Lifestyle Seks

Uprawiaj seks na wakacjach – „Zrób to dla Danii”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
7 października 2015
Fot. Screen z YouTube / Spies Rejser
 

Okazuje się, że duńscy kochankowie wyjątkowo poważnie traktują swój odpoczynek. Wakacyjny wyjazd z druga połówką, to prawdziwa miłosna fiesta. Musi być romantycznie i namiętnie. Przeprowadzone badania wykazały, że Duńczycy kochają się na wakacjach 46 procent razy więcej – niż podczas codziennej, nudnej harówki.

Jak to w życiu bywa, odkrycie to sprytnie wykorzystało biuro podróży Spies. Kampania reklamowa „Zrób to dla Danii” – namawia tamtejszych patriotów do wyjazdu i namiętnego seksu podczas odpoczynku – a co za tym idzie poczęcia nowego obywatela. Ku chwale ojczyzny oczywiście, bo Dania nie narzeka na zadowalający przyrost naturalny – według aktualnych danych jest on najgorszy od 27 lat. Każda para, który wykupi wycieczkę za pośrednictwem biura Spies i pocznie potomka na wyjeździe ma szansę na nagrody – na przykład wyprawkę dla dziecka.

Z pewnością seks na wakacjach różni się od tego w domowym zaciszu. Psychologowie potwierdzają, że gdy wyjeżdżamy jesteśmy bardziej zrelaksowani i otwarci. A czy kampania reklamowa jest skuteczna oceńcie sami.


Źródło: Youtube / Spies Rejser


Lifestyle Seks

Gdy ona wie, a on nie wie. Kiedy kochamy kogoś bardziej niż siebie

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
7 października 2015
For. iStock
 

Taki list „On nie wie, czy chce ze mną być. Ja bardzo. Staram się, jak mogę, ale nic nie przynosi rezultatów. Proponowałam terapię, ale odmawia. Rozmawiałam z jego mamą, ona też nie jest w stanie go do niczego przekonać. Niech mi Pani podpowie, co jeszcze mogę zrobić?”. Pani X.

On nie wie. Ona wie. On nic nie robi. Ona się stara. On wychodzi. Ona proponuje. Odpisuję „Dlaczego miałaby Pani jeszcze cokolwiek robić?”. Odpowiedź: „Chciałabym wiedzieć, że zrobiłam wszystko”. „Słusznie – myślę – tylko, czy jak ktoś robi wszystko, to czy ten drugi robi cokolwiek?”. „A co byłoby dla Pani dowodem, że zrobiła wszystko?”- pytam. Cisza. No właśnie. Być może jest to droga do nieskończoności (szukania dowodów). Czyli droga donikąd.

Jacek wie, ale Ela nie wie

Od dwóch lat mijają się w domu jak współlokatorzy. Śpią osobno, jedzą osobno, chodzą do kina osobno. Ela kupuje małą lodówkę do swojego pokoju, by unikać wieczornych spotkań w kuchni. Dla niej ta lodówka to gwóźdź do trumny. Dla Jacka – nadzieja. Bo przecież jak ktoś coś kupuje do domu, to znaczy że się nie wyprowadza. A to oznacza, że nadal „są” razem. Jacek pamięta wciąż o rocznicach, kupuje prezenty i rysuje serca na lustrze w łazience. Co jakiś czas wysyła kartkę z przypomnieniem, że czeka. – Pani tego nie rozumie- mówi. – Jak będę cierpliwy, to Ela wróci. – Pani nie rozumie – odpowiada Ela. – Nas już dawno nie ma.

Monika wie, Hubert nie wie

Już dwa razy się wyprowadzał, ale po miesiącu wracał. Dzieci do dziś myślą, że to były wyjazdy służbowe. Monika nie jest pewna, czy ta kobieta od SMS-ów wciąż jest w jego życiu. Mówi, że ta wiedza niczego nie zmieni. Przysięgali przed Bogiem i sprowadzili na świat dwoje cudownych dzieci. – On zapomniał, co to odpowiedzialność – mówi. – Jej się chyba myli miłość z powinnością – dodaje Hubert. Monika bardzo się stara. Gotuje jego ulubiony krupnik i risotto z grzybami. Raz w tygodniu jeździ do teściów i pomaga w ogrodzie. Zaprasza znajomych, choć czasami właśnie w ten wieczór on ma ważniejsze spotkanie z pracy. Z uśmiechem tłumaczy jego pęd do kariery. Chodzi na fitness, jeździ na rowerze, kupuje fajną bieliznę. Chce być gotowa, gdy postanowi wrócić. Na pytanie „Czy nie lepiej byłoby postawić jakieś ultimatum?” odpowiada „A co, jeśli nie wybierze nas?”.

