Seks Związek

Czy nas kręci to – czego się boimy? Czy boimy się tego – co nas kręci?

Iga Iguana Kwietniewska
Iga Iguana Kwietniewska
28 listopada 2015
Fot. Pexels / Katie Salerno / CC0 Public Domain
 

Norma seksualna, co my o niej wiemy? Zastanawiacie się czy to, co dzieje się za drzwiami waszej sypialni jest „normalne”? Czy może jednak wyjście z niej, na łono natury, robienie tego w miejscu publicznym, a może przebieranie się za coś czy kogoś to zaburzenie lub zachowanie patologiczne?

Pary ze swoimi wątpliwościami, pytaniami pozostawionymi w głowie (często sami nawet przed sobą nie potrafiący obgadać tematu), żyją w lekkim strachu, dyskomforcie niewiedzy. Tworząc związek jest im dobrze w swej intymności i seksualności, trochę może się wstydzą, ale przecież nic nigdy się nie wyda, że on czasem uprawia seks w jej pończochach i makijażu, a ona lubi być związana i traktowana jak ostatnia …

Dla seksuologów pierwszym i najważniejszym kryterium jest Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10, definicja zdrowia seksualnego i deklaracja praw seksualnych Światowej Organizacji Zdrowia. Wszystko bardzo poważnie i groźnie brzmi dla naszej delikatnej, subtelnej lub dzikiej i nieokiełznanej seksualności. Z pomocą przychodzi norma seksualna partnerska! O której mało kto wie, a dotyczy każdego.

NORMA SEKSUALNA PARTNERSKA

  1. Partner (jest potrzebny 🙂 ponieważ nie chodzi o zachowania seksualne solo ).
  2. Dojrzałość  (obojga!)
  3. Zgoda i akceptacja (nie namawianie, czy udowadnianie czegoś drugiemu)
  4. Dążenie do obustronnej rozkoszy
  5. Nieszkodzenie zdrowiu (swojemu, jak i partnera)
  6. Nieszkodzenie społeczeństwu

W pierwszej wersji zapisywanej normy partnerskiej występował jeszcze punkt 7. dotyczący różnicy płci, ale go zniesiono.

NORMA SEKSUALNA KLINICZNA ( Imieliński ) dzielimy ją na :

Norma optymalna – obejmuje zachowania seksualne najbardziej pożądane z punktu widzenia rozwoju indywidualnego i społecznego.

Norma akceptowana – zachowania seksualne nieograniczające rozwoju osobistego, nieutrudniające więzi międzyludzkich, ale nie zawsze spełniające rolę normy optymalnej.

Norma tolerowana – zachowania seksualne ograniczają możliwość doboru seksualnego.

Różnimy się i to pięknie naszą seksualnością, mamy różne podejścia do niej i różnie reagujemy na nią. Każdy z nas ma odmienne potrzeby seksualne ilościowe jak i jakościowe, co zapewne utrudnia stworzenie jednej obowiązującej normy seksualnej. Takiej, która byłaby akceptowana przez wszystkich, przestrzegana z łatwością, poprawna politycznie, a może jeszcze lubiana – niemożliwe!

Bardzo często to, co nie jest akceptowane społecznie np. fetyszyzm, homoseksualizm czy transwestytyzm spełnia normę partnerską, wówczas gdy są spełnione powyższe punkty.To co dla jednych jest normą, dla innych zboczeniem i dewiacją.

Neutralna, dostępna i zrozumiała dla tych dwojga, którzy sami przed sobą tworzą normę.Zachęcam do wspólnego przeczytanie i zastanowienie się nad punktami normy seksualnej partnerskiej.

Uwaga! To zbliża.

Jesteśmy wyjątkowi w naszej miłości i to w jaki sposób tworzymy i realizujemy ją z drugą osobą.Dobieramy się przecież w pary, ta jakość układu jaki tworzą dwie osoby ma decydującą rolę w ocenie zachowań seksualnych. Nie ma takiego samego związku seksualnego. W tych paru punkach możemy się przejrzeć, ocenić naszą osobistą skalą w zakresie współdziałania, współrozumienia i współodczuwani.

Powodzenia w waszym jakże normalnym seksie 🙂


Seks Związek

Taniec słonia w obronie godności mojego biustu!

Iga Iguana Kwietniewska
Iga Iguana Kwietniewska
10 stycznia 2016
Fot. Flickr/ramos alejandro / CC BY
 

Kiedy mnie poznał chciał mi wbić nóż w plecy – tak powiedział. W domu gdzie mieszkało około dwunastu dziewczyn, pięciu chłopaków i jeszcze na piętrze w podobnej ilości Bułgarów, musiało dochodzić do wszelkiego rodzaju spięć i nieporozumień. Wszyscy byliśmy tu w jednym celu zarobkowo-turystycznym. Wschodnie wybrzeże, Atlantic City, od strony oceanu ściana kasyn, gdzie każdy z nas miał zatrudnienie. Wszystko czynne było 24 godz. na dobę, więc w domu który wynajmowaliśmy na szczęście się mijaliśmy, dzięki zróżnicowanemu grafikowi.

