Związek

Trzy najlepsze (i najważniejsze) pytania, jakie możesz zadać w związku

Redakcja
Redakcja
25 sierpnia 2021
fot. YakobchukOlena/iStock
 

Jedną z najgorszych rzeczy, jakie robimy w naszych intymnych związkach, jest przyjmowanie założeń. Zakładamy, że nasi partnerzy okazują miłość w taki sam sposób, jak my. Zakładamy, że nasi partnerzy oczekują tego samego od małżeństwa. Zakładamy, że nasz partner definiuje monogamię tak samo jak my. Lista takich założeń jest nieograniczona. Gdybyśmy tylko potrafili zebrać się na odwagę i spróbowali nauczyć się odpuszczać te założenia, doświadczylibyśmy o wiele lepszej miłości. 

Wypracuj w sobie zwyczaj zadawania tych trzech pytań, a szybko pozbędziesz się ciągnących cię w dół założeń na temat swojego partnera i waszego związku. Tym samym emocjonalne rozterki i cierpienia pójdą w zapomnienie.

Nawet próba prowadzenia tego rodzaju rozmów już jest aktem ostatecznej miłości, zarezerwowanym dla tych ludzi, którzy przez całe życie mieli odwagę stawiać czoła własnym wewnętrznym demonom i wybrać miłość zamiast strachu.

1. Czego szukasz w związku?

Tak wiele bólu, związanego z życiem uczuciowym, mogło wynikać z szukania kogoś, kto tak naprawdę był z tobą niekompatybilny. Niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, często kończymy w relacjach z ludźmi, którzy nie mają żadnego długoterminowego potencjału na to, czego szukamy.

Uświadom sobie, czego szukasz u partnera, a następnie miej odwagę, by sprawdzić jego na temat zdanie już na wczesnym etapie znajomości. Jeśli wiesz, że coś jest dla Ciebie ważne, masz pełne prawo zapytać swoją potencjalną drugą połówkę o te informacje wprost. Czy chcesz mieć dzieci? Czy chcesz partnera, który jest miły i współczujący? Czy chcesz umawiać się z kimś, kto ma podobny styl bycia jak ty? Niech to zostanie nazwane i ustalone.

Możesz zapytać nawet na pierwszej randce: „Czego szukasz od związku?” Wyjaśniając to od samego początku, oboje oszczędzacie czas, jeśli odkryjecie, że szukacie zupełnie różnych rzeczy.

2. Jak mogę cię kochać najlepiej?

Wnosimy coraz więcej intencjonalności do naszego zdrowia, naszych finansów, naszych aspiracji zawodowych… ale większość z nas wciąż nie potrafi potraktować tak samo swojego związku. Wciąż jesteśmy jakby na zaciągniętym hamulcu.

Nie ma znaczenia, czy zadajesz to pytanie na dziesiątej randce, czy po dwóch lub pięćdziesięciu latach związku. Wyraźnie wyjaśniajcie sobie, jak chcecie być kochani, czego od siebie nawzajem oczekujecie. Konkret? Proszę bardzo.

Niektórzy ludzie potrzebują więcej czasu dla siebie, podczas gdy inni potrzebują jak najwięcej czasu i fizycznej obecności drugiej osoby. Niektórzy ludzie pragną głęboko stymulujących rozmów, podczas gdy inni wolą trzymać się za ręce, siedząc w ciszy. To, co dla ciebie jest oznaką miłości, niekoniecznie musi nią być dla twojego partnera.

Najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić, to dojść do naszego partnerstwa z uczciwym pytaniem: „Jak mogę cię kochać najlepiej?” A potem, po wysłuchaniu odpowiedzi, kochać tak, jak prosi (chyba że nie jesteś w stanie).

3. Jak ostatnio radzę sobie jako partner?

To ostatnie pytanie jest często najtrudniejsze do zadania.

Uczciwie (i regularnie) zadawane pytanie o to, jakim jesteśmy partnerem, jest zaproszeniem do dialogu, pokazaniem, że mi zależy, że chcę być jak  kimś dobrym i ważnym. Gdyby to pytanie padało w związkach regularnie, pewnie byłoby dużo mniej rozwodów.