Czasami strach jest większy niż pragnienie zmiany. Coraz częściej obserwuję, jak wiele partnerów zgadza się ograniczać swoje potrzeby do minimum, by za wszelką cenę utrzymać związek. To często relacja, która już dawno nie istnieje. Proteza jakaś. Marzenie ściętej głowy. Iluzja. Związek, który podtrzymuje tylko aktywność jednej strony. Nadaktywność raczej. Im więcej zrobię, tym lepiej. A przecież najlepsza sztuka opiera się na minimalizmie. Im mniej, tym więcej przestrzeni do działania wyobraźni.

Podobnie jest w związkach

Zasada synergii. Działanie wspólne zwiększa prawdopodobieństwo osiągnięcia celu. Dominacja aktywności jednej strony zmniejsza aktywność po drugiej. Im bardziej chcesz, tym jemu/jej chce się mniej. Niestety, tak to działa. Jacek kompletnie się ze mną nie zgadza „Pani nie rozumie. Są takie związki, gdy jedna strona kocha bardziej. Mogę kochać bardziej”. Zgoda. Ja tylko się zastanawiam, co takiego musiało się wydarzyć w jego życiu, że pozwala kochać się mniej lub nawet wcale? Czy taka tęsknota towarzyszyła mu w dzieciństwie?

Dużo czasu spędzaliśmy z bratem u babci – opowiada Monika. – Mama ciężko pracowała, bo Tata odszedł po moim urodzeniu. Pamiętam, jak umawialiśmy się z bratem, kto dziś czeka na mamę. Ten, kto nie czekał, mógł spokojnie zasnąć. Hmmm. Miłość tęskniąca. Miłość trudna. Miłość niespełniona. Tak kochają dorosłe dzieci, które całe swoje dzieciństwo czekały.

Jacek mówi, że nie pamięta. Mama miała chore serce, więc była albo w domu, albo w szpitalu. Pamięta tylko lęk, że nie wróci. Potworny strach, gdy dzwonił domofon lub wieczorne telefony, gdy tata ściszonym głosem relacjonował babci przebieg choroby. Nauczył się wtedy modlić do Matki Boskiej. Z takiego ładnego obrazka z Komunii Świętej, który Tata zawiesił mu nad łóżkiem. Długo myślał, że Ona jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Dopóki nie poznał Eli. Śmiała się, gdy jej o tym opowiadał. „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest… Wszystko znosi. Wszystko przetrzyma”  – cytuje.

Nie lubię miłości zbyt łaskawej, tej, która polega na zaciskaniu zębów. Nie zgadzam się na jednostronne poświęcenia. Kiedy kochamy kogoś znacznie bardziej niż siebie, to znaczy że nie kochamy siebie wystarczająco mocno. Gdy nie szanujemy się, nie wyznaczamy granic, które wzbudzają szacunek innych. Błędne koło. Jeśli tego nie przepracujemy, w każdym kolejnym związku będziemy tymi, którzy bardziej, więcej, mocniej. Będziemy ofiarą.

Strach Moniki, Jacka, Pani X jest na razie większy niż pragnienie zmiany. Strach, że jeśli powiedzą czego potrzebują i postawią warunki – ten, który nie wie, odejdzie. Nie wybierze ich. Może tak być. To jest ryzyko, które jest wpisane w każdą zmianę. Muszą zmierzyć się ze swoim lękiem. Zadać sobie pytanie, czy to czego się boję – tak naprawdę jeszcze istnieje. Czy można odejść, jeśli już dawno kogoś nie ma?

Jeśli to jest także o Tobie, to wierz mi, im Ciebie mniej, tym lepiej.

Wycofaj swoje działanie i popatrz, co się stanie. Zrób maleńki krok do tyłu i nie bój się. Zajmij się sobą. Zakochaj się w sobie. Zbuduj swoją największą siłę, czyli szacunek do siebie. A potem wyrzuć z siebie ”Zostajesz, czy odchodzisz?”. I idź pobiegać. Cokolwiek zdarzy się potem, będzie dla Ciebie lepsze.

Pani X odpisuję: „Niech Pani zmieni pytanie, na takie, co On może jeszcze zrobić, by Pani zechciała z nim zostać”. 