Któregoś popołudnia, wracając do domu marzyłam o prysznicu.  Człowiek się lepił od klimatyzacji w pracy i skwaru trzydziestostopniowego wraz z bryzy od oceanu na zewnątrz. Wchodząc do domu przywitałam się z zastanymi współlokatorami, jedni imprezowali, inni szykowali się do pracy, jeszcze inni odpoczywali. Łazienka wolna! Ucieszona zajęłam ją planując zrobić sobie małe spa. Maseczki, peelingi, balsamy, takie tam poprawianie urody. Łazienka była dość mała, okno uchylone by nie zaparowało, wyposażone w żaluzje które były tak skręcone by wpuszczać odpowiednią ilość światła, ale pod odpowiednim kątem z zewnątrz by nie było nic widać…

Związałam włosy, rozebrałam się i postanowiłam zrobić sobie peeling całego ciała, kosmetyk gruboziarnisty musiałam porządnie wcierać w suche ciało by uzyskać pożądany efekt jedwabistej skóry. Przed lustrem wcierałam brązowo-beżowy krem z „piaskiem”, by potem wskoczyć pod prysznic i go zmyć – taki miałam zamiar… Bardzo się wczułam, każdy centymetr mojego ciała postanowiłam potraktować tym cud – kosmetykiem nawet ryzykując zużycie połowy tubki. W momencie, gdy okrężnymi ruchami dotykałam moich piersi (bo przecież one też potrzebowały ujędrnienia w wieku dwudziestu paru lat – tak myślałam) usłyszałam zza uchylonego okna ochrypnięty, sapiący głos : ” Oh Yeee baby do it again „.

W jednej chwili chwyciłam ręcznik, zakryłam się nim, otworzyłam drzwi łazienki i wyleciałam z wrzaskiem na środek domu i w rozpaczy wykrzyczałam, że jakiś zboczeniec, że ohyda, że podgląda itd.

Ten co chciał mi wbić nóż w plecy, co delikatnie mówiąc – nie przepadał za mną, rodak, współlokator wysokości ok dwóch metrów, typowy samiec alfa, wstał jak poparzony, wtargnął do łazienki, jedną ręką podciągną żaluzje, spuścił swoje szerokie spodnie wraz z gaciami  i kołysząc w prawo , w lewo swoim przyrodzeniem wrzeszczał : ” Do you like that???  dance of the elephant??!!”

Pokochałam go natychmiast, jak brata, przyjaciela, opiekuna, zbawcę! Stanął w obronie moich piersi, w takim stylu, że długo zapamiętane to było na ulicy Little Rock avenue, gdzie podglądał mnie jakiś stary, samotny dziad, weteran, mieszkający obok, który wszedł na balkon, na piętrze i miał świetny widok, ponieważ żaluzje pod tym kątem nie spełniały swojej roli.

Mój obrońca, gdy podglądacz czmychnął w głąb swojego domu, skończył swoje show, ubrał spodnie, odwrócił się do nas (wszyscy obecni się zbiegli rzecz jasna) i oznajmił, że nikt mu nie będzie lasek podglądał w domu, oczywiście tu i tam dodał zgrabne, polskie przekleństwo.

Dziękuję Ci Kamil! Tak oficjalnie, bo nasze spotkania po latach nie mogą się obejść bez przypomnienia tej historii.


Seks Związek

Robol prawdę Ci powie! Obiecała sobie, że nigdy nikomu nie opowie tej historii, taki wstyd i upokorzenie

Iga Iguana Kwietniewska
Iga Iguana Kwietniewska
21 października 2015

Anna urodziła dziecko. Jak większość kobiet nie była wielce zadowolona ze swojego wyglądu, krytyczna wobec siebie, niezadowolona z włosów, które nadmiernie wypadały, giętkości i gibkości ciała, nóg, brzucha, cery. Powolutku, dzień po dniu wszystko na szczęście wracało do normy. Wizyta u fryzjera, wklepywanie kremów, trochę ćwiczeń, a przede wszystkim Annie pomogło przychylne i miłe opinie rodziny i otoczenia. Wszyscy zachwycali się tą młoda mamą, która zaczęła wierzyć w siebie! Skończyło się jej codzienne zamartwianie i nadmierne skupianie na sobie. Miała koło siebie kruszynkę, dzidziusia który kochał ja przecież bez względu na wszystko, mąż był z niej dumny, koleżanki zazdrościły, jej mama pomagała i chwaliła.

Nadchodziła wiosna, wszystko budziło się do życia, słoneczko rozpieszczało. Anna postanowiła wybrać się na spacer z dzieckiem, pierwszy w tak piękny wiosenny, ciepły dzień. Wcześniejsze wyjścia wyglądały bardziej jak uciekanie przed deszczem, lub pośpieszne wietrzenie, bo za zimno.