Nie zadajemy tego pytania, ponieważ często nie chcemy znać na nie odpowiedzi. Jest delikatne, a odpowiedź… cóż, zagraża nam bezpośrednio. Łatwiej jest założyć, że robimy wszystko dobrze, niż sprawdzać, czy możemy coś poprawić.

Ale o to chodzi… to pytanie nie ma być ćwiczeniem w zawstydzaniu. Intencją nie jest podanie partnerowi noża, aby pociął cię na kawałki swoimi słowami (i, mam nadzieję, nie jesteś z kimś, kto by ci to zrobił!). To pytanie jest rozszerzeniem pytania o to, jak chcesz być kochany/a. Ale to nie jest egzamin, który można zdać albo oblać. Fakt, że w ogóle zadajesz to pytanie, oznacza, że ​​chcesz pokazać, że jesteś w pełni zaangażowany/a w waszą intymność.

 


Związek

„Przed dwoma laty zostałam bez dachu na głową, bez środków do życia… Uciekłam od męża tyrana i wiem, że dobrze zrobiłam”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
25 sierpnia 2021
fot. Happycity21/iStock
 

To nie jest łatwy temat, to nie jest fajny temat, to jest okropnie niezręczny, wstydliwy i beznadziejny temat. 

Moje małżeństwo od początku było koszmarem, ale jak to w życiu bywa – człowiek uczy się na błędach. Ja za swój zapłaciłam wysoką cenę pięć lat życia w strachu. Ten kochający, dbający o rodzinę mąż to tak naprawdę psychopata, lubiący zadawalać się terrorem psychicznym. Po 10 latach bycia razem wzięliśmy szybki ślub cywilny, wyszłam za niego i od tego czasu miałam wroga. Do ślubu był „normalnym” człowiekiem, bo powiedzieć dobrym to by już była przesada. To typ manipulanta – przy ludziach potrafi grać fantastycznego męża. Potrafił zmanipulować każdego i zdobyć jego sympatię w kilka chwil. Był tak dobry w swoim udawaniu, że wszyscy go uwielbiali. Tylko ja wiedziałam, jaka jest rzeczywistość.

Gdy drzwi naszego domu zamykały się zaczynało się „piekło”. Dopiero w domowym zaciszu wychodziły ukryte w środku potwory, które pokazywały swoje prawdziwe oblicze. Złośliwości, wyrzuty, upokorzenia, moja rodzina była najgorsza, a jego święta (choć jest całkiem odwrotnie), bo jestem leniwa – cały dzień mam służyć jak pies, bo pan tak chce, wypędzanie z domu, zastraszanie, znęcanie. Starałam się zachowywać tak, by nic go nie wkurzało. Sprzątałam, prałam, gotowałam – dogadzałam mu, ale i tak zawsze znalazł powód do wszczęcia awantury.

Wszystko było na mojej głowie. Wykonuję swoją pracę w domu, gdzie zadania i obowiązki wciąż się mnożą. Do tego walczę z bólem głowy, złym samopoczuciem, ale nawet nie mam chwili, by pomyśleć o wizycie lekarskiej.

W domu zmieniał się nie do poznania. Kiedy jechaliśmy do sklepu, to wraz z koszykiem zakupy do samochodu pakował, a po powrocie do domu to ja musiałam torby taszczyć. Wracając z pracy, wchodząc do mieszkania od razu wrzeszczy jak opętany, choć wiele razy prosiłam, błagałam – on nie przestał wręcz odwrotnie nakręcał się jeszcze bardziej. Nie wzruszały go nawet moje łzy i lament, mówił że tylko do tego się nadaję.

Sama nie wiem jak, ale wytresował mnie tak, że po każdym jego wybuchu pierwsza wyciągałam rękę i przepraszałam. Chwilami nawet zaczynałam wierzyć w to, że wszystko jest moją winą.

Usiłowałam sama sobie dać radę, ale ciągłe wyzwiska, kontrole, szarpaniny, coraz częstsze awantury, siniaki powodowały u mnie cholerny ból. Nigdzie nie wychodziłam, żyłam w niepewności, czy znów zacznie się koszmar. Ciągle tylko twierdził że jestem najgorsza, niegospodarna, za dużo wydawałam na jedzenie, niedokładnie sprzątałam, do tego uważał mnie za beznadziejną kobietę, która nie potrafiła donosić dziecka. Doszło do tego, że nie chciałam już żyć. Byłam wykończona psychicznie i fizycznie. Byłam totalnie poniżona, obdarta z kobiecości. Wszystko dusiłam w sobie, czułam lęk przed swoim mężem przez większość czasu! Przez cały okres małżeństwa powroty z pracy do domowego piekła były koszmarem.

