Związek

Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości…

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 lipca 2016
Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości...
Fot. iStock / Olga Altunina
 

Wiesz, że podobno o dobrej, szczęśliwej miłości najlepiej rozmawia się przy zimnej wodzie z cytryną, a o miłości niespełnionej czy trudnej, przy kieliszku czerwonego wina? Ale ta twoja kawa parzona, też dobra. I ciasto kruche, z jagodami. Jak ja dawno nie jadłam domowego ciasta… Robert ze słodyczy to jada tylko pączki z tej cukierni, koło nas. W każdy piątek je kupuję dla niego, zawsze cztery, w takim pudełku przewiązanym sznureczkiem. Chyba już od czterech lat.

Wiem, nie przepadasz za nim. Mało kto przepada. Ludzie myślą, że jest zimny, że kpiący, że potrafi być cholernie przykry. Dużo w tym prawdy. Ale wiesz, ja go kocham. Biorę go takim, jaki jest. Choć na początku próbowałam walczyć.

Miłość szalona… moja miłość

Poznaliśmy się w pracy, reprezentował klienta mojej firmy. Po spotkaniu w biurze chwilę rozmawialiśmy i tyle. Był rzeczowy, ironiczny, zabawny… Czyste, jasne zasady, żadnego flirtu, żadnych podtekstów. On – pełen kontrastów. Niby chłodny, ale jednocześnie bezpośredni. Poczułam, jakbym go znała od lat. Zapadł we mnie tak mocno, myślałam o nim intensywnie od tamtego momentu. Kiedy następnego dnia rano odczytałam wiadomość z propozycją spotkania, czułam, że latam nad ziemią. A zawsze podśmiewałam się z moich przyjaciółek, nerwowo odliczających godziny do tych ich randek.

Długo trzymał mnie na dystans. Chodziliśmy na kawę, Robert kpił sobie ze swoich współpracowników, z ludzi w kawiarni, z całego świata. Ja byłam jego wierną publicznością. I powiem ci, długo wierzyłam, że jest po prostu lepszy od innych, więc ma prawo być aż tak krytyczny. Głupie, co?

Ze mnie też sobie żartował. – Jak ty chcesz coś osiągnąć z takim podejściem do życia – beształ mnie często. I bezlitośnie komentował sukcesy moich przyjaciół. – Ja bym to zrobił lepiej, ja bym z tego biznesu wycisnął o wiele więcej… – taki ma stosunek do ludzi.

Kiedy on obejmował mnie na pożegnanie pierwszy raz, ja już kochałam. Zresztą, pierwsza wyznałam mu miłość, pierwsza go pocałowałam. Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy u niego. Byłam szczęśliwa. Moi znajomi i rodzice już mniej. Chyba przejrzeli go wcześniej.

Gesty? Czasem przynosił mi jakiś kwiatek, raz na kilka miesięcy powiedział do mnie zdrabniając moje imię, kilka razy pogłaskał mnie po policzku. Każdą z tych sytuacji pamiętam dokładnie. Pomagają mi przetrwać trudne momenty. Seksu nie liczę. Dziś wiem, że to, co dostaję, to wszystko na co go stać.

Jaki jest?

Jest niedostępny, nawet dla bliskich. Nigdy nie usłyszałam od niego, że się o mnie martwi, że chciałby mi pomóc. Masz problemy w pracy – twoja sprawa, poradź sobie jakoś. Twoja mama choruje – zdarza się, od czego w właściwie mamy lekarzy? Chcesz wyjechać z przyjaciółką na tydzień – jedź nawet na trzy, tylko nie bierz samochodu, ja potrzebuję.

Zazdrość? Nigdy nie poczułam, żeby był o mnie zazdrosny. Ja, owszem, często umierałam z zazdrości. Nie lubiłam jego nowych znajomych, koleżanek z pracy… Wyobrażałam sobie, że spotka w końcu kogoś, dla kogo zapragnie być inny: czuły, uważny. I jeszcze bardziej chciałam o niego walczyć. Totalne szaleństwo. Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości.