Lifestyle Seks

Bądź bardziej asertywna – słyszę i myślę: „Jasne, łatwo powiedzieć. Asertywna. Tylko, jak u diabła nią być?”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 października 2015
Fot. iStock

Nie umiem odmawiać. To zdecydowanie moja pięta achillesowa. Do tego stopnia, że potrafię unikać odpowiedzi w ogóle, niż odmówić wprost.

Nie umiem powiedzieć „nie”

Pisze do mnie znajoma, czy bym nie pojechała z nią na zakupy. Nie mam kompletnie ochoty. W ogóle nie cierpię chodzić na zakupy. A jeszcze typowo ciuchowe – brrr.  Co robię? Otóż udaję, że nie dostałam sms-a, albo, że mi uciekł zupełnie w natłoku zajęć. Wymyślam milion wymówek, by kiedy ona w końcu dzwoni i pyta: „I jak idziesz ze mną?” móc odpowiedzieć:  „Oj kurcze, nie widziałam, że pisałaś, a już obiecałam synom wycieczkę rowerową..”Ufff udało się, tyle tylko, że synowie od tygodnia byli umówieni z kolegą na wspólne spędzenie soboty. Żadnej wycieczki rowerowej nie było.

Brak asertywności skutkuje w moim przypadku także częstymi wizytami choćby świadków Jehowy pod moimi drzwiami. Ja nie wiem, czy oni wyczuwają, że mogą mnie zagadać. I choć moje „nie, dziękuję” naprawdę znaczy „nie” to i tak stoję w drzwiach kilkanaście minut, by na koniec podziękować, wziąć ulotki  i zamknąć za nimi drzwi. Jednym uchem słuchając, co mówią, myślę: „Dlaczego nie potrafię odmówić stanowczo, powiedzieć, że nie jestem zainteresowana ich poglądami?”

Jednak rekordy w braku asertywności biję, kiedy odbieram telefon i słyszę: „Dzień dobry, dzwonię z firmy takiej i takiej, chcieliśmy Pani zaproponować/zapoznać Panią z naszą nową ofertą.” Kiedyś w ten właśnie sposób stałam się klientką firmy, która przysyłała mi swoje produkty, za które oczywiście regularnie musiałam płacić. Nie wiem czemu Pani nie chciała przyjąć do wiadomość, że mnie naprawdę to nie interesuje i że dziękuję bardzo, że rozumiem, że to jej praca… I co? Uległam. Podałam adres. Paczuszki przychodziły co miesiąc. Obrałam więc inną taktykę.  Mówię, że nie mogę rozmawiać, oczywiście przytakuję, że mogą zadzwonić jutro czy pojutrze, najlepiej w innych godzinach. A, że mam pamięć do liczb, to pamiętam numer telefonu, z którego dzwoniono i z premedytacją nie odbieram. Wiem, słabe. Ale nie umiem inaczej.

Fot. Pixabay/ Unsplah / CCO „

Fot. Pixabay / Unsplah / CCO   Z proszeniem o pomoc też mam problem

I tak, jak potrafię bronić swoich racji i poglądów w rozmowie. Tak kompletnie nie umiem odmawiać. Piekę torty o drugiej w nocy, przygotowuję ciasto zaniedbując pracę, piszę jakieś pisma czy umowy, bo komuś obiecałam, a z chęcią bym powiedziała: – Przepis jest w necie, a wzór dokumentów też znajdziesz w sieci. Ale nie mówię, tylko przeklinam permanentny brak czasu i siebie.

Mój brak asertywności, to także problem z proszeniem o pomoc. Zarżnę się, a zrobię sama. Choć często, choćby najmniejsza pomoc byłaby wybawieniem, to nie mam co na nią liczyć. Nie, nie dlatego, że wokół siebie nie mam osób, które by mi pomogły. Z pewnością zrobiłyby to z wielką przyjemnością, ale skąd mogą wiedzieć, że potrzebuję pomocy, skoro ja tego nie mówię. Jestem wieczną Zosią – Samosią. Choć moi synowie (o ironio) oduczają mnie tego sami pytając, czy w czymś mi pomóc, więc proszę o pochowanie naczyń, odkurzenie, pójście do sklepu, bo sama muszę chociażby szybko skończyć tekst. Idąc tym tropem umiem zadzwonić do przyjaciółki i spytać, czy nie pomogłaby mi w organizacji dużej imprezy. Nie przekładam już spotkań, tylko proszę sąsiadkę, by zajęła się moim chłopcami, kiedy mnie nie będzie. I wiecie co? Do dziś zadziwia mnie, że ludzie wokół mnie tak chętnie przystają na pomaganie mi. To budujące i cóż… daje odwagę by prosić o więcej.