Wszyscy mówią, że wystarczy odejść – argumentów zawsze jest sporo. Przecież nie można marnować sobie życia. To jest proste tylko w teorii, ale nie wtedy gdy tkwisz w takiej relacji. Bardzo często sama się zastanawiam, jak mogłam tak długo wytrzymać w tym związku. W związku, w którym on stosował wobec mnie przemoc – często nie tyle fizyczną co psychiczną, ekonomiczną. Jak mogłam pozwolić, by być tak traktowaną przez wiele lat. Możemy się mądrzyć patrząc z boku tylko tyle, że nie zdajemy sobie sprawy jak trudno jest się w tym wszystkim odnaleźć. A kiedy tkwimy w tym związku po same uszy, dostajemy cios za ciosem, nagle budzimy się na kafelkach w łazience, złamane psychicznie, niewierzące w siebie i w to, że zdołamy odejść i poradzić sobie bez naszego oprawcy, bo przecież przez kilka lat zdążył nam wmówić, że bez niego nic nie jesteśmy warte. Do tego dochodzi strach, a jest się czego bać. Tyrani są mściwi, a kiedy ktoś jest mściwy i nieobliczalny, masz prawo się bać.

Czy wiesz, co tak naprawdę oznacza „nie wiem czego mogę się po nim spodziewać”? Tak się mówi, ale tylko nieliczni wiedzą, co tak naprawdę oznacza być uzależnionym od kogoś, kto jest nieobliczalny. Kto tak wiele razy przekroczył już granicę, wtedy naprawdę nie wiesz, czego możesz się spodziewać. W końcu dzieje się tak, że przed odejściem powstrzymuje cię twoja własna wyobraźnia. Doświadczając takiej przemocy psychicznej wyobrażasz sobie różne scenariusze.

Doskonale pamiętam, że jestem szmatą, wywłoką, jebaną suką. Najlepiej żebym wypierdalała z domu, albo szła sobie skoczyć z balkonu. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że partnerzy mogą na siebie krzyczeć, a jednak przywykłam do tego. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że facet z którym kładę się co wieczór do łóżka, może nazywać mnie szmatą, albo powiedzieć do mnie „spierdalaj”. Potem to wszystko stało się normą. Nasz dom nie był spokojnym, bezpiecznym miejscem. Był przepełniony chaosem, niepewnością co do tego, co wydarzy się za chwilę. Żył w nim lęk, podniesiony głos, ból i strach a ja miałam żyć pod dyktando. Milczałam, bałam i wstydziłam się mówić o tym wszystkim komukolwiek. Nie miałam już siły na nic, chciałam się poddać. Myślałam, że zwariuję, to był kres wytrzymałości.

„Nie zaprzątaj tym sobie główki, Głuptasie”. To nie miłość, to przemoc, którą po cichu zapraszamy do domu – Oh!me 

Niby chciałam, żeby ktoś mi pomógł, podał rękę, pokierował, uratował, ale nie poprosiłam o to. Wstydziłam się, że pozwoliłam na to wszystko, przecież trzeba było opowiedzieć co dzieje się w moim domu. Czułam się odrętwiała emocjonalnie i bezradna. Nienawidziłam swojej słabości. W takich chwilach myśli biegną jedna za drugą, kłębią się, głowę wypełnia wstyd, strach, lęk, że wszystko stracone, że wszystko jest beznadzieje, że to, co robię w życiu nie ma sensu, że utracę to, co do tej pory udało mi się osiągnąć, zostanę bez niczego.