Kiedyś mieliśmy taką rozmowę. Spytałam go, czy jestem dla niego ważna. Odpowiedział, że tak, ale nie wolno mi wymagać, żeby mi to ciągle udowadniał.

Kiedy chorowałam, nie mogłam liczyć na jego pomoc. Raz  miałam anginę. Dostałam wysokiej gorączki, nie mogłam o własnych siłach wstać z łóżka. – Zadzwoń do mamy – powiedział i wyszedł z domu. Na łóżku zostawił mi 100zł na taksówkę. Ale on tak rozumie troskę o drugą osobę. Nie zadzwonił potem z pracy, nie pisał. Z biura pojechał prosto na jakieś spotkanie. Bolało jak cholera.

Po tej sytuacji zaczęłam mu robić wyrzuty. Że inni faceci potrafią sprawić, żeby ich kobieta czuła się pewnie. A bycie z nim to taka ciągła niepewność: właściwie kocha, czy nie? Zależy mu? Że mógłby mieszkać z byle kim i nie czułby różnicy. Że moje samopoczucie, moje uczucia nie są dla niego ważne. Że ta samotność pod jednym dachem strasznie boli. Że właściwie jest mu chyba obojętne, czy jesteśmy razem, czy nie. Stopniowo docierało do mnie, że mamy zupełnie inne definicje miłości i związku. Co dla mnie i pewnie dla większości normalnych par jest obojętnością, dla niego było dbaniem, żebym nie przekraczała granic jego wolności.

Rozmowy zawsze kończyły się tak samo: moimi łzami, ocieranymi ukradkiem w łazience. Bo przecież on nie lubi łez. – Jeśli jesteś taka nieszczęśliwa, odejdź – namawiał mnie całkiem poważnie.

A ja byłam nieszczęśliwa i chciałam, żeby on mnie zatrzymywał, żeby obiecał, że będzie się starał być inny: ciepły, wrażliwy. Myślałam, że uleczę go moją miłością. Starałam się, żeby ją czuł na każdym kroku, chciałam go jej uczyć, pokazywać mu na czym polega związek. Chudłam i brzydłam. Moje przyjaciółki mówiły, że to żenujące, że straszne, że powinnam go rzucić, że zasługuję na prawdziwą miłość. Ja wierzyłam, że jego miłość jest prawdziwa i że może być doskonała. Wierzyłam, że to w ogóle jest miłość.

Potem zaczęłam go karać. Próbowałam być taka sama, obojętna, zimna. Przestałam witać w progu z uśmiechem, planować wspólne weekendy. Szybko mnie rozszyfrował. Głupi żart, jakaś namiastka czułości rzucona jak wygłodzonemu psu i łamałam się. Wiesz, ciągle jeszcze byłam pewna, że go zmienię. Myślałam jak tysiące innych, zakochanych dziewczyn.

Próbowałam nawet mieć romans. Umówiłam się wieczorem z kolegą z pracy, poszliśmy na kolację. Uciekłam. Nie potrafiłam nawet zjeść z innym facetem cholernej kolacji.

Mówi, że kocha…

Słowa miłości padały. Równie rzadko, jak zdarzały się te „czułe” gesty. Za każdym razem miałam łzy w oczach. To były momenty, w których znowu zaczynałam żyć nadzieją, że on się jeszcze zmieni.

Po trzech latach przyszedł kryzys. Wróciłam kiedyś z pracy, wykończona, pół miesiąca zamykałam trudny projekt, a moja mama umierała na raka, w szpitalu, dwie przecznice od nas. Poczułam się tak bardzo samotna, że usiadłam w fotelu i łzy same zaczęły kapać. Ryczałam pół godziny, wyłam prawie. Przyszedł z drugiego pokoju, rzucił coś tym swoim sarkastycznym tonem. Zrozumiałam, że muszę natychmiast wyjść. Pamiętam, jak do torby wrzuciłam szybko ulubione dżinsy, kilka płyt, laptopa.

Zadzwonił wieczorem, skłamałam, że chcę pobyć trochę z ojcem. Tydzień później odeszła moja mama. Wysłałam mu SMS. Zadzwonił zapytać jak się czuję ja i jak się trzyma mój tata. Rozmowa trwała może 30 sekund. Na pogrzeb przysłał kwiaty, ale nie przyszedł.

