce

Sposób, w jaki on dotyka swojej dłoni pokazuje jego stosunek do ciebie. Zaplatając palce z twoimi pokazuje jak silna jest jego więź z tobą. Gładzą cię delikatnie palcami mówi, że chce być blisko.

Nogi

Dla wielu mężczyzn kobiece nogi są najseksowniejszą częścią jej ciała. Tak więc, jeśli twój partner kładzie rękę na twoim udzie, prawdopodobnie naprawdę mocno pociągasz go fizycznie. Szczególnie wtedy jeśli  tego pewien, jeśli faktycznie zacznie ocierać się o udo dłonią.

Plecy

Co to znaczy, gdy klepiesz kogoś po plecach? Dajesz tej osobie poczucie bezpieczeństwa. Dajesz tej osobie dodatkowe wsparcie. Wysyłasz do tej osoby coraz więcej pozytywnych wibracji. Kiedy więc poczujesz jego rękę na plecach, robi to, abyś poczuła się silniejsza i pewniejsza siebie. Mówi ci, że wierzy w ciebie.

Ramiona

Być może nie zdajesz sobie z tego sprawy w danej chwili, ale dotknięcie ramienia może być bardzo ujmującym i intymnym gestem. Kiedy on kładzie ręce na twoich ramionach, próbuje przekazać dwa przesłania: pierwsze to wdzięczność za to, że jesteś w jego życiu. Drugie – że jest gotów zrobić wszystko, by cię nie stracić.

Biodra

W chwili, gdy twój mężczyzna kładzie ręce na twoich biodrach, mówi ci o tym, że pragnie cię zdecydowanie bardziej niż jedynie „w przyjazny sposób”


Na podstawie: relrules.com


Otaczaj się pozytywnymi ludźmi, a będziesz żyć dobrze i szczęśliwie. Z kim tworzysz swoje własne moai?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 sierpnia 2018
9 różnic pomiędzy toksycznym a dobrym przyjacielem
Fot. iStock /gpointstudio
 

Cały czas szukamy klucza do tego, by nasze życie było szczęśliwe, abyśmy my, czuli się dobrze, budzili z uśmiechem i z radością zaczynali każdy dzień. Różne mamy na to sposoby – jedni rano biegają, inni medytują, ćwiczą jogę, idą z psem na spacer lub cieszą się poranną kawą, którą mogą wypić w ciszy.

Okazuje się jednak, że na nasze życie ogromny wpływ mają ludzie, którymi się otaczamy, z którymi spędzamy czas.

Dan Buettner, dziennikarz National Geographic, postanowił poznać zdrowe nawyki ludzi, którzy mieszkają w tak zwanych niebieskich strefach – tych regionach świata, w których żyją znacznie dłużej niż przeciętny człowiek. Zauważył, że pozytywne przyjaźnie są jednym z kluczowych składowych ich życia. Buettner uznał, że oddziałują one na nasze życie lepiej niż jakakolwiek zdrowa dieta.

Na Okinawie w Japonii, gdzie średnia długość życia kobiet wynosi około 90 lat, ludzie tworzą wyjątkową sieć społeczną nazywaną moai – grupą pięciu przyjaciół, którzy oferują sobie nawzajem społeczne, logistyczne, emocjonalne, a nawet finansowe wsparcie na całe życie. W moai przyjaciele dzielą się korzyściami i wspierają nawzajem, gdy ktoś zachoruje lub umiera. Czyżby tu także bliskie i dobre relacje z innymi były sekretem długowieczności?

Rozejrzyjcie się wokół, zastanówcie, z kim się prawdziwie i szczerze przyjaźnicie, czy tworzycie swoje własne moai? Z kim się spotykacie, rozmawiacie, spędzacie wolny czas. To, z kim na co dzień przebywamy, ma ogromne dla nas znaczenie. Od innych przejmujemy pozytywne nastawienie do świata, jesteśmy w stanie nabrać dystansu do swoich problemów, poradzić sobie z trudnościami i traumami. To bardzo ważne mieć kogoś, na kogo wsparcie zawsze możesz liczyć, kto wiesz, że ci pomoże i bez względu na wszystko zawsze będzie z tobą.