Serce miała radosne, więc bardzo naturalnie przyszło jej wystrojenie się i uszykowanie jak na ważną imprezę. Włosy związała w staranny kok, wyciągnęła jedno pasmo by bardziej podkreślał jej piękny teraz owal twarzy. Wybrała krótką, jasno żółtą sukienkę z delikatnej dzianiny. Narzuciła czarną lekką kurteczkę, która miała bardzo elegancko postawiony kołnierz co niewątpliwie dodawało Annie uroku. Czarne buty z lakierowanej skóry na małym obcasie, które świetnie pasowały do torebki, którą przywiozła sobie z Londynu – z czasów gdy jeszcze jej nic nie ograniczało – jak mówiła. Do tego wszystkiego czarne duże okulary przeciwsłoneczne na pół twarzy, czuła się jak gwiazda! Dziecko oczywiście też ubrała w szykowne ciuszki, wszystko pasowało do wózka, każdy detal był dopracowany. Tak wyszykowana Anna, z szerokim uśmiechem na twarzy wyszła…

Podziwiała naturę, zachwycała się każdym listkiem, drzewem, przemawiała do swojej małej pociechy, która już i tak drzemała wciągając świeże, rześkie powietrze. Spacerując tak po osiedlu, między alejkami miała poczucie, że wszyscy na nią patrzą, że się podoba, była zachwycona tak zaczętym dniem. Przechodząc koło budującego się domu, gdzie na placu budowy było około ośmiu robotników,  z radia muzyka- jakiś obwiązujący hit. Uśmiechnęła się w myślach do siebie, że wszystko tak pięknie się budzi, buduje, tworzy do życia. Nagle, za plecami usłyszała zdanie, które doszło do niej w jakimś zwolnionym tempie, w momencie gdy minęła tamten plac budowy : „Ale ma grube giry”.

Z każdym następnym krokiem dochodziło do niej każde pojedyncze słowo, dźwięk wypowiadanego wyrazu, śmiech kolegów na placu budowy. Szła i garbiła się coraz bardziej, z twarzy znikał uśmiech, a w głowie atakowały tylko myśli : ” Idiotko! Trzeba było ubrać czarne wyszczuplające spodnie, dres jakiś by być jedną niezauważalną masą.” , ”  Z czego tak się cieszyłaś? Mama, znajome, koleżanki Cię tylko pocieszały”, ” Myślisz, że jesteś gwiazdą? Robol prawdę Ci powie!”

Smutna, zdruzgotana, załamana, że w ogóle słyszała te cholerne zdanie, które brutalnie pociągnęło w dół jej poczucie własnej atrakcyjności, kobiecości, wartości tak ciężko budowane. Obiecała sobie, że nigdy nikomu nie opowie tej historii, taki wstyd i upokorzenie. Niestety to nie koniec, bo zorientowała się, że aby wrócić do domu, musi zawrócić i przejść jeszcze raz obok ów szczerych panów. Zbliżała się, miała ochotę zapaść się pod ziemię, jedynym małym plusikiem było to, że szła teraz po drugiej stronie ulicy, ale właściwie robotnicy, którzy pracowali na dachu mieli jeszcze lepszy widok na jej „grube giry”, z perspektywy. Dobrze, że miała okulary przeciwsłoneczne, bo starannie zrobiony makijaż spływał po policzku tym bardziej im była bliżej linii ognia. W tym momencie Anna zdała sobie sprawę, że jedne oczka wpatrują się w nią cały czas, jej kochane dzieciątko się już obudziło i nie widziało swojej dumnej mamy, podśpiewującej i pokazującej kwiatki, drzewka, ptaszki,mrówki. Poprawiającej kokieteryjnie kosmyk włosów, czy uśmiechającej się do wszystkich i wszystkiego.

To jej dało taką siłę, nie wytrzymała i w jednej sekundzie odwróciła się na pięcie, przeszła przez pasy niemal biegnąc z tym wózkiem. Szepnęła tylko ” to dla Ciebie kruszynko” i wtargnęła swoimi delikatnymi bucikami na plac budowy, wrzasnęła: „Który z was powiedział, że mam grube giry!!!???”

Grobowa cisza jaka wtedy nastała jeszcze bardziej Annę nakręciła, nie słyszała nawet tego radia tylko wpatrywała się w tępe twarze robotników. Jeden z nich, na dachu wskazał palcem któregoś kolegę pracującego na dole. Reszta bardzo intensywnie zajęła się robotą wbijając wzrok w jeden punkt z tak dużego zaskoczenia, które wywołała. Anna nie czekając na odpowiedź wrzasnęła na odchodne: ” Wy nawet pał nie macie grubych, nie wspominając o portfelach!!!”.

I poszła. Powolnym krokiem opuściła plac budowy kołysząc biodrami, z wysoko podniesioną głową i nasłuchując intensywnie, czy może coś jeszcze chcą dodać panowie. Nic, tylko piosenka z radia, świergot ptaszków, delikatny wiaterek, który suszył już jej łzy na policzkach. Anna obiecała sobie wtedy, że każdemu opowie te historię.