Seks Związek

Orgazm pochwowy. Jak udało mi się osiągnąć go po raz pierwszy

Seksualnie
Seksualnie
8 stycznia 2018
Fot. iStock/DmitriMaruta
 

Niedawno, po jednej z upojnych nocy, przypomniały mi się czasy, gdy byłam nastolatką i coraz intensywniej rozmyślałam o chłopakach i seksie. Ponieważ internet nie był wtedy jeszcze tak popularny, musiałam bazować na tym, co opowiedziały mi (a często nazmyślały) koleżanki i na tym, co widziałam na filmach. Nie jakichś pornograficznych, ale tych romantycznych, gdzie co jakiś czas przewijały się sceny erotyczne. Co utkwiło mi w pamięci?

Przede wszystkim zapamiętałam „moment kulminacyjny”, zwany później „orgazmem”. Moment, w którym kobieta jęczy, jęczy, wstrzymuje oddech (to JUŻ) i znów jęczy/krzyczy. Najczęściej to samo dzieje się wówczas z facetem, z reguły w pozycji klasycznej (on na niej), ewentualnie na jeźdźca. Generalnie wyglądało to dość łatwo i przyjemnie.

Tak narodziło się we mnie przekonanie, żeby kobieta powinna (?) dochodzić w czasie penetracji. W miarę zdobywania własnych doświadczeń seksualnych, powoli zaczynałam rozumieć, że tak to nie działa. Owszem, osiągałam orgazm podczas stymulacji łechtaczki na różne sposoby, ale wciąż nie było to to, na co liczyłam.

Przerobiłam w głowie różne scenariusze – nie ten facet, brak chemii, za krótki/za cienki penis (choć partner długo-długo ten sam). Aż w końcu doszłam do takiego wniosku, jak większość kobiet, które również nigdy nie przeżyły orgazmu pochwowego, że po prostu nie jest mi to dane. Mówi się przecież, że nie każda z nas może go osiągnąć, a właściwie, to niewiele kobiet ma to szczęście.

I okazało się, że właśnie tego było mi potrzeba. Kiedy porzuciłam różne eksperymenty, przestałam kombinować z pozycjami i podnietami (a bywało już, że nawet mój mąż miał dość szukania „najodpowiedniejszego kąta”), upragniony orgazm przyszedł sam. Stało się do jednak dopiero po kilkunastu latach od mojego pierwszego stosunku.

Jeżeli liczysz, że zdradzę teraz jakiś fantastyczny sekret lub nietypową metodę osiągnięcia orgazmu pochwowego, muszę cię rozczarować. Do pewnych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć. Sprawdzić, co się lubi, a czego nie, znaleźć partnera, który rozumie nasze potrzeby, zapewnia komfort i bezpieczeństwo, a przede wszystkim – trzeba odpuścić, mieć wolną głową i cieszyć się chwilą.

Jestem najlepszym dowodem, że najlepsze (najprawdopodobniej) dopiero przed tobą. I naprawdę warto poczekać.


Seks Związek

Czy połykanie spermy jest bezpieczne? Czyli mity na temat seksu oralnego

Seksualnie
Seksualnie
9 stycznia 2018
Fot. iStock/istrejman
 

Z seksem oralnym bywa różnie. Jedne z nas nie mają żadnych oporów i lubią ten rodzaj intymnych zbliżeń, drugie traktują to jak przykry obowiązek i coś, czego mężczyźni wymagają. Niezależnie od tego, do której grupy się zaliczasz, najprawdopodobniej wierzysz w kilka popularnych mitów na temat seksu oralnego. I tak, jak my chciałybyśmy, żeby faceci wiedzieli wszystko na temat pochwy i łechtaczki, bo i oni mają pewne swoje obawy, tak same powinnyśmy nieco poszerzyć swoją wiedzę. 

Mit 1: Seks oralny chroni przed chorobami wenerycznymi

Nic bardziej mylnego. Szczególnie, jeśli dochodzi do wytrysku w ustach. Wystarczy drobna, niezauważalna ranka w jamie ustnej, by doszło do zakażenia. Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości, co do stanu zdrowia partnera, powinnaś zawsze używać prezerwatywy.

Mit 2: „Głębokie gardło” charakteryzuje dobrą kochankę

Każdy, kto choć raz oglądał film pornograficzny, doskonale wie, o czym mowa. Wprowadzenie penisa głęboko go gardła nie zawsze jest możliwe. Wymaga nie tylko treningu, ale i dogodnych warunków. Jeżeli mężczyzna został hojnie obdarzony przez naturę, możesz nie uchronić się przed odruchem wymiotnym w wyniku podrażnienia ściany gardła. Jest to naturalny mechanizm obronny organizmu. A tak naprawdę najbardziej wrażliwa na stymulację jest główka penisa. „Głębokie gardło” działa bardziej na psychikę faceta.

Mit 3: Połykanie spermy jest bezpieczne

Nie, jeśli partner jest nosicielem choroby wenerycznej. W skrajnych przypadkach sperma może także spowodować mdłości i wymioty. Nie tylko ze względu na specyficzny smak i zapach. Może ona delikatnie zmieniać skład w zależności od tego, co je i jaki styl życia prowadzi mężczyzna.