Budowanie pozytywnych relacji jest sekretem dobrego życia. Dlaczego? Ponieważ w tych relacjach nie czujemy się oceniani i osądzani, możemy być sobą i jesteśmy akceptowani ze wszystkimi naszymi wariacjami. To buduje naszą wartość, pewność siebie. Daje poczucie, że nigdy nie jesteśmy sami, że zawsze znajdzie się ktoś, do kogo możemy zwrócić się o pomoc. A to kolejna ważna rzecz – mieć przy sobie takich ludzi, których o pomoc nie obawiamy się poprosić, do których możemy zadzwonić, gdy mamy zły dzień, bo ten przecież każdemu się trafia.

Nasze własne moai tak naprawdę jest lepsze niż jakikolwiek suplement diety czy kosmetyki zapobiegające starzeniu się. Pozytywne nastawienie do świata czerpie siłę z naszych przyjaźni, a jak wiadomo – ci, którzy więcej się uśmiechają niż zamartwiają – żyją dłużej.

Z kim tworzysz swoje moai?


Przestańcie gonić za miłością. Przestańcie bać się samotności. Macie siebie, o siebie zadbajcie i o swoje dobre życie!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
12 sierpnia 2018
Fot. istock/1001Love

Czy naprawdę nasze życie musi się kręcić wokół szukania miłości? Czy te ciągłe pytania: „Kiedy sobie kogoś znajdziesz?”, te insynuacje: „Jakoś dobrze wyglądasz, zakochałaś się?”, nigdy innym się nie znudzą, a mnie za każdym razem doprowadzają do szału.

Naprawdę jedyne na czym w życiu powinnam się skupić to na usidleniu faceta, który w oczach innych podniesie moją wartość? Mam koleżanki, które gonią za tą miłością, które skupiają się na kolejnej randce, kolejnym seksie, kolejnym nowym ciachem na Tinderze. Ich życie kręci się wokół tego, z kim się umówią, w co się ubiorą na spotkanie i czy może ten w końcu nie okaże się dupkiem, który chce ją tylko przelecieć.

Też tam byłam. Też wpadłam w kompulsję poszukiwania miłości. Też czułam tę presję czasu, którą wszyscy wokół podkreślają. „Latka lecą, mała, rozglądaj się, zanim będzie za późno”.

Ale pewnego dnia, po kolejnej randce, kiedy przez dwie godziny robiłam z siebie idiotkę, a w głowie mi huczało: „Co ty, do cholery, tu wyprawiasz?”, powiedziałam basta. Koniec. Wykasowałam swoje profile z randkowych aplikacji i wiecie co? Postanowiłam żyć. Nie, nie to, że straciłam nadzieję, że stwierdziłam, że nienawidzę facetów. Kończyłam 30 lat i kiedy obejrzałam się za siebie, dotarło do mnie, że co najmniej ostatnie trzy, straciłam za gonieniem miłości, która dotychczas się nie pojawiła.

Koniec. Mam dość. Nie chcę robić z siebie słodkiej idiotki, śmiać się z debilnych żartów, pozwalać, żeby byle jaki facet łapał mnie za tyłek, że niby taki dowcipny. Mam dość poczucia, że nic nie jestem warta, że nie jestem atrakcyjna, że być może jestem puszczalską, jeśli czasami ląduję z ledwo poznanym gościem w łóżku, tylko dlatego, że mi się spodobał. Ale w końcu, skoro oni mogą, to dlaczego ja nie?