Wróciłam, bo zadzwonił, że pusto w domu. Dla mnie to było jak najpiękniejsze wyznanie miłości. Otworzyłam drzwi kluczem, wyjrzał z salonu, podszedł. Nie oczekiwałam więcej.

Jestem w trzecim miesiącu ciąży. Chcę wychować to dziecko w poczuciu, że jest kochane, ważne, wspaniałe. Wierzę, że kiedy on je zobaczy, coś w nim pęknie. Ale ciągle nie wiem tego na pewno. Czy będzie umiał kochać?

Lubię zbierać palcami okruszki ciasta z talerzyka. Naprawdę dobre ci wyszło to kruche z jagodami.

Wysłuchała: Anna Frydrychewicz


Związek

Pielęgnacja okolic oczu – w domu i w gabinecie kosmetycznym

Joanna Fizia
Joanna Fizia
14 lipca 2016
Pielęgnacja okolic oczu
Fot. iStock / fotostorm
 

Skóra wokół oczu jest bardzo delikatna i wrażliwa. Jest również bardzo cienka i pozbawiona tkanki tłuszczowej, która w innych partiach twarzy stanowi „rusztowanie”, zabezpieczające w pewnym stopniu przed powstawaniem zmarszczek. Ponadto skóra ta każdego dnia „ciężko pracuje” za sprawą mięśni mimicznych, a do tego ciągle narażona jest na działanie szkodliwych czynników, takich jak słońce czy makijaż.

Wszystko to niekorzystnie wpływa na kondycję oczu i ich okolic, przyczyniając się do przyspieszenia procesów starzenia, a także do powstawania różnych dolegliwości. Dlatego pielęgnacja tej części twarzy jest wyjątkowo ważna, o ile chcemy długo cieszyć się pięknym spojrzeniem.

Najczęściej spotykane dolegliwości oczu

Zaczerwienienie

Przyczyn może być wiele – długotrwałe oglądanie telewizji, praca przy komputerze, alergie, noszenie soczewek kontaktowych, brak snu, wiatr, działanie promieni UV, czy przebywanie w zakurzonych lub zadymionych pomieszczeniach.
Aby zlikwidować zaczerwienienie i towarzyszące mu pieczenie lub swędzenie, należy w pierwszej kolejności wyeliminować czynniki podrażniające. Następnie zaleca się stosowanie kompresów. Najprostsze w użyciu są gotowe ziołowe herbaty, m. in. z rumianku, kopru włoskiego, szałwii czy świetlika lekarskiego.

Opuchlizna powiek

Jej przyczyną jest gromadzenie się wody w tkankach, spowodowane przemęczeniem lub nadmiarem spożywanej soli. Stale opuchnięte powieki mogą jednak być oznaką zaburzeń krążenia lub schorzeń nerek. Nie warto więc bagatelizować sprawy i w razie wątpliwości skontaktować się z lekarzem.

Doraźnie można pomagać sobie stosowaniem zimnych okładów z kostki lodu lub z plasterka ogórka zielonego czy awokado. Można również stosować preparaty zawierające wyciągi z przywrotnika, bluszczu i skrzypu. Do stosowania zewnętrznego zaś, zaleca się kompresy z kwiatów lipy i świetlika lekarskiego.

Z kolei w  gabinecie kosmetycznym zaleca się wykonanie drenażu limfatycznego lub serię zabiegów mezoterapii igłowej.

Sińce pod oczami

Mogą one wynikać z braku snu, przemęczenia, niewłaściwej diety, braku witamin i żelaza, zakłóceń procesu usuwania zanieczyszczeń z organizmu lub mogą być też dziedziczne. Ciemne obwódki mogą również towarzyszyć bardzo cienkiej skórze, przez którą prześwituje sieć naczyń krwionośnych.

W celu likwidacji sińców pod oczami, zaleca się większą ilość snu i wypoczynku, spacery na świeżym powietrzu, zmianę diety, codzienne picie soku z cytryny z miodem, a także stosowanie kompresów z czarnej herbaty oraz kremów zawierających arnikę, nagietek, bluszcz zwyczajny, wyciągi z kasztanowca zwyczajnego lub miłorzębu japońskiego.