Mit 4: Sperma zawsze smakuje i pachnie odpychająco

Jeżeli mężczyzna jest zdrowy, dba o siebie, stronie od alkoholu i papierosów oraz odpowiednio się odżywia, jego sperma (mimo specyficznego smaku i zapachu) nie powinna być odpychająca. Kobiety często jednak miewają opory natury psychicznej z samym kontaktem z wydzieliną ciała. Niekorzystnie działa też presja ze strony mężczyzn, którzy traktują połknięcie spermy jako dowód zaufania i oddania.

Mit 5: Istnieje duże ryzyko zakrztuszenia

Jeżeli kontrolujesz ruchy penisa w jamie ustnej, ryzyko zakrztuszenia jest niewielkie. Często można przewidzieć po reakcji partnera, kiedy spodziewać się wytrysku.

Mit 6: Kobieta musi brać do buzi

Przede wszystkim nikt nic nie musi. Choć jest to bardzo intymna forma seksu i z całą pewnością zbliża do siebie partnerów, nie warto się zmuszać.

Mit 7: Nie da się źle zrobić loda

Z pewnością powieje grozą, jeśli dojdzie do ugryzienia lub zadraśnięcia zębami penisa. Silny ból i dyskomfort raczej nie pozwolą tego zaliczyć do udanych zbliżeń. Nie ma jednej, uniwersalnej metody na dobry seks oralny. Ważne, żeby rozmawiać, słuchać wskazówek i obserwować reakcje. Samo włożenie do ust szału nie spowodowuje (albo w rzadkich przypadkach).


Seks Związek

Jak poczuć się sexy w łóżku i nie zrobić z siebie kretynki? Z pamiętnika żony

Seksualnie
Seksualnie
5 stycznia 2018
Fot. iStock/sSplajn

Zasada jest prosta. Im bardziej sexy kobieta czuje się w sypialni, tym lepszą jest kochanką. Trzymam się tej zasady odkąd pamiętam, choć kilka razy sprowadziła mnie już na manowce. Bo a to się filmów naoglądałam, a to poradników naczytałam, a to mądrych (i bardziej doświadczonych) koleżanek posłuchałam i tak uskuteczniałam różne sztuczki, dzięki którym miałam poczuć się bardziej sexy. O swoich różnych, żenujących eksperymentach seksualnych już pisałam TUTAJ. Po waszych reakcjach wiem, że każda z nas ma na koncie jakąś wpadkę. Bo fajnie to wdzianko wyglądało w katalogu, bo wibrator miał mieć 647 trybów i kosztował jedynie 29,90, bo zachciało się zobaczyć faceta w stringach.

Eksperymenty są fajne, ponieważ pozwalają nam odkryć to, co nas kręci i co się w łóżku sprawdza. Niestety, bardzo często weryfikuje też to, czego się nasłuchałyśmy i naoglądałyśmy. Tak właśnie wspominam moje próby bycia bardziej sexy w łóżku.

Czerwona szminka

Miałam być wampem. Kupiłam więc najbardziej czerwoną szminkę ze wszystkich czerwonych w sklepie (pal sześć czy pasowała – w mroku nie musi) i wymalowałam się przed pójściem do łóżka. Nie powiem, facetowi się podobało. I na podziwianiu mnie powinno się skończyć. Ale nie… namiętne pocałunki, seks oralny, pozycja taka i śmaka. Po godzinie nie wiedziałam, czy któreś z nas krwawi. Dowiedziałam się też jednej rzeczy na temat kosmetyków – im tańsza i gorsza szminka, tym trwalsza i trudniej ją zmyć i sprać.

Szpilki

Obuwie na wysokim obcasie nadaje się wyłącznie do prezentowania swoich wdzięków. Ot, trochę postoisz, powyginasz się i starczy. Nie, mi się zachciało wygibasów w pieleszach. Bilans? Jedno podarte prześcieradło, cztery zadrapania na męskim udzie, jedno na torsie i jeden skurcz w stopie. Nie wiem, może mało gibka jestem? Albo nieuważna? Od tamtej pory szpilki do gry wstępnej, potem już tylko pończochy. I też jest mega sexy!

Biżuteria

Pomyślałam sobie kiedyś, że fajnie byłoby założyć wyłącznie biżuterię. I tak oto, z długimi, błyszczącymi kolczykami w uszach oczekiwałam na niego w łóżku. I powiem szczerze, że naprawdę czułam się sexy. Nie przemyślałam jednak, co zrobić z włosami, więc były rozpuszczone. W miarę jak akcja postępowała, moje włosy były coraz bardziej skołtunione, a pojedyncze kosmyki wplątały się między te nieszczęsne kamyczki i koraliczki. Punkt kulminacyjny nastąpił w pozycji od tyłu, gdy szanowny małżonek szarpnął mnie za włosy, rozrywając mi płatek ucha. Jakoś tam się zrosło, ale o kolczykach mogę już zapomnieć nawet na co dzień.

Dziś stwierdzam, że najbardziej sexy jest błysk w oku, zaangażowanie i świadomość własnych potrzeb. Polecam, zawsze działa.