Odpuściłam. Postanowiłam zacząć żyć swoim życiem, nie dać się wepchnąć w ten targ matrymonialny, gdzie kto pierwszy ten lepszy, a jak się nie uda, to zawsze możesz faceta na dziecko złapać. Pamiętam, jak wróciłam po tamtej randce do domu, usiadłam w pokoju nie zapalając światła i powiedziałam do siebie na głos: „Czego ty, kobieto, chcesz”. A ja chciałam zapisać się na jogę, chciałam iść do muzeum, czytać książki, jeździć na rowerze, podróżować. I będąc sama nie miałam na to czasu, bo tak bardzo skupiłam się na szukaniu faceta, który okazałby się tym jedynym, że o tym wszystkim zapomniałam. Nie miałam odwagi wyjść sama na wystawę, zaplanować wakacje, bo jak to? Pozwalałam się ciągnąć przyjaciołom, rezygnowałam z wyjazdów, bo samej nie wypada, bo nie chciałam wysłuchiwać kolejnych uwag i pytań, swatania na zasadzie: „Wiesz, Marek ma fajnego kolegę, może byście się poznali”.

Koniec. Jestem starą panną. Jestem nią i jest mi z tym dobrze. W końcu. Zaakceptowałam ten stan rzeczy i, o dziwo, w ogóle mi nie przeszkadza. Odżyłam.

Dzisiaj wiem, że pierwszy krok jest zawsze najtrudniejszy, ale gdy go zrobisz, zaczynasz zauważać całą ścieżkę, którą możesz podążyć. Kiedyś, zaczytując się w poradach dla singielek, czytałam: „Wyjdź do ludzi, zajmij się tym, co lubisz, wtedy poznasz tych, którzy mają podobne zainteresowania do twoich”.

Na zajęciach jogi poznałam fantastycznych ludzi, jeżdżąc na rowerze, zapisując się na różne grupy, stworzyliśmy super paczkę, z którą planujemy weekendowe wypady. Tam nikt nie pyta, czy kogoś mam, czy ktoś mnie zranił, bo jestem sama, a ja też nie traktuję każdego nowo poznanego faceta jak potencjalnego kandydata na męża. Wszystko się nomen omen kręci wokół rowerowych tematów.

Teraz każdego ranka obiecuję sobie, że zrobię w tym dniu coś dla siebie, że o siebie zadbam, że zrobię wszystko, by poczuć się dobrze ze sobą. W końcu to najważniejszy związek, w jakim jestem. Z kim miałoby mi być lepiej, niż ze sobą? Koleżanka z pracy ostatnio spytała: „Zakochałaś się?” – bo jej zdaniem częściej się uśmiecham. „Tak, w sobie” – wypaliłam bez zastanowienia i wcale nie pożałowałam tych słów, bo tak faktycznie jest. Przestałam się bać samotności, przestałam obsesyjnie myśleć przed zaśnięciem o tym, jak się ułoży moje życie, gdy nikogo właściwego nie poznam, gdy nikogo nie znajdę. Mam swoje plany, marzenia, które realizuję. Odkładam pieniądze na wyprawę do Ameryki Południowej. Czytam, planuję, wyciskam życie jak cytrynę. I już nie czekam na tego księcia z bajki ciążącego na nas, singielkach, jak przekleństwo. Teraz wiem, że ja także mam prawo wyboru, że nie potrzebuję faceta do szczęśliwego życia. Jeśli kiedyś zjawi się taki, który w moim dobrym życiu będzie chciał mi towarzyszyć, to super. Będę miała mu wiele do opowiedzenia i zaoferowania.

Przestańcie gonić za miłością. Przestańcie bać się samotności. Macie siebie, o siebie zadbajcie i o swoje dobre życie. Polecam.


Zobacz także

Zdradzić czy nie, odejść czy zostać? Stały związek też jest wyborem

Czy tylko dzieci i starsi ludzie potrafią dziś zaufać nieznajomym?

„Różnica może być niezwykle inspirująca i prowadzić do mądrego dialogu. Wystarczy tylko trochę wyjść poza ciasne ramy swojego umysłu”