Opadające górne powieki

Główną przyczyną opadania powiek jest starzenie się organizmu, które powoduje zanikanie włókien kolagenowych oraz wiotczenie skóry i mięśni. By odpowiednio wcześnie zapobiec utracie kolagenu warto zdecydować się na zabieg liftingujący, np. metodą radiofrekwencji mikroigłowej. Opadające powieki można również delikatnie podnieść za pomocą toksyny botulinowej – jest to niewielki i bezbolesny zabieg.

Kurze łapki

Tak określa się zmarszczki wokół oczu, których powstawanie jest niestety nieuniknione gdyż wynika z codziennego działania mięśni mimicznych.  Kurze łapki uwidaczniają się u każdego, lecz w różnym tempie, na co wpływ ma wiele czynników – ekspresja twarzy, tryb życia, sposób pielęgnacji okolic oczu, promieniowanie UV czy palenie papierosów.

Na pierwsze zmarszczki wystarczy toksyna botulinowa, natomiast na głębsze konieczne są zabiegi z użyciem m. in. lasera frakcyjnego.

Fot. iStock / IS_ImageSource

Fot. iStock / IS_ImageSource

Pielęgnacja oczu w domowym zaciszu

Jak już wspomniałam na początku, skóra wokół oczu jest bardzo cienka i wrażliwa, dlatego wszelkie czynności należy wykonywać delikatnie, tak aby nie rozciągać skóry.

W codziennej pielęgnacji warto pamiętać o trzech ważnych rzeczach:

Demakijaż to absolutna podstawa! Przed pójściem spać należy koniecznie zmyć z oczu tusz do rzęs, cienie i wszelkie inne kosmetyki, które nie pozostają obojętne dla wrażliwej skóry wokół oczu.
Podczas usuwania makijażu należy unikać pocierania. Najlepiej wacik nasączony preparatem do demakijażu, przyłożyć do zamkniętych powiek i delikatnie przesunąć od zewnętrznego kącika oka do wewnętrznego. Czynność tę powtarza się tak długo, aż płatek kosmetyczny będzie czysty. Z kolei tusz do rzęs powinno zmywać się ruchami pionowymi, od góry do dołu. 

Kompres po demakijażu warto nałożyć na oczy kompres z naparu herbaty, rumianku, świetlika lekarskiego lub bławatka. Dzięki temu oczy odpoczną i zniknie opuchlizna.

Krem pod oczy lub serum na zakończenie każdej, codziennej pielęgnacji. Kosmetyki te powinny zawierać witaminy, wyciągi roślinne, biologicznie czynne proteiny, fitosterole, ceramidy, lipidy, liposomy oraz wyciągi ziołowe.

Pielęgnacja okolic oczu w gabinecie kosmetycznym

Zabiegi na powieki i pod oczy można łączyć z zabiegami na całą twarz i szyję lub wykonywać je osobno. Ich celem jest: opóźnianie procesów starzenia, zmniejszanie obrzęków, obkurczanie naczyń limfatycznych, odżywianie i nawilżanie naskórka, a także zmniejszenie cieni pod oczami. Aby osiągnąć takie efekty stosuje się:

Kwas hialurownowystanowi naturalny składnik naszej skóry.  Podawany w iniekcji pozwala na uzyskanie natychmiastowego efektu wypełnienia zmarszczek, który utrzymuje się od 6 do 12 miesięcy. 

Toksyna botulinowadziałanie polega na zahamowaniu przewodzenia impulsu nerwowego do komórki mięśniowej, przez co następuje rozluźnienie mięśni i znajdującej się nad nimi skóry.

Toksynę botulinową wstrzykuje się w celu usunięcia kurzych łapek oraz zmarszczek na czole i między brwiami. Efekt utrzymuje się około 6 miesięcy. 