Dlaczego nie umiem być asertywna?

Ale dość o mnie. Czy wy też macie problem z asertywnością? Nie umiecie odmawiać? Bronić swoich racji? Prosić o pomoc? Walczyć o kompromis? I to nie w agresywny sposób, tylko po prostu w zgodzie ze sobą z poszanowaniem własnych poglądów i priorytetów?

Najpierw warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak się zachowujemy. To, że nie umiem odmawiać jest wynikiem tego, iż nie chcę nikogo urazić, zawieźć. Przyjaciółka zrobiła na mnie ostatnio test. Żartem, śmiejąc się z mojego braku asertywności prosiła, bym pomogła jej w przygotowaniu postaci z masy cukrowej na tort. Kiedy powiedziałam „nie”, nalegała i choć był to żart i ja o tym wiedziałam, to gdzieś głęboko do głosu doszło: „A może jednak spróbujesz jej pomóc” i przez chwilę byłam gotowa szukać na youtube instrukcji na wykonanie figurek.

Jeśli chcesz nauczyć się odmawiać, zacznij od najbliższych tobie osób, im łatwiej powiedzieć o swoich obawach, a co ważne, one szybciej nas zrozumieją. Jeśli powiesz przyjaciółce: „Kochana, dzisiaj nie dam rady, jestem zmęczona, mam ochotę poczytać książkę, umówmy się na inny dzień”, daję sobie rękę odciąć, że zrozumie. A jeśli ty masz wątpliwości powiedz jej wprost: „I co? Nie boli cię, że odmówiłam?”, pytaj o reakcję, to pozwala umocnić się w tym, że nie zawsze musisz robić to, o co inni ciebie proszą.

Pamiętaj, że masz prawo do swojego czasu, nie musisz wozić męża koleżanki na lotnisko, jeśli zupełnie koliduje to z twoimi planami spędzenia czasu z rodziną. Nie musisz robić rzeczy, których nie lubisz –  iść na film z przyjaciółką, który cię nie interesuje, czy dotrzymywać jej towarzystwa na zumbie, której nie cierpisz.

Fot. Pixabay/PublicDomainArchive / CCO

Fot. Pixabay / PublicDomainArchive / CCO

Jak być asertywnym?

Chcesz się nauczyć bycia asertywną zapamiętaj te zwroty: „Nie zgadzam się, nie odpowiada mi Twój punkt widzenia, mam zupełnie inne poglądy”, „Nie, dziękuję. Proszę mnie nie przekonywać, jestem pewna swojego zdania”, „Moje nie, naprawdę oznacza odmowę, więc proszę dłużej mnie nie nagabywać i uszanować moje zdanie”.

To tylko przykłady. Mądrzejsi ode mnie mówią (a ja się z nimi zgadzam), że asertywna odmowa musi zwierać słowo „nie”, informację o tym czego odmawiamy i dlaczego to robimy. Warto zaprzyjaźnić się z takimi słowami jak „wolę”, „chcę”, „wybieram”, „zdecydowałam”. A kiedy teściowa po raz kolejny zaprosi cię z rodziną na obiad szczerze odpowiedz: „Nie przyjdziemy, dziękuję za zaproszenie, ale mamy akurat inne plany, idziemy do kina.” Ważne jednak, by ta odmowa była szczera, a nie jak moja wymyślona wycieczka rowerowa, bo kłamstwa prędzej czy później do nas wracają. Zresztą mało kto dobrze się czuje w roli kłamcy.

Dobra wiadomość jest taka, że asertywności można się nauczyć, choć niekoniecznie jest to łatwe. Zdając sobie sprawę z ułomności mojej asertywności przeczytałam kiedyś zdanie, które często przywołuję. Otóż warto pamiętać, że twoja odmowa, komuś innemu daje możliwość powiedzenia „tak”. Takie spojrzenie na odmowę, a tym samym na szanowanie siebie i swojego czasu, to dobra droga do budowania w sobie dobrej asertywności. Powodzenia!

P.S. Coraz częściej zdobywam się na odwagę mówienia „nie” czego i wam – tym mniej asertywnym, życzę.


Zobacz także

Jak zainspirować dzieci do nauki? Poprzez eksperymenty!

Małe rytuały. Znajdź czas na kawę! Akcja #rodzINKA. Tydzień III, wyzwanie 19

Prawdziwy smak lata w stylu boho