To chyba najgorsza rzecz w depresji, kiedy bez przerwy myśli się o tym, żeby ze sobą skończyć. Najgorsze jest to, że tylko ta jedyna myśl wydaje się jedyną alternatywą, jedynym słusznym wyjściem, a najstraszniejsze, że wydaje się jedynym bezpiecznym wyjściem. Nie wiedziałam, gdzie szukać pomocy, ale jednego byłam pewna – jeśli chcę przeżyć, nie mogę być dłużej z mężem. Na szczęście odzyskałam świadomość i potrafiłam dostrzec, że z facetem, z którym chwilę temu miałam zamiar spędzić życie jest coś nie tak. Poza tym, on może się świetnie maskował i dopiero po latach zaczął wykazywać przemocowe skłonności, a może zawsze taki był, tylko ja nie chciałam tego zobaczyć? Być może ciągle miałam nadzieje, że się zmieni, że coś zrozumie, naprawi swój błąd i jakoś mi to wynagrodzi. Nic takiego się jednak nie stało. Jego obojętność i brak jakiejkolwiek skruchy pokazały, jakim naprawdę jest człowiekiem.

Podjęłam ostateczną decyzje muszę odejść i ratować siebie. Poprosiłam o pomoc mojego lekarza. Przeszłam przez depresję, byłam w szpitalu psychiatrycznym, gdzie płakałam najpierw z żalu nad sobą, nad moim życiem, a później z tęsknoty za sobą, swoimi marzeniami, za radością i szczęściem. Będąc w szpitalu zrozumiałam, że byłam od niego uzależniona, bałam się go, a przy tym było mi go żal, więc nie chciałam go zostawić. Chciałam chronić go nawet przed nim samym, ponosić za niego odpowiedzialność.

Walczyłam o życie w szpitalu, a mój mąż korzystał z życia. Rozpowiadał na mój temat niestworzone rzeczy, oczerniał mnie za plecami, zgrywając niewiniątko, by odwróciło się ode mnie jak najwięcej osób. Był tak bezczelny, że oskarżył mnie, że to wszystko był mój plan, by zwalić winę na niego. Prawdziwy świr! Nie wystarczało mu, że wystarczająco się przez niego wycierpiałam. Do samego końca chciał mnie zniszczyć. Próbowałam z nim porozmawiać, rozstać się bez szarpania, dojść do kompromisu – bezskutecznie. W momencie rozstania zostałam bez dachu nad głową, okradł mnie z pieniędzy i zostawił bez niczego. Gdy zadzwoniłam do niego, żeby spakował chociaż moje osobiste rzeczy, odmówił, chciał żebym przyszła z Policją bo inaczej nie wpuści mnie do naszego mieszkania. A więc wraz z Policją udałam się po moje dokumenty, których dobrowolnie nie chciał mi oddać.

Dziękuję Bogu, że mogłam liczyć na moją rodzinę, w szczególności na cudownych rodziców jak i najwspanialszego przyjaciela, dzięki którym stawałam powoli na nogi, czerpałam od nich siły i wygrałam walkę o życie. Obudziłam się z koszmaru – to zły sen, który jest już tylko wspomnieniem i więcej się nie powtórzy. W końcu przestałam się bać. Jedyne, czego żałuję to, że nie zrobiłam tego znacznie wcześniej. Teraz wiem, że gdyby czas można było cofnąć, nie czekałabym tyle lat. Dzień po dniu zostawiam za sobą złe wspomnienia. Uciekłam od męża tyrana i wiem, że dobrze zrobiłam. Sytuacja, w jakiej się znalazłam mimo, że dramatyczna okazała się dla mnie zbawienna. Dzięki temu co się wydarzyło miałam możliwość odrodzenia się na nowo.

Ps. Nie mamy prawa do oczerniania kogoś przez pryzmat kilku informacji o nim. Póki nie jesteśmy w jego skórze, nie wiemy o jego uczuciach kompletnie nic.


Związek

KONKURS: „Dobre słowa, które pozwoliły mi rozwinąć skrzydła”

Redakcja
Redakcja
24 sierpnia 2021
fot. SanyaSM/iStock

Jesteśmy jak witraże – składamy się z wielu kawałków, czasem precyzyjnie dopasowanych, czasem trzeba je ciut poprawić. Zdarza się, że zapominamy spojrzeć na ten obrazek całościowo, z perspektywy. Przestajemy wierzyć, że jesteśmy całością. I wtedy z pomocą przychodzą nam inni ludzie – rodzina, przyjaciele, czasem ktoś zupełnie obcy, bohater książki, którą właśnie czytamy. Przychodzą i dają nam słowa – czasem drobne, czasem poważniejsze, zawsze jednak – dobre. Takie, które niosą nam motywacje i nadzieje. Jesteśmy wdzięczni. Zapamiętujemy to na długo, na zawsze i po latach opowiadamy: nigdy nie zapomnę, jak A. powiedziała mi…, ta książka zmieniła moje życie…

Tak jak jedno słowo może zepsuć komuś dzień, w najgorszym razie zniszczyć życie, tak może wyciągnąć kogoś z najgłębszej otchłani, pozwalając rozwinąć skrzydła.