Pielęgnacja okolic oczu - w gabinecie, botoks

Fot. iStock / coloroftime

Mezoterapia igłowa – polega na podaniu za pomocą zastrzyków bardzo małych ilości substancji nawilżających, odżywczych i rewitalizujących. Najczęściej są to kompozycje kwasu hialuronowego, minerałów, enzymy, peptydy, osocze bogato płytkowe i wyciągi roślinne. Zabieg ujędrnia i wygładza skórę, stymuluje komórki do odnowy, likwiduje obrzęki i cienie pod oczami.

Radiofrekwencja mikroigłowazabieg łączący w sobie działanie fal radiowych i mikronakłuwanie. Skuteczność tego zabiegu opiera się na bezpośrednim działaniu na skórę właściwą, bez wywołania długo utrzymującego się podrażnienia. Zabiegi z użyciem frakcyjnych fal radiowych są idealnym rozwiązaniem przy zabiegach: likwidacji zmarszczek, wyrównania powierzchni i kolorytu skóry oraz poprawy jej napięcia. 

Laser frakcyjnymożna używać go już do pierwszych oznak starzenia, jak i u osób starszych, które potrzebują wyraźnego efektu liftingującego. Wyróżnia się laser frakcyjny nieablacyjny, który podgrzewa skórę oraz ablacyjny, który niszczy powierzchnię skóry, dając efekt mocnego peelingu – zdecydowanie bardziej polecany, pomimo dłuższego okresu rekonwalescencji.


Związek

Baba sama w podróży – bo chcemy i możemy!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
13 lipca 2016
baba sama w podróży
fot. iStock/Maxson_Design

Duszy podróżnika nie oszukasz. Możesz być przykładną żoną i matką lub przebojową studentką z ogromnym potencjałem, ale i tak raz na jakiś czas będziesz musiała uciec od codziennego świata i wybrać się w samotną podróż – żeby odpocząć, poznać trochę więcej świata, oczyścić umysł. Ponoć podróżniczki nie są dobrym materiałem na ukochaną, bo nie wytrzymają długo w jednym miejscu. „Ponoć” – to bardzo wygodne słowo.

Palcem po Google Maps

Kiedy już obudzi się w tobie pierwiastek włóczykija, cokolwiek będzie się działo, będziesz wracać do myśli o ucieczce – choćby na trzy dni, gdziekolwiek. Wystarczy jedna chwila, żeby podróżowanie po Google Maps zastąpić biletem na autobus czy pociąg i rezerwacją schroniska czy hotelu w ostatniej chwili. I nie ma w tym nic złego! Jedni odreagowują stres na siłowni, inni chlejąc piwo do lustra, a jeszcze inni potrzebują chwilowego odcięcia się od rzeczywistości. Na szczęście (lub nie szczęście) żyjemy w czasach, w których wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nie tylko palca pod myszką. Wystarczy wybrać miejsce docelowe lub korzystając z rady Maryli Rodowicz, „wsiąść do pociągu byle jakiego”. Wszystko zależy od ciebie i tego, ile masz w sobie odwagi.

fot. iStock/ swissmediavision

fot. iStock/ swissmediavision

Do wnętrza siebie

To, że podróże kształcą, wiemy wszyscy. Zazwyczaj jednak na wakacje wybieramy wyjazdy z biurem podróży, najlepiej all inclusive. Może tak jest bezpieczniej, szczególnie teraz, kiedy na świecie panuje zamęt i strach przed kolejnymi atakami terrorystycznymi. Tylko czy ta zorganizowana turystyka kogokolwiek ocaliła? Pomijając fakty bezpieczeństwa masowego, bo samotna wyprawa może się okazać dla nas początkiem czegoś zupełnie nowego. W odosobnieniu łatwiej nam odnaleźć samego siebie, jakkolwiek banalnie to brzmi. To czas na odreagowanie codzienności, stresu, zabiegania, które potrafią nas przecież wykończyć na dłuższą metę. Wyłączenie się ze swojego własnego życia dzięki podróży może skutkować nieodwracalnymi zmianami, jakimi często okazuje się chęć zmiany zupełnie wszystkiego. Z dystansu lepiej widać pewne rzeczy, które umykają nam w domu czy pracy. Nagle widzisz, że twój związek jest do niczego lub przeciwnie, że masz o co walczyć; że pora zmienić pracę, może zadbać o siebie. Podróż to autoterapia, która przyda się każdemu.

Wcale nie tak samotna

Kobieta wyruszająca w samotną włóczęgę po świecie uważana jest za nieodpowiedzialną. Najlepiej, żeby miała obok siebie faceta, bo to gwarancja świętego spokoju i bezpieczeństwa. To trochę tak, jakby sama nie potrafiła o siebie zadbać. Zgoda, czasem robi się niebezpiecznie, szczególnie w przypadku podróżowania autostopem czy nocnych podróży taksówką. W większości takich przypadków wystarczy stanowcze nie, bądź dla bardziej ostrożnych (strzeżonego Pan Bóg strzeże!) posiadanie gazu pieprzowego w torbie. W wielu krajach samotne podróże kojarzą się przede wszystkim z seks turystyką, stąd mogą wynikać nachalne propozycje kierowców. Jest jednak coś w podróżujących kobietach, co otwiera jej drzwi do wielu miejsc. Może to seksapil, a może po prostu solidarność jajników. Samotna podróżniczka wzbudza ciekawość i pewien instynkt opiekuńczy, dzięki któremu możemy poznać prawdziwą kulturę danego miejsca i cudownych ludzi.

fot. iStock/csfotoimages

fot. iStock/csfotoimages

Stereotypowa wojażerka

Samotna, bez przyjaciół i faceta lub lecząca się z nieszczęśliwej miłości – tak społeczeństwo odbiera te z nas, które decydują się na zwiedzanie świata w pojedynkę. Może coś w tym jest, bo w końcu po coś wyruszamy w podróż. Szukamy siebie, swojego miejsca na ziemi, ale zawsze wracamy silniejsze, weselsze, jeszcze bardziej otwarte na innych. Pewien podróżnik, który zawsze za swój cel obierał góry, stwierdził, że nie ma nic piękniejszego od kobiety, która powraca z podróży, bo właśnie wtedy jest najbardziej sobą. Może ma to coś wspólnego ze zbieraniem cząstek swojej własnej osobowości od ludzi, których spotykasz na swojej drodze? Widząc, że ktoś inny żyje tak, jak chciałabyś żyć ty, masz w sobie więcej odwagi na spełnianie marzeń i przechodzenie od odległych planów do natychmiastowego działania.

#Viajosola

Dwie przyjaciółki z Argentyny wybrały się w wymarzoną podróż po Ekwadorze. Spakowały plecaki i wyruszyły w drogę, która miała być dla nich przygodą życia. Problemy rozpoczęły się już w pierwszych dniach, kiedy to dziewczyny zostały okradzione. Bez pieniędzy ciężko było im realizować pierwotny plan podróży. Piękne dwudziestolatki postanowiły więc przemieszczać się autostopem. To właśnie wtedy rodzina straciła z nimi kontakt i rozpoczęła poszukiwania. Ciała Argentynek zostały znalezione w strasznym stanie, z workami na głowach. Zawrzało. Kiedy kobietom zdarza się coś złego, społeczeństwo automatycznie kieruje winę na poszkodowane. Na forach roiło się od komentarzy dotyczących ubioru, wyglądu czy potencjalnych zachowań. Bo przecież kto to widział, żeby baby same jeździły po świecie! Na pewno były wyzywająco ubrane, same się prosiły, a do tego wykazały się skrajnym brakiem odpowiedzialności i wyobraźni. W sieci pojawił się hashtag – #Viajosola (podróżuję sama). Bo my, kobiety chcemy, możemy i będziemy podróżować samotnie.


Zobacz także

Kilka zwykłych pytań, dzięki którym twój związek będzie szczęśliwy

Myślisz, że brak miłości i zdrada powodują rozpad związków? Poznaj „Czterech jeźdźców Apokalipsy”

Bycie z kimś blisko jest bardzo trudne. Ale nie ma w życiu niczego piękniejszego, lepszego i tak ważnego. Kilka słów od (nie)szczęśliwej mężatki

Rozstać się

Rozstać się i nie palić za sobą mostów. Sztuka „zrywania” z klasą