Może pamiętasz ten dzień? Szłaś ulicą, dzień był ponury i takie same były Twoje myśli. Problemy zdawały się rozmnażać … I nagle, ktoś na Ciebie spojrzał, uśmiechnął się i powiedział coś miłego. Albo zadzwoniła przyjaciółka i jednym zdaniem zdołała odwrócić bieg myśli. Niebo od razu stało się jaśniejsze ale przez chmury zdawał się przebijać promyk słońca. Znasz to? Wcale nie musiało być dokładnie tak.

„Dobre słowa, które pozwoliły mi rozwinąć skrzydła” – napisz, jakie słowa usłyszałaś w przełomowych dla Ciebie momentach, jakie zmotywowały Cię do działania.

9 najbardziej inspirujących listów nagrodzimy zestawami nowości od Sylveco z serii BIOLAVEN ORGANIC

Czekamy na Twój list do końca sierpnia ([email protected]) o dobrych słowach, które miały wpływ na Twoje życie.

Nagrody:

9 zestawów kosmetyków serii BIOLAVEN, w skład których wchodzą trzy produkty z linii Twarz, Ciało lub Włosy

Biolaven – lawendowy peeling enzymatyczny, o delikatnej konsystencji, skutecznie złuszczający naskórek, wygładzający i wyrównujący koloryt skóry;

 
Biolaven – maseczka całonocna – delikatnie złuszczający naskórek, a dzięki kwasom AHA pochodzącym z soku z sycylijskich białych winogron oraz specjalnego kompleksu składników – wspaniale nawilża i regeneruje;
Biolaven – pianka do twarzy, do codziennej pielęgnacji każdego typu cery – również cery wrażliwej. Działa nawilżająco, łagodząco i kojąco oraz zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia. Utrzymuje fizjologiczne pH i równowagę bariery hydrolipidowej;
Biolaven –  naturalny dezodorant zawiera ekstrakty o właściwościach ściągających (kora dębu, liść szałwii lekarskiej i kwiaty lawendy) oraz składniki absorbujące pot. Dzięki temu niweluje nieprzyjemny zapach i pozostawia uczucie pachnącej świeżości i komfortu przez dłuższy czas. Dezodorant, w odróżnieniu od antyperspirantu, nie blokuje ujścia gruczołów potowych, a zapobiega rozwojowi bakterii, absorbuje wilgoć oraz neutralizuje nieprzyjemny zapach;
Biolaven – odżywka-mgiełka w sprayu do spryskiwania wilgotnych lub suchych włosów, zawarty w niej  kompleks aminokwasów nawilża włosy oraz zabezpieczą je przed uszkodzeniami;
Biolaven – tonik do włosów i skóry głowy, nawilżająco-regulująca, ukoi i nawilży skórę głowy, a dzięki zawartości olejku lawendowego wyreguluje pracę gruczołów łojowych;
BIOLAVEN – delikatna pianka do higieny intymnej, która działa nie mniej skutecznie niż tradycyjne żele. Ekstrakty z lawendy i szałwii lekarskiej działają regenerująco, łagodząco i osłonowo. Otula i nawilża zapewniając uczucie czystości i komfortu. Pianka do higieny intymnej nawilża i przeciwdziała podrażnieniom;

 

Czytaj więcej:

Lawendowa pełnia szczęścia! Tak, testowałyśmy niezwykłe nowości BIOLAVEN 

Lawenda i winogrona – duet o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych. Dlaczego warto docenić ich obecność w kosmetykach? – Oh!me

 

 


Zobacz także

„Mówisz, że on w te święta odejdzie od żony. A ja ci mówię, żebyś w końcu oprzytomniała, droga przyjaciółko”

Albo wstań, zabierz płaszcz i odejdź, albo zostań i pogódź się ze sobą. Ze sobą – nie z nim

Jak uzyskać trochę przestrzeni w związku